manic_depression
05.04.13, 21:12
Kontynuacja wątku o podobnym tytule.
Uwaga, bo teraz pewnie się zdziwicie.
Uwierzycie, że w którymś momencie pewne podejrzenie rąbnęło mnie jak obuchem w głowę? I że dość szybko podejrzenie zmieniło się w pewność? Na dzień dzisiejszy nie mam już prawie żadnych wątpliwości co do tej zaskakującej teorii.
Już tłumaczę.
Od momentu olśnienia moje libido powoli zaczyna do mnie wracać, jak łaszący się kot. Dziś już nie muszę sobie przypominać, na czym polega pożądanie, i jak to jest czuć je. Co się stało?
Otóż... (fanfary) dotarło do mnie coś, co przez ostatnie miesiące spychałam na peryferia umysłu, coś, z czego z jednej strony zdawałam sobie sprawę, ale z drugiej nie stanowiło problemu. W poprzednim wątku napisałam 'mój partner mistrzem gry erotycznej nie jest, ale nie jest źle. W każdym razie - raczej na pewno problem leży we mnie i tylko we mnie, a nie w nim'. Teraz już wiem, dlaczego dodałam tam słówko 'raczej'.
Ja problem ze sobą mam, i to nie jeden. Pewne zaburzenia seksualne również mam. Ale spadek libido to, z grubsza i z grubej rury mówiąc - efekt tego, że przestałam czuć się kobietą. Na co dzień i w nocy.
Starowicz powiedział: Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.
Mój facet uznanie, podziw i czułość (oraz naprawdę wiele innych) dostaje w ilościach solidnych, ja adorowana nie czułam się NIGDY. Pierwsze miesiące przeleciały z motylami w brzuchu i klapkami na oczach, a potem się zaczęło moje niechcenie. Chciałabym wypunktować Wam, jak byłam traktowana w tym związku, podać mnóstwo przykładów, ale, kurczę... naprawdę mi się teraz nie chce. Dość, że dopiero przedwczoraj po raz pierwszy w naszej prawie 2-letniej kadencji zostałam zaproszona na obiad/kolację. I żeby nie było - myśląc o adoracji naprawdę nie mam na myśli adoracji materialnej.
Nie chciałabym, żebyście poddawali w wątpliwość moje odczucia. Wiem, jak wyglądał nasz związek, zresztą mam to czarno na białym (od wieeeelu lat prowadzę bloga), i w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że mój facet jest naprawdę do dupy w kwestii czysto-seksualnej (tak się kończy posiadanie jednej partnerki w życiu, której zresztą też się w pewnym momencie odechciało), odpowiedzi zaczęły napływać z efektem domina. Ruszyła lawina, otworzyłam oczy i dotarło do mnie, jak wiele spraw zamiatałam pod dywan. Wkrótce się z nim rozstanę.
Tak więc, moi drodzy, komu udało się dotrzeć do końca bez ziewania - gratuluję. To jest koniec tej idiotycznej historii. Mam trochę wniosków czy nawet porad, i jeśli będzie potrzeba, to się nimi podzielę.
Trzymajcie za mnie kciuki, żebym szybko poradziła sobie z rozstaniem.
M.