stinefraexeter
16.02.10, 19:20
Tak się zastanawiam...
Często zarzuca się kobietom, że pewne męskie przywary złoszczą je tylko
pozornie, bo w rzeczywistości każda z nas marzy o prawdziwym macho, co to za
włosy pociągnie i walnie pięścią w stół.
I tak sobie myślę, czy z mężczyznami trochę nie jest podobnie. Bo wciąż się
słyszy, jak to pewne typowo "kobiece" cechy ich irytują: że chcą pucować
wszystko, że się ekscytują byle czym, że wciąż chcą ciamkać o miłości, itp. Z
drugiej strony, często mam wrażenie, że faceci wcale nie reagują
entuzjastycznie na zachowania, które nie wpisują się w ten kanon. Np:
dziewczyna leżąca na kanapie w nieposprzątanym mieszkaniu z laptopem na
kolanach - "hm, coś nie tak, czemu pudełka po pizzy jej nie przeszkadzają?",
dziewczyny powściągliwe i zdystansowane - e, jakoś dziwnym przypadkiem
najbardziej popularne są chichotki-maskotki. Kobieta, która zaszywa się w
swojej jaskini - o nie, tylko faceci mają prawo do siedzenia w milczeniu przez
cały wieczór i odpowiadania zdawkowo "Hmm".
Odnoszę wrażenie coraz częściej, że faceci w pewnych kwestiach dają sobie
więcej praw. To oni mają prawo do bałaganiarstwa, do świętego spokoju, do
bycia czasem zgryźliwym cynikiem. Kobieta ma zaś być właśnie emocjonalną
przylepką i czyścioszką. Ma być dosłownie "tą lepszą połówką". I jeżeli
przejawia zbyt wiele męskich cech charakteru (bo nie o wyglądzie tu mowa,
rzecz jasna), to wcale nie jest taka fajna i pociągająca.
Macie podobne przemyślenia, czy to ja mam pecha do facetów?