kolekstas
30.03.03, 01:28
A gdy nadejdzie noc i owinie mnie szalem ciemności.
Zapytam ją o jutro.
Zapytam ją o światłość.
Skąd się wzieła?
Czy z nicości?
Czy w każdą duszą leje złotą nić nadzieji,
czy tylo ja podobny, knieji.
Kołysze sie na wietrze, ciągłym przewodniku.
Co tańcoow bez liku wymyśla.
Chciałbym ślad swojej stopy zostalić na gołej ziemi.
Sen, siwy staruch, przycodzi i już spuszcza powieki
- ciężkie.
Jak bym grzechy wszystkich ludzi wzniósł na swe ramiona.
- Tu już siły nie ma!
Bo ta nawet skona.
Chęci, napnij się jak cięciwa Odysa łuku.
I wypuść strzałę wiary.
Co, w ciszy, bez huku - powietrze bedzie ciąć.
Zwiątpieniu zada śmierć.
I pozna swe zamiary - każde.
A kiedy nadejdzie dzień.
I owinie mnie szalem jasności.
Zapytam go o jutro...
Albo nie, nie będę pytał.
Boską tajemnicę wieczności odkryję sam.
I w płaszczu z piór skrzydeł anioła stanę.
I czekanie, aż On zawoła już nie będzie czekaniem.
Będzie miłością, w uszach słodkim graniem.