Dodaj do ulubionych

Iching i czakry.

06.05.07, 14:26
Witam.
Ostatnio przeczytałem "Podręcznik badania aury" autorstwa Walter Lubeck.
Pisze, ze kazdej linii hexagramu odpowiada jedna czakra, cały hexagram mówi o
stanie 7 czakry(korony)- w skrócie odpowiadającej najgłębszym pokładom ducha w
człowieku .

Jeśli Księga Przemian jest systemem holistycznym to możliwe jest, że struktura
hexagramów koresponduje w jakiś sposób z subtelnymi ciałami człowieka. Iching
był przeciez wykorzystywany też jako narzędzie magiczne przez taoistów.

Szukam tropów dotyczących tego tematu, lecz na razie bezskutecznie.
Czy ktoś z Was zajmował się tym tematem ?

pozdrawiam
razef
Obserwuj wątek
    • transwizje Re: Iching i czakry. 06.05.07, 14:46
      ciekawe i możliwe.
      nie znam tropów, ale myślę, że taką informację warto przemyśleć i sprawdzić po
      prostu samemu na sobie.
      ICing rzeczywiście jest magiczny i jest (był raczej) podstawą szamańskiego
      wtajemniczenia w moc. To jest pewnie częściowo do odtworzenia, ale trzeba
      wrócić do podstaw, z jakich Księga wypływa, tj. do warunków, które określa i
      które ją budują.
      Poniekąd moje bytowanie od jakiegoś czasu jest temu bliskie, ale na razie brak
      mi czasu, aby w to wejść na maksa. To jednak fajne marzenie, bliskie.
      Pozdro. ES
      • transwizje Re: Iching i czakry. 10.05.07, 18:08
        "jeśli jest systemem holistycznym", - jest.
        Wykorzystywany do magii przez taoistów... w ogóle cała kultura i filozofia
        chińska I-Cingiem stoją.

        Tak sobie myślę, że gdy zacząć szukać linii/energii w swoich czakrach, to
        najlepsze do poznania siebie pod tym kątem byłyby heksagramy narodzin,
        otrzymane metodą Śliwy, są bowiem jak horoskop.

        a tak z innej beczki, magia to też złożone pojęcie i ludzie różne rzeczy pod
        nią rozumieją.
        Nie zgodzę się z tym, że heksagram przełożony w medytacji na energie pozwoli
        zmienić przyszłość, jeśli Księga ją określiła (a to jest rozumiane jako magia,
        wpływać siłą woli na rzeczywistość).
        Pozwoli ją jednak świetnie i do głębi ją sobie uświadomić i przeniknąć, a
        przeniknąwszy uniezależnić się od wielu aspektów rzeczywistości, które
        nadchodzą, a zatem wyśliznąć się z pewnej pułapki na dłuższą metę (powiedzmy:
        przyspieszone przerobienie karmy-nauki w szkole).
        Pozdro. Ewa

      • jasnygrom Re: Iching i czakry. 11.05.07, 18:07
        :)

        1.
        transwizje pisze:
        ICing rzeczywiście jest magiczny i jest (był raczej) podstawą szamańskiego
        wtajemniczenia w moc.
        ---------------------

        We Wstępie (2.Historia Księgi Przemian) do swego dzieła Wilhelm pisze:
        (...) [komentatorzy epoki Han] jakkolwiek bliżsi czasom kompilacji I-Cing,
        ulegali przecież wpływom magicznych nauk albo, jeżeli im się dobrze przyjrzeć,
        sami wręcz byli czarownikami.
        ---------------------
        :)


        2.
        transwizje pisze:
        Nie zgodzę się z tym, że heksagram przełożony w medytacji na energie pozwoli
        zmienić przyszłość, jeśli Księga ją określiła (a to jest rozumiane jako magia,
        wpływać siłą woli na rzeczywistość).
        ---------------------

        A może przyszłość nie jest w całości określona, a w pewnych częściach tylko?
        Księga np. mówi: "niekorzystne jest przekroczenie wielkiej wody". Rozumiem to w
        ten sposób, że działanie będzie niekorzystne, natomiast zaniechanie - nie
        niekorzystne (choć niekoniecznie korzystne) ;)
        Inaczej - fatalizm...

        pozdro pod chmurami :)
        • transwizje Re: Iching i czakry. 12.05.07, 08:19
          przyszłość jest określona przez ścisłe prawa, które nią rządzą. I-Cing jest
          zbiorem tych praw i umożliwia ich przestudiowanie, zgłębienie.
          Myli się jednak ten, kto uważa, że kiedy je pozna będzie zmieniał świat.
          najpierw musi dać się sam im przemienić.
          Jeśli mówię o mocy, to takiej jaką mieli pierwsi mędrcy, którzy potrafili na
          bazie studiów I-Cing otwierać i zamykać portale czasoprzestrzenne, rozumieli
          przestrzeń zjawisk dziejących się wokół nich i potrafili czytać znaki
          bezpośrednio, jak z linii.
          Dla nas to magia, w gruncie rzeczy była to ścisła wiedza naukowa, poparta
          stanem świadomości.

          Jeśli w linii jest napisane: niekorzystne, to jest to stwierdzenie faktu, który
          jest, a nie decyzja, którą należy podjąć, spróbuj zadziałać wbrew, ciekawe, czy
          się uda ;-)
          pozdro, ES
        • jasnygrom Re: Iching i cza(k)ry. 12.05.07, 18:46
          :)
          1.
          razef pisze:
          (...) kazdej linii hexagramu odpowiada jedna czakra, cały hexagram mówi o
          stanie 7 czakry(korony)- w skrócie odpowiadającej najgłębszym pokładom ducha w
          człowieku. (...)
          Czy ktoś z Was zajmował się tym tematem?
          ----------------------------------
          nie, nie napotkałem


          2.
          transwizje pisze:
          Jeśli mówię o mocy, to takiej jaką mieli pierwsi mędrcy, którzy potrafili na
          bazie studiów I-Cing otwierać i zamykać portale czasoprzestrzenne, rozumieli
          przestrzeń zjawisk dziejących się wokół nich i potrafili czytać znaki
          bezpośrednio, jak z linii.
          --------------------------
          może właśnie o tym myślał Wilhelm, gdy pisał powyższe? ;)


          3.
          transwizje pisze:
          Jeśli w linii jest napisane: niekorzystne, to jest to stwierdzenie faktu, który
          jest, a nie decyzja, którą należy podjąć, spróbuj zadziałać wbrew, ciekawe, czy
          się uda ;-)
          ----------------------------
          znowu coś zagmatwałem... ;)
          toż nie chodzi o to, że wsio jest niekorzystne, ale (w ww. przykładzie)
          działanie (przekroczenie - przeprawa). Jeśli działania niekorzystnego zaniecham,
          to niekorzyści mają szansę mnie ominąć ;)
          a taką decyzję (o zaniechaniu) przecież mogę podjąć?... :)
          pytam, aby mieć wybór... kurteczka, pewnie, że mogę błądzić...
          walczę (hehe, groźne słowo) ze sobą, nie ze światem ;)

          pokojowe pozdro. RP :)
          • transwizje Re: Iching i cza(k)ry. 12.05.07, 19:27
            a ja mam na mysli przypadek, gdy wypada taka rada w linii zmiennej, a przemiana
            jest pomyślna. Wtedy przemiana przychodzi po zaniechaniu, nawet jeśli ktoś
            będzie się upierał przy negatywnej drodze, to w pewnym momencie będzie musiał
            puknąć się w czoło i zrozumieć, a to już fakt który ma się spełnić. Można
            oczywiście wcześniej puknąć się w czółko, za namową Księgi, albo mamusi, ale
            przemiany to nie zmieni, będzie jaka ma być.
            Pozdro.
            Ewa
            • jasnygrom Re: Iching i cza(k)ry. 13.05.07, 22:33
              :)
              Przy jednej linii zmiennej to zgoda, można skumać, w którą stronę los się
              potoczy. Choć myślę, że im wcześniej się decyduje tym bardziej nic nie jest
              przesądzone. Motyl wywołujący huragan uspokojony w porę huraganu nie wywoła.
              Chyba, że huragan i tak miał powstać - wtedy w miejsce motyla zjawi się inna
              mucha ;)
              Dotykamy to pytania, czy nasze decyzje zmieniają coś w realu, czy tylko (aż) w
              psychice.

              Ale co począć, gdy linii zmiennych jest więcej niż jedna? Choćby 2. Która wersja
              się ma spełnić? Jeśli zmiana się dokona przy jednej linii to otrzymamy hex A.
              Jeśli zmieni się druga - hex B. A jeśli obie - hex C.
              Możliwa jest też droga, że zmieni się linia jedna - dostajemy hex A. W nim
              zmieni się linia druga - wynik hex C.
              Albo: zmiana linii drugiej daje hex B, w którym zmiana linii pierwszej daje hex C.

              Piszesz - przemiany to nie zmieni, będzie jaka ma być. Ale jaka ma być przy
              większej liczbie zmiennych? Nie spotkałem się jeszcze z podobnym podejściem,
              więc jestem jak w h.04. Na razie jestem pochłonięty (fajne słowo) badaniem
              Wilhelma i nie mogę sprawdzać swoich zapisków pod tym kątem (nawet ostatnio
              rzadko losuję).

              zmieszane pozdro :) RP
              • transwizje Re: Iching i cza(k)ry. 14.05.07, 11:54
                jak na mój chłopski rozum to trochę przekombinowujesz.
                jeśli wychodzą 2 czy 6 wszystko jedno linie zmienne to i tak przemiana jest
                określona i się spełni.
                Akcja toczy się według porządku linii, jedna po drugiej, jak wypadają, z dołu
                do góry, aż przychodzi moment przemiany.
                Poobserwuj życie pod tym kątem.
                Czasem trudno te linie uchwycić, bo przechodzą jedna w drugą bardzo szybko,
                czasem bardzo wolno, ale przechodzą.
                Pozdro. Ewa>Dotykamy to pytania, czy nasze decyzje zmieniają coś w realu, czy
                tylko (aż) w
                > psychice.
                stoję za tym, że w psychice. Im głębszą świadomość przemiany osiągniesz tym
                bliżej ci do Źródła Przemian (tj. Boga).
                • razef Re: Iching i cza(k)ry. 20.05.07, 22:29
                  mówić, ze zmiany dokonują się tylko w psychice to ograniczyć istnienie świata
                  poza naszą świadomością. bardzo pesymistyczny pogląd. człowiek pytający wyroczni
                  miałby o tyle wgląd w los, że znałby przyszłość. ku takiemu podejściu skłaniał
                  się św. augustyn - bóg zna wszystko co sie ma wydarzyć. jest to rażąca
                  sprzeczność z założeniami filozofii wschodu - gdzie zmiana jest zasadą bytu( na
                  każdej płaszczyżnie : materii psychiki ducha).

                  Człowiek poznaje teraźniejszosć, by móc wpływać na przyszłość. Inaczej wszystkie
                  metody dywiancji służyłyby jedynie zaspokojeniu ciekawości.

                  oczywiscie też zalezy od psychiki zadającego pytanie wyroczni, przewaga pewnych
                  dyspozycji umysłu np. intelektu moze rzeczywiście spowodować, zę zmiany będą
                  zachodziły jedynie na gruncie dyskursywnego myślenia.
                  • transwizje Re: Iching i cza(k)ry. 21.05.07, 06:11
                    Powaliły mnie metody dywiancji (dywinacja dewiacyjna, czy dewiacja dywinacyjna,
                    wsjo rawno, bo to jedno słowo streszcza cały - twój ? - pogląd na sprawy).;-
                    )))))

                    czasem dyskurs rozumowy sobie, uczenie a jakże, a podświadomość sobie godo.
                    Sobie a muzom.
                    Nie wierzę, że ludzie wschodu są tacy uczeni w dyskursie. To zachód tak
                    wszystko pieprzy i miesza.
                    Witaj razefie czakramanie,
                    (wiesz, że po francusku twój nick daje się przetłumaczyć łysy filozof?
                    Ale już więcej nie prawię, bo jeszcze trza będzie naprawiać. To tylko żarty o
                    poranku.
                    (Szkoda, że nie mam koguta, żeby mi piał co rano, może chciałoby mi się
                    dyskursować o dywiancji, dojenie kozy to nie to samo). ;-)))) (uśmiech szczery
                    i szerokij kak stiepi, od wschoda do zachoda)
                  • jasnygrom Re: Iching i cza(k)ry. 22.05.07, 22:07
                    :)
                    śmiech śmiechem, chich chichem, ale fatalizm to coś fatalnego ;))
                    razef, myślę podobnie :)

                    pozdro :) RP
                    PS. Na stronie www.logonia.org używają nazwy "dewinacja" ;)
                    Pewno w nawiązaniu do dewów.
                    • transwizje Re: Iching i cza(k)ry. 23.05.07, 09:00
                      niemniej istnieje coś takiego jak fatum, przeznaczenie (karmiczne), wola nieba,
                      czy też odzwierciedlenie na niebie naszej woli dotychczasowej (skutki i
                      przyczyny) i tego się zmienić inaczej nie daje jak uświadomić sobie i zgodzić
                      się (tu się kłaniają nauki nauczycieli duchowych).
                      Mówienie, że tego nie ma świadczy o nieswiadomości i łudzeniu się. "A tylko
                      prawda was wyswobodzi". ;-)

                      Dewinacja, trochę brzmi po staroświecku, ale pewnie od dewów (tu mi się cóś
                      przypomina odnośnie ludziów uczonych w sanskrycie). Ja czytając z francuskiego
                      rozumiem od-winienie, w sensie: pozbawienie wina, albo bez-różdżkacja, albo
                      nawet: od-dziewiczenie, albo nawet od-niepowiemcoumężczyzny, a po naszemu i
                      francuskiemu: od-winienie bedzie wyzbyciem się winy, lub tylko po naszemu:
                      zdewinienie, czyli naznaczenie winą?

                      Pozdro. ES
                      • jasnygrom Re: Iching i cza(k)ry. 23.05.07, 18:21
                        :)
                        Nie zaprzeczam istnieniu pewnych konieczności, ale widzę też miejsce dla
                        twórczości. Inaczej Niebo byłoby osamotnione w swej pracy :)
                        Po coś się rodzimy-wcielamy :)

                        O Panie, daj mi siłę zmienić to, co mogę zmienić.
                        O Panie, daj mi cierpliwość, abym wytrzymał to, czego nie mogę zmienić.
                        O Panie, daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego.

                        Jakoś tak to szło. Tuszę, że autorowi chodzi o zmiany na lepsze ;)
                        Tekst jest pełen nadziei. Dwa pierwsze wersy mówią o zmianach, a trzeci o
                        wyroczniach. Jak nic, nadaje się na motto do Księgi ;)


                        jasny grom! Nie wiedziałem, że winacja ma tyle znaczeń ;)

                        spod czystego nieba pozdro :) RP
                      • jasnygrom Re: Iching i cza(k)ry - fatum czy wola 23.05.07, 18:36
                        :)
                        Być może tak powstały ofiary przebłagalne.
                        Wieszczbiarze odkrywają, że czas jest podły i musi(!) się stać coś złego. Nie
                        sposób odwrócić wyroków duchów. Co robić? Spróbować je oszukać. Wybierają coś
                        najbardziej niewinnego, czystego i cennego (biały baranek, najpiękniejsza
                        dziewica w plemieniu, najdorodniejsze woły bez skazy). Składając z tego ofiarę
                        (rytualny mord) - pozbawiają się czegoś najbardziej niewinnego, czystego i
                        cennego dla plemienia. Czyż może być większe nieszczęście? W ten sposób Niebo
                        (Ziemia?) dostaje swoją żertwę, a lud się uspokaja. Wypełniły się przewidywania
                        proroków. Najgorsze się stało. Teraz może być już tylko lepiej. Fatum uderzyło w
                        miejsce wybrane, a nie na oślep.

                        pozdro :) RP
                        • transwizje Re: Iching i cza(k)ry - fatum czy wola 23.05.07, 20:19
                          wiesz chyba, że wieszczbiarze to dęciaki, nieprawdaż?
                          znajomość prawdziwej przyszłości, prawdy, całości czasu, pełni czasów, tu i
                          teraz mają jedynie oświeceni.
                          co do ofiar krwawych mam nieco inny pogląd, ale tu jest forum I-Cing więc nie
                          będę się wypowiadać.
                          Ale tak mi się przypomniał film "Cube". Dusza (wolna) uwięziona w systemie,
                          który ma swoje logiczne, ale niewidzialne dla zmysłów prawa. W ciele ludzkim
                          może zacząć je badać i poznawać, jednak gdy rozwiąże jedną zagadką i uda jej
                          się wyjść z zamkniętej przestrzeni okazuje się, że się znalazła w następnej,
                          nadrzędnej.
                          Niektórzy ludzie o naukowym mysleniu skłaniają się do poglądu, że wszystko da
                          się poznać i zrozumieć, także wyjść z czasoprzestrzeni dzięki np. odkryciu
                          ficzynego wzoru.
                          Ale to jest diabelska pułapka.
                          Pozdro. ES
                          • jasnygrom fatum czy wola 24.05.07, 20:18
                            :)
                            transwizje pisze:
                            wiesz chyba, że wieszczbiarze to dęciaki, nieprawdaż?
                            ----------------
                            hmm..., nie myślałem o Mickiewiczach, Słowackich itp. ;)


                            transwizje pisze:
                            znajomość prawdziwej przyszłości, prawdy, całości czasu, pełni czasów, tu i
                            teraz mają jedynie oświeceni.
                            ----------------
                            Światłych Księga (tłumacze?) nazywa świętymi. Ale czy znają to wszystko co
                            mówisz, czy znają przede wszystkim PRAWA czasu i przemian. Jestem zwolennikiem
                            możliwości wpływu na los. Huna mówi: świat jest taki, jaki myślisz, że jest.
                            Na cóż modlitwy, ofiary i spełniające się marzenia? Po co ostrzeżenia proroków:
                            poprawcie się, bo będzie źle? - czyż wiedzą, że i tak się nie poprawimy, czy też
                            źle będzie bez względu na naszą poprawę? To wszystko dla beki, dla jaj?
                            Budowa wielkich obserwatorów astronomicznych przez starożytnych wielkim nakładem
                            sił i środków, ofiar ludzkich - dla hecy?


                            traswizje pisze:
                            co do ofiar krwawych mam nieco inny pogląd, ale tu jest forum I-Cing więc nie
                            będę się wypowiadać.
                            --------------------
                            motto forum:
                            dla zainteresowanych, medytujących i konsultujących się z Księgą, dla dążących
                            do Tao, także feng-shuistów, pasjonatów systemów dywinacji i ciekawych
                            wszystkiego co nieznane...
                            repeta:
                            (...)ciekawych wszystkiego co nieznane...


                            transwizje pisze:
                            Ale tak mi się przypomniał film "Cube". Dusza (wolna) uwięziona w systemie,
                            który ma swoje logiczne, ale niewidzialne dla zmysłów prawa. W ciele ludzkim
                            może zacząć je badać i poznawać, jednak gdy rozwiąże jedną zagadką i uda jej
                            się wyjść z zamkniętej przestrzeni okazuje się, że się znalazła w następnej,
                            nadrzędnej.
                            ----------------
                            1.
                            nie sądzę, że Niebo jest pokroju scenarzystów "Cube" i zależy mu na jak
                            największej ilości wiader krwi ;)
                            Na serio. Zauważ, że im brutalniejsze filmy, tym więcej patologii wokół. Ale to
                            jest taka kasa, że nikt się nie porywa na zmianę tego "znaku czasu". Podobnie z
                            przemysłem farmaceutycznym. Okazuje się, że prawie wszystkie choroby są
                            nieuleczalne. Leki stosujemy jedynie do usunięcia objawów(!). Może tak się
                            kończy Epoka Ryb?
                            2.
                            Mi się kojarzy książka "Robot" Wiśniewskiego-Snerga. Czytałem dawno, ale wywarte
                            wrażenie pamiętam do dziś. Nie wyjawię idei, aby nie spalić.


                            Ludzie wracający po śmierci klinicznej zmieniają swe życie i stosunek do niego.
                            Po co, jeśli wszystko ustalone?

                            Księga mówi: Są jeszcze rzeczy do zrobienia.

                            pełne nadziei pozdro :) RP
                            • transwizje Re: fatum czy wola 25.05.07, 08:51
                              pisząc o dęciakach mam na myśli także siebie... ;-)wieszczbiarze to nie
                              wieszczowie (prorocy).
                              jest mozliwy bezpośredni wgląd, spojrzenie oczami Boga, ale skłaniam się do
                              poglądu, że taki wgląd nie przychodzi na życzenie człowieka (czyli jest
                              niezależny od jego starań, studiów, praktyk i modłów), tylko spada z wyboru
                              odgórnego (nie wiem czy wyboru, czy przypadku, na tym poziomie chyba nie ma
                              rozróżnienia, hinduiści mówią o "kaprysie mistrza").
                              sama doświadczyłam czegoś podobnego co najmniej kilka razy, więc wiem co mówię
                              i nie opieram się na żadnym dyskursywnym, logistycznym i wykoncypowanym
                              rozumowo poglądzie. Poza tym umacniają mnie w tym przekonaniu ostatnie studia
                              nad centuriami Nostradamusa, który uważał tak samo.

                              Być może Jasnygrom, mamy na myśli podobne sprawy, ale inaczej je formułujemy.
                              To trzeba zawsze badać od początku, każda myśl (koncepcja) ma swoją przyczynę i
                              doświadczenie, które je zrodziło. Jesteś pomysłowy, odkrywczy, uraniczny, pewne
                              rzeczy przychodzą do ciebie w formie błysku intuicji, ale jest jeszcze
                              rzeczywistość, która musi to potwierdzić, odrzucić, lub uzupełnić o nowe dane.

                              W sumie: wracając do cube'a: uważam (wiem), że ten świat jest pułapką i że
                              klucz do jej otwarcia został ukryty i zgubiony, trwa gra o jego odnalezienie
                              między przeciwnymi graczami.
                              Otóż ci, którzy uważają, że klucz i pułapka jest do rozgryzienia rozumem
                              są "oświeconymi" "rozdającymi niestety fałszywe światło" i często sami wpadają
                              w pułapkę bez wyjścia.

                              Wracając do ICing: poznawanie systemu po to, aby ominąć przyszłe zagrożenia
                              (wykpić się od doświadczenia?) jest właśnie ideą naczelną tych, którzy głoszą,
                              że świat jest poznawalny, pozytywny i mozliwy do przeistoczenia "od środka".
                              Niepostrzeżenie ich energia zostaje zablokowana na poziomie 6 czakry (trzeciego
                              oka), potrafią nawet zręcznie lawirować wewnątrz pułapki, ale nigdy z niej nie
                              wychodzą.
                              Wiara w wyjście jest oczywiście OK.
                              Ale wyjście zostanie otwarte i do nas należy głównie wiara. Bo to jest ta moc,
                              która je otworzy. Nie rozum, spryt, inteligencja, wzór, prędkość kojarzenia,
                              choćby najgenialniejsza.
                              Klucz mieści się w sercu, a nie rozumie.
                              To się często, oj często myli, wieszczbiarzom zwłaszcza.

                              Pozdro.
                              Ewa
                              • razef Re: fatum czy wola 07.06.07, 13:18
                                Nie wydaje mi się, że można pominąć przy konsultacji Iching rozum i dyskursywne
                                myślenie. Ono jest bazą rozpoznania odpowiedniej porady, ono przetwarza
                                informacje otrzymane od Księgi Przemian, które to możemy bezpośrednio wcielic w
                                życie. Gdyby kierować się sercem przy interpretacji Ksiegi, to pozwalamy rządzić
                                emocjom. Nie neguje podejścia "serca" tzn. empatii, zrozumienia, wszelkich
                                funkcji prawopółkulowych, lecz intuicja wymaga zracjonalizowania. Cały projekt
                                Iching jest "oświeceniowy" : sztywne reguły matematyki, określonych procedur,
                                znaczeń, sfera okultna jest umiejetnie wpleciona pomiędzy. Intuicja ogarnia
                                treść zapisaną między wierszami, ale dopiero rozum pozwala zastosować ją w
                                codziennym życiu. Demonizowanie rozumu to podcinanie gałęzi na której sie siedzi.

                                Unikanie cierpienia niekoniecnzie trzeba interpretować jako uchylanie się od
                                doświadczenia, zgodnie z powiedzeniem "Mędrzec unika cierpienia", co w moim
                                odczuciu znaczy tyle, co "Mędrzec nie doświadcza cierpienia tam, gdzie nie jest
                                ono konieczne".
                              • jasnygrom Re: fatum czy wola 07.06.07, 22:22
                                :)
                                1.
                                wgląd spada z Nieba (z jego woli)
                                -----
                                Ewa pisze:
                                umacniają mnie w tym przekonaniu ostatnie studia nad centuriami Nostradamusa,
                                który uważał tak samo.
                                ------------------
                                cytat z kalendarza:
                                Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce.
                                (Lew Tołstoj) (swoją drogą, jeszcze nic Tołstoja nie czytałem, a słyszałem, że
                                warto :))

                                Co do wglądu (wizji) uważam podobnie (choć w ten temat się nie wgłębiałem),
                                tzn., że Niebo decyduje. Jednak nie mamy pewności, że nie wybraliśmy sami takiej
                                drogi (Grom) czy ścieżki (Góra) rozwoju. No, ale to temat na inną bajkę...


                                2.
                                cierpienie (czy go unikać)
                                -----
                                a.
                                opierając się na religii katolickiej - cierpienie jest cacy, bo Chrystus
                                cierpiał. Jednak żeby On skonał w cierpieniach, ktoś musiał Go przybić i
                                powiesić na krzyżu, czyli zgrzeszyć.
                                Na dodatek Bóg Ojciec mówi: Nie zabijaj! (przykazanie). Ale jeśli zabijesz Mego
                                Syna (Ukrzyżowanie), to odpuszczę ci [Człowieku] inne twe grzechy (Odkupienie).
                                W Piśmie jest więcej takich "koanów".
                                Przychylam się do poglądu razefa - jeśli cierpienie - to z konieczności, nie z
                                wyboru.

                                b.
                                Gdyby cierpienie było czymś nie do uniknięcia - to po co Księga? Radujmy się
                                cierpieniem zesłanym przez Niebiosa i nie próbujmy go uniknąć, gdyż zgrzeszymy
                                tak czyniąc. Czyli medycyna i wszelkie ułatwienia życia (choćby taczki) - precz.

                                c.
                                Biblijni prorocy mówili: jeśli się nie poprawicie, to czeka was kara taka i taka...
                                Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić. Jeśli zmienić nie można
                                (życie z góry zaplanowane, ustalone), to prorocy łżą - cierpienie nie do uniknięcia.

                                3.
                                klucz
                                -----
                                Ewa pisze:
                                Klucz mieści się w sercu, a nie rozumie.
                                -------------------------
                                być może: Klucz do rozumu mieści się w sercu;
                                lub: Klucz do serca jest w rozumie.

                                Odnoszę wrażenie (pewnie subiektywne), że wielkie systemy (Tarot, I-Cing, itp.)
                                prędzej zalecają połączenie pracy obu półkul mózgowych (logika + intuicja), niż
                                preferowanie którejś z nich kosztem drugiej. Ale do tego wiedzie droga tylko
                                przez praktykę. Wszelkie nauki są z poziomu nauczyciela - uczeń musi się uczyć
                                na błędach własnych. Twego pragnienia nie ugaszą najwspanialsze opowieści o
                                wodzie; aby je ugasić, musisz jej skosztować osobiście.

                                refleksyjne pozdro :) RP
                                • lolyta Re: fatum czy wola 09.06.07, 06:19
                                  > Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić. Jeśli zmienić nie można
                                  > (życie z góry zaplanowane, ustalone), to prorocy łżą - cierpienie nie do unikni
                                  > ęcia.

                                  mnei sie widzi ze jest jakby pol na pol - najbardziej do mnei trafia
                                  wytlumaczenie ze los jest jakby sznurkiem (albo moze nawet pekiem sznorkow,
                                  odpowiedzialnych za rozne watki w zyciu) ktore sa z jednej strony przyczepione,
                                  a z drugiej luzne. To przyczepione to jest fatum, np. plec czy stulecie w ktorym
                                  sie czlowiek rodzi - no chocby skaly sraly, tego nie zmieni zadna determinacja
                                  poszczegolnego osobnika, tych "przyczepionych" moze byc na naszej drodze wiecej,
                                  tylko nei tak oczywistych, bo nie sa az tak wspolne dla doswiadczenia calej
                                  ludzkosci. Ale juz ten drugi, luzny koniec sznurka to jest pole do popisu dla
                                  naszej wolnej woli. Ja sobie czasem ludzkosc wyobrazam jako organizm w ktorym
                                  kazdy czlowiek jest jedna komorka i porownuje w takiej skali. No i widac czarno
                                  na bialym, ze jak jakas komorka powstanei w, za przeproszeniem, odbycie, to
                                  nigdy nei bedzi ekomorka mozgowa, co nei znaczy, ze jej dzialalnosc nie bedzie
                                  miec na mozg wplywu. jej los sie moze roznie potoczyc, moze np. mutowac w
                                  nowotwor czy cos, ale zawsze jednak jej wplyw na ogranizm bedzie z perspektywy
                                  odbytu i mozliwosci, jakie tam ona ma. Tyle, ze ze swojej skali ona oczywiscie
                                  nie widzi, ze jest w tylku i prezydentem nie bedzie. Roznego rodzaju wyrocznei
                                  moga jej pomoc poznac ta perspektywe i pewne fakty ktore z niej wynikaja i
                                  wlasciwie nie wykluczylabym ze jest tak, ze w zaleznosci od pozycji, czasu i
                                  paru innych czynnikow czasem taka wyrocznia moze zostawic wiecej pola manewru a
                                  czasem mniej.
                                  • transwizje Re: fatum czy wola 09.06.07, 08:58
                                    z sensem godocie koleżanko ;-)
                                    największą determinacją tego świata jest śmierć (podobnie jak narodziny), po
                                    środku w różnej skali determinanty występują (np. partner życiowy). Właśnie to
                                    fatumem nazywam, słownikowo, a nie tak jak się przyjęło w kulturze, że fatum to
                                    od fatalizowania pochodzi. nie ma czasownika od fatum (fatumować?), bo nikt z
                                    ludzi go nie stworzył i nie ma na nie wpływu. to są twarde determinanty tego
                                    wymiaru przestrzeni, i tyle. Możemy je jednak podejrzeć (np. za pomocą ICing) i
                                    uświadomić sobie, a uświadomiwszy podjąć decyzję sejmową, za albo przeciw.
                                    pozdro
                                    ES
                                  • jasnygrom Re: fatum czy wola 09.06.07, 11:35
                                    :)
                                    1.
                                    lolyta pisze:
                                    mnie się widzi że jest jakby pół na pół (...)
                                    -----------------------------
                                    otóż to. Pisałem: Ma to rację bytu wtedy, gdy można coś w życiu zmienić.
                                    Nie wszystko, lecz coś ;)
                                    Dlatego:
                                    (...) daj mi mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego (to co można zmienić, od
                                    tego czego nie można - fatum, przeznaczenia, prawa ciężkości itp. ;))
                                    Tu widzę miejsce dla wyroczni: w danej sprawie (momencie czasoprzestrzeni) ma
                                    sens moje działanie, czy lepiej go zaniechać? Wszystko, co tu piszemy na temat
                                    wolnej woli, to nasze wyobrażenia oparte na opowieściach i własnych przeżyciach.
                                    Ale jak jest faktycznie? A może każdy ma swój świat, a w nim pewne drobniutkie
                                    różnice? Także nie można wykluczyć, że to wszystko istnieje w jakimś Umyśle
                                    (pełno pomysłów jest w starych opowiadaniach Lema).

                                    2.
                                    lolyta pisze:
                                    (...) los jest jakby (...) pękiem sznurków, odpowiedzialnych za różne wątki w
                                    życiu) które są z jednej strony przyczepione, a z drugiej luźne. To przyczepione
                                    to jest fatum, (...) ale już ten drugi, luźny koniec sznurka to jest pole do
                                    popisu dla naszej wolnej woli.
                                    ---------------------------
                                    podobnie tkacz. Już wykonana część tkaniny - przeszłość. Samo tkanie - teraz.
                                    Przyszłość - to co do utkania zostało. Może wybrać, co jeszcze utka (jednak
                                    obliguje wzór tkaniny) i której nici użyje. Tu tkacz awangardowy ma większe pole
                                    do popisu i wolę swobodniejszą ;)

                                    3.
                                    Ewa pisze:
                                    Być może Jasnygrom, mamy na myśli podobne sprawy, ale inaczej je formułujemy.
                                    -------------------------
                                    i tu chyba jest pies pochowany ;) Nie narzucam swego poglądu, ale wyjawiając go
                                    ułatwiam porozumienie. Pewno każdy pozostanie przy swoim ;)

                                    słoneczne pozdro :) RP
                                  • lolyta anatomia wg I Ching :> 09.06.07, 22:54
                                    ciekawa rzecz ze jakos zupelnie zeszlo z tych czakr w tym watku i ja tez o tym
                                    zapomnialam ze od tego sie zaczelo, myslac o komorkach w organizmie wyobrazilam
                                    sobei pewien jakby podzial, weszlam tu zeby napisac, a tu te czakry, czyli tez
                                    jakby anatomiczne ujecie.
                                    No nic.
                                    Komorki sa w organizmie. Pisalam poprzednio o pewnych rzeczach ktorych sie nei
                                    da zmienic bo sa w sferze fatum i sama sie zastanawialam potem czy taka komorka
                                    z odbytu ma szanse emigrowac. W sumei ludzie tez rzuceni w rozne sytuacje sa i
                                    jedni sa w nich zakleszczeni na zawsze a inni potrafia byc bardziej mobilni i
                                    trudno powiedziewc dlazcego jedni moga a inni nie.
                                    I mysle sobie tak: o ile sa rozne czesci ciala "geograficznie' przypisane
                                    trigramom typu stopa - grom, o tyle mozna to ujac od innej strony, typu:
                                    rzeka-krew, gora-kosci i czaszka, niebo-mozg, wiatr/drzewo-uklad oddechowy/
                                    wlosy, ziemia i jezioro mnei sie kojarza ze skora i z miesniami, przy czym
                                    ziemia to tez plodnosc, no ale to wiadomo, ogien i grom z narzadami
                                    odpowiedzialnymi za przemiane materii lub z tymi procesami. Grom to tez byc moze
                                    kluczowe momenty typu narodziny czy smierc. Calkeim zreszta neiwykluczone ze
                                    podobny podzial juz istnieje tylko ja sie do neigo nei dogrzebalam albo i
                                    dogrzebalam ale nie zakojarzylam skad takei znaczenia a nie inne i o nim
                                    zapomnialam. pewnei gdyby popatrzec na np. rodzaje pozywienia zwiazane z
                                    trigramami to mogloby sie to zaczac skladac w jakas konkretniejsza calosc.

                                    Pewien nieustanny rytm zycia - oddech, bicie serca, a w szerszej perspektywie
                                    cykle w rodzaju sen/jawa lub okres od zjedzenia czegos przez spalenie i
                                    wydalenie determinujac rozne funkcje zyciowe jerdnoczesnie moga stanowic dla
                                    rodzacych sie komorek cos w rodzaju ich zodiaku czy heksagramu urodzenia
                                    (komorka urodzona w momencie w ktorym ogranizm wydycha, trawi, budzi sie a serce
                                    sie kurczy moze iec inny "znak zodiaku" od komorki urodzonej w momencie w ktorym
                                    organizm sika, wdycha i tak dalej, te wszystckie aktywnosci to cos jak
                                    ascendenty itd) - dzieki temu wiadomo, ze jako ze cykle sa niezmienne i w
                                    adekwatnej proporcji do podtrzymania zycia tak dlugo, jak dlugo organizm jest
                                    zdrowy i odzywiony, tak dlugo wiadomo ze bedzie powstawac odpowiednia ilosc
                                    odpowiednich komorek w odpowednim czasie i miejscu.
                                    Co sie, oczywiscie, moze tyczyc znacznei wiekszej skali, w ktorej my to komorki
                                    a organizm to kosmos lub jakis jego wycinek.
                                    (Przysiegam, ze jestem trzezwa, droga redakcjo).
                                • transwizje Re: fatum czy wola 08.06.07, 11:50
                                  hehe "Chwała boska. Obok boski zasiada." (Nostradamus, Cent. 1.2)
                                  czyli nów Księżyca i Słońca.

                                  Ale poważniejąc: praktyka najważniejsza, a ona łączy wszystko w sobie. Nie
                                  wypowiadam się na temat, bo szkoda słów. Tyle już wody przelano. ;-)
                                  Teoria a praktyka nieco się różnią od siebie. Idę odchwaszczać ogródek.
                                  Pozdro
                                  Ewa
                                  • transwizje Re: fatum czy wola 09.06.07, 19:42
                                    Jasnygrom, mojego poglądu nie da się ujawnić, przynajmniej do czasu, jak
                                    rzeczywistość zacznie się przemieniać rzeczywiście, a nie tylko w słowach i
                                    hasłach.
                                    Poza tym jest poza słowami w dużym procencie. ;-)
                                    Pozdro, każdemu kto wierzy, że fatum będzie złamane i łańcuch otwarty.
                                    ES
                                    • jasnygrom Re: fatum czy wola 09.06.07, 22:31
                                      :)
                                      Ewa pisze:
                                      Jasnygrom, mojego poglądu nie da się ujawnić, przynajmniej do czasu, jak
                                      rzeczywistość zacznie się przemieniać rzeczywiście, a nie tylko w słowach i
                                      hasłach.
                                      ------------------------------
                                      Ewo, rzeczywistość - jeśli odpoczywa - to tylko małą chwilkę i znów powraca do
                                      swego naturalnego stanu - przemiany. To tylko my tego nie zauważamy ;) Przemiana
                                      rzeczywistości odbywa się na różnych poziomach jednocześnie - niektórych nasze
                                      zmysły (nawet szósty ;)) nie odbierają.
                                      Nawet rzeczywisty (przeca zawsze tymczasowy) brak przemiany świadczy o
                                      narastaniu jej konieczności ;)

                                      Co do ujawniania Twego poglądu - mój pogląd brzmi: nie namawiam, nie zniechęcam ;)


                                      Fatum, jak dla mnie, nie musi być złamane (prawo ciążenia jest użyteczne. Mogę
                                      najwyżej stracić wagę - jak nieraz w latającym śnie). Ważne, abym czasem
                                      podejmując decyzję mógł coś zmienić. Inaczej - po cóz komu moja decyzja?

                                      optymistyczne pozdro :) RP
                                      • transwizje Re: fatum czy wola 10.06.07, 08:53
                                        ten świat (przestrzeń) jest skażony śmiercią, bólem i strachem. I o wyzbyciu
                                        się tego mówię. może to będzie jak otrząśnienie się ze złego snu. a przemiany w
                                        wiecznym świecie są ok. ;-)
                                        pozdro, ES
                                      • jasnygrom Re: fatum czy wola 10.06.07, 20:50
                                        :)
                                        1.
                                        śmierć, ból i strach. Z tych trzech nieunikniona jest śmierć - jej nie ucieknie
                                        nikt. Strach - ten jest do opanowania (choć jest to pieruńsko trudne). Ból - o
                                        tym wiemy najmniej. A strach dotyczy głównie tego aspektu. No bo w gruncie
                                        rzeczy czegóż się boimy, jak nie bólu? Fizycznego, czy psychicznego - jest to
                                        jedyny zrozumiały (wytłumaczalny rozumowo) strach.
                                        Bo nawet strach przed śmiercią - to w sumie tylko 2 możliwości: strach przed
                                        bólem przed, lub w momencie śmierci (bóle chorobowe, bolesna śmierć); strach
                                        przed bólem po śmierci (narzucane przez religie wizje piekła; ból psychiczny:
                                        "już mnie nie będzie - wszystek umrę").
                                        W sumie - boimy się bólu. Gdyby nie on - strach by nie istniał. Czyli ból
                                        istnieje po to - by go unikać (sytuacji go wywołujących). Śmierci nie damy rady
                                        uniknąć, ale rzeczy wywołujących ból - starajmy się. Fizycznego - mniejsze
                                        szanse, ale psychicznego - prawie wszystko od nas zależy.

                                        2.
                                        w świecie przemian śmierć jest koniecznością. To inna (bardziej dramatyczna)
                                        nazwa przemiany. Śmierć płodu (w jego środowisku - macicy, a właściwie łożysku -
                                        tak to wygląda) to faktycznie narodziny istoty. Śmierć gąsienicy to narodziny
                                        motyla. Śmierć człowieka to narodziny ... (nie wiem). Na dodatek wszystko
                                        obłożone karmą i kołowrotem powrotów ...

                                        3.
                                        Leszek Szuman uważał, że wieczny świat jest taki jak nasz. Przenosimy doń nasze
                                        wszystkie emocje (to one nami rządzą, bo przecież nie rozum), uprzedzenia i
                                        światopoglądy. Stąd wielkie filozofie (religie zwykle to później gubią)
                                        namawiają do kształtowania naszego charakteru tu, na Ziemi - właśnie za życia.

                                        4.
                                        z przedmowy W.Jóźwiaka do: "Numerologia I Cing" Alfred (Albert?) Huang:
                                        "(...) Ostatnia księga Pisma Świętego, Objawienie św. Jana, kończy się wizją
                                        wiecznego Jeruzalem, zbudowanego z niezniszczalnych kamieni dla paru tysięcy
                                        wybranych, którzy odtąd wieść będą żywot nie tylko wolny od cierpienia i
                                        śmierci, ale przede wszystkim wolny od przemiany. Żaden podobny obraz nie
                                        znalazł się w centrum myśli chińskiej, która owszem zmianę usiłowała (z
                                        powodzeniem) uchwycić, opisać i przewidzieć, ale nigdy nie wyczekiwała, by
                                        zmiany dobiegły do ostatecznego końca.
                                        Przemiana jest konieczna, należy do natury rzeczy. (...)"

                                        zamyślone pozdro :) RP

                                        PS. wyczuwam, że masz na myśli więcej, niż mówisz, ale pewno nie możesz, dlatego
                                        za język nie ciągnę ;)
                                        • transwizje Re: fatum czy wola 11.06.07, 08:45
                                          jestem przekonana o istnieniu wiecznych przemian, nie logicznie, logistycznie,
                                          filozoficznie, fanatycznie, ale dane mi było tego doświadczyć (było to
                                          doświadczenie trwające w tym czasie kilka sekund, może 3, ale tam nieskończenie
                                          długo). wszechświat się rozwija i nie jest dotknięty chorobą strachu i śmierci,
                                          jak na Ziemi. na najwyższym poziomie trwa nieustanna rozkoszna zmiana i
                                          przemiana jednego w drugie.oczywiście to co się dzieje na ziemi na swój sens
                                          dla powstania `swiadomości na najwyższym poziomie, inaczej by nie zaistniało,
                                          ale... jesteśmy w punkcie anomalii wszechświatowej, triumfującej korupcji,
                                          podtrzymywanej jeszcze "przy życiu" tylko ze względu na "tych wybranych",
                                          którzy weszli w anomalię z własnej woli, dla ratowania zagubionych.

                                          co do cytatu z J. to o ile wiem jest on zwyczajnie uprzedzony do żydowskiego
                                          Boga, i niewiele z tego pojmuje.

                                          leci teraz taki serialik "Heroes", gdzie jest grupa ludzi, którzy chcą uratować
                                          Nowy Jork przed wybuchem bomby jądrowej, który się zdarzył w przyszłości. to
                                          tak trochę wygląda naprawdę. tyle że w skali planety. ;-)
                                          przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
                                          sens bycia tutaj jest negatywny, tj. chodzi o zdanie sobie sprawy, czego NIE
                                          NALEZY robić wykorzystując wolną wolę.

                                          a co do cube'a. znalazłam inny, mniej krwawy przykład dla ciebie. co powiesz na
                                          Kingsajs?
                                          ;-)
                                          pozdro. ES
                                          • jasnygrom Re: fatum czy wola 11.06.07, 17:02
                                            :)
                                            1.
                                            Ewa pisze:
                                            jesteśmy w punkcie anomalii wszechświatowej, triumfującej korupcji,
                                            podtrzymywanej jeszcze "przy życiu" tylko ze względu na "tych wybranych",
                                            którzy weszli w anomalię z własnej woli, dla ratowania zagubionych.
                                            -------------------------
                                            dwa pytania:
                                            1) anomalia w tym punkcie przestrzeni jest zawsze, czy tylko z naszego powodu?
                                            2) zagubieni są tu nie z własnej woli?


                                            2.
                                            kiedyś czytałem fajną książkę (byłem maniakiem science-fiction), choć nie
                                            pamiętam tytułu. Wysyłano w przeszłość zawodowców od manipulacji w czasie, aby
                                            naprawiali drobne błędy. Te ich korekty przeszłości pozwalały uniknąć poważnych
                                            katastrof w przyszłości. O!... niedawno był serial, którego bohater cofał się w
                                            czasie w kulistym pojeździe - "7 dni" czy jakoś tak.
                                            Jest to dla mnie nie do pojęcia. Oczywiście podróże - spoko, ale chodzi o
                                            manipulacje w minionej rzeczywistości. Co z paradoksem dziadka? Czas jest chyba
                                            iluzją ułatwiającą nam życie (orientację) w przestrzeni zdarzeń. Ale jeśli
                                            przestrzeń to też ułuda? To o co wtedy chodzi?


                                            3.
                                            Ewa pisze:
                                            przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
                                            --------------------
                                            no właśnie! Jeśli nieodwołalnie to nie ma już nic do zrobienia. Bo jeśli się
                                            zrobi choćby minimalną zmianę to powstanie przyszłość alternatywna. Czyli będą
                                            dwie. Ale czy będzie możliwość wyboru jednej z nich? A nawet jeśli, to czy dla
                                            każdego? (Kingsajz dla każdego! ;))
                                            I teraz dalej. Te drobne zmiany mogą się rozmnażać jak króliki - wiadomo, że
                                            przy takiej możliwości człowiek nie poprzestanie na jednej próbie. I oto zrobi
                                            się aż gęsto od światów równoległych. Nawet gumowa przestrzeń może nie podołać ;)
                                            Na dodatek bogaci (bo chyba oni będą mieli największe możliwości) będą
                                            preferować światy im pasujące, a "wybuchać" niechciane. To już wolę chyba to, co
                                            jest :)


                                            4.
                                            Kingsajz, Seksmisja ;) Podobne opowiadania pisał kiedyś Janusz Zajdel. Chyba
                                            chwytam, o co biega. Ale kto tym kręci, chyba ktoś spoza naszego świata. Czyżby
                                            nie było nadziei?


                                            niezmordowanie nadziejne pozdro :) RP
                                            • transwizje Re: fatum czy wola 12.06.07, 08:45
                                              anomalia nie powstała z naszego powodu, jest jakby katastrofą, czy też resztą
                                              po katastrofie na początku jego powstawania.
                                              służy za grę dla istot, tych które chcą naprawdę zażyć mocnych wrażeń. ;-)
                                              niestety, doprowadziła do zachwiania równowagi energii, gdyż przechwyciła dużą
                                              ilość graczy i stała się polem rozpraw anty-gracza.

                                              nie interesuje mnie zmienianie przyszłości. to się zdaje się trochę inaczej
                                              odbywa, niż przesunięcie pionka w odpowiednim momencie.
                                              raczej poznanie wyniku ostatecznego.
                                              gdyż wyjście stąd jest aktem woli. polega na podjęciu takiej decyzji.
                                              jeśli chcesz zmienić przyszłość, wynik, a już specjalnie gdy ci się to udaje,
                                              wcale nie jest oczywiste to wyjście, bo zdobywa się "moce", które właśnie
                                              są "pokuszeniem" anty-gracza i wspierają "ego z gry", przywiązanie do niego.

                                              co jakiś czas (wielkie i małe cykle) gra się resetuje i te moce to są punkty,
                                              które decydują o roli, którą zaczyna się grać w nowym cyklu. wtedy można upaść
                                              w ewolucji, albo wskoczyć okienko wyżej, ale to wciąż jest ta sama zabawa, bez
                                              końca.
                                              imitacja wieczności, imitacja wolności, imitacja szczęścia, imitacja Boga.
                                              pozdro.
                                              Ewa
                                              • transwizje Re: fatum czy wola 12.06.07, 18:46
                                                oczywiście to wszystko jest ogromnym uproszczeniem i fragmentem całości, która
                                                jest ogromnie złożona.
                                                gracz coś zdobywa ekstra po wyjściu z tej przestrzeni-anomalii, inaczej nie
                                                byłoby chętnych.
                                                także można się czepnąć idei nie zmieniania przyszłości, podanej bez
                                                objaśnienia. nie zmieniasz jej, akceptujesz przyszłość jaka ma być, nie inną,
                                                pozostawiając Źródłu, Bogu, Opatrzności czuwanie nad jej przebiegiem. Każda inna
                                                ingerencja jest aktem ignorancji ego.

                                                co do kwestii ICing, która jakoby pokazuje alternatywne biegi wydarzeń... i
                                                wynikający z tego wybór najkorzystniejszej... hm, mam swoje zdanie... o
                                                ignorancji interpretatorów, nas samych, którym się wydaje, że coś rozumiemy z
                                                odpowiedzi i przypisujemy jej fałszywe znaczenia, zgodne z chęciami.
                                                przyszłość już się stała, ostatecznie. a więc problemem jest jej właściwe,
                                                zgodne z prawdą odczytanie i zaakceptowanie biegu wydarzeń.
                                                pozdro.
                                                Ewa
                                                ale mącę, co?
                                                • jasnygrom Re: fatum czy wola 12.06.07, 20:28
                                                  :)
                                                  Ewa pisze:
                                                  ale mącę, co?
                                                  -------------
                                                  z letka, w mojej głowie ;) w każdym razie zbytnio mi nie ułatwiasz ;)

                                                  1.
                                                  Ewa pisze:
                                                  przyszłość już się stała, ostatecznie. a więc problemem jest jej właściwe,
                                                  zgodne z prawdą odczytanie i zaakceptowanie biegu wydarzeń.
                                                  ------------------------
                                                  jeśli przyszłość się już stała ostatecznie, to:

                                                  a) czy ją ktoś odczyta prawidłowo, czy nie - nic to nie zmieni. Można się
                                                  położyć i czekać co się stanie - i tak nie można nic zrobić, wszystko już się
                                                  wykonało. podobnie z akceptacją.

                                                  b) można by pomyśleć, że to iż ktoś się położy i będzie czekał co się stanie -
                                                  też już zostało przewidziane :/ Jak daleko jest to posunięte? Czy każde słowo,
                                                  które tu stukam czy wykasowuję - także?

                                                  c) czuwanie nad przebiegiem czegoś, co już się stało, a więc nie może ulec
                                                  zmianie - po co?


                                                  2.
                                                  Ta-Czuan. Wielka rozprawa (skrzydło 5 i 6)
                                                  (...)w spokojnym czasie człowiek szlachetny kontempluje owe obrazy i rozważa
                                                  orzeczenia. Gdy przedsiębierze coś, kontempluje przemiany i rozważa wyrocznię. (...)
                                                  --------
                                            • lolyta Re: fatum czy wola 12.06.07, 19:11
                                              > no właśnie! Jeśli nieodwołalnie to nie ma już nic do zrobienia. Bo jeśli się
                                              > zrobi choćby minimalną zmianę to powstanie przyszłość alternatywna. Czyli będą
                                              > dwie. Ale czy będzie możliwość wyboru jednej z nich? A nawet jeśli, to czy dla
                                              > każdego? (Kingsajz dla każdego! ;))

                                              a moze Ty za bardzo z czlowieczej perspektywy i jej ograniczen na to patrzysz?
                                              moze est to bardziej tak, jak np. jesli jedziesz pociagiem, to mozesz dokonac
                                              wyborow typu siasc w wagonie pierwszym albo drugim albo w ogole na korytarzu, to
                                              moze miec jakis wplyw na jakis wycinek rzeczywistosci (poznasz kobiete swojego
                                              zycia alboco) ale biegu pociagu tymi poczynaniami nie zmienisz - no chyba ze
                                              jestes maszynista (czyli kingsajz NIE dla kazdego) - bo gdyby on opuscil swoj
                                              posterunek to na bieg pociagu by to akurat mialo wplyw.
                                              Jesli masz wykupiony bilet, to mozesz do miejsca przeznaczenia dojechac taka
                                              trasa, jaka Ci pasuje jesli akurat jest taka mozliwosc wybierania polaczen i
                                              przesiadek, ale czasem ta mozliwosc jest, czasem jej nie ma, a tak czy inaczej
                                              miejsce przeznaczenia jest jak byk napisane na bilecie.
                                              Tyle, ze mowa o innej skali oczywiscie - pewnei bardziej adekwatnie by bylo
                                              powiedziec o poszczegolnych atomach z ktorych sie skladasz i ich wplywowi na
                                              trase pociagu :) jak widac, jeszcze po drodze jestes Ty i Twoje decyzje i one se
                                              moga cos tam myslec ze na cos maja wplyw, ale Ty juz bilet kupiles, wsiadles i
                                              one nie maja nic do gadania w tej skali.
                                              • jasnygrom Re: fatum czy wola 12.06.07, 20:43
                                                :)
                                                tak jest, pewno z człowieczej perspektywy patrzę ;)
                                                Bo taka np. mucha - swych skrzydeł słyszy szum, łopot czy po prostu brzęczenie
                                                jak by? Albo mrówka - zasuwa na złamanie karku (tak to widzę z mojej
                                                perspektywy), maszeruje, czy sobie wolno spaceruje? Nie wiem tego ;)

                                                Mówisz, że pewne drobne rzeczy są do zmiany ale te główne nie. Kropla drąży
                                                skałę. Lekka zmiana miejsca uderzania kropli i... odpadnięta skała może
                                                zatamować rzekę, co w przyszłości może odbić się np. powodzią.
                                                Bardziej mi pasuje teoria chaosu o motylu wywołującym huragany, niż pogląd, że
                                                przyszłość (więc wszystko) jest już ustalona.

                                                Oj, chyba nie rozstrzygniemy tego w tym życiu. Tym bardziej, że może być i tak -
                                                i tak ;)

                                                zaaferowane pozdro :) RP
                                                • lolyta co do muchy 12.06.07, 20:52
                                                  w kontekscie "stanej sie' przyszlosci to polecam film ktory wspomnialam
                                                  dokladnie w tym momencie w ktorym Ty pisales swojego posta.

                                                  pozdro :>

                                                  > Bardziej mi pasuje teoria chaosu o motylu wywołującym huragany, niż pogląd, że
                                                  > przyszłość (więc wszystko) jest już ustalona.

                                                  no jeden motyl wywola, a drugi nie. Tak jak pasazer pociagu wstajacy z miejsca i
                                                  idacy do innego wagonu nie wplynie na przebieg trasy pociagu, ale maszynista
                                                  robiacy to samo - wplynie. Zalezy jaka role w "juz stanej sie przyszlosci" dostali.
                                                • lolyta Re: fatum czy wola 12.06.07, 21:00
                                                  > Mówisz, że pewne drobne rzeczy są do zmiany ale te główne nie.

                                                  nie, nie tak. Czasem spadajaca kropla moze meic wiekszy wplyw na jakis wycinek
                                                  rzezcywistosci niz wykolejony pociag. Ja nei wartosciuje na zasadzie "duza
                                                  zmiana - nie do ruszenia, mala zmiana - obleci". To raczej zalezy od tego co z
                                                  czym jest gdzies tam, pod spodem, powiazane, a nei od tego, co jest male a co
                                                  duze. jeszcze raz, maszynista nie jest wiekszy od pasazera, ale jego wplyw na
                                                  trase pociagu jest niemozebnie wiekszy (a co za tym idzie, ma on o wiele
                                                  mneijsza swobode ruchu niz pasazer, skadinad)
                                                  • lolyta o, mam przyklad takeigo ograniczenia 12.06.07, 21:09
                                                    a nawet dwa.
                                                    TYlko ze one sa postrzegane z perspektywy rzeczywistosci rozbitej niemal na
                                                    atomy i w ogole trzeba wyjsc z ludzkiej perspektywy.
                                                    Jedna to plec, o tym juz wspominalam. Mozesz sobei wyobrazac ze masz wolna wole,
                                                    ale - juz jest z gory okreslone, ze tylko jako mezczyzna albo kobieta (ktos sie
                                                    moze burzyc ze jeszcze sa nieliczni ktorzy sa "czyms pomeidzy", ale nadal jest
                                                    to tylko "pomiedzy", a nie "poza". Juz na tym przykladzie widac, ze idziesz
                                                    wytyczona trasa przez zycie zdeterminowana przez czynniki poza ktore Twoj umysl
                                                    nie jest w stanei w zaden sposob wyjsc i tylko w ich ramach mozesz sie poruszac.
                                                    Drugi, moj ulubiony: kolory - kazdy wie, ze ukladaja sie w kolo. A jednoczesnie
                                                    kazdy wie, ze istnieje promieniowanie podczerwone i nadfioletowe, czyli - nasz
                                                    sposob widzenia jakby zakreca, za zadne skarby nam nie pokaze tego, co jest
                                                    ponizej i powyzej pewnych czestotliwosci (urzaczenia ktore potrafia to widziec,
                                                    dla nas musza to przetlumaczyc na czestotliwosci przez nas widziane). Stad
                                                    zreszta mozna zrozumiec pewne zabobonne podejscie do luster - ze jak sie stluksa
                                                    to nie teges, ze w feng shui tez nie mozna nimi dowolnie manipulowac. Bo one sie
                                                    zachowuja jakby cos zakrywaly, czego nie wolno Ci zbaczyc - no ale cos w tym
                                                    miejscuy musza pokazac, wiec Cie robia w balona - odbijaja to, co Ci wolno
                                                    zobaczyc, rzeczywistosc, ktora znasz. One same nei maja zadnego koloru.
                                                  • lolyta jeszcze jedno mam (a co, zamotam Ci :))) 12.06.07, 21:37
                                                    muzyka.
                                                    Moze byc muzyk, ktory improwizuje. Zdarza sie? Zdarza.
                                                    Moze byc muzyk, komponujacy najdoskolalszy utwor swiata. Zdarza sie? Zdarza.
                                                    Moze byc musyk, ktory tylko odgrywa zapis najdoskonalszego utworu. Tez sie zdarza.
                                                    Moze byc sluchacz, ktory tej muzyki nie gra, ale siedz obok i ten utwor przezywa.
                                                    Moze byc sluchacz, ktory slucha tego samego wykonania, ale przez radio.
                                                    Moze byc i taki, ktory go slucha, ale z nagrania.
                                                    Moze byc taki, ktory go slucha z nagrania, ale ma dostep do guzikow start, stop,
                                                    forward itd.

                                                    Jelsi by ta muzyke przyrownac do linii czasu, widac, ze dla jednych jest ona od
                                                    poczatku do konca zdeterminowana (ten, ktory slucha nagrania), dla innych sie
                                                    dopiero tworzy i oni maja na to pewnein wplyw (kompozytor), ALE: tych zaleznosci
                                                    jest neiskonczenie wiele, tem ktore widac tutaj, to: kompozytor ma wplyw na
                                                    ksztalt tej muzyki, ale nei ma zadnego na to, kto, gdzie i kiedy bedzie
                                                    odtwarzal nagranie. On ma nad nai wladze tylko w momencie tworzenia, a sluchacz
                                                    z plyta nei moze wplynac na jej forme, za to moze na miejsce i czas sluychania.
                                                    Dalej, kompozytor jednego utworu moze pozowstac w zaleznosci "sluchacza bez
                                                    guziczka" w stos. do innego.
                                                  • transwizje Re: jeszcze jedno mam (a co, zamotam Ci :))) 13.06.07, 09:05
                                                    oj, chyba trochę kombinujecie za bardzo, akurat tu wszystko jest o wiele prostsze.
                                                    wszystko się stało, także nasza aktywność, talenty, wybory. dzielicie coś
                                                    niepodzielnego, albo działanie, albo leżenie. Działanie nie musi być motywowane
                                                    chęcią zmiany biegu wszechrzeczy, jest aktywnością nam przyrodzoną, zwyczajną,
                                                    tak jak i bierność, leżenie, rezygnowanie z czegoś.
                                                    ingerencji w grę może dokonać jedynie Źródło. robi to poprzez tych, którzy mają
                                                    z nim kontakt. nie można jej jednak dokonać samemu, z własnej woli, można się na
                                                    nią otworzyć, wierzyć, czekać i nie rozczaerowywać się, gdy nie przychodzi.
                                                    mówię o prawdziwej ingerencji, a nie o iluzji zmiany, jakie najczęściej się
                                                    dokonują poprzez ego z gry i moc anty-gracza.
                                                    za mało chyba zastanawiacie się nad sferą akceptacji, która jest dziedziną
                                                    świadomości, a więc jest prawdziwym efektem ewolucji ludzkości w grze i
                                                    spowoduje przełom (wyjście z gry w masowej skali, a nie tylko wymykających się
                                                    okom sieci jednostek).
                                                    Pozdro
                                                    Ewa
                                                    ;-)
                                                  • transwizje Re: jeszcze jedno mam - upraszczam ;-) 13.06.07, 10:38
                                                    Zapomniałam dodać coś istotnego.
                                                    Źródło tryska także poprzez Studnię, czyli I-Cing. Obmurowaniem studni można
                                                    nazwać system kresek i uporządkowanie ich w system, który pozwala skontaktować
                                                    się ze Źródłem i zaczerpnąć mądrości, czyli akceptacji tego co się dzieje,
                                                    staje, poprzez nas.
                                                    Nie ma śmieszniejszego stresu, niż denerwowanie się o los swoich decyzji,
                                                    podejmowanie ich po przeanalizowaniu "alyternatywnego biegu wydarzeń". Nie ma
                                                    alternatywnego-prawdziwego, jest tylko iluzja alternatywności. To co się staje
                                                    staje się, bo miało się stać.
                                                    Ten stres przestaje być śkieszny, gdy urasta do rangi niepokoju, który nie
                                                    pozwala na spokojnie zrozumieć swojej sytuacji i biegu zdarzeń. czyli odbiera
                                                    spokój i akceptację rzeczywistości. takimi zagubionymi osobami łatwo
                                                    manipulować i to jest właśnie władza anty-gracza (który siedzi w grze, a nie
                                                    poza nią, jak Źródło), i to jest fatalizm (nie fatum).
                                                    Pozdro. Ewa
                                                  • lolyta Re: jeszcze jedno mam (a co, zamotam Ci :))) 15.06.07, 20:44
                                                    > oj, chyba trochę kombinujecie za bardzo, akurat tu wszystko jest o wiele prosts
                                                    > ze.

                                                    eno, ja nie mam ambicji na rozkminianie tajemnic swiata powyzej, jedynie
                                                    wskazuje na wzglednosc - rowneiz w naszej skali - pojecia "juz sie stalo" - np.
                                                    nuty utworu zostaly zapisane, ale tak dlugo jak dlugo ma z nimi do czynienia
                                                    czlowiek a nei tasma magnetofonowa, moga sie odstac. A na tasmie sie nei odstana.

                                                    Co skadinad bylo efektem mojego wlasnego zastanowienia sie nad faktem ze skoro
                                                    "wszystko _sie stalo_", ot w tym pojeciu jest zawarta jakas aktywnosc, dotyczaca
                                                    dzialania w przeszlosci. To znaczy, zawiera to w sobie zalozenie, ze kiedys
                                                    nastapila akcja "stawania sie", determinowania tej przyszlosci. Dawno to bylo?
                                                    Stalo sie szybko? Byl to dluzszy proces? Czy zdeterminowal cala przyszlosc, czty
                                                    kiedys bedzie powtorka z rozrywki? Czy to byl ten moment kiedy ktos mogl
                                                    podejmowac decyzje, dopoki materia przyszlosci nie zastygla? A jesli wtedy stala
                                                    sie przyszlosc, to czy przeszlosc tez? Czy tez to sie nigdy nie "stalo", tylko
                                                    zawsze "bylo", doskonale wieczne i nieruchome, a my sobie wedrujemy po takiej
                                                    skamienialej przeyszlosci, mneij wiecej, jak mucha po belce w "Zmruz oczy"?
                                                  • jasnygrom Re: jeszcze jedno mam (a co, zamotam Ci :))) 15.06.07, 23:12
                                                    :)
                                                    1.
                                                    lolyta pisze:
                                                    (...) wedrujemy po takiej skamienialej przeyszlosci, mneij wiecej, jak mucha po
                                                    belce (...)
                                                    -----------------
                                                    otóż właśnież ;)
                                                    jeśli wędrujemy po skamieniałej przeszłości-przyszłości, to znaczy - sami nie
                                                    jesteśmy skamieniali. Czyli co - jesteśmy względem niej zewnętrzni? nie należymy
                                                    do niej? (mucha nie jest częścią belki ;)). A więc, choć ona skamieniała - my
                                                    żywi? - zatem działać możemy i próbować tę skamielinę zmieniać! Choć - po co?
                                                    Jeśli my żyjemy (nie będąc skamieniali) to i nasze środowisko żywe. Przeca coś
                                                    jemy, pijemy itp. - życie, nie kamień ;)

                                                    2.
                                                    pozostałe pytania lolyty również jak najbardziej :)
                                                    wysiłek myśli owocuje obficie :)

                                                    3.
                                                    mój bunt dotyczy tego, że nie można nic(!) zrobić. Może komuś (a-graczowi)
                                                    zależy, byśmy tak myśleli?
                                                    Kiedyś miałem do czynienia ze świadkami. Uważali oni, że ziemią rządzi kłamca, a
                                                    jedyna prawda jest zawarta w Piśmie. Moje pytanie brzmiało: czy kłamca rządzi
                                                    wzsystkim na Ziemi, czy w całym świecie? Ich odpowiedź: na Ziemi.
                                                    Pytanie: Wszystkim na Ziemi?
                                                    Odpowiedź: Jest teraz panem na Ziemi.
                                                    P: Skąd wiemy, że tak jest?
                                                    O: Z Pisma.
                                                    P: Przecież Pismo może być przez niego sfałszowane?
                                                    O: Nie. Rządzi wszystkim, ale Pismo jest czyste.
                                                    P: Skąd ta pewność?
                                                    O: Pismo przecież mówi to wyraźnie.
                                                    ---------
                                                    tu dyskusja się zakończyła. Nie mogli mnie zrozumieć. Wg mnie, skoro kłamca
                                                    teraz rządzi wszystkim na Ziemi, to i Pismo mógł sfałszować. Zaznaczam, że nie
                                                    chodzi mi o religię, ale o logikę wywodu. Są wprawdzie poglądy, że wiarę pojmuje
                                                    się sercem, nie rozumem. Uważam jednak, że skoro stworzeni jesteśmy z rozumem
                                                    (choć np. w polityce mało to zauważalne ;)), to do czegoś on ma służyć. Natura
                                                    (Opatrzność) jest oszczędna - nie mnoży ponad potrzebę.
                                                    Jak dla mnie: wieloletnia uważna obserwacja świata dowodzi, że to co
                                                    najprawdziwsze jest najpiękniejsze; to co najpiękniejsze - jest najprostsze.
                                                    Jeśli idea jest niemożliwa do pojęcia - to być może nie jest ona prawdziwa...

                                                    w moim odczuciu życie to zmiany, możliwości, potencje, perspektywy. Stałość,
                                                    granice (ustalona przyszłość), ograniczenia, brak możliwości nie kojarzą mi się
                                                    z życiem. Inaczej to wygląda, gdy jedno jang, a drugie jin - wtedy się
                                                    uzupełniają. Nie ma światła bez cienia (i odwrotnie :))

                                                    nocne pozdro :) RP
    • jasnygrom gra? 13.06.07, 23:00
      :)
      taki model:
      życie to ruch.
      królestwo minerałów ma najmniej możliwości ruchu. wielka bierność.
      świat roślin więcej. mniejsza bierność.
      królestwo zwierząt biega i działa. mniejsza aktywność.
      ludzie działają w realu i w abstrakcji. wielka aktywność.
      pytanie:
      po co ruch każdej z istot, a nawet istność są z góry zaplanowane?

      pytające pozdro :) RP
      • transwizje Re: gra? 14.06.07, 05:33
        ruch to energia, życie. mówisz o poziomach egzystencji w różnych przestrzeniach
        bytu (piętrach ewolucji, sferach w grze).
        po co, to trzeba pogadać ze Źródłem (ma ono nieskończenie wiele twarzy, każda
        jest prawdziwa, ale nie jest Nim).
        wyobraź sobie, że jesteś twórcą gry, tworzysz grę w czymś w rodzaju komputera (o
        nieskończonych możliwościach kreacji wszystkiego, co wymyślisz). Ilość
        możliwości rozgrywek jest jakąś liczbą, być może monstrualnie ogromną, ale
        liczbą skończoną (bo to mechanizm i plan) i zabawiasz się wchodząc w nią i
        grając różne role.
        a teraz spróbuj określić motywację tej istoty (twórca gry jednak nie jest samym
        Źródłem, jest jedną z jego twarzy).
        trudne, wiem, ale
        my nie jesteśmy stąd i trzeba w którymś momencie przestać myśleć jak postać z
        gry. wejść w nią łatwo, ale wyjść?
        trzeba sobie przypomnieć jak, pamiętamy to, kontakt ze Źródłem odbywa się w sercu.
        (to nawrót do tematu podstawowego, tj. ICing i czakry)... ;-)))
        pozdro
        Ewa
        • jasnygrom Re: gra? 14.06.07, 18:50
          :)
          Ewa pisze:
          wyobraź sobie, że jesteś twórcą gry, tworzysz grę w czymś w rodzaju komputera (o
          nieskończonych możliwościach kreacji wszystkiego, co wymyślisz). Ilość
          możliwości rozgrywek jest jakąś liczbą, być może monstrualnie ogromną, ale
          liczbą skończoną (bo to mechanizm i plan) i zabawiasz się wchodząc w nią i
          grając różne role.
          -----------------------
          rozumiem to tak:
          1. ta gra (mechanizm i plan) wyobraża świat zaludniony istotami;
          2. twórca gry wchodzi (wciela się?) w te istoty;
          3. będąc (jak rozumiem) współistotny - zabawia się grając role.

          jeśli dobrze rozumiem tekst, to nie podoba mi się pkt 3. Skoro twórca gry może
          te role grać, to one nie są do końca ustanowione - jest w nich miejsce na
          improwizorkę ;) Natomiast jeśli te role są już stworzone i istnieją ze
          wszystkimi detalami (typu kiedy dłubać w nosie, czy co napisać na forum) to tu
          nie ma nic do grania. Świat podobny tej grze przypominał by film, a twórca gry
          nie dość, że ten film ze szczegółami wymyślił i nakręcił, to teraz ogląda swe
          dzieło na różnych ekranach (przez oczy różnych istot), obojętne czy naraz czy
          kolejno. Może to przeżywać, ale nie może tego *grać*!
          Na dodatek, jeśli mu coś nie wyszło (choćby tylko jedna rzecz w całym tym
          świecie-wszech), to nie można nic zmienić, poprawić, czy ulepszyć. Im dłużej się
          wciela, tym bardziej żałuje. Ale cóż - filmu się zmienić nie da. Można tylko
          oglądać, nie oglądać, lub zniszczyć. Ale czy będzie się chciało kręcić drugi?

          Nie jestem fascynatem takiej wizji. Żebyśmy chociaż byli na celuloidzie. Ale my
          czujemy!

          poburzowe pozdro :) RP

          PS. mogłem coś źle zrozumieć, to poprawcie :)
          • transwizje Re: gra? 14.06.07, 19:45
            jasnygromie, piąteczka w dzienniku. ;-)
            trzeba wiedzieć, że są istoty, które istnieją w grze wiecznie (taka jest ich
            wolna wola) i które doszły do ogromnego stanu marazmu, cynizmu i nienawiści.
            zaczynasz kumać co mówię o anty-graczu?

            ludzie są obrazem Boga (Źródła), ale anty-gracz zrobił wszystko, aby o tym
            zapomnieli i aby się bali, lub wierzyli mocno w siebie, że są w stanie zmienić
            przyszłość gry. Nie są, możemy jednak - aktem woli - stąd wyjść marszowym
            krokiem. Jeżeli tylko się obudzimy (nie jednostkowo, masowo).

            ale to też wielkie uproszczenie i schemat.
            jest o wiele bardziej pokomplikowań.
            generalnie jednak wszystko jest opisane w Genesis (jeśli umieć czytać).

            Co do Chin, chińskiej filozofii i wizji świata.
            Pochodzi z prastarej przeszłości, gdy gra nie była jeszcze do tyla zakłócona
            przez anty-gracza, i równowaga była łatwa do zachowania, lub prawie nie
            zachwiana.
            Inspirowały ją istoty z najwyższej półki wszechświata.
            Dlatego wszystko co z tradycji chińskiej się wywodzi warte jest studiów i
            podziwu, ułatwia życie, ale - nie odpowiada na wszystkie problemy współczesnego
            czasu (zwłaszcza w Europie).
            Pozdro
            ES
            • jasnygrom Re: gra? 14.06.07, 20:09
              :)
              Ewa pisze:

              1.
              generalnie jednak wszystko jest opisane w Genesis (jeśli umieć czytać).
              ----------------------
              czy są do tego (Genesis) komentarze jak do Księgi? Jeśli tak - to gdzie?

              2.
              Co do Chin, chińskiej filozofii i wizji świata. Pochodzi z prastarej przeszłości
              (...)
              ----------------------
              wiele rzeczy w ICingu wskazuje na powiązanie z kulturą indiańską. Choćby pismo
              na sznurkach - Wiatr. A także trygramy wg Wcześniejszego Nieba, które znajdują
              się na Bramie Słońca.
              Głęboka starożytność była bardziej połączona, niż dziś nas się uczy w szkołach ;)

              ciekawe świata pozdro :) RP

              • transwizje Re: gra? 15.06.07, 05:19
                Co do Genesis, można tu i ówdzie jakieś strzępy komentarzy (próby) przeczytać,
                ale u nas literatura żydowska jest mało popularna i niedostępna. Może trochę
                kabały się tłumaczy.
                Nie o to mi zresztą chodzi.
                Można samemu dojść do wielu rzeczy studiując tę Księgę zdanie po zdaniu, słowo
                po słowie. Nie trzeba znać hebrajskiego i kabały, żeby odkryć w niej istne cuda.
                ;-)
                jest tam mnóstwo ukrytych zagadek (pytań) i odpowiedzi, które trzeba znaleźć w
                sobie.

                A co do kultury wschodniej, ras i pamięci genetycznej... nieco się różnimy od
                żółtej rasy w wielu punnktach, więc zupełne naśladowanie nie ma sensu. Kiedy
                czytałam książki o feng shui miałam kilka wizji, wyjaśniających mi, że nasza
                kultura, zachodu jest opozycyjna względem wschodniej (na zasadzie dopełnienia,
                zrównoważenia), co widać już w budowie dachów budowli. Chińskie pagody generują
                spokój i kontemplację, energię Jin, nasze dachy, ostre, spiczaste, generują
                ból, lęk, agresję, są Jang. Fengszuista powie be, bo tak uczą w Chinach, tak
                jest według ich zasad. Ale to jest moc zachodu, której oni nie mają i nie
                rozumieją (także w sensie religii i duchowości).
                pozdro. Ewa

                • jasnygrom Re: gra? 15.06.07, 23:20
                  :)
                  Ewa pisze:
                  Co do Genesis, można (...) samemu dojść do wielu rzeczy studiując tę Księgę
                  zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Nie trzeba znać hebrajskiego i kabały, żeby
                  odkryć w niej istne cuda.
                  ;-)
                  ----------------
                  masz jakieś przykłady? ;)

                  zaintrygowane pozdro :) RP
                  • transwizje Re: gra? 16.06.07, 08:52
                    To nie jest temat I-cingowy. Więc go nie rozwijajmy na forum, ok?
                    Gdzieś przeczytałam, że kabaliści żydowscy obliczyli wiek wszechświata na
                    podstawie 10 pierwszych zdań już wiele setek lat temu, który zgadza się z
                    obecnymi ustaleniami naukowców. Ale sposoby kabalistyczne są nam niedostępne,
                    trzeba znać hebrajski i gematrię.
                    Ale tylko z analizy zdań, czasem dziwnych niekonsekwencji (na które wielu ludzi
                    jest oburzonych i uważa to za dowód prymitywizmu żydowskiego przekazu) można
                    wyczaić co następuje: jest tam o cyklach, polaryzacji energii, światach
                    wyższych i niższych, zstępowaniu ludzi w coraz niższe przestrzenie, jest o
                    czwartym wymiarze, czterech ciałach człowieka, grze, karmie, dwóch rasach,
                    które ze sobą konkurują w ciele ludzkim, itp.
                    Hm, opisałam swoje wnioski, też w tym temacie, ale też na podstawie swoich
                    kontaktów z istotami z wyższych wymiarów, które wszystkie podkreslały ważność i
                    wartość biblijnego przekazu i Boga (zwąc go Starym Bogiem) opisałam w
                    książce, "Przemiany w ultrafiolecie", może w internecie daje się ją gdzieś
                    kupić. Jeśli cię to wszystko interesuje, oczywiście.
                    (Tytuł tej książki został zmieniony przez wydawnictwo i nie podoba mi się.
                    Oryginalnie brzmiał: Przekazy z pępka Wszechświata).
                    ;-)
                    Pozdro. Ewa
                    • lukowitz Re: gra? 19.06.07, 19:49
                      hej
                      poczytałam z pasją
                      jestem pod wrażeniem
                      bardzo chętnie nabędę tę książkę :-)
                      a tytuł faktycznie niezbyt zestrojony z tym cos tam napisała( jak rozumiem)
                      pozdro
                      Ml
    • jasnygrom herosi, wola rulez! 03.08.07, 15:33
      :)
      sorki, nie chciałem na siłę ciągnąć tego wątku. Jednak nie znalazłem
      odpowiedniejszego, aby przekazać główną myśl ostatniego odcinka serialu, o
      którym tu kiedyś Ewa napisała:

      leci teraz taki serialik "Heroes", gdzie jest grupa ludzi, którzy
      chcą uratować Nowy Jork przed wybuchem bomby jądrowej, który się zdarzył w
      przyszłości. to tak trochę wygląda naprawdę. tyle że w skali planety. ;-)
      przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie.
      ------------
      "przyszłość już się zdarzyła, nieodwołalnie" - na szczęście nie tylko ja myślę
      inaczej ;D
      nowy Jork udaje się uratować przed zagładą, a główna idea ostatniego odcinka tej
      serii brzmi:
      "Przyszłość nie jest wyryta w kamieniu"! :)

      po kropli drążące skałę pozdro :) RP
    • transwizje Re: Iching i czakry. 03.08.07, 16:32
      Jasnygrom, to tylko film. ;-)
      mnie zastanawia, zresztą tak jak przy innych "kultowych serialach" ich
      nieskończoność. to woda na młyn koncepcji Cube. bohaterowie ciskają się, żeby
      wyjść poza uwarunkowania czasoprzestrzeni po to, aby znaleźć się w kolejnej
      klatce-przestrzeni. tak i tu Hiro znalazł się w swojej bajce japońskiej.
      gdzie tu oświecenie? wyzwolenie z uwarunkowań? wyjście na wolność ducha?
      panowanie nad przemianami?
      takie filmy są w swojej istocie lucyferyczne.

      poza tym, mimo muskania pewnych prawd, zdaje się one mącą bardziej, niż
      odkrywają prawdę (chyba, że anty-prawdę, to tak).
      gra na ziemi jest o wiele bardziej wredna i dalej idąca niż tylko: trza zabić w
      porę złego, żeby było dobrze. ale to już inna filozofia, mało chińska? mało
      pozytywna? alchemiczna.
      pozdro
      ES
    • transwizje Re: Iching i czakry. 04.08.07, 15:22
      i jeszcze uwaga filmowa. dwóm bohaterom udało się wyjść całkiem z uwarunkowań.
      to ci, którzy przyjęli wybuch za fakt i wybuchnęli.
      reszta pozostała w świecie odbitego światła.
      który trwa w nieskończoność choć cyklicznie, tak jak i wieczność.
      pozdro
      ES
      • jasnygrom Re: herosi, wola rulez! 04.08.07, 21:01
        :)
        Ewa pisze:
        i jeszcze uwaga filmowa. dwóm bohaterom udało się wyjść całkiem z uwarunkowań.
        to ci, którzy przyjęli wybuch za fakt i wybuchnęli.
        reszta pozostała w świecie odbitego światła. który trwa w nieskończoność choć
        cyklicznie, tak jak i wieczność.
        --------------
        Ewo, to tylko film ;)
        2 bohaterów wyszło z uwarunkowań. Reszta została w uwarunkowaniach podobnych do
        w wieczności. Jeśli uwarunkowania są podobne do wieczności, to do czego jest
        podobne to, w czym znaleźli sie dwaj pierwsi bohaterowie?

        zadumane pozdro :) RP
        • transwizje Re: herosi, wola rulez! 05.08.07, 11:03
          jest nią, jest wiecznością samą. a nie tylko podobieństwem do niej.
          bohater, zresztą Japończyk, nawiązujący do światopoglądów wschodnich, w tym
          buddyzmu, Hiro, jest tu może bodhisattwą, który "ślubuje wracać aż do
          wyciągnięcia z uwarunkowań ostatniej istoty", tak to można sobie wyobrazić. ale
          to tylko wyobraźnia przypisująca scenariuszowi filmowemu jakieś znaczenie, jak
          wróżenie z chmur.
          :-)
          pozdro
          ES

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka