gdytyjeszczenamucheptapta
21.01.09, 17:00
Wróciłem właśnie z comiesięcznego obchodu księgarń. No ku... prawie półtora
tyśka w plecy! Co tu kryć. Bo dwie Gomorry rozdałem, a swoją chciałem mieć, bo
album Wymana o Stonesach (a i tak negocjowałem pół godziny obniżkę 30%, że
niby jak wyrzygany przez oglądaczy wygląda), bo paszportowa Chutnik, bo
Katarzyna Janowska, pani, której szlachetną urodę wielbię, a w jej opinie
literaturoznawcze z uwagą zawsze wsłuchuję się, z właściwą sobie powagą i
godnością zarekomendowała najnowszą prozę Aleksandra Kościówa, bo od dawna
upatrzony Kapustek oraz Littel (w sumie nie wiem, po co). I jeszcze jeden
album z neosurrealistami (jeśli w tym kraju ja tego nie kupię, to kto) i dwa
zaległe świąteczne prezenty. No i dwa x dvd i raz cd. Nie wiem, jak innych
Forumowiczów, ale mnie na taki wyskok stać raz na pół roku w najlepszym razie.
Znam paru takich, których stać by było na dużo więcej i częściej, ale to
jołopy, które Prousta od Prusa nie odróżniają i odróżniać nie chcą. Zostają
biblioteki, ktoś powie. Ale tam na nowości i rok się czeka w kolejce. Vat od
2010 ma być, jeśli dobrze pamiętam. A na razie co? Płacić albo nie czytać.
Moja propozycja: przywrócić najtańsze wydania, na najmarniejszym papierze i w
miękkiej oprawie oczywiście. Bo do kogo się mizdrzą te lakierowane okładki,
ten pachnący fiołkami kredowy papier? Ci, którzy chcą to czytać - nie mogą.
Ci, którzy mogą - nie chcą, ci, którzy chcą i mogą, mogą tylko czasem, bo mają też
inne wydatki, np. bilet na UK Subs za 40 zł i browar, czy to tak ciężko zrozumieć?