Dodaj do ulubionych

Miłość i tramwaje

28.09.05, 09:59
Przejechał tramwaj.
- O 13.23 będzie pod Basztowa LOT – powiedział Tolek. – Trzynastka.
- Zamknij się. – odparła Zosia. Tolek wzruszył ramionami. Ona westchnęła.
- O co ci chodzi? – zapytał. Nigdzie nie widział problemu, chyba, że zaszła
jakaś zmiana w rozkładzie. To by zauważył. Sprawdzał w końcu codziennie.
- Pierdol się – powiedziała i odeszła alejką.

Do domu Tolek wrócił siódemką spod Bagateli. Była dwie minuty spóźniona. Na
Francesco Nullo odebrał smsa. W ten sposób dowiedział się, że Zosia nie życzy
sobie kontynuować znajomości. Nie napisała dlaczego.

Wysiadł na Ofiar Dąbia i w ten sposób poznał Jolę, ładną blondynkę, trochę
zagubioną. On wysiadł, ona podeszła do niego.
- Czym dojadę do przychodni na Stoczniowców? – zapytała cicho. „Owca w
wielkim mieście” – pomyślał, po czym wyjaśnił:
- O 14.15 ma pani sto piętnastkę, ale zwykle się spóźnia. Przejedzie pani na
Saską, to cztery przystanki, bo tam teraz przenieśli przychodnię, albo nawet
wysiądzie sobie pani na Stoczniowców, to też blisko, autobus jeździ okrężną
drogą. Zresztą ja też jadę w tamtą stronę.

Z początku wszystko jej w nim imponowało. Wodziła za nim zachwyconymi oczyma,
z lubością wsłuchiwała się w słowa. Miała tylko jedną wadę – była bezdennie
wręcz głupia, a najprostszy żart słowny stanowił dlqa niej rzecz równie
niepojętą, jak ilość aniołów mieszczących się na główce szpilki . Przy tym z
powodzeniem udawało jej się studiować biologię. Może dlatego, że nie ma tam
zbyt wielu żartów.
Marzyła, że napisze doktorat albo wyjedzie z kraju gdzieś, gdzie ludzie są
uśmiechnięci, a politycy uczciwi. Ale on przewidywał jej życie inaczej – i,
co miało okazać się parę lat później, miał rację – będzie średnio lubianą
nauczycielką w podrzędnej polskiej podstawówce. W gimnazjum mogłaby nabawić
się kompleksów.

Chodzili na spacery. Nie zwracała uwagi na to, co mówił, tak samo, jak on nie
słuchał tego, co ona miała do przekazania. Ani dla jednego, ani dla drugiego
nie było to nic interesującego. Co oznaczało, że mogli wytrzymać ze sobą
bardzo długo. Nie wytrzymali – rzuciła go tuż po stosunku w jej pokoju,
którego okna wychodziły na Starowiślną. Powodem było tylko słowo, tylko
chwila. Za oknem przejechał tramwaj.
– Trójka – ocenił Tolek i doszedł spełniony. Rozpłakała się, a on nie
zrozumiał. Nie przebaczyła. Zapomniał jak zwykle, szybko.

Jankę dla odmiany poznał na imprezie. Ubrana była w spódniczkę, w której
zacinał się zamek, i była kompletnie pijana. Tyle pamiętał, gdy obudził się z
nią następnego dnia na jednym tapczanie.
- Jak się nazywasz? – zapytał wtedy
- Piernikowa wróżka – odparła. Uwierzył, bo co miał robić innego, dopóki
legitymacja szkolna nie wypadła jej z torebki. Nazywała się Janina Braun i
miała lat siedemnaście. On dwadzieścia dwa. Nic sobie nie pomyślał. Nigdy nie
zwracał uwagi na takie rzeczy.
- Byłaś dziewicą? – zapytał tylko na wszelki wypadek.
- Kiedyś. – odpowiedziała. – Ale to długa historia.
Potem chyba się zakochał. Nie był pewien. Nie przydarzyło mu się to nigdy
wcześniej.

Na początku, gdy mówił o tramwajach, uśmiechała się. Potem kiwała głową, a w
końcu przeobraziło się to w gniewny warkot.
- Zamknij się – powiedziała pewnego razu, zupełnie jak Zosia. Ale on już o
tym zapomniał. Nie odeszła jednak alejką. Popatrzyła za to dziwnie. W ogólnym
zarysie zrozumiał. Nie wracali do tematu.

Czekał. Spóźniała się już piętnaście minut. W końcu nadbiegła, zdyszana.
- Przepraszam. – powiedziała. – Uciekł mi tramwaj, przyjechał wcześniej.
- Mówiłem, że z dwudziestką czwórką tak jest. Minutę wcześniej, jeśli nie ma
ruchu.
Wiedział, że to prawdopodobnie nie jest najlepsza odpowiedź. Ale nic się nie
stało – nie zwróciła uwagi.

Stali pod Pocztą Główną. Rozmawiali.
- Kochasz mnie? – zapytała
- Jedynka się spóźnia. – odparł – Oczywiście, kochanie. – dodał po chwili,
zreflektowawszy się. – pewnie była awaria na trasie, bo już długo jej nie ma.
Janki też już nie było…

Z Grażyną Tolek może by się nie związał, bo nie miał już ochoty na
damsko – męskie kontakty, ale była zbyt nachalna i już nie chciało mu się jej
spławiać. Zresztą żal mu chyba było, choć niezbyt świadomie, tej dziewczyny
tak bardzo spragnionej bliższego kontaktu z kimkolwiek. Ale znudził jej się
szybko. Odjechała szóstką, a jemu zrobiło się jakby lżej na duszy.

A potem zauważył Cecylkę. To nie znaczy, że wcześniej jej nie
widział. Jako siostra kolegi, nie była zbyt interesująca. W pewnym momencie
po prostu zaczęła. Przestał ją ignorować, porozmawiał raz i drugi, zaprosił
na kawę, gdy spotkał na mieście. Nagle zaczęła być ważna; wyróżniła się z
tła. Była inna niż Janka, nie tak wyzywająca, brzydsza nawet, ale bardziej
urokliwa. Czuł do niej jednak, o ile mógł się zorientować, mniej – więcej to
samo.
Kiedyś przyszła do niego zapłakana. Miał ją pocieszyć, nie dotarło do
niego z jakiego powodu. Przeglądał rozkład jazdy dodatkowych linii na
Wszystkich Świetych. To jeszcze mu wybaczyła. Ale gdy pokłócił się z nią , i
to pokłócił potężnie, gdy zasugerowała, by może skończył z tym, jej zdaniem
bezsensownym, hobby, wyczerpała się jej cierpliwość.

To był pamiętny dzień. Początek grudnia. Padał śnieg. Szli przez
rynek w milczeniu, w stronę Bagateli.
- Muszę ci coś powiedzieć – zaczęła
- Tak?
- Wczoraj, kiedy powiedziałeś, że nie przyjdziesz…
- Warunki atmosferyczne. Autobusy miały po pół godziny opóźnienia. Ale to
dało się przewidzieć, jak co roku „zima zaskoczyła kierowców”, tylko tramwaje
jeździły jako – tako, chociaż…
- Przestań! – krzyknęła – Poszłam do Grześka na imprezę, to wypadło nagle… -
Ale nie przestał. Streścił pokrótce zmiany, jakie zaszły względem rozkładu
oraz ich stosunek do normalnego stanu rzeczy.
- Tylko to jest dla ciebie istotne! – powiedziała, jakby trenowała już
wcześniej – Usiłuję cię właśnie poinformować, ze cię zdradziłam, a ty…
- To nieistotne… - zaczął, chcąc wytłumaczyć, że o akt jednorazowy nie ma
najmniejszych pretensji.
- Właśnie. Musiałabym mieć numer i jeździć po szynach, żeby cię
zainteresować.
- Oczywiście, że nie.
- Nawet nie umiesz kłamać.
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie zwrócił uwagi na pewną analogię. Nie
miał do tego głowy.

Zadzwonił wieczorem. Nie odbierała. Więc zadzwonił jeszcze kilka razy, a
potem popadł w depresję i odechciało mu się wszelkich manewrów. W końcu, po
paru miesiącach nienawidzenia siebie i swojego życia, stwierdził, że skoro i
tak nikt go nie rozumie, a kobiety rzucają z jednego błahego powodu, nie ma
po co męczyć się dłużej. Nie było mu żal, bo na wszelki wypadek nie myślał
przyszłości ani przeszłości. Tylko planował.
Na odwagę wypił ćwiartkę, potem jeszcze trochę. Było po dwudziestej drugiej.
Udał się na Dietla, na przystanek Orzeszkowej. Ostatni tramwaj miał
przyjechać na jakąś minutę. Ułożył się na torach i czekał. Nic się nie
działo. Przysnął. Obudził się po północy. Było pusto, tylko kilku dresów szło
chodnikiem. Wrócił do domu.

Kiedy zaczął spotykać się z Marysią, choć była tylko zapełnieniem jakiejś
dziury, postanowił, że ani słowem nie odezwie się na temat miejskiej
komunikacji. Dotrzymywał przyrzeczenia, próbował nawet wypchnąć z pamięci
rozkłady. Częściowo się udało. Nie był już pewien, jak w niedziele i święta
kursuje 9 i 124.

Siedzieli na ławce. Ludzie przechadzali się w tę i z powrotem alejką, gołębie
na przemian jadły i wydalały, słonce świeciło. Przejechał tramwaj.
- Ósemka – powiedziała Marysia. – Pod Filharmonią o 15.13.
Obserwuj wątek
    • mankencja Re: Miłość i tramwaje 28.09.05, 09:59
      czy ktoś mógłby wymyślić lepszy tytuł, tak porzy okazji?
    • safo8 Re: Miłość i tramwaje 28.09.05, 10:14
      Opowiadanie jak zwykle z podszewką a moze i z kluczem).Tytuł proponuje:Czy
      podobne cieszy sie podobnym? Autorka udowadnia w genialnym skrócie,ze
      przetrwają tylko relacje oparte na więzi intelektualnej).
      • h_oliveira Re: Miłość i tramwaje 29.09.05, 11:34
        przy takim tytule, to opowiadanie traci wartosc, a szczerze mowiac, wolalem
        wczesniejsze opowiadania, chociaz to tez jest niezle, pozdrawiam
        • mankencja Re: Miłość i tramwaje 29.09.05, 11:44
          moim czy safo8?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka