default
04.03.04, 10:40
...koszmarnej awantury, to chyba coś jest nie tak, prawda?
Wczoraj: idę do garażu, otwieram maskę, biorę z regału butlę, wlewam płyn do
zbiornika. Zamykam, wychodzę. Mąż "Co robiłaś?" "-Wlałam płyn do
spryskiwacza". "-Skąd go wzięłaś?" "- Z czerwonego regału".
I tu następuje eksplozja! " Tyle razy mówiłem, że rzeczy samochodowe są na
SZARYM regale!!! Ten płyn jest niedobry!!! po coś go wzięła!!!"
Najpierw mnie zatkało na widok takiej furii (miał śmierć w oczach), a potem
zaczęłam wrzeszczeć również - czemu skoro niedobry jeszcze tam stoi, że nie
jestem duchem świętym, żeby to wiedzieć, niech teraz pomoże mi go wylać. On
na to żebym sobie sama poradziła, skoro nabroiłam (?).
Ja się zacięłam. On też. Nie gadamy, atmosfera jest napięta.
Nieciekawie, co? Czy w normalnych, stabilnych związkach można sobie robić
awantury o byle g...? Zastanawiam się, czy to jego nerwy (okropnym jest
nerwusem), czy coś się psuje, czy po prostu wszyscy tak czasem mają, że kłócą
się w zasadzie bez przyczyny??