po.ranna
24.05.10, 16:37
Moja kuzynka jest samotną mamą wychowującą 8 letnią córkę. Ostatnio byliśmy u
niej na urodzinach i tak od słowa do słowa i ona wyskoczyła, że jej córka chce
pieska. Wiadomo, każde dziecko chce, ale problem polega na tym, że ona
wiecznie to dziecko komuś podrzuca, najczęściej swojej mamie, więc
powiedziałam jej delikatnie, że pies to ogromny obowiązek, musiałaby przez
jakiś czas zrezygnować z wakacji za granicą, bo co by zrobiła z psem? Do tego
dochodzą ferie, długie weekendy itp. Jej odpowiedź "oddałabym komuś na 2
tygodnie, chyba to nic strasznego?" Odpowiedziałam, że to chyba nie na tym
polega, żeby wziąć sobie pieska a potem obowiązkiem opieki obarczać kogoś. Na
co ona, że to żaden obowiązek tylko przyjemność. No to ja, że pies się
przyzwyczaja, tęskni. Ona na to "a tam, nic mu nie będzie". Żaden, ale to
żaden argument do niej nie dociera, neguje wszystko. Wiem, że skoro jej mama
wychowuje jej dziecko, bo ono praktycznie co drugi dzień jest u babci albo i
codziennie, plus wakacje to ona ewidentnie ma gdzieś uczucia innych. Ale czara
goryczy się przelewa, co chwila kogoś angażuje w swoje sprawy, np ze swoim
ojcem się nie odzywa, ale jak trzeba odebrać jej córkę ze szkoły to potrafi
zadzwonić do mamy i powiedzieć "powiedz ojcu niech po nią jedzie, chyba łaski
nie robi, w końcu to jego wnuczka!". JAk ciotka chce jechać na zakupy, to ona
"to weź małą, w czym ci ona będzie przeszkadzać". I tak w kółko. Każdy ma jej
dość, po kątach cała rodzina na nią gada, ale jej się mówi a ona albo zrobi
awanturę, albo udaje że to nie do niej, generalnie nie ma na nią sposobu.
Cierpi na tym jej córka - jest bardzo rozbitym, zagubionym dzieckiem, cierpi
jej mama, kobieta po ciężkiej operacji, jej ojciec. Dodam, że jej mama często
jest u mojej i się wypłakuje, że jej córka jest taka podła, złośliwa itp.
Powinnam powiedzieć "a co mnie to obchodzi?" Ale nie umiem! No właśnie nie
umiem, ja po tych urodzinach przyszłam do domu i pół nocy nie spałam
zastanawiając się jak można być taką wydrą, taką bezczelną egoistką, że
drzwiami się ją wypycha a ona oknem wchodzi, nie przyjmuje odmowy itp? A co
najgorsze, nie umiem zrozumieć jak można być tak zimną dla swojego jedynego
dziecka - to mnie najbardziej męczy.
Na pewno macie w swoim otoczeniu podobne osoby. Proszę powiedzcie jak nauczyć
się to "olewać", nie przejmować się, nie brać do siebie jej dogadywań itp??