czosnkowa_panienka
21.12.09, 00:16
Kiedyś śmiałam się, że wcale nie kłocimy się z facetem, że jesteśmy tak świetnie dobrani a dziś...po ponad 7 latach związku nie wiem czy warto coś jeszcze z tego "zbierać"
Dziś przy kolejnej rozmowie o przyszłości zainicjowanej z mojej oczywiście strony doszło do wielkiej kłótni. Pytałam go po prostu o to co zamierza robic, jak wyobraza sobie najbliższa przyszłość. On mówil tylko O SOBIE ze no moze znajdzie prace (oboje skonczylismy pol roku temu studia i szukamy pracy), ale jak mu sie nie spodoba to ją rzuci a jak nie znajdzie no to trudno. Widze ze on od razu chcialby byc dyrektorem lub zarabiac duża kase a niestety...skonczył popularny kierunek i nie ma żadnego doświadczenia a w naszym mieście bardzo cięzko o pracę.
Jeszcze w listopadzie była mowa o ślubie rezerwowaniu sali itd. Data na 2011 rok. Nagle mu sie odwidziało dzis jak zapytalam o ta kwestie zaczął mowić ze on nie jest chyba gotowy ze jeszcze nie chce. Że moze za 3-4 lata (wtedy bylibysmy ze soba juz 10 lat !!! a ja czuje ze ten związek jest przechodzony i juz dawno powinien nastąpić kolejny jego etap) Jest mi przykro bo wszyscy nasi znajomi , (którzy nawiasem mowiąc są duuużo krócej od nas) mają juz daty i sie pobierają. Nawet jego młodszy brat sie oświadcza w świeta i w 2011 sie żeni. A moj zwkleka :( Mowie ok rozumiem ze nie chcesz podejmowac decyzji w tym momencie kiedy nie masz pracy, ale przygotowania do wesela rezerwację sali fotografa itd. i tak trzeba robic min. 1,5 roku wczesniej, wiec na pewno znajdziemy juz jakieś zajęcie do tej pory. Ale on nie...zaczelismy sie kłocic Czułam sie totalnie bezsilna. moje argumenty zeby wyjechac do większego miasta tam poszukac pracy i mieszkania aby wkoncu zamieszkać razem (teraz mieszkamy kazde ze swoimi rodzicami) wogole do niego nie trafiały. Wszystko było na nie , ze nie znjadziemy mieszkania , ze bedzie za drogie , ze pracy nie znajdziemy itd. Wg. mnie on sie boi zmian, teraz jest mu dobrze bo siedzi u mamusi ktora mu pierze gotuje i sprzata Nie chce mu sie po prostu zacząc byc doroslym.
Miałam w pewnym moemncie naprawde dość! Wrzeszczałam i płakałam A on zacząl wrzeszczec na mnie i krzyknąl cyt. "Zamknij ryja" :(( Nie wytrzymalam i rzucilam sie na niego Uderzyłam go ręką w głowe :((( To było straszne. Tak sie poplakalam ze nie wiem! Chcial wyjsc ale siedzialam w drzwiach i wyłam Było mi tak przykro :( Nie chcialam go uderzyć a z drugiej strony to co do mnie powiedzial i to co mowil w rozmowie wczesniej :( Ze jestem nienorlana ze dziewczyny jego kumpli sa super a ja jestem beznadziejna Że one cos robią (jedna jeszcze studiuje druga jest na stażu) a ja siedze w domu i nic. Nie wiem ...czy jest sens w ogole to ratować ? Co ja mam robić ? On stał sie zupelnie kimś innym :( Dodam ze za kilka miesiecy bedziemy mieli ja 25 on 26 lat