tebebe
23.03.09, 10:22
CENA ŻYCIA
Pewnego razu pilnie potrzebowałem większej gotówki. Rozejrzałem
się wokół. Najcenniejsze przedmioty, jakie posiadałem, złożone do
kupy wciąż nie wystarczały moim nagłym potrzebom. Postanowiłem
sprzedać mieszkanie. Złożyłem w prasie odpowiednią ofertę.
Natychmiastowy odzew ucieszył mnie, zgłosiło się parę osób
zdecydowanych na kupno po cenie przeze mnie zaproponowanej. Ciągle
jednak nie przestawałem kombinować, próbować, szukać innych
rozwiązań, ponieważ nie miałem drugiej kwatery w mieście.
W końcu zaprosiłem wszystkich chętnych do siebie. Stanąłem przed
nimi i z szerokim uśmiechem oświadczyłem, że sprzedam lokal- owszem-
ale razem ze sobą. Będę tam dalej mieszkał.
-Po prostu dorzucam siebie do mebli- wyjaśniłem i zaraz dodałem: -
Jest was sporo, zatem proszę, otwieram licytację!
Cena mieszkania nie tylko nie wzrosła, ale spadła do zera.
Wszyscy wyszli, a telefon milczał.
MORDERSTWO DOSKONAŁE
Mężczyzna próbuje wszystkiego, żeby zagoić rany po utraconej
miłości. Kręci się po mieście bez żadnego celu, umawia się z
dziwkami i pije wódkę z największymi menelami osiedla. Rzeczywiście-
poczucie ostatecznej klęski traci na ostrości. Wciąż jednak musi
suszyć poduszki.
Któregoś ranka wstaje i wyjeżdża do Budapesztu. Jednak i ta próba
nie powiodła się. To co miało być wyzwoleniem i radykalnym zerwaniem
z bolesną przeszłością utwierdza go w przekonaniu, że nic z tego.
Ona jest wszędzie, w profilach kobiet mówiących po węgiersku i nie
mających z nią nic wspólnego, we włosach dziewczyny, która widziana
z okna autobusu znika w sklepie spożywczym. W przelotnym spojrzeniu,
w bramie przy placu Kerepesi. Wraca do Warszawy.
W końcu postanawia ją zabić. Pomysł wydaje mu się genialny. Na
czarnym rynku nabywa pistolet z amunicją. Przymierzając go w dłoni
dziwi się, że nie pomyślał o tym wcześniej. Tym raźniej odbezpiecza
i strzela sobie w głowę.
JAKI OJCIEC TAKI SYN
Mój ojciec jechał pociągiem i kiedy otworzył oczy po krótkiej
drzemce, zachwycił się dziewczyną, którą zobaczył przed sobą. Chwilę
trwało zanim ochłonął z wrażenia, że zdecydowała się usiąść właśnie
tu, naprzeciwko niego. Widział ją po raz pierwszy. Dzieliła ich
zarówno przeszłość, jak i plany na jutro. Wybór miejsca potraktował
jako pierwszy krok poczyniony z jej strony. Przedstawił się. Podróż
mijała w atmosferze miłej pogawędki. Mój stary, wtedy jeszcze młody,
zakochał się. Okazało się jednak, że dziewczyna wysiada wcześniej i
najprawdopodobniej przepadnie na zawsze. Pożegnali się grzecznie, po
czym wyszła z pociągu, ale szalony ojciec doścignął ją na peronie.
Chciał adres. Były to czasy, kiedy ludzie bardziej sobie ufali, a
dane osobowe nie były przedmiotem handlu. Dziewczyna podyktowała, co
trzeba.
Trzy dni później zjawił się pod jej drzwiami. Z dłoni wyrastało
mu dwadzieścia siedem czerwonych róż. Na pytanie, dlaczego akurat
tyle, odpowiedział szczerze: na więcej nie miałem. Dziewczyną była
moja matka.
Zawsze podziwiałem go za ten romantyczny, filmowy manewr. Ze
wszystkich moich braci to ja najbardziej wdałem się w niego. Mam dwa
żylaki na prawej łydce.
IM GORZEJ, TYM LEPIEJ
Zawsze sądziłem, a parę razy głośno to powiedziałem, że mijam się
w swoim życiu z prawdziwym szczęściem. Wyrobiłem sobie taki pogląd
na postawie najbliższych w y m i n i ę ć, kiedy widziałem z bliska,
wyraźnie, co mogłoby być i co mógłbym mieć. A przecież nie sposób
ogarnąć tego wszystkiego, co uszło mojej uwadze, co ominąłem
szerszym łukiem, czego w ogóle nie zauważyłem! Tam były z pewnością
rzeczy jeszcze wspanialsze, tylko że los- bacząc na czułe moje serce-
wyznaczył mi taką, a nie inną trasę, bym nie zwariował z żalu i nie
zadusił się własnym łkaniem.
Starałem się. Jak mogłem się starałem, na ile to możliwe,
łagodzić objawy życia, zacząłem więc pisać poezję i pić wódkę. Za
sprawą słów i rymów smutek zamieniał się w piękno, z piękna
czerpałem przyjemność, a niezwykłość tej przemiany wywoływała we
mnie radość. Biegłem po wódkę. W końcu doszło do tego, że-
świadomego "przetwórczych" możliwości- cieszyło mnie każde
najmniejsze nawet niepowodzenie, a wszelka strata, w szczególności
niepowetowana, była dla mnie największym wyróżnieniem. Im gorzej,
tym lepiej- oto prawda i mądrość; płakałem z zachwytu. Dzisiaj
swoich klęsk i nieszczęść nie oddałbym za żadne sukcesy świata! Są
moje, i tylko moje.
Dlatego przedkładam ciche i ciemne uliczki nad gwarne arterie
miasta. Nie przepadam za ludźmi. Do niedawna jeszcze trzymałem z
Frankiem, smętnym cyganem z torowiska, ale któregoś dnia ubzdurał
sobie nowe życie i przeniósł się na posadzki Dworca Głównego, gdzie
czyści ludziom buty za jakieś pieniądze. Nie nadąża z robotą i nie
boi się konkurencji, więc zaproponował mi przyłączenie do interesu.
Odmówiłem zdecydowanie. Podobno paru już pucybutów na tym
pierdolniętym świecie skończyło na grubych milionach. Wolę nie
ryzykować.