twojabogini
17.10.14, 10:16
Wciąż analizuję kwestię wycofania wielu mężczyzn w obliczu kobiecej seksualności, ujawnienia przez nie własnych potrzeb seksualnych. Nie ma na tym polu żadnych badań. Za to jest wielu praktyków - seksuologów i terapeutów, którzy - nie mając na poparcie swojej tezy nic poza własnymi przekonaniami - twierdzą, że kobieca seksualność zagraża mężczyźnie i zalecają ją ukrywać (przoduje w tym Starowicz).
W braku badań zeszłam do jungowskiej strefy mitów i ustaliłam co następuje:
Wczesne średniowiecze - kobieta jest istotą seksualną i lubuje się w zmysłowych rozkoszach. kobieca seksualność jest jednak ukazywana jako rozpasana i wyuzdana, jako źródło grzechu. To kobieca seksualność wiedzie mężczyzn do grzechu, a kobiety - unikając poczęcia przeciwstawiają się planowi bożemu.
Następuje proces deprecjacji kobiecej seksualności, aż w XVII w. okazuje się, że kobieta seksualności nie posiada wcale. Zdrowa normalna kobieta nie odczuwa pożądania. Kobiece pożądanie jest patologią.
Kolejny okres to okres podporządkowania kobiety i jej ciała przyjemności mężczyzny, wiek XIX to wiek histerii kobiet. Wiek XX to wiek odkrywania i rozbudzania kobiecej seksualności.
Co jest w kobiecej seksualności tak trudne do udźwignięcia? Otóż w przeciwieństwie do męskiej seksualności kobieca wydaje się nienasycona (tybetański mnich ujął to tak: łechtaczka nie zasługuje na boskie uwielbienie z uwagi na jej diabelskie nienasycenie). Mężczyzna po orgazmie jest słaby i wobec kobiety bezbronny, kobieta jest gotowa przyjąć kolejnego kochanka. Męska seksualność jest podporządkowana kobiecej - lingam składa hołd joni, zrasza ją, oddaje jej swoja siłę. Każda inna forma seksu jest użyciem kobiety.
Wizja mężczyzny jako kochanka który podporządkowuje się kobiecie, wielbi ją, oddaje się jej i służy jej przyjemności jest nie do pogodzenia z wizja mężczyzny - korony stworzenia, uosobienia samego boga-ojca.
Mężczyzn na poziomie symbolicznym trapi wiele lęków (słynna wagina dentata).
Biorąc pod uwagę nawet wypowiedzi męskiej części forum co do służenia kobiecie w seksie - jako czegoś deprecjonującego, odbierającego godność, zaburzającego męski rytm seksualny - na poziomie jungowskim jest pochodną procesu który opisałam - procesu odzierania kobiet z seksualności.
Kobieca seksualność nie zagraża mężczyźnie - zagraża określonej wizji mężczyzny który zawsze jest silny. Ponieważ seks oznacza osłabienie mężczyzny, może on być słaby tylko przy kobiecie jeszcze słabszej od niego, podporządkowanej mu - wtedy jest bezpieczny. Mężczyzna po orgazmie nie uosabia boga, uosabia kogoś, kto oddał hołd bogini, oddał na jej rzecz swoja siłę. Jeśli jednak tylko używał jej dla własnych celów - wtedy pozostaje zwycięzcą i korona stworzenia.
To takie refleksje na szybko.