reptar
25.07.02, 23:53
Droga Redakcjo,
przeczytałem "City", wyśmienitą powieść Alessandra Baricco, a
później sięgnąłem po recenzję Krzysztofa Vargi pt. "Zagubiony w
city" zamieszczoną w "Magazynie z książkami" nr 1(1) z 15 lutego
2001 r.
Proszę, wytłumaczcie mi, dlaczego oddaliście całą stronę
recenzentowi, który... nie ma nic do powiedzenia o książce.
Ów człowiek zaczyna od opisu twórczości Amisa, stwierdza, że
pisze o Amisie, bo nie wie, co pisać o "City", a wszystko to
ubiera w szczególny rodzaj kokieterii - że niby robi to ot tak,
bo mu wolno. Że to niby taka filuterna retoryka. Ale we mnie,
jako w czytelniku recenzji, kiełkuje pierwsze podejrzenie, że
recenzent przeczytał nie tę książkę, którą recenzuje. I to
podejrzenie rośnie z każdą czytaną linijką, bo oto recenzent -
jak uczeń, który nie odrobił zadania - PRZEPISUJE żywcem czwartą
stronę okładki. Po co? Czyż tego samego nie można przeczytać po
prostu na czwartej stronie okładki? w Internecie, gdzie można
znaleźć kopię tekstu z czwartej strony okładki? w krótkich
notkach w prasie nie mających statusu Recenzji, a bazujących na
czwartej stronie okładki? Czy naprawdę do przepisania czwartej
strony okładki potrzeba aż Recenzenta i całej strony "Magazynu z
książkami"?
Przez większość tekstu recenzent zdaje się omijać książkę.
Zajmuje się stronami w Internecie, wdaje się w rozważania -
uwaga! - którym gościem strony internetowej byłby, gdyby akcja
powieści toczyła się nie w Stanach Zjednoczonych, ale we
Włoszech. Uff!, ten fragment dużo mówi nam o uprzedzeniach i
antypatiach recenzenta, ale nadal nic o książce.
Potem to nieszczęsne porównanie z Vonnegutem, świadczące o tym,
że recenzent nie czytał albo Vonneguta, albo "City". Jestem o
tym głęboko przekonany, ponieważ tak się złożyło, że i Vonnegut,
i "City" to lektury, które dobrze znam. Jedno i drugie -
literatura najwyższych lotów, tak!, ale to koniec wspólnego.
Tylu innych pisarzy stworzyło wspaniałe książki. Dlaczego akurat
Vonnegut?! Dlaczego nie Bradbury, Huberath, Płatonow, Milne,
Wolter, jeszcze ktoś inny? Widzicie, ja też mam z czego, każdy
ma z czego, zestawiać różne "wyglądające" kompozycje.
Czy recenzent czytał "City"? Muszę przyznać, że końcowy fragment
recenzji trochę zachwiał moim podejrzeniem, bo rzeczywiście pan
Varga przytoczył tu parę faktów z książki, nawet jakiś cytat,
których nie spotkałem wcześniej w innych recenzjach. Ale
przecież gdyby sam odkrył pewne rzeczy, które w zamyśle autora
książki miały być dla czytelnika niespodzianką, gdyby odkrył je
powiedzmy w okolicach strony 138. albo w okolicach strony 313.,
to nie zdradzałby tego innym, bo w ten sposób psuje zabawę.
Wreszcie w finale pan Varga stwierdza, że przechodzi obok
powieści z "dużą dozą obojętności", choć dopiero co pisał
o "kompletnych idiotach" i "kretynach", o "bełkotliwych
kwestiach". Według mnie użycie takich określeń obojętnemu nie
przystoi, a obojętności przeczy. Agresją jest raczej. Nie
zgadzam się, by uprzedzony do książki recenzent nazywał moich
bohaterów idiotami TYLKO dlatego, że "nie bardzo wie, o co
chodzi w okolicy strony 60.", "zupełnie nie wie o co chodzi w
okolicy strony setnej" i przepisał czwartą stronę okładki.
Przeczytanie dwóch okolic, nawet jeśli i ich się nie czytało,
nie upoważnia do ferowania tak napastliwych wyroków!
Musiałem stanąć w obronie tej wspaniałej książki.