mald
15.11.09, 19:05
witam.Pracuję od niespełna roku w nowej pracy, ogólnie może
być.fajna praca, wydawało mi sie że z fajnymi ludżmi.Pozornie
wszystko układa się ok,oprócz tego ze wszyscy wszyskich obgadują, to
jest spoko.Ponoć to normalka.Nie przejmuje sie tym, ale ostatnio
jestem troche wszoku.Moja najblizsza współpracownica, "rypie mi
marę", jak doniosło mi parę osób.jest osobą , ktora 7 lat temu
straciła męża, dobrze znanego w tych kręgach, po jego
niespodziewanej smierci, przyjęto ja do firmy i od 4 lat pracuje .Od
początku jest traktowana pobłazliwie, zlitościa wręcz, co umiejętnie
wykorzystuje.Na poczatku ją rozumiałam , współczuje jej
bardzo,,ale..mam dość.Poniewaz widzę, że niestety nie liczy się z
nami;pracujemy na zmiany, wszyscy się z nią zamieniamy, jak jest
taka potrzeba(najlepiej jakby cały czas chodziła na rano)ale sama
nie zamieni sie nigdy.ja mam małe dziecko, chodzi do przedszkola,
wię często choruje. Musze wziąśc wolne, jak cos wypadnie, bo dogadac
sie nie da. Zwróci się jej uwage np nie rób tak ,nie dzwoń tyle
razy itp , antychmiat leci do przyjaciólku zgóry się wyżalić. są to
tak banalne rzeczy, które u niej urastaja do rangi niewiadomo
jakiego problemu;jest to smiech na sali.Wpółpracownicy nawet na nia
nie reagują, bo jest żałosna.wiele osób na nią macha ręką, bo wiele
przeszła...Niewiem jak zachowywac sie wobec takiej osoby, ktora
bzdury, banały chodzi i rozpowiada, dodając mnóstwo od siebie
nieprawdziwych rzeczy.Dostalam sygnał ostrzegawczy,ale niewiem jak
si e zachować.dziewczyna ma prawie 40 lat nawyki widze starej ,
zdziwaczałej dziewczyny.poradżcie coś,zależy mi na tej pracy ,nie
chce sobie narobić kłopotów, przez ta "trzęsaca się osikę".