pocket.size
29.10.09, 14:41
Bycie za wcześnie. Mam takiego kolegę, który jest samotny, ma dużo wolnego czasu. Umawiamy się o 20.00 u nas w domu. Ja z tych, co wszystko robią na ostatnią chwilę. Staram się to zwalczać u siebie, ale nie zawsze się udaje. Więc ja, 19:30 to w dresach jeszcze biegam albo włosy myję. A o 19:30 domofon. "to ja Łukasz". Łukasz wchodzi, ja się nie patyczkuję - siadasz i czekasz aż będziemy gotowi. Nie po to umawiamy się na 20:00, żeby przychodził 0,5h wcześniej. A bo on sobie wcześniej wyszedł z domu, miał iść na pieszo, ale pojechał autobusem. A co mnie to obchodzi? Może przez pół godziny to ja bym chciała spróbować w ciążę nie zajść:) Więc Łukasz siedzi pół godziny u mnie przed telewizorem, a ja maluję oko, kończę kolację i suszę włosy. A mój M. coś tam grzebie na Allegro. Zdenerwowałam się wtedy.
Ostatnio inni znajomi. Umawiamy się o 20:00 u nas na Carcassone. 19:45 wyciągam odkurzacz, żeby grać na czystej podłodze, a tu domofon. No myślałam, że padnę. A bo oni wyszli wcześniej z domu, żeby się nie spóźnić, ale że jest zimno to szli szybko i tak oto są wcześniej. Tez siedzieli sami przez 15 min, bo my nie byliśmy gotowi.
Naprawdę wolę jak się ludzie spóźniają, nawet jak mam na kogoś czekać w deszczu. Ale nie znoszę jak ktoś przychodzi do mnie za wcześnie.
Też tak macie?