piratfaka 23.08.10, 19:47 Co z Wścieklizną w Otwocku??? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maryshaa Re: Wścieklizna 24.08.10, 14:40 www.05420.pl/1/2010/Aug/24/jozefow-zagrozony-wscieklizna/ Odpowiedz Link
wkkr Re: Wścieklizna 25.08.10, 13:36 szaleje... Trzeba uważać na wściekłe nietoperze - atakują po zmierchu.... Odpowiedz Link
marta_i_koty Nie panikujcie... 26.08.10, 20:59 forum.przyroda.org/topics1/dlaczego-sie-wsciekaja-vt2946,45.htm "Po pierwsze nietoperze owadożerne mają nawet w Ameryce Północnej ZNIKOMY WPŁYW na "roznoszenie wścieklizny" (jak określiła to Asia), zaś w Europie praktycznie NIE MAJĄ GO W OGÓLE. Nawet w Ameryce, gdzie nietoperze i ssaki drapieżne chorują przez ten sam gatunek i serotyp wirusa (1 - to jest wścieklizna "klasyczna"), wirusy izolowane z nietoperzy tworzą na ewolucyjnym drzewie oddzielny klad, który można zidentyfikować genetycznie. I wirusy z tego kladu są odpowiedzialne co najwyżej za kilka procent przypadków wścieklizny u lisów, szopów, kojotów itp., prawdopodobnie też nie przenoszą się one dalej w populacji drapieżników, choć zakażone nimi (prawdopodobnie jednak droga pokarmową) drapieżniki rzeczywiście chorują (w końcu i psowate i łasicowate niekiedy zjadają nietoperze w kryjówkach). Wygląda na to, że w większości przypadków jest to ślepa uliczka dla wirusa. W Europie jest jeszcze prościej. Nasze nietoperze nie chorują z powodu tego samego wirusa (serotyp 1), co spotykany u naszych ssaków drapieżnych (lisów, psów, jenotów, kotów, łasicowatych), ale mają swoje własne gatunki i serotypy. To EBL (European Bat Lyssavirus) 1 i EBL 2. Ten pierwszy występuje głównie u mroczka późnego, drugi głównie u nocków, zwłaszcza rudego i łydkowłosego. Tutaj pula wirusów nietoperzowych jest praktycznie ZAMKNIĘTA, nietoperze wymieniają go między sobą i zarażają się od siebie nawzajem (pamiętajcie, że to zwierzęta kolonijne!). Praktycznie nie zarażają innych zwierząt (znane są DWA przypadki stwierdzenia EBL u ssaków innych niż nietoperz i człowiek-chiropterolog: to owca w Danii i kuna domowa, bodaj w Niemczech). Taki transfer musi więc również być ślepą uliczką dla wirusa i jak widać, choć nietoperze mogą zarażać innych EBL, to ci zarażeni już nikogo dalej nie zarażają. Nie pytajcie mnie dlaczego, podejrzewam że nikt nie wie... Przypominam jak przebiega wścieklizna u nietoperzy. Nie ma w niej fazy pobudzenia, agresji, jak w przypadku lisów czy psów. Zwierzak traci natomiast zdolność lotu, koordynację ruchową, zapada w apatię, jadłowstręt i wodowstręt BYWA (ale nie zawsze), w końcu szlag go trafia. Wściekły nietoperz nie atakuje więc nikogo z powietrza żeby go ugyźć ale wizja ciemnego ludu odzianego w zbroje i hełmy, przytoczona w którymś z wcześniejszych postów bardzo mi się podoba. Inna sprawa, że objawy wścieklizny u tych ssaków nieraz bywają mało symptomatyczne, koledzy niektórzy być może potwierdzą historie o biednych nietoperzach które siedziały na kwarantannie, jadły, piły i pewnego dnia... zdechły - dali do zbadania i okazało się że wynik dodatni. Ale bądźmy konsekwentni. Skoro nie było żadnych objawów, to również nie atakował z powietrza przechodniów, bo tym bardziej nietoperze "bez objawów" (=zachowujące się jak zdrowe) czegoś takiego nie robią. Tak więc nietoperze praktycznie "nie roznoszą wścieklizny", choć jak ktoś da się ugryźć wściekłemu nietoperzowi (jak nieostrożny człowiek chwytający nietoperza bez rękawiczek) czy zje wściekłego nietoperza (jak kuna albo lis) to może się zarazić, przy czym ten drugi przypadek jest w Europie ekstremalnie rzadki (jak można sądzić z liczby przypadków EBL u nielatających i nieludzkich czworonogów). W Ameryce - gdzie nietoperze mają "wściekliznę klasyczną" i drapieżne na nią regularnie zapadają (ale nadal bardzo rzadko!) i przypadków ludzkich było znacznie więcej, była wśród nich m.in. JEDYNA jak dotąd osoba WYLECZONA ze wścieklizny. Wystarczy niczego gołymi rękami nie łapać i po strachu... A kto często łapie bo lubi, musi i (najważniejsze) ma do tego uprawnienia, niech się zaszczepi. Nie sądzę, żeby brak fazy pobudzenia i agresji u nietoperzy chorych na wściekliznę był powodem, dla którego musielibyśmy szukać tak ekstremalnych sposobów transmisji wirusa wewnątrz populacji nietoperzy. Na tym forum padały już różne pomysły powyciągane z pleśniejących, starych podręczników weterynarii, co trochę mnie martwi, bo sugeruje, że ludzie wierzą w słowo pisane tak, jakby nie było żadnego postępu nauki. A to sugerowano, że komary przenoszą a to że pasożyty nietoperzy, a to że owady padlinożerne. Nie ma chyba na to żadnych dowodów. Jedyne badania, w ktorych tak szeroko badano wszystkie możliwe drogi transferu wirusa, prowadzili Constantine i in. w jaskiniach południowego zachodu USA (m.in. Carlsbad Cavern i Frio Cave), gdzie znajdują się ogromne (wielomilionowe) kolonie molosa meksykańskiego Tadarida brasiliensis mexicana. Stężenie moczu i innych wydzielin jest tam takie, że w niektórych komorach (wyjątkowo!) jest możliwe nawet zakażenie wścieklizną drogą kropelkową, co przydarzyło się (jedyny raz w historii!) jakimś dwom badaczom i udawało się tak samo zarazić zwierzęta wstawione w klatkach do jaskinii. A mimo to NIE STWIERDZONO możliwości transferu wirusa przez padlinożerne owady, zaś w naszych strychowo-dziuplowych koloniach to chyba nawet nie ma nigdzie takiego nagromadzenia martwych nietoperzy, żeby w ogóle gromadziły się na nich większe populacje padlinożerców (poza Dermestidae, ale tych w pokarmie nietoperzy nie stwierdzano, chyba że sporadycznie). Przez pasożyty - TEŻ NIE STWIERDZONO - inna sprawa, że wspomniany Gamassus cleopatrae na naszych nietoperzach nie pasożytuje, a nawet (ale za to głowy nie dam, nie będąc akarologiem) chyba w Polsce nie występuje. Ale te spekulacje nie są w ogóle potrzebne. Wirus przenosi się przez ŚLINĘ. Czy naprawdę nietoperze potrzebują fazy pobudzenia/agresji w swojej chorobie, czy tych wygibasów z pasożytami i ścierwojadami, żeby zarażać się wścieklizną? Pomyślcie, to są zwierzaki które siedzą PO KILKASET na kupie, w ścisku, bez żadnego dystansu osobniczego, tworzą wielkie kolonie. Iskają się, pewnie też liżą (wystarczy mała ranka albo kropelka na śluzówkę), czasami dochodzi na pewno do jakiśch antagonizmów, ktoś kogoś ugryzie albo nasika. A już samce terytorialne mroczków posrebrzanych, karlików i borowców na pewno mają okazję się ugryźć choćby w czasie powietrznych starć na granicach terytoriów. To wystarczy. A jak nie wystarczy, to w haremie takiego samca, w jego kryjówce godowej (znowu w ścisku) zawsze może być jedna - już rozsiewająca wirusa - dama. U tak socjalnych zwierząt naprawdę nie ma co kombinować, transfer zawsze jest możliwy, należy tylko Bogu dziękować, że tak rzadko wirus ten wydostaje się poza populację nietoperzy. To praktycznie zamknięta pula patogenów, ich własny wirus i ich własna wścieklizna. I niech tam zostanie Przypadków u ludzi w Europie było kilka (4? 6? nie pamiętam) i WSZYSTKIE dotyczyły chiropterologów. Widać inni ludzie są odporni na EBL Smutny przypadek tajemniczej śmierci dziewczynki z okolic Sieradza NIE MIAŁ NIC WSPÓLNEGO Z WŚCIEKLIZNĄ - ani nietoperzy ani nikogo innego. Wszystkie badania immunologiczne wykazały wynik UJEMNY." Odpowiedz Link
piratfaka Re: Nie panikujcie... 27.08.10, 10:20 Jednak "nasz" nietoperz jest dodatni, immunologicznie. Inaczej nie byłoby obszaru zagrożonego i rozporządzenia Powiatowego lekarza weterynarii... Odpowiedz Link