anatol_ciekawski
21.05.06, 18:50
Leopold Tyrmand pisał w „Cywilizacji komunizmu” wydanej w 1972 cyt.:
... „Klasycznym przykładem tego typu kariery są koleje życia pewnego prezesa
Związku Pisarzy Polskich. Człowiek ten o nazwisku szlacheckim i talencie
lirycznego poety rozmiłowanego w urokach sensualizmu, wżenił się przed wojną
i przed komunizmem w bogatą rodzinę i otrzymał w posagu posiadłość ziemską.
Gdy komuniści opanowali Polskę, poeta postanowił uniknąć nędzy i
wywłaszczenia bez względu na cenę jaką miałby ewwentualnie zapłacić, za co w
10 lat potem otrzymał najwyższe odznaczenie państwowe od komunistów i
dożywotnią posadę bezpartyjnego reprezentanta polskiej literatury. W tym
czasie do jego obowiązków należało powtarzać publicznie, że cokolwiek
komuniści robią w Polsce i na świecie jest mądre jest mądre, słuszne, cenne i
stanowi błogosławieństwo dla narodu polskiego i reszty ludzkości, na co on —
poeta, szlachcic i dobry Polak — daje słowo honoru człowieka nie mającego nic
wspólnego z Partią”...
kon. cyt.
Prawdopodobnie chodzi o „Związek Literatów Polskich”.
Kogo miał na myśli? W grę wchodzą Przyboś, Iwaszkiewicz, Kruczkowski,
Słonimski i J. J. Szczepański.
Czy ktoś wie?