Dodaj do ulubionych

Męskie lęki

17.10.14, 10:16
Wciąż analizuję kwestię wycofania wielu mężczyzn w obliczu kobiecej seksualności, ujawnienia przez nie własnych potrzeb seksualnych. Nie ma na tym polu żadnych badań. Za to jest wielu praktyków - seksuologów i terapeutów, którzy - nie mając na poparcie swojej tezy nic poza własnymi przekonaniami - twierdzą, że kobieca seksualność zagraża mężczyźnie i zalecają ją ukrywać (przoduje w tym Starowicz).
W braku badań zeszłam do jungowskiej strefy mitów i ustaliłam co następuje:
Wczesne średniowiecze - kobieta jest istotą seksualną i lubuje się w zmysłowych rozkoszach. kobieca seksualność jest jednak ukazywana jako rozpasana i wyuzdana, jako źródło grzechu. To kobieca seksualność wiedzie mężczyzn do grzechu, a kobiety - unikając poczęcia przeciwstawiają się planowi bożemu.
Następuje proces deprecjacji kobiecej seksualności, aż w XVII w. okazuje się, że kobieta seksualności nie posiada wcale. Zdrowa normalna kobieta nie odczuwa pożądania. Kobiece pożądanie jest patologią.
Kolejny okres to okres podporządkowania kobiety i jej ciała przyjemności mężczyzny, wiek XIX to wiek histerii kobiet. Wiek XX to wiek odkrywania i rozbudzania kobiecej seksualności.

Co jest w kobiecej seksualności tak trudne do udźwignięcia? Otóż w przeciwieństwie do męskiej seksualności kobieca wydaje się nienasycona (tybetański mnich ujął to tak: łechtaczka nie zasługuje na boskie uwielbienie z uwagi na jej diabelskie nienasycenie). Mężczyzna po orgazmie jest słaby i wobec kobiety bezbronny, kobieta jest gotowa przyjąć kolejnego kochanka. Męska seksualność jest podporządkowana kobiecej - lingam składa hołd joni, zrasza ją, oddaje jej swoja siłę. Każda inna forma seksu jest użyciem kobiety.
Wizja mężczyzny jako kochanka który podporządkowuje się kobiecie, wielbi ją, oddaje się jej i służy jej przyjemności jest nie do pogodzenia z wizja mężczyzny - korony stworzenia, uosobienia samego boga-ojca.
Mężczyzn na poziomie symbolicznym trapi wiele lęków (słynna wagina dentata).

Biorąc pod uwagę nawet wypowiedzi męskiej części forum co do służenia kobiecie w seksie - jako czegoś deprecjonującego, odbierającego godność, zaburzającego męski rytm seksualny - na poziomie jungowskim jest pochodną procesu który opisałam - procesu odzierania kobiet z seksualności.
Kobieca seksualność nie zagraża mężczyźnie - zagraża określonej wizji mężczyzny który zawsze jest silny. Ponieważ seks oznacza osłabienie mężczyzny, może on być słaby tylko przy kobiecie jeszcze słabszej od niego, podporządkowanej mu - wtedy jest bezpieczny. Mężczyzna po orgazmie nie uosabia boga, uosabia kogoś, kto oddał hołd bogini, oddał na jej rzecz swoja siłę. Jeśli jednak tylko używał jej dla własnych celów - wtedy pozostaje zwycięzcą i korona stworzenia.
To takie refleksje na szybko.
Obserwuj wątek
    • sabat.77 Re: Męskie lęki 17.10.14, 16:04
      Mnie tam w seksualnosci kobiety nic nie przeraza... Wrecz przeciwnie.
    • marek.zak1 Re: Męskie lęki 17.10.14, 17:35
      twojabogini napisała:

      Mężczyzna po orgazmie jest słaby i wobec kobiety bezbronny.

      Bogini - wiem, że na emigracji lekko nie jest, ale czy już piłas dzisiaj?
    • gyubal_wahazar Re: Męskie lęki 17.10.14, 19:14
      Nie lękałem się jeszcze waginy denata, ale jeśli koledzy miewają takie lęki, to może niech wcześniej sprawdzają puls i proszą o chuch w lusterko ?
    • jesod Męskie jęki 17.10.14, 22:14
      twojabogini napisała:
      > Wciąż analizuję kwestię wycofania wielu mężczyzn w obliczu kobiecej seksualnośc
      > i, ujawnienia przez nie własnych potrzeb seksualnych.

      Ty lepiej od razu napisz, że dyla dali i tchórzą. :)))))))))
      A może czasu im brakuje, by zgłębiać naturę i istotę rzeczy...
      Mają większe mózgi i... nie mogą sobie z tym fantem poradzić???
    • urquhart Psychoewo Pożądanie tylko najlepszego dawcy genów 18.10.14, 12:04
      No ale to żadna tajemnica.
      Skoro kobiety czują bezwarunkowy pociąg seksualny do paru procent najlepszych mężczyzn, to te pozostałe dziewięćdziesiąt parę procent ma się czego bać , czyż nie ?

      Kobieca seksualność najczęściej z założenia jest wiec sprzeczna z lojalnością, przysięgami małżeńskimi, społeczną sprawiedliwością i jest represjonowana.

      Wiele kobiet jak piszą seksualodzy nie mogąc skierować seksualności na konkretny obiekt ze społecznym przyzwoleniem tłumi seksualność całkowicie, wypiera ją i uchodzi za oziębłe.

      Do tego nasza kultura judeochrześcijańska wywodzi się z plemiennej koncepcji judaizmu że kobietę jak wspólcześnie traktujemy dziecko należy chronić przed zagrożeniami zewnętrznego świata. Za pełnoletnią kobietę i jej przewinienia odpowiadał ojciec a potem mąż jak ją wydano za mąż. Stąd represjonowanie. Europejskie rodzime wczesne plemienne kutury Celtów, Słowian czy Wikingów nie repesjonowały kobiecości w taki sposób.
      • marek.zak1 Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 13:51
        urquhart napisał:

        > No ale to żadna tajemnica.
        > Skoro kobiety czują bezwarunkowy pociąg seksualny do paru procent najlepszych mężczyzn, to te pozostałe dziewięćdziesiąt parę procent ma się czego bać , czyż
        nie ?

        A jak to bytło w szkole? Czy chłopaków nie rajcowały dwie-trzy najlepsze laski, a reszta była transparentna? Czy to nie dziewczyny powinny bać bardziej? Facet mial przed soba znacznie wieksz emozliwości uatrakcyjniania niz kobieta, bo facet swoim samczym wzrokiem wartosciował i wartościuje kobiety głównie wedle urody.
        • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 14:04
          Ano właśnie, słuszna uwaga.
          Faceci są w lepszej sytuacji. Jeśli bozia urody poskąpiła, to i tak wciąż mają możliwość, by znaleźć się w kręgu zainteresowania najlepszych lasek.
          A brzydka babka? O najlepszym gościu może sobie pomarzyć najwyżej.
          • urquhart Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 14:31
            rekreativa napisała:

            > Ano właśnie, słuszna uwaga.
            > Faceci są w lepszej sytuacji. Jeśli bozia urody poskąpiła, to i tak wciąż mają
            > możliwość, by znaleźć się w kręgu zainteresowania najlepszych lasek.

            Tak, ale a tym konkretnym temacie co to ma do rzeczy?
            Przypominając wielokrotnie powtarzane badania Buss'a popularyzowane tu przez Yoricka mężczyźni pożądają bezwarunkowo około 60% lub więcej kobiet a kobiety podobnie parę do 10% mężczyzn. Piękno nie jest jednoznaczne z seksualnym pożądaniem, jest jedynie skorelowane przez intensywność doznania i dowartościowanie.
            Większość kobiet jest z tej sytuacji zadowolona w przeciwieństwie do większości mężczyzn i nie wytworzy ogólnego społecznego lęku.
            Pożądanie jednej babki przez faceta nie koliduje że inną też się pożąda .
            • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 14:42
              urquhart napisał:

              > rekreativa napisała:
              >
              > > Ano właśnie, słuszna uwaga.
              Faceci są w lepszej sytuacji. Jeśli bozia urody poskąpiła, to i tak wciąż mają
              możliwość, by znaleźć się w kręgu zainteresowania najlepszych lasek.
              >
              > Tak, ale a tym konkretnym temacie co to ma do rzeczy?
              > Przypominając wielokrotnie powtarzane badania Buss'a popularyzowane tu przez Yoricka mężczyźni pożądają bezwarunkowo około 60% lub więcej kobiet a kobiety podobnie parę do 10% mężczyzn.

              Pożądają fizycznie czyli są gotowi do seksu z 60% + kobietami, a po alkoholu moze i z 90% +. I co z tego?


              Piękno nie jest jednoznaczne z seksualnym pożądaniem, jest jedynie skorelowane przez intensywność doznania i dowartościowanie.

              Za trudne.

              > Większość kobiet jest z tej sytuacji zadowolona w przeciwieństwie do większości mężczyzn i nie wytworzy ogólnego społecznego lęku.

              Spoleczny lęk przed czym?
              • urquhart Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 14:53
                marek.zak1 napisał:
                > Pożądają fizycznie czyli są gotowi do seksu z 60% + kobietami, a po alkoholu mo
                > ze i z 90% +. I co z tego?

                A kobiety nie są gotowe na seks z wiekszościa na na parę procent magicznie są gotowe i na tym polega ich seksualność.
                Po alkoholu to i z 90% bab jest chętna jak traci rozeznanie na kogo. Baba pijana dupa sprzedana. Działa w obie strony.

                > Spoleczny lęk przed czym?

                Polecam tytuł wątku jak już się zgubiłeś o czym dyskutujemy.

                > Za trudne.

                Taka sytuacja...
              • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 17:31
                marek.zak1 napisał:

                > >> Piękno nie jest jednoznaczne z seksualnym pożądaniem, jest jedynie skorelowane
                > >> przez intensywność doznania i dowartościowanie.
                >
                > Za trudne.

                Za trudne do zrozumienia Marek? ;-)))
                • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 22:49
                  hello-kitty2 napisała:

                  > > Za trudne.
                  >
                  > Za trudne do zrozumienia Marek? ;-)))

                  Tak, ponieważ tu tez zostało napisane, że kobiecie seks przychodzi (bardzo) łatwo, a związek trudno, a facetowi zupełnie odwrotnie. I tu widze odpowiedx na pytanie: kto sie boi bardziej. Otóż boja sie bardziej kobiety samotności niz faceci (oprócz ML) braku seksu. Brak seksu mozna łatwiej rozwiązać, niz samotność.
                  • druginudziarz Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 12:31
                    marek.zak1 napisał:

                    > hello-kitty2 napisała:
                    >
                    > > > Za trudne.
                    > >
                    > > Za trudne do zrozumienia Marek? ;-)))
                    >
                    > Tak, ponieważ tu tez zostało napisane, że kobiecie seks przychodzi (bardzo) łat
                    > wo, a związek trudno, a facetowi zupełnie odwrotnie. I tu widze odpowiedx na py
                    > tanie: kto sie boi bardziej. Otóż boja sie bardziej kobiety samotności niz face
                    > ci (oprócz ML) braku seksu.

                    A gdzie tam. Ja takich kobiet nie widuję. "Samotna" kobieta zawsze jest jakąś ciocia, współopiekunką dzieci rodzeństwa. Albo opiekuje się owdowiałym rodzicem. Zreszta tez jest otoczona kilkoma psiapsiółkami, a to wszystko tworzy jej satysfakcjonujący kontekst społeczny. Natomiast samotny mężczyzna to dramat.

                    > Brak seksu mozna łatwiej rozwiązać, niz samotność.

                    Jak?
                    • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 17:56
                      Marek Żak napisał:

                      > > Brak seksu mozna łatwiej rozwiązać, niz samotność.
                      >
                      > Jak?

                      Żona, kochanka, agencja, sponsoring, sztuczna lalka, masturbacja. O czyms zamomniałem? W kobiet jeszcze z tym latwiej. Tymczasem wieczorem, gdy gasisz swiatło i jestes sam/a, samotność bardzo doskwiera. Tu tylko alko i prochy.
                      • druginudziarz Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 19:27
                        marek.zak1 napisał:

                        > Marek Żak napisał:
                        >
                        > > > Brak seksu mozna łatwiej rozwiązać, niz samotność.
                        > >
                        > > Jak?
                        >
                        > Żona, kochanka, agencja, sponsoring, sztuczna lalka, masturbacja. O czyms zamo
                        > mniałem? W kobiet jeszcze z tym latwiej. Tymczasem wieczorem, gdy gasisz swiatł
                        > o i jestes sam/a, samotność bardzo doskwiera. Tu tylko alko i prochy.

                        Marek, Marek, Marek. O samotnym chyba rozmawiamy więc skąd żona. kochanka?
                        Seks znaczy płeć, więc ja lalki czy masturbacji do seksu nie zaliczam.
                        • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 19:43
                          Kwestie seksu rozwiązują pieniadze poprzez różne rodzaje prostytucji począwszy od małżeńskiej. Samotność w sumie też.
                        • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 20:23
                          druginudziarz napisał:
                          Marek, Marek, Marek. O samotnym chyba rozmawiamy więc skąd żona. kochanka?

                          Skoro samotność stoi na przeszkodzie, to przestań byc samotnym. Tysiące samotnych i spragnionych faceta kobiet czeka i łka na swoją samotność. Ja zreszta też samotności nie trawię.
                          • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 20:47
                            Jestes pewny, ze czeka? Samotnosc w sensie zwiazkowym jest latwa i wygodna. To zwiazki sa trudne i wymagaja kompromisow. Wydaje mi sie, ze wiekszosc ludzi bez stalego partnera jest samemu z wyboru.
                          • druginudziarz Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 21:35
                            marek.zak1 napisał:

                            > druginudziarz napisał:
                            > Marek, Marek, Marek. O samotnym chyba rozmawiamy więc skąd żona. kochanka?
                            >
                            > Skoro samotność stoi na przeszkodzie, to przestań byc samotnym. Tysiące samotny
                            > ch i spragnionych faceta kobiet czeka i łka na swoją samotność.

                            Moje gratulacje! Jesteś milionową osobą która odkryła właśnie, że lepiej być młodym pięknym i bogatym niż starym brzydkim i biednym :)

                            "Skoro bieda stoi na przeszkodzie to przestań być biednym! tysiące złotych interesów czeka na zainteresowanie i zbicie na nich majątku."
                            • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 22:04
                              druginudziarz napisał:

                              > marek.zak1 napisał:
                              >
                              > > druginudziarz napisał:
                              > > Marek, Marek, Marek. O samotnym chyba rozmawiamy więc skąd żona. kochank
                              > a?
                              > >
                              > > Skoro samotność stoi na przeszkodzie, to przestań byc samotnym. Tysiące s
                              > amotny ch i spragnionych faceta kobiet czeka i łka na swoją samotność.
                              >
                              > Moje gratulacje! Jesteś milionową osobą która odkryła właśnie, że lepiej być młodym pięknym i bogatym niż starym brzydkim i biednym :)

                              Jak masz w pakiecie miłośc, seks i związek, nie wierzę, że nie ma chętnych.
                              • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 22:29
                                marek.zak1 napisał:

                                > Jak masz w pakiecie miłośc, seks i związek, nie wierzę, że nie ma chętnych.

                                Zalezy ile to kosztuje. Za darmo nie ma nic lub inaczej: jest slonce i wiatr.
                                • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 22:36
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  > marek.zak1 napisał:
                                  >
                                  > > Jak masz w pakiecie miłośc, seks i związek, nie wierzę, że nie ma chętnych.
                                  >
                                  > Zalezy ile to kosztuje. Za darmo nie ma nic lub inaczej: jest slonce i wiatr.

                                  Statystyka dowodzi, że ten pakiet jest jednak akceptowany przez kobiety i wiekszość znajduje chętną, ktora oferuje seks, związek, a może i miłość, choć tutaj bywa różnie.
                                  • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 22:47
                                    Do momentu osiagniecia zaplanowanej liczby potomstwa. Srednio oplacalne :)
                              • druginudziarz Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 23:33
                                marek.zak1 napisał:

                                > Jak masz w pakiecie miłośc, seks i związek, nie wierzę, że nie ma chętnych.

                                Chętni może i są, tylko umiejętności i ogólnego poukładania w głowie pewnie brakuje.
                                Jest wiele dóbr teoretycznie łatwo dostępnych i wielce pożądanych.
                                Np. zdrowie. W teorii sprawa prosta: zdrowo się odżywiaj, nie pal, nie pij, uprawiaj jakąś aktywność fizyczną, nie denerwuj się itd itd, proste, nie?
                      • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 20:59
                        marek.zak1 napisał: Tymczasem wieczorem, gdy gasisz swiatł
                        > o i jestes sam/a, samotność bardzo doskwiera. Tu tylko alko i prochy.

                        Ja gdy gaszę światło to wyciągam się na moim łóżku. Układam wygodnie. W nocy nikt na mnie nie włazi, nikt nie budzi, nikt nie chrapie. A ja sobie śpię. Spokojnie.
                        • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 21:09
                          O wlasnie. Ja to swietnie rozumiem.
                          • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 21:23
                            sabat.77 napisał:

                            > O wlasnie. Ja to swietnie rozumiem.

                            Macie złe doswiadczenia.
                            • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 21:35
                              marek.zak1 napisał:
                              > Macie złe doswiadczenia.

                              Ależ nie...mam też dobre. Nie lubię tylko jak histeryzujesz.
                        • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 22:48
                          zawle napisała:
                          > Ja gdy gaszę światło to wyciągam się na moim łóżku. Układam wygodnie. W nocy n
                          > ikt na mnie nie włazi, nikt nie budzi, nikt nie chrapie. A ja sobie śpię. Spokojnie.

                          Bo Ty, kochanie, nie jestes samotna. To, ze spisz sama nie oznacza, ze jestes samotna;)
                          • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:04
                            A ja mysle, ze czlowiek na pewnym etapie swiadomosci dochodzi do wniosku, ze zawsze byl, jest i bedzie sam. Kontakty miedzyludzkie sa bardzo powierzchowne wobec tej glebokiej kipieli, ktora buzuje wewnatrz naszych jestestw. Dzielimy sie okruchami naszych przezyc, ale to wciaz tak niewiele wobec bezmiaru, ktorego nie sposob wypowiedziec slowami.
                            • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:08
                              nigdy nie jestem sama, bo jestem ze sobą
                              • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:10
                                zawle napisała:

                                > nigdy nie jestem sama, bo jestem ze sobą

                                Nie wierzę, sorry.
                            • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:09
                              sabat.77 napisał:

                              > A ja mysle, ze czlowiek na pewnym etapie swiadomosci dochodzi do wniosku, ze zawsze byl, jest i bedzie sam. Kontakty miedzyludzkie sa bardzo powierzchowne wobec tej glebokiej kipieli, ktora buzuje wewnatrz naszych jestestw. Dzielimy sie okruchami naszych przezyc, ale to wciaz tak niewiele wobec bezmiaru, ktorego nie sposob wypowiedziec slowami.

                              Z jednej strony tak, z drugiej moja żona (wlasne określenie) jest częścią mnie. W tym tkwi magia.
                            • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:13
                              sabat.77 napisał:

                              > A ja mysle, ze czlowiek na pewnym etapie swiadomosci dochodzi do wniosku, ze za
                              > wsze byl, jest i bedzie sam. Kontakty miedzyludzkie sa bardzo powierzchowne wob
                              > ec tej glebokiej kipieli, ktora buzuje wewnatrz naszych jestestw. Dzielimy sie
                              > okruchami naszych przezyc, ale to wciaz tak niewiele wobec bezmiaru, ktorego ni
                              > e sposob wypowiedziec slowami.

                              Oczywiscie. Wystarczy spojrzec na narodziny i smierc. Nikt nam nie towarzyszy. Jak sie kogos zapytasz czy chce z toba umrzec chetnego ze swieca szukac. Ja sie znakomicie odnajduje w samotnosci. Samotnosc/spokoj sprzyja przyswajaniu wiedzy. A ja ucze sie od kiedy pamietam. Mam szuflade dyplomow i wciaz dalej i dalej i wiecej. Nie rozumiem Marka.
                              • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:20
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Oczywiscie. Wystarczy spojrzec na narodziny i smierc. Nikt nam nie towarzyszy.
                                > Jak sie kogos zapytasz czy chce z toba umrzec chetnego ze swieca szukac. Ja sie znakomicie odnajduje w samotnosci. Samotnosc/spokoj sprzyja przyswajaniu wiedzy. A ja ucze sie od kiedy pamietam. Mam szuflade dyplomow i wciaz dalej i dalej i wiecej. Nie rozumiem Marka.

                                Co maja dyplomy do samotności. Ja tez mam troche, a jednak szczęście człowiek, czyli tutaj, ja znajduję w miłości. z kobieta Gdybym był sam zapiłbym się, albo powiesil.
                                Na szczęście tak sie nie stało i zycze wam dobrej nocy. Jutro wylot do firmy w CH, duzo rozmow, alko itp :)
                                • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:35
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Co maja dyplomy do samotności. Ja tez mam troche, a jednak szczęście człowiek,
                                  > czyli tutaj, ja znajduję w miłości. z kobieta Gdybym był sam zapiłbym się, albo
                                  > powiesil.
                                  > Na szczęście tak sie nie stało i zycze wam dobrej nocy. Jutro wylot do firmy w
                                  > CH, duzo rozmow, alko itp :)

                                  Eh nic nie rozumiesz co sie do Ciebie mowi. Mowie ze samotnosc jest wygodna do zdobywania wiedzy. A przeciez sam pisales, ze nauka sluzyla Ci wylacznie do nadrabiania wlasnej brzydoty zeby zapewnic sobie w zyciu staly dostep do cipki chetnej, ladnej kobiety. Zatem w Twoim przypadku bez kobiety to jak bez reki. Masz w sobie rodzaj glabowatosci, ktora uniemozliwia Ci spojrzenie na zycie oczami drugiego czlowieka. W ogole sporo z tych cech masz: pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82upota Gdybys nie pracowal to bys nawet nie mial o czym nas informowac ;-))))
                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:48
                                    A moze Wam sie cos miesza, mowicie o czym innym, bo to roznica byc chwilowo/czasowo samemu a byc naprawde samotnym, nie miec nikogo komu mozna sie zwierzyc, pogadac, wymienic(nie tylko plynami;)).
                                    Tak apropos(Boze ile ja ludzi poznalam w swoim zyciu i ile przypadlosci, tak se wlasnie mysle:)) spotykalam sie kiedys z jednym facetem, byl bardzo inteligenty/oczytany, wiedzial roznosci na rozne tematy. No i on mi opowiadal, ze kiedys pewnego dnia stwierdzil, ze ludzie sa mu nie potrzebni, byl sam, oprocz pracy zadnych kontaktow i naczytal sie, dowiedzial, nastudiowal roznosci. Trwalo to rok, potem stwierdzil, ze to jednak nie to, ze czegos mu brakuje, kontaktow, ludzi towarzystwa, ze jednak na dluzsza mete sie mu nie podoba ta samotnosc.
                                    • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 00:23
                                      kag73 napisała:> A moze Wam sie cos miesza, mowicie o czym innym, bo to roznica byc chwilowo/cza
                                      > sowo samemu a byc naprawde samotnym, nie miec nikogo komu mozna sie zwierzyc, p
                                      > ogadac, wymienic(nie tylko plynami;)).


                                      Ale co się musiało stać, ze człowiek może znaleźć się w takim układzie??? To musi byc skutkiem wielu lat działań/choroby psychicznej/traumy czy cholera wie czego. To skrajność.
                                      • wont Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 11:01
                                        zawle napisała:

                                        > kag73 napisała:> A moze Wam sie cos miesza, mowicie o czym innym, bo to roz
                                        > nica byc chwilowo/cza
                                        > > sowo samemu a byc naprawde samotnym, nie miec nikogo komu mozna sie zwier
                                        > zyc, p
                                        > > ogadac, wymienic(nie tylko plynami;)).
                                        >
                                        >
                                        > Ale co się musiało stać, ze człowiek może znaleźć się w takim układzie??? To mu
                                        > si byc skutkiem wielu lat działań/choroby psychicznej/traumy czy cholera wie cz
                                        > ego. To skrajność.
                                        ------------------
                                        Tak sie wlasnie zastanowilem nad tym co piszecie o samotnosci i mysle, ze ja nigdy nie czulem sie samotny. To znaczy nie czulem jakis negatywnych uczuc zwiazanych z faktem, ze jestem sam. Jestem towarzyski, mam znajomych, przyjaciol, miewam dziewczyny ale ja nie mam najmniejszego problemu z tym ze jestem sam. Tak naprawde, to mysle, ze ludzie w swojej masie, generalnie, na dluzsza mete, to jednak mnie mecza i nudza. Potrafia byc tak przerazliwie plytcy, wascy i przyziemni, ze w sumie nie za bardzo jest sens z nimi o czyms porozmawiac. Ale sa tez oczywiscie ciekawi ludzie. Niestety coraz czesciej przytloczeni sa ciezarem codziennosci - tymi wszystkimi obowiazkami domowymi, problemami zyciowymi, ze sami sie izoluja, buduja sobie z pracy i rodziny kokon i wyrzekaja sie swojej indywidualnosci.

                                        Sabat bardzo madrze napisal wczesniej, ze tak naprawde to kazdy z nas jest sam. Wielu ludzi nie chce lub nie potrafi tego zrozumiec i oddaje kluczyk do swojego szczescia innej osobie. Jest z kims nie dlatego ze chce, ale dlatego, ze musi. Ja tak nie potrafie. Nie potrzebuje nikogo do szczescia i nie moglbym byc z kims kto do szczescia potrzebuje mnie.
                                        • jesod Napisał wcześniej 20.10.14, 11:18
                                          wont napisał:
                                          > Sabat bardzo madrze napisal wczesniej, ze tak naprawde to kazdy z nas jest sam.

                                          To nic odkrywczego.
                                          Już bardzo dawno stwierdzono, że każdy człowiek to mikrokosmos, będący częścią i odzwierciedleniem makrokosmosu.
                                          W związku z tym kluczowe jest właśnie to: polubić samego siebie (co dosyć tandetnie brzmi, ale... ma głębie!) inaczej trudno znaleźć swoje miejsce i odnaleźć się w mikrokosmosie, a tym samym mieć poczucie przynależności do makrokosmosu.
                                        • marek.zak1 Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 12:00
                                          wont napisał:

                                          > ------------------
                                          > Tak sie wlasnie zastanowilem nad tym co piszecie o samotnosci i mysle, ze ja ni
                                          > gdy nie czulem sie samotny. To znaczy nie czulem jakis negatywnych uczuc zwiaza
                                          > nych z faktem, ze jestem sam. Jestem towarzyski, mam znajomych, przyjaciol, mie
                                          > wam dziewczyny ale ja nie mam najmniejszego problemu z tym ze jestem sam.

                                          Pisalem wielokrotnie, ze w ciągu dnia ja mam tez pełno znajomych, pracę, sport itp itd. Dla mnie roznicę robi noc, czyli wtedy gdy jest uklad zero-jedynkowy sam lub z . Gdy jestem z kobieta, ktora kocham jestem zadowolony i spełniony, gdy jestem sam - wręcz przeciwnie. Tak więc to noc robi róznicę. zaznaczam Kitty !!! - dla mnie. Marek - głąb wyraża swoją prywatna opinię :)
                                          • zawle Re: Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 12:31
                                            > Pisalem wielokrotnie, ze w ciągu dnia ja mam tez pełno znajomych, pracę, sport
                                            > itp itd. Dla mnie roznicę robi noc, czyli wtedy gdy jest uklad zero-jedynkowy
                                            > sam lub z . Gdy jestem z kobieta, ktora kocham jestem zadowolony i spełniony,
                                            > gdy jestem sam - wręcz przeciwnie. Tak więc to noc robi róznicę. zaznaczam Kit
                                            > ty !!! - dla mnie. Marek - głąb wyraża swoją prywatna opinię :)

                                            I nie o to kituni chodziło. Tylko fakt iż posądzasz mnie o kłamstwo gdy ja mówię że jestem równie szczęśliwa z kimś jak i sama.
                                            • marek.zak1 Re: Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 12:41
                                              zawle napisała:

                                              > I nie o to kituni chodziło. Tylko fakt iż posądzasz mnie o kłamstwo gdy ja mówię że jestem równie szczęśliwa z kimś jak i sama.

                                              Piszę w moim własnym imieniu i tak samo wierzę Tobie, jesli twierdzisz, że chcesz być sama. Kazdy jest inny.
                                              • zawle Re: Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 12:44
                                                zawle napisała:

                                                > nigdy nie jestem sama, bo jestem ze sobą

                                                Nie wierzę, sorry.
                                                • marek.zak1 Re: Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 13:58
                                                  zawle napisała:

                                                  > zawle napisała:
                                                  >
                                                  > > nigdy nie jestem sama, bo jestem ze sobą
                                                  >
                                                  > Nie wierzę, sorry.
                                                  Uwierzyłem :)
                                                  >
                                                  • hello-kitty2 Re: Marek głąb woli z kobietą :) 20.10.14, 16:47
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > > zawle napisała:
                                                    > >
                                                    > > > nigdy nie jestem sama, bo jestem ze sobą
                                                    > >
                                                    > > Nie wierzę, sorry.

                                                    >Uwierzyłem :)


                                                    Progres zostal zauwazony ;-)
                                        • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 22:18
                                          wont napisał:

                                          Jest z kims nie dlatego ze chce, ale dlatego, ze musi
                                          > . Ja tak nie potrafie. Nie potrzebuje nikogo do szczescia i nie moglbym byc z k
                                          > ims kto do szczescia potrzebuje mnie.

                                          A do pelni szczescia? ;-)

                                          Nie moglbys, a jednak masz psa, a on Cie potrzebuje, a nie chce. Jedyna roznica, ze od tej psiej potrzeby mozesz sobie robic dowolnie dlugie przerwy gdy masz wazniejsze sprawy odstawiajac go do kolegi zalozmy, a czlowieka np dziecka, co Cie potrzebuje nie odstawisz. Wiec dlaczego bys nie mogl byc z kims kto Cie potrzebuje? Bo by Cie to meczylo.
                                          • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 22:31
                                            Jemu chyba chodzi o to, ze szczesliwym mozna byc(co niektorzy moga) niezaleznie od tego czy jest sie z kims czy nie. Mozna byc rowniez szczesliwym bedac samemu, bycie z kims nie jest jedynym warunkiem do osiagniecia szczescia. Jak ktos do szczescia potrzebuje drugiej osoby, bo sam nie bedzie szcesliwy to sie wontowi nie podoba.
                                            • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 22:56
                                              kag73 napisała: Jak ktos d
                                              > o szczescia potrzebuje drugiej osoby, bo sam nie bedzie szcesliwy to sie wontow
                                              > i nie podoba.

                                              Bo to są pęta. Potem tragedia...ja dla Ciebie tyle zrobiłam, ja Ciebie tak kocham, zabiję się jak odejdziesz i inne farmazony. Czy ktoś może być dla mnie tak ważny żebym własne szczęście mu wsadzała do ręki?
                                              • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 09:27
                                                zawle napisała:

                                                > Bo to są pęta. Potem tragedia...ja dla Ciebie tyle zrobiłam, ja Ciebie tak koch
                                                > am, zabiję się jak odejdziesz i inne farmazony. Czy ktoś może być dla mnie tak
                                                > ważny żebym własne szczęście mu wsadzała do ręki?
                                                -----------
                                                Tak, te wszystkie zakazy/nakazy (nie pojdziesz sam/sama na impreze bo jeszcze ktos mi ciebie odbierze), to cale ograniczanie siebie nawzajem, ten brak zaufania do partnera, to jest skutek uzaleznienia sie od niego.
                                          • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 09:19
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > Nie moglbys, a jednak masz psa, a on Cie potrzebuje, a nie chce. Jedyna roznica
                                            > , ze od tej psiej potrzeby mozesz sobie robic dowolnie dlugie przerwy gdy masz
                                            > wazniejsze sprawy odstawiajac go do kolegi zalozmy, a czlowieka np dziecka, co
                                            > Cie potrzebuje nie odstawisz. Wiec dlaczego bys nie mogl byc z kims kto Cie pot
                                            > rzebuje? Bo by Cie to meczylo.
                                            ----------------
                                            No ale pies to nie czlowiek :) To oczywiste, ze pies potrzebuje czlowieka, jego opieki. Tak samo dziecko potrzebuje doroslego. Ale my przeciez mowimy o drugiej doroslej osobie, ktora ma dwie rece i dwie nogi. Jezeli jeden dorosly potrzebuje drugiego doroslego, to to jest uklad toksyczny. I masz racje - tak, to by mnie meczylo.
                                            • zyg_zyg_zyg Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 09:37
                                              zawle napisała:
                                              > Bo to są pęta.

                                              wont napisał:
                                              > Jezeli jeden dorosly potrzebuje drugiego doroslego, to to jest uklad toksyczny

                                              Dżizes, ludzie, co Wy... Ja bardzo potrzebuję ludzi. Dentysty do leczenia zębów, piekarza do zrobienia chleba, szefa do tego, żeby mi płacił kasę, maszynisty w metrze, żeby mnie zawiózł tam, gdzie chcę dotrzeć, pracownika elektrowni, żebym mogła sobie popisać na kompie. Co nie znaczy, że bez nich wszystkich nie zrobię kroku. Dlaczego potrzebowanie drugiego człowieka ma być toksyczne?
                                              • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 10:21
                                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                                > zawle napisała:
                                                > > Bo to są pęta.
                                                >
                                                > wont napisał:
                                                > > Jezeli jeden dorosly potrzebuje drugiego doroslego, to to jest uklad toks
                                                > yczny
                                                >
                                                > Dżizes, ludzie, co Wy... Ja bardzo potrzebuję ludzi. Dentysty do leczenia zębów
                                                > , piekarza do zrobienia chleba, szefa do tego, żeby mi płacił kasę, maszynisty
                                                > w metrze, żeby mnie zawiózł tam, gdzie chcę dotrzeć, pracownika elektrowni, żeb
                                                > ym mogła sobie popisać na kompie. Co nie znaczy, że bez nich wszystkich nie zro
                                                > bię kroku. Dlaczego potrzebowanie drugiego człowieka ma być toksyczne?
                                                -------------
                                                Wyrwalas zdanie z kontekstu. Toksyczny uklad jest wtedy kiedy jeden czlowiek potrzebuje drugiego czlowieka do szczescia. Czy jesli twoj dentysta odejdzie na emeryture to bedziesz nieszczesliwa czy znajdziesz sobie nowego dentyste? Czy jesli twoja ulubiona piekarnia zbankrutuje po kontroli skarbowki, to bedziesz nieszczesliwa czy poszukasz sobie innej piekarni? Czy jesli maszynista w metrze zostanie przeniesiony przez Hanne Gronkiewicz-Waltz z jednej linii na druga to zmienisz mieszkanie, zeby dojezdzac druga linia do pracy ze starym maszynista? Czy jesli pan z elektrownii przejdzie z pracy w RWE do Tauronu, to ty, nie mogac bez niego zyc, przeniesiesz sie tez do Tauronu, czy jednak moze wazniejsza bedzie twoja wygoda albo cena?
                                                • zyg_zyg_zyg Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 10:49
                                                  > Wyrwalas zdanie z kontekstu. Toksyczny uklad jest wtedy kiedy jeden czlowiek po
                                                  > trzebuje drugiego czlowieka do szczescia.

                                                  Po prostu potrzebuje, czy nie może być w żaden sposób szczęśliwy bez niego?
                                                  Potrzeba przynależności - przyjaźni, miłości, akceptacji - to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, z których Maslow ustawił swoją piramidę.
                                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 10:53
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:


                                                    > Potrzeba przynależności - przyjaźni, miłości, akceptacji - to jedna z podstawowych potrzeb człowieka, z których Maslow ustawił swoją piramidę.

                                                    I to właśnie mozna dostać od kobiety a jeszcze seks jako bonus :)
                                                  • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:10
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Po prostu potrzebuje, czy nie może być w żaden sposób szczęśliwy bez niego?
                                                    > Potrzeba przynależności - przyjaźni, miłości, akceptacji - to jedna z podstawo
                                                    > wych potrzeb człowieka, z których Maslow ustawił swoją piramidę.
                                                    ----------------
                                                    Piramida Maslowa jest z lat 50-tych. A w latach 70-tych ludzie wciaz na masowa skale stosowali do pokryc dachowych azbest. Co laczy te dwie sprawy? No to, ze ludzie, tak jak Maslow, czasami nie maja racji. Zreszta, ze Maslow nie mial racji wiadomo chociazby z lektury tego forum - ludzie gotowi sa zrezygnowac z potrzeb fizjologicznych (potrzeb seksualnych) na rzecz potrzeb wyzszego rzedu - czyli potrzeb bezpieczenstwa oraz milosci i przynaleznosci.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:02
                                                    > ludzie, tak jak Maslow, czasami nie maja racji. Zreszta, ze Maslow nie mial rac
                                                    > ji wiadomo chociazby z lektury tego forum - ludzie gotowi sa zrezygnowac z potr
                                                    > zeb fizjologicznych (potrzeb seksualnych) na rzecz potrzeb wyzszego rzedu - czy
                                                    > li potrzeb bezpieczenstwa oraz milosci i przynaleznosci


                                                    Jeżeli ludzie tak po prostu byliby w stanie zrezygnować z potrzeb fizjologicznych (seksualnych), to nie byłoby tego forum. Bo brak potrzeby = brak konieczności jej zaspokojenia. Faktycznie jest tak, że ludzie z braku możliwości realizacji, próbują przeskoczyć ten jeden stopień piramidy i usiąść wyżej, ale sam wiesz, że średnio im to wychodzi. Istniejąca potrzeba sama nie znika, nie są również w stanie jej wyłączyć posługując się rozumem.

                                                    Poza tym Maslow się zabezpieczył :-) i nawet na Wikipedii masz o wyjątkach: "Piramida potrzeb nie tłumaczy jednakże wszystkich zachowań ludzkich. Pozornie według niej człowiek podejmuje działania z gatunku potrzeb wyższego rzędu, dopiero po zaspokojeniu potrzeb niższego stopnia, np. człowiek głodny nie będzie zajmować się kulturą. Od tej reguły zdarzają się istotne wyjątki. Sprzeczne bowiem z hierarchią potrzeb było zjawisko, np. teatru polskiego w czasie okupacji niemieckiej przy niezaspokojonej potrzebie bezpieczeństwa. Dlatego też na stosunek jednostki wobec swoich potrzeb wpływają jeszcze czynniki genetyczne, środowiskowe oraz aktywność własna jednostki lub też behawioralny system bodźców i reakcji". pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb

                                                    Ja oczywiście nie twierdzę, że każdy człowiek powinien mieć piramidę toczka w toczkę jak ta z Wikipedii :-)
                                              • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 10:23
                                                zyg_zyg_zyg napisała:
                                                ...aczy, że bez nich wszystkich nie zro
                                                > bię kroku. Dlaczego potrzebowanie drugiego człowieka ma być toksyczne?

                                                No wlasnie moze byc toksyczne ale wcale nie musi.
                                                Zreszta uzaleznienia maja to od siebie, ze mozna z nich wyjsc:) Na poczatku jest ciezko, widac te symptomy na odwyku a potem no da sie, mniejszosc popelnia samobojstwa z milosci.
                                            • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:15
                                              wont napisał:

                                              No ale pies to nie czlowiek :) To oczywiste, ze pies potrzebuje czlowieka, jego
                                              > opieki. Tak samo dziecko potrzebuje doroslego. Ale my przeciez mowimy o drugie
                                              > j doroslej osobie, ktora ma dwie rece i dwie nogi. Jezeli jeden dorosly potrzeb
                                              > uje drugiego doroslego, to to jest uklad toksyczny. I masz racje - tak, to by m
                                              > nie meczylo.

                                              Ja nie podaje przykladu Twojego psa zebys sie usmial, ze pies to nie czlowiek. Ja podaje go zeby wskazac, ze do pewnego stopnia realizujesz sie w ukladzie spelniacza potrzeb jednostki od Ciebie zaleznej. Dalej: a Ty przypadkiem nie potrzebujesz tego psa do szczescia? Czy bedziesz tak samo szczesliwy nie majac juz nigdy wiecej psa, zalozmy po tym jak ten umrze? Potrzeba psa, czlowieka, seksu wsjo rawno. Potrzeba czlowieka jest tylko najniebezpieczniejsza. Wg mnie o tym Ty mowisz.

                                              Dalej, do czego zmierzam: z gadaniem ludziom, ze sie ich nie potrzebuje trzeba byc ostroznym. Moj ojciec od wczesnego dziecinstwa bil w dzwony, ze mnie z matka nie potrzebuje. Szczerze go za to nienawidzilam. Byc moze gdyby nie byl tak wylewny i tak rzekomo szczesliwy bez nas, to moglabym w pozniejszym zyciu stworzyc szczesliwa relacje z mezczyzna, a tak, to mysle tak, jak on. Czyli jak pojawi sie uczucie, to mam poczucie porazki 'o Boze tylko zeby sie nie wbic w potrzebe' uciekaj!

                                              A to, ze chcesz, hm, a chcenie to nie fanaberia? W koncu jak nie potrzebujesz to wszystko, co powyzej to zbytek, nie?
                                              • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:25
                                                No wlasnie wlasnie przyklad z psem jest dobry. Wont lubi swojego psa i lubi z nim byc i bolesnie odczulby jego strate. Z ludzmi inaczej, bo spotykal tylko/w wiekszosci takich, ktorzy byli plytcy, przynudzali, meczyli. Natomiast sa inni ludzie, ktorzy spotkali na swojej drodze/maja przy sobie ludzi, ktorych lubia tak samo jak wont swojego psa. I ich strata bylaby dla nich rownie bolesna. Nie potrafia sobie tego nawet wyobrazic, ach, nie chca nawet o tym myslec, bo skreca ich w zoladku na sama mysl.


                                                • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:37
                                                  kag73 napisała:

                                                  > No wlasnie wlasnie przyklad z psem jest dobry. Wont lubi swojego psa i lubi z nim byc i bolesnie odczulby jego strate.

                                                  Ja Sowe kocham. Z wzajemnością :).
                                                  zakbajka.blog.onet.pl/2014/10/21/spiaca-zla-sleepy-angry/
                                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:39
                                                    A poza tym, jak mawia moja matka, "pies tez czlowiek" :)
                                                • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:42
                                                  Ale ja bolesnie odczulbym strate i mojego psa (zreszta odczulem strate psa poprzedniego) jak i wielu ludzi, ktorzy mnie otaczaja, ktorzy sa mi bliscy. Przeciez ja nie pisze, ze nalezy byc autystycznym, autarkicznym i nie wchodzic w blizsze relacje miedzyludzkie etc. Nie. Ja pisze tylko, ze nie powinno uzalezniac swojego szczescia od drugiej osoby. Czlowiek powinien byc szczesliwy sam z siebie a inni (kobieta, przyjaciele, rodzina, zwierzeta) maja to szczescie dopelnic, uzupelnic. Dac nowe smaki. Ale wazne, zebysmy mieli poczucie, ze nawet jak to wszystko utracimy to mozemy byc szczesliwi. Czyli, innymi slowy, nie mozemy sie uzalezniac.
                                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:54
                                                    wont napisał:

                                                    Ale wazne, zebysmy mieli poczucie, ze nawet jak to w szystko utracimy to mozemy byc szczesliwi. Czyli, innymi slowy, nie mozemy sie uzalezniac.

                                                    Czyli jak strace moja rodzine mam tez być szczęśliwy? Ciekawe.
                                                  • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:06
                                                    Ale odczucie rozpaczy, niesczęścia po stracie jest przejściowe. Trochę czasu minie i żyjesz dalej i gotujesz obiad i chodzisz do pracy i nawet się śmiejesz z kawału, który opowiada kumpel.
                                                    Odczuwać radość i zadowolenie z towarzystwa drugiej osoby, a obarczać ją odpowiedzialnością za własne samopoczucie to dwie różne rzeczy.
                                                    Takie "zrób coś, żebym była szczęśliwa"... I co on ma niby zrobić? Stanąć na rzęsach i klaskać uszami?
                                                    Poczucie szczęścia, czy raczej pewnego zadowolenia ze swojej aktualnej sytuacji życiowej zależy w głównej mierze od własnych predyspozycji psychicznych.
                                                    Są ludzie, którzy nawet ciężko chorzy potrafią mieć dystans, zachować poczucie humoru i cieszyć się tymi fajnymi chwilami, jakie są im jeszcze dostępne. A są tacy, którzy wiecznie narzekają, z nosem spuszczonym na kwintę, z ustami wykrzywionymi grymasem niezadowolenia - chociaż ani chorzy, ani biedni, ani im się chałupa nie spaliła, ani pies nie zdechł. I weź Ty, teraz człowieku, takich uszczęśliwiaj...
                                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 14:44
                                                    > Są ludzie, którzy nawet ciężko chorzy potrafią mieć dystans, zachować poczucie
                                                    > humoru i cieszyć się tymi fajnymi chwilami, jakie są im jeszcze dostępne. A są
                                                    > tacy, którzy wiecznie narzekają, z nosem spuszczonym na kwintę, z ustami wykrzy
                                                    > wionymi grymasem niezadowolenia - chociaż ani chorzy, ani biedni, ani im się ch
                                                    > ałupa nie spaliła, ani pies nie zdechł. I weź Ty, teraz człowieku, takich uszcz
                                                    > ęśliwiaj...

                                                    Czytalam kiedys o jakichs badaniach na ten temat i wynikalo z nich, ze zdolnosc czy bycie szczesliwym jest jakby wrodzona, taka sklonnosc/tendencja, zakodowana w kazdym, jak u niektorych skonnosc do tycia np.
                                                  • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 14:56
                                                    "zdolnosc
                                                    > czy bycie szczesliwym jest jakby wrodzona, taka sklonnosc/tendencja"

                                                    No właśnie, dlatego inni ludzie mają na to poczucie szczęścia wpływ raczej znikomy.
                                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 15:00
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > "zdolnosc
                                                    > > czy bycie szczesliwym jest jakby wrodzona, taka sklonnosc/tendencja"
                                                    >
                                                    > No właśnie, dlatego inni ludzie mają na to poczucie szczęścia wpływ raczej znikomy.

                                                    Inni tak, ale nie moi bliscy.
                                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 15:29
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > No właśnie, dlatego inni ludzie mają na to poczucie szczęścia wpływ raczej znik
                                                    > omy.
                                                    No ale z drugiej strony tak samo jak ktos moze cie unieszczesliwiac tak ktos moze cie uszczesliwiac:)
                                                    Moim zdaniem kazdy ma jakas wizje swojego zycia, dla kazdego moze liczyc sie najbardziej co innego. I to ze ktos ma poczucie, ze bylby szczesliwy rowniez bedac samemu, moze i tak wolec byc z kim, jezeli jest to wlasciwa osoba.
                                                    I poza tym: nie miec i byc szczesliwym to cos innego niz miec i byc szczesliwym i to stracic, bo strata boli duzo bardziej niz kiedy sie tego nie mialo/nie doswiadczylo nigdy. Co nie znaczy, ze sie nie da ogarnoc, czas jest najlepszym lekarzem.Jednak sama mysl stray, przeraza, przyklad: Marek ;))
                                                  • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 13:25
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Czyli jak strace moja rodzine mam tez być szczęśliwy? Ciekawe.
                                                    ---------------
                                                    A czy jak twoja rodzina straci ciebie, to wolalbys, zeby potrafili byc potem szczesliwi czy zeby byli nieszczesliwi? Milosc czy proznosc? :)

                                                    Albo inaczej - czy jesli twoja zona powiedzialaby ci, ze jest z toba nieszczesliwa i chce odejsc, zeby odnalezc szczescie, to pozwolilbys odnalezc szczescie osobie, ktora kochasz czy twoje "szczescie" okazaloby sie jednak wazniejsze i nie pozwolilbys jej odejsc?
                                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 13:56
                                                    wont napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Czyli jak strace moja rodzine mam tez być szczęśliwy? Ciekawe.
                                                    > ---------------
                                                    > A czy jak twoja rodzina straci ciebie, to wolalbys, zeby potrafili byc potem szczesliwi czy zeby byli nieszczesliwi? Milosc czy proznosc? :)

                                                    Po mojej smierci? Niech będą szczęśliwi.

                                                    >
                                                    > Albo inaczej - czy jesli twoja zona powiedzialaby ci, ze jest z toba nieszczesliwa i chce odejsc, zeby odnalezc szczescie, to pozwolilbys odnalezc szczescie o sobie, ktora kochasz czy twoje "szczescie" okazaloby sie jednak wazniejsze i nie pozwolilbys jej odejsc?

                                                    Moja żona nie jest moją niewolnicą (dla przypomnienia) i jeśli jest ze mną nieszczęśliwa i chce odejść - niech odchodzi. Szczęście jest wtedy, gdy oboje chca być ze sobą.
                                                    Ale Sowie nie dałbym odejść :)
                                                  • wont Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 14:27
                                                    marek.zak1 napisal:

                                                    > Po mojej smierci? Niech będą szczęśliwi.
                                                    -----------------
                                                    No to juz chyba rozumiesz co mialem na mysli.
                                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:57
                                                    Czlowiek powinien byc szczesliwy sam z siebie
                                                    > a inni (kobieta, przyjaciele, rodzina, zwierzeta) maja to szczescie dopelnic,
                                                    > uzupelnic. Dac nowe smaki. Ale wazne, zebysmy mieli poczucie, ze nawet jak to w
                                                    > szystko utracimy to mozemy byc szczesliwi. Czyli, innymi slowy, nie mozemy sie
                                                    > uzalezniac.
                                                    Absolutnie sie z tym zgadzam, takie jest zalozenie. Ale...nawet jezeli sama mam to poczucie, to jednak gdyby nagle odszedl moj maz, to zapewne mialabym spierdolone cale popoludnie:) Rozumiesz? Ze potem sie ogarniesz, to inna kwestia, ale ze w tym momencie wali ci sie swiat, poczucie/swiadomosc i tak dalej wcale Cie przed tym nie uchroni, niestety. Podobnie jak ze smiercia, niby wszyscy wiemy i jestesmy swiadomi, ale tak naprawde jak zostajemy z nia bezposrednio skonkrontowani to jednak nie jestesmy na nia przygotowani, boli, i odczuwamy strate.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:18
                                                    kag73 napisała:

                                                    Ale...nawet jezeli sama mam
                                                    > to poczucie, to jednak gdyby nagle odszedl moj maz, to zapewne mialabym spierd
                                                    > olone cale popoludnie:)

                                                    No! Taka Kag uwielbiam ;-) "CALE popoludnie''
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:50
                                                    > No! Taka Kag uwielbiam ;-) "CALE popoludnie''

                                                    Też mi się podoba :-)
                                                  • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 11:57
                                                    Podpisuję się pod tym.
                                                    Do tego nie wyobrażam sobie dźwigać ciężaru odpowiedzialności za cudze poczucie szczęścia.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:09
                                                    Ja pisze tylko, ze nie powinno uzalezniac sw
                                                    > ojego szczescia od drugiej osoby. Czlowiek powinien byc szczesliwy sam z siebie
                                                    > a inni (kobieta, przyjaciele, rodzina, zwierzeta) maja to szczescie dopelnic,
                                                    > uzupelnic. Dac nowe smaki.

                                                    No tak, też się przyłączę do potakiwaczy. Dodatkowo jest tak, że jeżeli jest we mnie spokój i harmonia, to te smaki zewnętrzne są w stanie w ogóle do mnie dotrzeć.
                                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:17
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > No tak, też się przyłączę do potakiwaczy. Dodatkowo jest tak, że jeżeli jest we mnie spokój i harmonia, to te smaki zewnętrzne są w stanie w ogóle do mnie dotrzeć.

                                                    To juz opisał Tatarlkiewicz w ksiązce ,,O szczęściu". Ludzie maja rózne predyspozycje, czy talent aby być szczęśliwymi.
                                                  • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:30
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > zyg_zyg_zyg napisała:
                                                    >
                                                    > > No tak, też się przyłączę do potakiwaczy. Dodatkowo jest tak, że jeżeli j
                                                    > est we mnie spokój i harmonia, to te smaki zewnętrzne są w stanie w ogóle do m
                                                    > nie dotrzeć.
                                                    >
                                                    > To juz opisał Tatarlkiewicz w ksiązce ,,O szczęściu". Ludzie maja rózne predysp
                                                    > ozycje, czy talent aby być szczęśliwymi.

                                                    Zgadzam sie i podam siebie dla przykladu. Cale to gadanie czy sie uszczesliwiac innym czlowiekiem czy nie jest bezzasadne w moim przypadku. Bo oczywiscie, ze mnie nikt i nic mnie nie uszczesliwi, bo z natury jestem nieszczesliwa tj nie odczuwam szczescia i nie szukam szczescia tak jak Wont nie szuka sensu zycia. Szczescie w ogole nie jest dla mnie wazne, jest wrecz bezwartosciowe. Ja kocham cele, wszystko co ma sens, wszystko co ma strukture jak np gramatyka ma czyli najwyrazniej mam dobrze rozwiniety obszar 44 i 45 w mozgu ;-) Ciekawe ktory obszar odpowiada za milosc?
                                                  • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 12:23
                                                    " jeżeli jest we
                                                    > mnie spokój i harmonia, to te smaki zewnętrzne są w stanie w ogóle do mnie dot
                                                    > rzeć. "

                                                    Bardzo istotną rzecz napisałaś. Poczucie szczęścia zależy w dużej mierze od naszego nastawienia psychicznego: do siebie, do ludzi, do życia. Jeśli ktoś ma to nastawienie negatywne, to on nawet nie zauważy tych wszystkich elementów życia, z których mógłby czerpać jakąś radość i przyjemność. Bo tak bardzo jest skupiony na wewnętrznym przeżywaniu własnego niezadowolenia.
                                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 09:19
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > Eh nic nie rozumiesz co sie do Ciebie mowi. Mowie ze samotnosc jest wygodna do zdobywania wiedzy. A przeciez sam pisales, ze nauka sluzyla Ci wylacznie do nadrabiania wlasnej brzydoty zeby zapewnic sobie w zyciu staly dostep do cipki chetnej, ladnej kobiety. Zatem w Twoim przypadku bez kobiety to jak bez reki.

                                    Ja sie z tym fundamentalnie zgadzam, ale potem nastapił następny etap - juz nie studiów ale zycia. Samotnośc mi przysłuzyła sie w tym pierwszym, a kobieta w następnym.
                                    To, że jestem głąbem, a cechuje mnie głupota, wcale mi nie przeszkadza. Najwazniejsze sa zdrowie i dobry nastrój.
                                    • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 10:37
                                      To, że cechuje mnie głupota, wcale mi nie przeszkadza. Najważniejsze są zdrowie i dobry nastrój.

                                      Ustawię sobie to jako sygnaturkę..jeśli pozwolisz:)))
                                      • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 11:53
                                        zawle napisała:

                                        > To, że cechuje mnie głupota, wcale mi nie przeszkadza. Najważniejsze są zdrowie
                                        > i dobry nastrój.
                                        >
                                        > Ustawię sobie to jako sygnaturkę..jeśli pozwolisz:))).

                                        Ależ oczywiście :)).
                                  • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 10:57
                                    No tak, ale podobną głupotą - pozwolę sobie zauważyć - odznacza się mnóstwo kobiet pomstujących na, w ich pojęciu, męski punkt widzenia, który koliduje z ich macierzyńsko-rodzinną wizją świata. Facet silnie zainteresowany seksem to zdegenerowana świnia, a kobieta, która świadomie nie chce mieć dzieci to wariatka, która nawet nie wie czego chce :)
                                    Czyli jeśli ktoś widzi świat inaczej niż ja, tzn. że jest niedojrzały albo zły.
                                    • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 20.10.14, 16:43
                                      sabat.77 napisał:

                                      > No tak, ale podobną głupotą - pozwolę sobie zauważyć - odznacza się mnóstwo kob
                                      > iet pomstujących na, w ich pojęciu, męski punkt widzenia, który koliduje z ich
                                      > macierzyńsko-rodzinną wizją świata. Facet silnie zainteresowany seksem to zdege
                                      > nerowana świnia, a kobieta, która świadomie nie chce mieć dzieci to wariatka, k
                                      > tóra nawet nie wie czego chce :)
                                      > Czyli jeśli ktoś widzi świat inaczej niż ja, tzn. że jest niedojrzały albo zły.

                                      Sabat jak spotkamy te kobiety to im przekazemy ;-) Mowa to bowiem o nieobecnych.
                              • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:22
                                hello-kitty2 napisała:
                                Ja sieznakomicie odnajduje w samotnosci. Samotnosc/spokoj sprzyja przyswajaniu wiedz
                                > y. A ja ucze sie od kiedy pamietam. Mam szuflade dyplomow i wciaz dalej i dalej
                                > i wiecej. Nie rozumiem Marka.

                                Kitty, to co Ty osiagasz i do czego potrzebujesz samotnosci, Marek potrafi bez takich wymogow, moze nawet poczucie, ze nie jest sam mu w tym pomaga. Ludzie sa rozne, dla niektorych jedno nie wyklucza drugiego a w dodatku kazdy potrzebuje inaczej.
                                • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:40
                                  kag73 napisała:

                                  > Kitty, to co Ty osiagasz i do czego potrzebujesz samotnosci, Marek potrafi bez
                                  > takich wymogow, moze nawet poczucie, ze nie jest sam mu w tym pomaga. Ludzie sa
                                  > rozne, dla niektorych jedno nie wyklucza drugiego a w dodatku kazdy potrzebuje
                                  > inaczej.

                                  No widzisz Ty wiesz, ze ludzie sa rozni i potrzebuja inaczej, a Marek twierdzi, ze jak chca czy moga inaczej niz ON to klamia ;) Definicyjny glupiec z daznoscia do ekspansji.
                                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 23:52
                                    marek:
                                    > Co maja dyplomy do samotności. Ja tez mam troche, a jednak szczęście człowiek,
                                    > czyli tutaj, ja znajduję w miłości. z kobieta Gdybym był sam zapiłbym się, albo
                                    > powiesil.

                                    Jak dla mnie to on tutaj o sobie pisze, napisal "ja".
            • rekreativa Re: Kto sie boi bardziej? 18.10.14, 15:29
              Zaraz, ale mi się wydaje, że TB ma na myśli lęk trochę inny niż "bo mnie żadna baba nie zechce".
            • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 01:48
              "Pożądanie jednej babki przez faceta nie koliduje że inną też się pożąda ."

              Nie wiem czy Cie to zmartwi czy ucieszy, ale w przypadku kobiety pozadanie jednego faceta nie koliduje, ze innego tez sie pozada:))
              • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 09:39
                kag73 napisała:

                > "Pożądanie jednej babki przez faceta nie koliduje że inną też się pożąda ."
                >
                > Nie wiem czy Cie to zmartwi czy ucieszy, ale w przypadku kobiety pozadanie jednego faceta nie koliduje, ze innego tez sie pozada:)).

                Tak mi sie wydawało, ale dzięki za potwierdzenie. Ilez ja sie dowiedziałem o kobietach na tym forum.
                • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 09:47
                  Gdy jednak kogoś kocham i pozadam, to nikt inny nie wywołuje we mnie pozadania.
                  • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 10:10
                    zawle napisała:

                    > Gdy jednak kogoś kocham i pozadam, to nikt inny nie wywołuje we mnie pozadania.

                    To juz nie wiem, komu wierzyć Tobie, czy KAG.
                    Tak, czy inaczej postanowilem rozpocząć nowa akcje: ,,Mój tors-moje hobby". Bedąc ostatnio na plazy nie moglem patrzeć na obwisłe torsy faciów. Chłopaki - montowac takie proste urzadzenia i do ćwiczeń. Bye.
                    marek-zak.blog.onet.pl/2014/10/19/tors-jak-daniel-craig/
                    • hello-kitty2 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 10:45
                      marek.zak1 napisał:

                      > Tak, czy inaczej postanowilem rozpocząć nowa akcje: ,,Mój tors-moje hobby". Bed
                      > ąc ostatnio na plazy nie moglem patrzeć na obwisłe torsy faciów. Chłopaki - mo
                      > ntowac takie proste urzadzenia i do ćwiczeń. Bye.

                      Przylaczam sie do akcji! Intensywnie poszukuje zestawu: laweczka ze stojakiem + sztanga + obciazenie powiedzmy 60-80 kg, oczywiscie z drugiej reki, pierdzielne sobie zestawik na tarasie i jade z koksem tj miedzy innymi z torsem cala zime na dworze. Niestety nie jest latwo takie cudo tanio kupic, bo tu wpadam w konkurencje z facetami. Gumy to nie dla mnie, bo przeciez musisz je na klacie opiac przy rozciaganiu, nie? No to jak cycki sobie masakrowac. Sztanga jest mniej inwazyjna. Ale fakt, ze moj zestaw to raczej stacjonarny, na spacer sie nie nadaje ;)

                      ps. Zdjecie klaty zrob sobie Marek przodem. Tak to trudno cos ocenic. No i najlepiej cala sylwetke. Proporcje sa przeciez wazniejsze nic pojedyncze grupy miesniowe.
                      • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 17:51
                        hello-kitty2 napisała:

                        Gumy to nie dla mnie, bo przeciez musisz je na klacie opiac przy rozciaganiu, nie? No to jak cycki sobie masakrowac.

                        Gumy opierasz na plecach i złączasz rece z przodu, tak wiec biustu nie uciskasz. W lesie ćwiczę jeszcze bicepsy. Przymocowuję jedna rączke do wystającej gałęzi i przyciagam drugą do siebie.
                        >
                        > ps. Zdjecie klaty zrob sobie Marek przodem. Tak to trudno cos ocenic. No i najlepiej cala sylwetke. Proporcje sa przeciez wazniejsze nic pojedyncze grupy miesni.

                        Dzisiaj wpadlem na pomysł ,,Twój tors - twoje hobby" i bardzo sie do niego zapaliłem. Stąd klatka. Proporcje są OK :).
                    • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 10:52
                      A zdjecie siusiaka tez bedzie? :)
                      • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 14:47
                        sabat.77 napisał:

                        > A zdjecie siusiaka tez bedzie? :)

                        Równaj do najlepszych Marku :)
                        www.youtube.com/watch?v=TLF83CUR7TU
                  • kag73 Re: Kto sie boi bardziej? 19.10.14, 18:07
                    zawle napisała:
                    > Gdy jednak kogoś kocham i pozadam, to nikt inny nie wywołuje we mnie pozadania.

                    Urqu o pozadaniu jednej i innej pisal a nic o milosci, ja zreszata tez :)
                    Owszem w fazie zwlaszcza zakochania ludzie (mezczyzni i kobiety) czesto poza ta osoba swiata nie widza, maja oczy tylko dla nich, jak to sie mowi. Tez jak kogos kocham i pozadam to mnie nikt inny nie interesuje, oczywiscie jak to pozadania pada na urodzajny grunt, czytaj: jest owdwzajemnione i potrzeba zaspokojona. (jezeli by zaspokojona nie byla, to troche inna bajka:))
                    Az tu kiedys zdarzylo mi sie: bylam w nowym zwiazku, zakochana nawet jeszcze, seks, pozadnie, wszystko...I bedac w delegacji, co nie jest istotne, ale jechalismy po pracy razem z nowo poznanymi kolegami autobusem: jeden z nich stal na przciwko mnie, rozmawialismy a mnie kolatala w glowie tylko jedna mysl "do hotelu z tym facetem i na lozko go i niech mnie bierze albo ja jego, niewazne, do lozka z nim!". Oczywiscie tego nie zrobilam, ale powiem szczerze, ze nieco sie sama soba zdziwilam i przestraszylam, bo bylam w nowym zwiazku, zakochana i zadowolna. Hmm, chemia, feromony, pozadanie, nazywaj jak chcesz....Inna kwestia, ze z nim do tego lozka nie poszlam, bo kochalam tamtego.
                    Mysle, ze takie niebezpiecznstwa czyhaja na ludzi, nawet tych kochajacych i bedacych w zwiazkach, moze sie zdarzyc. Wiadomo, ze sztuka jest tlumic to w zarodku i nie dac sie poniesc emocjom, co by unikac powiklan ;)

        • ruda_owca Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 17:20
          > A jak to bytło w szkole? Czy chłopaków nie rajcowały dwie-trzy najlepsze laski,
          > a reszta była transparentna?

          Ja np sobie nie przypominam takiego zjawiska, zatem poki co 1:1
          • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 17:31
            ruda_owca napisał:

            > > A jak to bytło w szkole? Czy chłopaków nie rajcowały dwie-trzy najlepsze
            > laski, a reszta była transparentna?
            >
            > Ja np sobie nie przypominam takiego zjawiska, zatem poki co 1:1.


            Bylas wtedy chłopakiem?
            • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 22:03
              marek.zak1 napisał:

              > ruda_owca napisał:
              >
              > > > A jak to bytło w szkole? Czy chłopaków nie rajcowały dwie-trzy najl
              > epsze
              > > laski, a reszta była transparentna?
              > >
              > > Ja np sobie nie przypominam takiego zjawiska, zatem poki co 1:1.
              >
              >
              > Bylas wtedy chłopakiem?

              A jak się już przeleciało te trójeczki, to co dalej panie premierze?:))
              • sabat.77 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 22:07
                E, takie pieknosci klasowe to najbardziej zatwardziale dziswice :) wysoko sie cenia, wiec nie ma co mowic o przelatywaniu.
                • zawle Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 22:22
                  sabat.77 napisał:

                  > E, takie pieknosci klasowe to najbardziej zatwardziale dziswice :) wysoko sie c
                  > enia, wiec nie ma co mowic o przelatywaniu.

                  Nie zauważyłam:))
              • marek.zak1 Re: Kto sie boi bardziej? 21.10.14, 22:48
                zawle napisała:

                > A jak się już przeleciało te trójeczki, to co dalej panie premierze?:))

                Taki fakt nie mial miejsca, więc nic dalej.
            • ruda_owca Re: Kto sie boi bardziej? 22.10.14, 12:49
              I wtedy, i teraz.
              A ty bylas?
        • ina_nova Re: Kto sie boi bardziej? 22.10.14, 10:45
          >A jak to bytło w szkole? Czy chłopaków nie rajcowały dwie-trzy najlepsze laski, a reszta była transparentna?

          A o którym etapie edukacji mowa? W mojej podstawówce było dokładnie tak jak piszesz, w liceum zjawisko istniało, ale w mniejszym natężeniu tzn te mniej urodziwe też miały szanse, na zasadzie "na bezrybiu".
    • hello-kitty2 Re: Męskie lęki 18.10.14, 18:00
      twojabogini napisała:

      > Wciąż analizuję kwestię wycofania wielu mężczyzn w obliczu kobiecej seksualnośc
      > i, ujawnienia przez nie własnych potrzeb seksualnych.

      Boginka czy rzeczywiscie dochodzi do wycofania na tym tle? Na forum wlasciwie tylko Marek zglasza zastrzezenia do ujawniania przez parnerke swoich potrzeb seksualnych + z opowiesci babek w niedosycie cos tam slychac ale wlasciwie nie wiadomo, jak to wyglada z drugiej strony. Ja mam odwrotne doswiadczenia. Zaloze sie, ze Ty tez ;) Im ja bardziej wkrecona tym bardziej facet. Zauwazylam tez, ze bardzo krecil ich moj orgazm. Jak tylko facet odkrywa droge do niego to w kolejnych razach sam na nia wchodzi. Czasem mam wrazenie, ze ten caly seks to jest szyty na mnie, facet stawia sie w pozycji 'robiacego dobrze', co jest bardzo ujmujace i wiazace mnie do niego. Nigdy nie spotkalam sie z wycofaniem na tym tle, a na innych to jak najbardziej. Takze pytam jestes pewna, ze mezczyzne ujawnienie kobiecej seksualnosci wycofuje?
      • zyg_zyg_zyg Re: Męskie lęki 18.10.14, 21:58
        > Boginka czy rzeczywiscie dochodzi do wycofania na tym tle?

        Wprawdzie nie do mnie pytanie, ale potwierdzam, że czasem dochodzi. Mam jedno tak wyraźne doświadczenie i na szczęście należy do przeszłości, ale pewne jego konsekwencje ponoszę do dziś. Mianowicie cały czas mam gdzieś z tyłu głowy obawę przed przytłoczeniem męża moją seksualnością. Choć on nie wykazuje żadnych oznak przestrachu, to ja ten przestrach ciągle noszę w sobie.
        • hello-kitty2 Re: Męskie lęki 18.10.14, 23:15
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > > Boginka czy rzeczywiscie dochodzi do wycofania na tym tle?
          >
          > Wprawdzie nie do mnie pytanie, ale potwierdzam, że czasem dochodzi. Mam jedno t
          > ak wyraźne doświadczenie i na szczęście należy do przeszłości, ale pewne jego k
          > onsekwencje ponoszę do dziś. Mianowicie cały czas mam gdzieś z tyłu głowy obawę
          > przed przytłoczeniem męża moją seksualnością. Choć on nie wykazuje żadnych ozn
          > ak przestrachu, to ja ten przestrach ciągle noszę w sobie.

          Ciesze sie, ze sie w ogole odezwalas, bo juz sie balam, ze sie gniewasz na mnie ;) A wracajac do tematu to bardzo ciekawe, co piszesz, bo jak sie nigdy z tym nie spotkalam, a zdarzaly mi sie juz wypadki krzyczenia na faceta w lozku 'pieprz mnie!' i takie tam nieplanowane wyskoki bedaca prawdziwa nerwa, ze za mna nie nadaza i nigdy nikogo nie przyloczylam. Przeciez to jest facet. Facet jest twardy. Za to zeby nie bylo tak rozowo przytlaczalam w zyciu codziennym swoja zloscia, czepianiem sie, zimnem, odrzuceniem, wulgarnoscia, ect ale nie w lozku. Czyli powiedz chodzi dokladnie o co? O ilosc np? O dazenie do orgazmu? O wkrecenie sie? Pytam jak idiota ale naprawde nie wiem o co chodzi? A wiem ze jestes rzeczowa i odpowiesz.

          ps. opisuje zdrowych facetow, bo jesli w gre wchodza jakies zaburzenia np wzwodu to oczywiscie ze bym przytloczyla.
          • zyg_zyg_zyg Re: Męskie lęki 19.10.14, 20:59
            > Ciesze sie, ze sie w ogole odezwalas, bo juz sie balam, ze sie gniewasz na mnie
            > ;)

            Jaaa?? Gniewam na Ciebie, Kicia???

            > Czyli powiedz chodzi dokladnie o co? O ilosc np? O dazenie do orgazmu? O wkrecen
            > ie sie?

            O wszystko w zasadzie. W mniejszym lub większym stopniu. O częstotliwość najbardziej - bo to było też coś, co mi najbardziej doskwierało, na zmianie czego najbardziej mi zależało i co najczęściej mieliśmy na tapecie. O moment, rodzaj i długość pieszczot również. O wkręcenie trochę mniej - mówił, że piękne są moje reakcje, choć jak za bardzo odjeżdżałam, to go trochę mroziło.

            Różnie się bronił przed tą moją seksualnością, przed tym, że za nią nie nadążał. A to sugerował, że może mam jakiś problem z nimfomanią (bo bym chciała dwa, trzy razy w tygodniu). Albo że w ogóle cos jest ze mną nie teges, bo wszystkie przede mną coś tam lubiły, albo czegoś tam nie lubiły w przeciwieństwie do mnie. A to zarzucał, że traktuję go instrumentalnie (bo proszę o jeszcze minutę pieszczoty, której potrzebuję do końca - całkiem jak Janek Mróz). Choć sam na przykład lubił sobie czasem do mnie wpaść w przerwie w pracy na szybką herbatę i jeszcze szybszego lodzika i zaraz wypaść. A to informował, że ciężko mnie doprowadzić do orgazmu (na początku zostawił mnie kilka razy w pół drogi, niestety w przeciwieństwie do tego, co piszesz, nawet kiedy mnie w końcu "odczytał", nie wchodził w to sam w kolejnych razach). Zupełnie nie akceptował tego, że nie szczytuję podczas stosunku - traktował to jak feler i strasznie się fokusował, żeby mnie w końcu nauczyć "prawdziwego orgazmu", zaniedbując ten "nieprawdziwy", którego potrzebowałam i który mi zupełnie wystarczył. Miał chyba coś z MiLowca, bo każdy przejaw "perwersji" - wspólnej, żeby nie było - okupywał czymś w rodzaju wyrzutów sumienia i zamykał temat na zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo mi się podobało ;-) I tak dalej i tak dalej. Sama nie wierzę w to, co piszę :-)
            • zawle Re: Męskie lęki 19.10.14, 21:15
              > Różnie się bronił przed tą moją seksualnością, przed tym, że za nią nie nadążał

              To jest dość częsty chyba problem. Facetowi kobieta jest potrzebna do seksu, ale raczej jako rekwizyt, niż jako współsprawca. Często miałam sytuacje w których miałam wrażenie że rozpraszałam sobą. Może dlatego że mam dość niespójny wizerunek. Nie wiem.

              Zupełnie nie akceptował tego, że nie szcz
              > ytuję podczas stosunku - traktował to jak feler i strasznie się fokusował, żeby
              > mnie w końcu nauczyć "prawdziwego orgazmu", zaniedbując ten "nieprawdziwy"

              Facetom się często wydaje że wiedzą lepiej. Nie oceniam płci, ale z dziewczynami nigdy nie spałam.

              To że ktoś na mnie działa to raz, ale umiejętność podążania tą samą ścieżką ( chociaż nie przeszkadzanie sobie) to dwa. A niby coś jest proste jak pieprzenie;)
              • sabat.77 Re: Męskie lęki 19.10.14, 21:23
                Istotnie, jesli przez seks mezczyzna buduje siebie, to kobieta jest jedynie rekwizytem. W tym sensie samoistna seksualnosc rekwizytu jest niepokojaca, bo pozostaje poza bezposrednia kontrola. Wiesz juz czemu mezczyzni wybieraja zimne zony? Bo one sa idealnym, bezbarwnym tlem dla nich samych.
                • rekreativa Re: Męskie lęki 19.10.14, 21:54
                  " Wiesz juz czemu mezczyzni wybieraja zimne zon
                  > y? Bo one sa idealnym, bezbarwnym tlem dla nich samych."

                  Tak, co nie przeszkadza tym samym mężczyznom narzekać na to, jakie te ich żony kłody.
                  A mówi się, że to kobiety nie wiedzą, czego chcą...
                  • sabat.77 Re: Męskie lęki 19.10.14, 22:02
                    Przeciez do kompletu zwykle jest kochanka, laski z odlotow albo glupie blondynki z dyskoteki :) czyli wiadomo jak miec ciastko i zjesc ciastko. Trzeba zjesc cudze :)
                    • marek.zak1 Re: Męskie lęki 19.10.14, 22:07
                      sabat.77 napisał:

                      > Przeciez do kompletu zwykle jest kochanka, laski z odlotow albo glupie blondynk i z dyskoteki :)

                      Moja zona i dwie córki są blindynkami, a one naprawde głupie nie są, więc odwal się od blondynek :)
                      • sabat.77 Re: Męskie lęki 19.10.14, 22:10
                        Przeciez glupie blondynki czesto sa brunetkami. Slowo klucz, nie czepiajmy sie detali.
            • hello-kitty2 Re: Męskie lęki 19.10.14, 21:19
              zyg_zyg_zyg napisała:

              > Jaaa?? Gniewam na Ciebie, Kicia???

              Kicia happy ;)

              > O wszystko w zasadzie. (...)

              Wiesz co? To co piszesz jest warte wiecej niz kupa postow z tego forum (ktore nota bene sama tez namnozylam :) bo to jest konkret. Bo gdyby zdarzyly mi sie takie facetowe reakcje to mam wzor, jak to bylo u innej babki i moge z tego sklecic jakies puzle co robic, na co liczyc moge, a na co nie.
              Dobrze, ze sie mu wymknelas. Wlasciwie wymykalas mu sie od poczatku. Za taka kochanke kupa mezczyzn by sie dala pociac. Znaj swoja wartosc ;)
    • potwor_z_piccadilly Re: To nie lęki, to kasa. 18.10.14, 22:31
      Bogini sięgnęła do historii i słusznie, bo to tam ukryte jest sedno sprawy.
      Przykro mi dziewczyny, ale kasowane być musicie.
      O co chodzi?
      O celibat kapłanów wiodących religii.
      Musicie być "skonszachtowane z nieczystym" i "źródłem wszelkiego zła", by zaślubieni Bogu kapłani nie mogli Was poślubić. No i nie poślubiają, a jak nie poślubiają, to na Was kościelnej kasy nie wydają, a dzieci ich (bywają) nie mają prawa dziedziczyć.
      I na tym opiera się od wieków potęga wiodącej (dziś już współrządzącej u nas) religii.
      "Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze".
    • midnight_lightning Re: Męskie lęki 18.10.14, 23:25
      Boskość waginy jest śmieszna, skoro oferowana bez finansowych podtekstów tylko dla nielicznych, reszta pominiętych mężczyzn ma prawo mieć inne zdanie.

      Owszem, kiedyś myślałem podobnie jak Bogini, ale widok, komu to w praktyce oferują się kobiety jest odstręczający.
    • urquhart Męskie lęki CD 20.10.14, 14:48
      twojabogini napisała:

      > Wciąż analizuję kwestię wycofania wielu mężczyzn w obliczu kobiecej seksualnośc
      > i, ujawnienia przez nie własnych potrzeb seksualnych. Nie ma na tym polu żadnyc
      > h badań. Za to jest wielu praktyków - seksuologów i terapeutów, którzy - nie ma
      > jąc na poparcie swojej tezy nic poza własnymi przekonaniami - twierdzą, że kobi
      > eca seksualność zagraża mężczyźnie i zalecają ją ukrywać (przoduje w tym Starow
      > icz).

      W temacie:
      >>>
      Przychodzi baba do lekarza i zaczyna się żalić.
      -Panie doktorze, nikt nie może mnie zaspokoić
      -Czy ma pani męża?
      -Tak, mam ale nie daje rady
      -Kochanka pani ma?
      -Też mam ale również nie daje rady
      -A drugiego pani ma?
      -Tak, on również nie pomaga
      -A trzeciego, czwartego i piątego?
      -Oni niestety też nic nie mogą zdziałać
      -Przykro mi, jest pani chora na nimfomanię.
      -To proszę mi wystawić na to papier bo mąż uważa, że jestem zwykłą k***ą
      • urquhart Re: Męskie lęki CD 20.10.14, 14:58
        Gdyby nie powszechna zrozumiałość podłoża męskich lęków ten żart nikogo by nie śmieszył...
    • twojabogini Re: Męskie lęki 22.10.14, 01:02
      Zabawnie temat wyewoluował. Zaliczam grypę, więc odrabiam zaległości korzystając, że mi gorączka nieco opadła.
      Co do samotności - najbliższy jest mi pogląd, że człowiek rodzi się sam, umiera sam i przez większość życia także jest sam. Niemniej jednak jedne z piękniejszych momentów w życiu to te w których doświadcza się bliskości i intymności z drugim człowiekiem. Seks jest jedną z takich dróg, z drugiej strony - można podczas stosunku odczuwać swoją samotność bardziej niż kiedykolwiek indziej. Lubię być sama i najczęściej mi tej samotności brakuje. Ale lubię też bliskość. Nie znoszę za to pozorów bliskości - udawanych związków, w których każdy jest sam, udawanego seksu w którym obie strony się masturbują lub jedna się masturbuje, a druga temu poddaje (da się to zrobić w ramach bliskości, urozmaicenie, ale najczęściej każde jest w swoim świecie i to jest średnio fajne), udawanej miłości rodzicielskiej, za którą kryje się jedynie lęk przed złą oceną społeczną i poczucie obowiązku. Imitacja bliskości jest paskudniejsza niż samotność.

      Co do męskich lęków - bardzo trafny opis zygzyg. Mniej więcej takie symptomy wycofania opisywało mi wiele kobiet. Uszeregowałabym to tak:
      1. Fiksacja na kobiecym orgazmie pochwowym lub kompletne zlanie potrzeb kobiety w tym zakresie.
      2. Zarzucanie nimfomanii, gdy kobieta przejawia potrzeby seksualne, nie daj boże częściej niż mężczyzna.
      3. Uznawanie drogi kobiety do orgazmu za gorszą, a prośby partnerki o sprawiające jej przyjemność pieszczoty - za instrumentalne traktowanie.
      4. Pozostawianie kobiety niezaspokojonej.

      Jak dla mnie są to przejawy lęku przed seksualnością w kobiecej odsłonie, w której kobieta nie jest naczyniem rozkoszy, ale seks służy także jej przyjemności. Marek nie obraź się - twoje wywody o tym, że kiedy kobiety w seksie mają potrzeby (które ty określasz wymaganiami), to wycofanie mężczyzny w porno jest naturalną postawą jest dla mnie przejawem postawy lękowej.

      Zawsze fascynowały mnie przypadki Starowicza w których receptą było wycofanie się kobiety i jej redukcja, żeby mężczyzna mógł być męski. Z dumą donosił, że para nawiązywała pożycie - nigdy jednak nie doniósł, czy było ono satysfakcjonujące dla kobiety.

      Większość takich przypadków jest niereformowalna - w większości par z takim problemem dochodzi do rozwodu, gdy kobiety maja dość frustracji seksualnej. Jest to zawsze trudna decyzja, bo ci mężczyźni którzy odmawiają swoim kobietom prawa do przyjemności seksualnej są często dobrymi ojcami i znośnymi mężami. Po rozwodzie porzuceni z takich powodów mężczyźni zaczynają uważać, że kobiety to k. bo żona za nieważnymi orgazmami poleciała rozbijając rodzinę i zapewne wszystkie są takie. Wiem jednak z relacji, że dla kobiet rozwód jest w takich razach wyzwoleniem z cierpienia i frustracji. Część z nich nie mając przy sobie pobudzającego je seksualnie mężczyzny, wcale nie prowadzi aktywnego seksualnie życia, raczej zapada w letarg.
      Znam też kobiety które w małżeństwach z takimi mężczyznami żyją, zaspokajając potrzeby seksualne poza związkiem.
      Swoją drogą - która decyzja kobiety jest mniej moralna:
      1. Opuścić męża i rozbić rodzinę dzieciom z powodu niezaspokojenia seksualnego i odmowy zaspokojenia kobiety przez męża, tak jak ona tego potrzebuje i gdy tego potrzebuje. Te kobiety relacjonują sytuację tak jakby ich pożądanie okazywane mężowi było zbrodnią. Awantura o to może trwać pół nocy, podczas gdy mineta lub jakaś ręczna akcja trwałaby 15 -30 minut...
      2. Zostawić rodzinę pełną, podporządkować się seksualności męża i zaspokajać swoje potrzeby po cichu z kochankiem.
      • jesod Która decyzja 22.10.14, 01:31
        twojabogini napisała:
        > Swoją drogą - która decyzja kobiety jest mniej moralna:
        > 1. Opuścić męża i rozbić rodzinę dzieciom z powodu niezaspokojenia seksualnego
        > i odmowy zaspokojenia kobiety przez męża, tak jak ona tego potrzebuje i gdy teg
        > o potrzebuje. Te kobiety relacjonują sytuację tak jakby ich pożądanie okazywane
        > mężowi było zbrodnią. Awantura o to może trwać pół nocy, podczas gdy mineta lu
        > b jakaś ręczna akcja trwałaby 15 -30 minut...
        > 2. Zostawić rodzinę pełną, podporządkować się seksualności męża i zaspokajać s
        > woje potrzeby po cichu z kochankiem.

        A dlaczego te dwie decyzje mamy rozpatrywać tylko w kwestii moralności?
      • marek.zak1 Re: Męskie lęki 22.10.14, 06:49
        twojabogini napisała:

        > Marek nie obraź się - twoje wywody o tym, że kiedy kobiety w seksie mają potrzeby (które ty określasz wymaganiami), to wycofanie mężczyzny w porno jest naturalną postawą jest dla mnie przejawem postawy lękowej.

        Ja sie nie obrażam, tylko dostrzegam takie zjawisko, opisywane tu na forum i nie tylko. Poza tym, wynagania/obowiązek zabija spontanicznośc i sprowadza faceta do roli zaspokajacza kobiety, gdzie jego fun jest przecież ,,oczywisty" tak więc i tak go ma. A właśnie nieprawda, gdy wykonujemy obowiązki, funu nie ma w ogóle, a jest tylko stres. Faceci zatem wybieraja masturbacje/agencje bo fun wtedy mają. Taka jest rzeczywistośc i nie należy sie na nia obrażać.
        • niezapominajka333 Re: Męskie lęki 22.10.14, 12:56
          Ależ Marku, skoro dostrzegasz problem, pora na edukację panów unikających seksu.
          Panowie nie mający funu, wybierający porno zamiast seksu z chętną partnerką.
          Pora, żeby wreszcie ktoś was oświecił
          Oto złota rada od Marka.
          Pamiętaj kolego. Seks trwa krótko, kłopoty ciągną się latami.
          • jesod Pamiętaj kolego i... koleżanko 22.10.14, 13:31
            niezapominajka333 napisała:
            > Pamiętaj kolego. Seks trwa krótko, kłopoty ciągną się latami.

            No i baaardzo dobrze. Nie ma kary bez winy.
          • marek.zak1 Re: Męskie lęki 22.10.14, 14:37
            niezapominajka333 napisała:

            Pamiętaj kolego. Seks trwa krótko, kłopoty ciągną się latami.
            To kiedys napisałem, ale to nie ja jestem autorem.
            • niezapominajka333 Re: Męskie lęki 22.10.14, 16:29
              "...Pamiętaj kolego. Seks trwa krótko, kłopoty ciągną się latami.
              To kiedys napisałem, ale to nie ja jestem autorem..."

              Wiem, że cytowałeś znajomą :)
              Ale pomyśl, jaka to uniwersalna rada. Jaki w niej tkwi potencjał !

              Jako pisarz możesz edukować nie tylko kobiety, że są zbyt wymagające.
              Pora uświadomić też panów, żeby przestali wymigiwać się od seksu.:)
              • marek.zak1 Re: Męskie lęki 22.10.14, 17:37
                niezapominajka333 napisała:

                > "...Pamiętaj kolego. Seks trwa krótko, kłopoty ciągną się latami.
                > To kiedys napisałem, ale to nie ja jestem autorem..."
                >
                > Wiem, że cytowałeś znajomą :)
                > Ale pomyśl, jaka to uniwersalna rada. Jaki w niej tkwi potencjał !

                Pierwszy, że jak masz zrujnować swoje życie dla przygodnego seksu z inną/innym - nie rób tego.

                > Jako pisarz możesz edukować nie tylko kobiety, że są zbyt wymagające.
                > Pora uświadomić też panów, żeby przestali wymigiwać się od seksu.:).

                Pisałem setki razy że seks jest zupełnie fantastyczny. Jestem jego wielkim fanem :)
              • sabat.77 Re: Męskie lęki 22.10.14, 17:44
                Tylko ze dla Marka, mnie i pewnie wiekszosci facetow mezczyzna wymigujacy sie od seksu to juz literatura SF. Nie wiem czy Marek odnalazlby sie w gatunku :)
                • marek.zak1 Re: Męskie lęki 22.10.14, 18:36
                  sabat.77 napisał:

                  > Tylko ze dla Marka, mnie i pewnie wiekszosci facetow mezczyzna wymigujacy sie od seksu to juz literatura SF. Nie wiem czy Marek odnalazlby sie w gatunku :)

                  Nie rozumem ich, podobnie jak nie rozumiem himalaistów, spadochroniarzy, czy maratończyków. Nie muszę rozmieć motywacji wszystkich ludzi.
                  • sabat.77 Re: Męskie lęki 22.10.14, 18:49
                    Podobnie jak ja, to mozna rozpatrywac wylacznie w charakterze kuriozum. Za to kobiety unikajace seksu sa bardziej ewolucyjnie uzasadnione. Stad jest to zjawisko powszechne.
      • urquhart Główne Męskie lęki 22.10.14, 08:30
        twojabogini napisała:
        > Co do męskich lęków - bardzo trafny opis zygzyg. Mniej więcej takie symptomy wy
        > cofania opisywało mi wiele kobiet. Uszeregowałabym to tak:

        Opis zyg to przegrana rywalizacja w seksie, dowartościowanie w dół testosteron w dół, stadne dobrze poznane zachowania. W prymitywnych plemionach Amazoni powszechne jest wódz nie jest w stanie zaspokoić wybranki (czy wybranek) to albo musi zrezygnować albo przynajmniej stanąć do rytualnej rywalizacji z młodszym pretendentem.
        Opisywałem już gdy moi przyjaciele długoletnie małżeńśtwo eksperymentowali z soft swingiem, on prosił ją o wyjawienie fantazji, i ona opisała mu jak ma fantazje że bierze ją ostro parunastu facetów i chce iść na gangbang do klubu, to facet do tej pory nie może tego przeżyć i już o klubach i wspólnym realizowaniu fantazji nie chce słuchać (babka ponadprzeciętnie atrakcyjna blondi ale serdeczny palec ma oczywiście dłuższy, duża szczęka, czyli testosteron) .

        > Jak dla mnie są to przejawy lęku przed seksualnością w kobiecej odsłonie, w któ
        > rej kobieta nie jest naczyniem rozkoszy, ale seks służy także jej przyjemności.

        Przecież ML i kag wyartykuwałi ci główny męski lęk tyle że z różnych stron.
        Przeciętny facet musi zabiegać o względy kobiety, starać się, spełniać jej życzenia i kaprysy, (jak Marek), dostosowywać się do jej oczekiwań które ona nazywa obowiązkami względem domu i rodziny i na koniec może liczyć na to że ma z nim ochotę na seks albo i nie. A tu tymczasem pojawia się taki model Alfa przy którym ona bez żadnych warunków wstępnych rozłoży nogi przed nim, jeżeli on wykaże odrobinę inicjatywy :)
        No przecież jeżeli tego nie widzisz że jest się czego bać to zaślepia Cię światopogląd, który nakazuje feministkom kwestionować dorobek psychoewo.
        Generalnie mężczyźni też muszą ograniczać swoją seksualność społecznie a nie jak nakazuje im natura mieć seks i przyjemność z jak największą liczbą partnerek do czego są przystosowani przecież, więc muszą ograniczać swoją seksualna naturę podobnie jak kobiety realizując zobowiązania podjęte w zwiazku a nie dążenie do relacji z jak najlepszym dawcą genów na horyzoncie.

        > Marek nie obraź się - twoje wywody o tym, że kiedy kobiety w seksie mają potrz
        > eby (które ty określasz wymaganiami), to wycofanie mężczyzny w porno jest natur
        > alną postawą jest dla mnie przejawem postawy lękowej.

        Marek wpisuje się kryczną ocenę przecież choćby Eichelbergra którą i ja podzielam. Dziś wiekszość facetów przynajmniej w mojej grupy kulturowej wykształconych specjalistów klasy sredniej jest absolutnie podporządkowana swoim partnerkom i wykastrowana. Kobiety sprawują władzę dzięki narzędziowemu podporządkowaniu wszystkiego rodzicielstwu i mają na to społeczną legitymację. Część facetów ucieka ze związków by przy braku wzorców po raz wpaść po paru latach w to samo bagno, część ucieka wewnętrznie w porno (tu mają złudną kontrolę) czy alkohol.
        Czyli wagina dentata skutecznie funkcjonuje.
        • marek.zak1 Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 09:28
          urquhart napisał:

          Marek wpisuje się kryczną ocenę przecież choćby Eichelbergra którą i ja podzielam. Dziś wiekszość facetów przynajmniej w mojej grupy kulturowej wykształconych specjalistów klasy sredniej jest absolutnie podporządkowana swoim partnerkom i wykastrowana. Kobiety sprawują władzę dzięki narzędziowemu podporządkowaniu wszystkiego rodzicielstwu i mają na to społeczną legitymację.

          Jest tak u zdecydowanej wiekszości moich znajomych i znajomych moch dzieci. Pisze otwarcie, że u mnie jest inaczej i to drazni nasze miłe feministki. Bardzo kocham moją zonę, ale ona nie sprawuje władzę nade mną. Nie ma to nic wspólnego z zarabianiem pieniędzy ani innymi rzeczami, tylko jest rezultatem wzajemnych relacji, zaufania i uznania mojego przywodztwa w związku.
          • kag73 Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 10:00
            marek.zak1 napisał:
            > Jest tak u zdecydowanej wiekszości moich znajomych i znajomych moch dzieci. Pis
            > ze otwarcie, że u mnie jest inaczej i to drazni nasze miłe feministki. Bardzo k
            > ocham moją zonę, ale ona nie sprawuje władzę nade mną. Nie ma to nic wspólneg
            > o z zarabianiem pieniędzy ani innymi rzeczami, tylko jest rezultatem wzajemnych
            > relacji, zaufania i uznania mojego przywodztwa w związku.

            Ja nie wiem po co komus sprawowac nad kims wladze i jak to niby wyglada w praktyce? Ja np. nie pozwole soba rzadzic, BO NIE i maz nawet nie bedzie probowal. Co wcale nie znaczy, ze to ja rzadze nim.
            Ludzie sie roznie dobieraja jedni sa bardziej rezolutni i lubia ustalac co i jak, innym na reke, ze nie musza i ze zrobi to ktos inny. Wygladda to roznie. Jeszcze inni olewaja wszystko cieplym moczem dlatego musi ustalic za nich ktos inny. A dlaczego ludzie ze soba nie sypieja to juz inna bajka, najczesciej.
            • twojabogini Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 11:27
              kag73 napisała:

              > Ja nie wiem po co komus sprawowac nad kims wladze i jak to niby wyglada w prakt
              > yce? Ja np. nie pozwole soba rzadzic, BO NIE i maz nawet nie bedzie probowal. C
              > o wcale nie znaczy, ze to ja rzadze nim.

              Postrzegam problem bardzo podobnie. Alternatywą dla sytuacji w której mężczyzna nie podporządkowuje sobie kobiety nie jest podporządkowanie mężczyzny przez kobietę. Istnieje jeszcze coś takiego jak równość, równorzędność, możliwość decydowania o sobie także gdy pozostaje się w związku.
              Kobieta która nie chce pełnić podporządkowanej roli w związku jest postrzegana jako agresywna (męska). Do męskości mi bardzo daleko, ja tylko nie chcę, żeby ktoś mną rządził. Jednak równość kobiety wymaga odejścia przez mężczyznę od roli zarządzającego, "przywódcy stada" jak pisze Marek. Być może to mężczyźni postrzegają jako zamach na męskość?
              Ja rozumiem, że gdzieś tam istnieją jeszcze słabe kobiety, które potrzebują silnych mężczyzn, gotowe oddać swoje ciało za dobra znoszone do domu przez mężczyznę i zrezygnować z własnego rozwoju, własnej seksualność na rzecz bezpieczeństwa. Ale to nie jest natura kobiet jako takich - to raczej efekt określonego stylu wychowania, wyuczonej bezradności, przez którą kobieta nie jest sobie w stanie poradzić bez mężczyzny.
              Bardzo kocham mojego męża, lubię z nim spędzać czas, związek z nim jest dla mnie ważny. jednak, gdyby nagle zdecydował się ode mnie odejść, zjebałby mi tym właśnie CAŁE POPOŁUDNIE. Cała ta rozpacz porzucanych żon, to najczęściej rozpacz kobiet, które nie są w stanie samodzielnie utrzymać siebie i dzieci. To najczęściej przebija w litaniach porzuconych mężatek - skurwysyn narobił mi dzieci, a teraz mnie z tym wszystkim zostawił. Co do porzuconych mężów - bardzo często leitmotywem żałoby jest własne ego - tyle zainwestowałem, a ona odeszła z innym (bogatszym, sprawniejszym seksualnie), gdy zostają porzuceni z dziećmi - co z niej za matka, że dzieci zostawiła. Tak więc dla przeciętnej porzuconej kobiety dramatem jest brak kasy, a dla mężczyzny - że ktoś inny będzie pieprzył "jego" kobietę, że inny okazał się lepszy lub że nie daj boże będzie musiał sam zatroszczyć się o dzieci.
              • marek.zak1 Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 12:44
                twojabogini napisała:

                > Postrzegam problem bardzo podobnie. Alternatywą dla sytuacji w której mężczyzna nie podporządkowuje sobie kobiety nie jest podporządkowanie mężczyzny przez kobietę. Istnieje jeszcze coś takiego jak równość, równorzędność, możliwość decydowania o sobie także gdy pozostaje się w związku.

                Jak dawniej nikt więcej nie mówił o demokracji jak rządzący komuniści, tak najwięcej słyszzałem o partnerstwie od kobiet, bezwzględnie trzymajacych swoich mężów pod pantoflem.
                • rekreativa Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 13:15
                  " słyszzałem o partnerstwie od kobiet, bezwzględnie trzymajacych swoich męż
                  > ów pod pantoflem. "

                  I w związku z tym przyjąłeś, że partnerstwo nie istnieje?
                  I że ktoś kogoś musi trzymać za mordę?
                  • jesod Trzymanie za mordę 22.10.14, 13:25
                    rekreativa napisała:
                    > I w związku z tym przyjąłeś, że partnerstwo nie istnieje?
                    > I że ktoś kogoś musi trzymać za mordę?

                    To jest bardzo koniunkturalny punkt widzenia...
                    Trzymanie za mordę daje nieograniczony dostęp do dupy, stąd pewnie to ukierunkowanie i taki przymus działania - wyższa konieczność, by ocalić "męskość".
                  • marek.zak1 Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 14:38
                    rekreativa napisała:

                    > " słyszzałem o partnerstwie od kobiet, bezwzględnie trzymajacych swoich męż
                    > > ów pod pantoflem. "
                    >
                    > I w związku z tym przyjąłeś, że partnerstwo nie istnieje?

                    Istnieje, jak najbardziej tylo nie tam, gdzie sie o nim tyle mowi.
                • kag73 Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 13:49
                  > Jak dawniej nikt więcej nie mówił o demokracji jak rządzący komuniści, tak najw
                  > ięcej słyszzałem o partnerstwie od kobiet, bezwzględnie trzymajacych swoich męż
                  > ów pod pantoflem.

                  Dosc jeszcze istotna sprawa, Marku, to ze Twoja wersja sie sprawdzila(Ty masz wladze) nie oznacza to z automatu, ze jest zlota regula i sprawdzi sie u wszystkich. Juz Ci napisalam u mnie by sie nie sprawdzilo, bo dla mnie mnie nie ma, ze facet ma racje i decyduje tylko z tutulu, ze jest facetem. To dla mnie za malo. Jestem elastyczna w mysleniu, potrafie zmienic zdanie, przyznac racje, dac sie przekonac, ale do diabla dostarcz mi argumentow. Inaczej niekoniecznie, bo tez mam swoje zdanie i swoje pomysly. To potem jest sztuka kompromisu i wlasnie wymiany argumentow. Poza tym to tez kwestia temperamentu, czasem spotyka sie dwoje ludzi tak dominujacych, ze czasem by musieli isc na noze, bo kazde ma swoja racje i zadne ustapic nie chce. I co wtedy? Ach, wiem rozstanie ;))

              • urquhart Lęk przed : Dziewczyna z Piły 25.10.14, 11:29
                www.youtube.com/watch?v=xaKdfVoY0vo
                • zawle Re: Lęk przed : Dziewczyna z Piły 25.10.14, 13:02
                  No i trafiłeś w sedno. Jak mówiła moja matka...krew nie woda, majtki nie pokrzywy. I jak ktoś ma krew i majtki to raczej nie da rady taki porządny być...zbyt długo. Dlatego pierwsze randki z fajnymi facetami muszę mieć w miejscach publicznych i przyjeżdżam własnym autem ( nie ma nic bardziej jarającego niż skupiony na jeździe facet, zerkający czasami w bok).
                  :)))
                  • urquhart Re: Lęk przed : Dziewczyna z Piły 29.10.14, 09:06
                    Dobra podpowiedź :)
                • socrates11 Re: Lęk przed : Dziewczyna z Piły 30.10.14, 07:18
                  Ciekawe
        • twojabogini Re: Główne Męskie lęki 22.10.14, 10:59
          urquhart napisał:


          > Przecież ML i kag wyartykuwałi ci główny męski lęk tyle że z różnych stron.
          > Przeciętny facet musi zabiegać o względy kobiety, starać się, spełniać jej życz
          > enia i kaprysy, (jak Marek), dostosowywać się do jej oczekiwań które ona nazywa
          > obowiązkami względem domu i rodziny i na koniec może liczyć na to że ma z nim
          > ochotę na seks albo i nie. A tu tymczasem pojawia się taki model Alfa przy któr
          > ym ona bez żadnych warunków wstępnych rozłoży nogi przed nim, jeżeli on wykaże
          > odrobinę inicjatywy :)
          > No przecież jeżeli tego nie widzisz że jest się czego bać

          No właśnie nie widzę. Naprawdę nie rozumiem co jest tu źródłem lęku.

          >to zaślepia Cię światopogląd, który nakazuje feministkom kwestionować dorobek psychoewo.

          Jeśli chodzi o psychoewo, to przestałam już cokolwiek rozumieć. Możesz napisać mi w końcu jacy są ci mężczyźni ukształtowani w drodze ewolucji - bo raz wychodzi na to, że to buhaje, których motywuje chęć stałego zapładniania i gotowość do seksu, a raz, że to smarki w wrzaskiem uciekające na widok gotowej do zapłodnienia cipki.
          To samo co do kobiet - gdyby ewolucyjnie kobiety były ukształtowane jako cnotki niewydymki, to dlaczego, aż tylu seksuologów zalecałoby kobietom ukrywanie i ograniczanie swojej seksualności, żeby nie płoszyć kruchej seksualności mężczyźnie, która to krucha seksualność jest ukształtowana przez ewolucję na podobieństwo seksualności byka rozpłodowego?


          Skoro kobieta musi powściągać swoją naturalną seksualność - to raczej na skutek kultury, nie ewolucji?Jeśli cokolwiek ukształtowała ewolucja, to czysty instynkt w którym człowiek (kobieta, mężczyzna) chce seksu, po prostu seksu, bez żadnych warunków wstępnych, poza odczuwanym do partnera/ki pociągiem seksualnym.
          Jak ewolucja mogła ukształtować kobietę, której zachce się lub nie zachce po tym jak partner spełni obowiązki? I jak to możliwe, że mężczyzna buhaj, który tylko z powodu kultury ogranicza swoją seksualność potrzebuje właśnie takiej partnerki, która nakazuje mu inwestować w związek, spełniać oczekiwania a potem może nawet nie dojść do seksu? Nie widzisz w tym sprzeczności?

          Ironizuję, ale naprawdę nie widzę psychoewolucyjnego uzasadnienia dla męskiego lęku przed kobiecą seksualnością. I będę zobowiązana jeśli przybliżysz mi wyjaśnienie z punktu psychoewo, że jak napisałeś "jest się czego bać". Dla mnie nie jest to oczywiste, ale chciałabym przynajmniej spróbować zrozumieć ten pogląd.
      • kag73 Re: Męskie lęki 22.10.14, 10:03
        marek.zak1 napisał:
        > Jest tak u zdecydowanej wiekszości moich znajomych i znajomych moch dzieci. Pis
        > ze otwarcie, że u mnie jest inaczej i to drazni nasze miłe feministki. Bardzo k
        > ocham moją zonę, ale ona nie sprawuje władzę nade mną. Nie ma to nic wspólneg
        > o z zarabianiem pieniędzy ani innymi rzeczami, tylko jest rezultatem wzajemnych
        > relacji, zaufania i uznania mojego przywodztwa w związku.

        Ja nie wiem po co komus sprawowac nad kims wladze i jak to niby wyglada w praktyce? Ja np. nie pozwole soba rzadzic, BO NIE i maz nawet nie bedzie probowal. Co wcale nie znaczy, ze to ja rzadze nim.
        Ludzie sie roznie dobieraja jedni sa bardziej rezolutni i lubia ustalac co i jak, innym na reke, ze nie musza i ze zrobi to ktos inny. Wygladda to roznie. Jeszcze inni olewaja wszystko cieplym moczem dlatego musi ustalic za nich ktos inny. A dlaczego ludzie ze soba nie sypieja to juz inna bajka, najczesciej.
      • kag73 Re: Męskie lęki 22.10.14, 10:48
        Rzeczywiscie mezczyzni mieli(maja)stracha przed kobieca seksualnoscia, widac to do teraz w niektorych krajach i kulturach i tutaj lezy zrodlo calego zla, moim zdaniem. Kobiety seksualnosci nie mialy, nikt sie nia nie interesowal, one same czesto byly nieuswiadomione a w dodatku mialy jedno zadanie: sprawic/dac mezczynie rozkosz, same nie dostajac nic w zamian. I oczywiscie pokutuje mit: mezczyzna moze zwsze, zawsze zwarty, chetny i gotowy...I teraz owszem to sie zgadza ale zapewne tylko w przypadku gdy kobieta i tak nie chce/miga sie, nie ma w sumie zadnych wymagan ale rowniez nie zalezy jej na seksie, bo z niego nic nie ma.Do tego do czasu niewspolzycie bylo dobra forma antykoncepcji, bo kazdy seks mogl oznaczac potencjalna ciaze a domu juz byla piatka dzieci. Czyli: kiedys facet nie wycofywal sie w porno, bo po pierwsze porno nie bylo a po drugie nie mial z czego sie wycofywac bo i tak seksu mial za malo. Natomiast w momencie kiedy kobieta jest swiadoma swojej seksualnosci, wie czego i jak potrzebuje, chce cos z tego miec, co poniektorym trudno jest jej dorownac/dotrzymac kroku i sprostac . Niektorzym w dodaktu nie pasuje to do tradycyjnego obrazka kobiety: jej zadanie to zaspokoic mezczzne. Jak przy okazji bedzie miala orgazm to OK, jak nie, hmmm...co tu robic?
        I w dodatku to, ze kobiety czesto potrzebuja inaczej niz mezczyzni, rowniez nie pasuje do obrazka: on w nia wszedl, poruszyal sie pare razy i oboje ROWNOCZESNIE weszli na szczyt. A zatem skoro tak jest, widzialem w porno i w filmach, czytalem w ksiazce, a Ty wymyslasz fanaberie, jestes inna, nienormalna. Zreszta z poprzednia tez sie dalo i dzilalalo, tu dodatkowa "zasluga" niektorych kobiet: udawanie orgazmu.
        Przypadek faceta z historii zyg zyg. Tu moze byc wszystko: on moze zwyczajnie ma zryty beret, ktos mu nawkladal, moze dla niego seks jest brudny, prymitywny, cierpi, bo mimo wszystko ulega, cialo wygrywa nad duchem. I w dodatku jak jeszcze trafia na kobiete, ktora czesto kusi/chce i chce cos innego niz juz i tak to zlo po Bozemu to zaczyna mu sie w glowie robic kolomyja, ne potrafi tego przerobic. To jedna z opcji. Moze inna to taka, ze ona ma wieksze libido potrzebuje czesciej i potrzebuje byc zaspokojona, to go przytlacza, nie potrafi, bo nie ma potencjalu. Sam jest niskolibiodowy i jezli to chcialby seks kiedy on chce i na jego warunkach. I tutaj powrot: kiedys wlasnie tak bylo: facet chce, trzeba dac. Opcjia: porzadna kobieta chce i sie garnie do lozka z facetem...hmm, watpie.
        I owszem moze niektorzy faceci sie wycofuja, bo seks nie spelnia ich oczekiwan, to calkiem prawdopodobne. Idac tym tropem mozna powiedziec, ze rowniez kobiety wycofuja sie z seksu, bo nie spelnia ich oczekiwan.
        Zreszta duzo gadania o seksualnosci mezczyzn i kobiet i kastracji i wycofywaniu sie TERAZ ale co wiemy dla porownania o kiedys. Wiemy, ze mezczyni chcieli seksu czesto i gesto, ale zapominamy, ze czesto kobiety sie nie wyrywaly, bo nic z tego nie mialy. A w zyciu to jest tak: jak ktos ma malo/za malo to chce duzo i wydaje mu sie, ze by mogl ciagle i zawsze, tak troche oczy wieksze od zoladka.
        • twojabogini ilu mężczyzn zepsułyście? 22.10.14, 12:54
          Zreszta z
          > poprzednia tez sie dalo i dzilalalo, tu dodatkowa "zasluga" niektorych kobiet:
          > udawanie orgazmu.

          Za młodych lat, zanim odkryłam o co chodzi w seksie i co ja mogę z niego mieć zepsułam całkiem sporą ilość mężczyzn, udając, nie orgazm, a przyjemność w ogóle. Od wielu kobiet wiem, że robiły podobnie. Bardzo współczuję swoim następczyniom - bo w porównaniu ze mną ich normalne potrzeby musiały się wydawać ścieżką na mont everest.
          • hello-kitty2 Re: ilu mężczyzn zepsułyście? 22.10.14, 13:51
            twojabogini napisała:

            > Zreszta z
            > > poprzednia tez sie dalo i dzilalalo, tu dodatkowa "zasluga" niektorych ko
            > biet:
            > > udawanie orgazmu.
            >
            > Za młodych lat, zanim odkryłam o co chodzi w seksie i co ja mogę z niego mieć
            > zepsułam całkiem sporą ilość mężczyzn, udając, nie orgazm, a przyjemność w ogól
            > e. Od wielu kobiet wiem, że robiły podobnie. Bardzo współczuję swoim następczyn
            > iom - bo w porównaniu ze mną ich normalne potrzeby musiały się wydawać ścieżką
            > na mont everest.

            Zakladam, ze mlodziakow mozna oszukiwac udajac ale doswiadczonego, stalego kochanka? Moj kochanek zawsze dokladnie wie kiedy mam orgazm, a przeciez go tego nie uczylam. Chyba, ze jakis facet nigdy nie byl z kobieta, ktora rzeczywiscie szczytowala (byl np. tylko z udajacymi) to moze nie ma porownania. Inna sprawa jak faceta to srednio obchodzi jak np Marka to wtedy rzeczywiscie mozna odgrywac teatrzyk, bo whatever ;) Jednak twierdze, ze zaangazowany kochanek, ktory zna Twoje cialo wie i nie oszukasz go, nie ma bata. Bowiem trudno ukrywac reakcje ciala w tak bliskiej relacji jak lozkowa, nie kontrolujesz sie przeciez wiec odkrywasz sie do takiego stopnia, ze on sie ciebie nauczy. I juz nie ma tajemnic i orgazmow nie wiadomo skad ;)

            • kag73 Re: ilu mężczyzn zepsułyście? 22.10.14, 14:01
              "Bowiem trudno ukrywac reakcje ciala w tak bliskiej relacji jak lozkowa, nie kontrolujesz sie przeciez wiec odkrywasz sie do takiego stopnia, ze on sie ciebie nauczy. I juz nie ma tajemnic i
              > orgazmow nie wiadomo skad ;)

              Pod warunkiem, ze ten orgazm kiedys byl, bo inaczej jak ma go niby porownac?
              Albo jak byl zawsze udawany, to...:)
              Poza tym temat jest drazliwy, nie kazdy pyta, docieka, nie kazda chce byc pytana. Dla wielu to temat tabu.
              • jesod Albo jak był zawsze udawany 22.10.14, 14:15
                kag73 napisała:
                > Albo jak byl zawsze udawany, to...:)

                To facet tak naprawdę nie wie co to jest orgazm, ale.... kolegom się do tego nigdy nie przyzna. :)

                • kag73 Re: Albo jak był zawsze udawany 22.10.14, 14:20
                  jesod napisała:
                  > To facet tak naprawdę nie wie co to jest orgazm, ale.... kolegom się do tego ni
                  > gdy nie przyzna. :)
                  Nie, nie, on wie co to jest orgazm...ten udawany:)) Ale w jego przekonaniu to wlasnie jest orgazm, wiec nie ma sie do czego przyznawac ;)
          • kag73 Re: ilu mężczyzn zepsułyście? 22.10.14, 14:23
            Ja, w tym kontekscie, nie "zepsulam"zadnego. Nie udawalam/nie udaje orgazmu. No moze zdarzylo mi sie raz w ciagu 20 lat, ale to sie nie liczy ;))
    • urquhart Re: Męskie lęki - dalej 31.10.14, 08:35
      No tu masz te leki z męskiego punktu widzenia użyciem odkryć i języka psychoewo komuś się chciało zrobić sktót z Bussa:
      kefir2010.wordpress.com/2014/06/10/kobiety-fakty-ktore-przerazaja-mezczyzn-18/
      No a z kulturowego punktu widzenia masz zakodowanie w starożytnych kulturach w postaci Lilith pierwszej (nieudanej?) kobiety przed Ewą która nienawidzi mężczyzn, uwodzi ich by ich zgubić (w polskim tłumacznieniu Bilblii Jędza).
      pl.wikipedia.org/wiki/Lilith
      • wont Re: Męskie lęki - dalej 01.11.14, 17:04
        Bardzo ciekawy blog, ten kefir2010. Ezoterykę i temu podobne rzeczy darowałem sobie, ale jeśli chodzi o relacje męsko-damskie i w ogóle o sens (czy raczej bezsens he he) życia to w 99% się z człowiekiem zgadzam. W jednym z wpisów był screen z filmu "Oni Żyją" Carpentera - te scena, kiedy główny bohater zakłada specjalne okulary i widzi świat taki jaki on naprawdę jest: top50sf.files.wordpress.com/2011/07/theylivebdcap31.jpg

        No i obejrzałem sobie jeszcze raz ten film (ściągnąłem sobie kiedyś z chomika). Polecam. Cały czas, a może raczej - coraz bardziej aktualny :)

        www.cda.pl/video/63670d1/Oni-zyja-They-Live-1988-Sci-fi




        • sabat.77 oni żyją 05.11.14, 11:17
          Na mnie też zrobił wrażenie ten film. Prosta alegoria do funkcjonowania wszystkich społeczeństw na Ziemi - a pośrednio natury człowieka - ale poprzez swoją ogólnikowość bardzo pojemna. Ten temat jest nośny od zawsze. Jakbyś pokazał go ludziom żyjącym w starożytnym Egipcie, to powiedzieliby, że jest to oczywista aluzja do skorumpowanego i zakłamanego środowiska kapłanów i wojskowych :)
    • fanny Re: Męskie lęki 05.11.14, 09:49
      TB napisała:


      > Co jest w kobiecej seksualności tak trudne do udźwignięcia? Otóż w przeciwieńst
      > wie do męskiej seksualności kobieca wydaje się nienasycona (tybetański mnich uj
      > ął to tak: łechtaczka nie zasługuje na boskie uwielbienie z uwagi na jej diabel
      > skie nienasycenie). Mężczyzna po orgazmie jest słaby i wobec kobiety bezbronny,
      > kobieta jest gotowa przyjąć kolejnego kochanka. Męska seksualność jest podporz
      > ądkowana kobiecej - lingam składa hołd joni, zrasza ją, oddaje jej swoja siłę.
      > Każda inna forma seksu jest użyciem kobiety.

      Ciekawe, ze w jednym poscie siegnelas i do Junga i do tybetanskiego mnicha i do hinduskiego lingam. Nie wiem czy wiesz (pewnie tak), ze Jung zdecydowanie byl 'kundalini awekened' z udanym tantrycznym seksem zwiazkowym i dlatego to IMO on, a nie Freud jest uwazany za ojca wspolczesnej terapii psychodynamicznej.

      > Wizja mężczyzny jako kochanka który podporządkowuje się kobiecie, wielbi ją, od
      > daje się jej i służy jej przyjemności jest nie do pogodzenia z wizja mężczyzny
      > - korony stworzenia, uosobienia samego boga-ojca.
      > Mężczyzn na poziomie symbolicznym trapi wiele lęków (słynna wagina dentata).

      'Vagina dentata' jako pierwszy 'odkrywal' naukowo dziadek Freud, ale to oczywiscie Jung napisal o 'wyglodzonej cipce, ktorej nalezy dac to na co ma ochote, bo wyglada niebezpiecznie' Poniewaz dosc swobodnie z moim mezem poruszamy sie po swiecie naszych osobistych lekow, to wiem, ze kiedy w wieku 35 lat mialam absolutny pik swoich mozliwosci seksualnych i kobiecego nienasycenia mial on przerazajacy sen z moja vagina dentata w roli glownej :)
      Ale wtedy to i ja sie siebie balam.

      > Biorąc pod uwagę nawet wypowiedzi męskiej części forum co do służenia kobiecie
      > w seksie - jako czegoś deprecjonującego, odbierającego godność, zaburzającego m
      > ęski rytm seksualny - na poziomie jungowskim jest pochodną procesu który opisa
      > łam - procesu odzierania kobiet z seksualności.
      > Kobieca seksualność nie zagraża mężczyźnie - zagraża określonej wizji mężczyzny
      > który zawsze jest silny.

      W ujeciu jungowskim to odwieczny problem animy i animusa, konieczny do zmierzenia sie z, by moc wejsc na poziom samorozwoju dajacy dostep do 'nieswiadomosci zbiorowej"
      Za wiki: ' In the unconscious of the male, this archetype finds expression as a feminine inner personality: anima; equivalently, in the unconscious of the female it is expressed as a masculine inner personality: animus.

      The anima and animus can be identified as the totality of the unconscious feminine psychological qualities that a male possesses or the masculine ones possessed by the female, respectively. It is an archetype of the collective unconscious and not an aggregate of father or mother, brothers, sisters, aunts, uncles or teachers, though these aspects of the personal unconscious can influence the person for good or ill."

      Dla Junga ten etap wlasnej psychoterapii jawil sie jako najtrudniejszy, wymagajacy od mezczyzny otwarcia sie emocjonalnego na kobiecy aspekt swojej psychiki, ktory moze w rezultacie spowodowac nawet smierc podmiotu. Poniewaz ten etap w odniesieniu do meskiej seksualnosci wymaga od heteroseksualnego mezczyzny zaakceptowania i cieszenia sie z faktu, ze moze doznawac on przyjemnosci seksualnej (orgazmu) poprzez bezposrednie draznienie prostaty od srodka przez odbyt, to ociera sie to o spore, przyznasz, tabu.
      Nie sadze by zbyt wielu z panow z tego forum bylo gotowych przyznac, ze lubia i pasjami praktykuja te forme seksu :P


      Ponieważ seks oznacza osłabienie mężczyzny, może on b
      > yć słaby tylko przy kobiecie jeszcze słabszej od niego, podporządkowanej mu - w
      > tedy jest bezpieczny. Mężczyzna po orgazmie nie uosabia boga, uosabia kogoś, kt
      > o oddał hołd bogini, oddał na jej rzecz swoja siłę. Jeśli jednak tylko używał j
      > ej dla własnych celów - wtedy pozostaje zwycięzcą i korona stworzenia.

      Karezza, tantra czy taoistyczny seks radza sobie z problemem oslabienia mezczyzny po orgazmie, praktykowaniem orgazmu bez wytrysku. Proste ;) i skuteczne!
      Bo to z wytryskiem meskim a nie samym orgazmem laczy sie ich oslabienie po seksie.

      To takie refleksje na szybko.

      f.
      • twojabogini Re: Męskie lęki 05.11.14, 10:36
        fanny napisała:

        >kiedy w wieku 35 lat mialam absol
        > utny pik swoich mozliwosci seksualnych i kobiecego nienasycenia mial on przeraz
        > ajacy sen z moja vagina dentata w roli glownej :)

        Coś w tym jest. Jestem w fazie i chyba zważywszy na zmianę preferencji "integruję swojego animusa". Muszę spytać męża co mu się śni :)

        > Karezza, tantra czy taoistyczny seks radza sobie z problemem oslabienia mezczyz
        > ny po orgazmie, praktykowaniem orgazmu bez wytrysku. Proste ;) i skuteczne!
        > Bo to z wytryskiem meskim a nie samym orgazmem laczy sie ich oslabienie po seks
        > ie.

        Heh, z jednej strony z punktu widzenia mężczyzny ma to sens. Z drugiej strony - ja chyba w tym jednym aspekcie jestem naprawdę boginiowa - potrzebuję hołdu w formie wytrysku i osłabienia mężczyzny. Bez tego seks wydaje mi się...niepełny.

        Poniewaz ten etap w o
        > dniesieniu do meskiej seksualnosci wymaga od heteroseksualnego mezczyzny zaakc
        > eptowania i cieszenia sie z faktu, ze moze doznawac on przyjemnosci seksualnej
        > (orgazmu) poprzez bezposrednie draznienie prostaty od srodka przez odbyt, to oc
        > iera sie to o spore, przyznasz, tabu.
        > Nie sadze by zbyt wielu z panow z tego forum bylo gotowych przyznac, ze lubia
        > i pasjami praktykuja te forme seksu :P

        Większość prześladują wizje pań ze straponami, dążące do analnej penetracji mężczyzny. Mężczyzna zawsze penetruje nigdy nie jest penetrowany, mężczyzna zawsze bierze kobietę, nigdy się jej nie oddaje.
        Zastanawiałam się kiedyś czy to lęk homofobiczny, lęk przed kobiecą siłą, czy przed własną słabością maskowaną postawą aktywnego zdobywcy?
        • fanny Re: Męskie lęki 05.11.14, 11:32
          > Większość prześladują wizje pań ze straponami, dążące do analnej penetracji męż
          > czyzny. Mężczyzna zawsze penetruje nigdy nie jest penetrowany, mężczyzna zawsze
          > bierze kobietę, nigdy się jej nie oddaje.
          > Zastanawiałam się kiedyś czy to lęk homofobiczny, lęk przed kobiecą siłą, czy p
          > rzed własną słabością maskowaną postawą aktywnego zdobywcy?

          Wszystkie trzy a pewnie i kilka innych, np. co koledzy i zona powiedza.
          Niestety duzo meskich osobnikow naszego gatunku jest strasznie lekliwych i byle co jest im w stanie zranic ego. Pewnie dlatego maja malo dobrego seksu :P

          Ale tak sobie na marginesie mysle, ze z tego co sie orientuje, to tak jak niewielu mezczyzn dopuszcza do siebie mozliwosc, ze mogliby byc penetrowani przez partnerke, to wiekszosc kobiecy wytrysk (czyli tez zamienienie zwyczajowych rol) bardzo podnieca i nie maja nic przeciwko by tego doswiadczac.

          Ciekawe jak to nielogicznie pracuje mozg wiekszosci mezczyzn wbrew temu co im sie wydaje.

          f.
        • fanny Re: Męskie lęki 06.11.14, 14:07
          TB napisała:

          > Heh, z jednej strony z punktu widzenia mężczyzny ma to sens. Z drugiej strony -
          > ja chyba w tym jednym aspekcie jestem naprawdę boginiowa - potrzebuję hołdu w
          > formie wytrysku i osłabienia mężczyzny. Bez tego seks wydaje mi się...niepełny.

          Musialam zebrac mysli (udalo sie przy plukaniu ryzu), by umiec opowiedziec dlaczego nawet bardziej niz seks z meskim wytryskiem kreci _mnie_ seks bez meskiego wytrysku:
          (i) bo daje mi poczucie rownowagi - obydwoje cos zyskujemy (rozkosz), nikt nie traci (meskiej sily)
          (ii) bo daje mi poczucie rownowagi - ja panuje nad swoim orgazmem (jak chce to go mam, a jak nie chce, to 'chocby sie zalizal na smierc' i tak nie zaszczytuje) ale nie panuje nad swoim wytryskiem (bo jest on uzalezniony nie tylko ode mnie). Kochajac sie z kims, kto panuje nad swoim wytryskiem (jak chce to ma, jak nie chce to nie ma) ale nie panuje nad swoim orgazmem (bo jest uzalezniony nie tylko od niego) stajemy sie pod tym wzgledem komplementarni i rowni - zadne z nas nie jest 'bardziej' od drugiego. Pelen bliss :)

          f.
          • twojabogini Re: Męskie lęki 06.11.14, 15:29
            fanny napisała:

            >stajemy sie pod tym wzgledem komplementarni i rowni - zadne z na
            > s nie jest 'bardziej' od drugiego. Pelen bliss :)

            Często słyszę, że jestem trochę ździrą wobec mężczyzn i wolę dominować, być na lepszej pozycji, wygrywać rywalizację - choć jetem przecież taka słodka, otwarta na inne opcje i kochana...Nikt nigdy nie był w stanie podać mi konkretnego przykładu ździrowatości wobec mężczyzn.
            A tu przypadkiem w dyskusji mam czarno na białym - osłabianie w seksie, zbieranie hołdu, żadnej równowagi. Preferencje na tym poziomie pewnie sporo mówią o nastawieniu.

            Chociaż...ostatecznie to też daje koniec końców równowagę, ale po bardziej dynamicznym procesie...ja odbieram siłę, więc w zasadzie w ramach relacji do wyrównania i odebrania mi czegoś w ramach związku musi dojść gdzie indziej. Przyczajony tygrys, ukryty smok - widziałam kiedyś ładnie wpisane w znak tao.
            Hmm...ciekawe czy zmiana relacji seksualnej wpłynęłaby na niższy poziom rywalizacji w związku?

            Swoją drogą co do panowania kobiety nad orgazmem - czasem się zastanawiam, czy brak orgazmu u niektórych kobiet nie jest wynikiem nawykowej kontroli?
            • fanny Re: Męskie lęki 06.11.14, 16:29
              TB napisała:

              > Swoją drogą co do panowania kobiety nad orgazmem - czasem się zastanawiam, czy
              > brak orgazmu u niektórych kobiet nie jest wynikiem nawykowej kontroli?

              O, zdecydowanie. Najwiekszym przeklenstwem kobiet w uzyskaniu orgazmu jest nawyk trzymania wciagnietego brzucha, ktory przenosza/przenosi sie sam do alkowy.
              Nie da sie przezyc totalnego orgazmu z dluuugimi skurczami macicy bez zupelnego (totalnego) rozluznienia przepony i miesni w dole brzucha - miesnie zatrzymuja we wnatrz energie seksualna tak samo jak napiety brzuch jest w stanie przyjac cios w splot sloneczny wymierzony z zewnatrz.
              Dlatego powtarzam corce jak mantre (a ona nie slucha) nie wciagaj brzucha, nie wciagaj brzucha :)
              Spiewaczki i trebaczki czy saksofonistki maja latwiej, bo wiedza jak prawidlowo oddychac przepona.

              f.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka