Dodaj do ulubionych

Thorgal 27: Barbarzyńca

11.04.03, 00:36
Recenzować nowego Thorgala to naprawdę niełatwe zadanie. Serię znają chyba
wszyscy, poza tymi, co komiks uważają za zbrodnię przeciw literaturze. Takich
wprawdzie wciąż nie brakuje, ale nie będziemy sobie nimi głowy zawracać.
Niemniej, skoro każdy zna tą serię, ciężko napisać o nowej części coś, co nie
byłoby banalne i wtórne. Seria liczy już 27 tomów i sama stała się niestety
wtórna. Czy banalna, to zupełnie inna kwestia – Thorgal zawsze był w swej
treści komiksem operującym dość prostym, czarno-białym schematem. Nie jest to
wcale zarzut – stała się ta seria bowiem klasą samą dla siebie. Nie ma
potrzeby jej deprecjonować, ale też nie ma się co unosić nad głębia, której
tam nie ma. Znamy wszyscy doskonale reguły tego świata i czytając kolejne
części czujemy się w nim pewnie, bo przecież znamy go od dzieciństwa.

To właśnie dlatego wielu z nas kupuje kolejne części – z głębokiego
sentymentu. I ja tak robię. I nie wiem czy to wielkość autorów, czy siła
mojego sentymentu powoduje, że gdy otwieram pierwszą planszę, to do ostatniej
docieram, no może nie z wypiekami na twarzy - te ostatnio towarzyszyły mi
chyba przy lekturze „Wilczycy” – ale z ogromnym zainteresowaniem. Z każdą
kolejną częścią myślę sobie, że tym razem to już chyba jestem za stary, a
jednak już po pierwszych kadrach wchodzę do tego świata i chłonę. Nigdy
jeszcze nie udało mi się przeczytać Thorgala na chłodnio już za pierwszym
razem – dopiero przy kolejnych lekturach dostrzegam czy to drobne szczegóły
czy też małe błędy. Za pierwszym razem wciąż jeszcze wciągam się w fabułę i
na chwile znikam w tamtym świecie. Dlatego Thorgala będę kupował, póki
autorom starczy pomysłów na kolejne części.

A to może już nie potrwać długo. Gdy już minie pierwsza, dziecięca radość z
lektury nowej części, to okazuje się, że jednak bledsze to wszystko niż
kiedyś. I nie wiem, czy to ja się robię starszy, czy to Thorgal? Chyba obaj,
po prawdzie, się już męczymy trochę. No bo weźmy tego Thorgala, na oko
dobiega już czterdziestki a tu mu osiąść w spokoju nie pozwalają z dala od
świata tego wątpliwych uroków, jeno mu każą jeździć Odyn jeden raczy wiedzieć
gdzie!? Sądząc po tym, co widać na obrazkach to już jakiś Bliski Wschód.
Tematyka może aktualna, ale co z tego? Robi się to wszystko coraz bardziej
absurdalne. I chyba nie pozostało mu już nic innego, jak wracać powoli ku
północy. Klimat może na emeryturę słabszy, ale jednak chyba te upały rodzinie
Thorgala nie służą.

Ironizuję trochę, no bo co innego mam napisać? Że wtórny? Galery, zawody
łucznicze, kolejna niewola i kolejny raz Thorgal mówi, że nie można tracić
nadziei dopóki została choć jedna strzała. No niby racja, ale 27 raz
powtarzane te same przygody... „Królestwo pod piaskiem” się fanom nie
spodobało. Jak teraz do niego wróciłem, to myślę, że nie jest takie
złe. „Barbarzyńca” jest może trochę lepszy, bo jednak włącznie w tą historię
Atlantydy sprowadza tą serię do nurtu, którego czołowym przedstawicielem
jest „Archiwum X”. Ale co z tego, skoro od kosmitów wróciliśmy do rzeczy tak
wtórnych, że się już nie chce nawet za bardzo przyglądać obrazkom – ot,
schemat. Zmienia się tylko tło i klimat. Ale tylko w tym sensie robi się
coraz goręcej. A ja to bym wolał chyba, żeby już chłodniej się zrobiło i ku
północy się znów skierowała akcja.

I jak tu ocenić taki komiks? Subiektywnie to ja nadal lubię tą serię i nawet
słabszy epizod mnie cieszy ogromnie. Obiektywnie stała się ona wtórna zarówno
w warstwie scenariusza jak i w rysunkach. Ba, mam nawet wrażenie, że rysowany
jest Thorgal troszkę na „odwal się”. Wydawca nie zarżnie kury znoszącej złote
jajo tak od razu, ale idąc dalej tym tropem powoli ją wykończy. Zawsze się
znajdą tacy jak ja, co i tak kupią nową część, ale coraz mniej ich będzie i w
końcu seria zostanie rozgrzebana, bez zamknięcia, tego się boję. Lepiej, ale
wbrew logice rynku, by było ją zamknąć, choćby nawet happy endem słodkim.
Choć na zakończenie przydałaby się może... E, głośno tego nie powiem.

Następny epizod ma się nazywać „Krissm de Valnor”. A ten się – uwaga
zdradzam – kończy kolejnym rozstaniem Thorgala z rodziną. Co z tego będzie?
Kolejny tom, który kupię i na dłuższą chwilę się znów zapuszczę w ten świat,
choćbym nawet za Thorgalem miał jechać zwiedzać chiński mur.

Roody
___________

"Oddychasz warszawskim powietrzem
To zupelnie tak jak ja"
Partia.
Obserwuj wątek
    • Gość: mimik Re: Thorgal 27: Barbarzyńca IP: *.stacje.agora.pl 11.04.03, 14:18
      I ja kolekcjonuję Thorgala. Czytam go również po wielokroć: najpierw dla fabuły
      potem dla rysunków, potem dla przyjemności. W istocie rozwiązania fabularne sie
      powtarzają co mnie osobiście jednak nie dręczy - komiks ma swoje prawa. Lubię
      natomiast zmieiający sie nastrój Thorgala, to pewnie wynik doświadczeń autorów.
      Thorgal posępnieje a świat z którym się zmaga robi sie coraz bardziej złowrogi.
      Barbarzyńca to idealny przykład. Wystarczy policzyć śmierci czy choćby
      przeanalizować towarzyszące im okrucieństwo. Również i sam Thorgal staje się
      cyniczny: w scenie gdy strzela na zawodach do ptaków. Skadinąd wiemy, że nie
      zabija bez powodu teraz mówi: nie mam wyjścia - i strzela.
      Zmienia sie i Aaricia - w tym odcinku skłonność Thorgala do pomocy bliźnim
      postrzega przez pryzmat zazdrości.
      Słowem - podobał mi się Barbarzyńca choc wnioski z niego płynące nie są miłe.
      Niepodoba mi sie tylko to, że tak długo trzeba będzie czekać na kolejny tom
      mając w pamięci Thorgala leżącego na pastwę i niemal martwego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka