clava
24.10.09, 00:29
Wiem, że jeszcze mnóstwo czasu, ale im chłodniejsze poranki, tym częściej
myślę o zimie. No a jak zima, to te cholerne święta. Każdego roku coraz
bardziej ich nie lubię. To planowanie zakupów, dogadywanie z teściową i dwiema
szwagierkami co która naszykuje na wspólną wigilię (ostatecznie i tak
najwięcej szykujemy we dwie z teściową, bo tamte to mimozy bez zapału), potem
dywagacje co z prezentami (każdego roku teściowa mówi - szkoda pieniędzy,
dorosłym nie kupujemy, tylko dzieci - w rodzinie ich cała trójka;-), a potem i
tak dla każdego syna/synowej jakieś skarpety, fartuszki kuchenne itd. od
teściów pod choinką leżą)... Niby fajnie zebrać się przy tym jednym stole,
podjeść, posmiać się, ale... więcej zachodu niż przyjemności.
No więc po co nam to? Dla tradycji? Z musu troche, bo nie wypada olać? Dla
dzieci, prezentów? Sama nie wiem. Korci mnie, mnie w tym roku walnac sie na
kanape 23 grudnia i wstac, jak sie skonczy ten calz cyrk... Ciekawe, czy
jestem wyjatkiem...