fforde
09.05.06, 20:36
Ksiazka nieznanego mi wczesniej pisarza - Johna Haskella. Czytam i coraz
bardziej mi sie podoba, moze ze wzgledu na buddyjskosc, ktorą w tej ksiazce
czuje. Powiesc drogi, ale przede wszystkim wedrowka w glab siebie. O milosci,
o przywiazaniu do zycia... Czysciec, przez ktory trzeba przejsc, aby osiagnac
spokoj. Troche mi to przypomina ksiazki Hermanna Hesse. Czytal to ktos? Jakie
macie wrazenia? Dla tych,ktorzy nie znają - polecam.