elve
19.04.07, 22:14
przedwczoraj, kiedy jeszcze panowała wiosna, a może nawet lato, byłam w lesie.
na południowym stoku polany przycupnęło sobie parę niepozornych drzewek
obsypanych białym kwieciem. ciepły wiatr niósł od nich zapach, który
kompletnie zawrócił mi w głowie: upojny, gęsty, bardzo biały, i jakiś taki
chwalebny, triumfujący, jakby kwiaty chciały wykrzyknąć: gloria! i teraz
bardzo pragnę tej woni, i za nią tęsknię. czy ktoś zamknął ją w butelce z
perfumami? marzy mi się kwiat wiśni jako akord główny. tylko błagam, nie
piszcie o Kenzo Amour, bo tam tej nuty z pewnością nie ma.
a w ogóle to niesamowite, zapach kwitnących, zdziczałych wiśni towarzyszy mi
co roku od dzieciństwa, i jakoś do przedwczoraj był w mojej głowie czymś
codziennym, ładnym, ale swojskim i domowym. a dwa dni temu nagle otworzyła się
jakaś klapka i - olśnienie! :)