awga
01.11.04, 22:06
poczytuję sobie Was tu od czasu do czasu, czasem coś napiszę pod różnymi
nickami i tak jakoś nabrałam potrzeby, żeby też się zwierzyć i zobaczyć co Wy
o tym myślicie. Jestem z moim mężem od 8 lat, nie mamy dzieci, kiedyś,
jeszcze całkiem niedawno kochałam go do szleństwa, przejmowałam się jego
krytyką, tym, że nie ma ochoty na seks ze mną, potrafił mówić naprawdę "miłe
rzeczy", szczególnie obecnośc innych mobilizowała go do "uprzejmości", do
ulubinych moich należało "żałuję, że się z tobą ożeniłem", w pewnym momencie
zauważyłam, że niezależnie jak postąpię w danej sytuacji i tak mu nie
dogodzę, znajomi zaczeli zauważać, ze się go boję, na godzinę przed jego
planowanym powrotem z pracy byłam cała w nerwach, z seksem była nędza, długo
raz na miesiąc, potem jak już mi się nie chciało inicjować i narażać się na
odrzucenie, to był prawie rok posuchy i kiedyś w ramach szczerości
usłyszałam, że chce być ze mną mimo wszystko, ale z tym seksem to nici,
powiedział, ze do tego stopnia nie chce, że nie wie jak mi spłodzi potomka,
tydzień ryczałam i nic się nie odzywałam (nie mogłam), potem zaczęłam
wychodzić w świat łykendowo, rozromansowałam się z jednym moim dobrym
kolegom, zakochałam się w nim, zaczęło się wszystko w maju, od tego czasu
dużo z mężem rozmawiałam o rozstaniu, kilka razy byliśmy o krok, przeszliśmy
różne fazy, on błagał a ja byłam głucha i uciekałam, on dawał mi dużo
wolności, bał sie o cokolwiek spytać, a ja robiłam co chciałam, pytał,
usiłował, starał się mnie zaciągnąć do łóżka, zmywał, gotował, nie narzekał
na nic nawet jak miał powód, był czuły chojny i pełen olśniewających
propozycji, potem znowu łaził za mna wszędzie i nie mogłam pójśc do kumpelki
po ksiązkę sama, ogólnie w sumie od lipca zmienił się nie do poznania, tylko,
że ja go od czerwca nie kocham, przedwczoraj się z nim rozstałam, ale się nie
wyprowadził i jakoś tak wyluzowaliśmy się i jego uśmiech wydaje mi się
bardziej słodki i jakąś czułośc zaczynam czuć do niego i gubię się w tych
wszystkich uczuciach; problem polega na tym, że jak już napisałam nie mamy
dzieci, dla mnie to już ostatni dzwonek (32lata), a boję się pakować z nim w
dzieciaka, boję się, że wszystko wróci, wątpię zresztą w to, żeby z tym
seksem nam się ułożyło, on nawet w pierwszym półroczu naszego związku miał
tylko ochotę dwa razy w tygodniu, myślę, że konstytucjonalnie ma niższy
temperament niż ja...