clava
22.01.10, 21:44
Od jakiegoś czasu nurtuje mnie pewien problem, może ktoś ma na ten
temat jakieś przemyślenia.
Otóż niedługo jedziemy na ślub mojego brata ciotecznego. Chłopak
oświadczył się swojej dziewczynie po 8 latach życia na kocią łapę.
Mieszkają razem w mieszkaniu kuzyna (po babci), oboje po studiach,
gdzieś tam pracują. Panna raczej z tych mało wyrywnych, on ciągle
narzeka, że ona taka chłodna, że nieczuła, nawet raz po wódce się
przyznał, że w łóżku to wieje nudą. I nagle decyzja – ślub. Szok. Na
pytania nieśmiałe, czemu tak nagle (bo przysięgają, że ona nie w
ciąży, laska łyka piguły i jeszcze gumkę każe nakładać), on mówi, że
czuł się głupio, bo jej zależy, a jemu wszystko jedno. A jak raz nie
wytrzymałam i spytałam, czy jest pewny że właśnie z nią chce spędzić
resztę życia, to on mówi, że w sumie to ona nie jest idealna, ale
jej pokój u rodziców zajął już jej ojciec i jak ona się wyprowadzi,
to nie będzie miała gdzie mieszkać. Że już tyle lat są razem, to
trzeba się zdecydować, a przecież innej nie ma, no to niech będzie
ten ślub. Czarno to widzę i pojąć nie mogę - skoro miłości tam nie
ma, to po co????? Po co im ślub???? Szkoda chłopaka, On fajny,
zasłużył na kogoś fajniejszego. A ona taka mimoza bez energii.
Zresztą w ogóle, to co musi się stać żeby ludzie po tylu latach
wygodnego życia bez ślubu czyli na luzie zdecydowali się na papier?
Ja mam ślub bo zaszłam w ciążę, jakoś to było naturalne. I jest
super cały czas. Ale kuzyn… szkoda gadać :-((