Dodaj do ulubionych

nie bierzcie mezow na porodowki!

    • Gość: Alma To zalezy od faceta! Robert! IP: 213.31.227.* 10.02.04, 11:59
      Faceci roznie reaguje, tak jak i kobiety, moj strasznie chcial byc przy
      porodzie, nagral wszystko na wideo i........... ja sama przydze sie tego
      ogladac! A on twierdzi, ze to przeciez naturalne!
      Sama w zyciu nie zgodzilabym sie uczestniczyc przy porodzie, i gdybym nie
      musiala byc jak sama rodzilam, to pewnie bym uciekla!

      Sluchaj RobertK!
      Musisz jakos to obrzydzenie przelamac, bo inaczej nic dobrego z tego nie bedzie!

    • justin4 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 12:16
      Wiesz co, nie wiedziałam, że faceci mogą być tacy beznadziejni. Cieszę się, że
      mój mąż jest inny. Dla niego poród był najpiękniejszym przeżyciem. Nikt nigdy
      nie mówił, że nie ma przy tym krwi, bólu, potu i krzyku. Tylko, że wy macie
      wybór. My jesteśmy zmuszone być przy narodzinach WASZYCH dzieci. Moj mąż
      docenił wysiłek, który musiałam włożyć aby nasza córka mogła przyjść na świat.
      Powiem więcej. Po porodzie czekał z niecierpliwością kiedy znowu będziemy
      mogli się kochać.
      Jesteś strasznym egoistą. Myślisz, że dla niej poród był czymś lekkim?
      Pomyślałeś o bólu, który czuła rodząc TWOJE dziecko. Jak ty sobie to
      wyobrażałeś, że poród to spacer po parku? Żona jęknie dwa razy i dziecko samo
      wyskoczy i to na dodatek śliczne i pachnące. A teraz kiedy ona potrzebuje
      Twojej czułości i opiekuńczości ty się jej brzydzisz, bo dała ci potomka...
      Żal mi twojej żony i cieszę, że to nie ja jestem na jej miejscu.
      • pajdeczka Już wiem, jak nazywa się to, co ma Robert! 10.02.04, 12:32
        To jest "ginofobia"! Sama wymyśliłam!
    • mama_wiktora Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 12:32
      Nie doczytałam już wszystkich postów, bo szlag mnie trafił na wstępie:)

      Szczere kondolencje dla żony! Ja osobiście mam dość delikatnych chłoptasiów,
      nawet jeśli potrafią zarobić na kosmetyki dla żony!

      Bo biedni faceci się nie nadają do rzeczy brzydkich, żona ma ładnie wyglądać,
      nie krwawić przy okresie, nie wymiotować w ciąży, nie krwawić itp przy
      porodzie, najlepiej żeby jeśli już musi to niech sobie pocierpi sama. A! Nawet
      głowa jej nie może boleć! No i nie daj Bóg jak nóg na czas nie ogoli...

      Wyobraź sobie, że ty właśnie cierpisz na ciężką chorobę, choć może przejściową,
      a najbliższa ci osoba, twoja własna żona żywi do ciebie odrazę, no bo jak to,
      nie wypachniłeś się akurat, bo rzygasz pod łóżko i trzeba ci basen przynosić!!

      Boże uchroń mnie od takich bliskich mi osób!! Mój mąż uczestniczył w porodzie,
      dla niego to również był szok, gdy w końcu umęczony i podrapany wrócił do domu
      pamiętał jedynie to, że strasznie cierpiałam i nie był w stanie mi pomóc, oraz
      syna którego przez godzinę trzymał potem na rękach. A zapewniam, że po 16
      godzinach porodu, w tym moich wymiotów, krwawienia i nie panowania nad
      zwieraczami mógł mieć nieco inne wspomnienia!!

      Jeśli chodzi o seks to "przemógł" się biedaczek dość szybko...

      Tak naprawdę to dziękuję za ten post, przypomina mi tylko, że muszę bardziej
      doceniać własnego małżonka!

      • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 12:43
        mama_wiktora napisała:
        Bo biedni faceci się nie nadają do rzeczy brzydkich, żona ma ładnie wyglądać,
        > nie krwawić przy okresie,

        No nie, przyznał się, że z nią współżył nawet w czasie okresu, co dla mnie z
        kolei jest obrzydliwe i niehigieniczne.


        > Jeśli chodzi o seks to "przemógł" się biedaczek dość szybko...

        Bo Cię darzy prawdziwym uczciem. Kocha Cię za to, jaka jesteś, a nie, jak
        wyglądasz.

        >
    • magic00 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 12:53
      0 22 610-20-56
      Warszawa, ul. Fieldorfa 40
      to namiary na poradnię małżeńską (darmocha z kasy chorych)
      Niestety, nie wypróbowałam na własnej skórze.
      Myślę,że jesteś dojrzały, bo nie chowasz głowy w piasek.
      Wszystkiego dobrego, Tobie i Twojej rodzinie.
    • atlantis75 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 13:15
      Gość portalu: robertk. napisał(a):

      >Mam isc do psychologa, anterapie
      > malzenska czy co? Tylko co ja mam jej powiedziec? Wybacz kochanie, ale sie
      > ciebie brzydze?

      Oczywiście, powinieneś wybrać się do psychologa. Została w tobie jakaś silna
      trauma, z którą musisz sobie poradzić. Ale żeby sobie z nią poradzić powinenieś
      zadać sobie sprawę dlaczego fizjologia tak cię odrzuca - w tym na pewno pomoże ci
      psycholog.
      Wydaje mi się, że wszystko zależy od progu wrażliwości na pewne sprawy. Są
      ludzie, którzy podcierają innym tyłki, kroją i zszywają (pielęgnieraki, lekarze)
      - i nie krzywią się na takie widoki. Są po prostu odporni, dużą rolę odgrywa też
      tu kwestia przyzwyczajenia. Są inni (np. ja), którym na widok krwi robi się słabo
      a widok otwartej rany budzi przerażenie. Jednak ponad tym wszystkim, ponad
      fizycznością (przykład twojej rodzącej żony) istnieją jakieś wartości, które
      pozwalają nam widzieć świat tak a nie inaczej. Które pozwalają przejść do
      porządku dziennego nad rozwartym na kilkanaście centymetrów narządem rodnym
      bliskiej kobiety i spojrzeć na poród jak na wydarzenie o niezwykłej wartości.
      Jeszcze nie rodziłam, ale orientuje się jak to wygląda. Cóż, sama się boję jak to
      będzie w moim przypadku, czy sobie poradzę ze swoim ciałem, cierpieniem...
      Poród to tylko jedna z wielu stron fizjologii. Widziałam śmierć dwóch bliskich
      osób. Oszczędzę opisu, ale nie dlatego, że było to coś obrzydliwego, ale dlatego,
      że... wartość ma dla mnie coś innego. Miłość, świadomość pożegnania,
      ostateczności, wspomnienia wspólnego życia to wszystko było ponad wydalaniem,
      drgawkami, zwiotczeniem mięśni...
      Wycie, krew, rozciągnięte krocze, wody płodowe, nieprzyjemny zapach... to
      nieodłączny dodatek do czegoś pięknego - narodzin dziecka.
      Robert, masz zdrowego syna, żonę, która przeszła cierpienie porodu - rodzinę,
      którą kochasz. To jest największa wartość. A z resztą pomoże uporać się
      psycholog.
    • jewel29 Do szanownych dyskutantów 10.02.04, 13:43
      Przeczyta?am uwa´´nie wszystkie Wasze komentarze do postu Roberta i nie zgadzam
      si´ z ludęmi zarzucajŕcymi mu niedojrza?oĘç, egoizm, brak charakteru i
      posiadanie dwóch lewych jaj. Szczególnie Pajdeczka posun´?a si´ nieco za daleko
      z wysnuwaniem wniosków oraz ten ktoĘ, kto zarzuca Robertowi osierocenie dziecka
      zaraz po narodzeniu i tem, kto radzi jego ´´onie, ´´eby go rzuci?a i poszuka?a
      kogoĘ jej godnego. Autor wŕtku jak zwykle dosta? za swoje za szczeroĘç i
      przyznanie si´ do zagubienia. A ja, choç kobieta, nie doĘç, ´´e doskonale go
      rozumiem, to i popieram w twierdzeniu, ´´e nie powinno si´ braç m´´´ów na
      porodówk´. Nie ma nic pi´knego w oglŕdaniu tej pora´´ajŕcej fizjologii. Rodzi?am
      w ubieg?ym roku z przyjació?kŕ (ojciec dziecka na wieĘç o ciŕ´´y jŕ zostawi? i
      do dziĘ tak skutecznie si´ kamufluje, ´´e nie mo´´na go wezwaç na rozpraw´ o
      ustalenie ojcostwa). Poród trwa? 8 godzin i dla mnie by?o to prze´´ycie nie tak
      traumatyczne jak dla Roberta, ale na pewno ci´´´kie. Nie, nie mam wstr´tu do
      ci´´´arnych, rodzŕcych ani do dzieci, ale naprawd´ jestem w stanie go zrozumieç.
      KtoĘ wy´´ej s?usznie napisa?, ´´e sŕ ludzie, którzy mdlejŕ na widok rozci´tego
      palca i tacy, którzy bez zmru´´enia okiem mogŕ zanurzyç r´ce po ?okcie w
      parujŕcych wn´trznoĘciach. Sŕ ludzie szczególnie wyczuleni na zapachy - jak ja
      i Robert najwidoczniej te´´. Dobrze zapami´ta?am ten zapach z izby porodowej.
      Jest dla mnie odra´´ajŕcy - jakiĘ mdlŕcy, s?odkawy, og?upiajŕcy. W?aĘnie -
      og?upiajŕcy. Ja wcale si´ nie dziwi´, ´´e kiedy lekarka powiedzia?a mu, ´´eby
      spojrza? na g?ówk´, to spojrza?. Ja od tego zapachu, j´ków i strachu
      przyjació?ki bylam tak og?upia?a, ´´e gdyby kazano mi walnŕç jŕ na odlew, to bym
      to zrobi?a Ęwi´cie przekonana, ´´e to dla jej i mojego dobra. Je´´eli ktoĘ
      zachowa? si´ niedojrzale, to tylko i wy?ŕcznie ´´ona Roberta. Znam ten typ
      dziewczyn: ulegajŕce innym, przekonane, ´´e skoro sŕ w ciŕ´´y, to sŕ p´pkiem
      Ęwiata i wszyscy muszŕ im nadskakiwaç, zachowujŕce si´ tak jakby by?y
      aposto?kami jakiejĘ donios?ej misji dziejowej. Âmieszŕ mnie i irytujŕ. ?ona
      mojego brata tak´´e ?zami i szanta´´em wymusi?a na nim obecnoĘç przy narodzinach
      drugiego syna, choç od poczŕtku, od kiedy podj´?a ten temat mówi? twardo, ´´e
      nie chce. Ale zacz´?y si´ argumenty w stylu: ty mnie nie kochasz, nie obchodzi
      ci´ moje zdrowie, wszyscy m´´´owie moich kole´´anek rodzili z nimi, MUSISZ byç ze
      mnŕ. Nawet matka jej nie odwiod?a od tej histerii. Pojecha? z niŕ do szpitala
      jak na Ęci´cie, bo - jak mówi? - przecie´´ nie mo´´e odmówiç kobiecie w takim
      stanie, bo mo´´e zaszkodziç dziecku. Poród by? jednak z jakimiĘ tam niewielkimi
      komplikacjami i nie pozwolono mu zostaç do ko?ca. Wiecie co? Mia?a prestensje,
      idiotka cholerna, BO CO ONA TERAZ POWIE KOLE?ANKOM?! 90% babek ciŕgnie m´´´ów na
      porodówk´, ´´eby potem chwaliç si´ psiapsó?kom, jakiego to wspania?ego,
      nowoczesnego i pozbawionego zahamowa? m´´´a majŕ. A przera´´ajŕca w tym wszystkim
      jest rola mediów, szczególnie prasy kobiecej z nieco wy´´szej pó?ki, która z
      czegoĘ tak prozaicznego, naturalnego i towarzyszŕcego ludzkoĘci od zarania jej
      dziejów jak ciŕ´´a i poród zrobi?y jakieĘ kuęwa nie wiadomo jakie aj-waj. Moja
      babcia urodzi?a czwórk´ zdrowych dzieci ? w domu, w tym moja matk´, która ma
      dziĘ 51 lat, tylko w asyĘcie sŕsiadki i po?o´´nej, bez lekarza, znieczule?,
      szkól rodzenia i innych wymys?ów. Aha, i dodam dla uspokojenia, ´´e babcia nie
      mieszka?a na zabitej dechami dzierewni w Puszczy Bia?owieskiej, tylko w 30-
      tysi´cznym mieĘcie nieca?e 50 km od Warszawy. Od setek i tysi´cy lat kobiety
      rodzi?y w swoim gronie, otoczone mi?oĘciŕ i bliskoĘciŕ sióstr, matek, babek i
      ciotek, obytych z rodzeniem i traktujŕcych je jako coĘ normalnego, co nie
      wymaga zaanga´´owania ca?ej rodziny i nie jest niczym mistycznym ani
      nadzwyczajnym. Dopiero dziĘ... Doprowadza mnie do pasji bredzenie pa?
      redaktorek o cudzie narodzin, mistycznych prze´´yciach, zacieĘnianiu wi´zi,
      wzruszeniu, uniesieniu. Ciekawe, ile z nich widzia?o porodówk´ i sam ten akt?
      Mo´´e gdyby zobaczy?y to by troch´ oprzytomnia?y.
      W ka´´dym razie nie uwa´´am, ´´eby Robert by? jakimĘ szczególnym i odosobnionym
      przypadkiem. Jestem przekonana, ´´e kocha ´´on´ i wykaza? si´ niema?ym hartem
      ducha, przechodzŕc do ko?ca przez coĘ, czego nie czu? i nie chcia?. W?aĘnie
      dlatego, ´´e ´´ona by?a dla niego najwa´´niejsza. Dla mnie jego zachowanie
      Ęwiadczy tylko o dojrzaloĘci, tym bardziej ´´e nie siedzi i nie myĘli o
      znalezieniu sobie jakiejĘ m?odej i ciasnej dupki, jak to niektórzy te´´
      sugerowali, tylko chce dojĘç ze sobŕ do ?adu. W ka´´dym razie ja wierz´, ´´e uda
      si´ im i trzymam kciuki.
      Sorki, ´´e tak si´ rozpisa?am, ale poczu?am si´ po lekturze tych postów bardzo
      poruszona.
      • pajdeczka A co to takiego? Kosmici? 10.02.04, 13:48
        jewel29 napisała:

        > Przeczyta?am uwa´´nie wszystkie Wasze komentarze do postu Roberta i nie
        zgadzam
        >
        > si´ z ludęmi zarzucajŕcymi mu niedojrza?oĘç, egoizm, brak charakteru i
        > posiadanie dwóch lewych jaj. Szczególnie Pajdeczka posun´?a si´ nieco za
        daleko
        >
        > z wysnuwaniem wniosków oraz ten ktoĘ, kto zarzuca Robertowi osierocenie
        dziecka
        >
        > zaraz po narodzeniu i tem, kto radzi jego ´´onie, ´´eby go rzuci?a i poszuka?
        a
        > kogoĘ jej godnego. Autor wŕtku jak zwykle dosta? za swoje za szczeroĘç i
        > przyznanie si´ do zagubienia. A ja, choç kobieta, nie doĘç, ´´e doskonale go
        > rozumiem, to i popieram w twierdzeniu, ´´e nie powinno si´ braç m´´´ów na
        > porodówk´. Nie ma nic pi´knego w oglŕdaniu tej pora´´ajŕcej fizjologii. Rodzi?
        a
        > m
        > w ubieg?ym roku z przyjació?kŕ (ojciec dziecka na wieĘç o ciŕ´´y jŕ zostawi?
        i
        > do dziĘ tak skutecznie si´ kamufluje, ´´e nie mo´´na go wezwaç na rozpraw´ o
        > ustalenie ojcostwa). Poród trwa? 8 godzin i dla mnie by?o to prze´´ycie nie
        tak
        >
        > traumatyczne jak dla Roberta, ale na pewno ci´´´kie. Nie, nie mam wstr´tu do
        > ci´´´arnych, rodzŕcych ani do dzieci, ale naprawd´ jestem w stanie go
        zrozumieç
        > .
        > KtoĘ wy´´ej s?usznie napisa?, ´´e sŕ ludzie, którzy mdlejŕ na widok
        rozci´tego
        > palca i tacy, którzy bez zmru´´enia okiem mogŕ zanurzyç r´ce po ?okcie w
        > parujŕcych wn´trznoĘciach. Sŕ ludzie szczególnie wyczuleni na zapachy - jak
        ja
        > i Robert najwidoczniej te´´. Dobrze zapami´ta?am ten zapach z izby porodowej.
        > Jest dla mnie odra´´ajŕcy - jakiĘ mdlŕcy, s?odkawy, og?upiajŕcy. W?aĘnie -
        > og?upiajŕcy. Ja wcale si´ nie dziwi´, ´´e kiedy lekarka powiedzia?a mu, ´´eby
        > spojrza? na g?ówk´, to spojrza?. Ja od tego zapachu, j´ków i strachu
        > przyjació?ki bylam tak og?upia?a, ´´e gdyby kazano mi walnŕç jŕ na odlew, to
        by
        > m
        > to zrobi?a Ęwi´cie przekonana, ´´e to dla jej i mojego dobra. Je´´eli ktoĘ
        > zachowa? si´ niedojrzale, to tylko i wy?ŕcznie ´´ona Roberta. Znam ten typ
        > dziewczyn: ulegajŕce innym, przekonane, ´´e skoro sŕ w ciŕ´´y, to sŕ p´pkiem
        > Ęwiata i wszyscy muszŕ im nadskakiwaç, zachowujŕce si´ tak jakby by?y
        > aposto?kami jakiejĘ donios?ej misji dziejowej. Âmieszŕ mnie i irytujŕ. ?ona
        > mojego brata tak´´e ?zami i szanta´´em wymusi?a na nim obecnoĘç przy
        narodzinac
        > h
        > drugiego syna, choç od poczŕtku, od kiedy podj´?a ten temat mówi? twardo, ´´e
        > nie chce. Ale zacz´?y si´ argumenty w stylu: ty mnie nie kochasz, nie
        obchodzi
        > ci´ moje zdrowie, wszyscy m´´´owie moich kole´´anek rodzili z nimi, MUSISZ
        byç
        > ze
        > mnŕ. Nawet matka jej nie odwiod?a od tej histerii. Pojecha? z niŕ do szpitala
        > jak na Ęci´cie, bo - jak mówi? - przecie´´ nie mo´´e odmówiç kobiecie w takim
        > stanie, bo mo´´e zaszkodziç dziecku. Poród by? jednak z jakimiĘ tam
        niewielkimi
        >
        > komplikacjami i nie pozwolono mu zostaç do ko?ca. Wiecie co? Mia?a
        prestensje,
        > idiotka cholerna, BO CO ONA TERAZ POWIE KOLE?ANKOM?! 90% babek ciŕgnie m´´´ów
        n
        > a
        > porodówk´, ´´eby potem chwaliç si´ psiapsó?kom, jakiego to wspania?ego,
        > nowoczesnego i pozbawionego zahamowa? m´´´a majŕ. A przera´´ajŕca w tym
        wszystk
        > im
        > jest rola mediów, szczególnie prasy kobiecej z nieco wy´´szej pó?ki, która z
        > czegoĘ tak prozaicznego, naturalnego i towarzyszŕcego ludzkoĘci od zarania
        jej
        > dziejów jak ciŕ´´a i poród zrobi?y jakieĘ kuęwa nie wiadomo jakie aj-waj.
        Moja
        > babcia urodzi?a czwórk´ zdrowych dzieci ? w domu, w tym moja matk´, która ma
        > dziĘ 51 lat, tylko w asyĘcie sŕsiadki i po?o´´nej, bez lekarza, znieczule?,
        > szkól rodzenia i innych wymys?ów. Aha, i dodam dla uspokojenia, ´´e babcia
        nie
        > mieszka?a na zabitej dechami dzierewni w Puszczy Bia?owieskiej, tylko w 30-
        > tysi´cznym mieĘcie nieca?e 50 km od Warszawy. Od setek i tysi´cy lat kobiety
        > rodzi?y w swoim gronie, otoczone mi?oĘciŕ i bliskoĘciŕ sióstr, matek, babek i
        > ciotek, obytych z rodzeniem i traktujŕcych je jako coĘ normalnego, co nie
        > wymaga zaanga´´owania ca?ej rodziny i nie jest niczym mistycznym ani
        > nadzwyczajnym. Dopiero dziĘ... Doprowadza mnie do pasji bredzenie pa?
        > redaktorek o cudzie narodzin, mistycznych prze´´yciach, zacieĘnianiu wi´zi,
        > wzruszeniu, uniesieniu. Ciekawe, ile z nich widzia?o porodówk´ i sam ten akt?
        > Mo´´e gdyby zobaczy?y to by troch´ oprzytomnia?y.
        > W ka´´dym razie nie uwa´´am, ´´eby Robert by? jakimĘ szczególnym i
        odosobnionym
        >
        > przypadkiem. Jestem przekonana, ´´e kocha ´´on´ i wykaza? si´ niema?ym hartem
        > ducha, przechodzŕc do ko?ca przez coĘ, czego nie czu? i nie chcia?. W?aĘnie
        > dlatego, ´´e ´´ona by?a dla niego najwa´´niejsza. Dla mnie jego zachowanie
        > Ęwiadczy tylko o dojrzaloĘci, tym bardziej ´´e nie siedzi i nie myĘli o
        > znalezieniu sobie jakiejĘ m?odej i ciasnej dupki, jak to niektórzy te´´
        > sugerowali, tylko chce dojĘç ze sobŕ do ?adu. W ka´´dym razie ja wierz´, ´´e
        ud
        > a
        > si´ im i trzymam kciuki.
        > Sorki, ´´e tak si´ rozpisa?am, ale poczu?am si´ po lekturze tych postów
        bardzo
        > poruszona.
        • bubster Pajda plz tnij posty! n/t 10.02.04, 17:32
          • pajdeczka Re: Pajda plz tnij posty! n/t 11.02.04, 08:47
            Jestem ostatnią osobą tutaj, której możesz zarzucić, że tego nie robię. Jeśli
            cytuję cały cudzy post to wyłącznie wtedy, kiedy za komentarz służy tytuł
            mojego postu. A po to cytuję, żeby inni nie mieli wątpliwości, czyj post
            komentuję, bo często się zdarza, że ludzie są zdezorientowani do kogo jest
            adresowana odpowiedź.Uff!
      • pajdeczka Re: Do szanownych dyskutantów 10.02.04, 13:49
        jewel29 napisała:

        > Szczególnie Pajdeczka posun´?a si´ nieco za daleko
        >
        O, przepraszam, ale ja siebie nie posuwam!
      • pajdeczka Wiedziałam, że znowu wszystko będzie na mnie! 10.02.04, 13:51
        jewel29 napisała:

        > Przeczyta?am uwa´´nie wszystkie Wasze komentarze do postu Roberta i nie
        zgadzam
        >
        > si´ z ludęmi zarzucajŕcymi mu niedojrza?oĘç, egoizm, brak charakteru i
        > posiadanie dwóch lewych jaj. Szczególnie Pajdeczka posun´?a si´ nieco za
        daleko
        >
        > z wysnuwaniem wniosków oraz ten ktoĘ, kto zarzuca Robertowi osierocenie
        dziecka
        >
        > zaraz po narodzeniu i tem, kto radzi jego ´´onie, ´´eby go rzuci?a i poszuka?
        a
        > kogoĘ jej godnego. Autor wŕtku jak zwykle dosta? za swoje za szczeroĘç i
        > przyznanie si´ do zagubienia. A ja, choç kobieta, nie doĘç, ´´e doskonale go
        > rozumiem, to i popieram w twierdzeniu, ´´e nie powinno si´ braç m´´´ów na
        > porodówk´. Nie ma nic pi´knego w oglŕdaniu tej pora´´ajŕcej fizjologii. Rodzi?
        a
        > m
        > w ubieg?ym roku z przyjació?kŕ (ojciec dziecka na wieĘç o ciŕ´´y jŕ zostawi?
        i
        > do dziĘ tak skutecznie si´ kamufluje, ´´e nie mo´´na go wezwaç na rozpraw´ o
        > ustalenie ojcostwa). Poród trwa? 8 godzin i dla mnie by?o to prze´´ycie nie
        tak
        >
        > traumatyczne jak dla Roberta, ale na pewno ci´´´kie. Nie, nie mam wstr´tu do
        > ci´´´arnych, rodzŕcych ani do dzieci, ale naprawd´ jestem w stanie go
        zrozumieç
        > .
        > KtoĘ wy´´ej s?usznie napisa?, ´´e sŕ ludzie, którzy mdlejŕ na widok
        rozci´tego
        > palca i tacy, którzy bez zmru´´enia okiem mogŕ zanurzyç r´ce po ?okcie w
        > parujŕcych wn´trznoĘciach. Sŕ ludzie szczególnie wyczuleni na zapachy - jak
        ja
        > i Robert najwidoczniej te´´. Dobrze zapami´ta?am ten zapach z izby porodowej.
        > Jest dla mnie odra´´ajŕcy - jakiĘ mdlŕcy, s?odkawy, og?upiajŕcy. W?aĘnie -
        > og?upiajŕcy. Ja wcale si´ nie dziwi´, ´´e kiedy lekarka powiedzia?a mu, ´´eby
        > spojrza? na g?ówk´, to spojrza?. Ja od tego zapachu, j´ków i strachu
        > przyjació?ki bylam tak og?upia?a, ´´e gdyby kazano mi walnŕç jŕ na odlew, to
        by
        > m
        > to zrobi?a Ęwi´cie przekonana, ´´e to dla jej i mojego dobra. Je´´eli ktoĘ
        > zachowa? si´ niedojrzale, to tylko i wy?ŕcznie ´´ona Roberta. Znam ten typ
        > dziewczyn: ulegajŕce innym, przekonane, ´´e skoro sŕ w ciŕ´´y, to sŕ p´pkiem
        > Ęwiata i wszyscy muszŕ im nadskakiwaç, zachowujŕce si´ tak jakby by?y
        > aposto?kami jakiejĘ donios?ej misji dziejowej. Âmieszŕ mnie i irytujŕ. ?ona
        > mojego brata tak´´e ?zami i szanta´´em wymusi?a na nim obecnoĘç przy
        narodzinac
        > h
        > drugiego syna, choç od poczŕtku, od kiedy podj´?a ten temat mówi? twardo, ´´e
        > nie chce. Ale zacz´?y si´ argumenty w stylu: ty mnie nie kochasz, nie
        obchodzi
        > ci´ moje zdrowie, wszyscy m´´´owie moich kole´´anek rodzili z nimi, MUSISZ
        byç
        > ze
        > mnŕ. Nawet matka jej nie odwiod?a od tej histerii. Pojecha? z niŕ do szpitala
        > jak na Ęci´cie, bo - jak mówi? - przecie´´ nie mo´´e odmówiç kobiecie w takim
        > stanie, bo mo´´e zaszkodziç dziecku. Poród by? jednak z jakimiĘ tam
        niewielkimi
        >
        > komplikacjami i nie pozwolono mu zostaç do ko?ca. Wiecie co? Mia?a
        prestensje,
        > idiotka cholerna, BO CO ONA TERAZ POWIE KOLE?ANKOM?! 90% babek ciŕgnie m´´´ów
        n
        > a
        > porodówk´, ´´eby potem chwaliç si´ psiapsó?kom, jakiego to wspania?ego,
        > nowoczesnego i pozbawionego zahamowa? m´´´a majŕ. A przera´´ajŕca w tym
        wszystk
        > im
        > jest rola mediów, szczególnie prasy kobiecej z nieco wy´´szej pó?ki, która z
        > czegoĘ tak prozaicznego, naturalnego i towarzyszŕcego ludzkoĘci od zarania
        jej
        > dziejów jak ciŕ´´a i poród zrobi?y jakieĘ kuęwa nie wiadomo jakie aj-waj.
        Moja
        > babcia urodzi?a czwórk´ zdrowych dzieci ? w domu, w tym moja matk´, która ma
        > dziĘ 51 lat, tylko w asyĘcie sŕsiadki i po?o´´nej, bez lekarza, znieczule?,
        > szkól rodzenia i innych wymys?ów. Aha, i dodam dla uspokojenia, ´´e babcia
        nie
        > mieszka?a na zabitej dechami dzierewni w Puszczy Bia?owieskiej, tylko w 30-
        > tysi´cznym mieĘcie nieca?e 50 km od Warszawy. Od setek i tysi´cy lat kobiety
        > rodzi?y w swoim gronie, otoczone mi?oĘciŕ i bliskoĘciŕ sióstr, matek, babek i
        > ciotek, obytych z rodzeniem i traktujŕcych je jako coĘ normalnego, co nie
        > wymaga zaanga´´owania ca?ej rodziny i nie jest niczym mistycznym ani
        > nadzwyczajnym. Dopiero dziĘ... Doprowadza mnie do pasji bredzenie pa?
        > redaktorek o cudzie narodzin, mistycznych prze´´yciach, zacieĘnianiu wi´zi,
        > wzruszeniu, uniesieniu. Ciekawe, ile z nich widzia?o porodówk´ i sam ten akt?
        > Mo´´e gdyby zobaczy?y to by troch´ oprzytomnia?y.
        > W ka´´dym razie nie uwa´´am, ´´eby Robert by? jakimĘ szczególnym i
        odosobnionym
        >
        > przypadkiem. Jestem przekonana, ´´e kocha ´´on´ i wykaza? si´ niema?ym hartem
        > ducha, przechodzŕc do ko?ca przez coĘ, czego nie czu? i nie chcia?. W?aĘnie
        > dlatego, ´´e ´´ona by?a dla niego najwa´´niejsza. Dla mnie jego zachowanie
        > Ęwiadczy tylko o dojrzaloĘci, tym bardziej ´´e nie siedzi i nie myĘli o
        > znalezieniu sobie jakiejĘ m?odej i ciasnej dupki, jak to niektórzy te´´
        > sugerowali, tylko chce dojĘç ze sobŕ do ?adu. W ka´´dym razie ja wierz´, ´´e
        ud
        > a
        > si´ im i trzymam kciuki.
        > Sorki, ´´e tak si´ rozpisa?am, ale poczu?am si´ po lekturze tych postów
        bardzo
        > poruszona.
    • Gość: rybka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.mostostal.waw.pl 10.02.04, 13:58
      Moja rada idź do psychologa przed którym mógłbyś się wygadać. Kobieta z małym
      dzieckiem i z brzydzącym się jej mężem po prostu wpadnie w depresję albo
      gorzej. Co to za miłość, która zmienia się wraz z wyglądem zewnętrznym. Jestem
      pół roku po porodzie a moja figura coraz bardziej zbliża się do tej, którą
      miałam przed ciążą. Na szczęście mój mąż kochał się ze mną i wspierał przed i
      po porodzie.
      • pajdeczka Pytanie do pań 10.02.04, 14:04
        Czy chciałybyście, aby wasz partner po przebytym z Wami porodzie sobie Was
        zbrzydził? Czy to jest normalne u dwoja kochających się ludzi? Bo mnie się w
        pale nie mieści!
        • atlantis75 Re: Pytanie do pań 10.02.04, 14:07
          pajdeczka napisała:

          > Bo mnie się w pale nie mieści!

          Pajdeczko, może dlatego, że nie masz pały ;)
          • pajdeczka Re: Pytanie do pań 10.02.04, 14:08
            atlantis75 napisała:

            > pajdeczka napisała:
            >
            > > Bo mnie się w pale nie mieści!
            >
            > Pajdeczko, może dlatego, że nie masz pały ;)

            No to inaczej - w palniku:)
            • uri_ja Re: Pytanie do pań 10.02.04, 14:11
              tak szczerze? mnie też... ale wiesz, żalmi i jej, i dzieciaka i mimo wszystko
              jego...
            • atlantis75 Re: Pytanie do pań 10.02.04, 14:13
              pajdeczka napisała:

              >
              > No to inaczej - w palniku:)

              Mój palnik bierze pod uwagę, że takie przypadki mogą się zdarzyć. Staram się to
              zrozumieć. Ponadto mój palnik ma nadzieję, że mój mąż będzie mnie wspierał
              podczas porodu, chorób i starości. Tak jak ja jego (wykluczając poród,
              oczywiście).
            • mobypussy Re: Pytanie do pań 10.02.04, 14:16
              no wiesz... nie wyobrazam sobie zebym mu zbrzydla po porodzie, ale wole nie
              sprawdzac. faceci sa inaczej skonstruowani i bab nie rozumieja. zeby cieszyc
              sie z porodu musieliby sami urodzic :] a nad tym to wole sie nie rozwodzic.

              a jakie fajne pozniej sa posty od nich: "moja zona po porodzie nie juz taka
              ciasna, dlaczego?" Autor watku juz wie dlaczego, a reszta niech sie glowi
              dalej. przynajmniej maja co robic.

              maz przy porodzie? Nie, dziękuję.
    • markys Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 14:12
      Chciałem uczestniczyć przy porodzie, gdyż myśl, że bedzie męczyć się tam sama
      przerażała mnie. Jeżeli by się nie zgodziła to uszanowałbym to. Natomiast co do
      kwestii obrzydzenia. Większym obrzydzeniem napawa mnie widok tłustych
      kaszalotów wygrzewających się nad Bałtykiem w miesiącach letnich. To jest
      dopiero trauma.
      • uri_ja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 14:15
        Już Cię lubię.
      • mobypussy no wiesz? 10.02.04, 14:27
        tak to nie mozna, sa kobitki ktore radza sobie z wygladem a inne po prostu nie
        nadazaja z kontrola. nie mozna dzielic kobiet na tluste orki i smukle fląderki.

        mnie bardziej rażą takie wynalazki na ulicy: wlos-biel, pazur-zielen, but-
        koturna 20cm, oko-blekit, dekolt-do pepka, brzuch-wisi, spodnica-roz i do tego
        niczego nie zakrywa, dodaje koloru do reszty, itd. itd.
        i za nimi sie ogladacie (!), tylko takie flądry to w glowie maja sieczke, albo
        nawet jej nie...

        to jest dopieo żal
        • uri_ja ja mam chyba zły dzień! 10.02.04, 14:31
          albo mnie zmroczyło, ale o czym (o kim) właściwie my tutaj? rober(cie)k i co ty
          na to? czy tobie się to mieści?
        • miriammiriam Re: no wiesz? 10.02.04, 14:33
          > i za nimi sie ogladacie (!), tylko takie flądry to w glowie maja sieczke,
          albo
          > nawet jej nie...

          mobypussy, zdychający z głodu sieczkojad w twojej głowie też nie jest
          specjalnie estetyczny, zwłaszcza ten zapach gnijącego sieczkojada :P
          • mobypussy ha! 1sze winne ktore sie probuje bronic 10.02.04, 14:43
            jeszcze jakas pseudointeligentna? zapraszam
    • jewel29 Moda na epatowanie fizjologia 10.02.04, 14:29
      i jej ofiary - oto, z czym mamy do czynienia w tym watku. Juz nie pamietam kto,
      bo watek jest dlugi, ale ktos napisal, ze jezeli przy czyms byc nie musi to nie
      bedzie poki nie musi. Robert dal sie zakrzyczec, ale naprawde trudno mi go
      winic czy pomawiac o gowniarstwo. Jesli zona w zaawansowanej ciazy posuwa sie
      do lez i sznatazu, to kazdy jej ustapi, chyba ze ma serce z kamienia. Zreszta
      przypuszczam, ze Robert wcale nie przezywa tego tak ekstemalnie, jak pisze.
      Jest sam, teskni za rodzina, przepracowuje sie, nie ma z kim pogadac i
      prawdopodobnie wpadl w dola, w ktorym widzi sie wszystko 10 razy czarniejsze
      niz jest. A wracajac do mody na epatowanie fizjologia to mysle, ze nalezaloby
      albo ja ukrocic, albo olac. Nie wierze, ze po facetach, ktorzy sa tak
      potwornymi wzrokowcami, widok rodzacej zony splywa bez skutku jak woda po
      kaczce. Jesli kiedys zostane matka, nie pozwole swojemu mezczyznie wejsc na
      porodowke, nawet jesli bedzie bardzo chcial. Nie znioslabym jego obecnosci. Nie
      jestem powalona ani uposledzona emocjonalnie. Naprawde sporo kobiet uwaza tak
      samo. Podobnie jak bardzo wielu mezczyzn nie chce byc przy porodach.
    • ab1960 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 14:46
      ja urodziłam już dwójkę dzieci i bez męża przy porodzi, teraz jestem w ciązy z
      terminem na kwietnia, dziękuję że napisałeś o swoich przeżyciach, utwierdziłeś
      mnie w tym że mam rodzić sama. Choć już był moment że się mocno zastanawiałam
      nad porodem rodzinnym. Dziękuje jeszcze raz .
      Mam nadzieję, że wrócisz do formy psychicznie , tylko daj sobie trochę czasu.
      To tak jak z porodem zapytaj kobietę po porodzie kiedy następne dziecko??????
      a minie trochę czasu a już myśli o kolejnym bobasku. Jak Twój synuś zacznie
      być bardziej rozrywkowy szybko zapomnisz. Pozdrawiam.
      • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 08:50
        ab1960 napisała:

        >
        > To tak jak z porodem zapytaj kobietę po porodzie kiedy następne dziecko??????

        Żeby mu zęby wybiła? Mój lekarz, kiedy urodziłam, przy wypisywaniu stwierdził,
        że za dwa lata znowu się zobaczymy. Zaprzeczyłam kategorycznie, a on na to, że
        każda tak mówi, a potem wraca. Tak się zawzięłam, że już 15 rok nie wracam na
        porodówkę.
        >
    • Gość: Lenka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.4web.pl 10.02.04, 14:50
      zero w tobie empatii, po co w ogóle chciałeś dziecko, cokolwiek, a czy seks z
      żoną nie wydawał ci się odrażający, przecież to też krew, śluz, sperma, która
      śmierdzi i smakuje jak śledzie... sama nie wezme faceta na porodówkę, bo wiem,
      że to jest wydarzenie tylko kobiecie, bo mężczyźni są po prostu słabi i
      nieodpowiedzialni (w większości)... ja mam teraz obrzydzenie do ciebie
    • mickey.mouse Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 16:54
      Proponowałbym, abys nie generalizował i raczej powstyrzymał się od apeli o
      nbiedopuszczanie do uczestnictwa ojcow w porodzie. Ujmując rzecz krocej, mów
      jedynie za siebie.

      Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie uczestniczył w porodzie swojego
      dziecka. A swoja droga, jaka jest Twoja miłość do zony, skoro kochasz ją tylko
      wówczas, gdy jest piękna, wymalowana, w spodniczce mini i w doskonałej
      formie ? "Gdy mężczyzna kocha kobietę", kocha ją tuż po przebudzeniu - z
      babokami w oczach, kocha ją gdy jest chora, kocha ją gdy go wkur...ia, kocha
      ją po nieprzespanej nocy - gdy widzi ją z bladą skórą i podkrążonymi oczyma,
      kocha ją - może zwłaszcza - gdy rodzi jego dziecko, bez względu na to jak
      wygląda podczas porodu. Jeśli chcesz kobiete wyłącznie piękna, seksowną i
      wypoczętą, to trzeba było znaleźć sobie kochankę.
      • reniatoja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 17:04
        mickey.mouse napisał:

        >
        > Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie uczestniczył w porodzie swojego
        > dziecka.

        Fajnie, ze chcesz w nim uczestniczyc, ale co by bylo, jesli Twoja kobieta nie
        chcialaby tego? JA naprawde nie chcialabym, zeby moj maz byl ze mna przy
        porodzie i co? Nie uszanowalbys jej woli?

        Druga sprawa - moim zdaniem to niezbyt madre myslenie, nigdy nie wybaczylbym
        dsobie. moze sie zdarzyc, ze nawet jesli pieknie to wszystko zaplanujecie
        wspolnie z rodzicielka, cos wyjdzie nie tak i ostatecznie ona urodzi bez
        Twojej asysty - co wtedy - bedziesz obwinial sie do konca zycia, ze nie
        trzymales jej za reke? Mysle, ze do tej sprawy trzeba miec zdrowy dystans.


        >A swoja droga, jaka jest Twoja miłość do zony, skoro kochasz ją tylko
        > wówczas, gdy jest piękna, wymalowana, w spodniczce mini i w doskonałej
        > formie ? "Gdy mężczyzna kocha kobietę", kocha ją tuż po przebudzeniu - z
        > babokami w oczach, kocha ją gdy jest chora, kocha ją gdy go wkur...ia, kocha
        > ją po nieprzespanej nocy - gdy widzi ją z bladą skórą i podkrążonymi oczyma,
        > kocha ją - może zwłaszcza - gdy rodzi jego dziecko, bez względu na to jak
        > wygląda podczas porodu. Jeśli chcesz kobiete wyłącznie piękna, seksowną i
        > wypoczętą, to trzeba było znaleźć sobie kochankę.

        To co piszesz powyzej, o tym, jak mezczyza kocha kobiete, jest super. Pewnie
        Robert nie kocha jeszcze taka pelna miloscia, jaka moglby, czy tez powinien. I
        co z tego? Trudno to zmienic w jednej chwili, moze uswiadomi sobie, ze jego
        milosc jest ulomna, moze to jakos zmieni, moze tez nie zmieni. Wielu ludzi
        zeni sie niedojrzalych, moze on nie jest do konca gotow czy dojrzaly do takich
        doswiadczen. Nie ma sensu oceniac jego milosci, tym bardziej, ze z calosci
        jego wypowiedzi wynika, ze chce nad tym pracowac, chce zmienic stn rzeczy, w
        jakim znajduje sie teraz. NAtomiastpewne jest, ze jego obecnosc przy porodzie
        zaszkodzila jego psychice. Mezczyzna i porod - te sprawe naprawde trzba
        rozwazac indywidualnie, nie robic z tego jakiegos specjalnego misterium, nie
        generalizowac i nie oceniac milosci ludzi na podstawie tego, ze facet nie
        daje sobie rady z widokiem, ktory go zszokowal.
        • mickey.mouse Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 17:14
          Gdyby tego nie chciała, najprawdopodobniej nie nalegałbym, bo jej komfort jest
          w tym przypadku ważniejszy. Nie wybaczyłbym zaś sobie, gdybym coś sam zawalił,
          gdybym nie uczestniczył w tym z - powiedzmy - własnej winy.

          Nie oceniam jego miłości, pytam go jedynie o to, jaka ta miłość jest. Nie
          można bowiem - moim zdaniem - kochać tylko w romantycznych chwilach, na plaży
          wśród palm. Zauważ, że ten człowiek pisze o obrzydzeniu, jakie czuje teraz do
          kobiety - do kobiety, która mówiąc brzydko "zapłodnił", która urodziła mu
          dziecko. A co by było, gdyby nie chjodziło o poród akurat, lecz o ciężką
          chorobę, czy kalectwo, przy którym - odpukać - musiałby zajmować się nią jak
          niemowlęciem ? Co by było gdyby z powodu choroby, musiał - za przeproszeniem -
          podcierać jej tyłek, bo sama nie byłaby w stanie tego zrobić ?
          • reniatoja Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 17:26
            mickey.mouse napisał:


            >
            > Nie oceniam jego miłości, pytam go jedynie o to, jaka ta miłość jest.


            Oceniasz, oceniasz :) Caly Twoj post to jedna wielka, krytyczna ocena milosci
            Roberta.

            Z pewnoscia facet jest niedojrzaly do pewnych rzeczy, z pewnoscia mialby
            wielki rpblem z pielegnacja niedoleznej zony, moze nie wytrzymalby takiej
            proby. No coz, mozna tylko pokiwac glowa nad tym, ze nie kazdy jest zdolny do
            pelnej prawdziwej milosci ktora przed niczym sie nie ugnie. Moze nie powinien
            sie zenic, moze.... Ale rzecz sie juz stala, mleko sie wylalo, dla unikniecia
            podobnych sytuacji w innych zwiazkach, bo smiem twierdzic, ze takich mezczyzn
            jak Robert jest masa, wniosek moj jest taki, ze nalezy kwestie obecnosci meza
            przy porodzie jednak dyskutowac i nikogo na sile tam nie ciagnac. Miliony
            kobiet urodzily nas bez asysty meza i co? Tak zle bylo? Rodzacy mezowie to
            jest naprawde wymysl ostatnich, niechby i trzydziesltu, lat - wcale nie
            powiedziane, ze jest to taki super fantastyczny pomysl. Tym bardziej, ze jak
            widac po Robercie, nie kazdy te probe wytrzyma.
            • mickey.mouse Dobrze, niech i tak będzie 10.02.04, 17:33
              Uważam jednak za spore naduzycie z jego strony, apel do kobiet, aby nie brały
              swoich mężów na porodówki. Zdaje się, że jedna nawet napisała w tym wątku, że
              pod wpływem jego postu podjęła decyzję, że nie zabierze ojca swojego dziecka
              tam, chocby nawet chciał. Podobnie jak jego twierdzenie, że mało który facet
              chce w tym uczestniczyc, gdyz akurat jest zupełnie odwrotnie.

              Inna sprawą jest to, że naprawdę nie rozumiem takiej miłosci, która ogranicza
              sie do pieknych widoków i romantycznych chwil jedynie
            • miriammiriam droga Reniu 10.02.04, 18:07
              >Rodzacy mezowie to
              > jest naprawde wymysl ostatnich, niechby i trzydziesltu,

              czyżby? o kuwadzie nie słyszałaś? pewno nie.
              to jest taki zwyczaj "dzikich" ludów - facet udaje poród, a potem odpoczywa;) a
              kobieta,która urodziła wraca do roboty
              skandalicznie trywializuje oczywiście, polecam Bruno Betelheima "Rany
              symboliczne.Rytuały inicjacji,czyli zazdrość męska". autor stawia śmiałą teze,
              że te drastyczne rytuały inicjacyjne polegające głwonie na zadawaniu sobie ran
              (prawdziwy hardcore) to jest sposób odreagowania zazdrości o ciążę i poród.
              teza IMHO grubo na wyrost, ale case'y antropologiczne pierwsza klasa! morał
              jest mylśe taki, że całe przedsięwzięcie prokreacyjne jest wysoce ambiwalentne
              dla meżczyzn (dla kobiet z reszą też) i ustosunkowanie się do tego jest trudną
              i złożoną sprawą niezależnie, czy on próbuje sie zbliżyć do nieznanego, czy
              zdystansować. zbliżyć się można również symolicznie. reasumując nie
              zacietrzewiaj sie jak Pajda - Miki nie wtargnie na twoja porodówke - może
              spojrzeć na problem nieco szerzej? ani obecność, ani nieobecność,sama w sobie
              nie stanowi o niczym, nie jest też powiedziane że autor wątku (hipotetyczny z
              resztą, nie wiadomo czy to wyznanie nie jest zmyślone) nie miałby problemu z
              odnalezieniem sie w ojcostwie, gdyby go nie zgwałcili;) wspólnym porodem.
              diabli wiedzą, nie wyrokujmy.
              • pajdeczka Re: droga Reniu 11.02.04, 09:15
                miriammiriam napisała:

                >nie zacietrzewiaj sie jak Pajda -

                Bez osobistych wycieczek proszę. Mam prawo do emocji, jak każdy, tym bardziej,
                że emocje były jak najbardziej uzasadnione.
                A co do stwierdzenie Reni, że porody z udziałem mężow to wymysł współczesny też
                się nie zgadzam. Śmiem twierdzić, że ludzkość w tym względzie zatoczyła ogromne
                koło. Przecież w prehistorii ktoś musiał asystować kobietom przy porodoach, tym
                bardziej, jeśli rodzina się przemieszczała w celu poszukiwania pożywienia. Z
                całym prawdopodobieństwem mógł to być mąż i ojciec rodziny. Przecież nie wlokli
                by z sobą teściowej:))
                • kini Re: droga Reniu 11.02.04, 09:24
                  Kobiety asystowały. Kobiety, nie mężowie.
      • pajdeczka Już Cię kocham Miki! 11.02.04, 08:52
        mickey.mouse napisał:

        > Proponowałbym, abys nie generalizował i raczej powstyrzymał się od apeli o
        > nbiedopuszczanie do uczestnictwa ojcow w porodzie. Ujmując rzecz krocej, mów
        > jedynie za siebie.
        >
        > Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie uczestniczył w porodzie swojego
        > dziecka. A swoja droga, jaka jest Twoja miłość do zony, skoro kochasz ją
        tylko
        > wówczas, gdy jest piękna, wymalowana, w spodniczce mini i w doskonałej
        > formie ? "Gdy mężczyzna kocha kobietę", kocha ją tuż po przebudzeniu - z
        > babokami w oczach, kocha ją gdy jest chora, kocha ją gdy go wkur...ia, kocha
        > ją po nieprzespanej nocy - gdy widzi ją z bladą skórą i podkrążonymi oczyma,
        > kocha ją - może zwłaszcza - gdy rodzi jego dziecko, bez względu na to jak
        > wygląda podczas porodu. Jeśli chcesz kobiete wyłącznie piękna, seksowną i
        > wypoczętą, to trzeba było znaleźć sobie kochankę.
    • gosiek1000 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 16:55
      Śmieszne sa te wypowiedzi,w których twierdzicie, ze obecność faceta przy
      porodzie to jego święty obowiązek bo dlaczego tylko kobieta ma sie męczyc itp.
      Niestety tak to przewidziała matka natura, że poród nalezy do kobiet i jezeli
      mężczyzna chce pomóc swoja obecnością to w porządku, natomiast jeśli nie jest
      do tego przekonany to uważam, że nie powinien uczestniczyc w tym wydarzeniu.
      Przykład Roberta pokazuje, że nie dla wszystkich są to cudowne odczucia. Można
      kogoś zmuszać to tego tylko po co? Jak widać może to tylko związkowi
      zaszkodzić. Czym innym są choroby, wspólna starość i pielęgnowanie się
      nawzajem w tak trudnych chwilach.
      Ja sama nigdy bym się nie zgodziła na obecnośc męża przy porodzie.
      Natomiast najważniejsza rzecz, o której chciałam napisac to powody dla których
      mężowie sa obecni przy porodzie. W większości przypadków, które znam (wiele
      znajomych i członków rodziny) wyglądało to tak: dziewczyny, które chciały
      porodu rodzinnego nie mówiy, że potrzebne im wsparcie psychiczne i pomoc np.
      masowanie itp. tylko głónym argumentem było to, że wszystkie kolezanki tak
      miały i było świetnie. Natomiast większość mężów tych kolezanek uczestniczących
      w rozmowach siedziała z kwasnymi minami i nie wypowaiadała się z zachwytem
      na ten temat. Podejrzewam, że mieli odczucia podobne do Roberta.
      Myślę więc , że w wiekszości wypadków osoby biorące udział w porodach
      rodzinnych kierują się modą.
      Pozdrawaim serdecznie. Robertowi życzę powodzenia.

      • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 08:12
        > Natomiast najważniejsza rzecz, o której chciałam napisac to powody dla
        których
        > mężowie sa obecni przy porodzie. W większości przypadków, które znam (wiele
        > znajomych i członków rodziny) wyglądało to tak: dziewczyny, które chciały
        > porodu rodzinnego nie mówiy, że potrzebne im wsparcie psychiczne i pomoc np.
        > masowanie itp. tylko głónym argumentem było to, że wszystkie kolezanki tak
        > miały i było świetnie.

        A ja słyszałam od kobiety, która rodziła w towarzystwie męża, że był on jej
        potrzebny tylko podczas pierwszej fazy porodu, kiedy jeszcze nie zaczęły się
        skurcze parte. Bo pierwsza faza trwała kilka godzin i po prostu jej się
        dłużyło, więc miło jej było, że mąż był z nią. Jak zaczęły się skurcze parte,
        to powiedziała mi, że mąż wcale już nie był jej potrzebny, bo była tak zajęta
        tym, co się z nią dzieje, bólem, parciem, że nic innego jej w tym momencie nie
        interesowało :) Mąż równie dobrze mógł wyjść z sali.
    • paputerek Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 18:48
      Robercie,
      rozumiem Cię i współczuję, chęć towarzyszenia żonie przy porodzie jest sprawą
      indywidualną i jeden chce inny nie, nikt nikogo nie powinien zmuszać. To tak
      jakby mężczyzna zmuszał kobietę do porodu bez znieczulenia bo on tak chce...
      Widocznie nie byłeś na to psychicznie przygotowany i przeżyłeś szok ale można z
      tego wyjść:)

      Myślę, że kilka wizyt u psychoterapeuty polepszyło by Twoje samopoczucie, jeśli
      chcesz napisz do mnie na maila paputerek@gazeta.pl to podam Ci bardzo dobrego i
      sprawdzonego człowieka, który jest stosunkowo nie drogi jak na Warszawę.

      Znam Nidzicę bardzo dobrze, moi dziadkowie tak mieszkają i od ponad 20 lat
      kilka razy w roku tam jestem. Czy nie obawiasz się, ze ktoś może wejść na tą
      stronę i Cię rozpoznać? (Nidzica jest malutkim miasteczkiem i wszyscy się
      świetnie znają a Ty podałeś kilka szczegułów odnośnie swojej osoby).

      Pozdrawiam Cię serdecznie:)
      • zdzichu-nr1 Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 21:41
        Nie wyobrażam sobie siebie na sali porodowej, co budzi wściekłość mojej
        długoletniej partnerki i wyzwiska pod moim adresem. Wystarczył mi film
        dokumentalny nt. porodu, którego sceny również czasami mi powracają w dość
        nieprzyjemny sposób.

        Droga Pajdeczko, ja wiem że życie to także robaki chodzące po zwłokach,
        ekskrementy, puszczanie śmierdzących bąków itp. rzeczy, ale podobnie jak nie
        chodzę do toalety patrzeć jak moja Miła robi kupę, tak samo nie mam
        przyjemności oglądać jej zmasakrowanego krocza. Taki jestem egoista, że swoją
        kobietę chciałbym widzieć jak najczęściej piękną i seksowną oraz taką ją po
        wieki zapamiętać. Dlatego za rękę potrzymam , ale w kluczowym momencie
        NIEODWOŁALNIE WYJDĘ.
        • miriammiriam Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 22:42
          >Taki jestem egoista, że swoją
          > kobietę chciałbym widzieć jak najczęściej piękną i seksowną oraz taką ją po
          > wieki zapamiętać. Dlatego za rękę potrzymam , ale w kluczowym momencie
          > NIEODWOŁALNIE WYJDĘ.

          i pujszdziesz zakutasic z jakąś barbie - sekretarką ROTFL
          sorry, ale ryknęłam śmiechem po przeczytaniu tego w kontekście wątku o barbie i
          całej tej akcji z sekretarką i tak nieźle z tego polewałam od jakiegoś czasu

          naprawde opłaca ci sie to wszystko? taaaa ja wiem mieć ciacho i zjeś je i znowu
          mieć ciacho i zjeść i tak bez końca w końcu na końcu można się zrzygać od tych
          ciastek. nie wszyscy nadają się do stałych związków,a już napewno nie do
          posiadania dzieci, oddaj sperme do banku i twoje geny przetrwają - jakie to
          proste! chopie, baba w ciązy to nie bułka z masłem, bedzie gruba, bedzie
          rzygała, marudziła, dostanie żylaków, rozstępów, cellulitu, cycki jej obwisną
          feeeeee twoje poczucie estetyki napewno tego nie zniesie, pojawi sie następna
          barbiedupa, nastepna i nastepna, w koncu wszystko sie wyda, do dotychczasowych
          wyzwisk dojdzie jeszcze kilka, rozwód, podział majątku, alimenty. noooooo moze
          sie nie wyda, a nawet jesli i ona to przełknie ciastko bedzie już z lekka
          nieświeże. to sie wydaje takie kuszące mieć związek (stała dostawa seksu) +
          przygodne dupcenie, do tego, aby życie było zawsze ładne, lekkie i
          bezstresowe,jak bohaterów brazylijskiej telenoweli. życze powodzenia. teraz już
          się nie naśmiewam, nie moje małpy nie mój cyrk, nie mnie oceniać, ale
          podsumować można.

          • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 08:14
            Ojej, nie przesadzaj... To chyba normalne, że ludzie wolą oglądać swoich
            partnerów zadbanych, czystych i tak dalej. Po co od razu takie histeryczne
            okrzyki?
            • miriammiriam Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 12:02
              kini, dziecinko ten post jest OT, co było jasno zasugerowane, lepiej poćwicz
              czytanie ze zrozumieniem, zamiast sie wtrącać
              • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 12:23
                > kini, dziecinko ten post jest OT, co było jasno zasugerowane,

                Nie muszę tego brać pod uwagę, dla mnie to była słowna napaść.


                lepiej poćwicz
                > czytanie ze zrozumieniem, zamiast sie wtrącać

                Nie wiedziałam, że udział w forum dyskusyjnym to "wtrącanie się". A na twoim
                miejscu starałbym się pisać bardziej czytelnie, wiesz, co to jest akapit?
          • zdzichu-nr1 Droga Miriam! 12.02.04, 00:12
            miriammiriam napisała:

            > i pujszdziesz zakutasic z jakąś barbie - sekretarką ROTFL
            > sorry, ale ryknęłam śmiechem po przeczytaniu tego w kontekście wątku o barbie
            >i całej tej akcji z sekretarką i tak nieźle z tego polewałam od jakiegoś czasu
            > naprawde opłaca ci sie to wszystko? taaaa ja wiem mieć ciacho i zjeś je i
            >znowu mieć ciacho i zjeść i tak bez końca w końcu na końcu można się zrzygać
            >od tych ciastek.

            Ja jakoś nie rzygam i masę facetów też nie. Lubię ciastka. W swoich postach
            piszę nagę prawdę, bo nie mam na forum żadnego powodu aby koloryzować
            rzeczywistość, ani kreować się na lepszego człowieka niż nim jestem naprawdę.
            Sekretarka jest moją sekretarką nie od wczoraj, zawsze mi się podobała, ze
            względów moralno-obyczajowych się jednak powstrzymywałem. No, ale parę
            niezależnych ode mnie zakrapianych imprez w firmie zrobiło swoje i w końcu
            pękło. Widać było pisane że jednak pójdę z nią do łóżka (jest teraz na FM taki
            wątek "przyjaźń damsko-męska" bardzo podobny w opisie autora do moich przeżyć,
            polecam).
            Hormony zawsze mogą zadziałać i przyćmić rozum, nie ma tu za bardzo z czego
            polewać, bo Twojemu facetowi może przydarzyć się to samo.

            > nie wszyscy nadają się do stałych związków,a już napewno nie do
            > posiadania dzieci, oddaj sperme do banku i twoje geny przetrwają - jakie to
            > proste!

            Na przetrwaniu genów mi nie zależy, choć jestem ostatni męski potomek z rodu :))

            > chopie, baba w ciązy to nie bułka z masłem, bedzie gruba, bedzie
            > rzygała, marudziła, dostanie żylaków, rozstępów, cellulitu, cycki jej obwisną
            > feeeeee twoje poczucie estetyki napewno tego nie zniesie, pojawi sie następna
            > barbiedupa, nastepna i nastepna,

            Kreślisz wizje jakiegoś męskiego raju? ;))))) (to odnośnie tych następnych i
            następnych Barbie, a nie zohydzonej żony, oczywiście).
            Moja stała partnerka jest wybitnie urodziwa, mam nadzieję, że niezależnie od
            wydarzeń życiowych i postępu czasu, widoczne ślady urody pozostaną... ;)


            > w koncu wszystko sie wyda, do dotychczasowych
            > wyzwisk dojdzie jeszcze kilka, rozwód, podział majątku, alimenty.

            Jestem takim skurwysynem, że mój majątek paroma ruchami i kliknięciami
            może "wyparować" w dwa tygodnie. Oficjalne dochody mam marne. To jeśli chodzi o
            kalkulację "na zimno".
            Co do sfery uczuć... To tak jak z przekraczaniem szybkości, czy jazdą za
            kółkiem po dwóch piwach. Robisz to nie licząc się z mandatem, czy też
            odebraniem prawa jazdy. Wiadomo, że jak policja w końcu złapie to jest "płacz i
            zgrzytanie zębów"

            noooooo moze
            > sie nie wyda, a nawet jesli i ona to przełknie ciastko bedzie już z lekka
            > nieświeże. to sie wydaje takie kuszące mieć związek (stała dostawa seksu) +
            > przygodne dupcenie, do tego, aby życie było zawsze ładne, lekkie i
            > bezstresowe,jak bohaterów brazylijskiej telenoweli. życze powodzenia.

            Każdy chce mieć życie ładne, lekkie i bezstresowe, a nie szare, ciężkie i
            znojne, czyż nie? Życie to balansowanie na cienkiej linie. mnie do tej pory się
            udawało; tfu, tfu żeby nie zapeszyć....


            > teraz już się nie naśmiewam, nie moje małpy nie mój cyrk, nie mnie oceniać,
            > ale podsumować można.

            Podsumować zawsze można.
            • miriammiriam Re: Drogi Zdzisiu - Pysiu 12.02.04, 00:52
              dzieki za liścik, róbta co chceta, jak mawiają
              to, co pisze nie ma wymiaru aksjologicznego, lecz czysto pragmatyczny, nie
              obeszlo by mnie nawet gdybys napisał: "mój huj jest centrum wszechświata"

              nie wiem, jak tam twój tata, ale mój jest właśnie takim gostkiem który
              niezwykle konsekwentnie i skutecznie wcielał w życie twoje ideały. rodzina z
              daleka normalna, faktycznie wzorcowo toksyczna, na szczescie już dawno sie
              stamtad wyniosłam. rodzice sa dla mnie obcymi ludźmi, tatu jest teraz starym
              próchnem na etapie rzygania ciastkami, mama znerwicowana i sfrustrowana zyciem
              z facetem dla którego byla lalką barbie. ojciec chyba zaczyna rozumiec, ze cale
              jego istnienie bylo nic nie warte i taka wlasnie jest prawda. osobiscie mam to
              gdzies. masz duze szanse, ze twoje geny beda mialy w przyszlosci wlasnie taki
              stosunek do ciebie, mam nadzieje ze ci to nie zepsuje apetytu, ani radosci z
              życia w operze mydlanej.
              zycze dobrej nocy i milego dnia
              • zdzichu-nr1 Re: Drogi Zdzisiu - Pysiu 12.02.04, 01:10
                No z tym moim hujem - centrum wrzechświata to przywaliłaś mocno. Aż tak bardzo
                siebie nie kocham, staram się -mimo trudności- dostrzegać także najbliższe
                otoczenie.

                Mój tatuś również jest starym próchnem, a ideały wcielał w życie równie
                intensywnie. Na tym chyba podobieństwa ze mną się kończą. On robił to z gracją
                słonia w składzie porcelany. Ja, po pierwsze, robię niezwykle rzadko, po
                drugie, jeśli już to z lisim sprytem i po cichutku. To oczywiście żadne
                wytłumaczenie, ale co mam powiedzieć? Swoje już wyłuszczyłem wcześniej. Mam
                nadzieję, że moja taktyka w połaczeniu z przebłyskami IQ uchroni życie rodzinne
                teraz i w przyszłości. PZdr. i dobranoc
                • miriammiriam Re: Drogi Zdzisiu - Pysiu 12.02.04, 01:24
                  wszystko mozna sobie wytlumaczyc, mozna tez spojrzec na "nagą prawde" w innym
                  swietle
                  na marginesie; dla zycia we wspolnocie wazniejsze jest EQ, niż IQ

        • pajdeczka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 08:58
          zdzichu-nr1 napisał:

          >
          > Droga Pajdeczko, ja wiem że życie to także robaki chodzące po zwłokach,
          > ekskrementy, puszczanie śmierdzących bąków itp. rzeczy, ale podobnie jak nie
          > chodzę do toalety patrzeć jak moja Miła robi kupę, tak samo nie mam
          > przyjemności oglądać jej zmasakrowanego krocza.

          A coś się mnie tylko uczepił? Parę osób myśli podobnie jak ja. Czy ja każe
          komuś uczestniczyć w porodzie? Sama bym nie chciała, żeby mąż był przy tym,
          szczególnie w ostatniej fazie. Nikt Robertowi nie kazał oglądać wychodzącego
          dziecka. Miał żonę trzymać tylko za rękę, jeśli już powlókł się za nią do
          szpitala. I koniec na tym, bo zaczyna to być nudne.
    • envi Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 10.02.04, 23:35
      Uważam że to normalne,że niektórzy po prostu nie nadają sie do uczestnictwa w
      takich wydarzeniach. Pamiętam jak moja kotka była w ciąży i ktoś musiał jej
      pomóc urodzić małe,na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. To nie kwestia
      płci. Ja jako kobieta niezdecydowałabym się być obecna przy porodzie np.mojej
      siostry,przyjaciólki,gdyby o to prosiły.
    • Gość: sawk A gdzie miłość? IP: *.civeng.tuniv.szczecin.pl 11.02.04, 09:12
      Wyglada mi to na brak prawdziwego uczucia. Tylko ciało......
      • pajdeczka Re: A gdzie miłość? 11.02.04, 09:15
        Gość portalu: sawk napisał(a):

        > Wyglada mi to na brak prawdziwego uczucia. Tylko ciało......

        Dlaczego tak nieśmiało? Cieszę się, bo to jest jeszcze jeden głos za moim
        postem:).
      • pajdeczka A gdzież nasz Robercik się podział? 11.02.04, 09:16
        Poległ pod naporem argumentów. To też świadczy o nim niezbyt dobrze.
        • kini Założył nowy wątek (n/t) 11.02.04, 09:25
    • Gość: sawk Bierzcie mezow na porodowki! IP: *.civeng.tuniv.szczecin.pl 11.02.04, 09:16
      Kochane jak mąż będzie przy Was to nikt nie będzie Was obrażał i źle traktował
      podczas porodu. Pierwszy mój poród był w klinice z kilkunastoma
      studentami....ale czułam się prawdziwa matką, nie tak jak za drugim razem
      traktowano mnie jak sukę rodzącą pod płotem.... Gdyby był przy mnie mąż nie
      piozwoliłby im na to...........
      • pajdeczka Re: Bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 09:54
        Gość portalu: sawk napisał(a):

        > za drugim razem traktowano mnie jak sukę rodzącą pod płotem.... Gdyby był
        przy mnie mąż nie piozwoliłby im na to...........

        Trzeba opłacić sobie lekarza w szpitalu to i położne będą milsze. Ja tak
        zrobiłam.
        • Gość: renia Re: Bierzcie mezow na porodowki! IP: *.ath.spark.net.gr 11.02.04, 09:57
          Polozne nie powinny byc milsze dlatego, ze ktos sobie oplacil lekarza w
          szpitalu. Wszystkich powinny traktowac jednakowo, moim zdaniem. Łapowkarstwo
          propagujesz Pajdeczko.
          • mickey.mouse Re: Bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 18:57
            Tak czy inaczej jednak, obecność męża podczas porodu "ukulturalnia" zachowanie
            lekarzy i położnych na porodówce.
        • owca Re: Bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 10:02

          nigdy w życiu nikomu nie dałam łapówki
          a jeśli ktoś by jej zarządał długo by nie popracował...
          brzydzę się łapówkarstwem

          pozdrawiam
          owca

          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
    • mandaryn_ka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 09:19
      Przeczytałam z uwaga Twój post i powiem Ci,że dreszcz przeszył całe moje
      ciało. Zrobiło mi się strasznie przykro, choć nie wiem czemu, bo przecież
      sprawa nie dotyczy mnie.

      Mój mąż był przy narodzinach mojego syna. Pamiętam, że podobnie jak Ty nie miał
      na to ochoty, ale ja w swej histerii i płaczu z obawy przed czekającym mnie
      bólem zmusiłam go do tego. Siedział przy mnie 17 godzin. Masował mi obolały
      krzyż, głaskał, pocieszał, dawał wskazówki, co robić, aby przynieść ulgę w
      bólu. Sam poród był dla mnie takim szokiem, że słowa i rady lekarzy, czy
      położnych w ogóle do mnie nie docierały. Reagowałam tylko na to, co mówił do
      mnie On - mój mąż. Tylko jemu wówczas ufałam, wiedziałam, że przy nim nic złego
      nie może się zdarzyć, bo On w razie czego zareaguje. I w istocie tak było.
      Znosił przez te 17 godzin moje jęki, płacz, mój okropny wygląd. Podczas samego
      przychodzenia syna na świat trzymał moją rękę i dawał wskazówki jak mam
      oddychać, unosił moją głowę, żeby nic złego nie stało się z wysiłku z moją
      tarczycą. A gdy syn był już na zewnątrz ... w radości obiął mnie, podziękował
      mi za niego i zaczął płakać...Nigdy tego nie zapomnę...To była cudowna chwila.
      On, jego łzy radości i nasz nowonarodzony synek...

      Wiesz, jestem Ci z jednej strony wdzięczna za Twój post, bo uświadomił mi, że
      ze strony mojego męża, było to niesłychane poświęcenie, że zdobył się na to,
      aby się przełamać i być ze mną w tej trudnej chwili, patrzeć na mnie - taką
      okropną i na ten cały cyrk towarzyszący temu. Nie zdawałam sobie sprawy, że
      mężczyzna właśnie tak to widzi...
      • kini Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 09:30
        > Nie zdawałam sobie sprawy, że
        > mężczyzna właśnie tak to widzi...

        Na szczęście chyba nie każdy! :)
        Ja też bym chciała, żeby przy porodzie towarzyszył mi ojciec dziecka, ale jeśli
        kategorycznie będzie się sprzeciwiał, nie będę nalegać. A jeśli się zgodzi, to
        zrobię wszystko, żeby był świadomy, na co się decyduje.
        • mandaryn_ka Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 11.02.04, 10:55
          Sama, już nie wiem, co mam o tym myśleć Kini...
          Po przeczytaniu tych wszystkich postów, a przede wszystkim postu autora mam
          lekki zawrót głowy.
          Ale , masz rację, należy uświadomić partnera na to co go czeka, aby nie poczuł
          się tak rozczarowany jak autor wątku. Tylko z drugiej strony jak go uświadomić,
          jeśli samemu niewiele się o tym wie, bo jeszcze nie było się w danej sytuacji...
          To rzeczywiście trudna chwila i zupełnie nieznane doświadczenie dla partnerów,
          stykających się z porodem po raz pierwszy. No i jak widać reakcje mogą być
          różne...

    • Gość: jendza Robercie IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 11.02.04, 10:24
      Przeczytalam dokladnie wszystkie Twoje posty w tym
      watku, oraz sporo innych, wybaczcie, iz nie wszystkie...
      Moze sie zatem zdarzyc, ze nie powiem niczego oryginalnego...
      Mimo to zdecydowalam sie napisac.
      Po pierwsze - bardzo mi zaimponowalo, ze zdiagnozowales
      problem i probujesz sie z nim uporac. Radzilabym nie demonizowac...
      Ot, to jest po prostu tylko jeszcze jeden Wasz problem. I tyle.
      Przewalczysz, jak wiele innych...:)
      Nie mam doswiadczen z rodzeniem dzieci.
      Mam za to doswiadczenia z zyciem na odleglosc,oraz ze
      zmuszaniem, pojetym na wiele rozmaitych sposobow:(((.
      Przeciez wiesz, ze zycie to nie jest bajka. Przeciez jestes
      dojrzalym mezczyzna i juz nie raz miales sie okazje przekonac,
      ze opakowanie to jedno, a jego zawartosc - to drugie...
      Przeciez to zupelnie naturalne, ze kazdy porod wyglada mniej
      wiecej podobnie, smierdzi podobnie itd....
      Wszyscy przyszlismy na swiat w podobnych okolicznosciach,
      generalnie bardzo podobnie plynie nam zycie, no i podobnie
      wygladac bedzie smierc... Nic nowego pod sloncem i tak od
      tysiacleci...
      Nie jestem psychologiem (na szczescie, he, he) i oczywiscie
      moge sie mylic, ale widzi mi sie, ze Waszym podstawowym problemem
      jest fakt bycia na odleglosc. Owo bycie na odleglosc zapewne sprawilo,
      ze Twoja dzielna malzonka bardzo chciala, bys wlasnie w tym momencie
      choc byl z nia w pelni, chciala nieomal histerycznie, bo pewno
      brak jej bylo poczucia bezpieczenstwa podczas ciazy, gdy Ty byles daleko...
      Byc moze nie reagowalaby tak, gdyby dane Wam bylo byc razem...
      Z kolei Ty - poprzez fakt odlaczenia - nie miales mozliwosci,
      naturalna koleja rzeczy - dojrzewac razem z zona do przyjscia na swiat
      Waszego malucha. BO te 9 miesiecy jest nie tylko po to, zeby
      dziecko sie rozwinelo w aspekcie biologicznym... 9 miesiecy to takze
      czas dojrzewania... rodzicow, moze lepiej - przygotowania ich do
      powitania nowego czlowieka.
      Ty nie miales sie czasu ani mozliwosci z tym oswoic, a ona nie miala
      czasu i mozliwosci, by sie poczuc bezpiecznie.
      Ona zatem w pewnym sensie Cie zmusila, a Ciebie - odrzucilo...
      Hm, czy rzeczywiscie chodzi o brak estetyki samego momentu narodzin,
      czy problem jest gdzie indziej?
      Jesli jest, jak mysle, czyli problem jest gdzie indziej...
      spodziewalabym sie, ze Twoja walka z tymi odczuciami, odwazna,
      dojrzala konfrontacja z problemem, to najlepsze, co w tej sytuacji
      mozna zrobic. I trzeba to robic dalej, poszukac przyczyn, dac czasowi
      dzialac... Mysle tez, ze wszystko sie naturalnie ustabilizuje, kiedy
      juz bedziecie razem. Kiedy ona sie wreszcie poczuje z Malym - PRZY TOBIE,
      a wiec bezpiecznie, a TY z kolei... po prostu oswoisz sie z tymi wszystkimi
      czkawkami, kupkami, pampersami, kaszkami itd...

      Hm, jesli chodzi o mojego meza i naszego upragnionego dzidziusia...
      NIE ZAMIERZAM - jesli juz bedzie taka okolicznosc - do niczego
      zmuszac mego KOchanego. Ani do tego, by ze mna byl, ani do tego... by nie
      byl... Ani - by patrzyl, ani - by nie patrzyl...
      Mysle po prostu, ze nie chodzi o obiektywny fakt, tylko o subiektywne
      don podejscie. NIE MOZNA ZMUSZAC. W zadna strone.
      Powtorze, choc zaznacze ponownie, ze moge sie mylic...
      Moim zdaniem zbrzydzilo CIe zupelnie cos innego, nie sam ow widok...
      Byc moze nawet nastapilo jakies przeniesienie...?

      Pozdrawiam cieplo i zycze, by jak najszybciej udalo sie Wam
      to wszystko wyczyscic...
      j.
    • Gość: nlp Jak przestać mysleć o tym wydarzeniu IP: *.gdynia.mm.pl 12.02.04, 03:01
      Witaj, Robercie.
      Rozumiem, ze twój postawowy problem polega na tym, ze nie wiesz jak sobie
      poradzić z tym wspomnieniem, tak? Chciałbyś zapomniec ten widok, ale on cię
      wciąż prześladuje, prawda?

      Oto prosta technika do radzenia sobie z traumatycznymi wspomnieniami.
      1) Wyobraź sobie, że siedzisz w kinie, patrząc na pusty ekran.
      2) Wyobraż sobie, ze wychodzisz z siebie i idziesz do kabiny projektora, tak,
      że mozesz patrzeć w dół, na siebie samego siedzącego na widowni.
      3) Teraz puść temu Robertowi film, na którym zobaczy on tamtego roberta w
      sytuacji porodu. Niech to będzie film czarno- biały, nieco rozmazany, taki jak
      przedwojenne filmy. Ty cały czas patrz na siebie samego siedzącego na widowni,
      ogladajacego tamtego siebie w tamtej sytuacji. Puść film aż do końca cały czas
      utrzymujac ten punkt widzenia i zrób stop- klatke gdy już jest po wszystkim.
      4) Wyjdź teraz z kabiny projektora, wejdż w ciało Roberta siedzacego na widowni.
      5) Wejdź w ostatni kadr filmu stajac się z widza uczestnikiem filmu.
      6) Teraz bardzo szybko (2-3 sekundy!) przewiń cały film od konca do początku.
      Niech wszystko dzieje się do tyłu, ludzie chodzą do tyłu, mówia do tyłu, głowka
      wsuwa sie z powrotem, ty czujesz do tyłu itp. Wazna tu jest szybkość. Krok 6
      mozesz powtórzyć kilka razy, za każdym razem przewijajac film do tyłu.

      Daj znać co się zmieniło.
    • zalotnica Re: nie bierzcie mezow na porodowki! 14.02.04, 19:16
      Gość portalu: robertk. napisał(a):

      > Mam 32 lata, jestem zonaty od lat czterech. Cztery miesiace temu urodzil mi
      > sie syn. Powinienim sie cieszyc, ale... Prawda jest taka, ze nie moge bez
      > obrzydzenia spojrzec na zone.

      tak, zdecydowanie powinienes sie leczyc....
    • Gość: zokradez Re: nie bierzcie mezow na porodowki! IP: *.wsm.wielun.pl 16.02.04, 17:47
      Spytaj sie kogos na www.nlp.pl jak pozbyc sie tego problemu z obrzydzeniem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka