Dodaj do ulubionych

pogubiłam się...

    • 40cztery Re: pogubiłam się... 28.04.10, 12:25
      nick.na.1 napisała:
      > muszę to z siebie wyrzucić, a przerasta to chyba możliwości moich
      > najserdeczniejszych przyjaciółek. pewnie mi się dostanie, pewnie zasłużyłam.
      > ale jeśli ktoś poza krytyką potrafi napisać kilka mądrych słów- będę ogromnie
      > wdzięczna.

      przeczytaj jak ja widzę związek z Tobą
    • au_lait Re: pogubiłam się... 28.04.10, 13:07
      Na Twoim miejscu też bym się pogubił.
    • poranne1 Re: pogubiłam się... 28.04.10, 13:26
      słuchaj , nie jest istotne, że masz 25 lat i się faceci koło Ciebie nie kręcą.
      Życie nie kręci się wok ół faceta. Nie musisz wcale być z tym żonatym. Koło mnie
      też się nie kręcą, a mam 27 i też czuję się samotna. Poszukaj sobie czegoś poza
      facetem, innego życia. Po za tym nie wiesz, czy on nie ma dzieci. Po co rozbijać
      rodzinę. Pewnie jesteś ładna, fajna, na pewno jest szansa, że jakiś wolny facet
      Cię pokocha. Po co się godzić na byle co z braku laku. Pomyśl o sobie, przecież
      jesteś jedyna w swoim rodzaju. A ten facet to drań, nie szanuje Ciebie, ani
      swojej żony. Pomyśl o sobie i o stworzeniu sobie godnego życia, w którym nie
      będziesz musiała liczyć na faceta, który "łaskawie", rzuci ci "ochłap
      miłosnopodobny". Zasługujesz na coś lepszego. Pokochaj siebie i daj być
      szczęśliwym innym ( mam tu na myśli jego żonę, ona bardzo będzie cierpiała, jak
      się dowie, pomyśl też o niej, bo dzieje jej się krzywda), ale przedewszystkim
      pomyśl o sobie
      • nick.na.1 Re: pogubiłam się... 28.04.10, 22:10
        odpowiem tak: mam fajną pracę, mieszkanie, samochód, rodzinę, wspaniałych
        przyjaciół, hobby, a jednak czegoś mi brakuje.
        uwierz, że nie siedzę i nie umartwiam się na codzień nad swoim marnym losem, ale
        przychodzą czasem takie dni, że nie chce mi się nic, tylko ryczeć.
        • poranne1 Re: pogubiłam się... 28.04.10, 22:31
          Rozumiem. Zachęcam Cię jednak do poszukania innego faceta, wolnego, który na
          serio będzie Cię szanował. Przecież jesteś na pewno wspaniała i na pewno warta
          miłości. Może idź do psychologa, będziesz mogła wyżalić się w realu. Nie musisz
          brać faceta, tylko dlatego, że "raczył" poświęcić Ci chwilę. Zasługujesz na coś
          lepszego, na coś prawdziwego.
    • aretahebanowska Re: pogubiłam się... 28.04.10, 22:41
      Ja kiedyś taka byłam i tak żyłam (mniej więcej w tym samym wieku co Ty). I
      dobrze Cię rozumiem. Wariowałam jeszcze bardziej. Wcale nie obchodziło mnie
      czy faceci, z którymi jestem są czy nie są żonaci. Angażowałam się raz
      bardziej raz mniej, kilka razy za mocno (ale z reguły też bez złudzeń), i
      kilka razy dostałam po dupie. Też wynikało to z braku pewności siebie. Ale nie
      żałuję. Pomogło mi to w końcu w ustaleniu czego naprawdę dla siebie chcę i jak
      mam poprowadzić swoje życie. Potraktuj to jako swoiste doświadczenie życiowe,
      ze wszystkiego można czerpać naukę. W końcu poznałam kogoś dla mnie
      odpowiedniego i jesteśmy ze sobą 12 lat. Po tylu testach przynajmniej
      nauczyłam się rozpoznawać kogo mi potrzeba a kogo należy omijać z daleka. No i
      poczułam się pewniejsza. Jeśli taka sprawa Cię nie złamie to tylko doda Ci sił
      w przyszłości. Nie słuchaj nigdy ludzi, którzy mają gotowe recepty na życie i
      wszystko widzą czarno-biało, są po prostu głupi. Powodzenia!
      • lonely.stoner Re: pogubiłam się... 28.04.10, 23:35
        hmm, no tak, przyejmnosci przyjemnosciami ale mi sie wydaje ze jestes jedna z
        tego rodzaju zdesperowanych kobiet ktore seks mysla z miloscia, ty sie
        zakochalas i mylisz okazywane przez faceta zaloty z miloscia. Otrzasnij sie, i
        spojrz na to w sposob realny- to tylko seks.
        • nick.na.1 Re: pogubiłam się... 29.04.10, 10:26
          nie, układ był jasny od początku.
          powiedział,żebym się nie łudziła, zresztą gdzie ja napisałam słowo o miłości.
          na początku byliśmy super kumplami, a potem jakoś przekroczyliśmy pewną
          granicę...to jest naprawdę super facet (jakkolwiek to nie brzmi w tej sytuacji),
          więc myślę, że jestem w takim momencie, że albo to skończę szybko, albo potem
          będzie coraz gorzej (dla mnie).
          • skarpetka_szara Re: pogubiłam się... 29.04.10, 15:27
            Nie swietny facet tylko swietny manipulator.

            Nie wiem czy to ma cos wspolnego z intelektem, ale jak to jest ze
            pewne osoby nie musza wcale pieprzyc sie z zonatymi lub innymi
            beznadziejnymi facetami aby wiedziec ze to nic dobrego nie
            przynosi - a inne dziewczyny musza miec jedna, dwie, czasami
            trzydziesci nauczek aby sie o tym przekonac.
          • aretahebanowska Re: pogubiłam się... 29.04.10, 18:53
            Skończ!
      • poranne1 Re: pogubiłam się... 29.04.10, 15:08
        No można i tak na to patrzeć
    • gobi05 po kilku dniach 29.04.10, 17:30
      Im więcej czytam twoich wypowiedzi, tym mocniej
      utrwala mi się taka refleksja: ty się nie pogubiłaś,
      ty się nareszcie odnalazłaś!

      Jestem zdania, że właśnie ten sposób zaspokajania
      potrzeb emocjonalnych jest ci potrzebny.
      Taka osobliwość przyrodnicza lub psychologiczna.
      Nie taka rzadka zresztą.
      • nick.na.1 Re: po kilku dniach 29.04.10, 17:41
        dzięki za tę analizę...
        a możesz powiedzieć, co konkretnie skłoniło cię do takich przemyśleń?

        chciałabym mieć jakiegoś fajnego faceta u boku, ale jakoś się całe życie nie
        składa. więc niestety- i piszę to z pełną świadomością- zaspokajam się tym co
        mam, bo- jak każdy człowiek- posiadam szereg potrzeb i emocjonalnych i
        biologicznych. mam czekać do końca życia? a może nic innego nigdy mnie nie
        spotka? oczywiście jest to pewnego rodzaju przerysowanie, ale ja już przestałam
        mieć nadzieję.
        • poranne1 Re: po kilku dniach 29.04.10, 18:50
          . A czego Ci brakuje, aby ktoś Cię pokochał? Pewnie jesteś bardzo fajną
          dziewczyną. Ty masz dopiero, a nie aż 25 lat. Jesteś w kwiecie wieku, młoda
          laska. Jeszcze 50 razy się zakochasz. A ty patrzysz na siebie jak na starą babę,
          bo masz już "aż 25 lat". Spróbuj wyjść do ludzi, zawrzeć nowe przyjaźnie, dużo
          się uśmiechać, a najważniejsze, polubić siebie. Próbuję się wczuć w Twoją
          sytuację. Nie masz faceta, czujesz się bezwartościowa, pojawia się ktoś, kto
          wydaje Ci się cudowny, a najważniejsze, że Cię wogóle chce. Nie wiem, czy dobrze
          się wczuwam. Godzisz się na niego, bo on Cię chce, nawet, jeśli ma żonę. Mi też
          czasami chodziły po głowie myśli, czy nie być z facetem, który mnie chce. Do tej
          pory mam wątpliwości, a jestem osobą niepełnosprawną, więc chyba nie powinnam
          grymasić, jeśli chodzi o wybór partnera. A jednak nie zdecydowałam się na ten
          związek, bo ja nie chciałam tego faceta. Czasem mam wątpliwości, czasem źre mnie
          chcica, zwłaszcza emocjonalna i czuję się bardzo samotna, ale pomimo to nie
          widzę przyszłości u boku faceta, który mi się nie podoba i szukam kogoś innego,
          a niewiele brakuje mi do 30 i nigdy nie miałam faceta. Czy ten żonaty to
          pierwszy w Twoim życiu, który Cię chciał, czy jednak miałaś już chłopaka, np w
          szkole średniej, albo później lub wcześniej.
          • nick.na.1 Re: po kilku dniach 29.04.10, 23:46
            żadnego poważnego związku nie miałam, parę krótkich znajomości- które właśnie
            kończyłam, bo nie chciałam byc z kimś dla samego bycia.
            a potem długo nic, i teraz on.

            "nie
            widzę przyszłości u boku faceta, który mi się nie podoba"

            tylko, że ten facet mi się bardzo podoba- fizycznie jest szalenie pociągający, o
            intelekcie pisać nie będę, bo zaraz na pewno ktoś mnie skrytykuje- nie może być
            inteligentny ani fajny, skoro robi takie numery. może.
            mam wyrzuty sumienia, ale chwile które spędzamy wspominam miło.

        • gobi05 Re: po kilku dniach 29.04.10, 18:59
          > chciałabym mieć jakiegoś fajnego faceta

          Jakbyś chciała fajnego, to byś nawet nie spojrzała na łajdaka.


          > piszę to z pełną świadomością- zaspokajam się tym co
          > mam, bo- jak każdy człowiek- posiadam szereg potrzeb i emocjonalnych

          Używasz do tego celu żonatego faceta, i o to właśnie chodzi.
          Tego ci trzeba.
          • nick.na.1 Re: po kilku dniach 29.04.10, 23:55
            ty chyba nic nie rozumiesz.

            napisałam- nasza znajomość zaczęła się bardzo zwyczajnie, i trwało to mniej
            więcej 4-5 miesięcy. dopiero potem stało się coś, czego nie potrafię do końca
            wytłumaczyć.
            nie chodzi mi o wyrywanie żonatych- gdyby tak było zapewne od razu
            wylądowalibyśmy w łóżku.
            również wcześniej nic podobnego mi się nie przydarzyło- żonaty facet był dla
            mnie absolutnie nietykalny. ale ten nie odpuścił, więc i ja uległam. ot,cała
            historia.
    • alienka20 Re: pogubiłam się... 05.05.10, 16:26
      Wiesz, jestem w twoim wieku, ale jakieś 5 lat temu znajdowałam się na podobnym
      zakręcie. Do pionu postawiła mnie siostra i jej chłodne podejście do sprawy.
      Zastanów się najpierw nad odpowiedzią na pytanie: czy aż tak gardzisz sobą, że
      lubisz donaszać cudze majtki? Jeśli nie, to wyłącz numer komórkowy (poużywaj
      prepaida albo odłóż do szafy ten, co masz) na jakiś czas, zmień gg, maila, przez
      który się z nim komunikujesz. Gorzej, jeśli kolo zna Twój adres. Będzie boleć,
      ale ochłoniesz i zobaczysz, słońce wzejdzie i świat się nie zawali. Jeśli tak,
      to niestety sprawa dla psychologa.
      A sprawa druga: nie uzależniaj swojego szczęścia od tego, że jesteś z kimś. Ja
      po rozstaniu z chłopakiem z żalu i złości na niego rzuciłam się w jakiś dziwny
      wir życia, z którego potem wyciągał mnie psychoterapeuta. Miałam w tym okresie
      szansę na związek,a nawet dwa ale zaprzepaściłam przez to wszystko. Cud, że
      studiów nie zawaliłam prawie na samym początku(musiałam tylko jeden egzamin
      przełożyć na wrzesień). Po zerwaniu z drugim facetem, byłam po prostu w
      rozsypce, ale stwierdziłam, że lepiej trochę popłakać i się uwolnić od sadysty;
      że lepsze zmarnowane kilka miesięcy niż kilka lat, ślub ewentualny i dziecko z
      nim pogrążyłyby mnie tylko + kompletny brak porozumienia, który brałam za
      nieśmiałość, a po prostu okazało się, że mu się tak naprawdę nie podobałam, że
      nie miał ze mną o czym gadać i dobijał mnie swoim bezmyślnym posłuszeństwem
      wobec matki. Dwa tygodnie dochodziłam do siebie (w międzyczasie terapia,
      antydepresanty), wzięłam się za naukę i olałam kwestie związków. Cieszyłam się
      życiem, nowymi koleżankami w akademiku, imprezami. Po miesiącu od nowego roku
      akademickiego znalazł się ktoś, komu zależało i trwa to do dziś.
      Zastanów się, czy fajna jest świadomość i godzenie się na bycie tą trzecią, tą
      zapasową, jak żona nie da, kraść chwile, gdy on może się wyrwać z domu do
      Ciebie. Ja się na to już nigdy nie zdecyduję.
      A dobry związek będziesz mieć pracując nad nim. Ideał można mieć, ale nigdy go
      nie osiągniesz - co najwyżej będzie bliski ideału, jak to moja fizyczka z liceum
      mawiała.
      Mi do dzisiaj jest dziwnie z myślą, co wyprawiałam parę lat temu. Wszelkie
      zaloty ucinam w zarodku (bo są i tacy, co lecą na zajęte, mimo tego, że widzą,
      że nic tym do szczęścia nie brakuje w związku). Naprawdę są fajni wolni faceci,
      a trwając w tym shicie po prostu odbierasz sobie szansę na coś wartościowego.
      A wiek? Mój ex-rówieśnik jest w trakcie rozwodu, moja koleżanka już się
      rozwiodła po roku małżeństwa i 5 latach chodzenia, została z małym dzieckiem,
      teraz ma nowego - znajomego ze studiów. Mam koleżanki, które nigdy nie były z
      facetem, bo cały czas nauka była ważniejsza, a adoratorów spławiały, albo
      wykorzystywały.
      Decyzja należy do ciebie, ale syf to się tępi, a nie hoduje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka