aniuta2004
30.03.10, 19:22
Pewnie ten temat był już tu wielokrotnie poruszany, ale mnie
bardziej chyba zależy na wygadaniu się, niż na konkretnych poradach
(choć nie ukrywam-wszelkie słowa otuchy i wsparcia są bardzo mile
widziane).
Ponad rok temu złożyłam pozew o rozwód. Powód-całkowity rozkład
pożycia małżeńskiego. Od kilku lat nie sypiamy ze sobą, nie
mieszkamy razem, nie rozmawiamy, i wreszcie dojrzałam do tego, żeby
uporządkować swoje życie.
O dziwo, mąż podpisał zgodę na rozwód na moich warunkach (nie
chciałam orzekania o winie), przyznał,że czuje się winny rozpadu
naszego małżeństwa, no i cudownie się odmienił. Nagle zaczął
interesować się dziećmi, mną, moimi problemami, moją pracą,
obsypywał mnie prezentami, ograniczył znacząco czas spędany w
pracy,i co najważniejsze-zaczął dbać o higienę osobistą-codzienne
kąpiele, dezodoranty, zawsze świeże ciuchy, po prostu cud. Szczerze
mówiąc, właśnie brak higieny osobistej męża (unikanie wody, mydła,
pasty do zębów przez kilka dni,i ten okropny zapach potu...)
rozpoczął rozpad naszego związku.
Po kilku miesiącach tej cudownej odmiany dostałam z sądu informację
o rozprawie rozwodowej. I czar prysł.Wszystko wróćiło do normy, co
gorsza, któregoś popołudnia usłyszałam o planach męża-oświadczył
mi,że zabije mnie, potem siebie, dzieci trafią do domu dziecka, a on
nawet obmyślił już sposób pozbawienia mnie życia(np. spowodowanie
wypadku samochodowego z moim udziałem).
Sprawa trafiła do prokuratury, kilka dni temu odbyła się rozprawa,
i...No właśnie. Poszłam do sądu przekonana,że sędzia wysłucha
stanowiska obu stron i że potraktuje mnie poważnie. W zamian
usłyszałam od sędziego kilka stwierdzeń pełnych kpiny. "Bała się
pani,że mąż uszkodzi pani samochód, a nie bała się pani,że uszkodzi
SAMOLOT, którym pani poleci na wakacje?" "No widzi pani, kolejne
wakacje się zbliżają, a pani nawet włos z głowy nie spadł...""Czy
wszystkie ważne decyzje konsultuje pani z innymi osobami?"(to w
odpowiedzi na stwierdzenie,że o groźbach poinformowałam rodzinę i że
o problemach małżeńskich rozmawiałam z psychologiem).
Mogę się spodziewać, jaki będzie wyrok. Wiem już, że sędzia jest
niezawisły i tak naprawdę może prowadzić rozprawę wg własnego
uznania, nic mu nie można zrobić.
I tylko nikt mi nie chce powiedzieć, po której groźbie, że zostanę
zabita, mam się zacząć bać.