Dodaj do ulubionych

Najlepsze tlumaczenia...

02.09.02, 08:20
... wlasciwie mozna powiedziec ze kazda ksiazka przetlumaczona na inny jezyk
jest zjawiskiem pozytywnym poniewaz przybliza ludzi mowiacych jednym jezykiem
do innej kultury. Z drugiej strony sa rzeczy nieprzetlumaczalne - Norwid,
Galczynski, Tuwim, Schulz (tlumaczenie na angielski jest poprawne ale nie ma
wlasnie "tego" co czyni Schulza geniuszem) idac w druga strone jak
przetlumaczyc z angielskiego Whitmana, Pounda lub Eliota??? - dlatego wlasnie
to co zrobil Maciej Slomczynski w tlumaczeniu "Ulissesa" jest doprawdy
niesamowite: czytalem ta ksiazke po raz pierwszy po polsku i oczywiscie
wywarla ona na mnie ogrmne wrazenie - ze wzgledu na jezyk i forme, kiedy
czytalem "Ulissesa" w orginale zdalem sobie sobie sprawe ze pan Slomczynski
dokonal wielkiego dziela - przetlumaczyl ksiazke ktora opiera sia na formie i
grze slow na polski tak ze nic nie bylo stracone, uchwycil wszystkie niuanse,
stworzyl polskie odpowiedniki specyficznego jezyka Joyca i zachowal jego glos
i forme. Zyczyc tylko mozna sobie aby inni tlumacze potrafili to samo...
Obserwuj wątek
    • hania_76 Re: Najlepsze tlumaczenia... 02.09.02, 10:46
      Moim ulubionym tłumaczeniem jest tłumaczenie "Lolity" autorstwa Roberta
      Stillera. Przeczytałam oryginał i muszę przyznać, że Stiller oddał
      nabokovowskie klimaty po mistrzowsku. Późniejsze tłumaczenie (bodajże
      Kłobukowskiego) nie jest już tak dobre.
      • ydorius Re: Najlepsze tlumaczenia... - trochę lżej 02.09.02, 12:09

        Moim zdaniem cudowną robotę robi Piotr W. Cholewa tłumacząc Pratchetta... Do
        tego stopnia, że nie mam ochoty zabierac się za oryginał, choć może brzmi to
        jak bluźnierstwo.
        Oprócz tego tłumacz, który się zabrał za Asteriksa... Mówię o wersji komiksowej
        oczywiście... Jest mnóstwo gier słów, które chyba najciężej jest
        przetłumaczyć...

        Ot i takie mam ostatnio lektury :-))

        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • hania_76 Re: Najlepsze tlumaczenia... - trochę lżej 02.09.02, 12:37
          ydorius napisał:

          >
          > Moim zdaniem cudowną robotę robi Piotr W. Cholewa tłumacząc Pratchetta... Do
          > tego stopnia, że nie mam ochoty zabierac się za oryginał, choć może brzmi to
          > jak bluźnierstwo.
          > Oprócz tego tłumacz, który się zabrał za Asteriksa... Mówię o wersji
          komiksowej
          >
          > oczywiście... Jest mnóstwo gier słów, które chyba najciężej jest
          > przetłumaczyć...
          >


          Do lżejszego kalibru dodam tłumaczenia Mikołajka (nie wiem, kto je robił, ale
          zrobił je genialnie!) i tłumaczenie pierwszych dwóch części Adriana Mole'a
          (Dziennik Adriana Mole'a lat 13 i 3/4 oraz Bolesne Dojrzewanie Adriana Mole'a).
          > Ot i takie mam ostatnio lektury :-))
          >
          > .y.
          >
          > ----------------------------------
          > What is home without Plumtree's Potted Meat?
          > Incomplete.
          • ydorius Re: Najlepsze tlumaczenia... - trochę lżej 02.09.02, 12:55

            Tak, Mikołajek też był super zrobiony... To chyba dowodzi tego, jak dobrym
            humorystą był Rene Goscinny...

            A z cięższych rzeczy: chylę czoło przed niektórymi tłumaczami niektórych
            filozofów (zwanych tez czasami dla niepoznaki socjologami)... Na przykład
            tłumacz Bordieu zrobił rzecz niebywałą: przetłumaczył mglistą i niezrozumiałą
            po części dla samego autora filozofię na równie nieprzystępną w języku
            polskim... To ci tłumacz!

            Ale prawdopodobnie się nie znam... Na czym może się znać ktoś, kto czyta
            Asteriksa i Pratchetta?

            :-P

            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
        • rzapka Re: Najlepsze tlumaczenia... - trochę lżej 02.09.02, 12:39
          prosze cie, "zabierz sie" za Prachetta w oryginale - jest tak fantastyczny, ze
          nad polska wersją zadrżałaby mi ręka (niczego nie ujmując tłumaczowi - po
          prostu oryginał tak mnie urzekł, że mimo wszystko bałabym się sprawdzać, jak to
          jest "po naszemu")
        • pippin Re: Najlepsze tlumaczenia... - trochę lżej 04.09.02, 14:35
          Zgadza się. Piotr Cholewa robi dobrą robotę.
          Dziękuję mu za tłumaczenia i za to, że mnie nie oblał na matmie. A mógł bo wcale mi się nie chciało umieć :-)
          • jejowannabe OT: Cholewa 04.09.02, 14:58
            pippin napisał:

            > Zgadza się. Piotr Cholewa robi dobrą robotę.
            > Dziękuję mu za tłumaczenia i za to, że mnie nie oblał na matmie. A mógł bo wcale mi się nie chciało umieć :-)

            Mnie też nie oblał na matmie. Ale mnie się chciało umieć :)
            • pippin Re: OT: Cholewa 04.09.02, 15:48
              jejowannabe napisała:
              > Mnie też nie oblał na matmie. Ale mnie się chciało umieć :)

              To inaczej, to Ty się nie dałeś/łaś oblać. A ja byłem bez radny i Piotr W.Ch. okazał się ludzkim gościem.
              Na usprawiedliwienie dodam, że zawsze byłem dobry z matmy ale na studiach już mnie się nie chciało. :-)
              • jejowannabe Re: OT: Cholewa 05.09.02, 08:35
                pippin napisał:

                > jejowannabe napisała:
                > > Mnie też nie oblał na matmie. Ale mnie się chciało umieć :)
                >
                > To inaczej, to Ty się nie dałeś/łaś oblać. A ja byłem bez radny i Piotr W.Ch. o
                > kazał się ludzkim gościem.
                > Na usprawiedliwienie dodam, że zawsze byłem dobry z matmy ale na studiach już m
                > nie się nie chciało. :-)
                >
                >
                • ydorius Re: OT: Cholewa 05.09.02, 09:45

                  To mnie w takim razie Cholewa też nie oblał. Choć nawet nie bardzo dałem mu
                  szansę...
                  Swoją drogą Jejo, czy mówisz o koncercie JT w kongresowej jakiś (całkiem
                  nieduży) czas temu?

                  .y.

                  --------------------------------
                  • jejowannabe Re: OT: PratcheTull 05.09.02, 10:04
                    ydorius napisał:

                    > To mnie w takim razie Cholewa też nie oblał.

                    Czyli sporo nas na tym matematycznych łez padole :)

                    > Choć nawet nie bardzo dałem mu szansę...
                    > Swoją drogą Jejo, czy mówisz o koncercie JT w kongresowej jakiś (całkiem nieduży) czas temu?

                    Mnie
        • reptar Dwa oblicza jednego tłumacza 05.09.02, 09:57
          ydorius napisał:

          >
          > Moim zdaniem cudowną robotę robi Piotr W. Cholewa tłumacząc Pratchetta...




          Piotr W. Cholewa tłumaczył "Światło wirtualne" Gibsona (wydanie w serii
          Kameleon), i jest to ostatnio mój antyfaworyt - właśnie dzięki temu tłumaczeniu.


          str. 124, wersy 12-13 od góry:
          (...) przypominającymi durszlak, który używała do odcedzania ziemniaków (...)

          str. 144, wersy 6-7 od góry:
          (...) zwymiotowała w otwartą, pustą puszkę, o brzegach pomazanych szarą farbą,
          którą Nigel używał (...)

          str. 238, wersy 17-18 od góry:
          (...) Potem wciągnął jedną z tych rękawic, które zawsze się używa. (...)


          Czasownik "używać" łączy się z dopełniaczem, a nie z biernikiem!
          A więc - kolejno:
          - KTÓREGO używała do odcedzania
          - KTÓREJ Nigel używał
          - KTÓRYCH zawsze się używa




          str. 220, wersy 6-5 od dołu:
          (...) Zamiast martwić się, na przykład, czy Loveless lub pani Elliott nie
          umieściła radionadajnika (...)

          Tutaj chodzi o formę orzeczenia w przypadku podmiotu szeregowego (Loveless lub
          pani Elliott). Nie wolno pisać "umieściła", bo rodzaju żeńskiego jest tylko
          pani Elliott. Liczbę pojedynczą dopuszcza się tylko wtedy, gdy wszystkie części
          podmiotu są rzeczownikami mającymi ten sam rodzaj gramatyczny. Powinno
          być "umieścili", nawet jeśli to chodzi tylko o "lub".



          str. 244, wersy 10-9 od dołu:
          (...) Wiesz, jak otworzyć kłódkę Kryptonite, Scooter? Kluczykiem volvo. Kluczyk
          volvo idealnie do niego pasuje (...)

          Do niego? Chyba "do niej", skoro chodzi o kłódkę! Chyba że chodzi nie o kłódkę,
          lecz o volvo. O to, że kluczyk volvo idealnie pasuje do volvo.



          str. 252, wers 19 od góry:
          (...) jej piersi, które opinały podkoszulek (...)

          Potrafię sobie wyobrazić piersi opięte przez podkoszulek, podkoszulek opinający
          piersi, podkoszulek opięty na piersiach, ale żeby to piersi opinały podkoszulek
          to już naprawdę jest surrealizm. Szkoda tylko, że niezamierzony.


          Tak więc zwróciłem uwagę na tego samego tłumacza co Ty, ale inaczej :(
          • ydorius Eee... chyba nie... 05.09.02, 10:10

            Zwróć w takim razie uwagę jeszcze na nazwisko redaktora.
            Być może w Świecie Dysku Piotr W. Cholewa jest bardzo dobrym tłumaczem, gdyż ma
            bardzo dobrego redaktora? Nie wiem, ciężko chyba ocenić.
            To jednak, co wypisałeś nie do końca wiąże się z rolą tłumacza (choć ci
            najlepsi, oczywiście, powinni zwracać uwagę na takie rzeczy), a raczej z robote
            redakcyjną (obcykanie gramatyczno interpunkcyjne, uzgodnienie czasów itepe).

            pozdrawiam,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • reptar Re: Eee... chyba nie... 05.09.02, 10:19
              ydorius napisał:

              > Zwróć w takim razie uwagę jeszcze na nazwisko redaktora.


              Jasne, że wiele zależy od redaktora, ale ten raczej przepuszcza złe niż
              poprawia z dobrego na złe. Wyliczyłem tylko te błędy, które wyglądają mi na
              odtłumaczowskie. Oprócz tego mógłbym wymienić z tego wydania kilka literówek,
              ale rozmawiamy o tłumaczu.


              Drugie jasne, to że poprawna polszczyzna jest tylko jedną z zalet, które mogą,
              ale w końcu nie muszą cechować tłumacza. Nie uważam, że najważniejszą, ale
              najlepsi tłumacze to ci, którzy są dobrzy pod każdym (liczącym się) względem.
              Są chyba tacy?
              • ydorius błądzisz... i nie błądzisz... 05.09.02, 10:36
                reptar napisał:

                > Jasne, że wiele zależy od redaktora, ale ten raczej przepuszcza złe niż
                > poprawia z dobrego na złe. Wyliczyłem tylko te błędy, które wyglądają mi na
                > odtłumaczowskie. Oprócz tego mógłbym wymienić z tego wydania kilka literówek,
                > ale rozmawiamy o tłumaczu.

                Jeżeli redaktor przepuszcza złe, to jest to wina redaktora, nie tłumacza...
                Jeżeli poprawia z dobrego na złe tojest to jego podwójny błąd... Radaktor to
                nie ktoś, kto poprawia literówki, o nie! Wiem to, gdyż moja mama rodzona jest
                redaktorem (obecnie w stanie spoczynku) i pamiętam, co należało do jej
                obowiązków...

                > Drugie jasne, to że poprawna polszczyzna jest tylko jedną z zalet, które
                mogą,
                > ale w końcu nie muszą cechować tłumacza. Nie uważam, że najważniejszą, ale
                > najlepsi tłumacze to ci, którzy są dobrzy pod każdym (liczącym się) względem.
                > Są chyba tacy?

                To również dla mnie jest jasne. Ponad to uważam, ze lepszy jest tłumacz,
                który "czuje klimat" i porafi go oddać w języku na który tłumaczy, od tłumacza,
                który ma co prawda więcej zdolności interjęzykowych, ale zupełnie nie potrafi
                uzyskać tego samego efektu... Tłumaczenia wówczas są poprawne, ale bez wdzięku
                i polotu. A tego bardzo nie lubię...

                .y.
          • jejowannabe Re: Dwa oblicza jednego tłumacza 05.09.02, 10:29
            A mnie się spodobał wynalazek PWC w którymś Gibsonie: 'punkt kratowy'.
            Geometrycznie frasujące. Podejrzewam, że w oryginale był "checkpoint" :)
          • Gość: naiwna Re: Dwa oblicza jednego tłumacza IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.02, 21:20
            Hahaha, reptar, dzięki za te "kwiatki"! Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek
            czytała książkę, z której pochodzą... Te piersi opinające podkoszulek będą mi
            służyć przez co najmniej tydzień jako ćwiczenie wyobraźni!
    • Gość: th Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.pool.mediaWays.net 03.09.02, 20:59
      piotr siemion! znacie? to po slomczynskim najlepszy polski tlumacz, przynajmiej z
      angielskiego. nie tlumaczy. spolszcza. geniusz!!!!!!! czytajcie piotra siemiona!!!!!
      th.
    • Gość: tom Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.pool.mediaWays.net 03.09.02, 21:26
      tak, siemion! czytalem pynchona - rewelacja!
      mysle, tego sie trzymaj, bo to faktycznie dzisiaj najlepsze
      • Gość: martaB Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.pool.mediaWays.net 03.09.02, 21:39
        a kto to jest ten siemion? bo sie zainteresowalam. jestem tlumaczka. czy ten siemion tlumaczy z
        angielskiegio?
        • reptar Najlepsze tlumaczenia i *.pool.mediaWays.net 05.09.02, 10:05
          Gość portalu: martaB napisał(a):

          > a kto to jest ten siemion? bo sie zainteresowalam. jestem tlumaczka. czy ten
          > siemion tlumaczy z angielskiegio?


          Nie wiem, kto to jest ten Siemion,
          ale pytaj kogoś, kto ma adres: *.pool.mediaWays.net
    • jejowannabe ...są na placu Pigalle 04.09.02, 12:45
      cavafis47 napisał:

      > ... wlasciwie mozna powiedziec ze kazda ksiazka przetlumaczona na inny jezyk
      > jest zjawiskiem pozytywnym poniewaz przybliza ludzi mowiacych jednym jezykiem
      > do innej kultury.

      Do innego języka?

      > Z drugiej strony sa rzeczy nieprzetlumaczalne - Norwid,
      > Galczynski, Tuwim, Schulz (tlumaczenie na angielski jest poprawne ale nie ma
      > wlasnie "tego" co czyni Schulza geniuszem) idac w druga strone jak
      > przetlumaczyc z angielskiego Whitmana, Pounda lub Eliota??

      Tak rozumując: wszystko jest nieprzetłumaczalne. No, może poza akredytywami bankowymi.
      Dowód nie wprost: jeden tłumacz Schulza napisze co innego niż drugi tłumacz Schulza.
      Ba, ten pierwszy tłumacz Schulza sam raz napisze tak, a po kawie i spacerze
      • ydorius Re: ...są na placu Pigalle 04.09.02, 13:07
        jejowannabe napisała:

        > Do innego języka?

        Do innego jezyka przybliżają tylko ci tłumacze, którzy z wyrażenia "immanent
        transcendency" robią "immanentną transcendencję". I tak przez całą książkę :-
        ))) Słowem - kiepscy tłumacze.

        > Tak rozumując: wszystko jest nieprzetłumaczalne. No, może poza akredytywami
        ban
        > kowymi.
        > Dowód nie wprost: jeden tłumacz Schulza napisze co innego niż drugi tłumacz
        Sch
        > ulza.
        > Ba, ten pierwszy tłumacz Schulza sam raz napisze tak, a po kawie i spacerze --
        > inaczej.

        Problem leży jeszcze dalej. Dlatego, że ten sam Schulz napisałby inaczej, gdyby
        się przeszedł i wypił kawę. Proble leży w zasadniczej nieodwzorowywalności
        świata przez język. Ponieważ te dwie rzeczy do sieie nie przystają, to za
        każdym razem otrzymujemy co innego. To nie znaczy, ze w utworach Schulza jest
        wiele Schulzów. To oznacza, że w rzeczywistości Schulza było nieskończenie
        wiele języków...

        > Co z tego wynika (pytanie stare, starte i sterane jak teoria przekładu): że
        jes
        > t "wielość Schulzów" ukryta w
        > oryginale? Czy że jest wielość (możliwych) tłumaczeń Schulza? A może wielość
        (m
        > ożliwych) odbiorców?
        >
        > I wniosek (banalistyczny): albo wszystko jest przetłumaczalne (z definicji),
        al
        > bo nic.
        > Nie widzę różnicy między ewentualną nieprzetłumaczalnością na angielski, bo
        ja
        > wiem, Leśmianowej "majki stodolnej"
        > a nieprzetłumaczalnością prostego, na pozór, zdania: "poszłam do kina".

        Mniej więcej się zgadzam :-)))

        > Z czego wynika, że tłumaczenie może mieć wyższą wartość niż oryginał. Bo
        tłumac
        > zenie
        • jejowannabe Re: ...są na placu Pigalle 04.09.02, 13:43
          ydorius napisał:

          > jejowannabe napisała:
          > > Do innego języka?

          > Do innego jezyka przybliżają tylko ci tłumacze, którzy z wyrażenia "immanent
          > transcendency" robią "immanentną transcendencję". I tak przez całą książkę :-
          > ))) Słowem - kiepscy tłumacze.

          Ci niekiepscy - a nawet znakomici - przybliżają swymi tłumaczeniami do obcej kultury *tylko* w takim stopniu, w jakim
          język oryginału jest częścią obcej kultury oryginału, przy wstępnym założeniu koniecznym acz wystarczającym, że
          kultura oryginału wyrażona poprzez język oryginału ma część wspólną z kultura docelową wyrażoną poprzez język
          tłumaczenia oraz aksjomatycznym założeniu, że możliwość językowego transferu wspólnoty pól kulturowych z
          oryginału na tłumaczenie jest tłumaczowi dana i zadana. O, to chciałam powiedzieć ;)

          > > Tak rozumując: wszystko jest nieprzetłumaczalne. No, może poza akredytywami bankowymi.
          > > Dowód nie wprost: jeden tłumacz Schulza napisze co innego niż drugi tłumacz Schulza.
          > > Ba, ten pierwszy tłumacz Schulza sam raz napisze tak, a po kawie i spacerze --
          > > inaczej.

          > Problem leży jeszcze dalej. Dlatego, że ten sam Schulz napisałby inaczej, gdyby się przeszedł i wypił kawę.

          Tu problemu akurat nie ma, ponieważ niezależnie od tego czy Schulz wypił kawę, czy jej nie wypił, to swoje dzieło
          przedstawił w skończonej, opublikowanej, nieodwracalnej a czasem nawet twardookładkowej formie.

          > Proble leży w zasadniczej nieodwzorowywalności
          > świata przez język. Ponieważ te dwie rzeczy do sieie nie przystają, to za
          > każdym razem otrzymujemy co innego. To nie znaczy, ze w utworach Schulza jest
          > wiele Schulzów. To oznacza, że w rzeczywistości Schulza było nieskończenie
          > wiele języków...

          > > Co z tego wynika (pytanie stare, starte i sterane jak teoria przekładu): że jest "wielość Schulzów" ukryta w
          > > oryginale? Czy że jest wielość (możliwych) tłumaczeń Schulza? A może wielość (możliwych) odbiorców?
          > > I wniosek (banalistyczny): albo wszystko jest przetłumaczalne (z definicji), albo nic.
          > > Nie widzę różnicy między ewentualną nieprzetłumaczalnością na angielski, bo ja wiem, Leśmianowej
          > > "majki stodolnej" a nieprzetłumaczalnością prostego, na pozór, zdania: "poszłam do kina".

          > Mniej więcej się zgadzam :-)))

          > > Z czego wynika, że tłumaczenie może mieć wyższą wartość niż oryginał. Bo tłumaczenie
          • cavafis47 Re: ...są na placu Pigalle 04.09.02, 15:08
            Tlumaczenia Z ZALOZENIA nie przyblizaja nas do innego jezyka - ostatnio
            czytalem opowiadania Lu Hsuna i w zaden sposob nie przyblizylo mnie to do
            chinskiego (a szkoda...) a jednak ta lektura dala mi wyrazny obraz zycia i
            zachowan ludzkich w latach 20-tych XXw. w poludniowych Chinach.
            Wszystko jest przetlumaczalne - roznica jest w tym ze kazde zdanie mozna
            przetlumaczyc doslownie, lub pracowac nad zachowaniem tresci i rytmu i
            formy..... - to potrafi niewielu.
            Oczywiscie tlumacz ktory dokonuje wlasnej, dowolnej interpretacji orginalu nie
            jest tlumaczem ale plagiarysta.
            Tlumaczenie "anger is a gift" jest proste, interpretacja nalezy do
            czytelnika......
            • jejowannabe Re: ...są na placu Pigalle 05.09.02, 08:31
              cavafis47 napisał:

              > Tlumaczenia Z ZALOZENIA nie przyblizaja nas do innego jezyka - ostatnio
              > czytalem opowiadania Lu Hsuna i w zaden sposob nie przyblizylo mnie to do
              > chinskiego (a szkoda...) a jednak ta lektura dala mi wyrazny obraz zycia i
              > zachowan ludzkich w latach 20-tych XXw. w poludniowych Chinach.

              Pisząc "przybliżać" nie miałam na myśli przybliżania oferowanego przez słownik dwujęzyczny.
              Sprzeciwiłam się tylko uogólnieniu, że "tłumaczenie przybliża do kultury". Jeżeli więc:

              (a) język oryginału jest częścią kultury oryginału (bo język angielski nie zawsze przybliża mnie do kultury
              amerykańskiej - a francuski do kultury Quebecu)

              (b) język oryginału nie jest językiem sztucznym, mistycznym, amalgamatycznym itp. (bo język Joyce'a w
              Finnegans Wake o tyle przybliża do kultury dublińskiej, i szerzej - irlandzkiej - co (być może) (prawie)
              (równie dobrze) do angielskiej, rosyjskiej i egipskiej [o ile w ogóle nie oddala zamiast przybliżać, przez
              swą hermetyczność: ale to już inna para wellingtonów])

              (c) oryginał traktuje o kulturze w którymś / wielu z jej aspektów (bo tłumaczenie Tolkiena przybliża mnie
              raczej do kultury Istari i braku kultury Nazguli
              • Gość: aethor Re: ...są na placu Pigalle IP: 212.244.167.* 05.09.02, 14:52
                "Hm, tłumaczenie dosłowne bywa optymalne."

                Ja z braku czasu zacytuję mojego ojca (nb tłumacza ale nie literatury)
                - Tłumaczenie jest jak kobieta - albo piękne albo wierne.

                A

                PS Niniejszym przpraszam wszystkie urażone kobiety.

                • jejowannabe Re: ...są na placu Pigalle 06.09.02, 09:07
                  Gość portalu: aethor napisał(a):

                  > > "Hm, tłumaczenie dosłowne bywa optymalne."

                  Powtarzam, bywa.
                  No i są terminy, nad którymi nie ma się co zastanawiać. "Przekładnik napięciowy" to będzie po angielsku
                  "voltage transformer" (optymalnie), nie zaś "on-heel over-layer". W dziele literackim też, nie tylko w
                  technicznym.

                  > Ja z braku czasu zacytuję mojego ojca (nb tłumacza ale nie literatury)
                  > - Tłumaczenie jest jak kobieta - albo piękne albo wierne.

                  Który to cytat, jak każda ogólność, jest podejrzany. No bo nad czym zachwycił się Maciek (cavafis47)
                  otwierając ten wątek: nad pięknem tłumaczenia Słomczyńskiego? Czyli niewiernością? Czyli nie nad
                  tłumaczeniem po prawdzie, ale wariacją na temat?
                  Akurat, gdy o Słomczyńskiego idzie, to często posądzany był o skłonności do przekładu filologicznego i
                  wiernego.
                  Cóz. Trzeba wierzyć, mocno wierzyć, bo ja wiem, w lustro spojrzeć, i mantrować, z wiarą, co poranek:
                  Są kobiety i piękne i wierne i bogate i w inne przymioty po pachy posażne ;)

                  > A
                  > PS Niniejszym przpraszam wszystkie urażone kobiety.

                  "Apologies accepted, captain Needa" (D. Vader)
    • ignatz Re: Najlepsze tlumaczenia... 04.09.02, 13:04
      "Mechaniczna pomarańcza" i "Nakręcana pomarańcza Burgessa w tłumaczeniu Roberta Stillera - to jest to!
      • Gość: michlak Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.qdnet.pl 26.10.02, 10:52
        Tak!! To zdecydowanie czolowka mojej listy tlumaczy!
    • Gość: Anahita Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.unused.zigzag.pl 04.09.02, 13:17
      tłumaczenie Boya Żeleńskiego "W poszukiwaniu straconego czasu" to absolutne
      mistrzostwo świata! miliard smaczków i finezja...
      • pippin Re: Najlepsze tlumaczenia... 04.09.02, 14:40
        Nie tylko Prousta Boy pięknie przetłumaczył. Stendhala i innych też. Baaardzo dobrze.

        A np. taki Tadeusz Jan Dehnel? O ile dobrze pamiętam, wszystko co się w PRL ukazywało ciekawego anglosaskiego nowego było tłumaczenia jego. No może przesadzam, ale na pewno Młode Lwy i Pogodę dla bogaczy Shawa...
        Siem czytało, się zapomniało, ale się dobrze wspomina.
    • ydorius Rozważania na temat kultury i języka 05.09.02, 11:00

      Tak się zastanawiałem, gdzie prowadzi nas czytanie tłumaczeń. Czy do poznania
      obcej kultury (ring niebieski), czy do poznania języka (ring czerwony). Zawsze
      było dla mnie jasne (czytaj: nie zastanawiałem się nad tym), że do kultury.
      Teraz taki pewien tego nie jestem.

      Język jest odwzorowaniem kultury, ale nigdy nie jest wyczerpujący. Co więcej -
      nie ma jednego jedynego rozwiązania słownego zdolnego opisać rzeczywistość.
      Nawet w obrębie języka istnieje dowolność - jedna rzeczywistość może być
      opisana na tym samym (zbliżonym?) poziomie odpowiedniości przez różne frazy...
      Stąd też moje rozważania Schulzowskie na temat tego, co i jak napisał... Wydane
      w wersji ostatecznej - owszem... Ale to, DLACZEGO akurat tak napisane - jest
      zupełnie niedostępne. Prowadzi mnie to do wniosku, że odczytywanie
      rzeczywistości ze słowa pisanego daje równie wiarygodne rezultaty, jak próba
      odcyfrowania tekstu strony po rozlaniu na nią filiżanki kawy...
      Do czego przybliża tłumaczenie? Nie do rzeczywistości (i jej pochodnej - czyli
      kultury), bo ta może być oddana tylko przez samą się. Nie do języka (gdyż ten,
      przykryty jest tłumaczeniem - tym lepszym, im lepiej pozwala nie domyślać się
      oryginału - oczywiście w granicach rozsądku...). Tłumaczenie przybliża nas do
      czegoś pomiędzy. Pomiędzy użytym (często przez przypadek. Może zawsze?)
      językiem, który następnie jest odwzorowywany w tłumaczeniu a kulturą, która
      pisany pierwotnie tekst inspirowała...

      A może - w myśl tego wszystkiego - oryginały już powinniśmy postrzegać jako
      próby tłumaczenia?

      Dużo pytań :-))
      Tak jak lubię :-))

      pozdrawiam,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • jejowannabe Re: Rozważania na temat kultury i języka 05.09.02, 11:41
        ydorius napisał:

        [ciach]

        > Język jest odwzorowaniem kultury, ale nigdy nie jest wyczerpujący. Co więcej -
        > nie ma jednego jedynego rozwiązania słownego zdolnego opisać rzeczywistość.
        > Nawet w obrębie języka istnieje dowolność - jedna rzeczywistość może być
        > opisana na tym samym (zbliżonym?) poziomie odpowiedniości przez różne frazy...
        > Stąd też moje rozważania Schulzowskie na temat tego, co i jak napisał... Wydane
        > w wersji ostatecznej - owszem... Ale to, DLACZEGO akurat tak napisane - jest
        > zupełnie niedostępne.

        Ale co dlaczego? Dlaczego napisał "żeby" zamiast "aby" miast "by" albo "coby" lub "iżby"?
        Czy dlaczego *w ogóle* coś napisał? Spraw, aby pytanie stało się bardziej dostępne. :)

        [ciach]

        > A może - w myśl tego wszystkiego - oryginały już powinniśmy postrzegać jako próby tłumaczenia?

        Niby rzeźbiarz, co patrzył na bryłę kamienia i widział nie bryłę, ale rzeźbę, którą należy ociosać ze
        zbędnego materiału, tak dzieło należy postrzegać jako bryłę, którą twórca (również: tłumacz) ociosuje ze
        zbędnych słów i zostawia tylko te, które ostatecznie składają się na dzieło?
        Byłby oryginał bytem, który *jest* obiektywnie
    • Gość: Sonka Ślepe tory IP: 62.29.248.* 06.09.02, 16:38
      Niestety nie pamiętam nazwiska tłumacza książki Irvina Welsha "Trainspotting",
      ale wydaje mi się, że bardzo dobrze wykonał swoją pracę. W polskim wydaniu
      ksiązka nazywa się "Ślepe tory" i tytuł jest jak najbardziej trafny. Tłumacz
      znalazł świetny sposób, aby stworzyć polski odpowiednik żargonu, którym
      posługują się bohaterowie powieści. Fakt, że książka zrobiła na mnie takie
      wrażenie na pewno po części jest zasługą tłumacza.
    • pouvoir Re: Najlepsze tlumaczenia... 08.09.02, 13:22
      Tlumaczenia prozy, na ktorych tu sie wszyscy skupiaja, to jest mieta z bubrem,
      pestka i hetka petelka w porownaniu z tlumaczeniami poezji. Nie zapomne, jak po
      pierwszym moim kontakcie z Paulem Verlaine i siegnelam po polskie tlumaczenie i
      oniemialam. Ze trzy razy sprawdzalam nazwisko na okladce i czy to aby na pewno
      te same dziela. Kosmos, tlumaczenie zupelnie nie przystajace do oryginalu. Uff,
      jeszcze sie denerwuje na sama mysl o tym. No bo jak tu mam teraz czytac poezje
      niemiecka? Po polsku? Chyba, zeby opanowac jezykk Manna i Hessego...
    • Gość: janusz Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: 62.89.79.* 25.10.02, 22:55
      Adam Pomianowski i Imie rozy. Polecam.
      • Gość: Sol Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.10.02, 02:52
        Stiller - oba tlumaczenia "mechanicznej pomaranczy" - za caloksztalt, bo
        inaczej nie potrafie tego nazwac.

        Stiller za "Alicje po drugiej stronie lustra".
        "Byl czas mrusztlawy, slibkie skratwy
        Na wazlach wierczac swiryply"

        Baranczak-za tlumaczenia wierszy Cummingsa. Nikt, ale to nikt poza nim chyba
        nie potrafilby docenic formy graficznej + zabawy slowem. Baranczak jest
        czlowiekiem genialnym jesli chodzi o slowotworstwo.

        Zielinski za tlumaczenia Hemingwaya. Nie chce zadnego innego tlumacza.
        Zielinski porafi wtopic sie w klimat, wyczuc skrotowe dialogi. Nikt inny,
        prosze....
        • martolka Re: Najlepsze tlumaczenia... 26.10.02, 12:21
          Gość portalu: Sol napisał(a):

          > Stiller za "Alicje po drugiej stronie lustra".
          > "Byl czas mrusztlawy, slibkie skratwy
          > Na wazlach wierczac swiryply"

          O nie, dla mnie Stiller jest nie do zaakceptowania - jest zupełnie niestrawny w
          porównaniu z tłumaczeniem Słomczyńskiego. Nawet nie mam ich jak porównać;
          Słomczyński to pięknie układane słowa, myśli, Stiller to niesprawnie na siłę
          sklecone zdanka. Mam bardzo bardzo złe zdanie o nim po Alicji.
          • staua Re: Najlepsze tlumaczenia... 26.10.02, 13:51
            Mnie tez najbardziej podoba sie tlumaczenie Alicji przez Slomczynskiego. Ale
            Stiller ma duzy plus za Pomarancze...
            • Gość: A27 Re: Najlepsze tlumaczenia... IP: *.proxy.aol.com 26.10.02, 15:22
              Jest taka ksiazka Margaret Atwood p.t. "Lady Oracle". Jej polski tytul
              to "Pani Wyrocznia". Jest to jedno z najlepszych tlumaczen jakie czytalam.
              Niestety nie pamietam nazwiska tlumzcaki.
            • do~ Re: Najlepsze tlumaczenia... 31.10.02, 01:04
              Obie pomarancze... rewelacja.
              Swoja droga: masz rosyska wersje?
              Pozdr.
              • staua Re: Najlepsze tlumaczenia... 31.10.02, 20:57
                Mialam obie, a teraz widze, ze mam TYLKO rosyjska (to byla pierwotna, zreszta,
                ta w "Razem" w odcinkach).
                I chyba wiem, kto pozyczyl angielska...ale sie nie upomne...
          • reptar Re: Najlepsze tlumaczenia... 26.10.02, 22:16
            martolka napisała:

            > O nie, dla mnie Stiller jest nie do zaakceptowania - jest zupełnie niestrawny
            > w porównaniu z tłumaczeniem Słomczyńskiego. Nawet nie mam ich jak porównać;


            staua napisała:

            > Mnie tez najbardziej podoba sie tlumaczenie Alicji przez Slomczynskiego. Ale
            > Stiller ma duzy plus za Pomarancze...




            No to ja się też dopisuję jako jeden z tych, którzy tłumaczenie Słomczyńskiego
            sto razy wolą od Stillerowego


            (a jeśli chodzi o pomarańczę, to słyszałem, że ma być jeszcze trzeci wariant).
            • staua Re: Najlepsze tlumaczenia... 31.10.02, 20:58
              Jaki? Cos wiecej slyszales?
              Alicja Slomczynskiego jest super, ale nie mam, niestety, tylko oryginal...
              (ciekawie sie porownuje -zwlaszcza z pamieci)
              • reptar Re: Najlepsze tlumaczenia... 01.11.02, 14:30
                staua napisała:

                > Jaki? Cos wiecej slyszales?

                Pytasz oczywiście o trzeci wariant pomarańczy?
                Próbuję sobie przypomnieć, skąd mam takie wiadomości, i dochodzę do wniosku, że
                musiałem to widzieć w "Nakręcanej pomarańczy" - może na okładce, może w
                posłowiu czy przedmowie. Jeśli ktoś ma pod ręką i może sprawdzić, to fajnie by
                było. Trzecia wersja ma być "niemiecka", ale nie pisali, że już, już ma się
                ukazać, tylko że tłumacz ma taki zamiar.

                A jeśli sobie przypomnę, że jednak czytałem o tym całkiem gdzie indziej, to dam
                znać ;)

                (A tak w ogóle to ja tego dzieła nie znam; po prostu oglądałem sobie książkę w
                księgarni, kiedy rozważałem, czy kupić ją i przeczytać, czy nie; wyszło, że tym
                razem jeszcze nie).
                • reptar Re: Najlepsze tlumaczenia... 08.11.02, 12:46
                  No więc tak, dobrze mi się wydawało. Informacja pochodzi z "Nakręcanej
                  pomarańczy". Wyszły - Mechaniczna i Nakręcana - w takim wspólnym wydaniu -
                  wersja R na czarno, a A na biało. I w tym białym (bo w czarnym nie ma) jest
                  napisane w "Kilku słowach od tłumacza", że niespodzianka, że wziąłem się -
                  pisze Stiller - za wersję N, tzn. niemiecką. "Sprężynowa pomarańcza" tym razem.

                  A czy coś z tego będzie? Stiller w tych "Kilku słowach od tłumacza" miał
                  nadzieję, że rzecz ukaże się w 200 roku, więc chyba mu coś nie do końca wyszło
                  tak, jak miał nadzieję :(
                  • reptar Re: Najlepsze tlumaczenia... 08.11.02, 12:48
                    reptar napisał:

                    > miał nadzieję, że rzecz ukaże się w 200 roku


                    Oczywiście miało być 2000, a nie 200 ;)
    • Gość: zielka co mozna a co nie IP: *.york.ac.uk / 172.16.1.* 26.10.02, 18:48
      chwila o wierszykach:

      mozna, panowie i panie, tlumaczyc poezje konceptualna, rzeklabym. Przyklad
      ewidentny - Andrzej Bursa, wiekszosc wierszy, bo efekt w swerze intelektu,
      powiedzmy, sie odbywa. Ale takich malo (w ogle, dobrych poetow malo, wiec nic
      dziwnego)

      nie mozna, rzecz jasna, Galczynskiego, wiekszosci Bialoszewskiego. Maslowski
      tlumaczy Mickiewicza na fr., nie wiem, nie przekonuje mnie to, choc mistrzowska
      robota.

      Swietlickiego raczej mozna, jak sadze, Domarusa bardzo ciezko.

      z drugiej strony, kontr-dowodem na to co mowie, jest Baranczak; uznajac go za
      cud jednak, za inkarnacje slowa pisanego, nie zaliczam go do "tlumaczy".

      taki na przyklad Ginsberg, niech go tlumaczy kto chce, ale niechaj, jak to
      czesto czyniono, umieszczaja oryginal obok! Takoz Berryman.

      klaniam sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka