Dodaj do ulubionych

A gdy nadejdzie noc

30.03.03, 01:28
A gdy nadejdzie noc i owinie mnie szalem ciemności.
Zapytam ją o jutro.
Zapytam ją o światłość.
Skąd się wzieła?
Czy z nicości?
Czy w każdą duszą leje złotą nić nadzieji,
czy tylo ja podobny, knieji.
Kołysze sie na wietrze, ciągłym przewodniku.
Co tańcoow bez liku wymyśla.

Chciałbym ślad swojej stopy zostalić na gołej ziemi.
Sen, siwy staruch, przycodzi i już spuszcza powieki
- ciężkie.
Jak bym grzechy wszystkich ludzi wzniósł na swe ramiona.
- Tu już siły nie ma!
Bo ta nawet skona.

Chęci, napnij się jak cięciwa Odysa łuku.
I wypuść strzałę wiary.
Co, w ciszy, bez huku - powietrze bedzie ciąć.
Zwiątpieniu zada śmierć.
I pozna swe zamiary - każde.


A kiedy nadejdzie dzień.
I owinie mnie szalem jasności.
Zapytam go o jutro...
Albo nie, nie będę pytał.
Boską tajemnicę wieczności odkryję sam.
I w płaszczu z piór skrzydeł anioła stanę.
I czekanie, aż On zawoła już nie będzie czekaniem.
Będzie miłością, w uszach słodkim graniem.
Obserwuj wątek
    • kolekstas Re: A gdy nadejdzie noc 30.03.03, 01:58
      sorki, ale brakuje tu jeszcze dwóch wersów. Nie wiem dlaczego ich nie
      napisałem, pewnie dlatego, źe pisałem z pamięci. Ale jakie to wersy? Zagadka za
      100 zł.
    • fnoll A gdy nadejdzie noc - czerwone kółeczko! 03.04.03, 02:00
      fnoll remixed kolekstas (turpi extreme verszion deep bass bio phase):

      A gdy nadejdzie kloc i owinę się kałem ciemności.
      Zapytam go prosto w twarz.
      Zapytam go między oczy.
      Co tam że swędzi pyta...
      Zapytam go i już:
      Skąd się wziąłeś?
      Czy z rzopska pospolitego?
      Czy w każdą muszlę lejąc złotą nić nadzieji,
      tylum ja podobny, wśród gazów zawiei?
      Kołysząc pytą w metrze, ciągnąc przewodnika,
      co obsrańców bez liku zwymyślał...

      Chciałbym ślad swej stopy zostawić i zniknąć gdzieś bez śladu.
      Ten siwy staruch przychodzi i już się spuszcza po wieki
      - ciężkie krople łamią mi serce.
      Jakby grzechy wszystkich ludzi wniósł w swe nasiona.
      - Tu już kiły nie ma!
      Bo ta nawet skona.

      Chuci, napnij się jak cięciwa Odysa łuku.
      I wypuść szczałę kary.
      Co, w ciszy, bez huku - powietrze może ściąć,
      Wątpia zjada, śmierdź!
      I pozna twe wymiary - każde.


      A kiedy nadjedzie ten stary pień.
      I posypie mnie talkiem jasności.
      Zapytam go o futro... (prosto między oczy)
      Albo nie, nie będę pytał.
      Nioskom miednicę wnętrzności zgotuję sam.
      I w paszczy kaka, z piór skrzydeł kuraka proporzec.
      I czekanie, aż On zawoła już nie będzie czekaniem.
      Gdyż wnet się objawi w uszach słodkim laniem.

      A gdy... szkoda gadać...
      zapytam go w zęby i już. (100 zł)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka