jane-bond007
08.10.09, 19:50
zawsze mnie to dziwilo jak mozna zyc praca a teraz widze ze sama
zaczynam praktycznie w niej mieszkac... wlasnie sobie uswiadamiam ze
od kilku miesiecy caly czas mam cos do roboty, na cito, czas leci
nieublaganie a ja mam ciagle cos do zrobienia i biegam i zalatwiam,
okazuje sie ze to jest pilna i tamto i wracam do domu wieczorem,
czasami siadam i cos jeszcze robie i juz mi sie nic nie chce a
najgorsze ze juz mysle co mam zrobic jutro... dzis bylam w szoku ze
to juz 8.10! juz nie wspomne o sytuacji kiedy mysle ze jest sroda a
jest czwartek... :/ kurcze ale sie nakrecilam... na to co nie
powinno byc najwazniejsze w zyciu :/
znam przypadek co nie bierze rok w rok urlopu bo woli byc caly czas
na biezaco i bardziej sie stresuje gdy go nie ma w pracy, bo nie wie
co sie dzieje... jak mnie czeka taki los to nie wiem :(
a najgorsze ze moj maz tez przynosi robote do domu i tez ma tak ze
sie nie wyrabia na zakretach i ciagle cos musi zrobic :/
zawsze dusilam sie te 8 godz w czterech scianach, patrzylam na
zegarek ile jeszcze i kiedy czmychnac a teraz chyba przekroczylam
jakas granice, zerwalam sie i moj organizm juz nie protestuje,
siedze i robie
chyba mi mozg wyprali