Dodaj do ulubionych

"Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ???

IP: *.echostar.pl 10.10.03, 21:20
Kilka godzin temu zakonczyl sie jeden z ciezszych okresow mego zycia,
pieciodniowy koszmar, ktory zasial we mnie z jednej strony ziarno watpliwosci
dotyczace mozliwosci pojmowania mojego umyslu, z drugiej przekonanie o
przypadkowosci procesu uzyskiwania przez utwor literacki statusu dziela przez
duze D.
Koszmarem tym byla lektura "Stu lat samotnosci" Marqueza.
Ja rozumiem, ze to jest realizm magiczny, i ze ksiazka gleboko tkwi w
realich, mentalnosci, histori i roli w swiecie Ameryki Poludniowej - ale
wlasnie dlatego dziwi mnie skad tak ogromna jej popularnosc na calym swiecie.
Mysle ze nikt kto nie wychowal sie tym kontynencie, kogo nie uksztaltowal
tamten klimat - takze polityczny i spoleczny, kto wreszcie nie jadal na
sniadanie bananow zerwanych z pobliskiej plantacji :-) ani nie walczyl z
powszechna wilgocia i milionami owadow nie wyniesie z lektury wiecej niz widz
ogladajacy telenowele w zupelnie nieznanym jezyku.
Osobna sprawa jest samo "pioro" czy tez "warsztat" (takie modne slowo :-))
Marqueza, ktoremu, wedlug mnie daleko do np. Carpentiera.

To jest raczej temat na burzliwa dyskusje w jakis dlugi zimowy wieczor i
zdaje sobie sprawe, ze napisac o ksiazce: chaotyczna, infantylna, przecietna
itd. - zwlaszcza o takiej ksiazce - nie popierajac tego konstruktywna
argumentacja moze wzbudzic ostry sprzeciw, ale coz - zaryzykuje :-)
MARQUEZ KIEPSKIM PROZAIKIEM JEST

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • lawok Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 11.10.03, 00:33
      Sporo jest racji w tym co piszesz... ja "zrobiłem" jakieś 6/7 i odpadłem. A
      zaliczyłem "Sto lat..." bo to klasyka.
      Pozdrawiam
      Kowal
      • Gość: g.k. Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.03, 11:47
        czy ja posiadam chwilowo te ksiazke od TEGO kowala?
        pozdraiwam mimo wszystko
        g.k.
    • Gość: ich1 Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 11.10.03, 00:44
      Wszystko dobrze, tylko dlaczego się tak męczyć? Mi się "Mistrz i Małgorzata"
      nie podobał, to podziękowałem po połowie. Akurat "Sto lat samotności"
      uważam za bardzo dobrą książkę, ale taką na kilka czytań. A na marginesie:
      zawsze lubiłem ludzi, którzy potrafią powiedzieć o jakiejś modnej książce, że
      im się nie podoba. Moim zdaniem świadczy to o dużo poważniejszym stosunku do
      literatury niż jakieś westchnienia egzaltowanych panien w wieku dojrzewania.
      Dlatego pozdrawiam z całego serca.
      • Gość: Mema Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 11.10.03, 05:58
        eee.. bez przesady z tym lubieniem osób, które potrafia powiedziec, ze im się
        jakaś modna ksiażka nie podobała. Ja znam takie osoby, które niemal wszystkich
        ksiażkach z topu literackiego * (za chwilę wyjaśnie) mówią, że to bubel, gniot,
        nuda... to tak samo łatwo jak zachwycać sie, albo nawet jeszcze łatwiej, bo nie
        trzeba przeczytać, zeby ksiażkę "zjechać"- znam takich, co rezygnowali po kilku
        pierwszych stronach.
        * co do: "ksiązka z literackiego topu"- celowo napsiałam tak, a nie jak
        Ty: "modna ksiażka"- "100 lat... " chyba juz nie jest modną ksiażka- jest w
        kanonie literatury swiatowej.

        Co do [pytania, czy "100 lat.." jest bublem czy dziełem: na szczescie żyjemy
        już w kraju, gdzie (zasadniczo) można wyrażac swoje opinie, rózne od
        obiegowych, czy "ogólnie przyjetych". Jesli Ci sie jakaś książak nie podobała,
        możesz ją uznać za bubel.
        Dla mnie "100 lat samotności" to jedna z ważniejszych ksiażek. Tez taka na
        kilka czytać- do tej pory przeczytałam ja 4 razy.
    • agrafek Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 11.10.03, 13:54
      A ja nie czytałem "100 lat..." z przekory, bo w pewnym momencie wszyscy
      czytali. Sięgnąłem kiedy szał wśród moich znajomych minął i... rozczarowałem
      się. Może my, którzy czytamy to Później, podchodzimy do książki ze zbytnimi
      wymaganiami?
      pozdrawiam
    • ada08 Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 11.10.03, 15:21
      Gość portalu: Carpentier napisał(a):

      > Kilka godzin temu zakonczyl sie jeden z ciezszych okresow mego zycia,
      > pieciodniowy koszmar, ktory zasial we mnie z jednej strony ziarno
      watpliwosci
      > dotyczace mozliwosci pojmowania mojego umyslu, z drugiej przekonanie o
      > przypadkowosci procesu uzyskiwania przez utwor literacki statusu dziela
      przez
      > duze D.
      > Koszmarem tym byla lektura "Stu lat samotnosci" Marqueza.
      > Ja rozumiem, ze to jest realizm magiczny, i ze ksiazka gleboko tkwi w
      > realich, mentalnosci, histori i roli w swiecie Ameryki Poludniowej - ale
      > wlasnie dlatego dziwi mnie skad tak ogromna jej popularnosc na calym swiecie.
      > Mysle ze nikt kto nie wychowal sie tym kontynencie, kogo nie uksztaltowal
      > tamten klimat - takze polityczny i spoleczny, kto wreszcie nie jadal na
      > sniadanie bananow zerwanych z pobliskiej plantacji :-) ani nie walczyl z
      > powszechna wilgocia i milionami owadow nie wyniesie z lektury wiecej niz
      widz
      > ogladajacy telenowele w zupelnie nieznanym jezyku.
      > Osobna sprawa jest samo "pioro" czy tez "warsztat" (takie modne slowo :-))
      > Marqueza, ktoremu, wedlug mnie daleko do np. Carpentiera.
      >

      Idąc tropem Twojego myślenia: czy ktoś, kto nie wychował się
      na Gwadelupie i w Gujanie Francuskiej w czasie Wielkiej Rewolucji
      jest w stanie zrozumieć ''Eksplozję w Katedrze'' Carpentiera ? :)
      a.

      • Gość: Carpentier Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.echostar.pl 11.10.03, 16:49
        Oczywiscie ze nie, podobnie jak "Dziadow" nie pojmie 99% Ameryki Pd. Ba -
        nawet "Przedwiosnia". Odnosnie Carpentiera zauwazylem tylko ze jego "pioro"
        jest lepsze, a dla mnie jego najlepsza ksiazka jest "Podroz do zrodel czasu".

        Zeby jednak nie bylo nieporozumien - nie mam na mysli tego ze zaden europejczyk
        nie zrozumie nic z lit. iberoamerykanskiej lub odwrotnie ( nie tylko zreszta
        iberoamerykanskiej) Po prostu w kazdej czesci swiata sa, miedzy wieloma innymi,
        utwory gleboko tkwiace w miejscowej rzeczywistosci, tradycji, kulturze. Takim
        utworem jest "Sto lat samotnosci" (jest nim tak bardzo, ze juz bardziej nie
        mozna) i ja po prostu nie wierze aby przecietny eurpoejski czytelnik zrozumial
        ta ksiazke, skad wiec ta niewiarygodna jej popularnosc !!!???
        Oczywiscie mozna ją przeczytac i potraktowac jak zwyklą fantastyke, a potem
        powiedziec ze byla swietna, ale to tak jak ze smiechem z niezrozumianego
        dowcipu.
        Pozdrawiam
    • malen_a Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 11.10.03, 18:39
      a mi sie akurat "100 lat samotnosci" bardzo podobalo!!!! bylo dla mnie tak nowe
      i inne...nie moglam poprostu oderwac sie od ksiazki i przestac jej czytac!
      tak samo pochlonelam kilka jeszcze ksiazek Marqueza....az mi sie przejadlo i
      skonczylam na mocnym zmeczeniu "milosci w czasach zarazy"...jednak caly czas
      mam w pamieci jak mnie ta pierwsza zafascynowala :-)
      • Gość: maya Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.acn.pl / *.acn.pl 12.10.03, 00:16
        co znaczy "zrozumieć"? Skąd wiesz, że rozumiesz Carpentiera, po czym to
        poznajesz?
        I czy cokolwiek "ogólnie" i jednoznacznie jest arcydziełem albo bublem? Kto o
        tym decyduje?
        Pytam poważnie. Mam uczulenie na dylematy tego typu, etykietki.
        Ja na przykład nie znoszę Kundery i Umberto Eco. Nie zastanawiałam się, czy to
        są buble, nie drażni mnie powszechny podziw dla nich, nie kwestionuję
        fundamentów tego podziwu, bo ... (sama nie wiem - po prostu po co? Ludzie coś
        tam znajdują, pożywne to dla nich, piękne, odkrywcze, no i dobrze)
        Pierwszy raz czytałam "Sto lat..." przed maturą. Cały dzień, całą noc i
        kawałek poranka. W transie. Zrozumiałam (pomijając, że się nieźle pożywiłam)i
        myślę tak po kilku kolejnych czytaniach. Bić się o to nie będę, bo nie ma
        możliwości, żeby polemiści zabrali mi choćby kęs z tego dania. Ale zawsze jest
        przykro, kiedy o czymś, co kochasz ktoś mówi: to szajs. Tylko tyle.
        Ale rzecz jasna można długo gadać o witaminach w litaraturze lub ich braku,
        czyli tak zwanych wartościach. Dla mnie wyobraźnia Marqueza jest niesamowita.
        Nie lubię, gdy zdarza mu się obniżać poprzeczkę (np: w "Nie ma kto pisać do
        pułkownika", albo w "Kronice zapowiedzianej śmierci" - zresztą tam właśnie są
        rzeczy, w których dominują typowo południowoamerykańskie problemy). Myślę, że
        właśnie "Sto lat..." wcale nie jest hermetyczne, można nic nie wiedzieć o
        gruncie, z którego Marquez pochodzi, żeby mieć z tego ucztę, full wypas po
        prostu. Z wieloma opowiadaniami tak jest (nawet najbardziej wykręconymi,
        jak "Niewiarygodna i smutna historia o niewinnej Erendirze i jej niegodziwej
        babce"). To nie tylko te przyprawy zwane realizmem magicznym, ale i sposób
        opowiadania historii - ja pamiętam Marqueza całymi historiami, jak dziecko
        bajki razem z morałem(pamiętacie o zarazie bezsenności i zapominania?
        pamiętacie wszystkie wynalazki Melquiadesa? Dziecko ze świńskim ogonem? zapach
        dymu wlokący się za Pilar Ternerą? - każdy z tych pomysłów miał swój sens,
        przecież nie chodzi o proste wymyślanie "co by tu jeszcze dołożyć do pieca,
        żeby im kapcie spadły").I tak dalej, i tak dalej (genialna konstrukcja -
        początku i końca świata, zabawy z czasem i z pożądaniem)
        Jasne, można nie łapać tej fali.
        Ja nie łapię Kundery.I Umberto Eco.
    • ask_nonkonformistka Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 12.10.03, 12:15
      wszystko zależy od tego, czy się łapie senne, nierealne, rozmyte pisanie
      marqueza. jeżeli się łapie ten klimat, to książka jest genialna, jeżeli nie, to
      szkoda ją w ogóle zaczynać, bo rozumiem, że dla niektórych może być po prostu
      nudna. ja kocham marqeza za senny nastroik i maksymalne, magiczne, metafizyczne
      wręcz odczuwanie zmysłami
    • Gość: ECH Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 12.10.03, 13:52
      Zgadzam się z Tobą, i podziwiam, że przez to przebrnąłeś, ja po dwudziestu
      kilku stronach zrozumiałem, że nie ma senssu się katować. Ani tam nie ma
      jakichś "głębokich myśli", ani dobrego stylu.
      Myślę, że książka podoba się tym, którzy łapią jej klimat, o którym nie mam
      zielonego pojęcia, tak jak nie rozumiem uwielbienia niektórych fetyszystów dla
      damskiego obuwia.
      Dajmy na to "Czarodziejską Górę" Manna czy "Ulissesa" Joyce'a. Mogą się komuś
      nie podobać, ale trudno będac uczciwym wobec siebie uznać je za bezwartościowy
      chłam. Wszystko jest kwestią gustu, ale na tak zwany "zdrowy rozum" dzieło
      Marqueza niesłusznie nosi etykietkę arcydzieła.
      • Gość: eli Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.acn.pl / *.acn.pl 12.10.03, 20:18
        ciekaw jestem twoich głębokich myśli i podziwiam demonstrowaną wyższość nad
        Marquezem
        • Gość: ECH Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 13.10.03, 17:23
          Dziękuję za ciepłe słowa. Niestety żyję teraz tylko jedną głęboką myślą, do
          której wielu doszło, a wyraził to sentytmentalny Charles Bukowski słowami
          marginalnej postaci jednego ze swych opowiadań "Mężczyźni kierują się sercem,
          kobiety gruczołami".
          Natomiast nie czuję wyższości wobec Marqueza, facet bije mnie na głowę. On był
          w stanie napisać "Sto lat...", ja nawet nie dałem rady przeczytać...
    • dr.krisk Najpierw chciałem się kłócić.. 12.10.03, 21:42
      (bo mi Marquez bardzo się podobał), ale masz trochę racji: jak ktoś ni eczuje
      klimatu tej książki, to jej czytanie może być koszmarem. Ja czytałem "100 lat
      samotności" młodzianem będąc, i wyobraźnia podsuwała mi wizję świata tak innego
      od siermiężnej codzienności późnego Gierka. To pomieszanie magii z
      codziennością, świat, w którym cywilizacja miesza się z pierwotną przyrodą,
      zresztą co będę pisał... Jak ktoś nie może sobie wyobrazić deszczowego Macondo,
      to ja już na to nic nie poradzę. Ani pluton krytyków literackich.
      Tak to już z książkami jest. Może kiedyś jeszcze usłyszysz pierwsze krople
      deszczu uderzające o dach i zobaczysz pułkownika Aureliano Buendia jak jedzie
      konno ulicą...
      KrisK
    • bukowski27 ale czy ksiązke nalezy 13.10.03, 08:37
      rozumiec? czy to az tak wazne kryterium? ja nie musze rozumiec ksiazki. nie
      musze 'znac' realiów polityczno-społeczno-plantacyjnych... bo ja nie czytam
      marqueza aby te realia zrozumiec...
    • ada08 Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 13.10.03, 08:39
      Ja przeczytałam ''Sto lat..'' ze dwa razy, teraz już nie sięgam do całości
      tylko do fragmentów, które mam tam swoje ulubione, np. ten fragment o
      zaraźliwej chorobie bezsenności i zapominania, dla mnie jeden z
      najpiękniejszych i najbardziej poruszajacych ''kawałków'' literackich, jakie
      znam, często go sobie przypominam...
      Uważam, ze ''Sto lat...'' to wielka powieść aczkolwiek może nie najlepszy z
      utworów Marqueza , rozumiem jednak , ze dla kogoś ta powieść, z jej
      nagromadzeniem, wręcz natłokiem dziwnych magicznych zdarzeń, może być męcząca.
      No i nie każdy lubi ten typ ''poezji''.

      Jednak porównywanie ''Stu lat...'' z ''Czarodziejską górą'' czy ''Ulissesem''
      to kompletne nieporozumienie.

      Porównywanie Marqueza z Carpentierem równiez. To zupełnie inni pisarze, chociaż
      pochodzą z tego samego kręgu kulturowego.
      a.
      • bukowski27 ado 13.10.03, 08:54
        >
        > Jednak porównywanie ''Stu lat...'' z ''Czarodziejską górą'' czy ''Ulissesem''
        > to kompletne nieporozumienie.
        >


        prosze uprzejminie o sprecyzowanie: to nieporozumienie poprzez
        nieporównywalność? (tak jak jabłek z bananmi porównbywac nie nalezy?) czy
        dlatego ze o innych jakościach literatury mowimy? (jabłka są smaczniejsze od
        bananów)
        • ada08 Re: ado 13.10.03, 09:19
          bukowski27 napisał:

          >
          > prosze uprzejminie o sprecyzowanie: to nieporozumienie poprzez
          > nieporównywalność? (tak jak jabłek z bananmi porównbywac nie nalezy?) czy
          > dlatego ze o innych jakościach literatury mowimy? (jabłka są smaczniejsze od
          > bananów)

          No tak mniej więcej o to mi chodzi. Jabłko z bananem, kolor niebieski
          z zielonym itp... Porównywć oczywiście można, ale moze bez wartościowania ?
          Jeśli chodzi o jakość to zarówno marquez, Carpentier i pozostali to literatura
          najwyższej jakości:)
          a.
          • bukowski27 aha 13.10.03, 09:27
            no to spoko...

            :)
    • Gość: Carpentier Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.echostar.pl 13.10.03, 17:48
      Na wypadek, gdyby ktos mnie zle zrozumial, chce cos wyranie powiedziec.
      "Sto lat samotnosci" mozna przeczytac po prostu jako powiesc fantasy, doskonale
      wczuc sie w dziwny, absurdalny swiat latajacych dywanow Melquiadesa i
      wszechobecnego ducha Jose Arcadio Buendia - i na tej plaszczyznie przyznam, ze
      momentami nawet ja, zimny i nieczuly malkontent tenże klimat "łapałem".

      Wiadomo jednak, ze Marquez nie jest pisarzem fantasy, a w tej powiesci
      szczegolnie mocno odniosl sie do kilku aspektow dotyczacych Ameryki
      Poludniowej; jej polozenia "na peryferiach" wspolczesnego swiata, roli jaką
      odgrywa w tymze swiecie, wreszcie do dązenia tej czesci swiata do
      usamodzielnienia sie. Przeczytalem to, juz po lekturze ksiazki, w jakiejs
      recenzji. Przyznam szczerze, ze teraz zaczynam lapac i kojarzyc pewne
      fragmenty, watki, sytuacje z ksiazki z tym "co poeta mial na mysli". Aby
      zrozumiec calosc, musialbym pewnie poznac lepiej historie, zwlaszcza polityczna
      regionu itd.
      Przyznam jednak szczerze, ze widocznie lata nauki, setki ksiazek i tysiace
      doswiadczen na niewiele sie zdaly, i widac prosty chlopak jestem,gdyz bez
      wsparcia tej recenzji nadal stalbym "w szczerym polu" z szeroko rozdziawioną
      paszczą.
      Pozdrawiam
      • ada08 Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 14.10.03, 08:29
        Tak to bywa z czytaniem recenzji :) Zresztą nie jest wcale pewne, czy autor
        wspomnianej ma słuszność. To tylko jego sposób odczytania powieści, którą mozna
        odczytywać na różne sposoby.

        Mówi się tutaj o niej jako o powieści z gatunku fantasy. Otóż ja nigdy jej tak
        nie traktowałam. Marquez sam ją zaliczył do nurtu realizmu magicznego i ja się
        tego trzymam :) Nie jest dla mnie ważne, czy wymyślone przez niego zdarzenia
        mogły mieć miejsce, czy nie; dla mnie jest ważne to, czy ja autorowi wierzę;
        Marquezowi otóż wierzę :-) ; po prostu wchodzę w jego świat i idę za autorem,
        daję się prowadzić.

        Wczoraj sięgnęłam po Carpentiera ''Koncert barokowy'', taki mały literacki
        klejnocik. Trudno powiedzieć co to jest, co to za gatunek, rodzaj wariacji na
        tematy historyczne chyba. Tam się spotykają podczas karnawału w Wenecji i
        hulają razem najsłynniejsi kompozytozry baroku
        m.in. rudy ksiądz :-), piękna rzecz , akcja nieprawdopodobna, ale ja autorowi
        wierzę i , bo nie szukam w tej książce prawdy historycznej.

        Wracając do Marqueza: chyba nigdy nie czytałam jakiejkolwiek recenzji z tej
        powieści, właśnie to sobie uświadomiłam :-)
        • dr.krisk Koncert barokowy... 14.10.03, 10:59
          ada08 napisała:

          >
          > Wczoraj sięgnęłam po Carpentiera ''Koncert barokowy'', taki mały literacki
          > klejnocik.
          Oj tak! Najbardziej podobała mi się żeńska orkiestra, złożona z wychowanek
          sierocińca! No i ten Scarlatti...
          A przy tym książeczka mała (mam takie wydanie), doskonale mieszcząca się w
          kieszeni jesiennej kurtki. I jeszcze zostaje miejsce na maluśką piersióweczkę.
          No bo jak pójśc na spacer z Proustem? Plecak by trzeba, albo co..
          KrisK
          • Gość: cecyl Re: Koncert barokowy... IP: *.muza.com.pl / *.muza.com.pl 14.10.03, 12:04
            Ten rudy to Vivaldi, a nie Scarlatti. A wydanie, które posiadasz (Czytelnik),
            chyba jest jedynym polskim wydaniem.
            • ada08 Re: Koncert barokowy... 14.10.03, 12:27
              Gość portalu: cecyl napisał(a):

              > Ten rudy to Vivaldi, a nie Scarlatti. A wydanie, które posiadasz (Czytelnik),
              > chyba jest jedynym polskim wydaniem.

              Scarlatti też tam jest. Występuje jako Neapolitańczyk. Jest jeszcze Saksończyk.
              Wielka trójka :-)

              Ja tez mam to wydanie :-)
              a.

            • dr.krisk Re: Koncert barokowy... 14.10.03, 15:54
              Gość portalu: cecyl napisał(a):

              > Ten rudy to Vivaldi, a nie Scarlatti. A wydanie, które posiadasz (Czytelnik),
              > chyba jest jedynym polskim wydaniem.
              No pewnie, że wiem! Chodzi mi tylko, że Scarlattiego bardzo lubię.....
              Zresztą Vivaldi jest biedny: w windach, supermarketach, na dworcach nic
              tylko "Cztery pory roku"...
              KrisK
    • gph biedaku.. musiał być to koszmar 15.10.03, 12:44
      skoro wydusił z ciebie tak cholernie kontowersyjną tezę..
      jak pisał gdzieś wyżej dr.krisk - albo się ma wyobraźnie, albo nie.
      jak się nie ma to zawsze można czytać napisy na rozmaitych pudełeczkach i
      tubkach, które zazwyczaj stoją gdzieś w łazience
      w to się można wczuć...
      • Gość: fara Re: biedaku.. musiał być to koszmar IP: *.milc.com.pl / *.milc.com.pl 15.10.03, 13:23
        ja przeczytałam a raczej przebrnęłam przez 100 lat..w klasie maturalnej,
        wynudziło mnie to niemiłosiernie choć byly ciekawe momenty:D żałowałam że nie
        czytałam tej ks. z kartką i długopisem bo potem nie wiedziałam kto był synem
        kogo..jak w telenoweli Brazylijskiej..no cóż ale Marqez zostal doceniony wiec
        madrzejsi od nas uznali "100 lat " za arcydzieło:DDD
        • Gość: cecyl Re: biedaku.. musiał być to koszmar IP: *.muza.com.pl / *.muza.com.pl 15.10.03, 14:09
          Gniewacie się (to do tych, którzy wybrzydzają na "Sto lat" i Marqueza) na
          książkę, która was nie zachwyciła. Nie musiała, bo dzieła artystyczne nic nie
          muszą. Gniewacie się i głośno dajecie temu wyraz. Zawsze tak robicie jeśli wam
          się coś nie podoba? A nie jest tak przypadkiem, że wam sie nie podoba, bo
          podoba sie innym? Dyskusja wobec tego nie dotyczy wartości artystycznych
          książki czy braku tychże, ale możliwości lub ich braku wyartykułowania siebie.
          Jeśli dzięki "Stu latom" możecie powiedzieć: "jestem inny, bo mnie ta książka -
          w odróżnieniu od wielu innych - się nie podoba; to gówno, bubel, itp", to
          znaczy, że coś w tej książce niewątpliwie jest, choćby to, że wzbudza moją
          irytację - ale czy coś więcej niż tylko ya znienawidzona
          etykietka "arcydzieło"? Gniewacie się bo "Sto lat samotności" jest bublem gdyż -
          jak twierdzi inicjator wątku - czytelnik nie znający rzeczywistości tam
          opisywanej nie jest w stanie rozeznać się w żadnej z warstw powieści. No
          dobrze - a znasz świat rzeczywisty "Iliady", "Boskiej komedii", powieści
          Dickensa, Conrada, "Paragrafu 22"? Bo rozumiem, że kochasz Tolkiena m.in. ze
          względu na swoją znajomość tolkienowskiego świata? W całej dyskusji brakuje mi
          m.in. (poza odniesieniem do Carpentiera, znakomitego - ani gorszego, ani
          lepszego, być może bardziej "mojego" lub mniej "mojego" lub w ogóle "nie
          mojego" - pisarza)odniesień, dzięki którym mogło by wynikać, że nie lubię
          Marqueza, bo kocham Ygreka lub Yksińską lub pewien typ literatury. Nic
          zdrożnego. W świecie, w którym coraz mniej się czyta, a istniejące niegdyś
          kanony całkiem sie posypały, w miejsce zaś kanonów pojawiły sie listy
          bestsellerów warto może na poważnie się zastanowić (jeśli już sięgam po daną
          książkę bez przymusu)co takiego jest w danej książce i co takiego jest we mnie,
          że ta ksiązka staje się "moją" lub "nie moją". "Sto lat samotności" jest moja
          książką a GGM moim pisarzem, tak jak moimi pisarzami sa m.in Hrabal, Bruno
          Schulz, Heller (w Paragrafie), Dostojewski, Tomasz Mann, Kafka, wielu polskich
          poetów, a nie są moimi pisarzami np. Balzak, Proust, Hemingway, Conrad,
          Tolkien, ale to mój i tylko mój problem, a nie ich czy reszty świata.
          • agrafek Cecyl - odnośnie Hellera 15.10.03, 14:26
            > że ta ksiązka staje się "moją" lub "nie moją". "Sto lat samotności" jest moja
            > książką a GGM moim pisarzem, tak jak moimi pisarzami sa m.in Hrabal, Bruno
            > Schulz, Heller (w Paragrafie),
            Nie podobało Ci się "Bóg wie"? Mnie ta powieść zaskoczyła ale i "zalubiła" mnie
            w sobie.
            pozdrawiam
            • Gość: cecyl Re: Agrafek - odnośnie Hellera IP: *.muza.com.pl / *.muza.com.pl 15.10.03, 14:56
              To już nie było to, pewnie (troche lat minęło) podszedłem zanadto
              paragrafowato, podczas gdy sam Heller chciał się odparagrafić. No i nie
              spotkaliśmy się. Ale tkwi to we mnie jak zadra (bo na swój sposób bardzo
              chciałem, żeby to był "mój" kolejny Heller, ale nie był) - i takich zadr mam
              więcej (np. nie jestem w stanie przekroczyć trzydziestej strony Tolkiena - stoi
              ten Tolkien w mojej bibliotece tak, że codziennie muszę nań spojrzeć, więc
              patrze i co roku biorę do ręki, i po trzydziestu stronach odkładam.
              Nieprzemakalny jestem. Albo Vargas Llosa - genialny, ale ostatnia jego książką,
              która mnie powaliła (pozytywnie) była "Wojna końca świata" (zresztą w Polsce
              przeszła jakos tak bokiem i nijak), ale te
              wszystkie 'macochy', "Gawędziarze", "Litumy w Andach", "Święto koszła", "Kto
              zabił Palomina Molero", "Historia Mayty" - jakby je napisał nie ten sam autor,
              który napisał "Rozmowę w katedrze", "Miasto i psy", "Zielony Dom","Ciotkę
              Julię" czy "Pantaleona". Ale w jednym z wątków forum zauważyłem, że są
              wielbiciele Vargasa Llosy, którzy lubia przede wszystkim właśnie te jego
              późniejsze książki. Moze trzeba dać sobie i ksiązkom więcej czasu. Do "Miłości
              w czasach zarazy" przekonywałem się lat z parę lat - i to nie książka się
              zmieniła tylko ja sie zmieniłem, bo jakby na własnej skórze odczułem historie
              tam opowiedzianą. Mam przyjaciół, którzy ostatnio żyją Javierem Mariasem -
              "Serce tak białe" i "Jutro w czas bitwy o mnie myśl" - bo to co uznali
              wyłącznie za twór fikcji (ale raczej atmosferę niz konkretne historie opisane
              przez Mariasa)nagle zaczęło im sie materializować w ich własnym życiu.
      • agrafek Re: biedaku.. musiał być to koszmar 15.10.03, 14:23
        gph napisał:

        > skoro wydusił z ciebie tak cholernie kontowersyjną tezę..
        > jak pisał gdzieś wyżej dr.krisk - albo się ma wyobraźnie, albo nie.
        > jak się nie ma to zawsze można czytać napisy na rozmaitych pudełeczkach i
        > tubkach, które zazwyczaj stoją gdzieś w łazience
        > w to się można wczuć...
        Nie jest to, bynajmniej, kwestia posiadania wyobraźni bądź jej braku. Może po
        prostu autor nie wszystkich czytelników jest w stanie zaczarować? Mnie mu się
        nie udało. Długo zastanawiałem się dlaczego i nadal nie wiem. Pewnie jeszcze
        do tej książki wrócę i zobaczymy.
        pozdrawiam
      • Gość: ECH Re: biedaku.. musiał być to koszmar IP: *.stalowa-wola.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 19:19
        Wolne żarty, brak lub nie wyobraźni to za łatwe wytłumaczenie sprawy. Można się
        dać ponieść ponieść wobraźni czytając barzo prozaiczne teksty, "Sto lat.." to
        łatwizna:)
        • Gość: Carpentier Re: biedaku.. musiał być to koszmar IP: *.echostar.pl 15.10.03, 19:58
          Ludziska - dajcie spokoj z ta wyobraznią. Jasne ze jedni ja maja inni nie, ale
          akurat wyobraznia nie pomaga zrozumiec "Stu lat samotnosci". Ta ksiazka jak juz
          bylo tu wielokrotnie pisane jest mocno osadzona w R E A L I A C H Ameryki Pd.
          Marquez nie pisal jej jako fantasta, ale jako czlowiek ktory chce przedstawic
          problemy, dązenia i nadzieje tej czesci swiata. Dlatego majac najlepsza nawet
          wyobraznie, bez dosc dobrej znajomosci sytuacji polityczno-ekonomiczno-
          spolecznej tegoz kontynentu, z tej ksiazki zbyt wiele sie nie wyniesie. No,
          moze poza wspomnieniami charakterystycznej atmosfery, nadprzyrodzonych zjawisk
          itp. - co faktycznie moze sie podobac.

          Dwie osoby, ktore rozni wlasnie owa "znajomosc tematu Ameryki Pd" beda mialy
          calkowicie odmienne zdanie o tej ksiazce, i nie chodzi mi wcale o to czy
          byla "fajna" czy "denna". Po prostu to tak jak patrzec na ten sam telewizor -
          raz z przedu a raz z tylu - niby patrzysz na to samo, a widzisz cos zupelnie
          innego.
          PZDR
          • Gość: cecyl Re: biedaku.. musiał być to koszmar IP: *.kabaty.2a.pl 15.10.03, 22:41
            To znaczy uważasz, że "Sto lat samotności" zrozumieć może jedynie:
            a) ktoś, kto zna Macondo i przeżył tam ponad sto lat;
            b) ktoś, kto może nie zna Macondo, ale przynajmniej okolice i słyszał co nieco
            o pułkowniku Buendia, o jego dwunastu nieprawych synach i wszystkich wojnach, w
            których brał udział; o niecnej roli kapitału bananowego w co poniektórych
            republikach południowoamerykańskich, albo przynajmniej przeczytał 3 tomową
            historię Ameryki Łacińskiej pod redakcją nieodżałowanego profesora Tadeusza
            Łepkowskiego;
            c) ktoś, kto może nie ma pojęcia o Macondo, jego historii, mieszkańcach itd.
            ale na własnej skórze odczuł czym jest kazirodztwo i jakimi grozi
            konsekwencjami.
            I tak bez końca. Ale przecież swój wątek zacząłeś nie od tego, co jest w "Stu
            latach" zrozumiałe, a co nie, ale od stwierdzenia, że jest to bubel, a nie
            arcydzieło, bo nie można zrozumieć tej powieści nie znając jej realiów (przy
            czym wspominasz, że Carpentier jest większym mistrzem - gratuluję, rozumiem, że
            masz do perfekcji opanowane realia Francji Wielkiej Rewolucji i
            osiemnastowiecznej Hawany (Eksplozja w Katedrze), a w świecie "Królestwa z tego
            świata" czujesz sie jak ryba w wodzie). Rozumiem, że może ci się ta książka nie
            podobać, że może cię drażnić jej trwający od niespełna czterdziestu lat sukces,
            ale używaj racjonalnych argumentów, bo te po które jak dotąd sięgasz są całkiem
            chybione.
          • dr.krisk Nie damy spokoju! 16.10.03, 00:00
            Gość portalu: Carpentier napisał(a):

            > Ludziska - dajcie spokoj z ta wyobraznią. Jasne ze jedni ja maja inni nie,
            ale
            > akurat wyobraznia nie pomaga zrozumiec "Stu lat samotnosci".
            Bez wyobraźni nie ma po czytać książek. To przecież tylko czarne plamy farby
            drukarskiej na papierze.... Cała reszta, to misterna rozgrywka pomiędzy
            zamiarem autora a naszym owego zamiaru odebraniem.


            > Dlatego majac najlepsza nawet
            > wyobraznie, bez dosc dobrej znajomosci sytuacji polityczno-ekonomiczno-
            > spolecznej tegoz kontynentu, z tej ksiazki zbyt wiele sie nie wyniesie.
            Akurat ja nie mam zielonego pojęcia o tej, jak piszesz, "sytuacji polityczno-
            ekonomiczno-społecznej" w której osadzone są realia (?!) powieści Marqueza. I w
            ogóle mi to nie przeszkadza się napawać i cieszyć. Natomiast takiego Hłaskę,
            choć ową "sytuacje poli-eko-społeczną" znam do bólu dobrze (bo mialem ją za
            oknem) - nie trawię zupełnie.
            Chyba przykładasz zbyt duża wagę do dziedzictwa kulturowego.. Nigdy nie byłem w
            Szkocji i Irlandii ale lubię muzykę celtycką. Nie mam nic wspólnego z Laponią,
            ale uwielbiam Vimme Saariego i jego śpiew oparty o tradycję "joik". A to że
            odbieram to inaczej niż Szkot, Irlandczyk czy Lapończyk? No i dobrze...
            Kiedyś służyłem jako przewodnik po Polsce grupce moich włoskich znajomych.
            Podobały im się rzeczy, na które nie zwróciłbym nigdy uwagi (np. targ w
            miasteczku, konne furmanki, kiosk z piwem i podobne klimaty). Albo las brzozowy
            zasnuty mgłą... Widzieli inną Polskę niż ja, ale czy była ona mniej prawdziwa?
            No i tak dalej.
            Pozdrawiam!
            KrisK Wielokulturowy
            • gph Re: Nie damy spokoju! - obiema rękami, zamaszyście 16.10.03, 10:23
              się podpiszę.
              (no, może nie pod wszystkimi fascynacjami, ale ogólnym przesłaniem tego posta)

              a wracając jeszcze do początku dyskusji
              czy po przeczytaniu
              (? chociaż nie wiem, czy to jest najlepsze określenie na koszmar, jaki
              założyciel wątku przeżył, bo jak dało się zauważyć był on potworniejszy od tego
              z ulicy wiązów i potworniejszy nawet niż koszmar powojennego analfabety, który,
              nauczony czytać przez państwo ludowe, znienacka zdał sobie sprawę, że osaczony
              jest SŁOWEM, że niegroźne robaczki pleniące się dookoła zmieniają się w gryzące
              mózg potwory, mogą nabrać realnych znaczeń, nieść ze sobą gwałtowne emocje a
              wręcz zapowiadać cudzą śmierć)

              a więc czy po przeczytaniu jednej książki, człowiek może wypowiadać zdanie
              "autor kiepskim prozaikiem jest"

              czyż nie świta tu nieszczęsne szkolne wychowanie bazujące na
              stwierdzeniu "Mickiewicz wielkim poetą był"???

              fuj. świat nie jest czarno-biały a Marquez jest mistrzem malowania szarości i
              potrafi posunąć się w tym do szaleństwa. Podobnie jak wielu innych.

              wytrwałości życzę w czytaniu. znalezienia swoich własnych objawień, a nade
              wszystko poczucia, ze czas spędzony przy książce nigdy nie jest czasem
              zmarnowanym.
              (no, może w wyjątkowych wypadkach ;)
    • yggdrasill Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 17.10.03, 23:00
      "Sto lat samotności"... W porównaniu z innymi ksiązkami o podobnej objetości
      czytanie zajęło mi około 3 razy więcej czasu. Nie, bynajmniej nie czytuję
      zazwyczaj bajek dla najmłodszych :) Momentami zwyczajnie męczyłam się przy
      lekturze, co dawało taki efekt, że ksiązka lądowała na półce na kilka dni. Gdy
      jednak wracałam do niej...zdarzało mi sie na długo przeniesc do Macondo :) Nie
      potrafie wiec jednoznacznie powiedziec- szmira czy przeblysk geniuszu?
    • Gość: aferzystka Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.03, 10:19
      Marquez wielkim pisarzem jest i za to go kochamy!!!!
      a "Sto lat samotności" jest absolutnie rewelacyjną książką, pochłaniającą mnie
      całkowicie! własnie postanowiam zmierzyc sie z legendą mojej młodości po raz
      drugi i po raz drugi zachwyciłam się! Argument, ze nie znamy klimatu (społ. i
      tak dalej) Ameryki Południowej jest dla mnie niezrozumiały! Przecież
      niekoniecznie musimy znać atmosferę panującą np. w średniowiecznym klasztorze,
      żeby zachwycać sie "Imieniem róży" Umberto Eco. Zgadzam sie, ze ukształtowała
      nas kultura europejska, ale ten parny, gorączkowy klimacik, panujący w
      literaturze iberoamerykańskej jest tym bardziej intrygujący, im mniej znany!
      Polecam książkę Marqueza "O miłości i innych demonach" całkowicie magiczna, ale
      nie chaotyczna!
    • klarisa Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 29.10.03, 10:34
      Uważam,że "Sto lat samotności" jest wspaniałą książką, a Marqez nie jest
      kiepskim prozaikiem.Była to pierwsza jego książka, którą przeczytałam i jak ją
      skończyłam poczułam staszny niedosyt.Kupiłam następne i oczywiście
      przeczytałam "Miłość w czasach zarazy" oraz "Na fałszywych papierach w Chile"
      Jest wspaniały.
      • beember Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? 29.10.03, 13:36
        Wracajac do watku nieznajomosci realiow w jakich rozgrywa sie akcja powiesci,
        to nie przyszlo Ci do glowy, ze czasami o to moze chodzic w literaturze???
        Wlasnie tak mozesz poznac te realia z innej strony niz sucha historia.
        Dla mnie 100 lat to absolutne arcydzielo, czysta magia. NIe radze konfrontowac
        odczuc po lekturze z recenzjami tzw. krytykow i znawcow. Ich opinie to czesto
        bufonada, a ksiazki, szczegolnie TAKIE ksiazki, to sprawa bardzo osobista.
        • Gość: lolka Re: "Sto lat samotnosci" - bubel czy dzielo ??? IP: 146.175.101.* 29.10.03, 16:45
          ja tez ta ksiazke pochlonelam i bylam zachwycona!!!
          moja rada na ta powiesc: czytac, czytac, nie odkladac na polke na wiecej niz
          kilka dni, bo trudno sie potem polapac i traci sie klimat.
          potem kupilam kilka dziel marqueza, w tym drobne opowiadania 'slad krwi na
          sniegu' rewelacja.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka