lajlah
01.10.09, 14:05
Witam,
piszę po raz pierwszy na tym forum i proszę o radę i pomoc, bo pośrednio
znalazłam się w sytuacji, w której nie mogę znaleźć żadnego rozsądnego
rozwiązania.
Chodzi o przyrodnią siostrę mojego męża. Nie rozumiem, co kieruje tą kobietą,
że nie chce odejść od męża, który ją maltretuje fizycznie i psychicznie. Mają
dwie córeczki, obie chodzą już do szkoły i gdyby nie te dzieci, to nie
pomagałabym jej, bo ta moja i mojego męża pomoc nie ma sensu. Regularnie od
ponad 10-ciu lat bije ją, szarpie, gnębi psychicznie za jakieś wyimaginowane
przewinienia. Regularnie w takich okresach (po pobiciu) pomieszkuje z dziećmi
jakiś czas u nas. Dziewczynki są w strasznym stanie, przestraszone, nieufne,
ale ze mną i mężem mają świetny kontakt i dużo nam mówią. Probowaliśmy za
każdym razem po takim incydencie, przekonać ją, zeby złożyła doniesienie do
prokuratury o znęcanie się fizyczne i psychiczne. Swiadczylibyśmy obydwoje z
mężem sprawie, poza tym oni mieszkają w bloku, sąsiedzi słyszą kłótnie i
widzą, że np. wyrzuca ją z dziećmi z mieszkania. Mogłaby mieszkać z dziećmi u
nas, do czasu podziału majątku i zakończenia sprawy, mamy duży dom, nie
stanowiłoby to żadnego problemu. I co? Otóż ona to wszystko wie, ale nie chce
mu założyć sprawy, ani rozwiesć się z nim, bo go KOCHA. Za każdym razem po
kilku dniach mieszkania u nas wraca do niego. I powiem szczerze mam to gdzieś,
niech się daje bić, skoro go kocha, ale chodzi mi o dzieci. Boją się ojca
strasznie, boją się o mamę, zdarzyło się kilka razy, ze je także uderzył i
szarpał. Raz w obecności mojej i męża, za co dostał od męża, za przeproszeniem
w r.j, bo już nie mam innego określenia na tego kogoś. Za każdymm razem, gdy
dziewczynki muszą wracać od nas do domu, jest płacz,bo nie nie chcą, a ja
płaczę razem z nimi. Od wczoraj są u nas znowu. Znowu były swiadkami awantury
i bicia mamy, ten gad zamknął je w pokoju i nie pozwolił im wyjść, aż jedna z
nich posikała się ze strachu. Wczoraj rozmawialiśmy z siostrą męża, gdy dzieci
już spały i posunęliśmy się już do szantażu, że jesli ona nie zgłosi faktu
znęcania się nad rodziną, to my to zrobimy, ze względu na dobro dzieci. A coż
na to ich mama, że jeśli to zrobimy, to ona się zabije, bo ona kocha i jego i
dzieci i ma nadzieję, ze któegos pięknego dnia on się zmieni.
Co robić? Ręce mi opadają, nic nie przemawia do tej kobiety. Proponowałam jej
psychologa, powiedziałam, ze zapłacę, ale ona nawet nie chce słyszec. Mąż
wielokrotnie rozmawiał z ojcem dziewczynek, nawet mu groził, ale to nie
przynosi rezultatu. Jestem wściekła i na nią i na niego, szkoda mi tylko
dzieci. pomózcie, doradźcie, proszę.
Przepraszam, że tak sie rozpisałam, ale targają mną takie emocje, ze musiałam
to z siebie wyrzucić. Siedzę z laptopem w łazience, żeby ona nie widziała, co
piszę:/