plk1
17.12.09, 13:41
Maz wyprowadzil sie ode mnie i dzieci kilka dni temu po prawie 20 latach
malzenstwa.
Zostawil przed Swietami, b o juz ma dosc mnie, moich nerwow, pretensji, itp. (
sam aniolkiem nie byl, ale ja wytrzymywalam)
Niewiele robil w domu, sama sobie winnam, bo go przyzwyczailam.
Jest mi zle, bo sama pochodze z rozwiedzionej rodziny, i nie zamierzam tego
zrobic dzieciom. Teraz obsluguje go tesiowka- pierze, prasuje gotuje itp. Bo
ja synka skrzywdzilam strasznie, bo go za szybko do oltarza zaciagnelam!
Slowo, tak mi kiedys powiedziala, Oboje mielismy po 20 lat.
Jestem zla, rozgoryczona upokorzona. Nawet podobno nie ma innej, musi wszystko
przemyslec i zastanowic sie co dalej.
To nic, ze nie ma kasy, bo cale nasze 2 pensje zjada prawie od razu kresyt
mieszkaniowy. Maz dorwal jakos dodatkowa prace i stamtad chyba na inne konto
przesyla. On ma, a ja nawet na Swieta juz prawie nie mam.
Nie chce plakac po katach, nie chce,zeby dzieci choc nastoletnie widzialy mnie
ciagle smutna i zalamana.
Chce zrobic wszytko,zeby maz zalowal ze odszedl.
Jak sobie radzic, co robic, co mowic, jakie podjac dzialania, zeby przetrwac
te trudne chwile ( O Swietach nie wspomne). Podobno czas goi razy, ale mnie
jest zle tu i teraz, i muszwe natychmiast cos tym zrobic.
Narazie szykuje dom na Swieta, kupilam zamiast prezetu dlaa siebie wielka
choinke. Wigilia bedzie skromna.
Staram sie dobrze wygladac, ubierac sie ciekawiej, choc nie ukrywam,ze mi sie
nie chce. Mysle,zeby zglosic sie do psychologa, ale nie wiem czy mam sile
mowic o tym wszystkim.
Co robilyscie kobitki jak Was maz zostawil,zeby sie nie poddac?
Poradzcie cos prosze.
polka