Dodaj do ulubionych

Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ?????

15.02.04, 22:43
,,Majtki w dół, położyć się na taboret i mimo bólu nie wrzeszczeć - bicie
dzieci jest w połowie polskich domów normą wychowawczą.

(...) Zapędzeni rodzice przenoszą odruchy wyćwiczone w wyścigu szczurów do
własnych domów. Biją, nie myśląc o tym, że lękiem i agresją zarażają własne
dzieci."

to cytat z artykułu Tomasza Maćkowiaka w najnowszym Newsweeku

newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9076
czy rzeczywiście bicie jest normą wychowawczą także obecnie ? jestem
zszokowane bo myślałam, że wychowywanie przez pas to już przeszłość.





Obserwuj wątek
    • uri_ja Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 15.02.04, 23:32
      ...niestety nie...pas jest środkiem głownym... rodzice docierają do dzieci, że
      tak napiszę: boleśnie!
      • Gość: Miki Byle kretyn może się rozmnożyć, niestety IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 00:31
        No i stosuje te swoje kretyńskie metody, mysląć ze wychowa "porzadnego
        człowieka" , a wychowuje kolejnego, pokancerowanego psychicznie, kretyna i takw
        kółko..
        • Gość: camel Bzdura... IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 18:34
          Dostalem kilka razy w zyciu lanie i wcale nie jestem pokancerowanym psychicznie
          kretynem. A co ciekawsze wiedzialem za co dostalem i wiedzialem, ze na pewno
          drugi raz tego nie zrobie.
          Powiem tak, nie znam zadnej rodziny, ktora by w zyciu dzieciakowi klapa nie
          dala. Czasem po prostu inne srodki nie skutkuja.

          camel
    • oswiecony1 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 16.02.04, 00:35
      jestem zaskoczony. Mam 35 lat i pamiętam, ża za komuny kary cielesne były normą
      (u nas w szkole podstawowej bito dzieciaki, poważnie 1) ale teraz ? aż nie chce
      mi sie wierzyc ,że w 50 % rodzin sie to zdarza, jezeli tak to patologia kwitnie
      • mamosz Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 16.02.04, 00:56
        Gdzieś ty biedaku do szkoły chodził,mnie wychowano za komuny i ani w domu ani w
        szkole nikt mnie nie bił.To nie była norma związana za komuna tylko z obyczajem
        i tradycją wychowawcza (fatalna) zamykajaca sie w takim popularnym
        powiedzonku "mnie ojciec lał i co na porzadnego czlowieka wyrosłem" ,a jeszcze
        dalej z tradycji wychowania chrześcijańskiego zgodnie z regułą bezwzględnego
        posłuszeństwa rodzicom(czyt.Bogu) i słusznej a dotkliwej kary za brak takowego
        czyli "Bozia rózeczka dziateczki bić każe"
        • magic00 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 14:20
          Wychowałam się za komuny. Już w przedszkolu stosowano symboliczne klapsy, a w
          szkole obrywało się linijką po łapach. Nie była to nagminna praktyka, ale się
          zdarzało. Najwięcej kar cielesnych stosowano na religii, prawie każdy ksiądz
          targał dzieciaki za uszy, a kto by księdzu złe słowo powiedział! Jeden księżulo
          zabierał dziewczynkom ich małe skarby - odpustowe pierścioneczki, aby oduczyć
          je brzydkiej próżności.
          • lamancza Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 14:24
            magic00 napisała:

            > prawie każdy ksiądz

            A można precyzyjniej: prawie każdy w Twojej parafii? mieście? diecezji? kraju?
            świecie?
            Takie uogólnienia są bardzo krzywdzące.
            Np. prawie każdy blondynka jest idiotką.
            • magic00 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 14:31
              Parafia Zielonki koło Krakowa. Nie przedstawiam tu badań statystycznych z całej
              Polski, tylko piszę o swoich doświadczeniach. Nie imputuję tu bynajmniej
              wszytkim księżom ciągnięcia za uszy. Raz nam się w tych Zielonkach trafił taki
              co nie ciągnął za uszy.
              • lamancza Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 14:45
                magic00 napisała:

                > Parafia Zielonki koło Krakowa. Nie przedstawiam tu badań statystycznych z
                całej
                >
                > Polski, tylko piszę o swoich doświadczeniach. Nie imputuję tu bynajmniej
                > wszytkim księżom ciągnięcia za uszy. Raz nam się w tych Zielonkach trafił
                taki
                > co nie ciągnął za uszy.

                OK, rozumiem. Ja na szczęście nigdy na takiego nie trafiłem.
      • Gość: ja własciwie to straszne IP: 81.186.232.* 19.02.04, 21:30
        Ja na szczescie nigdy nie byłąm bita i nikt z mojej rodziny choc jest dosyc
        liczna tez nie.Rodzice bijąc ukazuja,że po prostu sa bezradni i myślą ,że to
        jedny sposób na wychowanie dziecka w rzeczywistosci jest to sposób najgorszy i
        najprosszy...aby je zranić
      • Gość: Donald Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.cst.tpsa.pl 20.02.04, 16:10
        Większą patologią wydaje mi się nagminne oglądanie przez dzieci TV z
        m.in.scenami przemocy czy brutalnego seksu, co potem skutkuje na przykład
        przepełnionymi więzieniami. Czyni to wg mnie wieksze szkody w ludzkiej psychice
        niż "spranie tyłka" kilka razy.
    • Gość: bity Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.04, 03:42
      Ludzie nie mylcie znęcania się i katowania ze stosowaniem kar cielesnych. Mnie
      i wszystkich moich rówieśników lano ile wlezie zarówno w domu jak i w szkole i
      wyrośliśmy na ludzi. A teraz bachory leją rodziców, babcie i sąsiadki oraz
      nauczycieli w szkołach i to ma być dobre wychowanie? No tak ale od momentu
      kiedy wprowadzono w tym kraju zakaz stosowania kar cielesnych dano dzieciom
      prawa, uczniom kodeksy to mamy taki burdel na jaki zasługujemy. Matki do dzieci
      ojcowie do roboty, wynagrodzenie godziwe, dzieciom w dupsko jak sobie zasłużą a
      i w szkole też rózgą przylać.
      • niemonogamiczny każde bicie jest złe, szczególnie dzieci 16.02.04, 10:38
        obawiam się, że mylisz stanowczość z bezmyślną agresja i odreagowywaniem.
        Bardzo wielu ludzi żyje w mitycznym świecie jak to było dobrze za komuny i
        bezpiecznie. Zależy kto się gdzie wychował. Pamiętam doskonale krojenie
        małolatów, bicie na przystankach "wieśniaków" dojeżdżających z okolicznych wsi
        do szkoły, palenie papierosów po klatkach, picie tanich win itd. Oj niezłe
        ziółko byłem. I nie dlatego wyrosłem na normalnego człowieka, że mi przylali
        parę razy, ale że miałem więcej szczęścia niż rozumu i po krótkiej przygodzie z
        kumplami wolałem czytać książki po nocach niż bez sensu włóczyć się po mieście.

        A gadki, że klaps nikomu nie zaszkodził stają się często przykrywką dla
        agresywnego odreagowywania własnej frustracji na dzieciach. Sorki, ale
        widziałem parę takich akcji i zdarzało mi się zwracać uwagę rodzicom w centrach
        handlowych. Jeśli chcemy wychować spokojnego człowieka, noramalnego to od
        kołyski musimy uczyć go szacunku do innych poprzez szacunek do niego. I nie ma
        to nic wspólnego z rozpuszczaniem dziecka. Rozpuszczone małolaty na pewno
        nierzadko dostawały manto. Jedyne czego się uczą w ten sposób to, że mogą bić
        słabszych.

        pozdrawiam
        • uri_ja Re: każde bicie jest złe, szczególnie dzieci 16.02.04, 10:43
          ...o właśnie...
        • rena_gd Re: każde bicie jest złe, szczególnie dzieci 16.02.04, 10:54
          Sama mam problemy z 14-letnia corka i moi znajomi uwazaja, ze za lagodnie sie z
          nia obchodze tzn. nie stosuje kar cielesnych i generalnie od jakiegos czasu
          zadnych kar, bo one niestety w ogole nie skutkuja, a wrecz przeciwnie, moja
          corka stala sie agresywna i zupelnie samowolna. Patrzac na niektore znane mi
          rodziny czasem sie zastanawiam, czy budowanie autorytetu na strachu, biciu,
          karach czemus sluzy... wiem jedno, nie ma zlotego srodka, kazdy ma inny
          charakter, kazde dziecko inaczej reaguje na kary, nagrody, ale bicie, to juz
          chyba przesada... podstawowa zasada w obcowaniu z kimkolwiek, z dzieckiem
          rowniez, nie rob drugiemu co tobie niemile, wiec pomysl, czy chcialbys byc bity
          przez kogokolwiek, a juz przez kogos bliskiego w szczegolnosci??
          bicie to wg mnie oznaka slabosci i bezradnosci, kazdemu sie zdarzy to w chwili
          zlosci, jakis lekki klaps czy krzyk, ale to wlasnie nasza nieporadnosc bierze
          gore nad opanowaniem...
          • uri_ja Re: każde bicie jest złe, szczególnie dzieci 16.02.04, 11:00
            ..należy być konsekwentnym, wtedy kary skutkują. nie nalezy poniżać- bić,
            wyzywać i t. p., to świadczy o ogromnej słabości charakteru! należy traktować
            dziecko jak człowieka, a nie jak własność, to że się kogoś "urodziło" nie
            znaczy, że się jest jego władzcą...
          • Gość: camel argumenty ..dla 3 latka. IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 18:45
            > bicie to wg mnie oznaka slabosci i bezradnosci, kazdemu sie zdarzy to w
            chwili
            > zlosci, jakis lekki klaps czy krzyk, ale to wlasnie nasza nieporadnosc bierze
            > gore nad opanowaniem...

            To sprobuj zastosowac argumenty do 3 latka, ktory sie drze na ulicy, ze chce
            batona i kopie co na oczych ludzi. (Akcja z ulicy Berlina). Matka w koncu nie
            wytrzymala i dal mu po tylku. I STAL SIE CUD!!! Pomoglo.. A argumeny w stylu,
            nie mam juz przy sobie wiecej pieniedzy nie pomogaly.

            camel
            • weatherwax Re: argumenty ..dla 3 latka. 16.02.04, 18:53
              Gość portalu: camel napisał(a):

              > To sprobuj zastosowac argumenty do 3 latka, ktory sie drze na ulicy, ze chce
              > batona i kopie co na oczych ludzi. (Akcja z ulicy Berlina). Matka w koncu nie
              > wytrzymala i dal mu po tylku. I STAL SIE CUD!!! Pomoglo.. A argumeny w stylu,
              > nie mam juz przy sobie wiecej pieniedzy nie pomogaly.
              >
              Camelu, dziecko nie rodzi się od razu trzylatkiem. Ten dzieciak został przez
              matkę nauczony, że jak się trochę podzrze, to dostanie czego chce.
              Gdyby wcześniej nie zostały popełnione błędy wychowawcze, to później nie
              potrzebna byłaby aż tak ostra reakcja.

              A ci, wkładający naucvzycielowi kosz na głowę mieli jeszcze więcej lat. I
              wątpię, żeby im ktoś w dziciństwie tłumaczył, co to jest szacunek dla drugiego
              człowieka.
              • Gość: camel Re: argumenty ..dla 3 latka. IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 20:09
                > Camelu, dziecko nie rodzi się od razu trzylatkiem. Ten dzieciak został przez
                > matkę nauczony, że jak się trochę podzrze, to dostanie czego chce.
                > Gdyby wcześniej nie zostały popełnione błędy wychowawcze, to później nie
                > potrzebna byłaby aż tak ostra reakcja.

                Oczywiscie babciu Weatherwax masz racje. Z jakiegos powodu matka go tak
                wychowala, moze ulegla modzie na bezstresowe wychowanie, moze nie ma czasu na
                zajecie sie dzieckiem i dziecko "samo sie soba" zajmuje, przed TV czy
                monitorem. Pewnei cos do tego doprowadzilo. Coz, moze i lanie jest porazka,
                ale jeszcze wieksza porazka jest wychowanie dziecka, ktore powie matce w twarz,
                ze jest dziw..a i szmata. Wydaje mi sie, ze do wychowania bezstresowego
                potrzebne sa jednak pewne umiejetnosci, i uwazam, ze nie kazdy je ma... a
                wiecej, nie wielu przecietnych je posiada. Psychika dziecka to berdzo
                skomplikowany proces.
                Przyznam ze wstydem, ze gdyby moj dzieciak nazwal nauczyielke "szmata" to
                bylaby to dla mnei wieksza porazka w wychowaniu niz pozniejsze lanie.

                camel
                • iwusia Re: argumenty ..dla 3 latka. 17.02.04, 15:48
                  ha ha haha argument że sama sobie musiała tak dziecko wychowac świadczy o tym
                  ze chyba nie masz zielonego pojęcia o dzieciach.
                  Zgadzam się w 100% z Camelem. Sama w dziecństwie kilka razy dostałam lanie ale
                  zawsze za cos co było mi zabronione a mimo to z premedytacja złamałam zakaz. To
                  mnie jako kilkuletnie dziecko nauczyło że zawsze trzeba ponosić knsekwencje
                  swoich czynów. w momence kiedy sytuacja była odwrota byłam nagradzana. Jakoś
                  nie maltretuje swojej córki, w całym jej 6 letnim zyciu otrzymała ode mnie
                  moze kilka razy klapsa i zawsze doskonale widziała za co i dlaczego i
                  skutkowało natychmiast i na przyszłość.
                  Oczywiście nalezy potepiac budowanie autorytetu na biciu i ponizaniu ale klaps
                  jako konsekwencja złamanie obowiązujacych zasad czasem więcej uczy niz
                  trzygodzinny wykład.
                  powtarzam klaps w tyłek a nie bicie i poniżanie. to nalezy rozgraniczyc bo
                  niestety wrzucane jest do jednego worka, a nie powinno.
                  • Gość: rusałka Re: argumenty ..dla 3 latka. IP: *.pl / *.one.pl 17.02.04, 18:10

                    iwusia napisała:

                    Sama w dziecństwie kilka razy dostałam lanie ale
                    > zawsze za cos co było mi zabronione a mimo to z premedytacja złamałam zakaz.
                    To
                    >
                    > mnie jako kilkuletnie dziecko nauczyło że zawsze trzeba ponosić knsekwencje
                    > swoich czynów. klaps
                    > jako konsekwencja złamanie obowiązujacych zasad czasem więcej uczy niz
                    > trzygodzinny wykład.
                    pamiętam doskonale jak mając jakieś 4 lata bylam z mamą u znajomej w Warszwie i
                    dostalam klapa na środku ulicy, za to ze wybiegłam na jezdnię. Zapamiętałam na
                    długo,ze nie wolno. I już.

                    > powtarzam klaps w tyłek a nie bicie i poniżanie. to nalezy rozgraniczyc bo
                    > niestety wrzucane jest do jednego worka, a nie powinno.

                    nie byłam zbyt grzecznym i spokojnym dzieckiem i parą razy dostałam klapa w
                    dupsko "na uspokojenie" (po opowieściach mojej matki twierdzę ze zrobiłabym to
                    samo w pewnych sytuacjach) ale były to akcje spontaniczne i doraźne, nigdy nie
                    było jakiegoś chorego rytuału z pasem i sciąganiem gaci, to jest dopiero
                    perwesja i sadyzm.
                    a rodzicom którzy katują swoje dzieci powinno się je zabierać, szybko i
                    nieodwracalnie.Rodziny zastepcze napewno by sie znalazly.
                    • Gość: camel Re: argumenty ..dla 3 latka. IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 19:46
                      > a rodzicom którzy katują swoje dzieci powinno się je zabierać, szybko i
                      > nieodwracalnie.Rodziny zastepcze napewno by sie znalazly.

                      A spytaj sie dzeicka, ktore doostalo lanie, czy che byc zabrane od rodzicow.
                      Zadne dziecko nie chce byc zabrane od rodzicow (oczywiscie nie mowie o
                      rodzicach sadystach).

                      camel
                      • Gość: rusałka Re: argumenty ..dla 3 latka. IP: *.pl / *.one.pl 17.02.04, 20:06
                        > Zadne dziecko nie chce byc zabrane od rodzicow (oczywiscie nie mowie o
                        > rodzicach sadystach).
                        ale ja wlaśnie o takich mówię, tych co k a t u j ą. Takich jak opisani w
                        newsweeku, ze dzieci lądują w szpitalach.
                        pzdr
              • magic00 Re: argumenty ..dla 3 latka. 19.02.04, 14:28
                Większość dzieci w wieku 3-4 lata testuje wytrzymałość nerwową opiekunów
                poprzez wymuszanie krzykiem i płaczem, choćby były nie wiem jak łagodnie
                wychowywane. Psychologia tłumaczy to naturalnym etapem rozwoju, który należy
                jakoś przetrzymać i obmyślić jakieś sposoby na dziecięce histerie. Dzieci
                kombinują, sprawdzają ile im wolno. Trudność w tym, że trzylatek jest za mały
                aby pojąć w pełni problem "nie mam pieniędzy" i wszelkie jego konsekwencje.
                Można sobie tłumaczyć do bólu.
        • Gość: camel agresywne dzieciaki... IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 18:42
          czy nie macie wrazenie, ze tym dzieciakom, ktore maltretowaly nauczyciela, czy
          tez wyzywaly nauczcielke przydaloby sie porzadne lanie??? A moze lepiej
          poprasic na kolanych, zeby z laski swojej byly spokojne?
          W Niemczech ujanianych jest co raz wiecej aktow przemocy w szkolach. Ostatnio
          byl program o mlodocianych bandach (z dobrych normalnych domow), ktore
          wyludzaly pieniadze od innych dzieci, chlopakow, ktory nie mogl zaplacic uceli
          placa. Dopiero wtedy poszedl na policje. Teraz jeden z tych "bandziorow"
          pracuje w sklepie spozywczym, odszel od bandy. Jak sam mowil jest mu bardzo
          przykro i wstyd za to co zrobil... Ale co z tego???? Ile dzieciako nameczyl? A
          ten z obcietym palcem? I co wedlug was?? Blagac na kolanach zeby sie uspokoil?
          NIe, ja jestem w takich przypadkach za karami cilesnymi. A co zlego jest w
          autorytecie? nauczyciel to nie lalka do bicia.
          Moze wlasnie im tego brakuje? Nie wiedza co to bol fizyczny.
          Sorry, ja jestem za, tylko jak to ktos wczesniej wspomnial, nie nalezy mylik
          lania z katowaniem.

          camel
          • niemonogamiczny argumenty za biciem ????? 17.02.04, 16:53
            przytaczacie argumenty o chłopakach dręczących nauczycieli, o obcinaniu
            palców... ale to są dzieci, które nie zostały wychowanie. Nie wpojono im, że
            inny człowiek ma takie same jak one emocje, że cierpi jak zadaje mu się ból.
            Nie jest to żaden argument żeby bić dzieci. Dziecko, które wrzeszczy na ulicy
            wcale nie musi być zbite żeby przestało. Jak rodzic kocha dziecko i je słucha
            to nawet jak sobie pomarudzi to mu przejdzie. A im jest starsze tym łatwiej się
            z nim dogadać. Małe dzieci nie skupią uwagi na wykładzie o zasadach dobrego
            zachowania. To muszą być krótkie i jasne komunikaty. Jeśli kochasz dziecko i
            ono nabroi i dajesz mu miłość to już Twój smutek jest dla niego przykry. Dzieci
            bardzo potrzebują naszej uwagi, naszego ciepła i miłości. Nie raz mi się
            zdarzyło, że moja córa była nieznośna. Nic do niej nie docierało. Wkurzałem się
            w końcu, nakrzyczałem na nią, a potem się okazywało, że to był początek
            choroby. Ciało jeszcze nie miało gorączki itd. ale ona się już źle czuła, ale
            nie umiała tego powiedzieć.

            Jeśli nie będziemy kochać i słuchać dzieci to jak się mają nauczyć kochać i
            słuchać innych? Dziecko tego się uczy czego jest uczone.

            pozdrawiam

            ----------------------------------------
            zapraszam na Projekt FP
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16485
            tematy aktualne:
            - świat jest coraz lepszy
            - czy można kochać prostytutkę?
            - psychoterapeutyczna maryśka
            • Gość: camel Re: argumenty za biciem ????? IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 17:04
              > przytaczacie argumenty o chłopakach dręczących nauczycieli, o obcinaniu
              > palców... ale to są dzieci, które nie zostały wychowanie. Nie wpojono im, że
              > inny człowiek ma takie same jak one emocje, że cierpi jak zadaje mu się ból.
              > Nie jest to żaden argument żeby bić dzieci. Dziecko, które wrzeszczy na ulicy
              > wcale nie musi być zbite żeby przestało. Jak rodzic kocha dziecko i je słucha
              > to nawet jak sobie


              dokladnie! to sa dzieci, ktor zostaly zle wychowane, bo NIGDY PRZENIGDY 100%
              rodziciow nie bedzie w stanie idealnie wychowac swoje dzieci. Ci ktorzy maja
              zdolnosci i talent tak, przecietny rodzic, zapracowany i zabiegany nie ma
              szansy dopilnowac dziecka.
              A to ze te dzieciaki sa taki okropne swiadczy o tym, ze nie wiedza co znaczy
              Autorytet. Ja na miejscu tej nauczcielki trzasnalbym raz gowniarza w twarz, az
              by zafurczalo i wyslal do dyrektora. I wazwal rodzicow.
              Jezeli ktos potrafi tak wychowac dziecko, zeby obylo sie bez klapa - swietnie,
              ale jezeli ktos tego nie potrafi..coz, to predzej czy pozniej sytuacja sie
              odwroci i dzecko pokaze pazury. Jak widac w polskich szkolach juz mamy rezultat
              antyautorytarnego wychowania, braku stalej opieki i samowoli dzieciakow. Jak
              tak dalej pojdzie to bedzie rewelacja.
              18 latka mozna podac do sadu o obraze, 14 latka nie.. i to wlasnie oni sa
              najgorsi, bo wiedza ze im nic nie mozna zrobic. Jednak czasy mudnurkow
              szkolnych i nauczycieli jako autorytetu byly dobre.

              > zachowania. To muszą być krótkie i jasne komunikaty. Jeśli kochasz dziecko i
              > ono nabroi i dajesz mu miłość to już Twój smutek jest dla niego przykry.
              Dzieci

              To ja mam caly czas chodzic smutny, bo moje dziecko nabroilo? No na prawde,
              dziecko ma sie tak zachowywac, zeby nie nabroic.

              Klapsom TAK!




              camel
              • niemonogamiczny Re: argumenty za biciem ????? 18.02.04, 17:45
                Ja opowiadam się przeciw biciu jako metodzie wychowawczej. Biciem się nie
                wychowuje tylko poniża dziecko. Jak ma się nauczyć szanować innych ktoś kto nie
                był szanowany? Jak chcesz rozmawiać w obcym języku z kimś kto tego języka nie
                został nauczony?

                Bicie to może być tylko obrona własna. A przed czym ma się bronić rodzic? Nie
                widzę ani jednego argumentu, że bicie wychowuje.

                Jeśli bicie jest takie zbawienne (ok klaps) to:
                - wśród nie bijących powinna być istotna przewaga bitych, a
                - wśród bijących powinno być zdecydowanie więcej dzieci nie bitych

                Z tego co mi wiadomo to bite biją, a nie bite nie biją.

                pozdrawiam



                ----------------------------------------
                zapraszam na Projekt FP
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16485
                tematy aktualne:
                - świat jest coraz lepszy
                - czy można kochać prostytutkę?
                - psychoterapeutyczna maryśka
      • weatherwax Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 16.02.04, 18:45
        A na każdym rynku miejskim lub placu targowym ustawić pręgierz! I tak trzymać!

        Bitemu, jak widać, urazy z dzieciństwa pozostawiły trwałe ślady w psychice.
    • Gość: Lena Dlaczego nie wolno bić dzieci ? IP: 80.48.96.* 16.02.04, 11:34
      Wolno dzieci bić, nawet trzeba. Wychowanie dziecka bez bicia wymaga
      autorefleksji i pracy nad sobą szczególnie gdy samemu było się bitym /a
      przecież "wyrosło się na *porządnego* człowieka"/. Żeby nie bić dziecka trzeba
      uczyć go własnym dobrym przykładem, rozmawiać z nim i przez pryzmat dobra
      tłumaczyć mu świat. A przecież świat wcale nie jest dobry /szczególnie gdy se
      samemu było bitym/, do rozmów trzeba by się jakoś przygotować i
      nauczyć /szczególnie gdy nikt w dziciństwie z tobą nie rozmawiał/, no i starać
      się świecić przykładem /szczególnie gdy we własnym dziciństwie wymagano tych
      starań i za braki karano laniem/. Więc może sobie teraz dorosły
      człowiek /którego wreszcie nikt nie bije/ odetchnąć pełną piersią, zachowywać
      się we włąsnym domu tak jak chce, odreagować agresję szefa /może też bitemu w
      dzieciństwie/, przylać niegrzecznemu gówniarzowi-własnemu dziecku, trochę
      ponapawać się jego strachem z wielką satysfakcją BIJĘ WIĘC JESTEM.
    • gibki Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 16.02.04, 12:16
      wg mnie jeszcze trzeba wziac pod uwage co jest ta kara cielesna
      bicie i katowanie czy klaps

      klaps bardziej wplywa na psychike - nie jest mocny, lekkie pac w tylek daje do
      zrozumienia, ze zle sie postapilo
      bicie zasluguje na potepienie
      w zyciu pamietam dwa "LANIA" jedno gdy odwalilem jakas glupote w miescie i
      rodzice mi zapowiedzieli ze teraz to w domu lanie mnie czeka (nic z lania nie
      bylo ale zapowiedz poskutkowala ze juz do konca dnia bylem potulny jak mis)
      drugi raz gdy prawie sie zabilem wchodzac na 4 rte pietro po zewnetrznej
      stronie barierek - mamusia mnie zobaczyla i prawie na zawal padla, wtedy
      dostalem kilka klaspow i przez 2 dni nie moglem wyjsc na dwor (mialem moze z 6
      lat)

      wiecej klapow nie pamietam
      rodzice nigdy mnie nie uderzyli
    • Gość: bezstresowe Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 18:18
      hmm - kary cielesne - tak , katowanie - NIE !!!!

      w tym momencie przypomina mi się fakt autentyczny (jakiś rok, może więcej temu)
      mający miejsce w autobusie MPK:

      siedzi sobie dziewczyna (około 16 - 18 lat ?) obok niej jakaś kobieta,
      naprzeciwko matka z dzieckiem (dziecko oczywiście osobno - obok matki) a
      autobus zawalony ludźmi - sporo uczniaków i nie tylko.
      w pewnym momencie dziewczyna zwraca uwage matce:
      D: może pani zrobić coś z dzieckiem - ono namiętnie kopie dziewczyne w
      piszczel..
      M: synku , uspokój się
      mija około minuty - dzieciak znowu zaczyna kopać ...
      D: proszę panią o uspokojenie dziecka, bo mnie kopie
      M: już mu powiedziałam
      D: skoro nie skutkuje, to może klapsaa mu pani da, albo go weźmie na kolana ?
      M: słuchaj - ja mu powiedziałam, a klapa nie dam, bo wychowuje go bezstresowo
      i tak kilka przystanków
      Autobus się zatrzymuje, wysiada grupka małolatów.Wysiadając jeden z nich
      wyjmuje gume do żucia i przykleja dzieciakowi na czoło mówiąc "Ja też byłem
      wychowywany bezstresowo"

      Matka pełna oburzenia - a wszyscy ludzie w autobusie śmiech.

      Nie uogólniajmy, że dzieciaki, które nie dostają klapa nie potrafią zrozumieć -
      ale ostatnio modne bezstresowe wychowywanie - tak jak wiele innych
      amerykańskich styli można o kant du%$ potłuc.

      Pytanie podstawowe - skąd się biorą dzieciaki z dobrych domów katujące innych ??
      Nie tylko z braku zainteresowania rodziców (takie jest moje zdanie)

      pzdr

    • Gość: camel Niektorym by sie przydalo. IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 18:32
      czy ja wiem, jak widze to co sie dzieje w szkolach to mam wrazenie, ze
      niektorym dzieciakom porzadne lanie by sie przydalo.


      camel
      • Gość: Marchewka Bezstresowe wychowanie IP: *.server.ntli.net 16.02.04, 18:52
        Mieszkam w Londynie iracuje w angielskiej szkole i jestem swiadkiem tego,co sie
        dzieje z 'bezstresowo' wychowywanymi tutejszymi dziecmi. Zgroza! Ja jeszcze
        ucze w podstawowce,wiec 8-latek mnie nie przeraza (choc nie sluchaja
        nikogo,robia ,co chca i wiedza,ze tak naprawde.my nauczyciele,nic nie mozemy
        zrobic).Za to moi znajomi,ktorzy pracuja ze starszymi dziecmi,sa na porzadku
        dziennym wyzywani od najgorszych,kompletnie ignorowani w klasie ,nie mowiac o
        skrajnych przypadkach grozenia,zastraszania,czy rzucania przedmiotami w
        nauczyciela. Jak obserwuje moje dzieciaki,czy slysze takie historie, to winie
        za to rodzicow, ktorzy moze powinni raz na jakis czas przylozyc klapsa przez
        tylek.
        • yagnieszka Re: Bezstresowe wychowanie 16.02.04, 19:41
          Bicie jest porazka wychowawcza. Czasem sie zdarza, ze czlowiek juz nie daje
          rady i da klapsa ale nie ma co z tego robic jakiegos wspanialego narzedzia
          wychowawczego. Klaps to nie jest forma wychowywania tylko poddanie sie emocjom.
          Ludzka rzecz - emocje, ale nie ma z czego byc dumnym. Co innego znecanie sie -
          jezeli, jak w tym artykule opisuja, facet bierze 5-miesieczna coreczke za nozki
          i uderza Jej glowka o sciane, to tu nie ma mowy o zadnym wychowaniu (stresowym
          czy bezstresowym). Podobnie bicie piesciami, narzedziami czy kopanie starszych
          dzieci. To nie jest zadna kara dla dziecka. Nikt z nas nigdy nie wie tak
          naprawde jak bardzo moze nas poniesc zlosc, jak daleko potrafimy sie posunac
          wyprowadzeni z rownowagi. Dlatego lepiej samemu nalozyc sobie "kaganiec" i nie
          dopuszczac do sytuacji, w ktorych moznaby "wyjsc z siebie" ze zlosci. Lepiej
          nie zaczynac bic, bo sie czlowiek moze sam zdziwic jak potrafi byc nieopanowany
          i okrutny. Jakze czesto widze na izbie przyjec ofiary nieopanowania rodzicow.
          Rodzicow, ktorzy z pozoru wydaja sie byc normalnymi ludzmi, uprzejmymi,
          wyksztalconymi, trzezwymi. I zapewne tacy sa poza tymi momentami, gdy pozwalaja
          sie poniec tym starsznym emocjom. A gdy juz sie dadza poniesc, dzieci cierpia
          tragicznie.
          • Gość: camel Re: Bezstresowe wychowanie IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 20:04
            > Bicie jest porazka wychowawcza. Czasem sie zdarza, ze czlowiek juz nie daje
            > rady i da klapsa ale nie ma co z tego robic jakiegos wspanialego narzedzia
            > wychowawczego. Klaps to nie jest forma wychowywania tylko poddanie sie
            emocjom.
            >
            > Ludzka rzecz - emocje, ale nie ma z czego byc dumnym. Co innego znecanie sie -

            > jezeli, jak w tym artykule opisuja, facet bierze 5-miesieczna coreczke za
            nozki
            >
            > i uderza Jej glowka o sciane, to tu nie ma mowy o zadnym wychowaniu
            (stresowym
            > czy bezstresowym). Podobnie bicie piesciami, narzedziami czy kopanie
            starszych
            > dzieci. To nie jest zadna kara dla dziecka. Nikt z nas nigdy nie wie tak
            > naprawde jak bardzo moze nas poniesc zlosc, jak daleko potrafimy sie posunac
            > wyprowadzeni z rownowagi. Dlatego lepiej samemu nalozyc sobie "kaganiec" i
            nie
            > dopuszczac do sytuacji, w ktorych moznaby "wyjsc z siebie" ze zlosci. Lepiej
            > nie zaczynac bic, bo sie czlowiek moze sam zdziwic jak potrafi byc
            nieopanowany
            >
            > i okrutny. Jakze czesto widze na izbie przyjec ofiary nieopanowania rodzicow.
            > Rodzicow, ktorzy z pozoru wydaja sie byc normalnymi ludzmi, uprzejmymi,
            > wyksztalconymi, trzezwymi. I zapewne tacy sa poza tymi momentami, gdy
            pozwalaja
            >
            > sie poniec tym starsznym emocjom. A gdy juz sie dadza poniesc, dzieci cierpia
            > tragicznie.




            Sorry, mam wrazenie, ze ci to takie rzeczy pisza nie maja dzieci.
            Nie wzane co napiszesz, Ze klaps jestporazka, jezeli moja porazka ma odniesc
            skutek wychowawczy to jestem w stanie sie poswiecic. A juz na 100% moj dzieciak
            dostalby lanie ze wyzwanie nauczycielki.

            camel
            • yagnieszka Re: Bezstresowe wychowanie 16.02.04, 20:20
              Gość portalu: camel napisał(a):

              > Sorry, mam wrazenie, ze ci to takie rzeczy pisza nie maja dzieci.
              > Nie wzane co napiszesz, Ze klaps jestporazka, jezeli moja porazka ma odniesc
              > skutek wychowawczy to jestem w stanie sie poswiecic. A juz na 100% moj
              dzieciak
              >
              > dostalby lanie ze wyzwanie nauczycielki.

              Syn - lat 23, pasierbica - lat 17. Klapsy sie zdarzaly we wczesnym dziecinstwie
              obojga - do dzis mi glupio, ze sie zdarzaly. To nie metoda, to brak metody!
              Dobroci, rozsadku, zyczliwosci dla ludzi, ciekawosci swiata, uprzejmosci i
              serdecznosci nie da sie dziecku WBIC do glowy, mozna jedynie pokazywac wlasnym
              przykladem. Zlosci, podlosci, chamstwa, okrucienstwa nie trzeba WYBIJAC z glowy
              jesli sie ich wczesniej samemu(!!!) w takiej dzieciecej glowie nie posialo
              swoim wlasnym zlym przykladem.
              Jakiego czlowieka chce wychowac - to jest pytanie. Jesli sobie na nie uczciwie
              odpowiem, znajde sposoby zeby to osiagnac BEZ BICIA. Taka juz jestem "pewna
              siebie" ;o)
              >
              > camel
              • Gość: bład w myśleniu ? Re: Bezstresowe wychowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 20:33
                > obojga - do dzis mi glupio, ze sie zdarzaly. To nie metoda, to brak metody!
                > Dobroci, rozsadku, zyczliwosci dla ludzi, ciekawosci swiata, uprzejmosci i
                > serdecznosci nie da sie dziecku WBIC do glowy, mozna jedynie pokazywac
                wlasnym
                > przykladem. Zlosci, podlosci, chamstwa, okrucienstwa nie trzeba WYBIJAC z
                glowy
                >
                > jesli sie ich wczesniej samemu(!!!) w takiej dzieciecej glowie nie posialo
                > swoim wlasnym zlym przykladem.


                tak , occzywiście
                a mówi ci coś pojęcie środowisko ??
                heh, nie zgadzam się z tobą (takie mam prawo)
                jednakże zdania nie zmienie - nie mówimy o katowaniu, ale o karach (czy to
                będzie klaps czy cokolwiek innego - to już inna bajka)

                każdego przestępce (podobnie jak dziecko) nie obhodzi jaka kara - tylko jej
                nieuchronność.

                a stopniowanie kar - to inna sprawa.

                klaps (nie bicie) jest ostatecznością

                a co do przykładu - dla niektórych dzieci wzorcem jest pani z przedszkola ,
                nauczycielka ze szkoły , itd.

                dobry wzór to nie wszystko - nie zmusimy dziecka do naśladowania naszych
                zachowań (tylko po części się to udaje)

                pzdr

                łelektron

              • Gość: camel Re: Bezstresowe wychowanie IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 21:46
                moze po prostu tylko niewielki procent rodzicow potrafi wychowac dzieci
                bezstresowo. Takie wychowanie to olbrzymia odpowiedzialnosc, ale tez stalo sie
                moda. To tak jak z alkoholem, niektorzy pija go z umiarem i wiedza jak z nim
                postepowac, a inni upijaja sie do nieprzytomnosci, albo sa alkoholikami.
                Zarowno w jednym jak i drugim przypadku trzeba umiec wlasciwie postepowac.. Ale
                nie liczylbym na to, ze 100% rodzicow potrafi tak wychowac dzieci. Po prostu
                wychowuja je bezstresowo, bo tak robia inni, ale skutki sa tragiczne...
                wiec moze czasem, jak ktos nie umie tak, to powinien inaczej..

                camel
                • Gość: popieram Re: Bezstresowe wychowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 21:51
                  (prawie) nic dodać nic ująć - każdy przypadek jest inny - stąd biorą się
                  stereotypy (w który i ja wpadłem - dotyczący bezstresowości).....

                  Nie uważam się za kanera psychicznego - pomimo tego, że czasami dostałem nie
                  tylko klapsa.

                  pzdr

                  łelektron


                  Nie sposób nie popełniać błedów - ważne, żeby do nich się przyznać.
    • Gość: camel ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 20:12
      Wyobrazcie sobie ze jestescie w szkole, pracujecie jako nauczyciele.
      Nagle jakis uczen podchodzi i zklada wam na lekcji (na oczach wszystkich) kupel
      na smieci na glowe. Uczen ma 14 lat i nie odpowiada przed sadem, jest w 100%
      nie karalny. Poza wyrzuceniem ze szkoly (co tez nie jest latwym procesem).

      Co robice?

      • Gość: Marchewka Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.server.ntli.net 16.02.04, 20:38
        'a co do przykładu - dla niektórych dzieci wzorcem jest pani z przedszkola ,
        nauczycielka ze szkoły , itd.'
        A ja uwazam,ze wzorce sie jednak wynosi z domu. Dziecko w momencie przyjscia
        do szkoly (6,7 lat) jest juz uksztlatowane przez rodzicow. Niestety -pogon za
        pieniedzmi i tempo zycia powoduja,ze dzieci tych wzorcow z domu nie wynosza,bo
        rodzice nie spedzaja z nimi w ogole czasu.
        A propos-do mojej kolezanki z pracy-7-o letnie dziecko powiedzialo:' I co mi
        ku**o zrobisz?'.
        • Gość: lol Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 20:41
          > A ja uwazam,ze wzorce sie jednak wynosi z domu. Dziecko w momencie przyjscia
          > do szkoly (6,7 lat) jest juz uksztlatowane przez rodzicow. Niestety -pogon za
          > pieniedzmi i tempo zycia powoduja,ze dzieci tych wzorcow z domu nie
          wynosza,bo
          > rodzice nie spedzaja z nimi w ogole czasu.
          > A propos-do mojej kolezanki z pracy-7-o letnie dziecko powiedzialo:' I co mi
          > ku**o zrobisz?'.

          a mąż (partner) odzywa tak się do żony ??
          i tu sama potwierdzasz prawdziwośćć mojego stwierdzenia o środowisku ...

          łelektron
        • yagnieszka Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE 16.02.04, 20:57
          Gość portalu: Marchewka napisał(a):

          > A propos-do mojej kolezanki z pracy-7-o letnie dziecko powiedzialo:' I co mi
          > ku**o zrobisz?'.

          Naprawde uzylo okreslenia "slot" czy moze gorzej "c..t"? I to jest tolerowane w
          brytyjskiej szkole? Myslisz, ze 7-latek rozumie znaczenie tego slowa? Ciekawe,
          kto je tego nauczyl i w jakich okolicznosciach ktos tego przy nim uzywal.
          • Gość: Marchewka Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.server.ntli.net 16.02.04, 21:23
            7-o letni David powiedzial dokladnie,cyt.'And what do you think you can do to
            me,you whore.'
            Zaznaczam,ze nic oczywiscie w tej sprawie nie zrobiono,bo to na porzadku
            dziennym.
            Bogu dzieki-ja jeszcze tego nie doswiadczylam.
            • yagnieszka Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE 16.02.04, 21:43
              No ale przeciez David nie ma pojecia, co znaczy "whore" i dlaczego jest to
              obrazliwe. Ktos (kto?) Go nauczyl, ze mozna takim slowem sprawic drugiej osobie
              przykrosc. Skoro w szkole nie reaguje sie takie slowa (w amerykanskiej i
              kanadyjskiej sie reaguje wiec nie wiem czemu nie w brytyjskiej) ani na
              attitude, ktore zapewne towarzyszylo slowom, to trudno oczekiwac, ze David sam
              z siebie przestanie byl wulgarny. To jakis dorosly (rodzic?) nauczyl Go tak sie
              odzywac ale z tego, co piszesz, zaden dorosly nie wzial poki co na siebie
              obowiazku nauczenia Go zachowywania sie inaczej. Zbicie Davida niczego by w tym
              calym scenariuszu nie zmienilo.
              • Gość: camel Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 21:55
                > No ale przeciez David nie ma pojecia, co znaczy "whore"

                A ja mysle, ze nie doceniasz 7 letniego Davida. Dzieci doskonale wiedza co to
                znaczy. 6 letnie corka znajomej przyszla z przedszkola i powiedziala "pani xXX
                to ku...wa". Na pytanie czy wie co to znaczy, powiedzial, ze to kobieta ktora
                spi z wieloma mezczyznami. Skad wiedziala? Coz, w przedszkolu sa dzieci roznych
                rodzicow..niestety to przedszkole publiczne..
                Jezeli David nie wiedzial, to nauczycielka powinna mu wytlumaczyc, jezeli
                powtorzy drugi raz wezwac rodzicow i zagrozic usunieciem dziecka ze szkoly.

                • Gość: Magister Co do brzydkich słów to bywa różnie. IP: 80.51.247.* 18.02.04, 00:53
                  Jestem jedynakiem, nikt mnie nie bił. Mieszkaliśmy z dziadkami. Nie wychodziłem
                  sam z domu na ulicę, gdyż mieszkaliśmy w dość 'nieciekawej' dzielnicy (podobno
                  dużo meliniarzy itd.), rodzice i dziadkowie byli za tym żebym raczej w domu
                  siedział.
                  Gdy miałem 6 lat poszedłem do 'zerówki' i tam widocznie musiałem
                  coś 'brzydkiego' usłyszeć, bo ponoć (rodzice mówili mi o tym wiele lat potem)
                  kiedyś powiedziałem do mamy "ty kulwo" (nie wymawiałem "r"). teraz myś|ę, że
                  ktoś w zerówce mi powiedział żebym tak się odezwał, ja tej sytuacji w ogóle nie
                  pamiętam, po prostu nie rozumiałem tego słowa. Rodzice udali że nie słyszą, w
                  ogóle nie zwrócili uwagi, a ja więcej tego słowa nie używałem. Być może gdyby
                  zwrócili uwagę, to słowo zapadłoby mi w pamięć, a tak to po prostu
                  uleciało... "Te rzeczy" wtedy w ogóle dla mnie nie istniały i nie interesowały
                  mnie jeszcze parę lat. I tak chyba powinno wyglądać szczęśliwe dzieciństwo.
                  Jeżeli usłyszymy od dziecka wulgaryzm, powinniśmy najpierw dyskretnie
                  zorientować się, czy ono go rozumie. Jeśli tak - wtedy jest poważniejszy
                  problem, szkoła też nie powinna tego tolerować. Jeśli nie - lepiej zignorować.
                  A w ogóle jak zauważyłem: bluzgać zdarza się ludziom w różnym wieku i z różnym
                  wykształceniem, nawet wyższym niestety. Ale jak dotąd mam wrażenie, że
                  najgorzej klną dzieci z podstawówki, później wśród coraz starszych <<
                  bluźnierców >> jest coraz mniej...
            • Gość: camel Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.dip.t-dialin.net 16.02.04, 21:50
              ja bym wezwal rodzicow do szkoly i zagrozil, ze jezeli to sie powtorzy to
              dziecko wyleci ze szkoly.
              wiecie co mi sie podoba w tej calej historii? Ze rzeczywiscie, w publicznych
              szkolach takie rzeczy sie zdarzaja, ale niech dziecko zaryzykuje taki tekst w
              jednej lepszych prywatnych szkol...

              camel
        • barti111 Re: BEZSTRESOWE WYCHOWANIE 17.02.04, 19:16

          To jest bardzo prosta zasada, sam poznaję po swoich dorosłych już prawie
          znajomych - jak rozpoznać osobę, która była wychowywana bezstresowo?
          Zestresowani są nią/nim i ich postępowaniem wszyscy wokół tylko nie tenże
          delikwent:) To niewątpilwie człowiek wolny od stresów i kompleksów!
      • mae2003 Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE 17.02.04, 00:27
        Nie muszę sobie wyobrażać, że pracuję w szkole - rzeczywiście tam pracuję: w
        tej chwili w podstawówce, wcześniej w gimnazjum. To zakładanie kubła na głowę,
        tak znienacka, nagle, bo uczeń ma taki kaprys, w ogóle by nie doszło do skutku,
        bo smark nie zdążyłby do mnie dotrzeć. Ale to, co stało się w Toruniu, nie było
        kaprysem jednego ucznia, tylko akcją kilkorga czy kilkunastu delikwentów, a
        pomysł nie wziął się znikąd i nagle, ten symboliczny kubeł był częścią
        większej 'zabawy'. A to już co innego.
        Mae
        • Gość: tylko tyle Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 00:29
          życze ci z całego serca 'akcji grupowej'

          • mae2003 Re: ODPOWIEDZCIE NA PYTANIE 17.02.04, 09:47
            Z racji wykonywanego zawodu czy twardej ręki? A Tobie, synku, życzę tego, co
            uważano kiedyś za jedno z większych przekleństw "obyś cudze dzieci uczył". EOT.
    • mae2003 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 00:15
      W moim zasmarkanym dzieciństwie dostałam w skórę trzy razy: jeden z nich utkwił
      mi w pamięci mocno nie tyle ze względu na obolałe pupsko, ale na tortury, jakie
      przeżyłam wcześniej: ja, trzyletnia, usiłowałam uciec mojej matce na ulicę (tzn
      uciec gdziekolwiek, ulica napatoczyła się pierwsza), po której jechał autobus.
      Matka nie zlała mnie od razu, ale powiedziała mi, że dostanę lanie w domu.
      Przez całą drogę pytałam ją i błagałam, żeby mi odpuściła, ale moja matka była
      twarda jak kamień, nie odzywała się, a natychmiast po przyjściu do domu
      dostałam to, co mi obiecano. I to było najgorsze - oczekiwanie na karę. W skórę
      dostałam, moja matka do tej pory się szczyci swoją żelazną konsekwencją
      (obiecała pranie tyłka i dotrzymała słowa), a ja uważam, że dużo lepiej by
      zrobiła, gdyby sobie odpuściła. Biciem odreagowała na mnie swój strach i gniew,
      dla mnie nie było to żadną lekcją wychowawczą, bo zdarzyła się jeszcze raz czy
      dwa powtórka z rozrywki. Dopiero, gdy ktoś wpadł na to, żeby wytłumaczyć mi, że
      to, co zrobiłam, było niebezpieczne i dlaczego, eskapady skończyły się jak
      nożem uciął. Bicie jako kara (podkreślam - jako kara) moim zdaniem odpada, bo
      tak naprawdę nie jest to kara tylko znęcanie się nad dzieckiem, odreagowywanie
      swoich emocji, wyładowywanie się. I nie ma znaczenia, czy jest to klaps, czy
      coś więcej. Ale może się mylę, może przykładam model wychowawczy "Lanie" do
      siebie i dlatego wydaje mi się on nieskuteczny. W pamięci mam tylko żal do mamy
      za tę jej konsekwencję, w moim przypadku zupełnie nietrafioną.
      pozdr
      Mae
      • moniorek1 Bezstresowe wychowanie. 17.02.04, 00:44
        Znajomy profesor tez wychowywal swoje dzieci bezstresowo ,ale w przypadku jego
        syna to sie nie sprawdzilo. Ilez razy mozna mowic do dziecka synku nie rob tego
        czy tamtego? Wiec znajomy musial wrocic do bardziej radykalnego wychowania
        czyli jak zasluzy to dostanie klapsa. Ten dzieciak bil swoja mlodsza siostre
        przy kazdej okazji. Ciagle miala since i zadrapania bo braciszek ja cwiczyl
        chociaz sam nigdy nie byl bity. Przeciez gdyby ja ktos zobaczyl
        (lekarz,przedszkolanka) w takim stanie to rodzice mogliby miec duze problemy z
        powodu tego gowniarza. Teraz musze stwierdzic ,ze jest o wiele lepiej wychowany
        niz byl wczesniej. Wystarczy ,ze ojciec cos mu powie i jest spokoj,a kiedys to
        bylo jak grochem o sciane.
        Zreszta w artykule byla mowa raczej o pastwieniu sie nad dziecmi,a nie o tym,ze
        jakis dzieciak dostal klapsa,a miedzy tym jest kolosalna roznica.
        • reniatoja Nie ma czegos takiego jak wych. bezstresowe 17.02.04, 09:03
          To oksymoron. Wychowanie to wdrazanie pewnych regul, zaleznosci, czyli rowniez
          stresowanie. bez stresu to jest kompletny brak wychowania, czego dla mnie zywym
          przykladem sa dzieci znajomej - calkowicie bezstresowo pozostawione wlasnej
          glupocie, dzis maja po 11 i 9 lat i nie potrafia odnalezc sie w szkole, wsrod
          rowiesnikow, wszystko probuja zalatwiac wrzaskiem i piesciami, kompletnie
          niewychowane bachory, ktore, gdy byl na to czas, nigdy nie zostaly okrzyczane,
          o klapsie w tylek nie wspominajac. Jak raz jeden z nich lal moja corke (wowczas
          dwuletnia, a ów dzieciak czteroletni) i sie wzburzylam, to jego mamusia
          powiedziala mi zostaw dzieci w spokoju, krzywdy sobie nie zrobia. Efekt tego
          kompletnego braku wychowania jest taki, ze kobiecina kompletnie nei daje sobie
          z nimi rady, w szkole same paly, olewka totalna wszystkiego, a mamusia co
          miesiac daje na msze o opamietanie dla swoich synalkow.

          Zycie jest pelne stresow i zapewnianie dzieciom we wczesnym dziecinstwie
          jakiegos inkubatora, w ktorym wolno im absolutnie wszystko (walic mlotkiem w
          stol, niszczyc zabawki, pisac po wszystkich scianach, niczego nie sprzatac,
          pluc i bic gdy czegos nie maja, klasc sie na podlodze w sklepie, w ogole po
          prsotu wszystko) w imie przekonani, ze po dupie to im i tak jeszcze zycie da,
          wiec chociz w dziecinstwie niech sobie pouzywaja, przynosi tylko i wylacznie
          szkode zarowno tym dzieciom, jak i rodzicom, a takze wszystkim, ktorzy maja
          nieszczescie przebywac w bezposredniej bliskosci takich bachorow.
          • uri_ja Re: Nie ma czegos takiego jak wych. bezstresowe 19.02.04, 08:32
            masz rację, ale..."wyduszenie" dyscypliny przez bicie a zaprowadzenie porządku
            w domu przez konsekwentne postępowanie to dwie różne sprawy...dodam, ze mam
            3 "sztuki" w domu, więc nie teoretyzuję...
    • kiitek Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 08:37
      ilona.wroclaw napisała:

      > ,,Majtki w dół, położyć się na taboret i mimo bólu nie wrzeszczeć - bicie
      > dzieci jest w połowie polskich domów normą wychowawczą.
      >
      > (...) Zapędzeni rodzice przenoszą odruchy wyćwiczone w wyścigu szczurów do
      > własnych domów. Biją, nie myśląc o tym, że lękiem i agresją zarażają własne
      > dzieci."
      >
      > to cytat z artykułu Tomasza Maćkowiaka w najnowszym Newsweeku
      > czy rzeczywiście bicie jest normą wychowawczą także obecnie ? jestem
      > zszokowane bo myślałam, że wychowywanie przez pas to już przeszłość.

      Nie przesadzaj,jeszcze klaps w pupę nikomu nie zaszkodził,wręcz przeciwnie.

      • Gość: anieze Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 09:41
        Parę razy w życiu dostałam niezłe lanie od ojca. Zasłużyłam na nie i nie mam do
        niego pretensji a wręcz uważam, że jest jednym z najlepszych ludzi jakich znam.
        I przesadą jest przekonywanie, że parę klapsów w dzieciństwie powoduje trwałe
        urazy w psychice. A tak w ogóle to znam dorosłych bitych w dzieciństwie, którzy
        wyrosli na "ludzi" i znam i takich, którzy "zeszli na złą drogę" więc chyba nie
        ma to większego wpływu na dorosłe życie.
        • Gość: camel Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 12:45
          > wyrosli na "ludzi" i znam i takich, którzy "zeszli na złą drogę" więc chyba
          nie
          >
          > ma to większego wpływu na dorosłe życie.

          mysle, ze na dorosle zycie ma wplyw przede wszystkim atmosfera w domu,
          srodowisko, w ktorym sie przebywa i to jak sie ludzie do siebie w nim odnosza.

          camel
    • Gość: piwnyogier Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 12:32
      Ojcowskiego klapsa dostalem nie raz.Lanie po tylku jak widać wyszlo mi tylko na
      dobre.Każdy powinien znać swoje miejsce w szeregu.
      • Gość: camel a moze to tylko moda?? IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 12:50
        Czy nie macie wrazenie, ze to forma mody?
        Po cholere dziecko ma unikac stresu? Potem idzie do szkoy i koniec... dno
        totalne, bo sobie nie radzi, trzeba nagle w szkolach reformy robic, bo dzici sa
        zbyt delikatne do rozbudowanych programow szkolych. Oceny? Zdaje sie ze juz
        zniesli w pierwszych klasac. Moze niedlugo na uniwersytetach beda kwiatuszki i
        sloneczka, zamiast normalnych ocen. Zeby si estudenci nie stresowali.

        camel
        • Gość: Kuchareczka Re: a moze to tylko moda?? IP: *.crowley.pl 17.02.04, 13:23
          Nie chodzi o chronienie dziecka przed stresem. Chodzi o nauczenie go szacunku
          dla innych, a nie zrobi sie tego bez pokazania mu ze tez je szanujemy.

          Zreszta nawet psow sie teraz nie bije, bo mozna za to trafic za kratki. A
          dziecko mozna, to jakas paranoja!
    • Gość: Kuchareczka Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.crowley.pl 17.02.04, 13:00
      'Jak uderzysz starszego, to ci raczka uschnie' - ile razy slyszeliscie to
      zdanie w dziecinstwie? Mnie nie bito, ale slyszalam. To starszego nie wolno, a
      mlodszego i slabszego i owszem? Koszmar.

      Zasada nietykalnosci osobistej powinna dotyczyc KAZDEGO czlowieka bez wzgledu
      na wiek. A wychowanie bez klapsa nie oznacza, ze jest to wychowanie bezstresowe.
      • Gość: camel Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 13:08
        > 'Jak uderzysz starszego, to ci raczka uschnie' - ile razy slyszeliscie to
        > zdanie w dziecinstwie? Mnie nie bito, ale slyszalam. To starszego nie wolno,
        a
        > mlodszego i slabszego i owszem? Koszmar.

        chodzi o to, ze dziecko nie ma prawa uderzyc rodzica o dziadkach juz nie
        wspominajac.

        camel
        • yagnieszka Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 13:17
          To nie tylko kwestia tego, jak lanie odbiera dziecko. Ja jeszcze raz powtorze,
          ze dla mnie klaps na pupe, aczkolwiek czasami skuteczny, jest dla mnie osobiscie
          wyrazem porazki wychowawczej. Znaczy bowiem, ze jako dorosla osoba jestem w
          stanie wyegzekwowac to, co powinno byc wyegzekwowane wylacznie przy pomocy
          klapsow na tylek. Czyli zawiodly moje umiejetnosci przewidywania, przekonywania,
          zainteresowania. Nie lubie sie czuc jak ktos majacy za soba wylacznie "sile"
          mojej fizycznej przewagi nad dzieckiem. W jakims sensie, zbicie dziecka to jak
          kwestionowanie mojej wlasnej inteligencji. Nie odpowiada mi taka sytuacja.
          Dlatego, choc przyznaje, ze klapsy mialy miejsce, jest z mi z tego powodu glupio
          - to jak niezdany egzamin. Nawet jesli pozniej zdalo sie poprawke, porazka
          zawsze bolala bardzo mocno.
          Jezeli skutecznie wychowywac mozna wylacznie stosujac klapsy, to jest to
          okropnie smutny wniosek na temat mozliwosci ludzkiego umyslu :(
          • Gość: benek Re: Lać rodziców IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 13:48
            Tak, tak dlatego rodzice są głupsi od swych dzieci.
      • losiu4 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 13:33
        Gość portalu: Kuchareczka napisał(a):

        > Zasada nietykalnosci osobistej powinna dotyczyc KAZDEGO czlowieka bez wzgledu
        > na wiek. A wychowanie bez klapsa nie oznacza, ze jest to wychowanie
        > bezstresowe

        czy ktoś tu przypadkiem nie myli klapsa ze znęcaniem się? I jak na ten przykład
        wytłumaczyć dwulatkowi przyłapanemu tuż przed zakończeniem akcji wtykania w
        elektryczne gniazdko gwoździ, że tego się nie robi, bo... właściwie bo co?
        zareczam, ze jeśli tylko jest ciekawski, a nie przestrzerzony czymś mocniejszym
        (czyt. klapsem), spróbuje gdy tylko po umoralniającej pogadance spuścisz go na
        chwilę z oka. Tłumaczenie zagrożeń czy tego, że zachowuje się źle ma sens pod
        warunkiem, że dziecko potrafi tłumaczenie pojąć i ocenić.

        Pozdrawiam

        Losiu
    • maika7 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 14:08
      Buntuję się przeciwko biciu jako metodzie wychowawczej. Uważam, podobnie jak
      kilka osób powyżej, że jest to wyraz bezradności i bezsilności, a często i
      BEZMYŚLNOŚCI rodziców. Głosicieli tez "dawniej bito i porządek był", "ja
      dostałem i wyrosłem na porządnego człowieka" proszę o odpowiedź czy ci, którzy
      rozrabiają dzisiaj to młodzież, która nie dostawała w skórę czy właśnie
      dostawała zbyt wiele? Ci, którzy wyrośli na porządnych ludzi być może wyrośli
      na nich nie DZIĘKI biciu, tylko POMIMO bicia.

      Nie jestem również zwolenniczką wychowywania bezstresowego. Jestem zwolenniczką
      wychowywania polegającego na wychowywaniu tak, aby dziecko widziało
      konsekwencje swoich czynów, potrafiło przewidzieć skutki swoich działań,
      szanowało inne osoby (tak jak samo jest szanowane - czyli NIE BITE).

      M.
      • losiu4 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 17.02.04, 14:21
        maika7 napisała:
        > Nie jestem również zwolenniczką wychowywania bezstresowego. Jestem
        > zwolenniczką
        > wychowywania polegającego na wychowywaniu tak, aby dziecko widziało
        > konsekwencje swoich czynów, potrafiło przewidzieć skutki swoich działań,
        > szanowało inne osoby (tak jak samo jest szanowane - czyli NIE BITE).

        pięknie by było. Tylko jak wyjaśnić brzdącowi to, czego nie rozumie? natomiast
        klapsa zapamięta.

        Pozdrawiam

        Losiu
        • weatherwax do Camela i innych 17.02.04, 15:09
          Dziecko zapamięta klapsa, tzn. ból i upokorzenie, ale agresja rodzi agresję i
          potem będzie bilo misia, lalkę, potem psa, kolegę... kiedys może, jak trafi na
          słabego, nieumiejacego sobie radzić nauczyciela, to i kosz na głowę założy.

          Wiele osób tutaj usiłuje odróżnić lanie od klapsa. Rozumiem, że jestesmy tylko
          ludźmi i czasem dajemy się ponieść emocjom - wtedy mozna zareagować klapse lub
          uszczypnięciem młodszego, słabszego , podporządkowanego człowieka. Nie
          pochwalam tego, ale rozumiem.

          Natomiast lanie, to upokarzanie z premedytacją. W naszej kulturze juz samo
          obnażenie się w obecności drugiej osoby ("zdejmij majtki, połóż się pośladkami
          do góry") jest UPOKARZAJĄCE. A do tej przemocy psychicznej dochodzi jeszcze
          fizyczna. Tylko dlatego, że nie potrafie dziecku wytłumaczyć, pokazac jak się
          zachować?!

          Całkowicie się zgadzam z Yagnieszka:
          "To nie tylko kwestia tego, jak lanie odbiera dziecko. (...)
          dla mnie klaps na pupe, aczkolwiek czasami skuteczny, jest
          wyrazem porazki wychowawczej. Znaczy bowiem, ze jako dorosla osoba jestem w
          stanie wyegzekwowac to, co powinno byc wyegzekwowane wylacznie przy pomocy
          klapsow na tylek. Czyli zawiodly moje umiejetnosci przewidywania, przekonywania,
          zainteresowania. Nie lubie sie czuc jak ktos majacy za soba wylacznie "sile"
          mojej fizycznej przewagi nad dzieckiem. W jakims sensie, zbicie dziecka to jak
          kwestionowanie mojej wlasnej inteligencji"
          To prawda.

          Trzylatkowi należy wytłumaczyć, że wkładanie gwoździ do kontaktu nie jest złe,
          ale niebezpieczne; narysować jakis schemacik, opowiedzieć co to jest prąd, czym
          grozi lekceważenie. Na Boga, przecież wszyscy wychowalismy sie w domach z
          elektrycznością i wszyscy żyjemy!! To co, lano was? Tłumaczyć, pokazywać,
          demonstrować, rozmawiać. Ale łatwiej i szybciej jest uderzyć.

          Dla jasności:
          1) Mam syna, obecnie 23-letniego, którego nigdy nie biłam i z którym nigdy nie
          miałam żadnych kłopotów wychowawczych ani szkolnych. mamy za sobą lata rozmów,
          wyjasniania sytuacjo spornych i WZAJEMNEGO SZACUNKU. I lubimy się.

          2) Jestem pracującą nauczycielką (dzieci ze wszystkich rodzajów szkół i
          studenci). Dzieci i młodzież za szacunek płacą szacunkiem, a konsekwencję
          cenią. Rozmamłanie, niechęć, lenistwo nauczyciela widzą natychmiast. I
          wykorzystują, oczywiście, jesli im sie na to pozwoli.

          3) Zgadzam sie z Renią, że nie ma czegoś takiegojak "wychowanie bezstresowe" -
          to oksymoron. Jest albo lepsze lub gorsze wychowanie, albo jego brak. życie w
          społeczestwie to dostosowywanie sie do norm i reguł, a wychowywanie to
          [ppokazywania i wyjaśnianie tych norm. A nie wymuszanie ich przestrzegania.

          4) Zgadzam sie też z tym, że nie można niedoceniać wpływu środowiska. Dziecko
          nasiaka jak gąbka przykłademdomowym wtedy, gdy jeszcze nie ma możliwości
          porównania albo buntu. W wieku szkolnym bardzo juz trudno zmienić pewne
          reakcje, przekonania, schematy reagowania. Dlatego jeśli dom nie nauczy szcunku
          tylko lekceważenika i rozwiązań siłowych, to będą one potem preferowane przez
          młodego człowieka w jego własnym środowisku. Jest naprawdę łatwiej i szybciej
          wymusić niz rozmawiać i tłumaczyć. Ale długofalowe efekty osiąga się przez
          rozmowę, a nie rozwiazania silowe. Jeśli zbiłes dziecko, a ono ma do ciebie w
          głębi duszy żal i pretensję - to nie osiągnąłeś nic poza doraxnym efektem.

          Traktyjmy drugiego człowieka tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.
          Niezależnie od jego wieku.

          • Gość: camel Re: do Camela i innych IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 16:24
            > Dziecko zapamięta klapsa, tzn. ból i upokorzenie, ale agresja rodzi agresję i
            > potem będzie bilo misia, lalkę, potem psa, kolegę... kiedys może, jak trafi
            na
            > słabego, nieumiejacego sobie radzić nauczyciela, to i kosz na głowę założy.

            nigdy nie bilem ani mlodszego kolegi, ani misia. A juz wogole bym nie wpadl na
            pomysl, zeby odezwac sie chamsko do nauczyciela, o koszu juz nie wspomne.
            Zreszta za moich czasow szkolnych, nauczyciele nie pozwalali sobie na chamskie
            odzywki. Po prostu konczylo sie "lapami", albo wylotem z klasy, uwaga w
            dzienniczku z adnotacje, ze do momentu odwiedzin rodzica w szkole dziecko nie
            ma prawa uczestniczyc w zajeciach. To byloby najwieksze upokorzenie.
            Za to jezeli wiesz, ze nauczyciel nie moze ci zrobic KOMPLETNIE nic, zawsze
            zdarzy sie jakis cymbal ktory cie na oczych calej klasy bedzei osmieszal.
            Lanie nie jest upokarzajace. Nigdy nie czulem sie upokorzony. Dostalem 3 razy
            pasem i wystarczyle. Pierwszy raz za wagary (potem az do 4 klasy szkoly
            sredniej nie bylem na wagarach). Drugi raz za wydarcie kartki z zeszytu (z
            uwaga o braku odrobionych lekcji) - zawsze potem mielem odrobione lekcje. Moze
            troche i ze strachu przed laniem, ale podzialalo. I trzeci raz za nazwanie
            sasiadki, staraj jedza. Dostalem lanie i musialem ja isc i przeprosic.
            I to wszystko, nie mam urazow psychicznych, szanuje ludzi i nie na mur beton
            nie mam usposobienie sadystycznego.
            Dlatego jestem za tam, ze jezeli ktos nie potrafi wychowywac bez klapsa, to
            lepiej niech ta tego klapsa, zamias odpuszczac wszystko i doprowadzic
            dzieciaka za kratki.
            A klapsa dalem dziecku sasiadki, za to ze meczylo kota, a na prosbe o
            puszczeniu kota odpowiedzialo, ze to nie moj kot i zebym sie odwalil. Dostalo
            klapa, pobieglo do matki, matka przyszla, sprawe wyjasniono, dziecko dostalo
            drugiego klapa od matki, za to ze klamalo. I mam w nosie czy to moje czy nie.
            I teksty o "porazce " na prawde mnie nie ruszaja. Takie teksty sa dobre dla
            poczatkujacych filozofow-amatorow jablek z UE:)
          • Gość: Kuchareczka Re: do Camela i innych IP: *.crowley.pl 17.02.04, 16:30
            Nie odrozniam klapsa od lania. Oba te procedery sa rownie odrazajace i
            upokarzajace.
            Nie usprawiedliwiam klapsow. To bylaby oznaka mojej porazki.

            Co do trzylatka i kontaktow, to sie je zabezpiecza i to jest obowiazek rodzica.
            Moje mlodsze, a kontakty omija, bo wie, ze nic nie wskora, bo:
            1) zabezpieczone
            2) nie pozwole dotknac (bylam bardziej uparta niz cora)

            Od tego jestesmy dorosli, zeby panowac nad naszymi emocjami. Jak Was szef
            wkurza, to nie dajecie mu klapsa?
            • yagnieszka Re: do Camela i innych 17.02.04, 16:51
              Gość portalu: Kuchareczka napisał(a):

              > Co do trzylatka i kontaktow, to sie je zabezpiecza i to jest obowiazek
              rodzica.
              >
              > Moje mlodsze, a kontakty omija, bo wie, ze nic nie wskora, bo:
              > 1) zabezpieczone
              > 2) nie pozwole dotknac (bylam bardziej uparta niz cora)
              >
              > Od tego jestesmy dorosli, zeby panowac nad naszymi emocjami. Jak Was szef
              > wkurza, to nie dajecie mu klapsa?

              No wlasnie o tym mowie. To MNIE - RODZICOWI ma starczyc na tyle inteligencji,
              umiejetnosci przewidywania, kojarzenia faktow i przytomnosci umyslu zebym
              wiedziala, co moge mojemu dziecku zaczac tlumaczyc w miare Jego dorastania, a
              co musze przed Nim schowac, jak zabezpieczyc Jego i przedmioty wokol Niego zeby
              uniknac wypadkow. To nie jest wina dziecka, ze jest ciekawe i chce dotknac
              plonacego ognia. Odpowiedzia na takie proby nie moze byc klaps, bo niczego nie
              uczy. Rola rodzica jest pozwalac dziecku na poznawanie swiata i
              eksperymentowanie w bezpiecznych warunkach. Jesli ide po ilicy z maluchem,
              ktory mi sie wyrywa, bo chce przebiec przez jezdnie, moge na to zareagowac na
              wiele sposobow - ode mnie zalezy, ktory z nich wybiore. Nie widze powodu
              wybierac klapsa. Ze zbicia dzieciaka w takich okolicznosciach nic nie wynika
              procz tego, ze zamiast sie wyrywac, idzie potulnie i polyka lzy - "wielkie
              zwyciestwo wychowawcze" :(
              A juz bicie cudzych dzieci jest po prostu niedpuszczalne - rozwiazywanie
              konfliktow w ten sposob z 3-latkiem czy ze 103-latkiem jest dla mnie nie do
              zaakceptowania. Camel, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo metody
              wychowawcze Twoich rodzicow wplynely na Twoj sposob widzenia swiata. Niestety :(
              • Gość: camel Re: do Camela i innych IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 17:16
                > No wlasnie o tym mowie. To MNIE - RODZICOWI ma starczyc na tyle inteligencji,
                > umiejetnosci przewidywania, kojarzenia faktow i przytomnosci umyslu zebym
                > wiedziala, co moge mojemu dziecku zaczac tlumaczyc w miare Jego dorastania, a
                > co musze przed Nim schowac, jak zabezpieczyc Jego i przedmioty wokol Niego
                zeby
                >
                > uniknac wypadkow.

                BZDURA. Ty masz dziecko tak wychowac, zeby samo potrafilo przewidzeic co jest
                niebezpieczne. Nigdy nei bedziesz w stanie zabespoeczyc wszystkiego. Dziecko
                wyjdzie na ulice i wybiegnie na nie TYLKO RAZ i koniec. Bylem ostatnio w RPA
                przez kilka tygodni. Tam przy samych autostradach budowane sa osiedla dla
                czarnych, takie z blachy i folii. Dzieciaki przechodza przez autostrade, i to
                takie 4-5 letnie. Wypadki zdarzaja sie niezmiernie rzadko. Widzialem jak 6 (+-)
                latek, przeprowadzal mniejszego brata. I to sie nazywa nauka odpowiedzialnosci.
                W Europie dzieciaki sa wychowywane tak, jakby byly ksiazetami. Zero klapsow,
                zero odpowiedzialnosci, chamstwo itd. Dlatego ja popieram jedna. Jezeli
                potrafisz wychowac dziecko bez klapsa PLUS dla ciebie, jezelie nie, to nie
                ryzykuj, ze kiedys dziecko nazwie cie szmata. To juz lepiej niech sie ciebie
                boi i szanuje: Od klapsa sie nie umiera. A porazka bedzie, jak ci dziecko
                zwymysla, albo nauczycielowi, albo komukolwiek. TO JEST PORAZKA. To ze dam
                dzieciakow klapsa, bo nie wykonal tego czego oczekuje , mimo kilkakrotnego
                powtarzania, nie jest moja porazka, jest kara dla dziecka i tak powinno zostac
                odebrane. To nie ja mam byc smutny, tylko dziecko ze doprowadzilo do tego.
                Koniec.

                camel
              • Gość: camel Re: do Camela i innych IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 17:25
                > A juz bicie cudzych dzieci jest po prostu niedpuszczalne - rozwiazywanie
                > konfliktow w ten sposob z 3-latkiem czy ze 103-latkiem jest dla mnie nie do
                > zaakceptowania. Camel, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo metody
                > wychowawcze Twoich rodzicow wplynely na Twoj sposob widzenia swiata.
                Niestety :
                > (

                Moze i wplynely i wcale mi to nie przeszkadza. A na pewnoe bym nie powiedzial
                do starszej osoby zeby spadala. To zawinila matka i jej metody wychowawcze.
                Za to dziewczynak ma teraz 12 lat i pewnie juz nie pamieta tmtego "OLBRZYMIEGO"
                stresu, bo codziennie mowi mi dziendobry w windzie. Wie cpewnie jej az tak ten
                klas nie skrzywil psychicznie. Jedyne czego mozna byc pewnym to to, ze pozniej
                sie 2 razy zastanawiala zanim cos nieopowiedniego powiedziala do starszej osoby.

                camel
            • iwusia Re: do Camela i innych 17.02.04, 17:05
              a co ma szef do mojego dziecka? porównanie troche nietrafne. Kilka razy dziecko
              otrzymało ode mnie klapsa ale tylko w przypadku gdy inne metody nie
              poskutkowały. I nie było to wyładowanie się na dziecku, bo nawet nie wiem czy
              ona cokolwiek poczuła. Ale to symboliczne klapniecie w tyłek dopiero
              zastopowało ją i wiedziała że nie ma żartów. Czasem niestety trzeba "pokazac
              kto tu rządzi" bo niestety dzieci takie sa dasz im palec to wezma całą rekę i
              jak nikt inny potrafią wykorzystac nasze słabości. wiem bo sama w dzieciństwie
              to robiłam. Waże za to jest to że zawsze po takim incydencie rozmawiam z córka
              i tłumacze jej że gdyby mnie wczesniej posłuchała nie doszło by do tej sytacji,
              uściskom i pocałunkom póxniej nie ma końca. A jesli jestem całkowicie
              wyprowadzona z równowagi i moje podejście do problemu moze być zbyt
              emicjonalne wysyłam męza albo o poprostu wychodze i próbujr sie uspokić i
              dopiero wtedy powracam do problemu. Natomiast zgodze się że czesto rodzice pod
              wpływem emocji i własnej słabbej psychiki leja dzieciaki bo nie potravią
              znaleźć innego rozwiązania.
              Zarówno bicie jak i totalna bezkarnośc jest niewskazana, nie nalezy popadac w
              skrajności.
            • Gość: camel Re: do Camela i innych IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 17:19
              > Od tego jestesmy dorosli, zeby panowac nad naszymi emocjami. Jak Was szef
              > wkurza, to nie dajecie mu klapsa?

              Tak, ale jak ci szef powie, ze masz cos zrobic, albo cie wywali to podyrdasz
              wykonac polecenie. To jest wlasnie autorytet. To nie on jest od ciebie zalezny,
              tylko ty od niego i to on (niestety) wydaje polecenia. A ty jestes od
              pracowania. Newet jezeli cie wkurza musisz mu okazac szacunek. Jak sie tego nie
              nauczysz w dziecinstwie to potem bada problemy. NIGDY nie jestesmy w 100%
              niezalezni.

              camel
            • losiu4 Re: do Camela i innych 17.02.04, 18:47
              Gość portalu: Kuchareczka napisał(a):

              > Nie odrozniam klapsa od lania. Oba te procedery sa rownie odrazajace i
              > upokarzajace.
              > Nie usprawiedliwiam klapsow. To bylaby oznaka mojej porazki.
              > Co do trzylatka i kontaktow, to sie je zabezpiecza i to jest obowiazek
              rodzica.

              nie da sie zabezpieczyć, poza absolutnym zlikwidowaniem elektryczności lub
              zamurowaniem ścianą cegieł wszystkich niebezpiecznych miejsc. Nawet tzw.
              komputerowe gniazdka da sie oszukać. A potrafią to małe dzieci, czego przykład
              znam. Wetknął szczyl patyk w bolec zwalniający i zaczął działać w odsłoniętych
              otworach prądowych. I jak tu nie wierzyć w inteligencję małolatów

              > Moje mlodsze, a kontakty omija, bo wie, ze nic nie wskora, bo:

              jakieś dziwne. Dziecko sąsiada próbowało i niemal mu sie udało. Ocaliła go
              czujność rodzicieli, a zapamiętać pozwolił klaps.

              > 1) zabezpieczone

              nie ma doskonałych zabezpieczeń. Jedynym zabezpieczeniem jest rezygnacja z
              elektryczności. Jak już napomknąłem, u sasiadów mieli
              zabezpieczone "komputerowo" gniazdka. Szczyl odblokował byle patyczkiem. I w
              ostatniej chwili go powstrzymano przed podłączeniem do gniazdka pary gwoździ.
              Powstrzymano siłą. A niestosownosć ukazano klapsem. Nie próbował podobnego
              eksperymentu przez kilka lat. Wczesniej słownie wyjasniano mu niebezpieczeństwo
              czające sie w gniazdku.

              > 2) nie pozwole dotknac (bylam bardziej uparta niz cora)
              > Od tego jestesmy dorosli, zeby panowac nad naszymi emocjami. Jak Was szef
              > wkurza, to nie dajecie mu klapsa?

              nie sądziesz, że zastosowała(e)ś nadinterpretację zrównując kilkuletnie dziecko
              do dorosłego człowieka? Jeśli uważasz, że dziecko jest równe dorosłemu, po co
              te wszystkie rozróżnienia. Do kicia wszystkich gówniarzy łamiących jakiekolwiek
              przepisy obowiązujące dorosłych.

              Pozdrawiam

              Losiu
          • losiu4 Re: do Camela i innych 17.02.04, 18:44
            weatherwax napisała:

            > Dziecko zapamięta klapsa, tzn. ból i upokorzenie, ale agresja rodzi agresję i
            > potem będzie bilo misia, lalkę, potem psa, kolegę... kiedys może, jak trafi
            na
            > słabego, nieumiejacego sobie radzić nauczyciela, to i kosz na głowę założy.

            dziecko zapamięta, że pewnych rzeczy (które na jego poziomie rozumienia świata
            sa nie do pojęcia) robić nie należy, bo kończy się to źle. Wolę, by dziecko
            to zło odczuło jako klaps od rodzica, niż usmażenie sie.

            > Wiele osób tutaj usiłuje odróżnić lanie od klapsa. Rozumiem, że jestesmy
            tylko
            > ludźmi i czasem dajemy się ponieść emocjom - wtedy mozna zareagować klapse
            lub
            > uszczypnięciem młodszego, słabszego , podporządkowanego człowieka. Nie
            > pochwalam tego, ale rozumiem.

            znów się nie rozumiemy: to nie tylko emocje (nie ma się co oszukiwać, ludźmi
            tylko jestesmy), ale chęć uchronienia potomstwa od krzywdy, którą może sobie
            lub innym uczynić. Nie ma to nic wspólnego ze szczypaniem słabszego. Powtarzam
            raz jeszcze: dwu- trzyletnie dziecko często _nie zrozumie_ Twoich pretensji, bo
            pewnych rzeczy nie jest w stanie pojąć. A klapsa pojmie.

            > Natomiast lanie, to upokarzanie z premedytacją. W naszej kulturze juz samo
            > obnażenie się w obecności drugiej osoby ("zdejmij majtki, połóż się
            pośladkami
            > do góry") jest UPOKARZAJĄCE.

            tu się zgadzam

            > A do tej przemocy psychicznej dochodzi jeszcze
            > fizyczna. Tylko dlatego, że nie potrafie dziecku wytłumaczyć, pokazac jak
            się
            > zachować?!

            jak?!?! powiedzieć ze prad kopnie albo gaz udusi (o wysadzeniu w powietrze nie
            wspominajac)?

            > Całkowicie się zgadzam z Yagnieszka:
            > "To nie tylko kwestia tego, jak lanie odbiera dziecko. (...)
            > dla mnie klaps na pupe, aczkolwiek czasami skuteczny, jest
            > wyrazem porazki wychowawczej. Znaczy bowiem, ze jako dorosla osoba jestem w
            > stanie wyegzekwowac to, co powinno byc wyegzekwowane wylacznie przy pomocy
            > klapsow na tylek. Czyli zawiodly moje umiejetnosci przewidywania,
            przekonywania
            > ,
            > zainteresowania.

            Podaj proszę sposób wyjaśnienia dziecku, ze prad go moze kopnąć.

            > Nie lubie sie czuc jak ktos majacy za soba wylacznie "sile"
            > mojej fizycznej przewagi nad dzieckiem. W jakims sensie, zbicie dziecka to jak
            > kwestionowanie mojej wlasnej inteligencji"
            > To prawda.

            IMHO nieprawda. Potrójnym Einsteinem musiałabys byc, by wszystko co dziecku
            wpadnie do głowy, przewidziec. Wiem to po sobie.

            > Trzylatkowi należy wytłumaczyć, że wkładanie gwoździ do kontaktu nie jest
            złe,
            > ale niebezpieczne; narysować jakis schemacik, opowiedzieć co to jest prąd,
            czym
            > grozi lekceważenie.

            dwulatkowi? Proszę Cię bardzo, spróbuj. Szczególnie ten schemacik mnie
            interesuje. I wyjaśnienie, co to jest prąd. I czym grozi lekcewazenie. Pójściem
            do aniołków? Jak dla dziecka - abstrakcja (wiem, bo dzieckiem będac strasznie
            chciałem isć do aniołków, by kochanego dziadzia zobaczyć).

            > Na Boga, przecież wszyscy wychowalismy sie w domach z
            > elektrycznością i wszyscy żyjemy!! To co, lano was?

            tak. Ja dostałem za eksperymenty z pradem. Przezyłem (znaczy eksperyment, nie
            klapsa, bo to nie problem), ale przyznać muszę, że niekoniecznie musiałbym
            przeżyć (chodzi o eksperyment).

            > Tłumaczyć, pokazywać,
            > demonstrować, rozmawiać. Ale łatwiej i szybciej jest uderzyć.

            komu? 2- 3latkowi? istote pradu i zagrożeń wyjaśniac? A dać klapsa jest
            łatwiej, szybciej i skuteczniej. Bo eksperyment z prądem uda się dziecku
            prawdopodobnie tylko raz. I nie bedzie komu wyjaśniać, czym to grozi. Na
            wyjaśnienie istoty rzeczy przyjdzie czas, gdy dzecko dorośnie.

            > Dla jasności:
            > 1) Mam syna, obecnie 23-letniego, którego nigdy nie biłam i z którym nigdy
            nie
            > miałam żadnych kłopotów wychowawczych ani szkolnych. mamy za sobą lata
            rozmów,
            > wyjasniania sytuacjo spornych i WZAJEMNEGO SZACUNKU. I lubimy się.

            masz szczęście. Mógłbym Ci podać co najmniej kilka przykładów rodzin z
            niewielkiej wioski (jakieś dwieście rodzin), gdzie pobłażanie i "wyjaśnianie"
            słowne dzieciom (z bronieniem ich przed napastliwością innych) niestosownoości
            ich zachowania skończyło się nieciekawie. Dla samych rodzihn i większej
            społecznosci również. A pewnie wystarczyłoby przylać klapsem raz i drugi, gdy
            szczyl stłukł szybę u sasiada, a nie bronienie go za wszelką ceną i wyjaśnianie
            kochanemu dzieciątku niestosownosci jego zachowania

            > 2) Jestem pracującą nauczycielką (dzieci ze wszystkich rodzajów szkół i
            > studenci). Dzieci i młodzież za szacunek płacą szacunkiem, a konsekwencję
            > cenią. Rozmamłanie, niechęć, lenistwo nauczyciela widzą natychmiast. I
            > wykorzystują, oczywiście, jesli im sie na to pozwoli.

            Powaznie? A jak zamierzasz nie pozwalać? Szczególnie wtedy, gdy głównym
            rozrabiaką jest syn burmistrza, dyrektora szkoły lub b. ważnego dygnitarza z
            kuratorium.

            > 3) Zgadzam sie z Renią, że nie ma czegoś takiegojak "wychowanie bezstresowe" -
            > to oksymoron. Jest albo lepsze lub gorsze wychowanie, albo jego brak. życie
            w
            > społeczestwie to dostosowywanie sie do norm i reguł, a wychowywanie to
            > [ppokazywania i wyjaśnianie tych norm. A nie wymuszanie ich przestrzegania.

            wyjaśnianie na poziomie, do którego osobnik jest przystosowany. I, niestety,
            wymuszanie pewnych zachowań jest niezbędne. Jesteśmy ludźmi, nie aniołkami, a
            Twoje przekonania pachna mi idealizmem, który niestety w dziejach ludzkości
            niemal zawsze kończył się źle. To, co piszesz, sprawdzałoby się w przypadku
            społeczeństwa aniołów. Niestety jesteśmy tylko ludźmi.

            > 4) Zgadzam sie też z tym, że nie można niedoceniać wpływu środowiska. Dziecko
            > nasiaka jak gąbka przykłademdomowym wtedy, gdy jeszcze nie ma możliwości
            > porównania albo buntu. W wieku szkolnym bardzo juz trudno zmienić pewne
            > reakcje, przekonania, schematy reagowania. Dlatego jeśli dom nie nauczy
            szcunku
            > tylko lekceważenika i rozwiązań siłowych, to będą one potem preferowane przez
            > młodego człowieka w jego własnym środowisku.

            raz jeszcze proszę o podanie dobrej metody na słowne wpojenie jedno- czy
            dwulatkowi zasad, których winno się trzymać. Jeśli podasz takowe, niechybnie
            jakiś Nobel (no dobra, tego zakresu chyba Nobel nie obejmuje) albo inna nagroda
            oczekuje Cię niechybnie.

            > Jest naprawdę łatwiej i szybciej
            > wymusić niz rozmawiać i tłumaczyć. Ale długofalowe efekty osiąga się przez
            > rozmowę, a nie rozwiazania silowe.

            Absolutnie się nie zgadzam z takim generalizowaniem. W pewnych przypadkach,
            zależnych od charakteru obydwu stron, lepiej sprawdzaja się metody perswazyjne,
            w innych niestety nie da sie inaczej, niż metody bardziej bezpośrednie. W sumie
            od zwierzaczków pochodzimy ponoć, a w tym świecie instytucja karcenia zbyt
            rozwydrzonych osobników jest znana i z sukcesem stosowana.

            > Jeśli zbiłes dziecko, a ono ma do ciebie w
            > głębi duszy żal i pretensję - to nie osiągnąłeś nic poza doraxnym efektem.
            > Traktyjmy drugiego człowieka tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.
            > Niezależnie od jego wieku.

            Nie jest to możliwe. I raczej nigdy nie będzie. Takie postępowanie możliwe jest
            tylko w przypadku człowieka bez skazy. Niestety takiego na ziemi (poza Jezusem,
            Jego Matką i św. Józefem) niestety nie było i raczej nie będzie. Środki
            przymusu bezposredniego odpowiedniego dla stopnia rozwoju danego osobnika
            zawsze będa potrzebne.

            Pozdrawiam

            Losiu
            • Gość: weatherwax Re: do Camela i innych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 00:52
              losiu4 napisał:


              >> Podaj proszę sposób wyjaśnienia dziecku, ze prad go moze kopnąć.
              >
              Ale się wszyscy uczepili tego prądu!! No dobra, podam tem sposób: kupuje sie
              baterię płaską i każe się młodemu dotknąć językiem obydwu blaszek równocześnie.
              A potem należy wyjaśnić ile razy silniejszy jest ten prąd w gniazdku od tego z
              baterii. I że ten drugi tylko szczypie, a ten pierwszy po prostu zabija.Już.

              >
              >syn burmistrza, dyrektora szkoły lub b. ważnego dygnitarza z
              > kuratorium.
              >
              To jest istotny problem, fakt. Oraz gdy jest to syn rodziców, którzy informują
              go, żeby się nie przejmował szkołą, bo nauczyciel jest głupi, bo pracuje za
              psie pieniądze. Ale zauważ, że to znów są błędy popełnione na poziomie
              kilkulatka, które potem procentują. To nie szkoła wmówiła synowi notabla, że
              jest świętą krową, tylko jego dom. I naprawdę myślisz, że mu to wtłoczono do
              głowy biciem? Wrecz przeciwnie, wierz mi. Braku szacunku uczy się w domu.


              > raz jeszcze proszę o podanie dobrej metody na słowne wpojenie jedno- czy
              > dwulatkowi zasad, których winno się trzymać. Jeśli podasz takowe, niechybnie
              > jakiś Nobel (no dobra, tego zakresu chyba Nobel nie obejmuje) albo inna
              nagroda oczekuje Cię niechybnie.
              >
              Zasad nie wpaja się słownie, ale własnym przykładem. I konsekwencją w
              postępowaniu, ale bez przemocy.
              Gdy mój syn był w trzeciej klasie podstawówki pojechał na zieloną szkołę. Po
              powrocie jego wychowawczyni powiedziała mi: "Wie pani, że pani syn w ogóle nie
              umie kłamać? Nie rozumiem tego, ale on po prostu nigdy nie kłamie. Będzie mu
              ciężko w życiu."
              A ja go po prostu nigdy nie okłamałam, rozumiesz? W żadnej, najmniejszej
              sprawie.


              W pewnych przypadkach,
              > zależnych od charakteru obydwu stron, lepiej sprawdzaja się metody
              perswazyjne,
              >
              > w innych niestety nie da sie inaczej, niż metody bardziej bezpośrednie. W
              sumie
              > od zwierzaczków pochodzimy ponoć, a w tym świecie instytucja karcenia zbyt
              > rozwydrzonych osobników jest znana i z sukcesem stosowana.
              >
              Nie wiem, czy wiesz, że gdy zwierzęca matka karci swoje dziecko, np. uderzeniem
              łapy, to natychmiast potem drugą łapą je przygarnia i liże. Żebypokazać mu, że
              nie odtrąci ła go, tylko ukarała za jakieś odstępstwood normy (które może być
              niebezpieczne dla życia). A;le zwierzęta nie umieja argumentować.A ludzka
              matka / ojciec poza kara fizyczną z reguły zastosuje jeszcze represje słowne
              czyli odrzucenie osoby, a nie tylko potępienie zachowania dziecka.

              Po latach, w ramach wypierania nieprzyjemnych wspomnień, racjonalizujemy sobie
              tamte reakcje rodziców, bo nie chcemy być odrzucani.

              Widzisz, rozumiem reakcję zwierzęcą - dziecko chce wbiec pod samochód, muszę
              natychmiast zareagować, szarpnięcie za rękę może być bolesne, ale taka jest
              potrzeba chwili. Krzyk też. Nie rozumiem, że karą za takie "przewinienie" jest
              zapowiedź lania w domu, dwie godziny po fakcie, na zimno, dlatego tylko, że
              jest się silniejszym. A kto wytłumaczy młodemu, że wybieganie na ulicę jest
              niebezpieczne?

              A jeśli chodzi o cudze dzieci: kiedyś myłam okno, a pod oknem biegało dwóch
              małolatów goniących koty podwórzowe. Krzyknęłąm do nich, żeby dali spokoj.
              Gdzie tam! NIech sobie głupia baba z IV piętra pokrzyczy, kot tak fajnie
              ucieka...
              Zeszłam na dół i poszłam za dom. Wściekła, bo kocham koty. Jeden małolat
              uciekł, drugiego złapałam. Był przerażony. Druga klasa podstawówki. Zaczęłam, z
              nim rozmawiać.

              Spędziłam z nim kwadrans. Mąż był zdegustowany, po co? A myśmy gadali o roli
              kotów w miastach, o zagrożeniu gryzoniami; nie musiałam go juz trzymać, jak
              kucnęłam nawet mi usiadł na kolanie. Z nim nikt nigdy tak nie rozmawiał! Tylko:
              to zrób, tamtego nie rób! A dzieciak zadawał mądre pytania i w końcu sam
              powiedział, że powie koledze. A kotów już nhie będzie gonił skoro są
              pożyteczne.

              Dyskusja na tym forum dowodzi, że niestety "Newsweek" miał rację.

              Ja wolę swój idealizm. Sprawdza mi się.
              • losiu4 Re: do Camela i innych 18.02.04, 08:19
                Gość portalu: weatherwax napisał(a):

                > losiu4 napisał:

                > >> Podaj proszę sposób wyjaśnienia dziecku, ze prad go moze kopnąć.

                > Ale się wszyscy uczepili tego prądu!! No dobra, podam tem sposób: kupuje sie
                > baterię płaską i każe się młodemu dotknąć językiem obydwu blaszek
                równocześnie.
                > A potem należy wyjaśnić ile razy silniejszy jest ten prąd w gniazdku od tego
                z
                > baterii. I że ten drugi tylko szczypie, a ten pierwszy po prostu zabija.Już.

                no dobrze, postaram się po tym akapicie odczepić. Tylko dodam jeszcze, że
                metoda ta jest też przymusem fizycznym i może być uznana za znecanie się, oraz
                że w moim przypadku by nie poskutkowała. Lubiłem to szczypanie w język. I do
                aniołków iść chciałewm.

                > >syn burmistrza, dyrektora szkoły lub b. ważnego dygnitarza z
                > > kuratorium.

                > To jest istotny problem, fakt. Oraz gdy jest to syn rodziców, którzy
                informują
                > go, żeby się nie przejmował szkołą, bo nauczyciel jest głupi, bo pracuje za
                > psie pieniądze. Ale zauważ, że to znów są błędy popełnione na poziomie
                > kilkulatka, które potem procentują. To nie szkoła wmówiła synowi notabla, że
                > jest świętą krową, tylko jego dom. I naprawdę myślisz, że mu to wtłoczono do
                > głowy biciem? Wrecz przeciwnie, wierz mi. Braku szacunku uczy się w domu.

                "Wtłoczono" mu brakiem klapsa i pobłazaniem na kazdym kroku. Z tą częścią
                Twojej wypowiedzi (wina domu) zgadzam się.

                > > raz jeszcze proszę o podanie dobrej metody na słowne wpojenie jedno- czy
                > > dwulatkowi zasad, których winno się trzymać. Jeśli podasz takowe, niechybn
                > ie
                > > jakiś Nobel (no dobra, tego zakresu chyba Nobel nie obejmuje) albo inna
                > nagroda oczekuje Cię niechybnie.

                > Zasad nie wpaja się słownie, ale własnym przykładem. I konsekwencją w
                > postępowaniu, ale bez przemocy.

                jak to bez przemocy. Przecież samam podałaś kilka przykładów, że przemoc
                czasem bywa potrzebna.

                > Gdy mój syn był w trzeciej klasie podstawówki pojechał na zieloną szkołę. Po
                > powrocie jego wychowawczyni powiedziała mi: "Wie pani, że pani syn w ogóle
                nie
                > umie kłamać? Nie rozumiem tego, ale on po prostu nigdy nie kłamie. Będzie mu
                > ciężko w życiu."
                > A ja go po prostu nigdy nie okłamałam, rozumiesz? W żadnej, najmniejszej
                > sprawie.

                rozumiem. Masz b. grzeczne dziecko. Nie wszystkie takie są. Gdyby tak było,
                wielu porządnych rodziców, którzy tez nigdy dzieciom nie kłamali i dawali jak
                najlepszy przykład nie miałoby problemów z pociechami.

                > W pewnych przypadkach,
                > > zależnych od charakteru obydwu stron, lepiej sprawdzaja się metody
                > perswazyjne,
                > > w innych niestety nie da sie inaczej, niż metody bardziej bezpośrednie. W
                > sumie
                > > od zwierzaczków pochodzimy ponoć, a w tym świecie instytucja karcenia zbyt
                > > rozwydrzonych osobników jest znana i z sukcesem stosowana.

                > Nie wiem, czy wiesz, że gdy zwierzęca matka karci swoje dziecko, np.
                uderzeniem
                > łapy, to natychmiast potem drugą łapą je przygarnia i liże.

                Ze wsi jestem, kotów kilka w gospodarstwie mam. I muszę powiedzieć, że po
                klapsie nie zawsze kocica młode natychmiast przegarniała. Zależało od przewiny
                młodego i humoru jego rodzicielki.

                > Żebypokazać mu, że
                > nie odtrąci ła go, tylko ukarała za jakieś odstępstwood normy (które może być
                > niebezpieczne dla życia). A;le zwierzęta nie umieja argumentować.A ludzka
                > matka / ojciec poza kara fizyczną z reguły zastosuje jeszcze represje słowne
                > czyli odrzucenie osoby, a nie tylko potępienie zachowania dziecka.

                o to, to. _Poza_ karą fizyczną. Bo i klaps i reprymenda słowna i "odstawienie"
                tak samo jak chwalenie czy inne nagradzanie to metody wychowawcze. Oczywiscie
                metoda kija i marchewwki winna być wypełniona rodzicielską miłością.

                > Po latach, w ramach wypierania nieprzyjemnych wspomnień, racjonalizujemy
                sobie
                > tamte reakcje rodziców, bo nie chcemy być odrzucani.

                nie sądzę. Ja tam odczuwam, że po prostu mi się należało i za żadne skarby nikt
                by mi nie wytłumaczył słownie, że nie powinienem czegoś robić. A klaps
                poskutkował. Szukanie jakichś freudyzmów czy innych psychicznych odreagowań
                jakoś
                do mnie nie przemawia.

                > Widzisz, rozumiem reakcję zwierzęcą - dziecko chce wbiec pod samochód, muszę
                > natychmiast zareagować, szarpnięcie za rękę może być bolesne, ale taka jest
                > potrzeba chwili. Krzyk też. Nie rozumiem, że karą za takie "przewinienie"
                jest
                > zapowiedź lania w domu, dwie godziny po fakcie, na zimno, dlatego tylko, że
                > jest się silniejszym.

                akurat nie ja tak twierdziłem. Mnie chodziło mniej więcej o to samo co Tobie. O
                reakcję w momencie grubego przewinienia. Chociaż przyznać muszę, że czasem i
                zapowiedź lania jest potrzebna. I egzekucja tegoż. Człowieczek ma pamięć i
                zazwyczaj wie, za co zostanie ukarany. Znaczy, że czuje swoja winę.

                > A jeśli chodzi o cudze dzieci: kiedyś myłam okno, a pod oknem biegało dwóch
                > małolatów goniących koty podwórzowe. Krzyknęłąm do nich, żeby dali spokoj.
                > Gdzie tam! NIech sobie głupia baba z IV piętra pokrzyczy, kot tak fajnie
                > ucieka...
                > Zeszłam na dół i poszłam za dom. Wściekła, bo kocham koty. Jeden małolat
                > uciekł, drugiego złapałam. Był przerażony.

                nie dziwię się. Wszak nauczycielką jesteś i kto wie, czy delikwenta nie uczyłaś
                lub w przyszłości miałaś uczyć. Też byłbym przerazony. Szczególnie wtedy, gdyby
                prócz tego groziło mi lanie od rodzica, gdyby się dowiedział.

                > Druga klasa podstawówki. Zaczęłam, z
                > nim rozmawiać.
                > Spędziłam z nim kwadrans. Mąż był zdegustowany, po co? A myśmy gadali o roli
                > kotów w miastach, o zagrożeniu gryzoniami; nie musiałam go juz trzymać, jak
                > kucnęłam nawet mi usiadł na kolanie. Z nim nikt nigdy tak nie rozmawiał!
                Tylko:
                > to zrób, tamtego nie rób! A dzieciak zadawał mądre pytania i w końcu sam
                > powiedział, że powie koledze. A kotów już nhie będzie gonił skoro są
                > pożyteczne.

                a po wyrwaniu się z rąk nauczycielki i spotkaniu za rogiem z kolegą znów
                zaczęli koty gonić, śmiejac sie z jej naiwności. Wybacz sarkazm, ale często -
                gęsto takie rozmówki dydaktyczne nic nie dają. A wiem o tym, bo autobusem do
                roboty dojeżdżając słyszę nieraz naigrawania małolatów z naiwnosci nauczycieli,
                czy też ogólnie "starych". No chyba że miałaś szczęście i trafiłaś na
                grzecznego chłopczyka.

                > Dyskusja na tym forum dowodzi, że niestety "Newsweek" miał rację.

                "Newsweek" myli dwie rzeczy: znecanie sie i karcenie, gdy potrzeba. Częsty
                chwyt. No bo przecież "jesteś za klapsem? Znaczy, że popierasz tych rodziców,
                którzy skatowali niemowlaka".

                > Ja wolę swój idealizm. Sprawdza mi się.

                Ciesz się, że masz tak posłuszne i grzeczne dzieci, a nie mnie za swoich
                młodych lat :)

                Pozdrawiam

                Losiu
              • Gość: camel Re: do Camela i innych IP: *.dip.t-dialin.net 18.02.04, 08:55
                >
                > >> Podaj proszę sposób wyjaśnienia dziecku, ze prad go moze kopnąć.
                > >
                > Ale się wszyscy uczepili tego prądu!! No dobra, podam tem sposób: kupuje sie
                > baterię płaską i każe się młodemu dotknąć językiem obydwu blaszek
                równocześnie.


                A potem dziecko mowi o tym w szkole i zostajesz posadzona o maltretowanie
                dziecka:))) .. z premedytacja.


                camel
                • weatherwax Hej, Losiu i Camelu! 18.02.04, 23:19
                  A skoro już rozmawiamy o ludziach w wieku 2-4 lat i około, to zauważcie, że jak
                  małolat w tym wieku wypadnie z okna, to prokuraror nie ma pretensji do rodziców
                  o to, że mu nie wtłukli do małego łebka, że ma sie nie wychylać z okna, ale o
                  to, że nie dopilnowali! Bo kto, na Boga, zostawia tak małe dziecko sam na sam z
                  gniazdkiem elektrycznym i gwoździami, ze szklanką gorącej herbaty na stole czy
                  z otwartym oknem?!
                  To było jeszcze do Losia a propos prądu. ;-)
                  A jeśli chodzi o robienie głupstw, to dzieci nie maja na to monopolu -
                  poczytajcie o nagrodach Darwina ;-))

                  A z ta baterią to bardzierj wydaje mi sie eksperyment kontrolowany niz
                  maltretowanie ;-)
                  Losiu, niepotrzebnie ci mówili o tych aniołkach. Gdyby ci powiedzieli, że jak
                  cię prąd kopnie to już żadnego prezentu w życiu nie dostaniesz, ani na lody nie
                  pójdziesz, ani w noge nie pograsz,ani.... co tam najbardziej lubiłeś robic jako
                  dziecko?

                  A poważnie: ja byłam bita przez matkę za byle co, np za czwórke w szkole "bo
                  masz się dobrze uczyć". Niestety, do dzis uważam, że nie jest to mądra kobieta.
                  I owszem, mam żal. Po tylu latach.
                  A do 8 roku życia wychowywali mnie Dziadkowie. Babcia nie uderzyła mnie nigdy.
                  Dziadek raz - wpadłam znienacka do jego warsztatu i wyłączyłam mu światło. A on
                  wtedy akurat stał przy jakiejs maszynie i cos tam szlifował czy polerował.
                  Wyskoczył natychmiast za mną i dał mi w d... A potem wytłumaczył, że pracował
                  przy maszynie pod prądem i nagła ciemność mogła spowodować wypadek, np. mogło
                  mu urwać rękę. Nie mam pretensji, miał rację. Ale tobyło raz, nie czuje sie
                  upokorzona, szanuje go. A matka upokarzała mnie z premedytacja, z braku lepszej
                  metody.
                  Każdy jest inny i inaczej odbiera świat. Ja próbuję żyć bez przemocy- nie bij
                  słabszego- znaczy dziecka, starca , psa...

                  A poza tym, otoczenie było inne gdy bylismy dziecmi -spójrzcie czym "zabawia"
                  nas telewizja. Czy proponujecie coś swoim dzieciom zamiast wpatrywania sie w
                  ekranik? I co?

                  Camel, ważne co dziecko mysli o czym ci nie powie. Gdy mój syn miał jakies 6
                  lat zapytałam go , co mysli o mnie, gdy tak wrzeszczę na niegoczasem (nie
                  biłam, ale wrzeszczałam ). A on powiedział bardzo poważnie: "Myslę, że jesteś
                  głupia baba." I to była lekcja dla mnie.
                  POozdrawiam.
      • Gość: anieze Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 15:10
        Maika7. Mądrze mówisz ale ... Czy masz dzieci czy tylko teoretyzujesz ?
        • maika7 maikowe wyjaśnienia - do anieze i nie tylko :-) 17.02.04, 17:33
          Popieram to, co piszą m. in. weatherwax, yagnieszka, kuchareczka.

          Co do klapsów - wiem, że mniej szkody przynoszą niż karanie takim biciem o
          jakim mowa w pierwszym poście, i o które chyba najbardziej chodzi w tym wątku,
          ale myslę, że też są do uniknięcia.

          Pomiędzy biciem (a nawet klapsami), a całkowitą bezkarnością jest cała gama
          różnych możliwych zachowań rodzica przerywających negatywne (np. wspomniane
          pchanie gwoździ do kontaktu) zachowanie dziecka.

          No tak, myślałam , że padnie pytanie o to, czy mam dzieci :-)))
          Już na innym forum buntowałam się przeciwko argumentowi "mam dzieci, więc
          wiem...", albo "jak nie masz dzieci to nie gadaj" :-))

          Mam dwoje dzieci. Córka ma 13 lat, syn - 16. Nie udało mi się uniknąc klapsów
          zupełnie - własnie jak syn był malutki. Córka dostała klapsa może trzy razy w
          życiu. Mąż nigdy nie uderzył żadnego z dzieci.
          Nie mam z nimi problemów wychowawczych takich, których nie dałoby się rozwiązać
          przy pomocy rozmowy.
          :-)
          M.
          • Gość: krzaczor bicie pasem... IP: *.ghnet.pl 20.02.04, 18:09
            Pamiętam jak byłem mały to rodzice nas bili ale tylko i wyłącznie za
            kłamstwo.Dostawało się lanie pasiorem przez spodnie.Wraz z bratem bliżniakiem
            jednak obmyśliliśmy "ulepszenie".Często wywiadówki były jesienią i zimą,tak że
            kalesonki przydawały się jak znalazł:)Z czasem jednak nasz pomysł
            przepadł...Najlepsze było jak mama kiedyś się już zamachnęła i już chciała nas
            za zatajenie prawdy(=kłamstwu)spasiorzyć na gołe tyłki..Okazało się ,że brat
            miał 2 pary kaleson:)Cóż myślę ,że lanie nauczyło mnie nie kłamać.Nie jest to
            dla mnie przykre ale myślę ,że więcej mozna zdziałać rozmową z małym i większym
            dzieckiem.Dla mnie niepokojące jest inne zdarzenie...JAK DOROSŁY OJCIEC MOŻE
            SIĘ BAĆ SWOJEGO WYROSTKA???LUDZIE WYTŁUMACZCIE MI TO
    • Gość: camel Re: DO WSZYTKICH.. bezstresowe wychowanie IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 17:27
      www.agavis.de/strona/zazoo%20cannes.mpg
    • Gość: kobietka32 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.04, 17:33
      ciekawa dyskusja ,więc też się wypowiem . mam 6 letnią córkę .zdarzyło mi się
      kilka razy dać klapsa w pupę . i co? i nie pomagało w ogóle .był żal płacz i
      nie docierało do niej za co została uderzona . balało i już . a mnie bolało
      też . moje sumienie i matczyne serce .miałam żal do siebie że dałam się ponieść
      emocjom , że zabrakło mi cierpliwości ,że znalazłam najprostsze wyjście-
      pokazałam swoją siłę i przewagę.nie zrobiłam tego od 3 lat .moja córka jest
      mądrą , pogodną dziewczynką .nie ma lęków nocnych ,kocha zwierzęta , jest
      czuła ,wrażliwa .owszem ,stworzyłam granice w bezstresowym wychowaniu i
      konsekwentnie ich przestrzegam .poświęcamy oboje z mężem córce jak najwięcej
      uwagi gdy tylko ten czas wolny mamy ,dużo rozmawiamy ,bawimy
      się ,gramy ,chodzimy na spacery, ale przede wszystkim nie ignorujemy złych
      zachowań dla swojego świętego spokoju .i nie uważam przy tym że klapsem robi
      się dziecku krzywdę .jest on usprawiedliwiony wtedy gdy inne metody nie
      skutkują a poczynanie dziecka jest zagrożeniem jego zdrowia lub życia .
      mojego męża każdy wymierzony przez niego klaps przyprawiał póżniej o straszne
      wyrzuty sumienia. zrezygnował z nich po 2 razach .
      a i jeszcze jedno!przytulajmy rozżalonego klapsem malucha i to wcale nie będzie
      oznaką naszej słabości.i umiejmy nasze dziecko przeprosić i powiedzieć że
      dorośli czasami tracą panowanie nad sobą . niczego nam to nie ujmie a staniemy
      się ludżmi takimi samymi jak nasze dzieci ze słabostkami i przewinieniami!
      pozdrawiam!
    • maika7 od maiki7 do camela 17.02.04, 17:58
      >Ty masz dziecko tak wychowac, zeby samo potrafilo przewidzeic co jest
      >niebezpieczne. Nigdy nei bedziesz w stanie zabespoeczyc wszystkiego.

      O tym pisała yagnieszka. Rodzic uczy przewidywania, kojarzenia faktów. Jasne,
      że nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego, ale uczy samodzielności działania
      i samodzielności myślenia.

      >W Europie dzieciaki sa wychowywane tak, jakby byly ksiazetami. Zero >klapsow,
      zero odpowiedzialnosci, chamstwo itd.

      Camel, moje dzieci są wychowywane w Europie. Nie są książętami, są
      odpowiedzialne, nie są chamami (mam nadzieję :-). Myślę, że dzieci wielu innych
      europejskich rodziców też są podobne do moich. Nie uogólniaj więc, proszę.

      >Dlatego ja popieram jedna. Jezeli potrafisz wychowac dziecko bez >klapsa PLUS
      dla ciebie, jezelie nie, to nie ryzykuj, ze kiedys dziecko >nazwie cie szmata.
      To juz lepiej niech sie ciebie boi i szanuje:

      Dzieci bite też nazywają swoich rodziców szmatami. Nie chcę szacunku opartego
      na strachu, chcę szacunku opartego na wzajemnym zrozumieniu i wzajemnej
      bliskości. Bicie to raczej wyklucza.
      Szacunek ze strachu nie jest według mnie szacunkiem.

      >To ze dam dzieciakow klapsa, bo nie wykonal tego czego oczekuje , mimo
      >kilkakrotnego powtarzania, nie jest moja porazka, jest kara dla >dziecka i tak
      powinno zostac odebrane.

      A jeśli oczekujesz czegoś głupiego i dzieciak wykazał się rozsądkiem właśnie
      nie wykonując polecenia?? Camel, pomiędzy kilkakrotnym powtarzaniem a klapsem
      masz całą gamę zachowań innych - chyba to zauważasz??

      >Tak, ale jak ci szef powie, ze masz cos zrobic, albo cie wywali to >podyrdasz
      wykonac polecenie. To jest wlasnie autorytet.

      Mamy zupełnie inne rozumienie słowa "autorytet". Ktoś, kto opiera swój
      autorytet na swojej władzy nie jest dla mnie autorytetem

      >To nie on jest od ciebie zalezny, tylko ty od niego i to on (niestety) >wydaje
      polecenia. A ty jestes od pracowania.

      W pracy jestem od współpracowania. Od tego jak ta współpraca pomiędzy mną a
      moim szefem będzie się układała zależy NASZ i NASZEJ FIRMY wspólny sukces.

      M.
      • Gość: camel Re: od maiki7 do camela IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 19:09
        > Camel, moje dzieci są wychowywane w Europie. Nie są książętami, są
        > odpowiedzialne, nie są chamami (mam nadzieję :-). Myślę, że dzieci wielu
        innych
        >
        > europejskich rodziców też są podobne do moich. Nie uogólniaj więc, proszę.


        Nie obraz sie, ale widze to co sie dzieje w tutejszych szkolach. Moze gdzie
        indziej jest inaczej, ale szkoly w Berlinie, to ogolnie rzecz ujmujac dno
        wychowawcze.
        Zreszta trudno uogolniach. 100% dzieciakow to nie sa chaskie dzieciaki. Ale
        obawiam sie, ze te 10% ktore mozna do nich zaliczyc potrafia niezle innym zycie
        uprzykrzyc.

        > Dzieci bite też nazywają swoich rodziców szmatami.

        Ty chyba mowiasz raczej o cieciach katowanych. NIgdy nie slyszalem, zeby ktores
        z dzieci ktore zanm (coz nie ma ich az tak duzo= odezwalo sie niewlasciwie do
        rodzicow. A z tego co wiem, kazde z nich dostalo nie raz klapsa.

        > A jeśli oczekujesz czegoś głupiego i dzieciak wykazał się rozsądkiem właśnie
        > nie wykonując polecenia??

        A jezeli domagam sie spokoju i przyciszenia TV? A jezeli dzieciak mimo to nie
        przycisza, a wrecz poglasnia, zeby jeszcze lepiej slyszec? To akurat nie
        zmojego domu, tylko z sasiadki. Skonczylo sie klapem i byl spokoj. Za pol
        godziny dziecko przyszlo, przeprosilo i nie bylo zadnych problemow. Acha,
        wylaczenie telewizora skonczylo sie wrzaskiem...
        Moze mam pecha i spotykam tylko takie dzieciaki? Ale na prawde nie znam ani
        jednego, ktore w zyciu nie dostalo ani razu klapa.

        > Mamy zupełnie inne rozumienie słowa "autorytet". Ktoś, kto opiera swój
        > autorytet na swojej władzy nie jest dla mnie autorytetem

        Nie wazne jaki to autorytet, TY jako pracobiora masz go szanowac. A jemu moze
        wisiec czy ty go lubisz czy nie. Tak to wyglada. Mozesz z nim wspolpracowac i
        mozesz go lubic i ach i och, a powiedz tylko raz, ze masz gdzies to co on ci
        zlecil do zrobienia. Dziecku mozesz tlumaycz 10 razy, szef cie po prostu zwolni
        i nie bedzie tlumaczyl.

        camel
        • Gość: maika7 Re: od maiki7 do camela II IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.04, 22:30
          >Nie obraz sie, ale widze to co sie dzieje w tutejszych szkolach. Moze gdzie
          >indziej jest inaczej, ale szkoly w Berlinie, to ogolnie rzecz ujmujac dno
          >wychowawcze.

          Nie obrażam sie, tylko uogólnianie nie odpowiada mi jako argument w dyskusji,
          szczególnie, gdy czuję sie inna od "uogólnienia" :-))

          >Zreszta trudno uogolniach. 100% dzieciakow to nie sa chaskie dzieciaki. Ale
          >obawiam sie, ze te 10% ktore mozna do nich zaliczyc potrafia niezle innym
          zycie
          >uprzykrzyc.

          Ale, żeby dowiedzieć sie dlaczego są chamskie trzeba by przeanalizowac sytuacje
          rodzinna kazdego z nich - podejrzewam, że nie są to dzieciaki
          wychowywane "bezstresowo"

          >Ty chyba mowiasz raczej o cieciach katowanych. NIgdy nie slyszalem, zeby
          ktores
          >z dzieci ktore zanm (coz nie ma ich az tak duzo= odezwalo sie niewlasciwie do
          >rodzicow. A z tego co wiem, kazde z nich dostalo nie raz klapsa.

          Rozróżnijmy - klaps, dany od czasu do czasu w tyłek, a poza tym mnóstwo
          miłości, a klaps jako codzienna metoda wychowawcza to inne klapsy. Bicie to
          bicie - takie np. jak w przedstawione w pierwszym, rozpoczynającym ten watek
          poście. To w sumie trzy rożne sprawy. Nad klapsami sporadycznymi nie
          rozdzierałabym szat. Chodzi o bicie jako metodę wychowawczą. Tego nie popieram.
          Klapsów też, ale nie tak stanowczo :-)

          >A jezeli domagam sie spokoju i przyciszenia TV? A jezeli dzieciak mimo to nie
          >przycisza, a wrecz poglasnia, zeby jeszcze lepiej slyszec? To akurat nie
          >zmojego domu, tylko z sasiadki. Skonczylo sie klapem i byl spokoj. Za pol
          >godziny dziecko przyszlo, przeprosilo i nie bylo zadnych problemow. Acha,
          >wylaczenie telewizora skonczylo sie wrzaskiem...

          Musiało się skończyć klapsem? Nie mogło się skończyć inaczej? Może mogło się
          skończyć wyjaśnieniem dlaczego przeszkadza Ci włączony telewizor? A może to Ty
          przeszkodziłeś np. w dobranocce?

          >Moze mam pecha i spotykam tylko takie dzieciaki? Ale na prawde nie znam ani
          >jednego, ktore w zyciu nie dostalo ani razu klapa.

          Ja też nie znam, ale to nie powód, żebym uznała powszechność stosowania klapsow
          za dobre, a bicie (powtarzam bicie) za dobrą i skuteczną metodę wychowawczą :-)

          >Nie wazne jaki to autorytet, TY jako pracobiora masz go szanowac.

          No co Ty??? NIE MAM obowiązku szanować kogos kto na szacunek nie zasługuje
          niezależnie kim jest. Jako pracobiorca TEŻ MOGĘ zasługiwać na szacunek (nawet
          mojego szefa!!!).

          >A jemu moze wisiec czy ty go lubisz czy nie. Tak to wyglada. Mozesz z nim
          wspolpracowac i
          >mozesz go lubic i ach i och, a powiedz tylko raz, ze masz gdzies to co on ci
          >zlecil do zrobienia. Dziecku mozesz tlumaycz 10 razy, szef cie po prostu
          zwolni
          >i nie bedzie tlumaczyl.

          Ależ ja nie mówię, że mam gdzieś. Mówię, że mogę wykonać to w tym albo innym
          terminie. Albo mówię, że nie mogę wykonać i tłumaczę dlaczego. Uprzedzę
          pytanie. Pracuję (nie teoretyzuję więc). Jeszcze nigdy nie zostałam zwolniona
          (na razie :-)). Szef tyran spowodowałby, że nie pracowalabym dla niego :-)))
          Miałabym go "gdzieś" - używajac Twojego słownictwa :-))
          Z dzieckiem buduję relacje na całe życie - z szefem raczej nie :-))) I dlatego
          bardziej zależy mi na wzajemnym szacunku z dzieckiem :-))

          M.

          • Gość: camel Re: od maiki7 do camela II IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 23:18
            > Rozróżnijmy - klaps, dany od czasu do czasu w tyłek, a poza tym mnóstwo
            > miłości, a klaps jako codzienna metoda wychowawcza to inne klapsy. Bicie to
            > bicie - takie np. jak w przedstawione w pierwszym, rozpoczynającym ten watek
            > poście. To w sumie trzy rożne sprawy. Nad klapsami sporadycznymi nie
            > rozdzierałabym szat. Chodzi o bicie jako metodę wychowawczą. Tego nie
            popieram.


            no i ja to wlasnie rozrozniam. nie popieram klapsow za kazdym razem bo akurat
            dziecko zbilo szklanke, czy sie przewrocilo i ubrudzilo spodnie. ale mam
            wrazenie, ze czasem to rzeczywiscie skutkuje. byle nie za czesto bo sie dziecko
            przyzwyczai, heheh... to oczywiscei zart.

            > Musiało się skończyć klapsem? Nie mogło się skończyć inaczej? Może mogło się
            > skończyć wyjaśnieniem dlaczego przeszkadza Ci włączony telewizor? A może to
            Ty
            > przeszkodziłeś np. w dobranocce?

            Nie, wlasnie w tym problem, ze sie nie dalo inaczej. Bylo juz dosyc pozno, po
            21.00 - dla 6 latka to pora do lozka. A on caly czas ogladal jakies kreskowki z
            kasety. Prosba o przyciszenie nie skutkowala, podniesienie glosu przynioslo
            odwrotny skutek - dzieciak przyglosnil TV, wylaczenie TV skonczylo si eokropnym
            wrzaskiem, prawie histerycznym. Po prostu matka nie wytrzymala. Jak dla mnei to
            dziwne bylo to, ze dziecko wogole nie reagowalo na prosby pojscia do lozka. Po
            prostu jakby nie zwracalo na to uwagi, albo mowilo "zaraz". Pewnie tu wina
            matki, ze nie ustanowila pewnych regul. No ale podobno uczymy sie na bledach.

            > No co Ty??? NIE MAM obowiązku szanować kogos kto na szacunek nie zasługuje
            > niezależnie kim jest. Jako pracobiorca TEŻ MOGĘ zasługiwać na szacunek (nawet
            > mojego szefa!!!).

            Alez oczywiscie, tylko to on cie moze zwolnic, a nie ty jego.
            Szasunek i respekt to jedno, a coz... przewaga to drugie. I zebys nie wiem co
            mowila, to wlasnie tak zbudowane jest spoleczenstwo - ktos jest na gorze, a
            ktos na dole.
            • Gość: weatherwax do camela i in. - jeszcze 2 słowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 01:07
              Camel, a słyszałes ty kiedy o budowaniu poprawnych stosunków mimędzyuludzkich w
              zakładzie pracy? I o zatrudnianiu psychologów tamże?
              A wiesz, co to jest kolektyw?
              To nie jest tak, że jak ktoś jest moim szefem to ja go MUSZĘ szanować. Na
              szacunek trzeba sobie zasłużyć.

              I jesli chodzi o stosunki rodzice - dzieci, jest tak samo. Jeśli pijany ojciec
              wysyła małolata po alkohol, to on musi iść, bo to jego ojciec, tak? I ma go
              szanować, w momen cie gdy tamtenb rzyga pod łóżko.

              Szacunek jest funkcją zachowania. Zawsze.
              Wiesz, co dziecko mówi, ale nie wiesz, co o tobie myśli.

              Jak sądzisz, dlaczego tylu starych ludzi ląduje w domach starców, chociaz mają
              dzieci? Bo te dzieci same z siebie takie nieczułe?

              Całe życie pracujemy na swoją przyszłość.
              • Gość: camel Re: do camela i in. - jeszcze 2 słowa IP: *.dip.t-dialin.net 18.02.04, 10:43
                > zakładzie pracy? I o zatrudnianiu psychologów tamże?
                > A wiesz, co to jest kolektyw?
                > To nie jest tak, że jak ktoś jest moim szefem to ja go MUSZĘ szanować. Na
                > szacunek trzeba sobie zasłużyć.

                Tak, ale ty mowisz o idelanych warunkach. A takie zdarzaja sie, coz..rzadko.
                Najczesciej bywa tak, ze szef cos chce a ty to robisz, szanujecie sie
                wzajemnie, ale on cie jest w stanie powiedziec, pani X, w tym roku nie moze
                pani wziac urlopu pomiedzy czerwcem i wrzesniem, bo cos tam... I co odpowiesz
                mu " BO co, ty durniu?". Nie, bo to twoj szef i wiesz czym to sie skonczy.
                Dziecka nie zwolnisz z pracy, a juz jak ci powie, ty stara d--po to moze masz
                go poglaskac? Coz... O tym mowie.
                KAZDY szef ma przewage, a jestem pewien ze 99% pracownikow narzeka na swojego
                szefa, ale nikt nic nie powie.

                A o szacunkow do rodzicow. Nie wciskaj mi tych glodnych gawalkow o szacunku
                dorodzica maltretujacego dziecko. Przeciez dorze wiesz, ze tu nie chodzi o
                maltretowanie, tylko o zasada - wystepek kara. Kara powinna byc odpowiednia do
                wystepku, a klaps w tylek to najwyzszy jej wymiar. I chyba tylko psychichznie
                przewrazliwione osoby uznaja to jako porazke.
                Jak w spoleczenstwie naublizasz komus, to ktos cie poda do sadu, a sad wymierzy
                ci kare, a nie bedzie z toba rozmawial. Jak cos zniszczysz to musizs zaplacic.
                I to twoja kara.
                Nie porownj klapsa z maltretowaniem. Bo ptem okaze sie, ze maltretowanie
                dziecka to zakaz ogladania TV i wychodzenia na dwor (bo dziecko jak kazdy
                czlowiek ma prawo decydowac o sobie). W Szwecji jais dziecak oskarzyl matke o
                to, ze pstawila mu szlaban.
                Nie popadajmy w paranoje. Prawda, ze szacunku nie da sie budowac na strachu,
                ale na tym, ze konsekwencja niewlasciwego zachownia sa kary, wymierzone przez
                kogos "nad" toba.

                camel
            • Gość: maika7 Re: od maiki7 do camela III IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.04, 15:10
              >no i ja to wlasnie rozrozniam. nie popieram klapsow za kazdym razem bo >akurat
              dziecko zbilo szklanke, czy sie przewrocilo i ubrudzilo >spodnie. ale mam
              wrazenie, ze czasem to rzeczywiscie skutkuje. byle >nie za czesto bo sie
              dziecko przyzwyczai, heheh... to oczywiscei zart.

              Ok, rozumiem Twoje stanowisko. Patrząc jednak na mnie i moje dzieci mam
              poczucie nie tyle winy za dane kiedyś klapsy, ale poczucie niesmaku, że
              poradziłam sobie w tamtych sytuacjach w taki własnie sposób. Ale nie o tym ten
              wątek :-))

              >Nie, wlasnie w tym problem, ze sie nie dalo inaczej...... Pewnie tu >wina
              matki, ze nie ustanowila pewnych regul. No ale podobno uczymy sie >na bledach.

              I ojca i ojca.....nie tylko matki wychowują dzieci :-) Myslę, że klaps był do
              uniknięcia - ale własnie najpierw trzeba ustalić pewne jasne reguły i granice :-
              )

              >Alez oczywiscie, tylko to on cie moze zwolnic, a nie ty jego.
              >Szasunek i respekt to jedno, a coz... przewaga to drugie. I zebys nie >wiem co
              mowila, to wlasnie tak zbudowane jest spoleczenstwo - ktos >jest na gorze, a
              ktos na dole.

              Camel, szef zwalniając mnie ponosi stratę, bo traci cennego pracownika. Nie
              każdy szef może sobie na to pozwolić. Musi więc grac ze mną fair. Poza tym
              zauważ, że ja tez sama mogę się zwolnić, jeśli warunki w pracy mi nie
              odpowiadają :-))

              I jeszcze z Twojej odpowiedzi do weatherwax (że tak sie wtrącę...)

              >Kara powinna byc odpowiednia do wystepku, a klaps w tylek to najwyzszy >jej
              wymiar. I chyba tylko psychichznie przewrazliwione osoby uznaja to >jako
              porazke.

              Nie jestem chyba psychicznie przewrazliwiona, ale oceniałam wyżej swoja
              pomysłowość, plastyczność, inteligencję itd. w wychowywaniyu moich dzieci.
              Porażka?? - raczej pewne rozczarowanie samą sobą i lekcja na przyszłość :-))
              Lekcja dla mnie :-)

              >Nie popadajmy w paranoje. Prawda, ze szacunku nie da sie budowac na >strachu,
              ale na tym, ze konsekwencja niewlasciwego zachownia sa kary, >wymierzone przez
              kogos "nad" toba.

              Konsekwencją niewłaściwego zachowania są określone skutki - zbita szyba, ból
              kogoś uderzonego, itp, itd. Zamiast lania uczę naprawiać doznane krzywdy,
              wyrządzone szkody itd... To zazwyczaj skuteczniejsze jest od kar :-)

              I w sprawie kontaktu, dzieci zanim jeszcze zaczna mówić rozumieją gesty.
              Dotykania kontaktu zabrania sie chyba wcześniej niż w wieku 3 lat??? (to
              bardziej do losia niz di Ciebie)

              M.

    • Gość: rusałka Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.pl / *.one.pl 17.02.04, 18:27
      > ,,Majtki w dół, położyć się na taboret i mimo bólu nie wrzeszczeć - bicie
      > dzieci jest w połowie polskich domów normą wychowawczą

      ostatnio przeczytałam gdzieś (przepraszam, nie pamietam źródła ale nie kłamię)
      że około połowa panien młodych w Polsce do ślubu idzie w ciąży. Odliczywszy
      tych niekonwencjonalnych którzy postarali sie najpierw o potomka a potem o
      legalizację związku, statystyka ta pozwala przypuszczać, że blisko połowa
      polskich dzieci to efekt przypadku i nieodpowiedzialności. Rzeczywistosc miasta
      powiatowego w którym mieszkam zdaje się to potwierdzać.
      jeśli statystyka nie kłamie, to, moim zdaniem, mamy już przyczynę tego stanu
      rzeczy.
      rusałka zawsze powtarza:
      Dobra antykoncepcja + wiecej odpowiedzialności = mniej nieszczęśliwych ludzi.
      Małych i dużych.
      • Gość: mika Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.visp.energis.pl 17.02.04, 20:54
        To co na swiecie jest domena ludzi z marginesu spolecznego (tj. bicie dzieci) w
        Polsce jest norma prawie kazdego domu!!!!
        • Gość: camel Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.dip.t-dialin.net 17.02.04, 23:21
          > To co na swiecie jest domena ludzi z marginesu spolecznego (tj. bicie dzieci)
          w
          >
          > Polsce jest norma prawie kazdego domu!!!!

          Nie plec, to zalezy co rozumiesz pod pojeciem bicie dzieci.
          Przykr mi, ale wsrod moich znajomych nie ma marginesu, a nie nawet
          polmarginesu, a dziecie klapy dostaja, jak zasluza i nikt sie z tego powodu nie
          wstydzi.

          camel
          • moniorek1 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 18.02.04, 01:44
            Nawet w naturze zdarza sie ,ze samica karci mlode i to bynajmniej nie z
            powodu,ze jest sfrustrowana,rowniez nigdy nie slyszalam zeby zwierzeta
            swiadomie sie znecaly nad potomstwem. Tak wiec wychodzi na to ,ze fizyczne
            skarcenie nie jest niczym zlym :)
            • iwusia Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 18.02.04, 10:41
              a tak na marginesie...czy ktoś z "idealistów" tutaj wypowaidających się,
              przeczytał w tym samym numerze artykuł zamieszczony zaraz po omawianym tutaj
              artykule?
              • Gość: maika7 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.04, 09:17
                Iwusiu, kogo zaliczasz do grona idealistów?

                Tych, którzy bijąc (nie piszę o sporadycznych klapsach) myślą, że w ten sposób
                osiągną sukces wychowawczy?

                Czy tych, którzy sądzą, ze istotniejszą rolę w wychowywaniu odgrywa pozytywny
                przykład dawany dzieciom i poszanowanie ich jako ludzi po prostu (czyli nie
                bicie)?

                Bo jakieś niejasne to dla mnie :-))

                Artykuł czytałam :-) sytuacja w Szewcji jest mi znana :-)

                M.
                • Gość: camel Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.dip.t-dialin.net 19.02.04, 09:27
                  > Tych, którzy bijąc (nie piszę o sporadycznych klapsach) myślą, że w ten
                  sposób
                  > osiągną sukces wychowawczy?

                  Wiesz, ty juz sie zaliczasz wedlug IDEALISTOW do dreczycieli i psychicznie
                  nieudolnych rodzicow. Napisalas <(nie piszę o sporadycznych klapsach)>.. i ty
                  wystarczy. Dla idealistow ktos, kto da sporadycznie klapsa powinien sie
                  leczyc:))
                  • Gość: maika7 Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.04, 15:18
                    :-))) miałam nadzieję, że wymknęłam się wszelkim klasyfikacjom, no cóż..
                    :-)))
                    M.
                • iwusia Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 09:41
                  chodzi mi o osoby które potepiają nawet te sporadyczne klapsy uważając że jest
                  to tez bicie i znęcanie sie nad dzieckiem. Osoby które pisza o rozmowach z
                  dzieckiem (nawet 3 letnim) o rzeczach które zrozummie tak naprawde dopiero za
                  kilka lat, mając nadzieje że to go nauczy itp itp. Chciałam tylko zwrócić uwage
                  że zbyt skrajne podejście w druga stronę, totalnej bezkarności, moze równiez
                  doprowadzić do tragicznych w skutkach efektów.
                  Ja tez jestem zwolenniczką wychowania dziecka poprzez dawanie przykladu i
                  słowne tłumaczenie dlaczego tak a nie inaczej, ale również kilka razy zdazyło
                  mi sie dać córce klapsa i uważam że w tych sytuacjach było to jedyne
                  rozwiązanie i słuszne. Zaznaczam klaps, który nie boli ale sygnalizuje, a nie
                  bicie pasem czy tez inne bardziej okrutne meteody, bo za to sama bym udusiła
                  taka osobe.
                  moja kolezanka dużo i często bywa w Dani i tam sytuacja jest bardzo podobna jak
                  w Szwecji. Jak dla mnie takie podejście do tematu jest chore. Ze skrajności w
                  skrajnośc, przeciez to chore.
                  pozdrawiam:)
                  • iwusia ps. 19.02.04, 09:48
                    chyba musze wypic kawe bo sie zaczynam powtarzać:)
                    • Gość: maika7 refleksji garstka :-)) IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.04, 15:14
                      Rozumiem juz kogo masz na mysli pisząc "idealiści".
                      Przegięcia w każdą strone są chyba niebezpieczne, ale niektórzy moga miec
                      powody do większej od innych wrażliwości. Wyobrażam sobie, że gdybym np. była
                      katowana w dzicinstwie to może wolałabym NIE ukarać swojego dziecka NAWET
                      KLAPSEM. Gdybym się naoglądała skutków katowania dzieci (szpital - oddział
                      dziecięcy, dom dziecka...) to też chyba miałabym uraz i była przeciwniczka
                      nawet klapsów. Ale niezależnie od moich wcześniejszych i obecnych ewentualnych
                      przeżyć to i tak chciałabym umieć trafiać do dzieci bez przemocy (fizycznej,
                      psychicznej) :-))

                      Zgadzam się z Tobą, że całkowita bezkarność może też wyrządzić wiele szkód.
                      Jestem zwolenniczką poglądu, że rodzice wyznaczają granice w obrębie których
                      wszyscy członkowie rodziny się poruszają na mniej więcej równych prawach.

                      Co do ewentualnego zaliczenia weatherwax do grona idealistów to ja bym bardzo
                      chciała, żeby taka idealistka uczyła moje dziecko. Bo w szkole na ogół moje
                      dzieci spotykają się raczej z nie-idealistami :-((
                      Hm... spotykają się z realistami "wiesz mamo, a pan X to wie, kogo może
                      przytrzasnąć drzwiami" :-(((

                      M.

                      • iwusia Re: refleksji garstka :-)) 20.02.04, 17:29
                        Gość portalu: maika7 napisał(a):

                        > Rozumiem juz kogo masz na mysli pisząc "idealiści".
                        > Przegięcia w każdą strone są chyba niebezpieczne, ale niektórzy moga miec
                        > powody do większej od innych wrażliwości. Wyobrażam sobie, że gdybym np. była
                        > katowana w dzicinstwie to może wolałabym NIE ukarać swojego dziecka NAWET
                        > KLAPSEM. Gdybym się naoglądała skutków katowania dzieci (szpital - oddział
                        > dziecięcy, dom dziecka...) to też chyba miałabym uraz i była przeciwniczka
                        > nawet klapsów. Ale niezależnie od moich wcześniejszych i obecnych
                        ewentualnych
                        > przeżyć to i tak chciałabym umieć trafiać do dzieci bez przemocy (fizycznej,
                        > psychicznej) :-))

                        każdy tak chce, lecz nie zawsze sie da. Klaps w tyłek to ostatecznośc ale nie
                        zbrodnia. Nie mieszajmy pojęć klpasa a bicia czy maltretowania dziecka

                        >
                        > Zgadzam się z Tobą, że całkowita bezkarność może też wyrządzić wiele szkód.
                        > Jestem zwolenniczką poglądu, że rodzice wyznaczają granice w obrębie których
                        > wszyscy członkowie rodziny się poruszają na mniej więcej równych prawach.

                        Generalnie u mnie jest zasada że tłumaczymy nie bijemy, ale kilka razy dopiero
                        klaps w tyłek poskutkował. Moja córka ma juz 6 lat więc jest już za duża na
                        karcenie jej w ten sposób bo w tym wieku to nie daje żadnych efektów,
                        przynajmniej w jej przypadku. Ale za to więcej zakazów i nakazów i dużo dużo
                        rozmów. Zauwazyłam że jak się dziecku ostro nie wyznaczy granic to potem
                        wejdzie na głowe.
                        >
                        > Co do ewentualnego zaliczenia weatherwax do grona idealistów to ja bym bardzo
                        > chciała, żeby taka idealistka uczyła moje dziecko. Bo w szkole na ogół moje
                        > dzieci spotykają się raczej z nie-idealistami :-((
                        > Hm... spotykają się z realistami "wiesz mamo, a pan X to wie, kogo może
                        > przytrzasnąć drzwiami" :-(((
                        >
                        > M.
                        >

                        co d nauczycieli to juz inna para kaloszy. Uważam że od wyznaczania kar sa
                        rodzice a nie nauczyciele. Nauczyciel powinien tłumacxyć a jesli to nie pomaga
                        odwołac się do rodziców a nie samemu wymierzać kare. Mnie od września czeka
                        przezywanie pierwszych szkolnych kroków córeczki i rónież mam nadzieje że trafi
                        na dobrego pedagoga.
                        pozdrawiam:)
                        • Gość: maika7 Re: refleksji garstka :-)) IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.04, 18:36
                          >każdy tak chce, lecz nie zawsze sie da. Klaps w tyłek to ostatecznośc >ale nie
                          zbrodnia. Nie mieszajmy pojęć klpasa a bicia czy maltretowania >dziecka

                          Jestem za nie mieszaniem :-) Chciałam tylko powiedzieć, że czasem pewna
                          nadwrażliwość jest usprawiedliwiona np. własnym doświadczeniem :-)

                          >Generalnie u mnie jest zasada że tłumaczymy nie bijemy, ale kilka razy
                          >dopiero klaps w tyłek poskutkował. Moja córka ma juz 6 lat więc jest >już za
                          duża na karcenie jej w ten sposób bo w tym wieku to nie daje >żadnych efektów,
                          przynajmniej w jej przypadku. Ale za to więcej >zakazów i nakazów i dużo dużo
                          rozmów.

                          :-) u mnie jest podobnie.

                          >Zauwazyłam że jak się dziecku ostro nie wyznaczy granic to potem wejdzie na
                          głowe.

                          Raczej zagubi się w poszukiwaniu tych granic właśnie?

                          >co d nauczycieli to juz inna para kaloszy. Uważam że od wyznaczania >kar sa
                          rodzice a nie nauczyciele. Nauczyciel powinien tłumacxyć a >jesli to nie pomaga
                          odwołac się do rodziców a nie samemu wymierzać >kare. Mnie od września czeka
                          przezywanie pierwszych szkolnych kroków >córeczki i rónież mam nadzieje że
                          trafi na dobrego pedagoga.

                          Bardzo podobnie myślę :-). Mnie od września (a raczej moje dzieci bardziej..)
                          czeka przezywanie pierwszych kroków córki w gimnazjum, a syna w liceum, też mam
                          nadzieje na dobrych pedagogów :-))
                          Oby nam się te nadzieje pospełniały, iwusiu

                          pozdrawiam:)
                          :-)
                          M.
    • Gość: monika Re: AGRESJA RODZI AGRESJĘ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.04, 11:34
      i dopoki rodzice - przedstawiciele pokolenia starszego, bedą uzywac przemocy
      wobec swoich dzieci, tak dlugo ich dzieci beda kontynuowac nieswiadomie
      ta "rodzinna tradycję". chyba, ze okaza silna wole i zrobia wszystko, aby nie
      popelniac bledow wychowawczych swoich rodzicieli...
    • lamancza Re: Lanie normą wychowawczą (Newsweek) ????? 19.02.04, 13:23
      ilona.wroclaw napisała:

      > ,,Majtki w dół, położyć się na taboret i mimo bólu nie wrzeszczeć - bicie
      > dzieci jest w połowie polskich domów normą wychowawczą.
      >
      > (...) Zapędzeni rodzice przenoszą odruchy wyćwiczone w wyścigu szczurów do
      > własnych domów. Biją, nie myśląc o tym, że lękiem i agresją zarażają własne
      > dzieci."
      >
      > to cytat z artykułu Tomasza Maćkowiaka w najnowszym Newsweeku
      >
      > newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=9076
      > czy rzeczywiście bicie jest normą wychowawczą także obecnie ? jestem
      > zszokowane bo myślałam, że wychowywanie przez pas to już przeszłość.
      >
      Po pierwsze artykuł jest tendencyjnie napisany.
      Po drugie przeczytaj sobie następny artykuł w tym numerze. To jest dopiero
      Zgroza. Rok 1984 już jest, tylko w kolorowej scenografii, a nie w ponurej jak
      to opisał Orwell.
      • Gość: maika7 tendencyjność ..... IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.04, 15:16
        >Po pierwsze artykuł jest tendencyjnie napisany.

        Powiedz to mojemu koledze, który głowi się własnie nad tym jak pomóc dzieciom
        bitym (do utraty przytomności, do uszkodzeń ciała), przypalanym papierosami,
        gwałconym w pewnym miejscu w Polsce. Realnie istniejącym niestety i pewnie nie
        jedynym :-((

        >Po drugie przeczytaj sobie następny artykuł w tym numerze. To jest >dopiero
        Zgroza. Rok 1984 już jest, tylko w kolorowej scenografii, a >nie w ponurej jak
        to opisał Orwell.

        Pisałam już wyżej - każde przegięcie ma swoje minusy - ale jeśli przeginać to
        wolę chronić dzieci, a nie dorosłych.
        M.
    • uri_ja przepraszam, że pytam.... 19.02.04, 19:20
      ...czy podobobało by się Wam, gdybyście w rozmowie usłyszeli od kogoś:"jesteś
      głupi", "co Ty możesz wiedzieć", albo dostali nagle po głowie, bo komuś nie
      podoba się Wasze zachowanie i "nerwy mu nie wytrzymały"?...my dorośli często
      nie pamiętamy, co mogą czuć ci mniejsi od nas ludzie, których nazywamy dziećmi.
      czy biciem uczymy ich szacunku do innych i do ich samych?
      • Gość: camel Re: przepraszam, że pytam.... IP: *.dip.t-dialin.net 19.02.04, 21:20
        pewnego pieknego dnia i tak dziecko dostanie po glowie gdzies na dworzu.
        przynajmniej go bol nie zaskoczy:)
        niech zyja klapsy:))

        camel
        • uri_ja Re: przepraszam, że pytam.... 20.02.04, 07:55
          ...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka