11.09.06, 18:41
Kiedy wiecie ,że perfumy mają to "coś"? "Coś" , co powoduje, że są WASZE,że będziecie je nosić, delektować się każdą chwilą z nimi,zbierać komplementy...Czy dzieje się to od pierwszego powąchania ? Czy też miłość dojrzewa powoli? A może odkrywacie to "coś" dopiero za którymś razem? U mnie bywa różnie. Czasami wiem od początku, że to to. Bywają jednak zapachy,do których dojrzewam, które muszą przejść wielokrotne testy ,ale jak już je przejdą ,wiem,że nigdy mnie nie opuszczą np: Helmut Lang , SMS i prawdopodobnie Chanel 5.;)
Obserwuj wątek
    • kalia_t Re: To "coś" 11.09.06, 21:32
      Różnie:) Czasem wiem od pierwszego niuchnięcia, że to jest to, innym razem
      oswajam długo i cierpliwie...:) Jednak na ogół "to coś" wyczuwam od razu!:)
    • lune Re: To "coś" 11.09.06, 23:30
      z zapachami mam tak ze albo zaraz - albo nigdy tzn. teraz ... bo byc moze
      kiedys cos zmieni :)

      wacham flakonik - albo odrzuca od razu - albo intryguje - testuje na skorze i
      czekam kilka godzin ; jesli nie przebrne przez pierwsze nuty - nie zacheca mnie
      nastepne :( i co z tego ze po kilku godzinach popadam w blogostan - jesli
      wczesniej musialam przejsc przez koszmar ?

      zapach - naprawde moj - to ten ktory intryguje mnie na 'dzien dobry' i kolysze
      az do 'dobranoc' :)

      lune
    • heliamphora Re: To "coś" 12.09.06, 00:14
      U mnie jest tak:

      Wszystkie zapachy, które są "idealnie moje" i które darzę trwałą miłością,
      polubiłam od razu (Cabotine, Venezia, Magnetic). Jeśli od początku nie ma "tego
      czegoś", to na pewno już nie będzie. Mogę potem przekonać się do zapachu,
      polubić go nawet, ale nie będzie to już moja wielka miłość (tak miałam np. z
      Gaultier Classique i z Agentem P.).

      A czasami zdarzają się też "fałszywe alarmy", zapach wydaje się piękny, ale po
      kilku wspólnie spędzonych dniach jednak nasze drogi się rozchodzą (Love in
      Paris, Ardenbeauty, Moschino Couture).

    • lune Re: To "coś" 12.09.06, 07:07
      mangos napisała:

      A może
      > odkrywacie to "coś" dopiero za którymś razem? U mnie bywa różnie. Czasami
      wiem
      > od początku, że to to. Bywają jednak zapachy,do których dojrzewam, które
      muszą
      > przejść wielokrotne testy ,ale jak już je przejdą ,wiem,że nigdy mnie nie
      opusz
      > czą np: Helmut Lang , SMS i prawdopodobnie Chanel 5.;)
      >

      Chcialabym tak :) tyle interesujacych /z opisu/ zapachow omijam - bo nie
      potrafie przelamac sie do testowania czegos co odpycha mnie 'na wstepie' ; z
      drugiej strony - cos co zacheca - z czasem na skorze 'paskudnieje' - i wtedy
      wiem ze to koniec prob :(
      Milosc od pierwszego testu : Pamplelune, Kingdom, Rush 2, Innocent, EdM, Nu,
      Santal Blanc, Omnia ... niewiele tego :( byly tez krotkie zauroczenia - ale po
      probkach okazalo sie ze 'nie pragne wiecej'/Eau de lalique, Moschino Couture i
      wiele innych/, byly takze zapachowe pomylki /tych jest cale mnostwo/ i
      sa 'niezrealizowane milosci' bo nie umiem przejsc przez wstepne nuty /Skin/

      lune
      • mrouh Re: To "coś" 12.09.06, 08:28
        WIelu zapachów musiałam się nauczyć- często wydaje mi się, że jakies perfumy
        pachną "perfumami" i wydają mi się zupełnie niezidentyfikowane. Muszę je kilka
        razy ponosić, wtedy zaczynam zauważać czym to pachnie, rozpoznawać je, czasami
        lubić. Jednak bardzo rzadko się zdarza, żebym potrafiła katować się kilka dni,
        jesli pierwszy niuch mnie odrzuca. Chociaż trzeba przyznać, że coraz mniej
        zapachów wywołuje taki efekt- to chyba skutek edukacji nosa:-) Kilka zapachów
        jednak od pierwszego niucha było właśnie "tym"- bulgari pour femme, zakupione w
        postaci ok.3ml we flakoniku 30ml na pchlim targu:-) powąchałam korek i się
        rozpłynęłam:-) Takoż z Fiołkowym Aniołem- w moim przypadku mozna powiedzieć, że
        kupiłam w ciemno, bo niby powąchałam go w perfumerii, ale był jednym chyba z 5
        czy 6 próbowanych zapachów, zapamiętałam tyle, że mnie nie odrzucił, mimo, że
        angel:-) Tea rose od Kaloo było strzałem w dziesiątke od pierwszego niucha, choć
        takiej intensywności się nie spodziewałam:-) Od pierwszego niucha była
        fascynacja Tea for two- wyszłam z perfumerii i miałam wrócic nastepnego dnia,
        ale juz po godzinie mogłabym to zrobic, bo wiedziałam, ze to jest to, nie mogłam
        przestac wąchac, przy nim verte violette, przeciez piekny, wydał mi sie blady:-)
        No i The Brun z próbeczki- zakochałam sie i szukam, Cinema- które mam, LA chasse
        aux papillons od Chatki- moja miłość do tej pory spełniona tylko w formie
        próbeczki :-)
        DO zapachów, do których nie podejde drugi raz, bo pierwszy zdecydowanie
        wystarczył należy Lolita i L Lolity też- oba dla mnie nie do zniesienia, może
        już mam uraz po pierwszym:-) Jeszcze L'Instant, Słoń i Król Słońce. W każdym
        razie to one mają to coś, co sprawia, że nie będą "moje":-)
    • mika281 Re: To "coś" 12.09.06, 09:42
      u mnie to różnie bywa, czasami jest miłość od pierwszego powąchania i ta miłość
      trwa i trwa , a czasami muszę podejsć kilka razy żeby odkryć to coś, czasami
      zdarza sie tez że pierwsze niuchnięcie zachwyca mnie, po czym po chwili
      krótszej lub dłuższej stwierdzam że to nie to, że coś mnie męczy, tak osttanio
      miałam z cristobalem, dostałam próbke od forunki i na początku swtierdziłam ze
      jest boski po czym po jakimś czasie zaczął mi uwierac i jednak to nie to. Są
      tez zapachy które odrzucaja mnie od razu i to skutecznie i na zawsze np Kenzo
      słonik, Black Cashmire, Le baiser du dragon i jeszcze pare innych
      • lune nigdy nie mow nigdy :) 12.09.06, 15:17
        powtarzam sobie - i bywa ze 'probuje' wachnac okolice flakonika zawierajacego
        kiedys testowany zapach ; po prostu nie moge uwierzyc wlasnemu nosowi :) bo jak
        to mozliwe zeby zapach - dla innych tak pozadany, dla mnie byl nie-do-
        przejscia ? przykladem jest klasyczna D&G /z czerwonym korkiem/, 24 Faubourg,
        Rouge, Mitsouko, L'Heure Bleue, Winter Delice, Cabotine, Angel+rodzina ...
        dowiedzialam sie w ten sposob ze szyprow nie lubie, ze aldehydow, ze
        brzoskwini, ze kwiatow w duzych ilosciach, ze miodu, ze wanilii i ze palonej
        waty cukrowej tez nie ...i jeszcze ilus tam skladnikow w powiazaniu z innymi
        skladnikami :( wybieram wiec do testow 'przepatrzone' piramidki zapachowe - ale
        czasem /z nadzieja/ obwachuje i inne ... moze sie cos z powonieniem zmieni ? :)

        wierze w milosci zapachowe od pierwszego niuchniecia :) pozostaje tylko test
        skory - czy ona pokocha ten zapach ?

        lune
    • ewena Re: To "coś" 15.09.06, 14:22
      moje milosci dojrzewaja powoli. Te najwieksze rodzily sie z bolem, Roma, 24
      Faubourg, Helmut Lang, Shalimar, Nu, Jaipur...pierwsze testy odrzucily
      mnie,wszystkie te zapachy okrzyknelam smierdziuchami. Niektore z nich
      potrzebowaly miesiecy, by rozwinela sie miedzy nami pelna namietnosci ale stala
      wiez. Nauczylo mnie to jednego, nigdy nie przekreslac zapachu po
      powierzchownych probach. Teraz daje im czas...z tych najbrzydszych kaczatek
      wyrastaja prawdziwe pieknosci...i tak sie ciesze, ze jestem w ich posiadaniu:)
      • maja1000 od nienawiści do miłości...i odwrotnie 15.09.06, 16:10
        Zapach, który towarzyszy mi już 10 lat!!! (Dune) na początku wydał mi się
        obrzydliwy, kiedy testowałam go później (właściwie nie wiem z jakiego skoru był
        taki paskudny;-), spora jego ilość została na skórzanym pasku przy zegarku i
        jak podnosiłam rękę docierały do mnie coraz ciekawsze akordy. W kolejne dni
        znowu psiukałam rękę (i zegarek;-) i .... przeżyłam olfaktoryczne olśnienie, to
        właśnie było to coś. Od tamtej pory zawsze mam Dune na swojej półce, mimo, że
        nie używam go tak często jak kiedyś , jeszcze 2lata temu kiedy nieopatrznie
        weszłam po raz pierwszy na to forum...

        Inaczej zgoła sprawy się miały z klasycznym Angel. Jakim pięknym, ba, cudownym
        wręcz zapachem mi się wydał kiedy pierwszy raz po niego sięgnęłam. To było tak
        nieoczekiwane, nowe, niepodobne do jakichkolwiek znanych mi wcześniej perfum.
        Baaardzo chciałam je mieć. Na swoje szczęście nie zdecydowłam się od razu, za
        to coraz częściej czułam go wśród znajomych (i nieznajomych...).
        Stwierdziłam, że niestety nie jest już taki fajny jak poprzednio myślałam:-(.

        Natomiast teraz uciekam gdzie pieprz i wanilia rosną, byle dalej od Angela i
        bólu głowy, o który mnie przyprawia i który to niewątpliwie ma w sobie to coś,
        ale na pewno nie dla mnie.................
        • rawita7 Re: od nienawiści do miłości...i odwrotnie 15.09.06, 18:41
          Każdy zapach, który kocham i którego zakup powtarzam, kiedyś, na samym początku
          mnie odrzucił, albo przynajmniej wyraźnie nie zachwycił :).
          Przychylam się do porównania do brzydkiego kaczątka.
          Miłości od pierwszego wejrzenia kończą się u mnie po góra 20 mililitrach. Po
          prostu mnie nudzą, tak jak Desnuda, Belle de Minuit i wiele wiele innych.
          Tak więc od nienawiści do miłości.
          • m23p31 Re: od nienawiści do miłości...i odwrotnie 15.09.06, 19:10
            rawita7 napisała:

            > Każdy zapach, który kocham i którego zakup powtarzam, kiedyś, na samym
            początku
            >
            > mnie odrzucił, albo przynajmniej wyraźnie nie zachwycił :).
            > Przychylam się do porównania do brzydkiego kaczątka.
            > Miłości od pierwszego wejrzenia kończą się u mnie po góra 20 mililitrach. Po
            > prostu mnie nudzą, tak jak Desnuda, Belle de Minuit i wiele wiele innych.
            > Tak więc od nienawiści do miłości.

            Dokladnie, tez tak mam, zapachy, ktore na poszatku wcale nie zachwycily, albo
            odrzucily, po jakims czasie nie pozwalaja przestac o sobie myslec. Cos w tym
            jest, w zyciu rowniez jestem zwolenniczka "trudnej" milosci:D Zawsze dobieralam
            sobie partnerow (raptem trzech:D), na przekor innym, chcialam sie doszukiwac
            ukrytych milych niespodzianek, polecam, nie dosc, ze dziala, to jeszcze pozwala
            na poznanie siebie:D
        • icegirl Re: od nienawiści do miłości...i odwrotnie 16.09.06, 14:12
          Najczęściej nie dowierzam wrażeniom z perfumerii.
          Żeby przekonać się do zapachu, muszę go mieć osobno, indywidualnie, bez innych
          zapachów. A najczęściej zakochuję się już po pierwszym noszeniu bądź stwierdzam,
          że to jednak nie moje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka