Dodaj do ulubionych

trudny początek

08.10.09, 09:30
Jestem na trudnym etapie życia, zwanym początkiem małżeństwa.
Powinnam zaangażować energię w budowę związku, ale właśnie odkryłam,
że mi się nie chce. Już mi się nie chce. Na poziomie organizacji
życia codziennego wszystko idzie dobrze, na poziomie bliskości,
komunikacji - całkowity brak harmonii. Mój mąż wywołuje we mnie
emocje negatywne, z irytacją i złością na czele.
Za ch. nie wiem o co mi chodzi.
Zastanawiam się nad: olaniem tematu i zaangażowaniem się w coś co da
mi satysfakcję i radość. Oczywiście to nic nie pomoże w relacji w
małżeństwie, klimat sam raczej się nie oczyści.
Urlop i wyjazd? Może się jakoś wyciszę i ustabilizuję?
Może ktoś z was się zetknął z czymś takim? Ja wiem, że koniec okresu
godowego, że proza życia, ale aż tak?
Obserwuj wątek
    • real_mayer Re: trudny początek 08.10.09, 09:33
      Czy w jakiś sposób mu okazujesz te negatywne emocje, a jak on do Ciebie się odnosi?
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 09:44
        Czy mu okazuję? Nie wyżywam się na nim. Ale jesteśmy ze sobą
        emocjonalnie związani, znamy się nawzajem, więc moje nastroje są dla
        niego czytelne. Wie o tym, że wywołuje moją złość.
        W drugą stronę - on też jest podminowany. Ja też go irytuję - sobą.
        To trochę w myśl zasady: przed "żabcia" - po "ropucha". Rano lubię
        sobie pomarudzić zanim wstanę. Wcześniej uważał, że to słodkie,
        teraz go tym irytuję. No wiem, teraz to trzeba zdązyć na autobus,
        kanapki zrobić itp. Ale bez przesady.
        • real_mayer Re: trudny początek 08.10.09, 09:47
          Trochę smutne to co piszesz. A jakbyś zmusiła się do myślenia o nim znowu miło?
          Bo jak wpadniecie w zaklęte koło złośliwości to będzie trudno się wyplątać.
          • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:02
            real_mayer napisała:

            > Trochę smutne to co piszesz. A jakbyś zmusiła się do myślenia o
            nim znowu miło?
            > Bo jak wpadniecie w zaklęte koło złośliwości to będzie trudno się
            wyplątać.

            Ano właśnie tego chciałabym uniknąć. Takie samonapędzające się
            kółeczko irytacji.
            Myślę o nim miło. Kocham go. Właśnie dlatego czuję się
            zdezorientowana swoimi emocjami.
    • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 09:43
      ech, nie będę kopać leżącej.
      • menk.a Re: trudny początek 08.10.09, 09:45
        Z okazji jakiegoś święta?;)
        • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 09:49
          jesteś głupia :)

          żartowałam.
          • menk.a Re: trudny początek 08.10.09, 09:56
            alpepe napisała:

            > jesteś głupia :)
            >
            > żartowałam.

            Trzymałaś skrzyżowane paluchy teraz. ;)
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 09:53
        Ależ kop. Chociaż oczywiście wolałabym jakieś kostruktywne porady.
        Na początkach małżeństwa się nie znam.
        W sumie znam się na poważnych kryzysach małżeńskich, ale czekanie aż
        taki się pojawi - to długo by czekać, to musi narastać latami.
        • mahadeva Re: trudny początek 08.10.09, 18:19
          eh wszystko zalezy, z bylym bylo mi łatwo i milo, z Misiem jest ciezko, ale to
          nie znaczy, ze mi nie zalezy i ze nie cenie tego zwiazku... nie ma co debatowac,
          trzeba sie zaczac starac :)
    • butterflymk Re: trudny początek 08.10.09, 09:48
      a ile jesteście po ślubie?
      kryzys pewnie jakiś,
      znam to uczucie irytacji, miałam tak jak zamieszkałam z facetem...
      nie wiem jak to leczyć bo niestety się rozstaliśmy wkońcu :D
      ale nie martw się, z innych powodów...
      oj daj spokój, nie przejmuj się, nie rób nic na siłę...
      może lepiej nawet przez jakiś czas po prostu sie omijać aż
      zatęsknicie za dzikością waszej namiętności :D
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:32
        butterflymk napisała:

        > a ile jesteście po ślubie?

        tuz po, od sierpnia.

        > może lepiej nawet przez jakiś czas po prostu sie omijać aż
        > zatęsknicie za dzikością waszej namiętności :D

        Z namiętnością problemu nie ma, raczej własnie za dużo w nas pasji i
        emocji :)
    • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 09:58
      no dobra, to ci poradzę. Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tymi kanapkami,
      rączek nie ma, czy jak?
      Kanapki robisz wieczorem i do lodówki, wstajesz jak dawniej, z marudzeniem, ale
      on wstaje wcześniej do pracy i tego nie słyszy. Ja nienawidzę, jak mój mąż musi
      dospać, szlag mnie trafia, ale jak wymyśle sobie zajęcie bez niego, to wilk syty
      i owca cała, z kolei ja nie znoszę, jak ktoś ze mną musi gadać rano. Generalna
      zasada to uświadomienie sobie, co w nas jest denerwującego i jak sobie życie
      urządzić, by jak najmniej się wzajemnie irytować. Wiem, truizmy. Ja się np.
      hamuję, jak mam PMS, tzn. mam ochotę zagryźć wszystkich wkoło, albo ze sobą
      skończyć. Uuu, mówię sobie wtedy, to pms, liczę kiedy przejdzie i staram się nad
      sobą panować. Spróbuj skorzystać z którejś z moich rad, bo inaczej, to będziesz
      twojąeksboginią.
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:25
        O dzięki alpepe :)

        Kanapki robimy dla dzieciaka do szkoły, a że ogólnie jesteśmy
        sprawną drużyną, to robi ta osoba, która ma więcej czasu. Jak ja
        zamarudzę przy lustrze, no to robi on, jak ja widzę, że on ma ochotę
        zacząć dzień od kawy z fajkiem na balkonie - to ja. To samo jakoś
        się harmonijnie układa. To jeden z największych plusów naszego
        związku - że świetnie razem współpracujemy i daje nam to frajdę.
        Ale irytujemy się na siebie. O głupoty.

        >Generalna zasada to uświadomienie sobie, co w nas jest
        >denerwującego i jak sobie życie urządzić, by jak najmniej się
        >wzajemnie irytować.

        Ano, okej :) Ma sens, ma ręce, ma nogi. Tylko - jeśli mnie irytuje
        upominanie typu: zapnij się, załóż czapkę, załóż kapcie - to kto się
        ma reformować? Ja mam sobie powtarzać, że to przejaw troski (bo to
        jest przejaw troski, tyle, że irytujący) i opanowywać się? To tu są
        schody. A ja bywam uparta.
        • real_mayer Re: trudny początek 08.10.09, 10:47
          A może właśnie tak ma być, te głupoty wprowadzają zdrową równowagę między
          sielankę :P żeby nie było za nudno i za pięknie
        • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 10:49
          jest wyjście: ogłuchnąć. Mój mąż ma z kolei obsesję na punkcie mojego tonu,
          jestem ponoć zbyt władcza, czyli on odczuwa mniej więcej to samo, co ty. Podczas
          gdy ja wydaję komunikaty suche: odwieź proszę teraz dziecko, on oczekuje rokoko
          baroko: kochanie ty moje, czy znalazłbyś nieco czasu, oderwał się od swoich
          zajęć, bo dziecko trzeba by zawieźć jak najszybciej tu a tu? Proszę kochanie...
          Cóż, ja go zwykle wyśmiewam, jak on ma do mnie o to pretensje. Czasem jednak
          głuchnę, a następnym razem również odezwę się tym samym suchym stylem, bo dla
          mnie sformułowania użytkowe powinny być właśnie krótkie, zwięzłe i spełniać
          swoją funkcję. Inna sprawa, że mój mąż, jak mu zacznę tak słodko pierdzieć, by
          coś zrobił, nie zrobi tego na bank, bo zwyczajnie nie zrozumie, czego od niego chcę.
          I tak na koniec historyjka o siostrze mojej babci i jej mężu. To było wzorowe
          małżeństwo dla mojej mamy.Oni umieli ze sobą dobrze żyć, bo raz jedno fuknęło, a
          drugie uszy po sobie, raz drugie, na przemian. Staram się tak żyć, mój mąż też :)
          • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 11:06
            alpepe napisała:

            > Mój mąż ma z kolei obsesję na punkcie mojego tonu,
            > jestem ponoć zbyt władcza, czyli on odczuwa mniej więcej to samo,
            co ty.

            Rzadko bywa, że identyfikuję się z mężczyzną, ale w tym przypadku -
            100 %. Irytują mnie suche komunikaty. Chcę rokoko :)

            I w sumie moze zbyt personalnie to odbieram? Bo w sumie czuję, że
            mój mąz mnie kocha, więc na pewno nie chce urazić mnie tym tonem. W
            rozmowie uzasadnił podobnie jak ty - komunikat powinenie byc
            komunikatywny.

            >Oni umieli ze sobą dobrze żyć, bo raz jedno fuknęło,
            > a drugie uszy po sobie, raz drugie, na przemian. Staram się tak
            żyć, mój mąż też :)

            No to mi się sytuacja rozjaśnia, bo ja tych uszu po sobie nie kładę.
            Hm...spokornieć może, odbiję sobie jak ja będę fukać :)


            • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 11:14
              czyli ostatnia rada była najlepsza. Nie może być zawsze twoje na wierzchu. Taki
              jeden aktor, Nowicki Jan kiedyś o aktorstwie chyba się wyrażał, że trzeba
              przypier.dolić, odpuścić i tak w kółko. Coś podobnego jest w małżeństwie.
      • pretensjaa Re: trudny początek 08.10.09, 11:49
        alpepe napisała:

        > Kanapki robisz wieczorem i do lodówki

        Eeee. Nie ma to jak świeżutkie, przyrządzone z rana.

        Takie wieczorne, to nie to samo.
    • menk.a Re: trudny początek 08.10.09, 09:58
      A to dziwne. Ponoć początki małżeństwa to istna sielanka i miód. Dopiero z
      czasem robi się z tego... piernik.
      U Ciebie odwrotnie?;)
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:33
        menk.a napisała:

        > A to dziwne. Ponoć początki małżeństwa to istna sielanka i miód.
        Dopiero z
        > czasem robi się z tego... piernik.
        > U Ciebie odwrotnie?;)

        To może nawet lepiej?
    • dzikoozka Re: trudny początek 08.10.09, 10:02
      Ty? TY masz problemy????
      Świat sie kończy ...;)

      Jakieś 8-9 lat temu byliśmy z mężem na balu karnawaowym, który
      zorganizował sobie z kolegami z pracy. BYło nas kilkanaście par.
      Dzisiaj moze ze dwa małżeństwa jeszcze trwają ...a gdyby mnie WTEDY
      ktoś pytał, to byliśmy pierwszi w kolejce do rozwodu...
      I nikt, nikt na swiecie nie działa mi TAK na nerwy jak mój maż,
      tylko od potrafi mnie doprowadzić do (szewskiej) pasji. MOe w tzm
      cała tajemnica, nie wiem.
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:36
        dzikoozka napisała:

        > Ty? TY masz problemy????
        > Świat sie kończy ...;)

        Datę końca świata mam podać w poniedziałek. Nie widziałam wcześniej
        związku, ale moze faktycznie zaczyna się apokalipsa?

        > I nikt, nikt na swiecie nie działa mi TAK na nerwy jak mój maż,
        > tylko od potrafi mnie doprowadzić do (szewskiej) pasji. MOe w tzm
        > cała tajemnica, nie wiem.

        Och no tak sobie myślę, że gdyby mój mąż był mi obojętny, to nie
        wywoływałby żadnych emocji.
    • sweet_pink Re: trudny początek 08.10.09, 10:04
      Bogini, a może za bardzo przejmujesz się tym, że powinnaś budować? Może
      przejmujesz się za bardzo czy wszystko jest jak należy?
      Pomyśl czy ta złość i irytacja nie bierze się stąd że zaniedbałaś swoje potrzeby
      emocjonalne i duchowe nie związane ze związkiem. Ja najczęściej czuję złość czy
      irytację właśnie jak jakaś potrzeba jest długo nie zaspokojona lub jak jestem
      przeciążona pracą lub zmartwieniami. Albo porównaj co jest inaczej niż w czasach
      gdy między wami było dobrze, może to jakiś totalny pierduł gdzieś Ci nie
      świadomie ciąży (ja np. po tygodniu gotowania dzień w dzień robię się
      gigantycznie wku...ona i zaczynam warczeć jak tylko znajdę się za blisko kuchni,
      więc gotuję góra 3 razy w tygodniu. albo jak chłop ma ciężki tydzień w pracy i w
      związku z tym chrapie w nocy to większość myśli jakie o nim mam to mordercze
      instynkta).
      Wyciszenie na pewno Ci nie zaszkodzi i porobienie sobie przyjemności na pewno Ci
      nie zaszkodzi :)
    • stinefraexeter Re: trudny początek 08.10.09, 10:09
      Od kiedy tak jest? Długo jesteście po ślubie? Mieszkaliście ze sobą przedtem?
    • bugmenot2008_2 Re: trudny początek 08.10.09, 10:13
      latwiej radzic innym w ich problemach niz sobie, co? ;>
      • menk.a Re: trudny początek 08.10.09, 10:19
        bugmenot2008_2 napisał:

        > latwiej radzic innym w ich problemach niz sobie, co? ;>

        Lekarze też miewają problemy. Trudno być prorokiem we własnym kraju.:P
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:30
        bugmenot2008_2 napisał:

        > latwiej radzic innym w ich problemach niz sobie, co? ;>

        To nie tak. Przeżyłam określone sytuacje, z którymi sobie
        poradziłam, lub widziałam jak poradzili sobie inni. W tych tematach
        mogę radzić, a nuż się komuś taka wiedza przyda?
        Jak już mój mąz przestanie mnie irytowac i będę widziała co pomogło,
        co zaogniało - to jak komuś trafi się podobny problem - będę mogła
        podzielić się doświadczeniem. A teraz potrzebuję skorzystać z
        doświadczenia innych osób, bo sama nie mam pomysłu, jak to ogarnąć.
    • tarantinka Re: trudny początek 08.10.09, 10:33
      jak jeszcze byłam żoną to w takich sytuacjach niezbędne jest
      poczucie humoru, zakładam że jesteś ze sobą bardzo blisko i takie
      jazdy wyczuwacie na kilometr wiec nie ma najmiejszego sensu udawać
      że jest ok, należy kupić butelkę wina jakieś fajne przegryzki i iść
      na całość czyli obśmiać swoje wady. Atmosferę należy po prostu jakos
      oczyścić.
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 10:57
        dzięki tarantinka :)

        Masz sporo racji, bliski związek emocjonalny powoduje, że wyczuwamy
        takie nawet krótkie wzburzenia. Może ja to po prostu za bardzo do
        siebie biorę? Wkurza się, że chcę jeszcze poleżeć... No i?
        Czuję, że mnie irytuje, że mi zwraca uwagę, no to w sumie za chwilę
        mi przejdzie.
        A pośmiać się jest z czego, oj jest :)
        • latajacamysz Re: trudny początek 08.10.09, 11:55
          też coś podobnego mieliśmy :) w końcu nie wytrzymałam i stwierdziłam że pogadamy
          ze sobą - szczerze, żadnych ;"bo ty zawsze...", "bo ty nigdy..." tylko :
          "Wkurzasz mnie gdy... upominasz mnie jak dziecko."
          "Nie lubię dowiadywać się w ostatniej chwili o ... czymś ważnym, bo zapomniałeś
          wspomnieć!" i pytania zwrotne co jego denerwuje we mnie.
          Bez obrażania się, ze śmiechem, czasem łzami ale zawsze zapewnieniem, że się
          kochamy i tworzymy fajną rodzinkę, chociaż każde z nas jest indywidualistą - o
          to najczęściej były tarcia! On: "zawsze wszystko razem" ja :"czasem potrzebuje
          być sama (bez rodziny)"

    • meetek bliźniak 08.10.09, 11:23
      Kupcie jakiś fajny bliżniak i zamieszkajcie osobno.
      Problemy znikną :)
    • pocket.size Re: trudny początek 08.10.09, 11:43
      Macie dziecko w szkole, czyli już chwilę ze sobą jesteście chyba, mieszkacie
      razem. Dlaczego cokolwiek się zmieniło o ślubie? Jakoś dziwne mi się to wydaje,
      że dzień po przysiędze wszyscy się inaczej zachowują.
      • alpepe Re: trudny początek 08.10.09, 11:43
        dziecko ma innego ojca.
        • pocket.size Re: trudny początek 08.10.09, 12:07
          A to przepraszam.
        • mozambique Re: trudny początek 08.10.09, 12:10
          a to juz jasne

          szanowny pan mąz włąsnie uzmysłowił sobie ze wział sobei na plecy
          cudze dziecko , podpisał papiery i juz nie ma zmiłuj

          a poza ty smieszy mnie fakt ze autorka tuz po zawarciu slubu ZACZYNA
          budowac związek !!!!
          to co oni tworzyli do czasu ślubu?, jak egzystowali? , czym była ich
          relacja ? dwoje dzieciaków postanowiło pobawić sie w małżeństwo ?

          ślub zawiera sie wtedy gdy oboje są pewni siebie, siebie nawzajem i
          formy swojego związku
          • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 12:31
            mozambique napisała:

            > szanowny pan mąz włąsnie uzmysłowił sobie ze wział sobei na plecy
            > cudze dziecko , podpisał papiery i juz nie ma zmiłuj

            Zanim wzięliśmy ślub poswięciliśmy czas na to, aby razem się oswoić.
            Dziecko nie wyrosło znienacka w dniu slubu. Mój mąż jest
            odpowiedzialnym mężczyzną i wiążąc się ze mną świadomie wiązał się
            również z moim dzieckiem. Emocjonalny kłopot przy starcie małżeństwa
            mam ja, nie mąż.

            > a poza ty smieszy mnie fakt ze autorka tuz po zawarciu slubu
            ZACZYNA budowac związek !!!!

            Po zawarciu slubu zaczynam budować małżeństwo. To nowa relacja, więc
            pojawiły sie nowe zagadnienia i wyzwania. Ja np. sobie nie radzę w
            emocjami i z tym, że odczuwam irytację. A do tego nie jestem skłonna
            do kompromisów i kładzenia uszu po sobie w kwestii różnego rodzaju
            spraw związanych z nawykami. Co nie znaczy, że wogóle nie jestem
            skłonna do kompromisu.

            > to co oni tworzyli do czasu ślubu?, jak egzystowali? , czym była
            >ich relacja ? dwoje dzieciaków postanowiło pobawić sie w
            >małżeństwo ?

            I wogóle - gdzie byli wtedy rodzice?

            > ślub zawiera sie wtedy gdy oboje są pewni siebie, siebie nawzajem
            >i formy swojego związku

            I to twoim zdaniem powoduje, że zyją dalej długo i szczęśliwie,
            nigdy nie dochodzi do starć, nikt nikogo nie wkurza i wszystko jest
            idealnie?
            • sweet_pink Re: trudny początek 08.10.09, 12:42
              > Po zawarciu slubu zaczynam budować małżeństwo. To nowa relacja, więc
              > pojawiły sie nowe zagadnienia i wyzwania.

              Wiesz powiem Ci, że ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Ślub nie powinien
              odmieniać relacji na coś innego. Owszem zmienia sie codzienność, np wspólne
              mieszkanie czy wspólne decydowanie o finansach, ale nie wiem co niby ma się
              zmieniać w sferze emocjonalnej? Że niby uczucia się zmieniają, że trzeba je
              inaczej okazywać? Może jakoś konkretniej to opisz, bo na razie dla mnie te dwa
              zdania to pierwszy mega idiotyzm na forum w Twoim wykonaniu.
              • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 13:02
                W naszym przypadku zawarcie związku oznacza wspólne zamieszkanie
                razem. Kazde z nas ma za sobą długi okres niezależności.
                Budować małżeństwo w naszej sytuacji - oznacza odnaleźć się w
                zmienionych okolicznościach, przyzwyczaić do stałej obecności
                drugiej osoby. Uczucia się nie zmieniły, choć pojawiły się nowe
                emocje. Do tej pory np. spotkanie było wydarzeniem świątecznym.
                Teraz jest elementem codzienności. Do tej pory z radoscią słuchałam
                jak mój ukochany np. spłukuje się pod prysznicem, teraz bywa, że w
                duchu się wkurzam, że zajmuje za długo łazienkę.
                "Zbudowanie małżeństwa" to takie dogranie się we wspólnym życiu,
                Mogliśmy omówic wcześniej kwestie finansów, odpowiedzialności za
                poszczególne grupy obowiazków i zrobilismy to, czego owoce teraz
                zbieramy. Ale nie da się omówić wczesniej emocji, które się pojawią.
                Sądzę że w związkach pomiędzy ludźmi są takie punkty w których
                relację się trochę przebudowuje, przyjmuje się odmienne role. Na
                przykład urodzenie dziecka, albo istotna zmiana pozycji zawodowej
                jednego z małżonków. Albo zamieszkanie razem.


                • jsolt ahaaaaa, to było tak od razu 08.10.09, 13:12
                  Nie wyczytałam na początku, że w praktyce chodzi po prostu o wspólne zamieszkanie...
                  Powiem ci, że zdziwiłabym się, gdybyś reagowała inaczej - serio. Szczególnie w
                  takiej sytuacji, gdy jak rozumiem dotychczas pewien okres mieszkałaś sama (tzn.
                  tylko z dzieckiem), bez faceta, a to równa się pełna niezależność, tylko MOJA
                  łazienka, kuchnia, szafa itp itd:-)
                  Zupełnie cię rozumiem. Ale wydaje mi się, że to krótkotrwała reakcja.
                • paco_lopez Re: trudny początek 08.10.09, 13:27
                  wiesz co ty masz taka misternie wykonaną obudowę , że aż człowiek ma
                  ochotę wziąć młotek i to obtłuc z ciebie. podchodzisz do małzeństwa
                  i zycia z drugim człowiekiem pod wspólnym dachem jak monter do
                  konstrukcji wieży eifla. jak tego nie porzucisz, to w piętke
                  pogonisz a wszystko i tak bedzie z twojej strony akuratne.
                • sweet_pink Re: trudny początek 08.10.09, 13:45
                  Bogini to to nie jest trudny początek małżeństwa tylko mieszkania razem :)
                  A na to to już można Ci odpowiedzieć, że takie problemy na początku to sumie
                  norma. Odrobina dobrej woli i sie dotrzecie i przyzwyczaicie. Przyzwyczajenie
                  drugą naturą człowieka, a jak się razem zamieszka to sporo mniejszych lub
                  większych przyzwyczajeń trzeba porzucić...a to potrafi nie miłosiernie
                  irytować...ja mojego mam ochotę mordować jak mi wypomina, że zostawiłam dżny w
                  łazience na środku...a ja dżniy na środku łazienki zostawiam od 20 lat przy czym
                  przez 10 lat pyskowałam ojcu, który mnie za te dżniy gonił straszliwie...i mam
                  ochotę warczeć "odwal się do moich dżinów" :P
                  Postaraj się podchodzić racjonalnie do swojej irytacji i często robić w jego
                  kierunku drobne ciepłe gesty, to powinno zrównoważyć negatywne napięcia.
    • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 12:46
      Dzięki za wszystkie odpowiedzi,

      sporo fajnych tropów. Tak sobie podrążyłam, poanalizowałam i wiecie
      co odkryłam? Ja się obawiam, że za tą irytacją, zwracaniem mi uwagi -
      czego w zasadzie można się było spodziewać w ramach
      wspólnego "docierania się" - kryje się coś więcej. Że zaszła jakaś
      zmiana, doszła nowa okoliczność, że nasze nastawienie względem
      siebie uległo zmianie w wyniku nie znanych mi czynników.
      No więc mam punkt wyjścia do rozmowy - bo może to ja mam problem i
      mój wewnętrzny niepokój jest jakimś tam echem z przeszłości, a może
      faktycznie jest coś nie tak.
      Uspokoiły mnie wypowiedzi z serii "też miałam podobnie". Oznaczałoby
      to, że obiektywnie nie dzieje się nic złego, po prostu właśnie się
      docieramy i czasem pójdzie jakas iskra. Jeśli tak jest - będę
      musiała męża przeprosić i oswoić swój lęk.
      • wmega Re: trudny początek 08.10.09, 13:33
        hej bogini, z moich obserwacji wynika ze zwiazek dwojga ludzi to raz
        jestesmy na gorze raz na zerze raz dole. i tak w koleczko. raz jest
        zajefajnie, zyc nie umierac! raz normalnie, zwykle, codziennie, a
        raz nie pozostaje nic tylko sie rozstac.
        wierze, ze jesli jednak dwoje ludzi sie kocha, to te gorsze okresy
        sie przeczeka :)
        nie zaszkodzi jedank jakis wyjazd samemu, by zatesknic za druga
        osoba i zdac sobie sprawe z tego co jest rzeczywiscie wazne :)
        no i jeszcze jedno - medytacja! bardzo polecam, gdybyz moze ona
        pomoc w stanach irytacyjnych :)
      • six_a Re: trudny początek 08.10.09, 13:52
        nareszcie jakiś przyzwoity wątek na tym forumie:)

        a może to co Cię irytuje, jest echem czegoś co nie funkcjonowało w poprzednim
        związku: np. nadopiekuńczość i wieczne pytania o czapeczkę, kapcie, szaliczek.
        może coś się powtarza ze schematu funkcjonowania w poprzednim związku, budzi
        niepokój i irytację.

        jak ktoś pisał wyżej: lepiej prosto z mostu wyjaśnić co nie odpowiada.
        opiekuńczość ok, ale nie wyrażana jak w stosunku do pięciolatka. w sumie on też
        może sobie nie uświadamiać, ale jakby ktoś do niego tak ciuciuciu, to może i
        jego by wpieniało.

        jak się długo mieszkało samemu, to problemem jest znoszenie drugiej osoby
        dorosłej. warto zadbać o jakąś własną przestrzeń - swój pokój np., czas tylko
        dla siebie, żeby stopniowo się przyzwyczajać.

        w każdym razie owocnego śledztwa i analizowania życzę:)
      • skarpetka_szara Re: trudny początek 08.10.09, 20:39
        Przyszlo mi do glowy cos takiego...

        wiesz jak czasami w sklepie za szyba widzisz piekne cos tam (dajmy
        na przyklad ... sukienke/kreacjie). Patrzymy przez szybe, bardzo
        nam sie podoba, kolezanki tez mowia jakie to ladne. Wchodzisz do
        sklepu, przymierzasz, jestes zafascynowana!!!. Chcesz to miec, juz
        sobie wyobrazasz gdzie to bedziesz nosic, i jak wszyscy beda prawic
        ci komplementy, i jaka to sliczna sukienka. Wiec ja kupujesz cala
        podekscytowana.

        przychodzisz do domu... wkladasz ja jeszcze raz, probujesz, itd...
        ale w domu swiatla nie sa juz te same, kolezanek nie ma wiec nie
        przyklaskuja... i ... zdajesz sobie sprawe ze tak naprawde ta
        sukienka nie jest taka ladna jak na poczatku myslalas. Ze tu nitka
        wystaje, a tam cos sie niedopina. Usmiech z buzi schodzi.
        Patrzysz jeszcze raz na cene - DROGO kosztowala!!! czy byla warta
        tej ceny???
        • twojabogini Re: trudny początek 09.10.09, 09:33
          Nie ten przypadek, droga Skarpetko. Jakbym miała męża do sukienki
          przyrównać, to byłoby tak:
          Przychodzę do domu... światło przyciemnione, koleżanek wreszcie nie
          ma, mam ją tylko dla siebie... jest intymnie, uwodzi mnie jej
          faktura, odkrywam nowe szczegóły, jest pięknie i starannie podszyta
          od wewnątrz, ma ukryta kieszonkę, a w niej płatki kwiatów, zakładam
          ją i jeszcze raz przyglądam sie sobie krytycznie...
          I dochodzę do wniosku, że aby było idealnie to ja muszę zrzucić
          troszkę z bioder, a sukienkę troszkę poszerzyć w biuście. Kocham
          moją sukienkę i wiem, że się dopasujemy :)
    • paco_lopez Re: trudny początek 08.10.09, 13:14
      poprzerwacało ci sie wtylniej częsci ciała. masz wszystko i
      zaczynasz szukac dziury w całym. jak sie nie uspokoisz to za jakiś
      czas będziesz żałować, ze się naburmuszałaś właśnie teraz. poczatek
      małzeństwa to jest pikuś w porównaniu z końcem małżeństwa.
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 14:09
        Coż, jakby nie patrzeć, paco_lopez sporo racji masz. Rozśmieszyło
        mnie to o obudowie z postu powyżej. Może i jakis młotek do jej
        ostukania by mi się przydał.
        Ja faktycznie bywam nadwrażliwa. Jestem bardzo emocjonalną osobą,
        emocje przeżywam w sposób intensywny, nie tylko swoje ale i cudze.
        Daje mi to pewną przewagę np. w negocjacjach i ogólnie w pracy
        zawodowej, w życiu prywatnym też bywa to przydatne, ale czasem jest
        jak przekleństwo. Tak jak teraz - emocje, emocje, emocje, a tak
        naprawdę - moze i faktycznie dzielę włos na cztery?
        Z drugiej strony paradoksalnie - jestem tak zahartowana w "trudnych"
        sytuacjach, że tam gdzie inni wysiadają, ja sobie radzę. Ale w
        sumie to faktycznie - jestem juz sporą dziewczynką i może nie wypada
        popłakiwać w rękaw bo ktoś się na mnie złości? Młoteczek i pomału
        stuk-puk. Ja jestem do siebie przyzwyczajona, syn przyzwyczajony,
        ale mężowi na karuzeli może się zakręcić w głowie...dzięki za twardą
        nieemocjonalna ocenę :)
        • skara Re: trudny początek 08.10.09, 16:29
          Zdarzały mi się podobne zachowania na początku małżeństwa. U mnie
          wynikało to z tego, że nie mogłam się przyzwyczaić do mieszkania u
          niego. Mieszkamy osobno, mamy duży dom, który należy do męża
          rodziny. Nikt się nie wtrąca, ale chyba na początku się tego
          podświadomie obawiałam.

          Radziłam soebie (i radzę, bo do tej pory potrafię się zirytować)
          wychodzeniem do drugiego pokoju. Nie wykrzykuję mężowi w twarz moich
          humorów (których często sama nie rozumiem), przepraszam za niemiłe
          słowa, uciekam w internet, telewizję, książki. Aż mi przejdzie.
          Uświadamiam go też kiedy mam huśtawkę przedokresową (żeby mi pod
          rękę nie podchodził) i generalnie staram się panować nad sobą. Taka
          irytacja jest chyba normalna, bo mam wrażenie, że wraz z upływem
          czasu człowiek staje się większym samotnikiem i ktoś inny potrafi
          wkurzać. Zupełnie niechcący. Więc ja uciekam do czasu aż mi nie
          przejdzie.
    • wicehrabia.julian Re: trudny początek 08.10.09, 16:34
      twojabogini napisała:

      > Za ch. nie wiem o co mi chodzi.

      a niby my mamy wiedzieć? lecz się
      • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 16:40
        wicehrabia.julian napisał:

        > a niby my mamy wiedzieć? lecz się

        Będę sie leczyć. Intensywnie. W piątek wieczorem. Jak nie pomoże to
        jeszcze w sobotę.
        Jakieś przepisy na drinki o szczególnie leczniczych właściwościach?
        • wicehrabia.julian Re: trudny początek 08.10.09, 16:55
          twojabogini napisała:

          > Jakieś przepisy na drinki o szczególnie leczniczych właściwościach?

          100 ml wódki w wysokiej szklance z lodem, dopełnić red bullem, nie ma nic lepszego
          • twojabogini Re: trudny początek 08.10.09, 17:10
            wicehrabia.julian napisał:

            > twojabogini napisała:
            >
            > > Jakieś przepisy na drinki o szczególnie leczniczych
            właściwościach?
            >
            > 100 ml wódki w wysokiej szklance z lodem, dopełnić red bullem, nie
            ma nic lepszego

            Jest - 200 ml wódki :)
            • jane-bond007 Re: trudny początek 08.10.09, 19:30
              o mater.. TBogini nie lacz wodki z red bulem, szanuj swoj
              organizm...
              co do problemow - nowa sytuacja zawsze jest stresogenna, Ty jeszcze
              masz dziecko wiec w moim pojeciu nie jest Ci obojetne co sie zdarzy
              moze (mnie jest) wiec mozliwe ze odreagowujesz w ten sposob, jesli
              naklada sie jeszcze to czego sie balas/boisz to masz odpowiedz, choc
              powiem Ci ze ja przez 5 lat mieszkalam sama i w momencie
              zamieszkania razem nie odczulam zadnych z opisanych przez Ciebie
              objawow... po 1,5 roku wspolnego mieszkania wzielismy cywilny no i
              jakos leci... no ale to jest troche inna sytuacja

              a na to co Cie irytuje (np ten przysznic) machnij reka, czy to wazne
              ile tam siedzi? poza tym mozesz chyba wejsc do swojej lazienki?
              nie przejmuje sie glupotami i nie badz czepliwa
              • twojabogini Re: trudny początek 09.10.09, 09:27
                jane-bond007 napisała:

                > o mater.. TBogini nie lacz wodki z red bulem, szanuj swoj
                > organizm...

                Tak wiem. Ale jak pierwszy raz wypiłam takiego drina do doszłam do
                wniosku, że powinni pisać n apuszkach "łączyć z alkoholem". Był
                kiedys profesjonalny wątek o RB i wiem, że połączenie go z wódką
                robi na stałe dziury w wątrobie. Dlatego pozwalam sobie raz do roku,
                a tak piję czystą. Zresztą i tak wolę wina albo martini.

                > nie przejmuje sie glupotami i nie badz czepliwa

                Ano :) też tak sobie pomyslałam :)
    • jack20 Re: trudny początek 08.10.09, 17:14
      moze za szybko zdecydowalas sie na zamieszkanie razem?
      moze nalezalo zaczac od kilku urlopow x-dniowych w ktorych
      przebywacie razem 24/24 h?
      pomieszkiwania jakis czas razem np. tylko ca 5 dni w tygodniu, a 2
      zostawiac wylacznie dla siebie?
      gwaltowne odzwyczajanie sie z dnia na dzien od nalogow, nie jest
      specjalnie zdrowe dla organizmu.
      nic nie stoi na przeszkodzie by tak skonstruowac tydzien, ze
      mieszkajac razem mieszkacie razem t y l k o te 5 dni w tygodniu a
      w pozostale dwa tolerujecie tylko "sympatycznie" obecnosc drugiego?
      • twojabogini Re: trudny początek 09.10.09, 09:40
        jack20 napisał:

        > moze za szybko zdecydowalas sie na zamieszkanie razem?

        No wiesz, małzeństwa zazwyczaj mieszkają razem :) Niby można łamać
        ten schemat, ale jakoś nie czuliśmy potrzeby.

        > moze nalezalo zaczac od kilku urlopow x-dniowych w ktorych
        > przebywacie razem 24/24 h?

        Bardzo rozsądnie - tak właśnie robilismy. Z tym, ze nawet nie
        planowo, po prostu chcieliśmy byc razem i zawsze było wspaniale.
        Kiedy postanowilismy że chcemy stworzyć rodzinę to oswajanie było
        juz bardziej planowane i spędziliśmy razem wspaniałe wakacje,
        wyjazdy, weekendy, a czasem i jakiś taki "zwykły" tydzień.

        > gwaltowne odzwyczajanie sie z dnia na dzien od nalogow, nie jest
        > specjalnie zdrowe dla organizmu.

        Tez tak mówię, jak mnie pytają czy już rzuciłam palenie ;)

        > nic nie stoi na przeszkodzie by tak skonstruowac tydzien, ze
        > mieszkajac razem mieszkacie razem t y l k o te 5 dni w tygodniu
        a w pozostale dwa tolerujecie tylko "sympatycznie" obecnosc
        drugiego?

        E, ja myslę, że lepiej po prostu się zsynchronizować. I tyle.
    • mahadeva Re: trudny początek 08.10.09, 17:59
      ja tez mam problemy w zwiazku
      i to co zamirzam zrobic to starac sie, zebysmy sie lepiej poznali, swoje
      potrzeby, robili jak najwiecej fajnych rzeczy razem, ni cnam nie pozostaje
      oprocz starania sie
      • jack20 Re: trudny początek 08.10.09, 18:07
        ty masz problem przez siebie zaprogramowany nie majacy nic wspolnego
        z wyzej opisanym. ty zgadzasz sie na sytuacje bo masz zero do
        decydowania o przebiegu twojego zwiazku.
        • mahadeva Re: trudny początek 08.10.09, 18:20
          nie jest tak
    • brms Re: trudny początek 08.10.09, 18:32
      Paradoksalnie napiszę Ci: to bardzo dobry znak.
      Bo kto ma cię denerwować, jak nie osoba, na której ci zależy?
      A z drugiej strony: nie spinaj się, to nie film. Ma być wszystko,
      skarżysko, kapsle po winie, bilety po kinie, czy jak tam szło. (ktoś
      pamięta, co to?)
      I tak jest najlepiej. Oczywiście dobra wola nie zaszkodzi.

      Ostatni związek z łatwym początkiem to miałam w liceum.
      Ale teraz jest prawdziwiej.
    • skarpetka_szara Re: trudny początek 08.10.09, 20:27
      Wiesz... po malzenstwie ludzie spedzaja ze soba wiecej czasu. Tzn,
      wiem, chodzicie do pracy, ale wtedy dzien inaczej uplywa, jestescie
      skoncentrowani na pracy a nie na sobie. A jak juz idziecie do
      domu, to tez nie macie czasu dla siebie samych- bo domownicy
      krzataja sie gdzies obok. Moze stad ta irytacjia. Czlowiek
      potrzebuje sobie troche samemu pomedytowac, poleniuchowac.

      czasami pisze ze swojego meza wyganiam aby spotkal sie z kolegami,
      zeby poszedl obejrzec mecz, itd... Nie robie tego tak bardzo dla
      niego jak robie to dla siebie. Po prostu lubie czasami poprzebywac
      sama, porobic glupoty gdy partnera nie ma. Bo przeciez po slubie
      nie zmienilam sie w inna osobe (zone) - jestem nadal soba, mam
      pewne swoje przyzwyczajenia, potrzeby, i musze wewnetrznie siebie
      odnalesc - a te ciche momenty mi w tym pomagaja.

      Moj maz ma to sama. Sam ma swoje miejsca w ktore lazi aby byc sam,
      sie wyciszyc.

      wiec chodzi mi o to, ze byc moze macie siebie za duzo?
      • twojabogini Re: trudny początek 09.10.09, 09:42
        skarpetka_szara napisała:

        > wiec chodzi mi o to, ze byc moze macie siebie za duzo?

        Za mało, niestety.
    • twojabogini Re: dziękuję :) 09.10.09, 10:10
      Dziękuję wam bardzo. Wasze sugestie pomogły mi przygotować się do
      rozmowy z mężem i rozpatrzeć takie aspekty sprawy, których ja -
      znajdując się pod wpływem emocji - na pewno bym nie dostrzegła.
      Mając już konkretne przemyślenia mogłam opowiedzieć konkretnie, co
      się dzieje, zamiast przeprowadzać męża po meandrach moich stanów
      emocjonalnych.
      Wnioski:
      1. Jestem czasem przewrażliwiona, bezpośrednie komunikaty lub
      przejawy troski traktuję jako zawierające dodatkowe konteksty. Ja
      postaram się mieć to na uwadze i przestać traktować sytuację
      śmiertelnie poważnie, mój mąż - złagodzi część komunikatów.
      2. Troszkę zabrakło nam ostatnio czasu. Dlatego zamiast wyjaśnić
      głupoty na bieżąco - doprowadziliśmy do kumulacji. Drobne
      wyładowania postanowiliśmy regulować na bieżąco.
      3. Docieramy się :) Nie dzieje się nic złego. Uznaliśmy, że to nawet
      zabawne.

      No i mój wniosek na własny prywatny użytek - coś tam we mnie siedzi
      co każe dopatrywać się kontekstów, czuć się niepewnie, przejmować
      się, i to cos przesłania mi poczucie humoru i zdrowy dystans do
      siebie. Trza to dopaść i zabić. Ciekawe czy umie pływać w
      spirytusie ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka