Dodaj do ulubionych

śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/pokoi..

11.02.10, 10:36
Pierwsza historia ale to juz nie wiem czy się śmiać czy płakać

Jak chciałam wynająć mieszkanie studenckie pierwszym moim pytaniem było :
-czy jest internet ?
a drugim, najważniejszym
- czy jest pralka ?

Gdy już padło sakramentalne : TAK na obydwa pytania jechałam oglądac. No.. i
trafiłam na swój wymarzony pokój , pralka tez była. Szybko okazało się,ze
pralka tylko STAŁA w łazience bo gdy nastawiłyśmy ze współlokatorkami pranie
to ZALAŁO PÓŁ MIESZKANIA. Oczywiście miesiącami słyszałyśmy : ,,Noooo pralka
będzie naprawiana " i cały czas przychodził jakiś znajomy i pralkę naprawiał.
Po każdej naprawie twierdził,że pralka już działa a co sie okazywało
-mieszkanie znowu było zalewane.Miałysmy już dosyć prania ręcznego i strasznie
męczyłyśmy o ta pralkę.

W końcu wczoraj zadzowniła włascicielka ,ze pralkę przywiezie dzisiaj o 11.00.
Tylko ,ze ja sie boje co to będzie za pralka :D czy przypadkiem nie będzie
gorsza niż ta atrapa co stoi w łazience :D

Z innych HISTORII:

- jeden dziadek cały czas mi przeglądał rzeczy jak wynajmowałam stancję,
złapany na gorącym uczynku twierdził że mi się coś przewidziało :D

- ostatnio koleżanka zatrzasnęła się w swoim pokoju i trzeba było rozbić
szybę by ją stamtąd wydostać ( za chiny sie tej szyby nie dało wyciągnąć)

- na pierwszej imprezie w mieszkaniu przyjechała policja, otworzył pijany
wspóllokator i powiedział im pijackim głosem : My dziwek nie zamawialiśmy

- raz moja współlokatorka spaliła prawie kuchnie bo na kuchence zostawiła
ściereczkę a ona się podpaliła... no i dalej poszło na zasłony

- innym razem zalało dosłownie całe mieszkanie,nikt tego nie zauważył...no
dopiero wtedy jak wspólokator wyszedł zobaczyć co ja tak długo smażę ( dźwięk
wylewajacej wody był taki jakby ktoś smażył coś na oleju )

- kiedyś nie było wody przez kilka dni w mieszkaniu ( tak myśleliśmy
),nosiliśmy wodę wiadrami z hydrantu obok bloku... co się okazało współlokator
coś tam naprawiał, zakręcił wodę i zapomniał nam powiedzieć o tym ( wyjechał
sobie na weekend i tak nas zostawił :P)

- innym razem bardzo coś zaczęło śmierdzieć w kuchni, już nie wiedziałysmy co
więc stwierdziłysmy że coś z lodówki... kazdy miał swoja półkę i dokładnie ją
wyszorował ale dalej waliło.Po tygodniu się okazało,że to wspólokator zostawił
mięso... tzn.. ono tam leżało już dłuuuugi dłuuugi czas fuj :P

Jakie wy miałyście śmieszne ( i mniej śmieszne ) historię w wynajmowanych
mieszkaniach/pokojach/stancjach

Obserwuj wątek
    • a1ma Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 10:42
      Raz lokatorzy wynieśli mi się nie płacąc za 3 ostatnie miesiące.
      Raz pani mi wmawiała, że ściana wydrapana / wygryziona przez jej pieska przy
      drzwiach na głębokość 3 cm to "normalne zużycie".
      Raz lokator zrobił kokainową imprezę, poinformowali mnie sąsiedzi.
      Raz lokatorzy zużywali 13m3 wody miesięcznie (do dziś za cholerę nie wiem na
      co??) i wmawiali mi, że licznik się popsuł. "Naprawił się" jak tylko się wynieśli.

      Generalnie ze strony wynajmującego jest jakby mniej śmiesznie, wiesz?
      • kasiaczek181987 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 10:55
        wyobraź sobie,że wiem bo moi rodzice wynajmują mieszkania tylko w innym mieście.
        Ty mówisz o jakiś przypadkach ( to,że nie zapłacili ci za 3 miesiące jest twoją
        winą bo trzeba się na tyle zabezpieczyć żeby płacili co miesiąc, jak nie płacą
        to wypowiedzieć umowę).Tak samo umowę mieć podpisaną tak że wszelkie szkody
        naprawiają lokatorzy ( na początku robisz zdjęcia stanu mieszkania , dołączasz
        do umowy i już ), tak samo z tą wodą niech płaca za wodę czyli opłata dla
        ciebie za wynajem + rachunek za wodę ( i wtedy cię nie obchodzi,że oni zużywają
        tyle, bo za to płacą ). Nie widzę problemu ale widzę,że nie bardzo się znasz na
        wynajmowaniu mieszkań :)) Moi rodzice robią to od lat więc może weź parę
        pomysłów które ci napisałam wyżej do serca :)

        Właściciel mieszkania nie ponosił żadnych kosztów w związku z opisanymi przeze
        mnie historiami - spalone firanki okupiłyśmy bo brzydko wyglądała ta kuchnia,
        ścierki były nasze.To że mieszkanie się zalewa ( niesprawna pralka ) jest winą
        właściela który cały czas nam wpierał,że pralka działa i żebyśmy włożyły
        pranie- tylko że ledwo była włączona a już się wszystko zalewało. Historia tego
        jak ktoś nie zauważył że całe mieszkanie jest zalane bo myślał,że ja coś smażę
        była skutkiem nieprawidłowej wymiany czegoś tam( nie pamietam czego, nie znam
        się na tym) i koszty właściciel miał oddane ze spółdzielni czy czegoś tam.
        • a1ma Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 10:59
          kasiaczek181987, dziecko, teorię to i ja znam.
          A że Ty problemu nie widzisz, to ja się nie dziwię, żaden z moich lokatorów też
          najczęściej nie widział.

          Przerzuciłam się na wynajem dla firm i póki co mam spokój.
          • sumire Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:18
            hm, ale czy to nie jest wątek o zabawnych historiach?...
            też mam doświadczenia z drugiej strony i też są niewesołe, zaliczyłam pożar
            rozniecony przez napranych lokatorów na ten przykład. co nie przeszkadza mi
            wspominać z uśmiechem radiomaryjnej babci, u której wynajmowałam pokój jako
            świeżo upieczona studentka (i która uważała, że ciepła woda to zbytek),
            mieszkania na poddaszu, w którym zimą padał śnieg przez dziury w dachu, imprezy
            na 80 osób zorganizowanej spontanicznie w - no, niestety - wynajmowanym
            mieszkaniu, wychodzenia na balkon przez okno, bo drzwi zostały zamurowane przez
            właścicielkę o swoistym poczuciu estetyki, strącania sopli z dachu z narażeniem
            życia, bo właścicielka uznała, że ja powinnam to zrobić, a nie byłam jeszcze
            wtedy dość asertywna - i wielu, wielu innych takich obrazków.
            o dziwo, to wszystko wspominam teraz miło. kto wie, może 6 lat spędzonych w 8
            mieszkaniach pomogło mi nabrać dystansu ;)
            • amus00 Do a1ma. Nie wiesz na co tyle wody szło?:) 14.02.10, 08:36
              Twoi lokatorzy na pewno bimber pędzili, a wodę używali do sładzania destylatu
              :). Wiem bo kumple tak robili i przed właścicielami na różne sposoby ściemniali :)
          • sosforeus Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 21:40
            alma, ale jestes baranica...dziewczyna zainicjowala temat na forum,
            zby sie posmiac z niekiedy niesmiesznych sytuacji, podzielic, czy co
            tam ona miala w zamiarze. A ty od razu ze swoja starcza zolcia do
            ludzi...Nie masz widocznie pojecia jak sie wynajmuje ludziom
            mieszkanie i zrobili cie w bambuko i masz jeszcze pretensje do
            niczego ci nie winnej dziewczyny? Zenujace..
        • prakseda2 Od razu widać, że to Ty się mało znasz.... 13.02.10, 13:29
          >Tak samo umowę mieć podpisaną tak że wszelkie szkody
          > naprawiają lokatorzy ( na początku robisz zdjęcia stanu mieszkania , dołączasz
          > do umowy i już ),

          Och, rozumiem, że Twoi rodzice dołączyli do umowy album z setką zdjęć, bo jak
          rozumiem, obfotografowali każdy róg ściany dokładnie?


          >tak samo z tą wodą niech płaca za wodę czyli opłata dla
          > ciebie za wynajem + rachunek za wodę ( i wtedy cię nie obchodzi,że oni zużywają
          > tyle, bo za to płacą ).

          Za wodę płaci formalnie ten, na którego jest podpisana umowa z wodociągami.
          Czyli właściciel może się umówić, że wynajmujący płaci, ale jeśli nie zapłaci,
          konsekwencje ponosi właściciel, osoba, na która jest umowa. Tak samo prąd i
          telefon. Jak rozumiem - Twoi rodzice wynajmują mieszkanie komuś, kto jest
          zameldowany w tym mieszkaniu i popodpisywał umowy ze wszystkimi mediami? Pani
          Zabezpieczona? Zabezpieczona to Ty jesteś tylko przed wiedzą i pokorą.

          >Nie widzę problemu ale widzę,że nie bardzo się znasz na
          > wynajmowaniu mieszkań :))

          O znawczyni....to nas oświeciłaś, zabłysłaś i zgasłaś.
          • e.i.t.h.e.l Re: Od razu widać, że to Ty się mało znasz.... 13.02.10, 14:07
            Hmm ze zdjęciami mieszkania rzeczywiście może być problem, ale jeśli chodzi o opłaty to nie rozumiem. Ja już w kolejnym wynajmowanym mieszkaniu płacę kaucję, więc jeśli bym się wyprowadziła bez informowania właściciela przynajmniej miesiąc wcześniej, toja tracę a nie on. Tak samo z opłatami, co miesiąc lub 2 jest spisywany stan liczników, wodomierzy i płacę bezpośrednio właścicielowi mieszkania. Tu też można zastosować kaucję.
          • tomek693 wynajmuję 2 mieszkania w Poznaniu 13.02.10, 19:01
            W umowie zaznaczam stan mieszkania(obie strony podpisuja stan
            faktyczny)Wszystkie zniszczenia pokrywa wynajmujący.wszystkie
            liczniki(również na wodę) są pre paid.Płacisz, to masz.Internetu nie
            ma, i pralek, lodówek. Jak wynajmujący chce to może sobie przywieźc
            i za nią odpowiada.to zawieram w umowie.Poza tym kaucja.
            Jak dotą d nie narzekam.
            Acha, każda skarga sasiadów skutkuje zerwaniem umowy.Proste?
            • a1ma Re: wynajmuję 2 mieszkania w Poznaniu 13.02.10, 19:05
              Nieproste.

              Jakiej wysokości jest kaucja?
              2, 3 czynszów miesięcznych?
              A co jeśli wynajmujący zrobią straty na kwotę większą niż te kilka tysięcy? A o
              to wcale nietrudno, my wynajmujemy mieszkanie w pełni umeblowane, w którym
              mieszkaliśmy.

              Tak, wiem, sprawa cywilna i egzekucja komornicza.
              Ale nie określiłabym tej drogi jako "prostej".
              • tomek693 Re: wynajmuję 2 mieszkania w Poznaniu 13.02.10, 19:39
                Stan mieszkania i wyposażenia jest ujęty i podpisany w umowie.Kaucja
                wynosi czynszx2.Każda skarga sąsiadów skutkuje wypowiedzeniem
                umowy.Wszystkie media są pre paid.
                • dominikjandomin Re: wynajmuję 2 mieszkania w Poznaniu 14.02.10, 00:11
                  tomek693 napisał:

                  > Wszystkie media są pre paid.

                  Tylko nie każdy jest to w stanie zamontować.
              • zenia78 Re: wynajmuję 2 mieszkania w Poznaniu 14.02.10, 16:41
                Odnosze wrazenie, ze Ty te mieszkanie to za darmo wynajmujesz.chce sie miec kase
                za wynajem to i sie koszty ponosi...tak zazwyczaj wyglada biznes.A podateczek
                placisz os wynajmu???

                > Tak, wiem, sprawa cywilna i egzekucja komornicza.
                > Ale nie określiłabym tej drogi jako "prostej".
                A kto owiedzial,ze to prosta droga...wiadomo chcialo by sie tylko brac kase na
                czysto.Wynajmujac mieszkanie trzeba liczyc sie z tym,ze czesc zysku nie pojdzie
                do kieszeni.Jesli takie masz trudnosci to po co wynajmujesz???
        • apollol Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 09:42
          >"to,że nie zapłacili ci za 3 miesiące jest twoją
          > winą bo trzeba się na tyle zabezpieczyć żeby płacili co miesiąc, jak nie płacą
          > to wypowiedzieć umowę"

          Taaak, jego wina, bo się nie zabezpieczył. A gdzie uczciwość?

