Dodaj do ulubionych

Moralność na cudzy koszt

05.02.04, 10:22
Nawiązuję do wątku M "Brałam Cilest i jestem w ciąży". M. zdecydowała się na
aborcję, jej głównym motywem były względy finansowe (brak ubezpieczenia, b.
nisko płatna praca, niechęć do zwalania problemy na barki rodziny własnej i
partnera). W większości postów namawiano M. do urodzenia dziecka.

Mam pytanie ile forumowiczek i forumowiczów byłoby skłonnych regularnie
pomagać finansowo tej kobiecie? Dawać pieniądze na wizyty lekarskie,
leczenie, pieluchy, odżywki, kosmetyki, jej koszty utrzymania (straci pracę i
nie będzie miała prawa do świadczeń z ZUS-u) i to nie przez kilka miesięcy
ale lat. Kto potem załatwi jej pracę? Łatwo jest pisać "Proszę, nie zabijaj"
bo to nic nie kosztuje. Łatwo jest pisać "Ja na twoim miejscu" podczas gdy
nie jest się na miejscu tej dziewczyny tylko w dużo bardziej komfortowej
sytuacji. Taka moralność na cudzy koszt.
Obserwuj wątek
    • pajdeczka Chwileczkę Triss 05.02.04, 10:42
      Czuję, że pytanie skierowałaś częściowo do mnie. Muszę więc wyjaśnić.
      Moją intencją było nie potępienie jej, ale uświadomienie, co może stracić.
      Czasami to, co widzimy w czarnych kolorach po pewnym czasie okazuje się nie
      takie straszne. Domyślam się, że decyzja o aborcji musi być ciężkim przeżyciem,
      szczególnie dla osoby wrażliwej, ale myślę, że życie z taką swiadomością jest
      jeszcze gorsze.
      • Gość: envoy Re: Chwileczkę Triss IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.04, 10:47
        Triss, czy masz dzieci?
        Ja mam - nigdy byś tego nie zrobiła - Pajdeczka ma sporo racji w tym co pisze...
        • pajdeczka Re: Chwileczkę Triss 05.02.04, 10:52
          Gość portalu: envoy napisał(a):

          > Triss, czy masz dzieci?
          > Ja mam - nigdy byś tego nie zrobiła - Pajdeczka ma sporo racji w tym co
          pisze..
          > .
          Ale czy trzeba raz urodzić by to zrozumieć? Ja nawet będąc panną nie zrobiłabym
          tego. A matkę miałam okropną pod tym względem.
          • Gość: envoy Re: Chwileczkę Triss IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.04, 10:57
            dla niektórych kobiet najwyraźniej sposób na św Tomasza dopiero jest skuteczny.....
            jak nie zobaczą to nie uwierzą....
            • orys100 Re: Chwileczkę Triss 05.02.04, 11:04
              przepraszam że się wtrącam ... ale Triss zadała konkretne pytanie? aby być
              sprawiedliwym odpowiadam .. ja nie. mam swoje dzieci na utrzymaniu
            • wsn Re: Chwileczkę Triss 05.02.04, 11:05
              ZAPEWNIAM cie, ze w moim przypadku nie masz racji. poza tym w jej przypadku
              istnieja calkiem realne szanse wyjscia 'na prosta'. moja kolezanka zaszla w
              ciaze na 2 roku studiow - urodzila. fakt, zyje jej sie naprawde biednie,
              prawdopodobnie bedzie tak biedowala jeszce przez kilka lat. ale sadze, ze gdyby
              dano jej trzy lata temu szanse usunac Dawida - nie zdecydowalaby sie na to,
              nawet majac swiadomosc swojej dzisiejszej trudnej sytuacji materialnej.
        • groszek19 Re: Chwileczkę Triss 05.02.04, 14:23
          Każda z was ma rację.Jest też inny wariant: matka obarczy dziecko winą za
          zmarnowane życie. Mało prawdopodobne? Niestety nie. Jestem takim dzieckiem,
          któremu mama przez pół życia mówiła, jakie byłoby jej życie, gdyby nie ja. Nie
          muszę mówić, jaki mamy kontakt teraz, gdy sama mam dzieci i jestem z dala od
          niej.Wątpię, by którakolwiek z was chciałaby słuchać, co mama straciła, gdzie
          nie była, z kim mogłaby być i jak wyglądałoby jej życie i praca, gdyby nie wy.
          • Gość: pipi Re: Chwileczkę Triss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 16:26
            Ale pomimo to, cieszysz się, że zdecydowała się urodzić?
      • astrit Re: Chwileczkę Triss 05.02.04, 11:47
        Muszę się z tobą, pajdeczko, zgodzić. Zwłaszcza, że w tym konkretnym przypadku
        kwestia finansowa nie jest rozstrzygająca - dziadek dziecka chce łożyć na jego
        utrzymanie. Kwestia aborcji jest bardzo trudnym tematem, nie odważyłabym się
        powiedzieć komuś "usuń" , "nie usuwaj", mogę najwyżej powiedzieć o moich
        odczuciach w tej sprawie. Ja sama nie mam dzieci, nie planuję. Ale różnie w
        życiu bywa i zastanawiałam się kiedyś, co zrobiłabym w takiej sytuacji. Ja. I
        nie usunęłabym. Pomijając rozważania o tym, kiedy to już jest człowiek, a kiedy
        jeszcze nie, bo tu nie ma jednej odpowiedzi - to jednak dla mnie jest istota
        żyjąca. Nie wiem, jaką ta dziewczyna podejmie decyzję. Biorąc pod uwagę jej
        rozterki - każda decyzja będzie trudna, domyślam się trochę, czego ona się
        obawia - utraty wolności, braku wsparcia ze strony ojca dziecka, zależności od
        osoby, której się za bardzo nie lubi, całkowitego wywrócenia świata do góry
        nogami, czegoś, co jest nieodwracalne. Ale usunięcie ciąży też jest
        nieodwracalne. Dziewczyna powinna się zastanowić jak będzie wyglądało jej życie
        po podjęciu jednej i drugiej decyzji i przemyśleć, z czym będzie gotowa żyć.
        Współczuję jej. Z drugiej strony, podziwiam osoby, które autorytatywnie
        stwierdzają - zrób to, zrób tamto. Ja nie miałabym takiej odwagi brania
        odpowiedzialnosci za czyjeś życie.
    • hehe.he triss masz zupelną rację 05.02.04, 11:05
      zgadzam się z Tobą w 100%.
      • pajdeczka Re: triss masz zupelną rację 05.02.04, 11:22
        hehe.he napisał:

        > zgadzam się z Tobą w 100%.
        >
        jak to facet. byleby mieć problem z glowy.
        • hehe.he Re: triss masz zupelną rację 05.02.04, 11:27
          jak to kobiety. same sobie wciąż stwarzają nowe problemy hehe
      • Gość: rusałka Re:triss i hehe.he macie zupełną rację! Pozdrawiam IP: *.pl / *.one.pl 05.02.04, 14:12
    • ryza_malpa1 Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 11:26
      Ja nie jestem w stanie pomagac tej dziewczynie. A to dlatego, że sama będąc w
      ciąży jestem bez pracy, co prawda jeako zarejestrowanej bezrobotnej mam
      ubezpieczenie ale .... i tak wszystkie badania muszę robić prywatnie bo w
      państwowje służbie zdrowia bym sie nie doczekała .
      POmaga mi rodzina i mój przyszły mąż. Poza tym mam troszeczkę własnej kasy co
      miesiąc. Tak ze nie jest tak źle poza tym , ze ta sytuacja jest nieco
      upokarzająca i beznadziejna ( nikt przez kilka lat przeciez nia da mi
      pracy ).POmijam juz "nabijanie " emerytury.
      Nie potepiam tej dziewczyny. Ja ja rozumiem choć sama bym się na aborcję nie
      zdobyła ( na szczęście nawet nie musze się zastanawiać).Nie każdy ma taki
      komfort jak ja.
      Triss ma racje - radzic i teoretyzowac jest łatwo, wprowadzic w czyn - już nie
      zawsze....
      • Gość: zara Re: Moralność na cudzy koszt IP: *.zabiniec.sdi.tpnet.pl 05.02.04, 11:37
        No dobra, ale wprowadzanie w czyn juz nie do radzących nalezy tylko do
        zainteresowanej. A skoro ona woli użalać się nad swoja sytuacją...
    • niedzwiedziczka Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 11:45
      Czyżbyś była zwolenniczką moralności pana SIngera?
      kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1133088&KAT=242
      • pajdeczka Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 11:48
        niedzwiedziczka napisała:

        > Czyżbyś była zwolenniczką moralności pana SIngera?

        Z taką twarzą lepiej było faktycznie zostać wyskrobanym. Ani pożytku z urody,
        ani z intelektu.
        • hehe.he Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 11:55
          pajdeczka napisała:

          > Z taką twarzą lepiej było faktycznie zostać wyskrobanym. Ani pożytku z
          urody,
          > ani z intelektu.

          czyzbys była zwolenniczką poglądów pana Singera? hehe
          • pajdeczka Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 11:56
            hehe.he napisał:

            >
            > > czyzbys była zwolenniczką poglądów pana Singera? hehe

            są wyjątki od reguły, np. Hitler, Stalin i p. Singer, no. może jeszcze sąsiad
            spod dwójki:)
      • miriammiriam co ma wspólnego 05.02.04, 12:04
        tendencyjny artykuł ze szmatławej gazety z tematem wątku?
      • Gość: rusałka Interesujący typ z tego Singera. I odważny. Ale... IP: *.pl / *.one.pl 05.02.04, 23:31
        ...text oczywiście JEST tendencyjny, zdradza to choćby ostatni akapit.
        Miło byłoby móc podyskutować o jego koncepcji bez zbędnych emocji, ale obawiam
        się że na tym forum to raczej niemożliwe.
        pzdr
    • Gość: Nelka Odpowiedzialność i konsekswencja IP: *.pl / *.ns.net.pl 05.02.04, 12:04
      Niby z jakiej racji miałoby się ode mnie wymagać pomocy finansowej dla dziecka
      uratowanego przed aborcją? - moje podatki już i tak idą na opiekę socjalną. To
      nie ja zachodziłam w ciążę. Decydując się na współżycie trzeba się liczyć z
      tym, że może się z tego zrodzić dziecko (nawet gdy się stosuje antykoncepcję).
      Skoro jdnak się na to współżycie decyduje, to robi się to na WŁASNĄ
      odpowiedzialność. Ustawodawca zakaujący aborcji ma nas wszystkich za ludzi
      odpowiedzialnych i inteligentnych, którzy świadomie i dobrowolnie dokonują
      wyborów. A Wy wszyscy traktujecie kobiety w niechcianej ciąży jak
      niedorozwinięte, biedne dziewczynki, które nie zdają sobie sprawy jaki jest
      główny cel uprawiania seksu. Odpowiedzialnosć i konsekwencja to podstawa.
      Legalizacja aborcji to pozwolenie na ucieczkę od konsekwencji swoich czynów.
      Ucieczkę, kosztem życia drugiej osoby.

      Wymaganie od osby, która namawiała ciężarną na urodzenie dziecka by na to
      dziecko później płaciła, jest tym samym co wymaganie od osoby, która nie
      pozwoliła na kradzież, by potem dawała złodziejowi na utrzymanie rodziny.
      • miriammiriam Re: Odpowiedzialność i konsekswencja 05.02.04, 12:07
        Gość portalu: Nelka napisał(a):
        > biedne dziewczynki, które nie zdają sobie sprawy jaki jest
        > główny cel uprawiania seksu.

        a jaki jest?
      • Gość: Dosia Re: Odpowiedzialność i konsekswencja IP: 195.217.253.* 05.02.04, 14:08
        Nelka. Bardzo dobrze to ujelas. Ludziom po prostu latwiej zrzucic
        odpowiedzialnosc za swoje postepowanie na jakis "zbitek tkanki".

        A recepta jest prosta. Brak seksu to brak dylematu, czy usunac czy nie.
    • owca Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 13:15

      bardzo łatwo innym mówić jak powinni żyć

      Koszty decyzji o urodzeniu, nie tylko finansowe, ale wszystkie związane ze
      zmianą sytuacji życiowej, na rynku pracy czy usuniętych na dalszy plan
      aspiracji, ponosić będzie kobieta podejmująca tę decyzję
      Żaden z ‘autorytetów moralnych’ tego forum wzywających do ‘ratowania poczętych’
      nie odczuje skutków jej decyzji
      Z pozycji osoby siedzącej przed monitorem mało ryzykowne jest wyrokować o tym
      jakie postępowanie jest dobre a jakie złe
      co więcej nie jesteśmy w stanie sprawdzić na ile wypowiedzi te śmierdzą hipokryzją

      Seks nie służy tylko do prokreacji nie widzę więc powodu aby głosić tu hasła
      odpowiedzialności i konsekwencji swoich czynów w momencie, kiedy używając
      środków antykoncepcyjnych dochodzi do zapłodnienia
      Decydując się na którąś z metod zapobiegania ciąży (od 10 lat używam pigułek)
      seks traktuję tylko i wyłącznie jako akt miłości i spełnienia seksualnego –
      poczęcia nie przyjmuje do wiadomości
      Mam jedno dziecko, kocham je, jako rodzina jesteśmy szczęśliwi ale na więcej
      potomstwa z pewnością się nie zdecyduję
      W Polsce sterylizacja prawnie nie jest dopuszczalna, a szkoda, bo chętnie bym z
      niej skorzystała
      jeśli zajdę w ciążę – usunę

      owca

      _,,,٢ة إ ة٦,,,_
    • sklonowana40 Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 13:30
      Najlatwiej jest radzic z perspektywy wygodnego fotela. Nie czytalam watku M,
      ale nie sadze, zebym miala odwage ja namawiac do czegokolwiek w tej kwestii.
      kazdy musi sam sobie odpowiedziec na wazne pytania i rozwazyc wszystkie za i
      przeciw. nawet najswiatlejsze autorytety nie powinny zabierac glosu w takiej
      kwestii, a co dopiero zwykli zjadacze chleba, tacy jak my:-)
      A co do Twojego pytania, Triss, to mysle, ze gdyby M miala liczyc na nasze
      wsparcie, to byloby cienko i tyle. A liczenie na cuda bym odradzala... bo cuda
      byly w Biblii i tam sie skonczyly, niestety
      Szacunek z Krak
    • atlantis75 Albo w ten sposób... 05.02.04, 14:51
      Facet wdrapauje się na 10 piętrowy wieżowiec i chce skoczyć. Przybyły na miejsce
      negocjator dowiaduje się, że mężczyzna stracił pracę, ma długi i problemy
      małżeńskie. Jego zdaniem sytuacja bez wyjścia i rozumiem, że czuje się
      beznadziejnie. Boi się, że sobie nie poradzi, czuje że w nikim nie ma oparcia.
      Niewątpiliwie przeżywa osobisty dramat. Nikt z gapiów nie wie, nawet nie
      podejrzewa, co ten człowiek czuje. Jaka potworna siła doprowadziła go na skraj
      tego dachu i jak wielka rozpacz skłania go do skończenia za sobą?
      Gapie krążą koło bloku. Coraz więcej komentarzy w stylu: "Niech skacze!
      Wszystkiemu winien rząd. Nie ma pracy, nie ma za co kupić chleba. Do takiej
      desperacji doprowadza ta bieda!". Ktoś inny szepcze: "Niestety. Tak musi być.
      Moje słowa nic nie zmienią. Jak nie on, to inny skoczy. I tak umierają, gdzieś w
      piwnicach wiszą na sznurach, odkręcają kurki z gazem. Nikt ich nie powstrzyma".
      Ja w takiej sytuacji powiedziałabym: "Nie skacz. Zastanów się. Może się to
      wszystko ułoży. Pewnie będziesz musiał radzić sobie sam. Tak jak wszyscy. Będzie
      ciężko. Daj życiu szansę".
      Czy to jest moralność cudzym kosztem? Przecież nie zapewnię temu człowiekowi
      utrzymania, zapomnę o nim za jakiś czas. Sam się będzie borykał z własnym życiem,
      tak jak każdy z nas. Może znajdzie się jakaś dobra dusza, ale kto wie. Może
      będzie żałował, że nie skoczył?
      Ale czy nie mam prawa powiedzieć: "nie skacz"?



      triss_merigold6 napisała:

      > Mam pytanie ile forumowiczek i forumowiczów byłoby skłonnych regularnie
      > pomagać finansowo tej kobiecie? Dawać pieniądze na wizyty lekarskie,
      > leczenie, pieluchy, odżywki, kosmetyki, jej koszty utrzymania (straci pracę i
      > nie będzie miała prawa do świadczeń z ZUS-u) i to nie przez kilka miesięcy
      > ale lat. Kto potem załatwi jej pracę? Łatwo jest pisać "Proszę, nie zabijaj"
      > bo to nic nie kosztuje. Łatwo jest pisać "Ja na twoim miejscu" podczas gdy
      > nie jest się na miejscu tej dziewczyny tylko w dużo bardziej komfortowej
      > sytuacji. Taka moralność na cudzy koszt.
      • jop Re: Albo w ten sposób... 05.02.04, 20:54
        atlantis75 napisała:

        > Ja w takiej sytuacji powiedziałabym: "Nie skacz. Zastanów się. Może się to
        > wszystko ułoży.

        Facet, który teraz nie skoczy, za tydzień może dojść do wniosku, że życie
        jednak jest bez sensu, i wrócić na ten sam wieżowiec. Decyzja o nieskoczeniu
        jest odwracalna.

        Natomiast decyzja o urodzeniu dziecka już nie. Ciążę można usunąć przez parę
        tygodni i koniec.

        Więc to raczej namawianie tej kobiety na urodzenie dziecka jest przekonywaniem
        kogoś do skoku z wieżowca. "Skacz, to nie boli, a lot może być taki
        przyjemny..."
        • atlantis75 Re: Albo w ten sposób... 06.02.04, 14:29
          jop napisała:

          > Facet, który teraz nie skoczy, za tydzień może dojść do wniosku, że życie
          > jednak jest bez sensu, i wrócić na ten sam wieżowiec. Decyzja o nieskoczeniu
          > jest odwracalna.
          >
          > Natomiast decyzja o urodzeniu dziecka już nie. Ciążę można usunąć przez parę
          > tygodni i koniec.
          > Więc to raczej namawianie tej kobiety na urodzenie dziecka jest przekonywaniem
          > kogoś do skoku z wieżowca. "Skacz, to nie boli, a lot może być taki
          > przyjemny..."

          Wiesz, to zależy od tego, czy problemem dla kobiety jest wylącznie urodzenie
          dziecka (czyli przejście przez ciążę i poród), czy posiadanie dziecka (czyli
          wychowanie go, utrzymanie, opieka). Jeżeli posiadanie (tak zrozumiałam post M., w
          końcu chce poddać się aborcji, bo nie ma warunków - powiedzmy oględnie), to można
          urodzić i oddać dziecko do adopcji. Niemowlęta, których rodzice szybko zrzekają
          się praw rodzicielskich, prawie natychmiast trafiają do nowej rodziny. Tak się
          składa, że moja koleżanka pisała ostatnio artykuł o adopcjach, więc stąd czerpię
          wiedzę w tym temacie. Pewnie, że dycyzja o urodzeniu dziecka jest nieodwracalna,
          bowiem zawsze bądzie się matką, nawet nie wychowując dziecka. Tylko ta decyzja, w
          momencie problemów, jest wg. mnie wielką odwagą. Usunięcie to dla niektórych
          konformizm. Urodzenie i zrzeknięcie się praw wymaga ogromnej siły i odwagi,
          bowiem trzeba zmierzyć się z obyczajowością społeczną (co to za matka, co dziecko
          oddaje) i samą sobą.
    • mamalgosia Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 14:56
      eee tam, każdy odpowiada za swoje czyny. Wiadomo przecież, że nei ma pewnych w
      100% środków antykoncepcyjnych i jeżeli kobieta i mężczyzna współżyją, to
      muszą się liczyć z ewentualnością poczęcia dziecka. A poczęte dziecko ma prawo
      do życia.
      Nie widze powoidu dlaczego miałabym płacić za czyjeś błędy ( co nie znaczy, że
      nie pomogłabym takiej osobie, gdybym miała możliwość)
      • Gość: rusałka Loteryjka prokreacyjna? nie, dziekuję IP: *.pl / *.one.pl 05.02.04, 23:50
        >mamalgosia napisała:
        eee tam, każdy odpowiada za swoje czyny. Wiadomo przecież, że nei ma pewnych
        w
        > 100% środków antykoncepcyjnych i jeżeli kobieta i mężczyzna współżyją, to
        > muszą się liczyć z ewentualnością poczęcia dziecka.

        wiesz, gdybym za każdym razem, gdy ide do łózka z moim facetem miała myśleć że
        może sie to skończyć ciążą, dostałabym już chyba dawno ciężkiej nerwicy.
        Dlatego polegam na moich antykoncepcyjnych 99%, reszta to margines błędu,
        przypadek, pech, a nie brak odpowiedzialnośći. wtedy pozostają metody awaryjne.
        JAKBY BABA CHCIAŁA DZIECKO TO NIE JADŁABY TABLETEK.
        A JEŚLI GO NIE CHCE TO GO NIE POWINNA MIEĆ.
    • atrakcyjny_prosiak Re: Moralność na cudzy koszt 05.02.04, 16:50
      A mnie się wydaje, że każdy jest zobowiązany do pomagania ludziom, którzy są w
      potrzebie, na miarę swoich możliwości. Niezależnie od tego, czy jest to
      kobieta w ciąży, czy mężczyzna, którego zostawiła żona.

      Pytanie postawione przez Ciebie, Triss, można odwrócić: czy Ty chciałabyś
      pomóc komukolwiek, kto wpadł w kłopoty, a nie jest przypadkiem beznadziejnym
      (n.p. nie dajemy pieniędzy na alkohol alkoholikom)
      Jeżeli tak, to tak samo powinien znaleźć się ktoś, kto pomoże tej kobiecie.
      Wydaje mi się, że można wierzyć, że istota poczęta jest pełnoprawnym
      człowiekiem, i już na podstawie tej wiary ( podobnej do tej, że Ty jesteś
      pełnoprawną istotą ludzką) można prosić "ocal".

      Jeżeli nie chcesz zaś nikomu pomagać ( a może nie chcesz pomagać ofiarom
      własnej głupoty ?), to nie bardzo masz prawo żądać tego od innych ...

      Co do mnie: chciałbym, na miarę swoich możliwości, pomagać tym, którzy
      potrzebują pomocy. Również ofiarom trzęsących się krzaków.

    • triss_merigold6 Pytanie było konkretne 05.02.04, 20:13
      Odpowiedzi mniej. Przeważają optymistyczne "Jak urodzi to się jej jakoś ułoży"
      i "Nie, nie odpowiadam za CUDZE błędy". Hm .. błędem byłoby gdyby w ogóle się
      nie zabezpieczała albo zabezpieczała tzw. metodami naturalnymi.
      Czyli radź sobie kobieto sama. Skąd wiadomo, że jak urodzi to zobaczy świat w
      mniej czarnych barwach? Może wcale się nie ułożyć: brak pracy, brak
      bezpieczeństwa materialnego, brak samodzielnego mieszkania (i zero szans na
      zarobienie przez ładnych parę lat).
      Co do mnie odpowiedź brzmi "Nie". Kobieta z postu jest dla mnie obcą osobą i
      nie pomagałabym jej finansowo. Mam własne życie i własne wydatki. Z czystym
      sumieniem właśnie wydałam ok. 1000 zł na dekorację 1 okna.
      Nie adoptowałabym również jej dziecka ani żadnego innego "niechcianego" bo chcę
      mieć biologicznie własne. Krew z mojej krwi.
      Między mną a "obrończyniami życia poczętego" za wszelką cenę jest taka różnica,
      że ja przynajmniej nikogo moralnie nie nakłaniam do przemodelowania sobie życia
      i wzięcia dodatkowego dożywotniego obowiązku jakim jest macierzyństwo. Nie
      namawiam również do aborcji. Niech M. zrobi to co uważa dla siebie za najlepsze.
    • Gość: burri Re: Moralność na cudzy koszt IP: *.byu.edu 05.02.04, 21:43
      Jezeli ktos popelni wkroczenie lub przetepstwo i potem ma dylemat:
      1)postapic moralnie i zglosic sie do organow scigania po to zeby odbyc
      kare
      2)siedziec cicho i uniknac problemow
      to:stawianie mnie przed dylematem:
      1) powinien sie zglosic pod warunkiem ze mu bedziesz posylal paczki do
      wiezienia (jestes OK)
      2) nie bedziesz mu posylac paczek do pudla (jestes hipokryta)
      nie ma zwiazku z kwestia jego odpowiedzialnosci, bo to nie ja popelnilem
      przetsepstwo wiec dlaczego niby mam brac na siebie jego
      odpowiedzialnosc? Kobiety sa swiadome odpowiedzialnosci za zycie
      poczete, wiec jesli zajda w ciazde niech placa za swoj czyn jak dorosle
      osobe, a nie staraja sie zwalac konsekwencje na innych. Jak nie chca
      klopotow to niech nie zachodza w ciaze, proste jak drut. Albo niech sie
      wpierw postaraja o posag zeby dziecku zbezpieczyc byt.
      • miriammiriam proste jak drut 05.02.04, 21:56
        ciekawe, co zrobisz z tymi, ktore urodzą ku chwale ideałow i z tego powodu
        znajdą się w nędzy? uspisz je.... to są własnie realne koszty, które poniesie
        społeczeństwo w formie zasiłków - wszyscy podatnicy muszą sie zrzucać na
        niechciane dzieci, widze że jesteś za a nawet przeciw.
        • frisky2 Re: proste jak drut 05.02.04, 22:04
          Wiele z tych, ktore sie urodza i beda na zasilkach na pewno osiagnie cos w
          zyciu, stana sie wartosciowymi dla spoleczenstwa ludzmi i przyniosa wiecej
          korzysci niz wezma pieniedzy w dziecinstwie z naszych podatkow.
        • Gość: Triss Merigold Re: proste jak drut IP: *.acn.waw.pl 05.02.04, 22:07
          Taa zaraz Ci ktoś powie, że te niechciane dzieci można adoptować, że tyle
          rodzin czeka itd. Szkoda, że bidule pękają w szwach. Tylko, że ja nie
          adoptowałabym cudzego dziecka, bo chcę mieć własne. Biologicznie własne.
          I nie poczuwam się do odpowiedzialności (czytaj: płacenia dodatkowow, poza
          podatkami) za cudze dzieci. W związku z tym nie namawiam do rodzenia "bo jakoś
          się ułoży". Qrde może się wcale nie ułożyć. Moga spedzić resztę zycia w jednym
          pokoju z przychówkiem, teściami, bez pracy, bez leków, bez kasy na nic. Ekstra
          perspektywa.
          • frisky2 Re: proste jak drut 05.02.04, 22:12
            Moze nie, a moze tak. A moze z chcianym dzieckiem, wlasnym, biologicznym tez
            sie ulozy, albo i nie ulozy? Pewnosci nie masz nigdy, wiec jesli brak pewnosci
            jest dla ciebie jakims argumentem, to sie nie decyduj na dziecko.
            Sa ludzie, ktorzy adoptowaliby cudze dziecko i poczuwaja sie do
            odpowiedzialnosci (placenia podatkow poza podatkami).

            Nie wiem co rozumiesz przez slowo bidule? Domy dziecka? jesli tak, to pamietaj
            ze sa duze problemy z prawna strona adopcji w Polsce - bo sad musi pozbawic
            rodzicow biologicznych ich praw rodzicielskich, a z tym w Polsce nie jest
            latwo.
            • Gość: Triss Merigold Re: proste jak drut IP: *.acn.waw.pl 05.02.04, 22:17
              Orientuję się na czym polegają problemy prawne z adopcją w Polsce.

              "Ułoży" w sensie poprawy warunków materialnych a nie problemów wychowawczych.

              Super, że są ludzie, ktorzy by adoptowali. Proszę, niech się deklarują zanim
              wybuchną świetym oburzeniem na kobietę, która chce usunąć ciążę. Ja do nich nie
              należę więc nie doradzam "Proszę, uródź, zobaczysz jak cudownie być matką,
              ewentualnie możesz oddać do adopcji".
              • frisky2 Re: proste jak drut 05.02.04, 22:23
                Nie twierdze, ze powinno sie pisac, ze wszystko sie ulozy.Moze trzeba, ze "moze
                byc bardzo ciezko, ale mimo to warto urodzic."

                Coz, oburzac sie nie nalezy na nikogo. Ale rozumiem tych ludzi, dla ktorych
                macierzynstwo i dziecko sa waznymi wartosciami - mysle, ze to nie jest jakas
                hipokryzja z ich strony, ale ze naprawde zycza tej kobiecie i dziecku jak
                najlepiej.


            • miriammiriam Re: proste jak drut 05.02.04, 22:34
              frisky2 napisała:

              > Moze nie, a moze tak.
              właśnie MOŻE, a koszty nie są hipotetyczne tylko realne. chcesz je ponosić to
              sie opodatkuj na rzecz dzieci przypadkiem poczętych, może pomożesz niektórym
              najbiedniejszym wyjść na prostą, a może nie.
    • nawiedzona_baba jest takie powiedzonko "b 05.02.04, 22:25
    • Gość: m. Re: Moralność na cudzy koszt IP: 5.2.* / *.chello.pl 06.02.04, 16:19
      Dziękuję za ten wątek.
      Już jestem po zabiegu, jestem rozbita, ale co rusz utwierdzam się w słuszności
      swojej decyzji. Przed chwilą widziałam moją mamę załamaną swoją sytuacją
      finansową i rodzinną (bez mojego wkładu). Wsparcie z jej strony nie wchodziłoby
      w rachubę. Chciałam jej oszczędzić kolejnej dawki dylematów, więc o niczym nie
      wie i się nie dowie. Nie wie również żadne z trojga rodzeństwa.
      Co do potencjalnego dziadka, jak sądzicie, skąd dostałam pożyczkę na zabieg?
      Co do potencjalnego ojca, jego własna matka mi radzi, żeby go spakować i
      wyrzucić (nie będę pisała szczegółach).
      Nie napisałam wielu szczegółów, wydawało mi się, że to wystarczy.
      Do tych, którzy utrzymują się z pensji nauczycielskich i tym podobnych, odsyłam
      jeszcze raz do mojego postu - przyjrzyjcie się dokładnie rachunkom. Prezent w
      postaci mieszkania obarczonego takim kredytem dostałam od mamy, która zrobiła
      wszystko w dobrej wierze. Nie ma mowy o moich fanaberiach i komforcie. Mam małe
      wymagania i żyję oszczędnie. Mierzą mnie argumenty o powściągnięciu włanego
      konsumpcjonizmu. Żywię się głównie kaszą, ryżem i ziemniakami. Nie jestem
      rozpasanym japiszonem.
      Po prostu - są sytuacje bez wyjścia.
      I ostatnia rzecz, co do rodzenia i oddawania dziecka do adopcji. Proszę
      oszczędzić mi szyderstwa, ale ja Marzę o tym, żeby kiedyś założyć rodzinę i być
      matką. Nie mogłabym urodzić i oddać. Nie wspominając o tym, że data urodzin
      zbiegłaby się z rozpoczęciem pracy po wakacjach. Nie znalazłabym jej później.
      Chcę, żebyście zrozumieli, jak w bardzo beznadziejnej jestem sytuacji.
      Magda
      • Gość: Nina Re: Moralność na cudzy koszt IP: *.toya.net.pl 06.02.04, 16:35
        Trzymaj sie i nie rozpamietuj.Pozdrawiam.
      • Gość: zara Re: Moralność na cudzy koszt IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 21:37
        jak mówiłam - sentymentalne pieprzenie.
        • jop Re: Moralność na cudzy koszt 06.02.04, 22:20
          Czyje?
          • Gość: zara Re: Moralność na cudzy koszt IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.04, 08:15
            Matki wyskrobka, oczywiscie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka