twojabogini
23.10.09, 12:00
Co jest do k... nędzy z tym pozwalaniem? To jakiś powszechny schemat
myślowy, że liberalny partner pozwala drugiemu na to czy tamto, a im
więcej pozwala, tym lepszy, bo bardziej nowoczesny? Jakie "pozwala"?
A co to tatuś? mamusia?
Czy wy też "pozwalacie" swoim partnerom/mężom/chłopakom?
Bo ja to widzę tak : dajmy na to jest impreza, na której nie mogę
być, partner sygnalizuje, że chciałby pójść mimo to. Wyrażam swoją
opinię, partner podejmuje decyzję, czy idzie czy nie.
Po treści decyzji partnera mogę ustalić czy aktualnie ma mnie
gdzieś, czy zwraca uwagę na moje potrzeby itp. Jeśli coś się dzieje
nie tak - rozmawiam, wyjaśniam. Ale nie bawię się w
pozwalanie/zabranianie - bo to chore.
A może się mylę?