kozborn
02.10.06, 00:53
Mianowicie - co w niej jest tak nadzwyczajnego. Nobel, zachwyty, teraz
nominacja do Nike - a ja mam wrażenie, że ilekroć czytam jej wiersze,
doskonale wiem, co czeka mnie w następnych wersach i przeczucie mnie nie
zawodzi. Oto na czym polega problem. Wyszedł jakiś czas temu kolejny tomik,
chodzę sobie po empiku, dostrzegam zbiorek: "Niech! Niech będzie, że się mylę!
Niech mnie czymś zaskoczy!". Otwieram na dowolnej stronie. Wiersz traktował
chyba o labiryncie i był bodajże pod tym samym tytułem. No i oczywiście...
Mamy na początku jakąś mętną (żeby nie rzec banalną) tezę. A potem sru! cała
litania: A jeśli w prawo? Chyba że w lewo. Albo do przodu. Jeżeli nie do tyłu.
A potem w bok.
No ludzie... To oczywiście przykład jeden z wielu, pierwszy z brzegu (całe
mnóstwo pod to podpada).
Czy i Wy macie wrażenie, że nasza noblistka pisze wiersze na jedno kopyto:
teza, od groma wyliczanek, pointa? Bo ja zawsze. Na moje nie ma startu do
Herberta. Nie mówiąc o Nosowskiej :D. Może się starzeje. Ona, albo ja.