pani_dalloway
06.10.03, 14:00
Właśnie przeczytałam "Zapisane na ciele "i ze zdumieniem stwierdzam , że tak
naprawdę nigdy nie byłam kochana i sama też nie kochałam.Zdaję sobie
sprawę ,że zabrzmiało to jak list do Przyjaciółki choć nie było to moim
zamiarem.Dawno żadna książka tak mnie nie poruszyła i nie wywołała takiej
potrzeby uzewnętrznienia swych myśli i uczuć (najlepszy sposób aby poznać
swoje wnętrze to popełnić harakiri - kto to powiedział ?).Miarą miłości jest
jej utrata.A jeśli się nie kochało ?Jak rozpoznać jej twarz ,smak,zapach ?
Lektura tej książki uzmysłowiła mi uniwersalność pytania czym jest miłość,-i
jak rozpaczliwie jej potrzebujemy.I jak wiele ma imion.Tak na marginesie -
jako uzupełnienie przeczytałam szkic Jarniewicza poświęcony temu
utworowi.Rzeczywiście język oryginału jest mniej dosłowny ,zwłaszcza jeśli
idzie o osobę narratora/narratorki.Naprawdę świetna rzecz i gorąco polecam.