          >Właściciel mieszkania nie ponosił żadnych kosztów w związku z opisanymi przeze
          > mnie historiami
          Taaaak, ale sąsiedzi spać nie mogli z powodu imprezy.
        • mrufek_mk Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 10:08
          podoba mi sie takie typowo polskie podejscie: okradli cie? twoja
          wina, trzeba bylo sie nie dac okrasc...
          • zenia78 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 16:45
            mrufek_mk napisał:

            > podoba mi sie takie typowo polskie podejscie: okradli cie? twoja
            > wina, trzeba bylo sie nie dac okrasc...
            >
            >

            Niestety to prawda...trzeba bylo podpisac umowe, przeprowadzic wszystko zgodnie
            z prawem i wowczas sa szanse na dochodzenie swoich praw.
            a uczciwosc...no coz...wynajmujesz obcej osobie...hmmm...jak cie pani na ulicy
            poprosi o pozyczenie 100zl to uwierzysz,ze odda???
            • jane-bond007 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 17:17
              dokładnie, to że potrafisz przewidzieć świadczy o Twojej
              inteligencji... :)
              • anjaj Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 15.02.10, 08:29
                Gdy ktoś nie zapłaci za miesiąc to należy wypowiedzieć umowę i po problemie a
                nie czekać trzy.
                Ja wynajmuję mieszkanie i w danym miesiącu płacę za ten miesiąc, z
                właścicielami jesteśmy umówieni, że pieniądze odbierają u nas, czyli widzą stan
                mieszkania, (chcieli tak, bo nasi poprzednicy mieszkanie zdemolowali, a mi nie
                przeszkadza, że wpadną bo to fajni ludzie).
                Za czasów studenckich wynajmowałam ze znajomymi mieszkanie gdzie właścicielka
                nie pofatygowała się przyjść i zobaczyć stan mieszkania, gdy się
                wyprowadzaliśmy. Zrobiła to po ponad roku, kiedy już mieszkali tam inni ludzie i
                z naszej kaucji chciała naprawiać to co oni zniszczyli, walczyliśmy o zwrot
                kaucji prawie 2 lata. Więc właściciele mieszkań też nie zawsze są ok w stosunku
                do najemców...

                A co do śmiesznych sytuacji, kiedyś babcia mieszkająca za ścianą nie
                pozwalała nam się kąpać po 20 bo u niej jest hałas a ona chce oglądać tv lub śpać.
                Współlokator daltonista robi obiad, do kuchni wchodzi drugi a ja słyszę:
                -Dlaczego smażysz zielone mięso?
                -To ono jest zielone?
                ... (później zanim coś ugotował przychodził i pytał się czy wszystko ma ten
                kolor co trzeba) :)
      • marta.uparta Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 14:35
        a1ma napisała:

        > Raz lokatorzy wynieśli mi się nie płacąc za 3 ostatnie miesiące.
        > Raz pani mi wmawiała, że ściana wydrapana / wygryziona przez jej
        pieska przy
        > drzwiach na głębokość 3 cm to "normalne zużycie".
        > Raz lokator zrobił kokainową imprezę, poinformowali mnie sąsiedzi.
        > Raz lokatorzy zużywali 13m3 wody miesięcznie (do dziś za cholerę
        nie wiem na
        > co??) i wmawiali mi, że licznik się popsuł. "Naprawił się" jak
        tylko się wynieś
        > li.
        >
        > Generalnie ze strony wynajmującego jest jakby mniej śmiesznie,
        wiesz?
        >

        Mój kolega też wynajmował mieszkanie, i też, a to mu wynieśli się
        bez zapłacenia czynszu, a to zrobili rachunek za wodę na kilkaset
        złotych, a to zdemolowali mieszkanie ( i też się wynieśli). Wreszcie
        wynajął mieszkanie dwóm studentkom: płaciły regularnie, nie
        demolowały, idealne lokatorki. Ale po pół roku policja zapukała do
        naszego kolegi, bo okazało się, że studentki to zwykłe prostytutki,
        które zrobiły mu burdel w wynajmowanym mieszkaniu. I kolega miał
        jeszcze nieprzyjemności.
        • jan_owy Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 19:01
          Haha, dobre. Z tymi prostytutkami. :D
          • senseiek Prostytutki to najlepsze lokatorki.. :P 13.02.10, 19:48
            Prostytutki to najlepsze lokatorki, bo musza trzymac mieszkanie w idealnym stanie dla klientow.. :P
            • uniwr Re: Prostytutki to najlepsze lokatorki.. :P 14.02.10, 14:30
              A do tego pilnować spokoju, bo by zostały przegonione przez zazdrosne przekupki
              po pierwszym pretekście. Z punktu widzenia wynajmującego faktycznie może być
              nieźle.
      • magda-magda25 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:42
        a1ma napisała:

        > Raz lokatorzy wynieśli mi się nie płacąc za 3 ostatnie miesiące.
        > Raz pani mi wmawiała, że ściana wydrapana / wygryziona przez jej pieska przy
        > drzwiach na głębokość 3 cm to "normalne zużycie".
        > Raz lokator zrobił kokainową imprezę, poinformowali mnie sąsiedzi.
        > Raz lokatorzy zużywali 13m3 wody miesięcznie (do dziś za cholerę nie wiem na
        > co??) i wmawiali mi, że licznik się popsuł. "Naprawił się" jak tylko się wynieś
        > li.
        >
        > Generalnie ze strony wynajmującego jest jakby mniej śmiesznie, wiesz?
        >


        chciałoby sie napisać jaka wynajmująca a tacy lokatorzy....Nie placili przez
        trzy miesiace? I nic nie zrobilas z tym przy pierwszej, drugiej zwłoce? Nie
        wzięłaś kaucji? Do kogo pretensje?

        Ktos mial pieska -trzeba bylo zaznaczyc w ogloszeniu ze "bez zwierzat" a jezeli
        godzisz sie na to to licz sie z konsekwencjami tudziez potracaj takie rzeczy
        typu naprawa dziury w scianie z KAUCJI odwolujac sie do zapisow umowy.
        Zuzywali 13 m3 wody? Chyba za to placili? Skoro tak to gdzie problem? Jezeli nie
        palcili to trzeba bylo sciagnac naleznosc, rzecz prosta i oczywista. Wybacz ale
        Twoje uwagi sa troche wyolbrzymione i swiadcza o mało refleksyjnym podejściu do
        sprawy. Jezeli wynajmujący poświeci troche wysilku aby poznac ew. lokatorow,
        ustalic pewne zasady, napisac sensowna umowe to minimalizuje ryzyko.
        Niestety sporo jest osob( tu juz pisze ogolnie nie odnoszac tego do autorki
        postu) ktore wynajmuja komu popadnie, szczegolnie chetnie studentom( co zlego w
        pracujacych osobach...?)nie racza zjawic sie raz na czas w mieszkaniu( a np,
        maja taka mozliwosc) a potem zdziwienie ze grupa mlodych tuz po maturze
        wypuszczona z domu demoluje lokum:) Wynajmujcy, przejmijcie sie nie tylko kasa,
        wyjdzie to wszystkim na dobre.
        Pisze to jako osoba ktora i wynajmowala dla siebie i wynajmuje innym.
        • forwalker Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 14:45
          "to trzeba bylo sciagnac naleznosc, rzecz prosta i oczywista."
          Oczywiscie niema nic prostszego w Polsce niż ściąganie
          należności z dużników ! Buachhhhhaaaaa
          Oczywiste jest to ze Pani nie miała do czynienia z dłużnikami :-))))
      • tutuna Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 23:23
        > Raz lokatorzy zużywali 13m3 wody miesięcznie (do dziś za cholerę nie wiem na
        > co??) i wmawiali mi, że licznik się popsuł. "Naprawił się" jak tylko się wynieś
        > li
        13 metrów to dużo? Według mnie normalne zużycie - my mamy około 10-12
        miesięcznie (3 osoby) i nie widzę w tym nic dziwnego.
      • black_magic_women Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 11:01
        a1ma napisała:

        > Generalnie ze strony wynajmującego jest jakby mniej śmiesznie, wiesz?
        >


        Na 3 rożnych wynajmujących (2 dziewczyny i chłopak)aż 2 kupy pozostawione w
        klozecie.
        Po zwróceniu uwagi dziewczyna płacze,chłopak dziwi się "dlaczego trudno mi o tym
        z nim rozmawiać"

        Młode panienki zapoznają dresiarzy spod bloku ,a oni nachodzą dom w środku nocy
        kiedy ja jestem sama.Walą do drzwi i domagają się imprezy

        Po tym czy lokator jest,czy nie jest w domu poznaje po zapachu-czuć męski
        pot-jest.Nie czuć-wiadomo


        Wyjasnie,że odnajmowałam jeden pokój w swoim mieszkaniu i nie jestem żadna
        znudzoną emerytką;)
      • lamerka Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 16:29
        U mnie (2 dorosle osoby) przecietne zuzycie wody to 12 m3/miesiac.
        Jesli mialas wiecej niz 2 osoby, to 13 m3 to za duzo?
      • bruxela Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 17:47
        ja jak wynajmowałam mieszkanie to wynajmujący mówił ile czego zużyłam, wody,
        prądu itp., dawałam mu za to kasę i on płacił, więc nie rozumiem w czym problem,
        też tak mogłaś robić
    • zawszezabulinka Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 10:47
      ja tam nie wynajmowalam i nie slyszalam zadnych histori niestety

      > - innym razem zalało dosłownie całe mieszkanie,nikt tego nie zauważył...no
      > dopiero wtedy jak wspólokator wyszedł zobaczyć co ja tak długo smażę ( dźwięk
      > wylewajacej wody był taki jakby ktoś smażył coś na oleju )


      hehe,skojarzylo mi sie odrazu z sylwkiem, gdzie bylam u znajomych.po ciezkich
      dwoch wieczorach picia, poludnie 3 dnia - 2 osobnikow chce wyjsc do sklepu po
      cos do jedzenia (pustki w lodowce :D, na stole stare chipsy i ciasteczka),
      trzeci osobnik spi. 1 z tych 2 poszedl pod prysznic, 3 sie budzi i pyta sie : 1
      - co tam smazysz? jajecznice? to daj troche
      • kasiaczek181987 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 10:59
        :D mi się przypomniało ostatnio jak wchodzę do mieszkania i coś strasznie
        śmierdzi... wchodze do kuchni a tam jarają się tosty. Mówię do współlokatora :

        - ty... robisz sobie tosty ?
        -kur... zapomniałem
        -chyba się spaliły
        -ZARYZYKUJĘ, ZJEM :)

        Potem słyszałam jak sobie chrupał ten węgiel :P
        • kasiaczek181987 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 11:03
          a1ma --> widzę że jest problem z czytaniem ze zrozumieniem.. no ale to juz nie
          moja sprawa.Po prostu się nie zabezpieczyłeś/aś i taki był z tego finał. Aha...
          i nie jestem żadnym twoim dzieckiem :/
          • kasiaczek181987 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 11:06
            z resztą to jest temat o śmiesznych historiach ,jakie się wydarzyły w
            wynajmowanych mieszkaniach a nie jakieś żale wylewane przez wynajmującego (
            załóż sobie osobny temat ).Ja też trafiłam na różnych wynajmujących życie. Jeśli
            masz jakiś problem to po prostu trzeba było skierować sprawę do sądu a nie teraz
            zaśmiecać temat ( wypowiadasz się nie na temat więc jest to zaśmiecanie).
            Pozdrawiam i wróćmy do tematu :))
            • free_tybet666 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 13:24
              oo.. widze ze jakas gwiazda/ madrala sie trafila..
              Twoje historie tez raczej nie sa smieszna, tylko zale przypominaja
              a jak jestes taka przemadrzala to dlaczego dalas sie kiwac z pralka i sie nie
              zabezpieczylas?
              skoro w umowie na stanie byla pralka to w gestii wynajmujacego jest jej
              zapewnienie, wiec kazdy normalny albo by tej pralki zazadal albo obnizenie
              czynszu. a jak nie to rozwiazanie umowy z dnia na dzien i adios...
              myslalem ze sie posmieje a tymczasem jakas gowniara z prowincji sie wymadrza
              -niefajne....
            • saper_vodiczka Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 10:36
              Nie są śmieszne te Twoje historyjki. To tylko Tobie się tak wydaje.
            • luma82 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 17:25
              Twoje historie mało śmieszne, w dodatku jesteś przemądrzała. opowieść o
              toście, to jakaś żenada.
            • 43agawa Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 20:26
              Problem w tym,że to twoje poczucie humoru,do którego sie wciąż odwołujesz,to takie mało wysublimowane jest i opisywane przez ciebie historie wcale nie śmieszą.A tobie brakuje dystansu do samej siebie i od tazu sie obrażasz,co sugeuje żeś gó...ara.
          • a1ma Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 11:11
            > i nie jestem żadnym twoim dzieckiem :/

            I dzięki bogu, ale ja nigdy nie twierdziłam inaczej.
            A o zabezpieczenia zapytaj mamusię i tatusia, żeby potem nie było płaczu nad
            dzieciątkiem.
    • mechantloup Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 11.02.10, 11:15
      No już, już. Pogroziłaś paluszkiem, tupnęłaś stópką.
      Poza tym mało śmieszne te Twoje lokatorskie przypadki...Boki zrywać, ha, ha, ha,
      tosty się przypaliły. Przekomiczne.
      • zanet_kaleta Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:43
        piekna masz sygnaturke :)
    • soulshunter [...] 11.02.10, 11:29
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • kora3 hehe 13.02.10, 13:11
      dobre.

      Ja nigdy mieszkania nie wynajmowalam, do czasu, az sprowadziłanm sie
      do innego miasta i mieszkanie mojego ówczesnego faceta nie było
      jeszcze skończone. wynajelismy w takim wielorodzinnym domu, w którym
      mieszkał też wlasciciel. Mieszkanie było dosc fajne, ale po jakims
      czasie zorientowalismy się, ze włascicel pod naszą nieobecnosc
      wchodzi do mieszkania. Nie podobało nam się to z oczywistych
      przyczyn. Mój eks wpadł na pomysł i razu pewnego, gdy ja wyjechałam
      wczesniej niz on do pracy, wychodząc zostawił niby mnie :) kartke
      takiej mniej wiecej tresci:" Kochanie, zostawiam ci te 2 tysiące
      złotych, włac do spółdzielni, bo ja juz nie zdążę, tylko nie
      zapomnij, bo jest termin" i podpisik. Oczywiscie zadnej kasy nie
      zostawial, na logike po co zresztą, skoro moznaby ja wyciągnąć z
      bankomatu. :) Tak zcy owak - gosc sam sie zdradził, bo zaczepił go
      zaraz gdy wracał do domu i powiedział, ze mnie przez cały dzień nie
      było, ale tych pieniedzy też nie ma i czy dwalismy komus klucze do
      mieszkania, bo on nikogo nie widział, ale wychodził raz do sklepu,
      wiec... Mój eks zapytał go wprost skad wie o pieniądzach, skoro
      wczesniej pytany i napominany zaprzeczał jakoby wchodzi do
      mieszkania pod naszą nieobecnosc. :) Gosc sie zaplatał niexle
      w "zeznaniach" hehe.

      A wczesniej był pytany, bo znaleźlismy w naszej pralce wielkie
      gacie, wyprane, ale mokre i dwa całkiem nam obce reczniki oraz
      przescieradło:) juz wczesniej podejrzewalismy, ze wchodzi, ale to
      było przegiecie. Mój eks zapytal kolesia, czy wchodzi do mieszkania,
      twierdzil, ze nie! I oburzał się dlaczego on pyta. Powiedział zatem,
      ze w naszej pralce sa obce rzeczy i bynajmniej nie jest to
      fatamorgana, bo oboje je widzimy i nawet mozna brac do reki.
      :) no, ale skoro pan nie wchodzi, to my sobie poradzimy. Wział i
      przy nim wywalił to na dno smietnika - nie jego, nie nasze, nikomu
      niepotrzebne, wiec akcja kubeł:) fajną gosc miał mine:)
      • lelabo Re: hehe 13.02.10, 13:20
        Jak kiedyś wynajmowałam mieszkanie, to miałam z właścicielem w
        umowie, że może przychodzić na kontrolę mieszkania pod naszą
        nieobecność, ale musi się zapowiedzieć minimum 24h wcześniej. Ale
        miałam normalnego właściciela, przez rok (tyle trwała umowa) na
        kontrolę nie przyszedł ani razu. Raz był, bo ciekła woda spod
        umywalki i przyszedł z hydraulikiem, a drugi raz już przed naszą
        wyprowadzką, pokazywał mieszkanie nowym lokatorom.

        Ale ten wasz to jakiś buc. Wejść to wejść, mnie by nie
        przeszkadzało, ale jeśli korzystał z waszej pralki, to najpewniej
        was okradał, bo zużywał wodę i prąd, za które potem wy musieliście
        płacić.
        • kora3 Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 13:37
          lelabo napisała:
          >
          > Ale ten wasz to jakiś buc. Wejść to wejść, mnie by nie
          > przeszkadzało, ale jeśli korzystał z waszej pralki, to najpewniej
          > was okradał, bo zużywał wodę i prąd, za które potem wy musieliście
          > płacić.

          ze sie bedzie wchodzic na początku - na która moglibysmy nie wyrazic
          zgody i poszukac gdzie indziej, a co innego włazenie bez takowej.

          Zasadniczo nie miałabym nic przeciwko temu, zeby zajrzał sobie od
          czasu do czasu. Nie na "kontrole", bo nie mielismy nascie lat, ani
          wandalami nie jesteśmy. Poza tym, na noc zawsze poza wyjazdami
          jakimis wracalismy, wiec mógł sobie zapukac gdy bylismy. ale
          ogólnie - gdyby powiedział, ze chciałby raz na jakiś czas zagladnąc,
          prawdopodobnie by nas to nie przeraziło jakoś. rzecz w tym, ze nie
          wspominał o tym! Mieszkanie było małe, nie zapraszalismy tam gosci
          nawet.

          . Gdyby chłop przyszedł i powiedział: wiecie co państwo, zepsuła mi
          się pralka i mam posbe, czy moge u państwa wyprac - no problem. Na
          pewno byśmy nie "odliczali" tego od rachunku, bez przesady. ale
          skoro nie zapytał nawet to istnieje uzasadnione podejrzenie,ze
          korzystał sobie do woli. dodam, ze gosc nie wynajmował legalnie, nie
          było umowy i nie było też liczników na wode ani prąd osobnych -
          płacilismy pewną kwote, która pokrywala wynajem i wode też. Woec
          okradać to nas nie okradał w tym sensie:). ale kwota ta była zwsze
          aka sama, takze wówczs, gdy np. przenieślismy się na trzy tygodnie
          do mieszkania rodziców eksa, jak pojechali na wakacje. Wwóczas nie
          zuzywalismy pradu, ani wody przez 3/4 miesiaca, a jednak nie było
          propozycji, zebysmy zapłacili mniej.
          Natomiast spotkała nas "ciekawa" propozycja w miesiąc później.
          Żebyśmy dopłacili! A dlaczego? Otóż do rodziców mojego eksa
          przyjechala rodzina, dosc liczna: ojciec matka i dwóch synów i dwie
          córki z drugiego konca Polski. u nic spali rodzice, a młodzież
          rozparkelowano w domu jego siostry (niewielkim). Jeden z kuzynów
          mojego eksa, spał u nas na polówce. Tylko spał przez tydzień!!!!
          Naet kapał się u wujka i ciotki, bo w tym mieskzaniu była mała
          łazienka, a on chłop na schwał. Po prostu przyjezdzał, albo
          przychodził - bo to dosc blisko, z nami i kladł sie spac! pzrez 7
          dni. Dokładnie to nawet 6 - nocy. Pan własciciel zaczepił mjego eksa
          i powiedział, ze oczekuje w tym miesiącu doplaty w wysokosci POŁOWY
          umowionej wczesniej kwoty, bo mieszka (!!!) z nami dodatkowa osoba.
          Dodam, ze nasze mieszkanie tam, oza weekendami, sprowadzało się
          głownie do mycia się i spania tam, tak w ogóle, a tego chłopaka
          tylko do spania na naszej prywatnej polówce. Eks zabił pana
          własciciela smiechem:)
          Powiedział, ze wolne zarty. Nas przez trzy tyg. nie było wcale i
          jakoś nie odliczył nam tego, a chce połowe kwoty za spanie goscia na
          polówce?:) No chyba cos z nim nie tak
          • lelabo Re: Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 15:01
            kora3 napisała:
            > Zasadniczo nie miałabym nic przeciwko temu, zeby zajrzał sobie od
            > czasu do czasu. Nie na "kontrole", bo nie mielismy nascie lat, ani
            > wandalami nie jesteśmy.

            Nie oburzałabym się tak bardzo. Ja też nie miałam naście lat jak
            wynajmowałam to mieszkanie i też nie jestem wandalem, ale zapis o
            przychodzeniu na kontrolę mnie specjalnie nie obraził.
            Mój wujek wynajmował kiedyś komuś mieszkanie, też niby nie wandalom
            i nie nastolatkom, a zostawili mu w takim stanie, że 1/3 zarobku na
            wynajmie poszła mu na remont. Na czole nie masz napisane czy nie
            zdemolujesz Ty, bądź Twoi znajomi w czasie jakiejś imprezy.
            • kora3 Re: Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 15:17
              lelabo napisała:
              >
              > Nie oburzałabym się tak bardzo. Ja też nie miałam naście lat jak
              > wynajmowałam to mieszkanie i też nie jestem wandalem, ale zapis o
              > przychodzeniu na kontrolę mnie specjalnie nie obraził.

              Zapis jak najbardziej jest na miejscu, jeśli obie trosny go
              akceptuja, to ok. Doam, ze wpłacilismy kaucję w wysokosci 4 x kwota
              za mieszkanie, a serio jakieś antyki tam nie stały :) ale
              zgodzilismy sie na to, o wchodzeniu nie było wcale mowy.

              > Mój wujek wynajmował kiedyś komuś mieszkanie, też niby nie
              wandalom
              > i nie nastolatkom, a zostawili mu w takim stanie, że 1/3 zarobku
              na
              > wynajmie poszła mu na remont. Na czole nie masz napisane czy nie
              > zdemolujesz Ty, bądź Twoi znajomi w czasie jakiejś imprezy.

              Po to jest kaucja Lelabo, o ile wiem jest to praktyka powszechna.
              Sama swoje mieszkanie w moim regionie wynajmuję:) W sumie to ludki,
              którym wynajmuje widziałam raz w zyciu, przy podpisywaniu umowy.
              Umówilismy sie na kaucję, wpłacili, płacą regilarnie, nie ma zadnych
              skarg na nich i moim rodzicom, którzy tam niedaleko mieszkania
              mieszkają i wszystkim włacznie z wynajmem sie zajmowali do głowy nie
              przychodzi ich kontrolowac. Jak przychodzi ksiązeczka na prad to
              mama do nich dzwoni i przyjezdzają sobie wziąc. raz pani nie mogła,
              a pana nie było i moja siostra bedac w okolicy podrzuciła. zostala
              zaproszona na kawe i tyle. Przy podpisywaniu umowy państwo dostali 2
              komplety kluczy, trzeci mają moi rodzice. Panstwo zapytali, czy moi
              rodzice mają dodatkowe klucze. Powiedziałam,ze tak, ale nie ma mwy o
              jakiś najsciach. Oni stwerdzoli, ze zapytali, bo to b. dobrze ze
              maja, bo w razie gdyby jedno wyjechało, a drugie np. zatzrasnełoby
              klucz w domu (zamek jest zatrzaskowy) to wówczas drugie nie miałoby
              jak wejsc, tylko dlatego pytali.
              • lelabo Re: Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 19:11
                kora3 napisała:

                > Po to jest kaucja Lelabo, o ile wiem jest to praktyka powszechna.

                To ile Ty tej kaucji bierzesz?? Mówisz, że masz swoje mieszkanie.
                Wykańczałaś je? Wiesz jakie to są koszty?? Ja za mieszkanie płaciłam
                1000 EUR i tyle samo dałam kaucji. Kaucja się przydaje akurat jak są
                ostatnie rachunki niezapłacone. Ale wyposażenie mieszkania to nie są
                takie drobiazgi. Płyta grzejna kosztowała ok. 400 EUR. Do tego
                kabina prysznicowa drugie tyle i już 800 EUR wykorzystane. Naprawdę
                da sie narobić szkód na kilkanaście tysięcy.
                • kora3 Re: Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 20:08
                  lelabo napisała:

                  >
                  > To ile Ty tej kaucji bierzesz?? Mówisz, że masz swoje mieszkanie.

                  No mam, obecnie je wynajmije, bo nie miszakam w regionie rodzinnym.

                  > Wykańczałaś je? Wiesz jakie to są koszty??

                  owszem, remontowane było przed moim wyjazdem tutaj rok. Całosciowo.


                  Ja za mieszkanie płaciłam
                  > 1000 EUR i tyle samo dałam kaucji. Kaucja się przydaje akurat jak

                  > ostatnie rachunki niezapłacone.

                  Mozliwe, ale w umowie zastrzegasz sobie przeciez, ze za zniszczenia
                  wynikające odpowiada wynajmujący. Ja mam mieszkanie ubezpieczone.


                  Ale wyposażenie mieszkania to nie są
                  > takie drobiazgi. Płyta grzejna kosztowała ok. 400 EUR. Do tego
                  > kabina prysznicowa drugie tyle i już 800 EUR wykorzystane.
                  Naprawdę
                  > da sie narobić szkód na kilkanaście tysięcy.

                  Od czego masz umowę? Zniszczenie to cos innego niż zuzycie
                  wynikające z ekspolatacji Lalebo. Nie licz na to, ze wszystko bedzie
                  idealnie tak,jak przed wynajmem. Ja nie liczę. Jeśli ktos chce
                  normalnie życ w mieszkaniu, a po to sobie wynajmuje to trudno, zeby
                  nie gotował, nie prał, nie kapał się. Ale zuzycie płyty grzewczej
                  wynikające z nrmalnej ekspalatacji, to nie jest zniszczenie.

                  Znajoma wynajmowała mieszkanie u oszołomki (tak oszołomka), która
                  stwiedziła, ze zniszczyła ona sciane:) Zniszcenie polegało na tym,
                  ze sciana się przybrudziła od kuchenki gazowej, bo tam taka była. No
                  bez przesady.

                  Jesli ktos chce meć stan nienaruszony to ma dwa wyjscia, albo nie
                  remontowac i zadnych drogich rzeczy tam nie wstawiac, nie montowac
                  tylko taniej wynając taki stan, albo zamknąc na klucz i samemu sobie
                  placic czynsz. Mieszkanie to nie muzeum, a sprzety nie eksponaty.
                  Dbac trzeba, uwazac, na czjes nawet moze bardziej niz na cudzem ale
                  nie ma cudów, zeby po 4 - 5 latach wynajmu czy w ogóle normalnego
                  iesdzaknia wszystko wygladało, jak niedotykane.
                  • lelabo Re: Lelabo, co innego umowa 13.02.10, 23:54
                    Ogólnie masz rację, ale szczególnie naiwnością jest wiara, że umowa
                    załatwia wszystkie problemy. Zniszczenie tej przykładowej płyty
                    grzejnej? Wystarczy, że przy mocniejszym uderzeniu pęknie.
                    I też miałam w umowie zapisane, że jak coś zniszczę to sama płacę.
                    Dla wyjaśnienia, nie jestem oszołomką i nie uważam śladów
                    eksploatacji za zniszczenie. Zniszczenia to np. połamanie mebli,
                    wybicie szyby, itd. Tylko tak naprawdę, można narobić zniszczeń,
                    obiecać, że się naprawi szkody w najbliższych dniach (a właśnie jest
                    dzień wyprowadzki z mieszkania), a potem zniknąć na dobre.
                    Faktem jest, że większość problemów tego typu mają ludzie, którzy
                    wynajmują bez umowy, ale znam przypadki kiedy umowa była, a
                    właściciele jeszcze długo potem mieli problemy.
                    • kora3 Re: Lelabo, co innego umowa 14.02.10, 01:02
                      no ty tez masz rację - zawsze się moze zdarzyć, ze trafisz na kogoś,
                      kto zniszczy i nie pokryje kosztów, które sa wieksze niz kaucja,
                      jaka zapłacił. No jest ryzyko. Dlatego czesc ludzi majacych
                      mieszkania do wynajecia woli je wynajmowac taniej, niz inwestowac w
                      standard wyzszy typu wyposazenie, a potem na tym stracić, gdy ktos
                      cos zniszczy i nie kapi sie naprawic. Kto wynajmuje swoje mieszkanie
                      tak, jak ja z powodu wyjazdu, to nie wyrwie przecież glazury, czy
                      nie zerwie paneli.

                      a propos nieuczciwych wynajmujacych. NAsi przyjaciele, małzeństwo
                      wynajeli innemu ZNAJOMEMU meza, małzeństwu mieszkanie zony po
                      babci. Nie było jakies nie wiadomo jakie, bo nie inwestowali w nie,
                      ale zupełnie ok. tak mieli sutalone, ze ci ludzie dostali ksiązeczke
                      opłat, a impłacili przelewem na konto odstepne. Wszystko było w
                      porzadku, oczywiscie spisali umowe. raz jeden zdarzyło się,ze ta
                      babka zadzowniła o przyjaciółki, ze ma przejsciowe kłopoty i czy
                      moze się spóxnic dwa tygodnie z odtepnym. Ok, nie ma problemu, tym
                      bardziej, ze zwsze było w terminie, nawet przed!
                      trzeba było trafu, że ojciec przyjaciółki poszedł po cos do
                      spółdzelni, w sparwie swojego mieszkania, a że paniurzedniczka była
                      znajoma powiedziala mu , ze córki mieszkanie jest powaznie
                      zadłuzone! Gosc zrobił oczy - córka z zieciem to mieszkanie
                      wynajmja, jest umowa! pani na to, ze wynajmują czy nie, jest
                      zadluzone na chyba cos ponad trzy tysiace. A ze czynsz tam niski
                      był, to znaczy, ze znajomi musieli od DAWNA nie płacic
                      spółdzielni. Ojciec przyjaciólki był nieswiadomy, ze ona byla tak
                      durna, ze dala im ksiązeczke, myslal, ze ona nie płacila, ale w
                      glowie u sie nie miesciło to. W te pedy do niej pojechał. Ona w
                      szoku. Okazało się,ze wynajmujący regulwali rachunki za prad i gaz,
                      zeby im nie odcieto oraz płacili odstepne, a za mieszkanie nie!
                      Gdyby nie przypadek z tatą przyjaciółki sprawa mogla trafic do sądu!
                      przyjaciólka w tym samym dniu uregulowala w spółdzielni, wstydu się
                      najadla jak złoto, ale jakos o sad się nie oparlo.
                      Oczywiscie tym ludziom powiedziała, ze nie ma kasy i nie ureguluje i
                      zada, zeby natychmiast zaplacili co zalegaja. Kobieta w placzm ze to
                      ma z miał placic, ona nie wiedziala, mąz , ze nie ma. w końcu
                      łaskawie zgodzili sie zaplacic w dwóch ratach! Naturalnie
                      przyjaciólka wymówila im mieszkanie, ale mieszkali jescze miesiac,
                      bo nie mogli nic znaleźć, a "przecie zmamy małe dziecko". W kocu
                      odzyskali te pieniądze, ale musieli straszyc ich prawnikiem, no i
                      wyniesli sie.
                      Tak wiec idzisz, ze rozumiem, ze lokatorzy też bywają nie fair.
                      • uniwr Re: Lelabo, co innego umowa 14.02.10, 14:42
                        I dokładnie z tego powodu rachunki wolę płacić sam, a rozliczać się z
                        lokatorami. Podaję im wysokość przychodzących do mnie rachunków i wszystko działa.
      • prakseda2 Re: hehe 13.02.10, 13:43
        Z tymi gaciami to przegięcie. :D

        Ja pamiętam kilka sytuacji z czasów studenckich.

        Koszmarnego Dziadka, który za słoną sumę wynajmował pokoik przerobiony ze
        strychu. Ściany z dykty, uginały się pod naciskiem, w pokoiku mały piecyk. Na
        początku dziadek sam mi chciał palić i wchodził na przykład bez pukania do
        pokoju i siadał przy piecu (potrafił sobie tam przysnąć), nie patrząc, czy ja
        śpię, czy jem, czy jestem ubrana itd. Później sama już paliłam sobie.
        Kiedy byłam chora, to przychodził i narzekał, że za głośno kaszlę. Mój chłopak
        mógł przychodzić raz w tygodniu, dziadek spisał jego dane z dowodu osobistego, a
        jak przegapił wyjście chłopaka, to wpadał i znienacka otwierał drzwi do szafy,
        żeby sprawdzić, czy nie schowałam tam nikogo. :D Teraz mnie to śmieszy, ale ten
        okres pamiętam jako właściwie ciągłe poszukiwanie nowego lokum i stres. Był to
        wtedy jakiś trudny czas w Toruniu ze stancjami, no parę lat to temu było.

        Na innej stancji też pani mi przeszukiwała pokój, czytała listy od rodziców (ja
        pedantka, miałam je ułożone wg dat), a ona nawet nie zadała sobie trudu, aby
        niektóre włożyć porządnie z powrotem do koperty.

        A z miłych takich spostrzeżeń. Kiedy miałam więcej funduszy, przez rok
        wynajmowałam maleńką kawalerkę. Właściciel był młody i sympatyczny. Miał klucze
        do mieszkania. Kiedyś umówiliśmy się na comiesięczną wizytę, aby się rozliczyć,
        ale on przyszedł przed czasem, kiedy mnie jeszcze nie było. Nie wszedł jednak do
        środka, tylko siedział na ławce przed blokiem. Kiedy wyraziłam zdziwienie, czy
        może zapomniał klucza, odpowiedział, że nie, klucz ma, ale przecież mnie nie
        było w domu. Słodki był.
        • kora3 Re: hehe 13.02.10, 15:27
          zupenie NORMALNY był. Wynajecie mieszkania oznacza, ze nie mamy
          prawa z niego korzystac, ani wchodzić pod nieobecnosc wynajmujacego,
          chyba, ze umowa była inna, albo dzieje sie cos w stylu pożar,
          powodź, yulatnainie gazu itp.
          To nadal nasze mieszkanie, ale casowo korzysta zgodnie z prawem z
          niego ktos inny, kto ma prawo: miec balaga, miec gosci, nie byc w
          nastriju na wizyte, byc vhory, byc zajety, trzymac tam cenne
          przedmioty.
          a co jeśli ktos ma np. bizuterię , która zginie? Podejrzeni pada na
          własciciela, który wchodzi pod nieobecnosc wynajmujących.
          • a1ma Re: hehe 13.02.10, 15:38
            Możecie sobie pisać w umowach, co chcecie, ale prawo najmu nie pozwala na wizyty
            pod nieobecność najemcy, w przeciwnym przypadku mógłby on oskarżyć nas o
            włamanie. Co więcej - nie ma opcji eksmisji najemcy, jeśli prawo go chroni
            (zima, ciężarne, małe dzieci, chorzy, itp.). A w praktyce - uciążliwego lokatora
            baaardzo trudno jest się pozbyć. I żadna umowa nas przed tym nie ochroni, a
            kasia, która twierdzi inaczej, najwyraźniej zna sprawę głównie od strony
            "zabawnego najemcy", który raz za razem zalewa mieszkanie / pali tosty / wpisać
            dowolne inne przezabawne zdarzenie, narażające właściciela na koszty i
            nieprzyjemności.
            • kora3 no to akurat prawda 13.02.10, 15:45
              stad piszę, ze wyjajmujacy Praksedzie, normalny był.
              Moi lokatorzy kilkaset kilometrów stąd rozrywkowi nie sa. Nie
              zalali, nie spalili :) a mieszkanie ejst tak w ogóle ubezpieczone.
              Pewnie, ze moglam go nie wynajmowac, ale przecież musialabym płacic
              czynsz, a stałoby puste, dlatego zaryzykowalam, nie załuję.

              ama tez, raz wynajmjąc, jak opisalam, do rozrwkowych lokatorów wraz
              eksem nie nalezałam. wiecej nas nie było niz bylismy w mieszkaniu,
              niczego nie zniszczylismy, nie zalalismy, nie zalegalismy nawet dnia
              nigdy z oplatą. Mieszkanko było małe, gosci nie spraszalismy, a
              nawet nie gotowalismy tam poza weekendami i to tez nie zawsze, bo
              mój eks pochodzi z tego miasta i zwykle stolowalismy sie u jego
              rodziców, na ich wyraźna prosbę zresztą. Nie yło zadnego powodu, by
              nas kontrolowac, przychozic pod naszą nieobecnosc oraz prac sobie
              rzeczy w naszej pralce bez pytania o zgode.
            • catthe Re: hehe 13.02.10, 16:29
              a1ma napisała:

              > Co więcej - nie ma opcji eksmisji najemcy, jeśli prawo go chroni
              > (zima, ciężarne, małe dzieci, chorzy, itp.). A w praktyce -
              uciążliwego lokator
              > a
              > baaardzo trudno jest się pozbyć. I żadna umowa nas przed tym nie
              ochroni, a
              > kasia, która twierdzi inaczej, najwyraźniej zna sprawę głównie od
              strony
              > "zabawnego najemcy", który raz za razem zalewa mieszkanie / pali
              tosty / wpisać
              > dowolne inne przezabawne zdarzenie, narażające właściciela na
              koszty i
              > nieprzyjemności.

              A tutaj się mylisz. Można skonstruowac taką umowę u notariusza,
              która zezwala na eksmisję. Mianowicie w umowie musi być zapis, że
              jeśli najemca nie dostosuje się do jakichś zapisów w umowie(spóźni
              się z zapłatą czynszu, zdemoluje coś, nie wniesie opłat za wode,
              prąd, itd) to wynajmujący ma prawo eksmitowac go/wywieźć jego rzeczy
              pod wskazany przez najemcę adres. Jeśli najemca to podpisze to
              wynajmujący nie musi iść do sądu nawet. Wystarczy ten zapis
              poświadczony przez notariusza i problem z głowy.
              • a1ma Re: hehe 13.02.10, 18:50
                Owszem, od 28 stycznia tego roku.
                Wcześniej nie było takiej opcji.
            • sansiplast Re: hehe 13.02.10, 19:37
              nie ma czegoś takiego jak włamanie :-)

              jest kradzież z włamaniem (ale trzeba coś ukraść).

              wyłamując drzwi i nie kradnąc dokonujemy (umyślnego) zniszczenia mienia, chyba że wyłamujemy swoje (a drzwi należą raczej do właściciela, chyba że wstawimy swoje zamki).

              właściciel wchodzący sobie do wynajętego mieszkania bez pozwolenia narusza mir domowy i to można zgłosić "organom" (fajna nazwa - właśnie czytam Archipelag) i żądać ścigania sprawcy.
        • titta Re: hehe 13.02.10, 17:02
          Z czasow gdy sama wynajmowalam:
          W jednym z mieszkan wlascicielka miala obsesje oszczednosci pradu.
          Wpadala co jakis czas i zmieniala zarowki w kichni i przedpokoju na
          20. A kuchnia byla bez okna! W koncu wszedl nam krew zwyczaj
          wykrecania i chowania zarowek jak wychodzilysmy z domu. Potrafila
          wpasc tez z awantura, ze zapalamy zarowno gorne swiatlo jak i lampke
          (mieszkala w sasiednim bloku i widziala okna). Nie przekonywl ja
          argument, ze sami placimy rachunki za prad i to nie jej sprawa. Pani
          miala jeszcze kilak innych ciekawych problemow wiec dosc szybko sie
          pozegnalysmy.
    • jane-bond007 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 13:35
      to z hydrantem najlepsze ;]

      gdy studiowałam mieszkałam na stancji gdzie dziadek z dołu non stop
      dzwonil na policję z pretensjami że mu spać nie dajemy albo że gaz
      mu przez wentylację wpuszczamy ;) co zrobić, chore chłopię - nawet
      szurnięcie stołkiem w kuchni powodowało u niego stan zapalny

      kiedyś przyjechał patrol bo impreza, po 22, w mieszkaniu 3 osoby -
      otwieram, wchodzą panowie a z głośników leci scherzo b-moll
      Chopina ;) akurat środkowa część z motywem kolędy... śmieszna
      sytuacja, noo ale w sumie przesadziłam z gatunkiem muz - za szybkie
      tempo - powinnam zapodać preludia ;)
      • bogiemslawiena Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 13:50
        Kobiecina, która wynajmowała mój dom, zakręciła w zimie ogrzewanie i
        wyjechała na kilka dni. Oczywiście popękały rury. Oczywiście nie
        zapłaciła za naprawę oraz za ostatni miesiąc bytowania w moim domu.
        Ha ha ha, ale śmieszne...
        Dziewczyno, nie sądzę, żebyś zrozumiała, ale weź sobie radę do
        serca - przestań pisać w necie, bo się ośmieszasz. Milczenie w twoim
        przypadku jest złotem.
        • alama111 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 13:56
          bogiemsławiena - nie rozumiem do czego pijesz - to wątek o
          śmiesznych historiach z wynajmowanymi mieszkaniami. Co Cię boli, po
          co obrażasz ludzi skąd tyle u Ciebie komplesków...?
        • alpepe Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 13:59
          Ale to nie jest wątek o żalach wynajmujących i o złych najemcach. To wątek
          humorystyczny.
        • kora3 czego ty chcesz od dziewczyny? 13.02.10, 16:43
          ze tobie jakaś babka z bezmyślnosci wykrecila taki numer, to maz
          pretensje do dziewczyny, która opisała smieszne hotorie? No daj
          spokój.
          Pewnie,z e sa nieuczciwi i bezmyslni wynajmujacy, jak i upierdliwi i
          wscibscy odnajmujący.
    • ajax16 uffff 13.02.10, 14:01
      Dobrze że poczytałem te wasze historie :) , a chciałem wynająć cały dom w Krk jakiejś grupce znajomych studentów...
      • nie_mam_nika Re: uffff 13.02.10, 22:54
        oczywiście, że wynajmniesz, zbyt pazerny jesteś żeby tego nie robić.
        • ajax16 Re: uffff 14.02.10, 23:57
          :) masz racje jestm pazerny ale wole jakąś rodzinke skubnąć:D
    • lewelina Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 14:05
      Wynajmowałam już z różnymi osobami mieszkania i historii mam dużo ale nic nie przebije tego co ostatnio usłyszałam od współlokatorki. Mieszkamy w mieszkaniu na 5 osób ale dla naszej wygody wynajęliśmy jej dwuosobowy pokój jako jednoosobowy, obniżając trochę jej czynsz a podnosząc nasz. I ostatnio okazało się, że od dwóch miesięcy jej kochaś mieszka z nami. Na pytanie co on tu jeszcze robi usłyszeliśmy, że gość będzie mieszkał, nie będzie płacił i sprzątał po sobie, bo ja przebywam w mieszkaniu i to jest chamstwo z mojej strony (mieszkanie wynajęłam właśnie w tym celu i płacę za nie spore pieniądze). :)
      • joasiek75 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 15:51
        Jak byłam młoda i ładna to wynajmowałam pokoje.Często mieszkałam ze
        współlokatorami. Nie na 1 pokoju każdy miał swój ale była wspólna kuchnia.
        Kiedyś mieszkała ze mną kobieta z 2 dzieci, jak wyjechałam na kilka dni to nic
        nie miałam po powrocie do jedzenia...płatki, ser, kiełbasa, miód wszystko
        potrafiły te dzieciaki pochłonąć...Po pewnym czasie przestało to byc dla mnie
        śmieszne , więc miałam jeszcze jednego lokatora w pokoju...swoją lodówkę.

        Innym razem wprowadziła się taka kobieta 57l. dla mnie wtedy to była babcia...No
        wiec miałtśmy wspólny podlicznik na prąd i ja zrobiłam gofry . pierwszy raz
        odkąd ona się wprowadziła po jakiś 3 miesiącach, więc poleciała do dziadka który
        nam wynajmował i ja od tego czasu płaciłam zawsze o 10 zł więcej za prąd niż
        ona.... ;)
    • liisa.valo Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 15:54
      U mnie jest śmiesznie, choć najzabawniej było przez pierwsze dwa lata moich
      studiów, kiedy mieszkałam z dużą i zgraną ekipą. Przy czym - poza dość
      standardowymi sytuacjami, jest to raczej komizm sytuacyjny, który po oderwaniu
      od kontekstu wiele traci. A te standardowe rzeczy to np. ta, kiedy wstawiłam do
      piekarnika kotlety do odgrzania i poszłam się kąpać, bo o nich zapomniałam.
      Kotlety sfajczyły się zupełnie, a współlokator, który siedział w kuchni, po moim
      wtargnięciu do pomieszczenia w celu ratowania resztek rzekł: "Aaaach, a ja się
      zastanawiam, czemu mi tak ciepło". Albo kiedy chłopaki w ramach zemsty zamknęli
      współlokatora w kibelku, zastawili drzwi miotłą i przez kratkę z dołu napryskali
      mu odświeżaczem sosenkowym. Bardzo ładnie tą sosenką pachniał.

      Cudowny był również nasz sąsiad z mieszkania obok, pan po 60., który miał oko na
      wszystko, co się dzieje. Uwielbiał odwiedzać nas albo wcześnie rano, albo bardzo
      późnym wieczorem w celu sprawdzenia, czy pomóc nam nie trzeba :) Kiedyś zapytał
      moją współlokatorkę, czy to jej łózko stoi przy jego ścianie, bo go bardzo w
      nocy grzeje :) A jak odłączał nam pralkę, mówił, że wolałby wkładać niż wyciągać :D
      Któregoś razu odwiedził nas bardzo rano, kiedy wróciliśmy z maratonu filmowego w
      Multikinie. Z zamiarem wyniesienia śmieci wyciągnęłam z szafki pod zlewem
      butelki po alkoholu, żeby je wynieść do stłuczki. I cóż... niezły był efekt:
      trzy dziewczyny, ewidentnie z zarwaną nocą i bateria butelek, i to nie jakieś
      bardzo ambitne alkohole, wódka głównie :) Speszył się pan nieco.
    • titta Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 16:46
      Dzwonia do mnie dziewczyny wynajmujace mieszkanie, ze przeciekaja
      rury w kuchni. Nie jestem w stanie pojechac od razu, prosze zeby
      ustalily co i jak i wezwaly hydraulika. po jakims czasie dzwonia, ze
      uszczelnily taka specjalna masa do ror i juz nie cieknie.
      Pozniej ogladam mieszkanie i co stwierdzam: takie zolte rury
      prowadzace do kuchenki sa dokumentnie obklejone "plastelina".
      -Czemu obkleily rury z gazem?
      -Bo przeciekaly!
      Nie kazdy musi wiedziec, ze zolte zewnetne rury, sa od gazu. Ale
      chyba mozna wpasc na to, ze kuchenki gazowej do wody sie nie
      podlacza.
      Okazalo sie, ze sasiad powyzej zalal mieszkanie i cieklo po rurach.

      Dziewczyny byly bardzo sympatyczne i zetalne, ale ciut zakrecone.

      Kiedys "zepsula" sie tez im pralka. "Naprawila sie" po wlozeniu
      wtyczki do kontaktu.

      • mika8111 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 17:18
        Ja własnie wprowadziłam się do nowego lokum i nie ukrywam że moja współlokatorka
        zadziwia mnie coraz bardziej. Próbowałam ustalić kwestie dotyczące zakupu
        środków czystości (takie tam papiery toaletowe, płyny do mycia naczyń etc.),
        żeby uniknąć sytuacji kiedy na przykład każdy trzyma w toalecie swoją własną,
        podpisaną rolkę wyżej wymienionego papieru.
        I okazało się że współlokatorka jest przeciwna kupowaniu odświeżacza do toalety
        (zawieszanego w muszli)... bo brudzi muszlę.
        Gdy zrobiłam przegląd środków czystości celem zrobienia jakichś zakupów
        zauważyłam że jedynym specyfikiem do mycia umywalek/wanien jest proszek, jakaś
        marka własna. Kupiłam więc cifa w mleczku i poinformowałam współlokatorkę.
        Przyjrzała się podejrzliwie butelce i zapytała czy to do toalety, czekałam tylko
        na stwierdzenie że pewnie też brudzi.
        • victoria1985 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:05
          moi współlokatorzy żeby zasnąć musi włączy suszarkę do włosów kładzie se ją na
          pufę żeby dmuchała mu na twarz , ta suszarka "chodzi" przez kilka godzin
          dziennie . Jedzą codziennie na obiad smażoną kiełbasę z boczkiem i ryżem.
          właściwie to żywią się tylko boczkiem i kiełbasą . Potrafili zostawić wielką
          górę naczyń w zlewie i co 5 dni je zmywać.
          Mają wiecznie otwarte okno nawet przy -20(oczywiście przy kaloryfer odkręcony
          na full) przez co najlepiej chodzić w zimowej kurtce po domu . Nie myją podłogi
          nie sprzątają łazienki bo przecież jej nie brudzą ;P
          • nina_01 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:52
            Hmm... wynajmowalam wspolnie z chlopakiem domek ktory stal na
            podworku na ktorym mieszkali tez wlasciciele. KIedys wstaje o 7 rano
            do pracy, stoje pol-naga na srodu pokoju, patrze w okno (byly tak
            niziutko) na tam wslascicielka myje PARAPET! Od zewnatrz! Wieczorem
            przyszla nas poinformowac, ze spodziewa sie iz nastepnym razem sami
            bedziemy o tym pamietac.
    • maitresse.d.un.francais impreza z wzywaniem policji, baaaardzo śmieszne 13.02.10, 18:33
      a podpalenie kuchni jeszcze śmieszniejsze
      • wkkr Re: impreza z wzywaniem policji, baaaardzo śmiesz 13.02.10, 20:55
        maitresse.d.un.francais napisała:

        > a podpalenie kuchni jeszcze śmieszniejsze
        =========
        Taka dzisiaj młodzież.... ;)
        PS
        Moja znajoma regularnie pali czajniki.
        W końcy gospodyni zafundowala jej czajnik elektryczny.
    • vinca Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:44
      Z dzisiaj i nie smieszne tylko dziwne co najmniej:
      mam mieszkanie do wynajecia, dzwoni "zainteresowa", juz na wstepie zwyczajnie
      bardzo nieprzyjemna, zadaje pytania na ktore odpowiedzi wyraznie ujete sa w
      ogloszenu a na koniec poucza mnie, ze za drogo chce to mieszkanie wynajac:-)
      Zaznaczam, ze cena wyraznie byla podana w ogloszeniu...
      Az zimno mi sie zrobilo jak pomyslalam, ze kogos takiego mialabym wpuscic do
      mojego mieszkania. Ciekawe po co w ogole zadzwonila??
      • kombinerki_pinocheta Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:54
        >Ciekawe po co w ogole zadzwonila??

        Darmowe minuty w Plusie?
        • vinca Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 18:55
          :-)))
      • akian Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 19:04
        Jawynajmowalam mieszkanie jedno 5 lata,2 razy ylo okrdane ,nieplacone
        rachunki,raz nie wpuszczano mnie przez poltra roku ( piendze byly placone na
        czas) ,mieszkanie nie bylo sprzatane,mlotkiem zbilam kompakt bo nie bylam w
        stani go umyc ,co pol rou malowane mieszkanie ,zamykane drzwi ,nie wpuszczanie
        do srodka,wszystko niszczone ,ostani lokatorzy mieli pretensje do mnie jak
        smialam ich wystawic do wiatru bo sprzedalam mieszkanie a on zalegali mi z
        oplatami za4 miesiace za media + 1 miesiac czynszu ,do konca zycia nie zapomne
        tej traumy ,sprzedalam mieszkanie ,mam spokoj bo wiecej niz zlaty nie mialam za
        nie a duzo mnie bo oplacalam za kogos ,robilam remonty ,wyposazalam a tak nie
        mam juz problemu .Znam wiele osob ,ktore zostaly okradzine przez wynajmujacych
        mieszkanie badz pokoj i wola miec puste mieszkania ,to co by mi starczylo na
        10-15 lat z wyposazenia nowego ja meble tu po roku jest zdewastowane .Czy
        mieszkanie bedzie za male czy due pieniadze wynajmowane wszysko zalezy od
        najemcow czy beda dbac ,u mnie zawsze byl konfort ,nawet jak firma wynajmowala
        to przywlaszczyli sobie pracownicy wyposazenie .Cos dobrego albo wynajmie sie za
        dobre pieniadze bo czasm lepiej sprzedac niz szarpac sie z lokaltorami i brac
        kaucje i umowa notarialna teraz na wynajm choc i to nie zabezpiecza zniszczen
        czy kradziezy wyposazenia .Kady lokaltor traktije stamcje lub mieszkanie jako
        hotel a wlascieciel ma byc obsluga i nie sprzata sie ,nie naprawia szkod ,nie
        dswieza po po co dbac o czyjas wlasnosc jak juz sie placi za sublokatorke.
        • jane-bond007 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 20:24
          Akian... w wolnej chwili wysyp wszystkie okruchy z klawiatury
        • angazetka Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:55
          A teraz opisz to raz jeszcze, w wątku "Ciężki los właściciela
          mieszkania". Bo to, o czym piszesz, niespecjalnie jest na temat :)
        • mala2424 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 00:00
          akian napisała:
          Nie zawsze winny jest najemca, wynajmujący też nie postępują fer.
          W bloku w którym wynajmujemy mieszkanie(ja z partnerem)był
          przeprowadzany generalny remont, wymiana rur wodnych i
          kanalizacyjnych. Totalna demolka, oczywiście wszystko na naszej
          głowie. Właściciele nie mieli czasu i pieniędzy (?) więc my płacimy,
          rozliczymy się przy opłatach. Wiele prac partner robi sam, między
          innymi łata glazurę, obsadza krany, ja pilnuję, w ramach mojego
          urlopu, robotników i sprzątam gruz i pył obecny w całym mieszkaniu,
          nawet w szafach. Robimy to wszystko ponieważ jesteśmy odpowiedzialni
          i nie chcemy narażać właścicieli na duże wydatki. Przesyłamy
          rachunki i rozliczenia przez internet(nie mają czasu) i co i nic
          nawet zwykłego dziękuję.
          • mala2424 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 00:18
            Wybaczcie, że pisałam nie na temat, ale wnerwili mnie ci wiecznie
            marudzący właściciele. Najlepiej by było mieć same wymagania czyt.
            szmal, bez żadnych obowiązków. Schody zaczynają się jak trzeba coś w
            interes zainwestować, straszny mają los.
        • a_gurk Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 02:38
          Byłam i najemcą i wynajmujacym. Gdy wynajmowałam od kogoś zawsze
          starałam się dbać o mieszkanie jak o swoje. I zawsze słyszałam
          pretensje, że coś było nie tak. Najczęsciej zreszta z powodu
          zaniedbań właścicieli lub braku informacji (np. o kiepskiej izolacji
          w łazience i możliwych przeciekach). Toteż nie kazdy student to
          chuligan i wandal.
          • misself Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 12:15
            Ja byłam wynajmującą przez 4 lata i na początku czułam się bardzo urażona, kiedy
            traktowano mnie jak studentkę, czyli w domyśle osobę, która bez przerwy się
            myje, nie oszczędza mediów, nie sprząta, robi imprezy na kilkanaście osób
            połączone z rzyganiem po ścianach, chodzi po mieszkaniu w butach, zakłóca ciszę
            nocną, rozbija szyby, niszczy wszystko, co nie jest starą rozwalającą się
            wersalką i tylko szuka sposobu, jak by tu oszukać właściciela.

            Po kilku mieszkaniach zrozumiałam, że jestem wyjątkiem...
    • jan_owy Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 19:08
      Ja z takich lekko śmiesznych sytuacji to mam taką:
      - Jak wynajmowałem kawalerkę, to była taka stara pralka. I... tak się ładnie
      posłużyłem tą pralką, że się przegrzała i rozwaliła korki w mieszkaniu! (i chyba
      na klatce też). Wpadłem do łazienki, a tam ciemna i cała zadymiona! Pralka
      świeciła się na dole, myślałem, że to ogień, a to się świeciło coś na dole - to
      ja zacząłem polewać ją wodą. Masakra! Mieszkanie w ciemnościach i w oparach
      dymu. Dobrze, że mi wtedy sąsiad pomógł opanować sytuację.
      Wtedy nie było mi do śmiechu, ale jak opowiadałem niedługo potem tę sytuację
      koleżankę, to zaczęła się śmiać i mnie tym samym rozśmieszyła. ;D

      W obecnym mieszkaniu, zostawiłem na kuchence ścierkę, włączyłem ogień na wodę na
      herbatę. Siedzę w pokoju, siedzę, siedzę... coś mi śmierdzi.., wychodzę. A TU
      KUCHNIA W OPARACH DYMU. Wpadam dalej i widzę, jak się ścierka jara! I wpadam i
      ją łapię i do zlewu rzucam i polewam wodą przyniesioną z łazienki! :D. I jakoś
      opanowałem sytuację, ale trochę podpalił się kredens. I później musiałem
      wietrzyć parę dni kuchnie i przedpokój. :D
      Ja to jestem zdolny hehe.;)
      • wyssana.z.palca Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 20:13
        Akurat nie ma się czym chwalić... Zona będzie bała się dziecko z
        Tobą zostawić..
        • jan_owy Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 21:36
          Na szczęście nie mam ani żony ani dziecka.
          • barszcz.sosnowskiego Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 21:43
            Jak możesz nie mieć ani żony, ani dzieci albo nie chcieć mieć? Nie do wiary!
          • wyssana.z.palca Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 10:15

            No i wcale nie dziwota. Dlatego użyłam czasu przyszłego :)
        • hjarzynka Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 15.02.10, 12:14
          wyssana.z.palca napisała:

          > Akurat nie ma się czym chwalić... Zona będzie bała się dziecko z
          > Tobą zostawić..
          >
          Jak urodzi się ich pierwsze dziecko to będzie miała od razu dwujkę
          do pilnowania.
      • misself Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:25
        Ja kiedyś dwa razy ściany malowałam :-)

        Raz - dosłownie drugiego dnia po wprowadzeniu się. Mieszkanie było z antresolą,
        schodziłam z tej antresoli z kubkiem w ręku. W kubku na dnie była resztka
        herbaty. Oczywiście poślizgnęłam się na schodkach na antresolę i obryzgałam tą
        herbatą śnieżnobiałą ścianę.

        Farby mi na szczęście zostało, i dobrze, bo musiałam ją zużyć później na
        malowanie aneksu kuchennego, kiedy wpadłam na genialny pomysł zalania oleju po
        frytkach wodą z kranu. To była bolesna nauczka :-)
    • yasemin Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 21:20
      Parę lat temu wynajmowałam mieszkanie u jednej babki i miałam takie
      przygody... że bliżej mi do płaczu niż do śmiechu.

      Ale mam lepszą historię. Moi rodzice wynajmują mieszkanie po dziadku
      studentom. Kiedyś mieszkała tam ekipa trochę "zakręcona"- nie wiem,
      jak tam było naprawdę, ale sąsiedzi podejrzewali ich o
      najdziwniejsze rzeczy. Pewnego dnia jedna stara zrzędliwa sąsiadka
      zadzwoniła do mojego taty i powiedziała:
      -Proszę sprawdzić, czy oni tam czasem jakichś narkotyków czy bimbru
      nie pędzą! Ja tam czuję, że coś śmierdzi, oni na pewno COŚ PĘDZĄ!
      Mój tata, obdarzony poczuciem humoru, odpowiedział:
      -Pewnie, że pędzą- na uczelnię.
    • misself Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:06
      Jakoś niespecjalnie mnie śmieszą te katastrofy, które przytoczyłaś... Co jest
      śmiesznego w pożarze czy w zalaniu mieszkania?!

      Ja w jednym z mieszkań spałam na łóżku, które było materacem wyjętym z takiej
      meblościanki z wbudowanym łóżkiem. Nie miało nóżek, a w środku było gniazdo
      rybików.

      Miałyśmy też takiego właściciela, młodego faceta, który się kiedyś strasznie
      speszył, kiedy wpadł do nas z niezapowiedzianą wizytą i w przedpokoju powitała
      go suszarka z praniem (nie było jej gdzie stawiać). Tak go zawstydził widok
      koronkowej bielizny, że później przy każdej wizycie robiłyśmy specjalnie pranie
      i tę bieliznę wieszałyśmy na wejściu :-D

      W innym mieszkaniu mieszkałam w zestawie 2x3 (ja plus 2 koleżanki i 3
      dziewczyny, które wcześniej wynajmowały to mieszkanie). Do tych 3 dziewczyn
      ciągle przyjeżdżali jacyś faceci "na weekend": przyjeżdżali w środę wieczorem,
      wyjeżdżali we wtorek rano. Dziwni to byli ludzie, jeden w ogóle nic nie mówił,
      tylko stał w przedpokoju i się gapił, a że miał zeza, to człowiek nie wiedział,
      na co konkretnie się lampi. Deprymujące.

      W tym samym domu (to była willa, parę pięter, wszystkie wynajmowane studentom i
      nie studentom) mieszkali też tacy ludzie, którzy uratowali 4 szczeniaki przed
      zamarznięciem. Pieski czekały u nich na miejsce w schronisku, wymienialiśmy z
      pilnowaniem ich. Było zabawnie, kiedy właściciele przyszli spytać, czy też
      słyszymy te piski nad głową i czy to według nas myszy, czy szczury. (Dodam, że w
      umowie nie było zakazu trzymania zwierząt, w ogóle żadnej umowy nie było.)

      Mogłabym tak długo jeszcze, łącznie z historiami o potencjalnych najemcach :-)
      • misself Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:20
        Jeszcze z drzwiami mi się przypomniało: projektant w jednym z mieszkań nie
        pomyślał i zaprojektował drzwi w kuchni otwierające się do środka - a kuchnia na
        tyle szeroka, że po obu stronach drzwi było miejsce i z prawej był zlew, a z
        lewej lodówka. Wynajmując spytaliśmy właściciela, czy możemy te drzwi wyjąć, nie
        zgodził się.

        Wyjęliśmy po jego wyjściu i przed każdą jego wizytą wstawialiśmy... Zabawnie
        było, kiedy raz właściciel pod naszą nieobecność wszedł do mieszkania (były
        ferie i zmieniali zawory w grzejnikach czy coś), a później spytał, co zrobiliśmy
        z drzwiami. Spodziewał się, że je sprzedaliśmy :-)
      • jarek.p Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 22:35
        W wynajmowanych mieszkaniach mieszkałem dość długo, widziałem wiele ciekawostek, nic jednak z tego, co tu napisaliście nie pobije chyba historii opowiedzianej mi przez pewne młode małżeństwo, które w sposób nagły się sprowadziło do kamienicy, w której wtedy mieszkałem (wynajmowałem pokój będący przedwojenną łazienką :-) ).

        Wynajmowali oni pokój "przy babci". W mieszkaniu składającym się z dwóch pokoi, kuchni i łazienki. W jednym pokoju mieszkali oni, w drugim babcia, a w kuchni... stadko psów. Ze trzy czy cztery małe pieski, w tejże kuchni spały, czasem też się załatwiały, bo babcia po zmroku już nie wychodziła z domu. Jaki w kuchni był zapach, nie muszę chyba pisać?

        W kuchni stała lodówka, okręcona łańcuchem i zamykana na kłódkę. Klucz do kłódki miała tylko babcia, moi znajomi mogli z niej korzystać, ale za każdym razem musieli prosić o otworzenie. Babcia nie robiła z tym żadnego problemu, wręcz przeciwnie, sama do nich wchodziła i mówiła, że otwiera lodówkę, może coś chcą zabrać? Potrafiła z takimi pytaniami wchodzić do nich o 2-3 w nocy...

        Żarówki 25W to oczywiście była norma, gotowanie na gazie było niemile widziane, za elektryczny czajnik mało na bruk nie wylecieli, jak zauważyła.

        Babcia byłą głuchawa, słuchała namiętnie Radyja. Z głośnością na max, bo inaczej ona nie słyszy. A jak coś ciekawego usłyszała, to przychodziła do nich (bez pukania, po prostu wchodziła), siadała na łóżku i zaczynała im opowiadać. Na sugestie, że oni właśnie idą spać, uczą się itp. nie reagowała.

        Mieszkali mimo to, bo brała od nich jakąś śmieszną kwotę, chyba z połowę mniej niż normalne stawki za taki pokój gdzie indziej, a i lokalizacja im pasowała. Niestety, wynieść się musieli dosłownie z dnia na dzień w momencie, kiedy pewnego dnia babcia im obwieściła, że leki zdrożały, wszystko zdrożało i ona im musi podnieść cenę. Ze stu złotych na tysiąc. (czy może z dwustu na dwa tysiące, nie pamiętam kwoty, pamiętam jedynie, że podwyżka była x10). Płatne od zaraz.

        J.
        • missy-queen Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 13.02.10, 23:53
          mnie denerwuje to jakimi brudasami bywają ludzie. Mieszkałam w dwóch różnych
          mieszkaniach, ale problem się powtarzał, śmieci mogły i 2 tyg stać, nieumyte
          gary w których rosła pleśń, walające się butelki po piwie, nieumyty
          kibel/zlew/wanna. Ohyda. Mimo poruszania problemu i tak sie powtarza. W chlewie
          się chowali czy rodzice zabraniali sprzątac i ta wiedza jest nieznana?
          • mala2424 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 00:40
            Mam kuzynkę która nie sprząta ponieważ jest uczulona na kurz, może
            też alergicy?
            • deszcz.ryb Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 19:24
              I co, ci niesprzątający alergicy mają czekać na cud, że im się gary same pomyją a kurz sam zniknie z półek? Jak dla mnie to dziwne, właśnie alergicy powinni sprzątać 2 czy 3 razy częściej [zapobiegawczo], bo inaczej uduszą się w kurzu.

              A twoja kuzynka na razie może liczyć na to, że rodzina posprząta, a jak się wyprowadzi to co zrobi? Jej mama przyjedzie do niej co dwa dni i posprząta? Obłęd.
    • rzeka.chaosu Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 00:33
      Może to nie śmieszne, ale co tam:

      1. Facet który wynajmuje mieszkanie naprzeciwko ciągle na cały regulator
      włącza muzę i śpiewa cały repertuar polskich hiciorów z ostatnich lat. Ja
      czasami z nim ;) przy drzwiach. Właściciel mieszkania zbiera za niego ochrzan od
      sąsiadów .

      2. Wynajmowaliśmy kiedyś domek na Mazurach. Przy schodach wejściowych był zapas
      drewna do kominka. Nie wiedzieliśmy, że to tylko do kominka i zużyliśmy
      cały zapas na ogniska. Drewna było naprawdę dużo, tylko szybko się wypalało.
      Kiedy właścicielka odbierała domek musieliśmy dopłacić.

      3. Mój kolega wynajmował mieszkanie rodziców znajomym studentkom (dwa duże
      pokoje i jeden mały). Oficjalnie mieszkały tam 3 dziewczyny, a w rzeczywistości
      chyba z 10 osób tam pomieszkiwało. Klimat był imprezowy, też tam wpadałam ;D No
      i kiedyś jeden z sąsiadów doniósł rodzicom kolegi co tam się wyprawia. Za karę
      wrzucili mu do skrzynki gnijące obierki od ziemniaków (takie niewynoszone z
      miszkania przez długi czas).
      • katharsisss Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 07:21

        >3. Mój kolega wynajmował mieszkanie rodziców znajomym studentkom >(dwa duże
        >pokoje i jeden mały). Oficjalnie mieszkały tam 3 dziewczyny, a w >rzeczywistości
        >chyba z 10 osób tam pomieszkiwało. Klimat był imprezowy, też tam >wpadałam ;D No
        >i kiedyś jeden z sąsiadów doniósł rodzicom kolegi co tam się >wyprawia. Za karę
        >wrzucili mu do skrzynki gnijące obierki od ziemniaków (takie >niewynoszone z
        >miszkania przez długi czas).

        Dla mnie to czyste chamstwo, a nie śmieszna historia. Mieszkałaś kiedyś z
        dziesięcioma imprezującymi studentami nad sobą? Bo ja tak i też dzwoniłam do
        właściciela. A już chwalić się wrzucaniem obierek po ziemnkakach...żenada:/
        • rzeka.chaosu Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 15:57
          Heheheh ja się nie chwalę, bo nie byłam zaangażowana w tę sprawę. Widać co cię w
          oczy kole - chcesz doj.bac i już. Kto inny wyciągnąłby z tego wniosek, że
          lepiej nie hałasować, albo lepiej nie donosić, że lepiej żyć w zgodzie z
          sąsiadami.
          Poza tym temu kolesiowi nie przeszkadzało ich zachowanie do
          czasu... Sytuacja była bardziej skomplikowana.

          Mieszkałaś kiedyś z dziesięcioma imprezującymi studentami nad sobą?

          Kilka linijek wyżej pisałam o notorycznie hałasującym sąsiedzie.
    • ignatz Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 02:09
      Facet od którego wynajmowałem kiedyś mieszkanie, podczas comiesięcznego
      płacenia, sprawdzał tylko jedną rzecz - czy kibel lśni czystością. I zawsze przy
      tym powtarzał "jak jest czysto to jest dobrze". Raz zobaczył mały zaciek na
      muszli i zebrałem ochrzan :-) Może lśniąca biel bakelitu działała mu na zmysły?
      Inny z kolei uwielbiał wdawać się w pogaduchy na wszelkie tematy, a że wszystko
      powtarzał po kilka razy (może miał kiepską pamięć), to płacenie zamieniało się w
      godzinne debaty o pierdołach. Męczące. Lubił też czasami sprawdzić czystość,
      zaglądając za kuchenkę(!) i przejeżdżając palcami po wierzchach drzwi(!). Szybko
      to podłapałem i sprzątałem po łebkach, tylko za kuchenką i na drzwiach
      szorowałem mocno, już po mojej wyprowadzce zadzwonił z żalem że w mieszkaniu
      brudno, bo odsunął szafę i był kurz :-) Świetnie mi się tam mieszkało, mała
      kawalerka na Pradze, ale pewnego dnia przyszła jakaś komisja i się okazało że to
      mieszkanie komunalne. I musiałem dawać dyla :-)
      Jeszcze inny zapomniał zapłacić prąd (miałem wliczone w opłatę) i pewnego
      pięknego dnia przyszedł pan z elektrowni i odciął zasilanie :-)
    • a_gurk Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 03:06
      Historie opowiedziane przez kumpele:
      - stancja przy babci. Kumpela wraca z uczelni, a tu wszystkie jej
      zapasy żywnosciowe, cała zawartość z jej półek w szafkach i w
      lodówce lezy na stole w kuchni, właścicielka ze swoją znajomż
      imprezuja i proponuja mojej kumpeli "Nie żałuj sobie, poczestuj się
      też".
      - inna kumpela, stancja przy dziadku, który w ścianie pod słomiana
      makatką zrobił dziurke, aby z sąsiedniego pokoju podgladać dwie
      młode studenki
      - szukam stancji, w ogłoszeniu "samodzielny pokój na oddzielnym
      piętrze". Własciciel prowadzi mnie do piwnicy, przechodzimy przez
      korytarz 50 cm szeroki ("tu będzie stać szafka na ksiażki") do mini
      pokoju piwnicznego z mini okienkiem pod sufitem i betonowym
      katafalkiem ("tu położy się materac i będzie można spać"). Wolałam
      nie myśleć o stanie zdrowia kogoś, kto pośpi kilka miesięcy na takim
      betonie
      - inna moja stancja. Byłam pierwszą studentką, której "babcia"
      wynajmowała w życiu, toteż pół mojego pokoju było zawalone jej
      rzeczami, a często gęsto przesiadywała w nim, bo "tu jest takie
      ładne słońce do szycia i czytania i to łózko takie wygodne do
      siedzenia (i spania)". Na tej stancji miałam płacić mniej za opiekę
      i pomoc, a płaciłam dużo więcej i robiłam za darmową pomoc domową.
      Fakt czasem jadłam wspólne posiłki.
      - wszędzie gdzie mieszkałam miałam barwnych sąsiadów. Np. sąsiadkę,
      która posądzała nas o używanie wiertarki udarowej po 22.00, której w
      ogóle nigdy nie mielismy w rękach, czy inną która miała do nas
      pretensje o słuchanie telewizji po 20.00 (miała przeczulony słuch i
      nerwy, a my nie głusi przecież nigdy nie słuchaliśmy niczego
      głośno). Mieliśmy również sąsiadów przeczulonych ale spoko, kiedy
      uprzedzilismy ich o planowanej imprezie andrzejkowej.
      - za najśmieszniejsze uważam dzisiaj ciągłe problemy z papierem
      toaletowym. W sklepach już był oczywiście, ale zawsze brakowało go,
      gdy mieszkałam w tzw. mieszkaniach studenckich. Zawsze ktoś
      zapomniał go kupic i co chwilę w ruch szły chusteczki higieniczne
      czy gazety. Albo nieoczekiwanie za szybko się zużył. Albo ktoś go
      wykorzystał go w innym celu (np. do porządków).
      • mojamagna Wynajem mieszkania informatykowi:) 14.02.10, 08:35
        Informatyk wynajmował kawalerkę w Warszawie przez pół roku. Klient idealny,
        płacił na czas, prawie zerowe zużycie wody i gazu. Po pół roku się wyprowadzał.
        Podczas zwalniania mieszkania okazało się, że w lodówce zostały trzy jajka na co
        informatyk: ale one już tu były jak się wprowadzałem.
      • apollol Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 09:46
        "my nie głusi przecież nigdy nie słuchaliśmy niczego
        głośno)."

        Oczywiście. Zawsze wina sąsiadów, którzy mają przeczulony słuch, a nie
        lokatorów. Wystawione mandaty to nękanie przez policję.
        Po tym temacie widać wprost, że sami święci mieszkają w wynajętych mieszkaniach.

        Wybijanie szyb, zalewanie mieszkań, głośne imprezy, niepłacenie za czynsz.
    • apollol Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 09:41
      "- na pierwszej imprezie w mieszkaniu przyjechała policja, otworzył pijany
      wspóllokator i powiedział im pijackim głosem : My dziwek nie zamawialiśmy"
      Gratuluję, też mam takich studentów w mieszkaniu obok. Policja jest regularnie,
      ostatnio zarzygali pięć balkonów i zdemolowali dzwonki na klatce. Radzę się
      zastanowić nad zachowaniem.
    • ujmujacy.wynajmujacy Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 09:58
      Och, w czasie studiow zdazylem miec chyba z 10 roznych mieszkan. Co jedno, to lepsze.

      W pierwszym, mieszkalismy w 4 osoby (kazdy mial osobny pokoj) na pietrze domku jednorodzinnego. Warunek: powrot przed 23, pan wlasciciel jako "odzwierny". Na pietrze mieszkal tez jego dorastajacy syn, ktory przechodzil mutacje i podobnie jak w ktorejs z powyzszych historii - przerabial caly repertuar toplisty na głos. Na pietrze byl tez pokoj ktory byl "nieuzywany", a po 3 miesiacach sie okazalo, ze czasem przyjezdza do niego corka wlascicieli, ze swoim malenkim dzieckiem. Pan wlasciciel wprowadzil tez zakaz palenia w calym domu, ktory naturalnie nie obowiazywal ani jego, ani jego gosci - w wyniku czego w naszej kuchni w doniczkach znajdowalismy pety. Pan wlasciciel lubil tez wchodzic do pokoi, jesli mu akurat byl potrzebny np. pendrive. Auć.

      Nastepnie byl pan prawnik. Pan prawnik pokazal nam piwnice - dawna siedzibe kancelarii, ktore teraz przeznaczaja na wynajem studentom. Lokalizacja byla swietna, mieszkanie w sumie odremontowane. Jedyna dziwna rzecza bylo to, ze na wysokosci okna widac bylo jedynie reflektory parkujacych samochodow i nogi malych dzieci. Ale szlo sie przyzwyczaic. Niestety, jako ze lokal byl ogromny (przeszlo 150 m2), mieszkalo w nim sporo osob, a kazda miala inne wyobrazenie o sprzataniu. Wiec najpierw pan wlasciciel zaczal sam sprzatac, a potem.. wynajal pania do sprzatania, a kosztami obciążył wszystkich po równo. Wyprowadziliśmy się stamtąd szybko, jako że ciężko było współwynajmujących przekonać, że to się trochę nie godzi, żeby młodzi faceci po sobie nie sprzątali i mieli od tego panią. Generalnie pan adwokat był spoko, potrafił wpaść do naszego pokoju telewizyjnego, przysiąść się i spytać "co tam", ale to nie była natarczywa wizyta właściciela, starał się zakumplować. Jeszcze jednym smaczkiem tego mieszkania był fakt, że piętro nad nami (czyli de facto na parterze) znajdował się apartament w którym kręcono Magdę M - dla znajomych brzmiało to jak ocieranie się o wielki świat, dla nas jak codzienne pobudki o 6 rano słowami "kamera..akcja!".

      Dalej było przez chwilę bez większych rewelacji:
      - małżeństwo, które wynajmowało dwa pokoje w 3pokojowym mieszkaniu, pani cały dzień przed telewizorem z paczką radomskich, pan dwa razy na tydzień wyjeżdżający na ryby. Przy wyprowadzce, nie wiem czemu, zostawiliśmy na łóżku kwiaty dla pani właścicielki - może z poczucia winy, że my mamy jakieś życie, a ona nie?
      - pokój przejściowy, w drugim student polibudy, który przez całe 6 miesięcy, jakie tam mieszkałem, nie odezwał się ani slowem, a oczy wbijał w podłogę
      - mały pokój w bloku u pani z córką. Tu potrzebne jest więcej wyjaśnień: córka miała ok. 21 lat, typ "galerianki plus", w łazience miała milion kremów ujędrniających wszystko (działały!), i trzy półki kosmetyków. Matka generalnie sprawiała wrażenie bardzo troskliwej, wyprane przeze mnie rzeczy, które rozwieszałem, i nie zdążyłem zdjąć, leżały równo złożone na pralce (i to nie dlatego, że na rozwieszenie czekały następne). Rozkosz skończyła się kiedy po raz pierwszy przyszła do mnie dziewczyna - wtedy usłyszałem, że za głośno trzaskam drzwiami od lodówki, i w ogóle jestem za głośny. Ostatecznie moją decyzję o wyprowadzce przypieczętowała poranna pobudka policji, która zawsze przychodzi przecież nad ranem. Okazało się, że córka w/w pani dokonywała intensywnych przekrętów na allegro, i musiała udać się na komisariat, a może i dalej. Panowie policjanci szukali w domu komputera, którego o dziwo córka nie posiadała - jedynym był mój laptop, który rozbudzony przez policję, schowałem natychmiast pod łóżko. Było groźnie.
      - od tej pani trafiłem znowu do centrum, do pokoju, w którym prócz materaca i szafki nie mieściło się nic, nie miał nawet normalnych drzwi, tylko "harmonijkowe". właściciel był na tyle roztargniony, że nigdy nie chciał pobierać opłaty za prąd. niestety współlokator z piętra wyżej był miłośnikiem karate, co okazało się pewnego dnia, kiedy spodziewałem się ważnej przesyłki - jakimś cudem mieliśmy wspólną skrytkę pocztową (tą, która przysługiwała naszemu mieszkaniu, zajmował właściciel na rachunki,etc.), ale tylko nasze mieszkanie miało do niej klucze. Jak chłopak zobaczył, że coś tam leży w skrytce, to ją rozwalił z kopa, a przesyłki sobie zabrał. Przyznał się dopiero po czasie, jak wszyscy gotowi byli już dzwonić na policję, że ktoś demoluje klatkę.
      - no i mój osobisty debeściak, jedyne w mojej karierze mieszkanie "przy babci". Generalnie zgodziłem się na to tylko dlatego, że pani miało przez 3/4 roku nie być, ponieważ posiada gdzieś swój własny dom, tylko na zimę nie chce jej się go grzać. Wprowadziłem się tam latem, więc przez dłuższy czas było super - oprócz wnuczka, który wpadał po opłaty raz na miesiąc, nie było innych wizyt. Sąsiedzi byli spoko, jak się okazało naprzeciwko mieszkał mój znajomy. Pierwszy przyjazd babci też nie był straszny, jako że z wnuczkiem umówiony byłem, że mnie uprzedzi - więc przygotowałem się psychicznie. Przez dwa kolejne miesiące każdy przyjazd też był zapowiedziany, potem się skończyło dobre. Nie wiadomo było kiedy spodziewać się klucza w zamku, mogło to być równie dobrze w niedzielę w nocy jak i w środę w środku dnia. No ale to w sumie nic złego, w końcu byłem uprzedzony. Nie byłem tylko uprzedzony o specyficznych zainteresowaniach babci.. Pewnego wieczoru, kiedy oglądałem sobie z dziewczyną film (było późno, głośniki były cicho), do drzwi zapukał sąsiad, po skosie. I mówi, żeby ściszyć, bo oni chcą spać. No to mówię, że spoko, chociaż nie wiedziałem że to aż tak się niesie (od mojego pokoju do jego mieszkania był korytarz, pokój babci i ściany). No właśnie, pokój babci. Otóż okazało się że babcia lubi posłuchać radia, na pełen regulator (i to nie Maryja, tylko francuskiej muzyki '70), i to z jej pokoju wydobywało się dudnienie. Musielibyście widzieć minę sąsiada, kiedy tłumaczyłem mu, że to nie ja-student hałasuję, tylko babcia. Generalnie role były dość mocno zamienione, bo w przypadku zalania, czy jakiejkolwiek awarii, to ja musiałem wszystko załatwiać i dogadywać, a babcia była na maksa nieporadna. Skończyła się nasza znajomość, kiedy babcia zaczęła mieć uwagi do tego że okap jest brudny (przy swoim 150 cm wzrostu, i moim 195, faktycznie widziała dobrze ten brud z góry). Później domagała się "zwrotu" moich garnków i sprzętów kuchennych, bo przez rok mojego mieszkania doszła do wniosku, że są to jej własne sprzęty. Wnuczek postanowił więc zamknąć mieszkanie na dodatkowy zamek po moim wyjeździe, abym nie mógł zabrać reszty swoich rzeczy. Skończyło się w sądzie.
      - potem był jeszcze jeden pan wynajmujący, który miał rozkosznie wywalone na swoje mieszkanie (nie remontował go od lat, a lodówkę uznawał za urządzenie luksusowe) i jedna pani, która przyjmowała przelewy, i nic więcej jej nie interesowało.

      Więc generalnie zgroza. Ale puenta jest taka, że aktualnie szykuję się do wynajęcia odziedziczonego mieszkania.. i właśnie tak sobie myślę, że na pewno nie studentom ;)
    • sid.leniwiec Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 12:27
      No i znowu mamy w wątku "subtelną" różnice między zabawnym, a burackim.

      Ja kiedyś mieszkałam z współlokatorką, która była właścicielka mieszkania.
      Zawsze przed przyjazdem jej rodzicielki mieszkanie (czyste na co dzień) było
      sprzątane na błysk, rodzicielka sprawdzała czystość pedantycznie, a właścicielka
      żyła w stresie, co rodzicielka powie. Dziwne to było.

      Innym razem przez kilka miesięcy mieszkałam w kawalerce 15 m2, bez odkurzacza,
      materac zamiast łóżka, brak zlewu w łazience, a pod prysznicem oszałamiającej
      wielkości ledwo się mieściłam (a jestem raczej filigranowa). Co ciekawe, w
      mikroskopijnej kuchni (połączonej z małym pokojem) był barek wraz z adekwatnymi
      krzesłami. Upewniło mnie to wszystko, że w życiu potrzebuję sporo przestrzeni.:)

      Znajoma miała piętro niżej sąsiadkę, której przeszkadzał każdy szmer - i nie
      chodzi o imprezy, bo koleżanka takowych nie urządzała, ale np. o głośniejszą
      rozmowę, śmiechy czy włączone radio. Standardem było walenie chyba szczotką w
      sufit, czyli podłogę koleżanki.
      • chris30 Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 13:40
        Przez kilka lat wynajmowaliśmy mieszkanie studentkom. Wszystkie były bardzo miłe
        i porządne. Ale pewnego dnia jedna z nich zadzwoniła zrozpaczona, że zamek się
        zepsuł i nie może wejść do domu. Zadzwoniłem do znajomego ślusarza, ale
        postanowiłem sam też sprawdzić. Na miejscu okazało się, że drzwi już otwarte, bo
        przyszła kolejna lokatorka i jej klucz zadziałał, ale ten pierwszy dalej nie
        otwierał. No to sprawdziłem, i odkryłem, że klucz był krótszy o pół milimetra i
        ledwo łapał zapadkę, a w drzwiach był kamyczek, który odpychał je od progu, więc
        zapadka nie miała luzu.
        Po wyjęciu kamyczka oba klucze działały! Biedna studentka uparła się zapłacić za
        kurs ślusarza, który doradził tylko dorobić lepszy klucz...
      • misself Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 16:33
        Po co odkurzacz na 15 metrach? Niewiele podłogi zostaje ;-)

        Jedna z moich współlokatorek miała tapczanik dokładnie pod wersalką babci
        mieszkającej piętro wyżej. Babcia wieczorami słuchała Radia Maryja, a później
        się kładła na tym łóżku (a spać chodziła z kurami), mościła się dobry kwadrans,
        skrzypiało niemiłosiernie. Jako że sufit był popękany właśnie w tym miejscu,
        współlokatorka przez pół roku miała schizę, że kiedyś ta babcia razem z
        wersalką, radiem i sufitem spadną na nią :-)

        Jakiś czas później, w Niedzielę Palmową, rzeczona babcia przyszła do nas, bo
        nasza działająca pralka przeszkadzała jej w słuchaniu radia. Jak tylko
        otworzyłam drzwi, usłyszałam pytanie, czy się Boga nie boję piorąc w niedzielę.
        Odpowiedź była łatwa do przewidzenia.
        • sid.leniwiec Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 16:43
          > Po co odkurzacz na 15 metrach? Niewiele podłogi zostaje ;-)

          Niby tak, ale jak kiedyś piach powłaził w zakamarki, to miałam problem.:)

          Co do niedzieli, to mam zwyczaj mieć wtedy dzień domowy i właśnie sprzątam,
          piorę, etc. I też kilka razy spotkałam się z komentarzem. Nie wiem co jest
          trudnego w pojęciu, że nie każdy człowiek na świecie jest wierzący.
    • joanekjoanek Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 17:29
      Fotele były w mieszkaniu, takie duże, puchate i ciapate.
      Dwie dziury były się w nich wypaliły petami, tak centralnie.
      Przed wyprowadzką ujęłam nożyczki, wycięłam trochę kłaczków ze spodu fotela i zakleiłam nimi dziury, używając do tego celu kleju kropelka.
      Tak, jest mi wstyd.
      Tak, wydaje mi się to zabawne, no nie poradzę.
    • eas_y Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 18:54
      -Kiedyś wynajełam pokój w którym mieszkałam tylko jeden dzien.Był to
      stary dom, którego połowa była wynajmowana studentom, a drugą połowę
      zamieszkiwali właściciele. Pierwszej nocy do mojego pokoju wszedł
      jakis wielki barczysty facet... postał drzwiach i wyszedł...ja gupia
      nie zamknęłam drzwi na klucz...i na szczęscie była to moja ostatnia
      noc w tym strasznym domu.
      -w innym wynajmowanym pokoju którejs nocy wskoczył na mnie pies
      właścicielki. Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona...na drugi dzien
      właścicielka ze stoickim spokojem wyjaśniła że "nic dziwnego, bo
      niuniek często sypiał na tym łóżku"
      - w akademiku którejś nocy budze sie a współlokatorka uprawia se.x
      ze swoim facetem bez krempacji. na drugi dzien rano zachowują się
      jakby nigdy nic. Strasznie sie oburzyli jak im powiedziałam że
      jeszcze nie ogłuchłam i nie oślepłam...szybko zmieniłam pokój na
      taki bez kanału erotycznego w pakiecie
    • fruuu Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 14.02.10, 19:27
      Kilka lat temu wynajmowaliśmy mieszkanie gdzie główną atrakcją był dziadek
      zajmujący lokal bezpośrednio pod nami. Miał on swoje różne odchyły i chyba omamy
      słuchowe (oraz kilka innych). Potrafił budzić nas w środku nocy waleniem w
      kaloryfer - że niby u nas za głośno jest, wpadł kiedyś do mieszkania twierdząc,
      że z naszego balkonu coś mu się leje na szyby (kwiatków żadnych na balkonie nie
      było) itp. Którejś nocy przeszedł sam siebie - wróciliśmy z jakiejś rodzinnej
      imprezy około godziny 2, wykończeni i bynajmniej nie w śpiewającym nastroju.
      Ledwo zdjęliśmy buty dzwonek do drzwi, otwieramy a tam dziadek z awanturą, że on
      całą noc spać nie możne bo u nas jakaś impreza muzyka i tańce. TZ nie wytrzymał
      i kazał mu się odczepić bo w mieszkaniu NIKOGO przez całą noc nie było a myśmy
      dopiero weszli. Dziadek otworzył buzie, zamknął i poszedł :P
      Najzabawniejsze, że gdy się wyprowadzaliśmy przybiegł wypytywać kto tu będzie
      mieszkać po nas i strasznie żałował bo "tacy byliśmy cisi i spokojni a teraz to
      nie wiadomo..."
      • mammaewuni Re: śmieszne historie z wynajmowanych mieszkań/po 15.02.10, 12:23
        Miałam kiedys takiego sąsiada piętro wyżej-uff dobrze że juz tam nie
        mieszkamy :P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka