spędziłam dwa upalne dni w swoim ukochanym Kazimierzu Dolnym, to specjalne
miejsce, właśnie tam bardzo pasują wydziergane ciuszki.
Ja , jak to kobieta w średnim wieku, z malego miasteczka, troszkę
zakompleksiona oglądałam wspaniałe ciuchy i myślałam,że figura nie taka i
lat za dużo. Zakopałam się ostatnio w bolerkach, moje córki ,koleżanki córek
i córki moich koleżanek - wiecie o co chodzi

))
7 lipca na ul. Krakowskiej, właśnie w Kazimierzu zobaczyłam kobietę w pięknej
białej sukience, robionej na drutach, z szydełkowymi wstawkami na ramionach.
Pani w wieku dojrzałym, o figurze troche innej niż te laski w
żurnalach,wyglądała pięknie,młodo i po prostu inaczej. Długo stałam na środku
wąskiego chodnika i podziwiałam sukienkę i właścicielkę.
I stąd pomysł na spódnicę(na sukienkę nie mam włoczki,a z kasą ciężko

.
To nic,że na brzuchu mam fałdę z tłuszczyku(to moje koło ratunkowe

,jesień
przywitam w Kazimierzu w szydełkowj spódnicy.
Po co to piszę? A po to, że czasami mamy troszkę kompleksów i uprzedzeń
jeżeli chodzi o własny wygląd,odrzucamy piekne projekty- bo to nie dla nas.
Wszystko jest dla nas,są miejsca i sytuacje, gdzie możemy wyróżnić się z tłumu
dzięki sobie i własnym zdolnościom.Róbmy więc kochane różne cuda i może ktoś
się zachwyci naszymi wyrobami, tak jak ja zachwyciłam się sukienka.
A teraz przyznać się,która to z Was była wtedy w Kazimierzu

)).