Dodaj do ulubionych

Czy pozwolić...

23.10.09, 12:00
Co jest do k... nędzy z tym pozwalaniem? To jakiś powszechny schemat
myślowy, że liberalny partner pozwala drugiemu na to czy tamto, a im
więcej pozwala, tym lepszy, bo bardziej nowoczesny? Jakie "pozwala"?
A co to tatuś? mamusia?
Czy wy też "pozwalacie" swoim partnerom/mężom/chłopakom?
Bo ja to widzę tak : dajmy na to jest impreza, na której nie mogę
być, partner sygnalizuje, że chciałby pójść mimo to. Wyrażam swoją
opinię, partner podejmuje decyzję, czy idzie czy nie.
Po treści decyzji partnera mogę ustalić czy aktualnie ma mnie
gdzieś, czy zwraca uwagę na moje potrzeby itp. Jeśli coś się dzieje
nie tak - rozmawiam, wyjaśniam. Ale nie bawię się w
pozwalanie/zabranianie - bo to chore.
A może się mylę?
Obserwuj wątek
    • liliana_17 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:09
      twojabogini napisała:
      > Czy wy też "pozwalacie" swoim partnerom/mężom/chłopakom?

      Nie wydaję żadnych pozwoleń/zakazów, ale wiem, że są takie pary,
      które trzymają krótko partnera...właściwie nie wiem jak to
      argumentują.Może zna ktoś jakąś logiczną argumentację?
      • sundry Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:20
        "Jak pójdziesz na tą imprezę, to do końca miesiąca nie pójdziemy do
        łóżka"-dość logiczny argument?:P
        • liliana_17 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:26
          Ach, to tak to działa;)
        • grassant Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:45
          sundry napisała:

          > "Jak pójdziesz na tą imprezę, to do końca miesiąca nie pójdziemy
          do
          > łóżka"-dość logiczny argument?:P

          hehe będzie miał świeżą laskę z imprezy
        • rumak.hrabiny Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:47
          sundry napisała:

          > "Jak pójdziesz na tą imprezę, to do końca miesiąca nie pójdziemy do
          > łóżka"-dość logiczny argument?:P

          sądząc po wizytówce, taki "logiczny" argument będzie działał jeszcze przez 3-4
          lata. później role mogą się odwrócić. kto mieczem wojuje .....
          • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:01
            rumak.hrabiny napisał:

            > sądząc po wizytówce, taki "logiczny" argument będzie działał
            >jeszcze przez 3-4 lata. później role mogą się odwrócić. kto mieczem
            >wojuje .....

            Też tak sadzę, pomijam że nie rozumiem, co ma pójście na imprezę z
            życiem intymnym pary? To szantaż a nie logiczny argument.
            • sundry Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:07
              Emotikonka na końcu miała świadczyć o tym,że wypowiedź należy
              potraktować z przymrużeniem oka:)
          • sundry Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:02
            Gdzie ja napisałam,że takie argumenty stosuję?:)
            • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:14
              Spoko, widziałam emotikonka :) Nie komentuję tej postawy (albo
              słuchasz, albo nici z seksu) jako twojej, tylko jako ogólną postawę,
              reszta pewnie też (hope so ;)
            • rumak.hrabiny Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:26
              a to przepraszam. znaku zapytania też nie zauważyłem
    • hermina25 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:18
      Pewnie,że to chore :)
      U mnie jest tak,że nikt nikogo nie pyta o zdanie-tylko oznajmia-idę na imprezę i
      po wszystkim.Głupio bym się czuła jakby mój facet pytał się mnie czy może iść na
      piwo :D ,a już w ogóle sobie siebie nie wyobrażam w takiej sytuacji :]
      Związek,to coś więcej niż przyjaźń,a w przyjaźni nie ma pozwalania i zabraniania
      czegokolwiek .
      • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:32
        hermina25 napisała:

        >Głupio bym się czuła jakby mój facet pytał się mnie czy może iść na
        > piwo :D

        O to, to to!!Z drugiej strony - gdyby na przyklad mąż zaproponował,
        że pójdzie na imprezę firmową w czasie poważnej choroby dzieci -
        czułabym się równie głupio. Ale to nie byłby powód, żeby mu wyjścia
        zabronić, tylko sygnał, ze mąż odjechał od rodziny jakiś czas temu i
        ma generalnie gdzieś to co się dzieje w domu.

        > Związek,to coś więcej niż przyjaźń,a w przyjaźni nie ma pozwalania
        >i zabraniania czegokolwiek.

        Jestem zwolenniczką teorii, że w miłości nie ma przyjaźni. Wręcz
        przeciwnie - przyjaźń na dłuższą metę jest destrukcyjna dla
        związków.
        • hermina25 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:41
          twojabogini napisała:

          gdyby na przyklad mąż zaproponował,
          > że pójdzie na imprezę firmową w czasie poważnej choroby dzieci -
          > czułabym się równie głupio.

          tu się zgodzę :)ale to trochę inna sytuacja,nie dotycząca jakby bezpośrednio
          niezależności partnera ,a świadcząca o jego odpowiedzialności i zaangażowaniu
          rodzinnym...

          > Jestem zwolenniczką teorii, że w miłości nie ma przyjaźni. Wręcz
          > przeciwnie - przyjaźń na dłuższą metę jest destrukcyjna dla
          > związków.

          no widzisz,każdy ma inne podejście-dla mnie pogląd,że prawdziwa miłość rodzi się
          z głębokiej przyjaźni jest bardzo logiczny...
          I uważam ,że przyjaźń to mocna,prawdziwa konstrukcja związku.Bo miłość to nic
          innego jak chemia,a jeśli nie ma w związku przyjaźni,to prędzej czy później
          magiczne uniesienia przeminą,zastanie taką parę szara realność i nagle okaże
          się,że wymarzona żona-to rozhisteryzowana małolata,a idealny mąż-to
          nieodpowiedzialny imprezowicz...W związku opartym na przyjaźni wiemy o wadach
          partnerów,ale akceptujemy je,a taka dzika,szalona miłość przysłania nam
          rzeczywistość :)
          ale to tylko to moje zdanie-każdemu wolno mieć inne!
          • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:54
            hermina25 napisała:

            > tu się zgodzę :)ale to trochę inna sytuacja,nie dotycząca jakby
            bezpośrednio niezależności partnera ,a świadcząca o jego
            odpowiedzialności i zaangażowaniu rodzinnym...

            Dlatego również w takiej sytuacji nie bawilabym się w zabranianie.
            Po prostu musiałbym przyjąć, że mąż aktualnie ma rodziną gdzieś, ze
            mna na czele - no i byłby to sygnał, że może warto coś z tym zrobić.
            Bo zabronienie to w takiej sytuacji bardzo połowiczne zwycięstwo -
            od tego mężowi nie zacznie nagle z powrotem zależeć.

            >Bo miłość to nic innego jak chemia,

            Akurat co do tej teorii to sadzę, że naukowcy odwrócili kota ogonem.
            Bo tak: widzę atrakcyjnego dla mnie mężczynę - podniecam się,
            zaczynają działać hormony, czyli tzw. "chemia miłości". Mogą sobie
            to tak nazwać, ale z miłoscią to nie ma nic wspólnego. Inni miłościa
            nazywają emocje - a emocje sa różne, raz jestem w kwiatkach, raz
            dostaję szału.
            Miłość to jak sądzę postawa wobec drugiej osoby, chcęć bycia z nią
            razem i dbania o chemię miłości, podsycania jej, jak również o
            emocje - te pozytywne.

            >a jeśli nie ma w związku przyjaźni,to prędzej czy później
            > magiczne uniesienia przeminą,

            ja myślę, że magia minie jak się za bardzo zaprzyjaźni.

            >W związku opartym na przyjaźni wiemy o wadach
            > partnerów,ale akceptujemy je,a taka dzika,szalona miłość
            przysłania nam rzeczywistość :)

            Szalona miłość pozwala wady partnera pokochać. To jak sądzę jej
            przewaga.

            > ale to tylko to moje zdanie-każdemu wolno mieć inne!

            :))
        • liliana_17 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:53
          twojabogini napisała:

          > Jestem zwolenniczką teorii, że w miłości nie ma przyjaźni. Wręcz
          > przeciwnie - przyjaźń na dłuższą metę jest destrukcyjna dla
          > związków.

          Destrukcyjna? Dla mnie przyjaźń to szacunek, akceptacja,
          zrozumienie, przymknięcie oka na wady, wsparcie. I działa o każdej
          porze dnia i nocy.A więc świetne połączenie z chemią.
          • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:12
            liliana_17 napisała:

            > Destrukcyjna? Dla mnie przyjaźń to szacunek, akceptacja,
            > zrozumienie, przymknięcie oka na wady, wsparcie. I działa o każdej
            > porze dnia i nocy.A więc świetne połączenie z chemią.

            No i tu się rozbijamy o definicje. Dla mnie przyjaźń to:
            - otwartośc i szczerość, dla miłości zabójcza - przyjacielowi mogę
            bez negatywnych konsekwencji powiedzieć, że podoba mi się
            przystojniak pracujący piętro wyżej, że snił mi się były kochanek,
            wspomniec mu z senstymentem o jakims dawnym romansie, partnerowi -
            nie, z przyjaciółką mogę pogadać o infekcjach intymnych, sposobach
            depilacji - z partnerem nie powinnam,
            - w przyjaźni akceptujemy się nawzajem, przymykamy oko na wady, w
            zwiazku miłosnym ta sama postawa prowadzi do znużenia, poczucia że
            partner się dla mnie nie stara,
            - w przyjaźni nie ma potrzeby grania, uwodzenia, nie ma tak wielu
            konfliktów interesów, jak w miłości, ani tak silnych emocji -
            wygaszając to wszystko w przyjaźń - wygasza się i miłość,

            Stawiając w związku na przyjaźń i letnie emocje wybiera się drogę w
            której w przyjaźni wspólnie wychowa się dziecko i każde poszuka
            sobie emocji poza związkiem. Sądzę, ze w przyjaźń w związku uciekają
            ludzie, którzy boją się silnych emocji, zostali zranieni itp.
            Oczywiście to moje zdanie.
            • liliana_17 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:42
              twojabogini napisała:
              > No i tu się rozbijamy o definicje. Dla mnie przyjaźń to:
              > - otwartośc i szczerość, dla miłości zabójcza - przyjacielowi mogę
              > bez negatywnych konsekwencji powiedzieć, że podoba mi się
              > przystojniak pracujący piętro wyżej, że snił mi się były kochanek,
              > wspomniec mu z senstymentem o jakims dawnym romansie, partnerowi -
              > nie,

              będąc w związku nie mam problemów typu: podoba mi się kolega z pracy.

              z przyjaciółką mogę pogadać o infekcjach intymnych, sposobach
              > depilacji - z partnerem nie powinnam,

              Tutaj się nie wypowiadam, bo nie rozmawiam z żadną z koleżanek o
              depilacji, kosmetykach i problemach zdrowotnych tym bardziej
              intymnych, ale rozumiem, że niektóre psiapsiółki wiedzą o sobie
              wszystko.Więcej niż partner.

              > - w przyjaźni akceptujemy się nawzajem, przymykamy oko na wady, w
              > zwiazku miłosnym ta sama postawa prowadzi do znużenia, poczucia że
              > partner się dla mnie nie stara,

              Czy to znaczy, że w związku mamy nie tolerowac niektórych wad
              partnera i wywoływac spięcia o przysłowiowe skarpetki na podłodze?

              > - w przyjaźni nie ma potrzeby grania, uwodzenia, nie ma tak wielu
              > konfliktów interesów, jak w miłości, ani tak silnych emocji -
              > wygaszając to wszystko w przyjaźń - wygasza się i miłość,

              W związku jakakolwiek gra jest niedopuszczalna. Uwodzenie to co
              innego i jest jak najbardziej wskazane.


              > Stawiając w związku na przyjaźń i letnie emocje wybiera się drogę
              w której w przyjaźni wspólnie wychowa się dziecko i każde poszuka
              > sobie emocji poza związkiem. Sądzę, ze w przyjaźń w związku
              uciekają ludzie, którzy boją się silnych emocji, zostali zranieni
              itp.


              Twardo trzymasz się zdania, że jeśli w związku jest przyjaźń to nie
              ma w nim euforii i namiętności. Ja się z tym nie zgdzam, ale
              oczywiście to moje zdanie:)
              • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:54
                liliana_17 napisała:

                > będąc w związku nie mam problemów typu: podoba mi się kolega z
                pracy.

                I nigdy nie flirtujesz, nie jest ci miło jak ktoś cię adoruje, nie
                myślisz sobie, mhmmm...fajny? Przeciez nie chodzi o to, zeby
                partnera zdradzać, ale przeciez jestesmy osobami seksualnymi, więc
                takie reakcje sa normalne. Co nie znaczy, że trzeba zaraz o tym
                partnerowi opowiadać, bo mozna go zranić.
                Kumplowi jako stara du.a prędzej się zwierzę kumplowi, że mi na mózg
                siadlo i podobają mi sią młodzi chłopcy, niz mężowi, który własnie
                zaczął siwieć. co nie oznacza, że zrobię coś nielojalnego.

                > (...)niektóre psiapsiółki wiedzą o sobie wszystko.Więcej niż
                >partner.

                I to ma sens. Partner to nie przyjacółka. Ani nie przyjaciel.

                > Czy to znaczy, że w związku mamy nie tolerowac niektórych wad
                > partnera
                - Tak.

                >i wywoływac spięcia o przysłowiowe skarpetki na podłodze?
                - Nie.

                > W związku jakakolwiek gra jest niedopuszczalna.

                Dlaczego? Czasem mozna grac aby ukryć swoje myśli, czasem, aby
                podkręcic partnera...Granie nie oznacza naruszania lojalności.

                >Uwodzenie to co innego i jest jak najbardziej wskazane.

                Alez uwodzenie to właśnie gra. Przecież na dłuzsza metę nie
                wystarczy się rozebrać, orgaznizowanie striptizów co wieczór tez się
                znudzi. Temperaturę podtrzyma własnie gra.
        • facettt sa rozne modele :). 23.10.09, 12:56
          twojabogini napisała:
          > Jestem zwolenniczką teorii, że w miłości nie ma przyjaźni. Wręcz
          > przeciwnie - przyjaźń na dłuższą metę jest destrukcyjna dla
          > związków.

          sa rozne modele :)
          skoro wolisz model:
          - milosc - to wolna gra interesow + seks i pozadanie...
          - nie zamierzam z nim polemizowac.

          sam wole jednak model dosc staroswiecki i tradycyjny:
          milosc - to przyjazn + seks i pozadanie.
          • twojabogini Re: sa rozne modele :). 23.10.09, 13:23
            facettt napisał:

            > skoro wolisz model:
            > - milosc - to wolna gra interesow + seks i pozadanie...
            > - nie zamierzam z nim polemizowac.

            Nie wpieraj mi dziecka w brzuch. Brak przyjaźni w związku nie
            oznacza "wolnej gry interesów", tylko gdzie indziej postawione
            granice rzeczy takich jak szczerość, intymność, inny tryb
            wypracowania rozwiązań niż kompromisy, wyższy poziom emocji, no i
            podtekst erotyczny, związany z grą, uwodzeniem.

            > sam wole jednak model dosc staroswiecki i tradycyjny:
            > milosc - to przyjazn + seks i pozadanie.

            Przyjaźń w miłości to bardzo nowoczesny postulat. Już sama miłość w
            małżeństwie - rozumiana tak jak dziś - to nowum i zaprzeczenie
            odwiecznym tradycjom. Przyjaźń zaś to novum absolutne.
            • facettt tak, sa rozne modele, uwierz mi :). 23.10.09, 13:33
              twojabogini napisała:

              > Nie wpieraj mi dziecka w brzuch.

              - nie czynie tego

              Brak przyjaźni w związku nie oznacza "wolnej gry interesów", tylko gdzie indziej
              postawione granice rzeczy takich jak szczerość, intymność,

              - przykro mi. nie widze tych granic

              inny tryb wypracowania rozwiązań niż kompromisy,

              - czyli jaki?

              wyższy poziom emocji, no i podtekst erotyczny, związany z grą, uwodzeniem.


              - to oczywiscie prawda, ale to nie przeczy moim poprzednim uwagom.

              > > sam wole jednak model dosc staroswiecki i tradycyjny:
              > > milosc - to przyjazn + seks i pozadanie.
              >
              > Przyjaźń w miłości to bardzo nowoczesny postulat. Już sama miłość w
              małżeństwie - rozumiana tak jak dziś - to nowum i zaprzeczenie
              > odwiecznym tradycjom.

              - ZGODA

              Przyjaźń zaś to novum absolutne.

              - TEZ ZGODA

              myslalem, ze jestem tradycjonalista,
              a wyszlo na to, ze jestem
              novatorski :)
              • twojabogini Re: tak, sa rozne modele, uwierz mi :). 23.10.09, 13:43
                facettt napisał:

                Granica szczerości w związku - lepiej nie mówic partnerowi, że jakaś
                tam osoba wywołuje erotyczne uniesienie. Niektórzy jednak w ramach
                przyjaźni w związku są szczerzy i opowiadają o wszystkich tego
                rodzaju sprawach szczerze i do bólu, w tym równiez o swojej
                przeszłosci seksualnej. To nigdy nie wychodzi na dobre.

                Granica intymności - nie opowiadam o miesiączkach, infekcjach
                intymnych itp.

                Inny tryb wypracowania rozwiązań niż kompromisy, jest potrzebny, bo
                kompromis oznacza, ze żadna ze stron nigdy nie jest zadowolona. Ja
                chcę oglądać mecz, a on chce na długi spacer. Kompromis to
                rozwiązanie pośrodku - czyli ogladam pół meczu a potem idziemy na
                krótki spacer. To na dluższa metę frustruje, bo niczyje potzreby nie
                sa realizowane. Potrzebne jest ustępstwo - okej dziś obejrzymy mecz,
                a na spacer pójdziemy jutro, albo rozdzielenie - to ty ogladaj mecz,
                ja pójdę na spacer.

                > wyższy poziom emocji, no i podtekst erotyczny, związany z grą,
                uwodzeniem.

                > - to oczywiscie prawda, ale to nie przeczy moim poprzednim uwagom.

                Jasne bo dla osoby z która sie przyjaźnisz, przed którą nigdy nie
                grasz i jest dla ciebie jak ciepłe kapcie to akurat się będzie
                chciało. Prędzej czy później dopada znuzenie.

                > myslalem, ze jestem tradycjonalista,
                > a wyszlo na to, ze jestem
                > novatorski :)

                Ano widzisz. Tradycjonalistka to jestem ja.
                • facettt Re: tak, sa rozne modele, uwierz mi :). 23.10.09, 13:52
                  twojabogini napisała:

                  > Granica szczerości w związku - lepiej nie mówic partnerowi, że jakaś
                  > tam osoba wywołuje erotyczne uniesienie. Niektórzy jednak w ramach
                  > przyjaźni w związku są szczerzy i opowiadają o wszystkich tego
                  > rodzaju sprawach szczerze i do bólu, w tym równiez o swojej
                  > przeszłosci seksualnej. To nigdy nie wychodzi na dobre.
                  >

                  - mloda jestes :) po latach juz mozna...

                  > Granica intymności - nie opowiadam o miesiączkach, infekcjach
                  > intymnych itp.

                  - mnie by to nie przeszkadzalo :)
                  >
                  > Inny tryb wypracowania rozwiązań niż kompromisy, jest potrzebny, bo kompromis
                  oznacza, ze żadna ze stron nigdy nie jest zadowolona. Ja
                  > chcę oglądać mecz, a on chce na długi spacer. Kompromis to
                  > rozwiązanie pośrodku - czyli ogladam pół meczu a potem idziemy na
                  > krótki spacer. To na dluższa metę frustruje, bo niczyje potzreby nie
                  > sa realizowane. Potrzebne jest ustępstwo - okej dziś obejrzymy mecz,
                  > a na spacer pójdziemy jutro, albo rozdzielenie - to ty ogladaj mecz,
                  > ja pójdę na spacer.

                  - to tez kompromis, tylko innego rodzaju, Aniele :)
                  >
                  > > wyższy poziom emocji, no i podtekst erotyczny, związany z grą,
                  > uwodzeniem.
                  >
                  > > - to oczywiscie prawda, ale to nie przeczy moim poprzednim uwagom.
                  >
                  > Jasne bo dla osoby z która sie przyjaźnisz, przed którą nigdy nie
                  > grasz i jest dla ciebie jak ciepłe kapcie to akurat się będzie
                  > chciało. Prędzej czy później dopada znuzenie.
                  >

                  - nieprawda.

                  pa.
                  musze isc popracowac.

                  > Ano widzisz. Tradycjonalistka to jestem ja.
                  • twojabogini Re: tak, sa rozne modele, uwierz mi :). 23.10.09, 14:01
                    facettt napisał:

                    > - mloda jestes :) po latach juz mozna...

                    Tak, jak już emocje opadną wyparte przyjaźnią i nie ma więzi
                    seksualnej, więc nie ma o co byc zazdrosnym. Ja podziękuję.

                    > - mnie by to nie przeszkadzalo :)

                    Ale jest cała masa rzeczy które by mogły - kwestia wyczucia
                    partnera. Z przyjacielem aż tak nie trzeba się ceregielić.

                    > - to tez kompromis, tylko innego rodzaju, Aniele :)

                    Nie - kompromis oznacza, że każda strona idzie na ustępstwa. W moim
                    przykladzie chodzi o to, jak spędzić ten konkretny wieczór.
                    Rozwiązanie kompromisowe oznacza, że nikt nie będzie zadowolony.
                    wybór jednej z opcji oznacza, ze zadowolona będzie jedna strona.
                    Druga może czerpać satysfakcję, że ustępstwo uszczęśliwiło partnera.

    • facettt nie mylisz sie :) 23.10.09, 12:38
      twojabogini napisała:
      Ale nie bawię się w pozwalanie/zabranianie - bo to chore.
      > A może się mylę?

      pozwalac/lub nie - to moga rodzice dzieciom.

      partner moze TYLKO wyrazic swoja opinie.
      dorosli ludzie robia, co chca - ale musza sami uwazgledniac konsekwencje swoich
      dzialan :)

      MILO sie raz moc z Toba zgodzic :)
      • hermina25 Re: nie mylisz sie :) 23.10.09, 12:45
        facettt napisał:

        > partner moze TYLKO wyrazic swoja opinie.
        > dorosli ludzie robia, co chca - ale musza sami uwazgledniac konsekwencje swoich
        > dzialan :)


        eureka! a jednak są kumaci panowie na tym forum :)
      • twojabogini Re: nie mylisz sie :) 23.10.09, 12:55
        facettt napisał:

        > MILO sie raz moc z Toba zgodzic :)

        Zgodzę się z tobą - miło :)))
    • sweet_pink Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:57
      Ja czasem używam zwrotu "ja swojemu nie pozwalam" w trochę mylnym znaczeniu. Tzn
      gdy mówię o zachowaniach, których nie toleruje u partnera i nie pozostaje w
      związku z panami je przejawiającymi. Może inni też jakoś w innym znaczeniu taki
      zwrotów używają.

      Co do pozwalania w znaczeniu podstawowym, to mam takie zdanie. Że w związku w
      pewnych sprawach pozwalanie/proszenie o zgodę powinno zachodzić w sytuacji gdy
      para ma wspólne dziecko. Wtedy opieka nad dzieckiem jest obowiązkiem obojga i
      jeśli któreś chce przez jakiś czas owego obowiązku nie spełniać (piwo z
      kumplami, drink z przyjaciółkami) to powinien partnera prosić o zgodę na to, że
      przez ten czas nie będzie obowiązku spełniać/ zgodę, że partner obowiązki
      względem dziecka na ten czas bierze w całości na siebie. Oczywiście strony
      powinny przy godzeniu się lub nie na wyjścia partnera kierować sensownymi
      pobudkami, a nie zazdrością czy chęcią pokazania władzy.
      Natomiast w sferach osobistych, nie dotyczących wspólnych dzieci jestem
      przeciwko zakazom/pozwalaniom. Tu po prostu wystarczy się nie wiązać z osobami,
      które zachowują się tak jak nam nie pasuje i ot cala filozofia.
    • alpepe Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 12:58
      chłe, chłe, jakże ja lubię teoretyzowanie i zakładanie, że partner się zachowa
      odpowiedzialnie i z klasą :-)
      • facettt rozsadek i nadzieja 23.10.09, 13:07
        alpepe napisała:

        > chłe, chłe, jakże ja lubię teoretyzowanie i zakładanie, że partner się zachowa
        odpowiedzialnie i z klasą :-)

        i tu sa dwa modele postepowania :)
        1. zakladamy, ze partner zachowa sie odpowiedzialnie i z klasa
        (sam tak czynie)

        2. zakladamy, ze partner jest swinia i przewidujemy z gory wszelkie negatywne
        konsekwencje - blokujac mu (na zapas) negatywne zachowania.

        Zycie REALNE jest gdzies posrodku...
        ale przyznasz, ze pierwszy model jest jednak ciekawszy?
        • alpepe Re: rozsadek i nadzieja 23.10.09, 14:13
          ja jestem praktyczką, znam swojego męża, on wprawdzie mówi, że źle go osądzam,
          ale co tam :-)
      • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:17
        alpepe napisała:

        > chłe, chłe, jakże ja lubię teoretyzowanie i zakładanie, że partner
        się zachowa odpowiedzialnie i z klasą :-)

        A kto zakłada, ze się zachowa z klasą? Weźmy przykład tej imprezy.
        Ja powiem - słuchaj nasze dzieci są chore, młodsze może w każdej
        chwili jechać do szpitala, potrzebuję twojej pomocy, chciałabym abyś
        został ze mną i mi pomógł.
        On zostaje - znaczy, zależy mu. Idzie - coś nie gra. Wiem
        przynajmniej na czym stoję.
        • sweet_pink Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:26
          Jeśli chodzi o przykład imprezy, to uważam, że ponieważ to facet chce jechać na
          imprezę to on się powinien spytać, czy może żonę zostawić samą z obowiązkami
          przy chorych dzieciach (scedować na nią połowę SWOJEGO obowiązku). Jeśli tak nie
          robi to już świadczy o nim źle po raz pierwszy. Jeśli dodatkowo odrzuca słuszny
          sprzeciw partnera i olewa czy dzieci będą mieć zapewnioną dobrą opiekę to
          świadczy źle po raz drugi.
          • kag73 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:44
            Mnie sie wydaje, ze powiedzenie "pozwalam" czy "pozwolilam" to tylko
            taka fraza czasami. Po prostu w zwiazku sie z soba rozmawia. Np.
            przychodzi chlop i mowi "Wiesz mamy dzs impreze w robocie" a zona na
            to, "spoko, baw sie dobrze", albo "Oj nie da rady, bo przeciez
            musimy z dzieckiem do szpitala".
            Albo maz pyta "Pasuje Ci? Isc czy nie isc" i liczy sie ze zdaniem
            partnera.
            Albo zona powie "Nie, nie mozesz isc, bo cos tam", niby "nie
            pozwolila", ale rzcecz w tym, ze byl powazny powod. Czasmi to tylko
            gra albo dobor slow.
            • sweet_pink Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:17
              Moim zdaniem pytanie i wyrażanie aprobaty nie musi być sformalizowane w słowa
              "pozwól mi" "możesz iść/zabraniam". Ale nadal jest tym samym "biorę pod uwagę w
              decyzji aprobatę partnera" "wyrażam aprobatę lub nie dla tego co chce partner".
    • sumire Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 13:57
      zgadzam sie w calej rozciaglosci, bo moj partner nie jest moja
      wlasnoscia.
      ale mysle, ze zaraz sie tu odezwa zwolenniczki trzymania krotko i
      beda drwic z naszego jakze naiwnego podejscia ;)
      • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:11
        sumire napisała:

        > zgadzam sie w calej rozciaglosci, bo moj partner nie jest moja
        > wlasnoscia.
        > ale mysle, ze zaraz sie tu odezwa zwolenniczki trzymania krotko i
        > beda drwic z naszego jakze naiwnego podejscia ;)

        No i tu dochodzimy do kolejnej kwestii. Zostańmy przy przykładzie.
        Zostaję z chorymi dzieciakami, mąż idzie na imprezę, nic się nie
        dzieje, on wraca, deko nawalony, ale cały i zdroy. I mówi widzisz -
        nic się nie stało, a tak panikowałas.
        Ja jestem niezadowolona, bo mogło coś się stać.
        I teraz w imię wolnosci partnera - zamykam się i robię dobrą minę do
        złej gry?
        To moim zdaniem przegięcie w drugą stronę.
        Mogę jasno partnerowi komunikować, ze nie odpowiada mi jego
        zachowanie, ze uważam że postepuje niewłasciwie, a nawet domagać się
        zmiany zachowania. Tyle, że nie metodą na mamusię, czy szantażem.
        • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:12
          twojabogini napisała:

          Za jak najbardzie dopuszczalne uważam tez różnego rodzaju sztuczki i
          gierki, które sprawią że partner zrobi to co ja chcę, zmodyfikuje
          zachowanie itp.
          To lepsze i skuteczniejsze niż awantury.
          • sumire Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:21
            a ja wole otwarty tekst od sztuczek i gierek - w ogole takich rzeczy
            nie uznaje. nie lubie traktowac faceta jak glupszego ode mnie :)
          • sweet_pink Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:22
            Ja tam sztuczek i gierek nie cierpię.
            Wolę jak ktoś mi wprost mówi czego ode mnie oczekuje.
            • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:36
              sweet_pink napisała:

              > Ja tam sztuczek i gierek nie cierpię.
              > Wolę jak ktoś mi wprost mówi czego ode mnie oczekuje.

              No to drążmy dalej faceta, ktory wziął i poszedł na imprezę jak
              dzieci były chore.
              No i teraz wprost to ja mu mogę powiedzieć - że nie jest
              odpowiedzialny, ze nie podoba mi się jego brak zaangazowania w
              rodzine i pomocy w domu, ze olewa swoje obowiązki. Mogę tez
              sprecyzować, ze oczekuję od niego zaangazowania.
              I teraz - albo on mnie zleje, skoro już zaczął zlewać, albo weźmie
              swój krzyż i wróci na stare tory odpowiedzialności.

              Sztuczka:
              Partner mnie olał i poszedł. Wiem, że coś jest nie tak. Wstrzymuję
              się z emocjami, bo to nic nie da. Delikatnie próbuję się dowiedzieć
              co nie gra, a z drugiej strony - np. sprawić, żeby on poczuł się
              lepiej w domu, jeśli podejrzewam, że coś mu nie pasi, uruchomić
              romansową część związku jeśli podejrzewam, że może chodzić o
              początek fascynacji kolezanką z pracy, albo wyjechać na tydzień i
              zostawić go z bajzlem jesli po prostu zrobiły mu się dwie lewe
              rączki.
              Działanie lepsze niż gadanie. I nie zawsze gadanie i szczera rozmowa
              coś da, bo kto się przyzna żonie - wiesz, tak szczerze to Baska z
              kadr wysyła jawne sygnały, że ma na mnie ochotę, a to ostatnia
              wyjazdowa integracja w tym roku, więc obawiam się że do przyszłego
              roku jej przejdzie, a nie chciałbym stracic okazji.
              Albo: wiesz, nie chce mi się siedzieć z dzieciakami, jak sa chore to
              tym bardziej, szczerze mówiąc wole się nap...ć piwkiem i pobajerowac
              laski. Jak wyzdrowieją, to ci trochę znów pomogę.
              • sweet_pink Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:44
                a widzisz...bo ja panów na których gadanie wprost nie działa po prostu nie
                potrzebuje i nie chce takich, więc mnie nie wzruszy jak taki sobie pójdzie w
                cholerę. gadam wprost, może nie ostro, a raczej spokojnie, z argumentami i
                dbając o to by facet odbierał tego jako "trucie" albo "atak". z efektów jestem
                bardzo zadowolona.
                • twojabogini Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:53
                  sweet_pink napisała:

                  > a widzisz...bo ja panów na których gadanie wprost nie działa po
                  prostu nie potrzebuje i nie chce takich,

                  Ale to do pewnego stopnia nie jest kwestia cechy charakteru, tylko
                  nastwienia do partnera, okoliczności, stażu związku.
                  Dopóki jest w porządku rozmowa wystarczy. Ale może się zdarzyć, że
                  wspaniały mąż i i ojciec dzieciom postanowi się nawalić, albo
                  przelecieć baskę - akurat w trakcie jak dzieci będą przechodzic
                  odrę. Wtedy rozmowa nie podziała. Rozmowa to etap 1 - zostań w domu,
                  bo potrzebuję twojej pomocy.
                  Zabronienie, sztuszczki, olanie lub jakakolwiek inna reakcja
                  następuje, gdy normalna rzeczowa rozmowa nie działa.
    • karlajn_27 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:15
      masz zupelna racje. Zabronic to moze mamusia dziecku. Nam sie moze cos nie
      podobac ewentualnie.
    • rosa_de_vratislavia Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 14:28
      twojabogini napisała:

      > Co jest do k... nędzy z tym pozwalaniem? To jakiś powszechny
      schemat

      Nie da się dorosłemu partnerowi "nie pozwolić"/ "pozwolić".
      Można poprosić, wyjaśnić etc.
      Nie wyobrażam sobie,żeby mąż "nie pozwolił" mi wyjść na spotkaniez
      przyjaciółmi, ale wyobrażam sobie,że np. poprosi,żebym tego wieczora
      nie szła z jakichś powodów.
      Podbnie nie wyobrażam sobie,żebym np. "pozwoliła", żeby mąż sobie
      kupił kurtkę.
    • sweet_pink Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:33
      Ja nie rozumiem nadal dlaczego w tej przywoływanej sytuacji z chorymi dziećmi
      uważacie, że kobieta nie ma prawa nie zgodzić się zostać samej z chorymi
      dziećmi? (nie pozwolić mężowi jechać na imprezę) Jakby była sytuacja, że się
      prosi inną osobę (matkę, sąsiadkę, opiekunkę) o zostanie samą z dwójką chorych
      maluchów, bo my chcemy na imprezę, to pewnie byśmy takiej osobie dali prawo do
      odmowy. Ale najbliższą osobę partnerkę, tylko dlatego że jednocześnie jest matką
      tych dzieci mamy prawo obarczyć tym obowiązkiem (a raczej swoją jej częścią) bez
      pytania i olać wszelki sprzeciw?
      Czyli co że mamy prawo cedować swoje obowiązki na partnera wedle naszego widzi
      mi się, albo na dowolną osobę mamy prawo zwalać bez pytania dowolne swoje
      obowiązki, tylko dlatego że tej osobie zależy na tym by były wykonane (tak jak
      matce zależy na tym by dzieci były dobrze zaopiekowane) nie troszcząc sie czy ta
      osoba godzi sie na te obowiązki albo czy choćby jest w stanie je wykonać?
      • twojabogini Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:42
        sweet_pink napisała:

        > Ja nie rozumiem nadal dlaczego w tej przywoływanej sytuacji z
        >chorymi dziećmi uważacie, że kobieta nie ma prawa nie zgodzić się
        >zostać samej z chorymi dziećmi? (nie pozwolić mężowi jechać na
        >imprezę)

        Moim zdaniem zabraniając - narobi sobie kłopotów w mażeństwie. Nie
        dość że mąż ją z jakiś powodów zlewa i uchyla się od
        odpowiedzialności, to jeszcze poczuje się w pętach. To działa w obie
        strony, tylko akurat przykład jest o facecie.

        Zabronienie nie leży w jej interesie. W jej interesie jest
        skłonienie męża do zostania w domu. A jesli się nie uda -
        potrakowanie jako sygnału, że coś poważnego dzieje się w
        małżeństwie. jak zacznie zabraniać, to mąz od tego nie przerwie
        romasu (np.) tylko się w niego wkręci bardziej, bo zona będzie ta
        zła, albo nie przekona się, do tego, że pilnowanie chorych dzieci
        moze dac satysfakcję - bo będzie robił to za karę.
        • sweet_pink Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:55
          Ale ludziom czasem odbija "zapomina się o dorosłości i odpowiedzialności" i
          czasem trzeba prosto z mostu przypomnieć. Ja jak bym mi sie tak "zapomniało" to
          wolałabym prosto z mostu usłyszeć "słuchaj stara nigdzie nie jedziesz, bo dzieci
          są chore i jak małemu się nagle pogorszy i będę musiał go zawieźć do szpitala to
          z drugim nie będzie miał kto zostać" niż być celem podchodów, których jeśli nie
          wyłapię to zrobię coś co partner długo będzie mi negatywnie pamiętał (lub mogę
          zrobić krzywdę komuś). Nie wspominając już że stanowczo przedkładała bym
          bezpieczeństwo zdrowotne swoich dzieci nad to że maż "poczuje się w pętach". Do
          tego dlaczego ona ma mu gwarantować dobre samopoczucie kosztem
          swojego...zwłaszcza że obiektywna racja jest po jej stronie. Co to facet klejnot
          drogocenny co na niego trzeba chuchać i dmuchać i nie daj boże w złym momencie
          czegoś od niego nie wymagać bo jeszcze się "narobi sobie kłopotów w
          małżeństwie". Faceci to nie delikatne mimozy...najwyżej niektórzy to ch...e na
          których trzeba chuchać bo inaczej sprzątnie ich sekretarka.
        • rosa_de_vratislavia Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:58
          twojabogini napisała:

          > Moim zdaniem zabraniając - narobi sobie kłopotów w mażeństwie. Nie
          > dość że mąż ją z jakiś powodów zlewa i uchyla się od
          > odpowiedzialności, to jeszcze poczuje się w pętach.

          Sorry, ale zona ma paść na pysk,żeby mąż nie "poczuł się w pętach"?
          Miałam już sytuację,że w domu było dwoje chorych maluchów (w tym
          jedno paromiesięczne, płaczliwe, rozgorączkowane, domagające się
          noszenia na rękach) i wierz mi: NIE DA SIĘ serwisować czasem dwójki.

          Męzowi, który złamał dwie nogi też powiesz,żeby został sam i
          doczołgiwał się do toalety, bo idziesz na imprezę? A jak Cię będzie
          zatrzymywał, to powiesz,że czujesz się w "pętach"?!

          Rodzina to niestety OBOWIĄZKI.
      • rosa_de_vratislavia Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:52
        sweet_pink napisała:

        > Ja nie rozumiem nadal dlaczego w tej przywoływanej sytuacji z
        chorymi dziećmi
        > uważacie, że kobieta nie ma prawa nie zgodzić się zostać samej z
        chorymi
        > dziećmi? (nie pozwolić mężowi jechać na imprezę)

        Ja uważam,że zakichanym obowiązkiem rodzica jest opieka nad dziećmi.
        Jeśli jeden rodzic daje radę - ok. Drugi może wyskoczyć na piwo.
        Jeśli jeden rodzic nie daje rady, drugi powinien zostać.
        • twojabogini Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 14:56
          rosa_de_vratislavia napisała:

          > Ja uważam,że zakichanym obowiązkiem rodzica jest opieka nad
          >dziećmi. Jeśli jeden rodzic daje radę - ok. Drugi może wyskoczyć na
          >piwo. Jeśli jeden rodzic nie daje rady, drugi powinien zostać.

          To model idealny. Ale chodzi o to, co robić, gdy ten model się
          psuje - czy wyjściem jest zabronić? Skłonić do pozostania za pomocą
          wybiegów, olać i radzić sobie samej? Rozmawiać, czy się awanturować?
          czy rozmowa cos da, w sytuacji gdy jedna strona się wymywa ze
          związku?
          • rosa_de_vratislavia Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 15:05
            twojabogini napisała:

            > To model idealny.

            Rodzic nie zostawiający chorego dziecka to model idealny? Nie, to
            model normalny.

            > czy rozmowa cos da, w sytuacji gdy jedna strona się wymywa ze
            > związku?

            Jeśli naprawdę ojciec nie widzi nic nagannego w wyjściu na imprezę i
            zostawieniu żony w sytuacji,w któej ona sobie nie radzi, to
            znaczy,że nie wywiązuje się z obowiązków rodzicielskich.
            To tesz oznacza rozpad więzi rodzinnych i rozkład pożycia
            małżeńskiego.
            Czyli przesłanki do rozwodu.
          • sweet_pink Re: Sytuacja z chorymi dziećmi - dlaczego? 23.10.09, 15:07
            Jak rozmowa nie skutkuje to moim zdaniem zabronienie (to ze ktoś nie posłucha
            trudno) jest ze wszech miar uzasadnione. To ze strona się wymywa ze związku nie
            zmienia tego, że w danej sytuacji ma psi obowiązek zrobić to co jest do
            zrobienia. W dodatku jasny komunikat jest przynajmniej uczciwy, na uczciwości
            można później odbudować porozumienie. A spróbuj sobie budować jak druga strona
            się zorientuje że stosujesz "sztuczki" i jak później we wszystkim będzie
            "sztuczki" widzieć.
    • 8magdalena8 Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 15:30
      az zastanawiam sie czy na tak podstawowe pytanie odpowiadac, to czy
      ktos kogos olewa czy nie to glebszy temat, albo sie kogos olewa albo
      nie, ale zachowywac mozna sie roznie, dlatego tez to moze roznie
      wygladac. nie wiem czemu mi jakos bardziej przeszkadza jak ktos
      udaje ze mu zalezy. ocena tego czy komus zalezy czy nie na podstawie
      tego ze ktos idzie gdzies sam to juz w ogole jakies nieporozumienie
    • stinefraexeter Re: Czy pozwolić... 23.10.09, 17:48
      Mam wrażenie, że trochę czepiasz się o słówka. W sensie dosłownym to
      rzeczywiście "pozwalać" na coś może tylko strona, która ma jakąś władzę. W
      przypadku związków tak nie jest. Sądzę jednak, że każdy doskonale wie, o co
      chodzi. Jeżeli facet zostaje w domu po tym jak kobieta "zabroniła" mu iść na
      imprezę, to jest to jego własna decyzja, a nie przymuszenie do czegokolwiek.
      Przecież żona nie ma prawa do założenia mu kajdanek, itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka