Dodaj do ulubionych

Dirty Danzig

IP: 195.205.250.* 22.06.05, 10:02
Michał Piotrowski zebrał wreszcie swoje rymowane wiersze i wydał tomik. Dirty
Danzig to zbiór tekstów bardzo inny od tego, co się czyta zazwyczaj na
wieczorach poezji, w dobrym sensie staroświecki i smutny. Dlatego ręka sama
mi się wyciąga po te dwadzieścia cztery teksty nasycone tęsknotą oraz magią.
Po pierwsze dlatego, że autor opisuje przestrzeń, która istnieje tylko gdzieś
na obrzeżach głównego nurtu życia, ale ma nań olbrzymi wpływ. Rodzinne
Michała Piotrowskiego (i również moje) miasto – Gdańsk – jawi się tutaj, jako
żywo, w postaci komunikacyjnej pustyni, wypełnionej lirycznym żelastwem
(pociągi, martwe przystanki tramwajowe i dworce), po której w dodatku
nieustannie hula wiatr. Przemarza się w tym świecie do samej kości – wiecznie
tu noc panuje i śnieżna zadymka – bo nie rozświetli jej ani kaszel neonów,
ani latarnia, z której niemrawo ciurka światło. Naziemny świat jest ciężki
jak śmierć: tramwaje jak robaki toczą ciemność, a po ulicach krążą ponure
ciężarówki deszczu oraz komety autobusów. Prawdziwa wielka, porządnie
depresyjna Północ, gdzie melancholia wysnuwa się z zakazanych regionów
miasta, w które poeta wyrusza, gdy tylko przyjdzie nasz nadmorski wieczór.
Gdańsk-Danzig rzeczywiście jest bohaterem lirycznym tego tomiku, Gdańsk inny
jednak od terenów kreślonych piórami Stefana Chwina czy Pawła Huelle. Brudny
jakiś rzeczywiście i pusty w środku. Bo w miastach tamtych twórców istnieje
pamięć, w której można szukać zaczepienia we współczesnym świecie. City
Piotrowskiego służy wprawdzie jako skrzynka do przechowywania pamiątek, ale
dawno zamknięta i przysypana śniegiem.
Drugi powód, dla którego warto przeczytać te teksty, to sposób pisania o
miłości w uśpionym zimnem Gdańsku. Stara prawda, iż tylko miłość potrafi
ogrzać zziębnięte serce poety-mieszczanina, przebija się w tym tomiku na
każdym kroku (a właściwie na każdym wierszu). Jednak chłodno i w tej sferze –
za mało ciepła, za duża odległość i nieustanny brak: gdziekolwiek przez to
miasto pójdę/kroki odbiją się jak echo:/znów jest o jeden list za późno/jeden
papieros za daleko. Nieobecność i permanentna wilgoć: deszcz na mnie napadł
kiedy chciałem/twym drobnym krokom wyjść naprzeciw. W północnej atmosferze
wszystko bowiem odchodzi, nawet kot-przyjaciel. Wszystkiego brakuje. Wysnuję
karkołomny wniosek, że chyba na Syberii (przynajmniej tej literackiej) jest
przyjemniej. Bo tam istnieją więzi między ludźmi i widać chociaż gwiazdy, a
tutaj, wśród industrialnej samotności, jedynym jasnym punktem staje się
wyłącznie stygnący ognik papierosa. Dirty Danzig polecam (gorąco) wszystkim
stałym mieszkańcom Gdańska, a także tym, którzy bywają na wybrzeżu tylko w
lecie i mają pomysł, by przeprowadzić się tu z jakiegokolwiek Południa. Nie
ma bowiem innego miejsca w Polsce, w którym tak czułoby się zmierzch i
północ – doby, życia, świata. Uwaga, Michał Piotrowski ostrzega:
miasto zamarło za oknami
pustą ulicą księżyc kroczy
niczym konduktor nocnej zmiany
w długim pociągu twych warkoczy

ciężko zapomnieć o warkoczach
trudno księżycom się wykręcić
w tym miejscu, w którym nawet stocznia
nie służy statkom lecz pamięci
(Dirty Danzig)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka