Dawno nie pisałam (oprócz wątku Gosi).
Troszkę się u mnie pozmieniało w życiu, no więc zmarła bliska mi pokrewnie osoba (aczkolwiek na skutek choroby tej osoby i zmian w mózgu nie było z nią dobrego kontaktu od lat). Zawsze myślałam, że ta śmierć mnie nie dotknie bo było jak było, a odkąd nie mieszkaliśmy pod jednym dachem kontakt osłabł jednak widok trupa (nie pierwszego w moim życiu, ale biorąc pod uwagę więzy krwi jednak pierwszego) trochę mną wstrząsnął. Załatwiłam wszystkie formalności (też nie pierwszy raz w życiu...), dostałam coś na sen od lekarza do czasu przetrawienia tego stanu przez mój mózg i ... po 2 tyg. dostałam ofertę pracy. Pracuję od jakiegoś czasu, mam umowę itd. Praca super, bardzo hobbistyczna i wg. wszystkich osób jestem do niej stworzona. Bardzo ja lubię, wszystko dobrze się układa. Nic nie spieprzyłam, nie dała ciała, nie zrezygnowałam mimo napalenia mocnego, lęku przeogromnego. Czuję się wreszcie na swoim miejscu.
Mózg jakoś sobie poradził z tym trudnym czasem. Zaliczyłam mały dołek, ale jakoś prę naprzód. Codziennie wstaję, biorę prysznic, robię makijaż, ubieram się i daję sobie radę. Mam swoje pieniądze, a to było dla mnie najważniejsze. Mąż zaczął na mnie inaczej patrzeć. Zmiana jest dość spora, bo ogarnia dziecko gdy ja jestem wieczorem w pracy, potrafi nawet coś ugotować, itd., podwieźć mi obiad. Ogólnie przejął sam z siebie cz. obowiązków. Niby pierdoły, ale jednak... Sprawy między nami wyglądają tak, że romansu chyba jednak nie było. Panna jest porządnie zaburzona bo dodaje nowe szczegóły, jakieś wyjazdy itd. rzekomo wspólne, ale daty się nie zgadzając (nas w tym czasie nie było), w ogóle jeden wielki fake z panną. Dużo by pisać, ale ogólnie nie jesteśmy pierwsi i nie ostatni bo zmieniła już obiekt zainteresowania i mąci innej pani i panu w dokładnie taki sam sposób dobrze się bawiąc. Nic i nikt nie dociera, w każdym razie wg. mnie jakieś F ma na bank.
Mam tylko nadzieję, że nie zapeszę i mimo pozytywnego w gruncie rzeczy wpisu nadal wszystko jakoś będzie się u mnie układało.