Marek Hlasko

IP: *.gorzow.mm.pl 08.06.03, 16:39
Po raz pierwszy przeczytalam jego opowiadania na poczatku liceum - od tej
pory wracam do Hlaski czesto. Mimo ze jestem kobieta, lubie te mocna, meska
literature... Mroczne postaci z problemami, przytlaczajacy pesymizm, gorzkie
prawdy, szarosc, smutek, wieczne niezrozumienie drugiego czlowieka. Kiedy
czytam Hlaske, cos chwyta mnie za serce, jego bohaterowie nie sa papierowi,
ich problemy nie sa wydumane. Hlasko kojarzy mi sie z jesienia, deszczem,
mocna kawa i muzyka Toma Waitsa (lub po polsku - Kult i tata Kazika).
Czytacie Hlaske?
    • Gość: Grzech Re: Marek Hlasko IP: *.citynet.pl 11.10.03, 15:05
      I mnie. I jeszcze z papierosami, z czystą wódką, z tropikalnym słońcem Izraela,
      z fatalizmem, z miłością mającą smutny finał...
      A propos Waitsa, kawy i papierosów: zagrał w miniaturce Jarmusha pt. "Kawa i
      papierosy" (puszczali ten krótki czarno-biały metraż przed "Brooklin boogie",
      ciągu dalszym po sympatycznym "Dymie").
      Grzegorz Hajduk
      • Gość: Grzech Re: Marek Hłasko IP: *.citynet.pl 12.10.03, 03:15
        Zagrał oczywiście Waits, nie Hłasko.
    • mika_69 Re: Marek Hlasko 11.10.03, 17:24
      Pamiętam,jak w liceum zaczelismy przerabiac Hłaskę to w pierwszym momencie był
      to szok i zaskoczenie- to był pierwszy utwór,który zawierał dawke wulgaryzmów,a
      jednak znalazł sie w programie.
      Hłasko intrygował prostotą wypowiedzi,choć zawierało ono swego rodzaju
      przesłanie.Treść nie jest skomplikowana a utor pisał praktycznie wprost.
      Myśle,że jest ważną pozycją w literaturze.
      M.
      • Gość: Stella Re: Marek Hlasko IP: *.dip.t-dialin.net 11.10.03, 20:08
        Hlasko i jego bohater ze znamieniem Kaina idacy ciagle na Wschod....To
        niewazne czy nazywa sie Abakarow czy Anderson to zawsze ten sam czlowiek
        obarczony znamieniem, slowianska przeszloscia i egzystencjalnymi problemami.
        Kochajacy przez cale swoje zycie jedna jedyna kobiete o imieniu Esther.
        Tragiczna postac, ktora pod maska "mocnego faceta" ukrywa swoje prawdziwe
        uczucia, bol i tesknote za czyms co nie dane bylo jej w zyciu poznac.
        Faceci Hlaski, jego bohaterowie tak bardzo mnie zafascynowali ze poswiecilam
        im moja prace magisterska.
        • Gość: Grzech Marek Hłasko - proza świetna IP: *.citynet.pl 11.10.03, 21:54
          A propos Esther: czytałem w autobiografii Romana Polańskiego ("Roman", o ile
          dobrze pamiętam), że była niezbyt ładna - choć to eufemizm (z mej strony).
          Mimo to Hłasko nie wydawał się tym zrażony, wręcz przeciwnie. Dla niego była
          piękną, atrakcyjną kobietą.
          Leopold Tyrmand o nim świetnie pisał; Józef Mackiewicz uważał go (i słusznie)
          za młodego komunistę; równieśników i starszych żółć zalewała z zazdrości.

          Hłasko "brał udział" w pozbyciu się najlepszego polskiego jazzmana,
          kompozytora - Krzysztofa Trzcińskiego, znanego pod pseudonimem "Komeda". Wedle
          wspomnień Polańskiego - kiedyś w trójkę (lub tylko we dwóch - nie pamiętam, bo
          czytałam o tym kilkanaście lat temu) wracali nieźle wstawieni wzgórzami
          Hollywoodu z zakrapianej balangi.
          Komeda osiągnął był tak stan zobojętnienia i bezwładu, że dzielny Hłasko
          postanowił wiąć go na swe barki. Gdy go tak niósł, w pewnym momencie - sam
          będąc w stanie nirwany - stracił równowagę i upuścił Krzysztofa. Tak
          nieszczęśliwie, że ten spadł na kamienne podłoże. Stracił przytomność.
          Już jej nie odzyskał. Był w stanie śpiączki przez kilka, kilkanaście dni. W jej
          czasie reagował tylko na dźwięki muzyki. Tak zmarł tragicznie facet, który
          zapowiadał się na jednego z największych kompozytorów i wykonawców jazzu, tego
          dobrego jazzu drugiej połowy XX w. Szkoda, że tak.

          "Każdy, kto go napotkał - dziewczyna, starzec, dziecko, pies - popadał z nim w
          miłość nagłą i gwałtowną. Chciał być kochany przez każdego, wdzięczył się,
          krygował, dopraszał miłości.
          Chciał ją także dawać, a przynajmniej święcie wierzył, że chce. Roztaczał
          kokieterie i uroki, którym nie można było nic przeciwstawić.
          Marzył o wiernościach i lojalnościach z żelaza i aż do końca, takich właśnie z
          Londona, Hemingway'a i hollywoodzkich scenariuszy. Może dlatego właśnie
          przestawał kochać w ciągu jednego litra i dwóch paczek sportów [sporty - tu:
          papierosy bez filtra; zawierały więcej asfaltu niż autostrady; niektórych
          zabijały na odległość - przyp. G.H.] - (L. Tyrmand "Hłasko" [w:] "Porachunki
          osobiste", LTW, Warszawa 2002, s. 81; pierwodruk: "Kultura", nr 9 z 1969 r.].

          Mam pytanie do Ciebie, Stello: czy o swej pracy możesz coś mi napisać, proszę,
          w e-pistole pod adresem grzechhajduk@poczta.onet.pl?
          Jestem bardzo zainteresowany.
          Grzegorz Hajduk
    • dr.krisk Hłasko - nie trawię... 11.10.03, 22:45
      Nie lubię rozmaitych hemingłejów z kłaja: mocnych facetów, co to wódkę zapijają
      whisky, palą jak smoki, i cale otoczenie zamęczają swoim niespełnieniem.
      Sądzę, że mają biedaki problemy z samookreśleniem, i jakieś swoje braki
      rekompensują "mocną, męską prozą".
      Dla mnie twórczość Hłaski jest nieznośnie pretensjonalna. Ale jak kto lubi, to
      proszę bardzo :) Ostatecznie, to przecież ja moge się mylić...
      KrisK
      • Gość: Grzech Hłasko - trawię i to bardzo IP: *.citynet.pl 11.10.03, 23:32
        Fakt, możesz.
        I nie tylko.
    • blue_valentine1 Re: Marek Hlasko 12.10.03, 23:59
      No nareszcie!!! Juz myslalam, ze nikt Hlaski nie czyta...
      Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych, a Ciebie, Grzegorzu, szczegolnie, bo
      mamy podobne klimaty literackie (Tyrmand!) i nie tylko (Polanskim chwyciles
      mnie za serce :)).

      --
      "Robic dzieci - rzecz arcyswietna; miec je - co za niesprawiedliwosc!" (Sartre)
      • Gość: Grzech Hłasko i Komeda IP: *.citynet.pl 14.10.03, 00:22
        Podobno już były wątki o Hłasce, stąd brak reakcji (ale, żeby aż taki,
        czteromiesięczny?!).

        Pomyliłem się co do okoliczności śmierci Krzysztofa Komedy.
        Sięgnąłem po biografię Hłaski pt. "Piękny dwudziestoletni" Andrzeja
        Czyżewskiego (wyd. II):
        Polańskiego wtedy nie było z nimi. Zresztą jego wersja jest trochę inna niż
        żony Komedy, Zofii Komedowej, która jest uznawana za najbardziej wiarygodną.
        Hłasko z Komedą często mieli zakrapiane wieczory; wtedy (grudzień 1968 r.)
        spotykali się u Krzysztofa w domu w Beverly Hills. Obaj pijani poszli na spacer
        po tych wzgórzach, kiedy było już zupełnie ciemno. Komeda coś powiedział
        Hłasce, co mu się nie spodobało i ten go pchnął (nie było to klasyczne
        uderzenie pięścią). Komeda stoczył się do wąwozu, nie odpowiadał na wołania
        Hłaski, więc ten zszedł po niego. Taszcząc go, przewrócił się z nim. Potem
        długo, z Komedą na plecach, szukał telefonu (nikt nie chciał otworzyć domu). W
        końcu ktoś dopuścił go do telefonu.
        Ze szpitala Komeda wypisał się na własne żądanie (najprawdopodobniej dlatego,
        że nie był ubezpieczony, bo oszczędzał).

        Wtedy, jeszcze po wypadku, Krzysztof był przytomny przez jakiś czas. Mimo
        zawrotów i bóli głowy nie chciał iść za diabła do lekarza (paradoksalnie:
        skończył medycynę). Potem byli jeszcze na nartach. W końcu został doprowadzony
        na badania do szpitala. Najpierw lekarze stwierdzili, że mu nic nie jest, że to
        przemęczenie. Po utratach przytomności lekarz stwierdził grypę. Po kolejnych,
        po trafieniu do szpitala, zapadł w śpiączkę. Miał krwiaka mózgu. Po operacji
        nie odzyskał przytomności.

        Hłaskę zżerało z bólu, żalu i wyrzutów sumienia.
        Komeda po sprowadzeniu do Polski przez żonę jego żyjącego, lecz nieświadomego
        ciała, zmarł 23.IV.1969 r. w Warszawie.
        Hłasko powtarzał Nizińskiemu, który z nimi też często się spotykał (był wtedy u
        Komedy tym przeklętym dniu): "jak umrze Krzysztof, to i ja umrę".
        Hłasko zmarł 14.VI.1969 r. w Wiesbaden.
        W ciągu dwóch miesięcy odchodzi dwóch młodych facetów, którzy dopiero zaczęli
        zrywać jabłka z drzewa światowej sławy.

        Do Tyrmanda jeszcze pewnie wrócimy nie raz ;).
        Pozdrawiam i ściskam dłoń,
        Grzegorz Hajduk
        • Gość: Stella Hlasko i jego smierc IP: *.dip.t-dialin.net 14.10.03, 10:36
          Twoj ostatni post reaktywuje Hlaske....przeciez sam wiesz jak latwo mozna
          komus zmienic zyciorys i przykleic latke zbrodniarza ;)

          Czy rzeczywiscie opisany przez Ciebie incydent wplynal na smierc Hlaski-
          trudno powiedziec. Rzecza powszechnie znana byl labilny charakter Marka i jego
          ciagoty do roznych "srodkow farmaceutycznych".
          Byly takie momenty w jego zyciu kiedy polykal wszystko co sie dalo, poczawszy
          od srodkow nasennych po rozne specyfiki uspokajajace.
          Pamietam fragment wypowiedzi jednego z przyjaciol Hlaski. Opowiadal on, ze
          pewnego wieczoru wpadl do nich Marek i zamiast sie przywitac ruszyl od razu do
          lazienki gdzie byla apteczka i zaczal polykac wszystko, laczenie z pigulkami
          antykoncepcyjnymi pani domu.

          Jego smierc w Wiesbaden nalezy do jednych z najbardziej zagadkowych. Czy
          rzeczywiscie Hlasko popelnil samobojstwo targany wyrzutami sumienia za smierc
          przyjaciela? Trudno powiedziec. Byc moze byl to wypadek majacy tragiczne
          skutki ale Hlasko sprzyjal takim przypadkom, czesto ryzykowal swoim
          zyciem.....taki poprostu byl.
          • Gość: Grzech Re: Hłasko i jego śmierć IP: *.citynet.pl 18.10.03, 14:04
            Broń Boże, nie dawałem Hłasce na czoło takiej łatki (kainowe piętno - wiesz coś
            o tym). To był pechowy, tragiczny wypadek. Każdemu facetowi, który nie wylewa
            za kołnierz może coś takiego się przytrafić. Abstynentom tudzież.

            Nie przedstawiłem jako pewnej śmierci Hłaski z wątkiem samobójczym. Miał
            kupiony bilet lotniczy do Izraela, zapowiedział swój przyjazd przyjaciołom w
            Tel Awiwie, podpisał kontrakt z telewizją, wziął zaliczkę, miał jechać do
            ukochanej Esther.
            Nikt nie potrafi podać pewnej przyczyny.

            A co do urody Esther, to, naturalnie, pokiełbasiło mi się, bo ona była bardzo
            ładna. Przepraszam. Polański zaś pisał o niejakiej Rywce (o ile dobrze pamiętam
            imię), która nie grzeszyła urodą, ale Hłasce to nie wadziło, by z nią zgrzeszyć.
            Grzegorz Hajduk
            • Gość: Stella Pietno Kaina IP: *.dip.t-dialin.net 05.11.03, 11:30
              Ja jednak nie mylilabym Hlaski z jego emigracyjnymi bohaterami. Napewno
              budowal swoje postacie w oparciu o wlasne doswiadczenia i byl ich pierwowzorem
              ale nalezy pamietac, ze Anderson czy Abakarow to postacie jednak fikcyjne. To
              nie sam Hlasko. Pietno Kaina- ciagla wedrowka na Wschod, obarczenie bohaterow
              ciezkimi przezyciami lacznie z zabojstwami w przeszlosci, brak domu, rodziny i
              zrozumienia przez otaczajacych ludzi to oczywiscie czerpanie z wlasnych
              doswiadczen emigranta ale nie tylko. Duzo jest w tym fikcji. Chociazby blizna
              na twarzy bohaterow (niekoniecznie na czole. Chociaz u Dov Ben Dova
              z "Brudnych czynow" to krzywo zrosniete brwi pod nosem).

              Poza tym, nie wiem czy znasz takie opowiadanie Hlaski, jedno z pierwszych (nie
              pamietam tytulu, w ktorym opisuje scene, kiedy jego matka oddaje sie
              zolnierzowi za paczke papierosow. Konczy to opowiadanie mniej wiecej tak, ze w
              taki sposob zostal poczety. To takze tylko fikcja literacka, potwierdzona
              przez matke Hlaski, pania Marie.

              Jesli zas chodzi o kobiety Hlaski....zwlaszcza o Esther....to czy to nie
              obojetne czy byla piekna czy brzydka?? Jakos nigdy nie zastanawiala mnie uroda
              hlaskowych kobiet. No chyba ze wplynela w jakis sposob na losy samego Hlaski??

              • Gość: Grzech Re: Pietno Kaina IP: 80.51.253.* 05.03.04, 12:39
                Stello, bardzo Cię przepraszam za me milczenie.
                Nie utożsamiam bohaterów Hłaski z nim samym.
                (To mógłbym uczynić tylko w odniesieniu do cudnych książek Saint-Exupery'ego,
                który nie uznawał literatury jeśli jej treść nie została doświadczona przez
                piszącego. Ex nie napisał niczego, czego sam nie przeżył. A jak już napisał, to
                momentami jest to poezja).
                Wracając do Hłaski, jeśli chodzi o urodę jego kobiet, to wystarczy spojrzeć na
                ich zdjęcia. Agnieszka Osiecka, Sonja Ziemann, Esther Steinbach, wszystkie są
                ładnymi kobietami. Wpływ Sonji i Esther na życie i na literaturę Hłaski jest
                niewątpliwy.
                A propos blizn, może Marek marzył o tym, by ktoś mu tę bliznę sprawił? Mieć
                taką bliznę! Ile w tym tajemnicy! Miał ku temu okazje, ale jakoś los mu w tym
                nie sprzyjał ;) Z awantur wychodził bez okaleczeń. Inna rzecz to ta, że blizna
                na twarzy często ściąga na jej nosiciela kłopoty. Mój znajomy, który ma bliznę
                po jakimś wypadku w dzieciństwie, wielokrotnie był uważany za jakiegoś
                zabijakę, co prowokowało żądnych wrażeń pospolitych przestępczych durniów.
                Na to wspomnianie przez Ciebie opowiadanie nie trafiłem, ale będę miał na nie
                oko, szukając książek w antykwariatach.
                Czytałaś może tekst Tyrmanda pt. "Hłasko"? Opublikowany w "Kulturze" (nr
                9/1969).
                Pozdrawiam ciepło,
                Grzegorz Hajduk
                • Gość: Stella Re: Pietno Kaina IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.03.04, 12:11
                  Kopa lat co ;))

                  Na temat Kobiet w zyciu Hlaski, tak opowiadala Agnieszka Osiecka:"W życiu Marka
                  kobiety chyba nie odgrywały większej roli. Jeżeli kogoś naprawdę uwielbiał, to
                  Hankę Golde.
                  To była taka znana piękność warszawska jeszcze z okresu Tyrmanda. Znacznie
                  później, "po mnie", była w Izraelu dziewczyna opisana jako Esther. Nazywał
                  ją "Kaczor Donald". Tak się śmiesznie złożyło, że wyszła potem za mąż za
                  jakiegoś amerykańskiego oficera, który serio miał na nazwisko Donald. Marek
                  lubił przezwiska. Na jednego mojego amanta mówił "tancerz Druciński". Mnie
                  nazywał "Panna Czaczkes".

                  Nie znam tego tekstu :(

                  • mucha102 Re:Marek Hłasko 12.03.04, 12:31
                    A czy napisał coś o zodiaku? Hroskopach lub Astrologu?
                    Z tego co czytałam, nie, ale może Wy wpadliście na trop?
                    To ważne dla mnie.
                    Pozdrawiam.
                  • Gość: Grzech Hanka i kawałek "HŁASKI" Tyrmanda IP: 80.51.253.* 13.03.04, 23:58
                    Czołem, Stello,
                    wysyłając swą ostatnią odpowiedź na forum (w tym temacie), posłałem również do
                    Ciebie e-pistołę, w której kajałem się, lecz list powrócił z powodu błędu w
                    adresie.
                    Nie znam zbyt dobrze biografii Hłaski, stąd amatorskie pominięcie przeze mnie
                    Hanki Golde.
                    Jest o niej dość ciekawy tekst na stronie poświęconej pisarzowi
                    www.marekhlasko.republika.pl/index2.htm
                    Czyżbyś cytowała Osiecką z "Śladami Marka Hłaski" Piotra Wasilewskiego?
                    Tekst Leopolda Tyrmanda pt. "HŁASKO" mogę odbić na ksero i posłać tradycyjną
                    pocztą (nie mam skanera, niestety).
                    Oto jego początek, cytuję:
                    Hłasko. Hłaskower. Śmieciarz. Sokół.
                    Dlaczego Sokół?
                    Trudno powiedzieć. Bo on tak chciał. Bo coś mu się wiązało w czaszce w
                    parabolę, w dowcip, w odniesienie, w parodię, w ironię. Ostatnio wolał Sokół.
                    Bo przepadał za tym, co miało swój dźwięk, i ty już wiesz. Więc tak mówiliśmy o
                    nim ostatnio przez telefon.
                    Ostatnio też, jak mi doniesiono, robił klops. Pieczeń rzymską. Własnoręcznie.
                    Kupował mielone mięso na hamburgery w hollywoodzkim supermarkecie, wbijał
                    jajka, kleił z miłością i zrozumieniem klops i wsadzał do pieca. Wychodziło
                    coś, co głodnym nie sprawiało żadnej różnicy. Tyle miał z tego swojego
                    Hollywoodu, który przez długie lata był dlań jak pański dwór dla Janka
                    Muzykanta. A potem się jakoś spalił i nic klawego z niego nie wynikło. Ale nie
                    narzekał. Ten kraj jest jak trzeba, mówił mi dzwoniąc z Los Angeles do Nowego
                    Jorku, z nie swojego telefonu. Chłopcze, mówiłem, jest trzecia nad ranem i
                    nikogo tu teraz nie interesuje polska konwersacja. Domyślam się, odpowiedział,
                    ale ja jestem sam, pijany i chory. Co ci jest? Mam białaczkę. To mówiłeś w
                    zeszłym tygodniu i Mroczkowszczak posłał ci nawet parę złotych na lekarstwa;
                    zaślepiła go miłość. Dziwne, mówił z troską, ale moje oczy nie zobaczyły ani
                    grosza z tych pieniędzy; widocznie Murzyni pocztę spalili; i ty wierzysz, że
                    mnie ktoś by posłał coś w celu niesienia tzw. pomocy? Oczywiście, mówiłem, że
                    ci posłał; ja tobie nie wierzę.

                    Muskulator. Perła Kurortu.
                    Ale wierzyłem mu.
                    Nawet kłamiąc - a składał się z nieskończoności małych, czasem parszywych,
                    czasem wspaniałych, czasem bezsensownych, czasem ślicznych kłamstw - zawsze
                    przekazywał jakąś prawdę. Nieważną prawdę. Potrzebną prawdę. Zresztą nie można
                    było przymierzać go do siebie lub przymierzać się do niego na zasadzie wiary-
                    nie-wiary. To były rzeczy bez znaczenia. Wymierzał ciosy obłędnie, na ślepo,
                    elementarne, tą swoją nieprzykładalnością do porządku pojęć innych,
                    nieprzystosowaniem do tego co zawsze miał w zamiarze, schowane na kiedyś,
                    zawinięte w chłposką książeczkę do nabożeństwa, wytartą, lecz schludną. Uważał
                    się sam za człowieka niezwykle uporządkowanego, nawet pedantycznego, oddającego
                    każdemu, co jego. A przy tym kłamał i lżył, i opluwał tak doszczętnie, a
                    zarazem tak bezinteresownie, że z kłamstw i oszczerstw wyrastały nowe portrety
                    prawdy, za które ludzie by mu się w pas kłaniali, gdyby ich tylko chciał
                    odtwarzać. Było w nim niechlujstwo, nie było w nim śmieci. Było w nim błoto,
                    nie było w nim brudu. Był człowiekiem z mułu i kurzu, jak każdy z nas jest,
                    nawet ci wypolerowani i omaszczeni intelektualno-ideowym gnojem, z którego nikt
                    nic nie ma. Z niego ludzie mieli. I curesy, i ubaw, i ból, i jakieś
                    przekonanie, że TO jest właśnie TAK, o jakie najbardziej chodzi tym, którym
                    ciężko, głupio i niesłusznie. Chwalił się, że nie robił błędów gramatycznych i
                    że zawsz wszystko mu się zgadza w konstrukcji opowiadania, aż do ostatniego
                    szczegółu. Może i nie robił, może i mu się zgadzało, ale z malym ale. W
                    konstrukcji i w wyprowadzających się z niej logikach był bezbłędny, lecz w
                    dotknięciu Prawdy, tej najgłówniejszej i bezapelacyjnej i wszechwyjaśniającej,
                    zawsze był jakby przesunięty, pośpieszny, spóźniony, obok. To, co malował, było
                    wielkie przez swe cudowne, irytujące skrzywienie, deformację, skos. Był
                    romantykiem,a więc mazał i upiększał.

                    Marco - najprzystojniejszy pomocnik blacharza.
                    Nie każdy powienien czytać te słowa.
                    Wielu niczego z nich nie zrozumie, tak jak ja nie mogę jeszcze zrozumieć, że
                    już trzeba w nich zawrzeć to wszystko, kim był i co robił, że można go
                    definiować.
                    Koniec cytatu; korzystałem z artykułu Tyrmanda zamieszonego w "Porachunkach
                    osobistych".
                    Pozdrawiam,
                    Grzegorz Hajduk
                    • Gość: sza Re: Hanka i kawałek "HŁASKI" Tyrmanda IP: *.ipt.aol.com 14.03.04, 12:04
                      Otarlam sie oczywiscie o utwory Marka Hlaski, ale nigdy nie rozczulalam sie nad
                      Nim, ani nad Jego tekstami... Nie reagowalam na nie obojetnie, ale uwazalam, ze
                      nie moge juz niczego dodac do tego co zostalo juz powiedziane.
                      Dzisiaj natomiast tesknota wygnanca dotkela i mnie swoimi szponami, a wlasciwie
                      to myslami powrocilam do niego juz w trakcie mojego wyjazdu, z kolezanka na
                      stopa, w poszukiwaniu szczescia... Wtedy to wlasnie przypomnialam sobie o
                      podrozy ucieczce, a potem powrocie na wschod, my podazalysmy na poludnie...
                      Grzechu i Stello dzieki za tak wartosciowe informacje, przypuszczam, ze sama
                      nie zainteresowalabym sie Hlasko tak wnikliwie, ale, jak widac Grzechu podany
                      cytat, moze trafic rowniez w "powolane" rece.
                      Pozdrawiam i licze na kontynuacje:)
                      Krystyna
                      • Gość: Stella kawałek Tyrmanda IP: *.dip0.t-ipconnect.de 14.03.04, 22:07
                        Dzieki za tyrmandowe poswiecenie ale ten artykul znalazlam w podanym przez
                        Ciebie linku. Jest tam takze wypowiedz Osieckiej z ktorej kawalek zacytowalam.

                        Ja podobnie jak Sza-Krystyna dopiero na "obczyznie" docenilam Hlaske i w pewien
                        sposob utozsamilam sie z jego bohaterem. Moglam lepiej zrozumiec jego samotnosc
                        i targajace nim odczucia. A poza tym tez nosze blizne na czole- calkiem
                        powaznie- tylko, ze ja poruszam sie na zachod.
                        • Gość: Grzech Re: kawałek Tyrmanda IP: 80.51.253.* 14.03.04, 23:51
                          Zdaje się, że wykonałem trochę nikomu niepotrzebnej roboty. Przynajmniej
                          poćwiczyłem palce i oczy. Nie przeglądałem całej tej strony o Hłasce, stąd me
                          prace ręczne.
                          Też mam bliznę, ale na ręce.
                          • stella25b Kobiety i Hlasko 17.03.04, 18:33
                            Wyglada na to, ze mamy teraz ranking blizn ;))

                            Jesli chodzi zas o Hlaske i Kobiety w jego zyciu to to jest dopiero Temat!
                            Tu przede wszystkim nie chodzi o ich urode czy urok osobisty ale o role jaka
                            odegraly w zyciu Hlaski. A prawie kazda kobieta z ktora Hlasko byl zwiazany
                            doczekala sie odzwierciedlenia w jego pisarstwie. Budujac postacie kobiet w
                            swoich opowiadaniach czy powiesciach wzorowal sie na swoich przyjaciolkach,
                            zonie, czy kochankach. To ich zycie dostarczalo mu temtu ktory umiejetnie
                            przetwarzal i wplatach w swoja literature. A robil to doskonale, mieszajac
                            fikcje z faktami czesto zwiazanymi z jego wlasnym zyciem.
                            • stella25b a propos Hlaskoidow... 18.03.04, 10:34
                              Wlasnie serfowalam po Merlinie i natknelam sie na nowa ksiazke Marka
                              Nowakowskiego "Nul". Czytalam jego wczesniejsze opowiadania i bylam pod ich
                              wrazeniem. Jesli Nowakowski nie zmienil nurtu to napewno jest dobra ksiazka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja