Dodaj do ulubionych

Nadzieja...

06.03.04, 15:48
"W Tobie Panie ufność pokładam obym nigdy nie był zawstydzony.
W sprawiedliwości Twojej ocal i uchroń mnie. Nakłoń ku mnie ucha Twego
i wybaw mnie.
Bądź dla mnie skałą schronienia, abym mógł ująć zawsze. Postanowiłeś
mnie wybawić, gdyż opoką moją i twierdzą jesteś.
Boże mój, uchroń mnie od ręki nieprawego, od garści krzywdziciela i
gwałtownika.
Bo ty jesteś oczekiwaniem moim Panie, nadzieją moją od młodości.
Na Tobie polegam od powicia, od łona matki mojej jesteś opiekunem
moim, dla Ciebie moja pieśń pochwalna na zawsze.
Dziwowiskiem stałem się dla wielu, ale w Tobie moja mocna obrona."


Jestem ateistka, ale Psalm mi sie spodobal. Dodaje jakiejs wewnetrzej sily,
nadziei na lepsze jutro.. Milo i wygodnie wierzyc, ze jest jakas niewidoczna
sila (Bog? Aniloy?) ktora nas wspiera, ze istnieje jakis opiekun, do ktorego
mozna sie pomodlic i poprosic o wsparcie i czekac na pomoc. Szkoda, ze ja tak
nie potrafie..
Obserwuj wątek
    • Gość: renia Re: Nadzieja... IP: *.ath.spark.net.gr 06.03.04, 16:13
      Cóż znaczy, ze jestes ateistka? Jak to sie ma do odwiecznej prawdy, ze człowiek
      zawsze bedzie wierzył w jakiegos boga, w jakaś siłe wyzsza, ktora ma moc
      zmieniania biegu wszechswiata, wplywania na jego osobiste zycie? Dlaczego
      jestes ateistka - wybralas takie rozwiazanie (taka wiare, bo to przeciez tez
      wiara, nic wiecej, dowodow nie ma) sposorod kilku mozliwych? A jesli tak to
      dlaczego wybralas wlasnie ateizm? Naprawde mnie to ciekawi. I jeszcze - czy w
      swietle tego, ze zdecydowana wiekszosc ludzi jednak wierzy w takiego czy
      innego Boga - nie obawiasz sie, ze uwierzylas klamstwu, ze moze Bog jednak
      istnieje, ze tyle milionow, miliardow - nie moze sie mylic? Pytam, bo ja miewam
      czasy wielkiego zwatpienia w swoim zyciu wiary, wiec ciekawa jestem, czy w
      sercu ateisty tez rodza sie takowe. Pozdrawiam.
      • owca Re: Nadzieja... 06.03.04, 16:23

        a może najbardziej 'pewny' jest agnostycyzm?
        ;-)))

        pozdrawiam
        owca

        _,,,٢ة إ ة٦,,,_
      • balbinia Re: Nadzieja... 06.03.04, 16:32
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Cóż znaczy, ze jestes ateistka? Jak to sie ma do odwiecznej prawdy, ze
        człowiek
        >
        > zawsze bedzie wierzył w jakiegos boga, w jakaś siłe wyzsza, ktora ma moc
        > zmieniania biegu wszechswiata, wplywania na jego osobiste zycie? Dlaczego
        > jestes ateistka - wybralas takie rozwiazanie (taka wiare, bo to przeciez tez
        > wiara, nic wiecej, dowodow nie ma) sposorod kilku mozliwych? A jesli tak to
        > dlaczego wybralas wlasnie ateizm? Naprawde mnie to ciekawi. I jeszcze - czy w
        > swietle tego, ze zdecydowana wiekszosc ludzi jednak wierzy w takiego czy
        > innego Boga - nie obawiasz sie, ze uwierzylas klamstwu, ze moze Bog jednak
        > istnieje, ze tyle milionow, miliardow - nie moze sie mylic? Pytam, bo ja
        miewam
        >
        > czasy wielkiego zwatpienia w swoim zyciu wiary, wiec ciekawa jestem, czy w
        > sercu ateisty tez rodza sie takowe. Pozdrawiam.


        Tak, raczej ateistka i pelna wewnetrznych sprzecznosci, niejasnosci,
        szukajaca "prawdy" i watpiaca w istnienie Bogow, ich wplywu na nasze zycie, na
        nasza droge. Czesto mysle, ze to my, ludzie wymyslilismy sobie religie, aby
        oswoic sie ze smiercia, moc odczuwac nadzieje w sytuacjach tragicznych i
        pokrzepiac sie tym, ze ktos tam na gorze jest i nam pomoze. Albo jak latwo sie
        wytlumaczyc ze swojej niedoli i slabosci "widocznie Bog tak chcial, tak bylo
        pisane". Powoluje sie na swoj rozum, jak zawale sprawe, to bije sie za swoja
        glupote. Ale znam ludzi, ktorzy wzrusza ramionami i powiedza "coz, tak mialo
        byc, wszystko w rekach Boga". Dochodze wiec do wniosku, ze wiara = wygoda. Nie
        chce takiej falszywej wygody, ale szanuje wiare innych i mysle, ze to cos
        wspanialego jak niektory wierza i dzieki wierze staja na nogach. Dla mnie
        powyzszy Psalm jest jak pokrzepiajaca poezja, jak optymistycznie nastawiajaca
        muzyka - jedno i drugie zapalaja plomienie w ciemnym tunelu. Dlatego jako
        ateiska dziekuje religiom, ze istnieja :)
        • owca Re: Nadzieja... 06.03.04, 17:02

          wiarę istotnie czasem można nazwać wygodą - zrzuceniem odpowiedzialności za
          swoje losy na istotę nadprzyrodzoną,
          niektórzy posuwają się jeszcze dalej twierdząc, że i tak wszelkie zło zostało
          odkupione na krzyżu, więc czy ukradnę mniej czy wiecej nie ma żadnego znaczenia

          sama odrzuciłam wszelką wiarę i prawdę mówiąc również zrobiłam to z wygody
          miałam dosyć ciągłej walki z samą sobą bo jak można przekonać siebie do tego, że
          coś jest złe i brudne, jeśli sama nigdy tak nie czułam? aby być rozgrzeszonym
          trzeba uznać dogmaty, podporządkować się im i obiecać poprawę - tego nie jestem
          w stanie...
          a jak niedawno Triss ładnie napisała 'wiara to nie hipermarket z którego możemy
          sobie wybrać co nam się podoba' i to jest właśnie kwintesencja - dlatego
          odrzucam ją w całości

          czasem jestem bezwyznaniowcem, osobą wierzącą w Absolut - siłę nadprzyrodzoną
          sterującą światem
          czasem agnostykiem
          a czasem bezmyślną owcą ;-)

          pozdrawiam
          owca

          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
          • cardamon Re: Nadzieja... 06.03.04, 18:34
            A ja przez religie mam klopoty z sexem. Dokladniej: z czerpania z niego
            przyjemnosci. Bo od lat wmawiano nam:
            - to grzech
            - tak nie wypada
            - przyzwoite dziewczyny sie tak nie zachowuja
            - sex to tylko w malzenstwie i najlepiej dla prokreacji
            REEETYYYYYY !
            Wolalabym wychowac sie w wierze np buddyjskiej. Kamasutra i te sprawy :)
            • Gość: baba Do cardamon IP: *.acn.waw.pl 06.03.04, 18:47

              KK a sex, to wlasciwie temat na zupelnie inny, bardzo interesujacy watek-
              zaloz moze cos takiego.
              PZdr
              • reniatoja Re: Do cardamon 06.03.04, 18:55
                Zgadzam sie - moze byc ciekawie. Tymczasem ja mam takie pytanie - otoz zgadzam
                sie, ze przez KK mozna miec klopoty z seksem, ale z drugiej strony czego byscie
                chcieli? Zeby Kosciol zaczal nauczac ze mozna sie kochac bez slubu z kazdym kto
                nam sie podoba, ze mozna uzywac antykoncepcji, ze to wszystko jest ok? Przeciez
                Kosciol nie moze tego zrobic. A gdyby to zrobil, to bylby to zabieg czysto
                marketingowy. O ile jeszcze z antykoncepcja mialabym pewne propozycje zmian,
                ktore moglyby moim zdaniem istniec pod sztandarem Krk, to seks pozamalzenski
                naprawde nie moze byc tolerowany, przeciez to juz nie bylby Kosciol czerpiacy
                z Biblii. Mozna ostatecznie zmienic wyznnanie jak ktos tak bardzo potrzebuje
                tego blogoslawienstwa duchowego dla seksu w duchu kamasutry :)
                • amanda22 Re: Do cardamon 06.03.04, 22:28
                  reniatoja napisała:

                  > sie, ze przez KK mozna miec klopoty z seksem, ale z drugiej strony czego
                  byscie
                  >
                  > chcieli? Zeby Kosciol zaczal nauczac ze mozna sie kochac bez slubu z kazdym
                  kto
                  >


                  Ja osobiscie bylabym szczesliwa, gdyby Kosiol nie pielegnowal w nas poczucia
                  winy, falszywej moralnosci (na zasadzie kary i leku) oraz rozumial, ze czlowiek
                  oprocz duszy ma tez cialo i moze odczuwac glod; zarowno ten duchowy jak i ten
                  cielesny.
                  pozdrawiam, niewierzaca ;)
                  • Gość: renia Re: Do cardamon IP: *.ath.spark.net.gr 07.03.04, 13:08
                    > Ja osobiscie bylabym szczesliwa, gdyby Kosiol nie pielegnowal w nas poczucia
                    > winy, falszywej moralnosci (na zasadzie kary i leku) oraz rozumial, ze
                    czlowiek
                    >
                    > oprocz duszy ma tez cialo i moze odczuwac glod; zarowno ten duchowy jak i ten
                    > cielesny.


                    Mysle, ze Kosciol absolutnie nie wychowuje w poczuciu winy, mentalnosci kary i
                    leku, calkowicie nie zgadzam sie z tym. Co do ciala i glodu cielesnego - o tym
                    rowniez Kosciol pamieta, po prostu ustalone sa pewne normy dotyczace zasad
                    zaspokajania tego glodu. I wychowuje raczej w mentalnosci szczescia i harmonii
                    przy zachowaniu tych zasad i oczywistego braku harmonii i szczescia - przy ich
                    lamaniu. Z tego co wiem i widze, to wspolczesny Kosciol wlasnie przeciwstawia
                    sie pojeciu Boga, ktory karze i straszy, a rozwija obraz Bog, ktory miluje i
                    cierpi.
                    • cardamon Re: Do cardamon 07.03.04, 13:22
                      renia, to pewnie dlatego model polskiej rodziny cholernie kuleje..? rozejrzyj
                      sie
                      • reniatoja Re: Do cardamon 07.03.04, 13:50
                        Model polskiej rodziny kuleje nie przez kosiciol, sorry, Kuleje przez biede,
                        bezrobocie, przez brak perspektyw i aspiracji, a rowniez przez brak wiary i
                        moralnosci, Tak uwazam. Znam ludzi bardzo wierzacych i praktykujacych
                        chrzescijanski model rodziny i sa to dla mnie naprawde super przyklady
                        prawdziwych rodzin. Polska rodzina to nie jest rodzina katolicka, niestety, a
                        ten model, o ktorym piszesz - ten kulejacy, nie ma nic wspolnego z modelem
                        proponowanym przez kosciol. Te rodziny kuleja, bo najczesciej od samego
                        poczatku sa "budowane" na grzechu - poczynajac od przygodnego seksu, z ktorego
                        sa niechciane dzieci, slubow z koniecznosci "bo ciaza", na zdradach i
                        pijanstwie konczac. To jest model od samego zalazka wbrew temu, czego uczy
                        kosciol. Ten kulejacy - powtarzam, a nie np ateistyczny czy agnostyczny. I nie
                        ma tu nic do rzeczy fakt, ze wiekszosc ma slub koscielny i ochrzcila dzieci.
                        Wielu ludzi robi siobie, chyba nieswiadomie, jaja z wiary i jej istoty. Czego
                        przyklad mielismy tu niedawno w watku o spowiedzi.
                        • Gość: baba Re: Do cardamon IP: *.acn.waw.pl 07.03.04, 14:06

                          Z ust mi to wyjelas, Renia, aczkolwiek moim zdaniem powodem jest brak checi
                          do podejmowania wysilku, pewnych wyrzeczen dla rodziny.
                          Ludzie uznaja za oczywiste, ze aby dojsc do czegos w swoim zawodzie na
                          przyklad, trzeba naprawde poswiecic temu mnostwo czasu i energii,a i wyrzec sie
                          przyjemnosci, niewskazane natomiast jest zmieniac zawod czy prace przy
                          pierwszych trudnosciach.
                          Nie wiadomo dlaczego jesli chodzi o malzenstwo czy zwiazek ludzie wierza w
                          jakas magie-
                          ma byc albo cudownie, albo szuka sie gdzie indziej.
                          Nie ma go nic wspolnego wa tym do czego zacheca KK, ktory jeszcze niedawno
                          wrecz przeginal w druga strone namawiajac ludzi do postaw heroicznych (na
                          przyklad nie mozna bylo uznac za niewazne malzenstwa z alkoholikiem).
                          Twierdzenie, ze kryzys rodziny w polsce nalezy przypisac KK, bo 90 % obywateli
                          twierdzi, ze sa katolikami to jest rozumowanie postawione na glowie.
                          Ta nasza tradycja, z ktorej niby trzeba byc dumnym wiecej KK szkodzi niz
                          pomaga, czego najlepszym dowodem jest post cardamon.
                          Pzdr
                    • Gość: baba Re: Do cardamon IP: *.acn.waw.pl 07.03.04, 13:25

                      Niestety, duchowni grzmiacy z ambon o ogniu piekielnym odeszli do historii
                      dopiero niedawno.
                      Psychologia weszla do programow nauczania seminarium gdzies 20 lat temu.
                      Sama bedac dzieckiem niedlugo po komunii zostalam przez ksiedza w konfesjonale
                      tak upokorzona,ze dlugo nie moglam dojsc do siebie , a jakie grzechy moze miec
                      9-letnia, przyzwoicie wychowana dziewczynka ?
                      Nie przeszkodzily mi te doswiadczenia byc wierna czlonkinia KK, co nie
                      oznacza, ze bezkrytyczna.
                      Zgadzam sie zatem z Renia, ze teraz jest inny kurs, mowi sie o milosci i
                      wybaczaniu, a nie o karach piekielnych, ale trzeba sobie zdac sprawe, ze nie
                      zawsze tak bylo i obraz KK ze srogim Bogiem Ojcem bedzie mial dlugi zywot,
                      zwlaszcza, dla osob z boku.
                      Nigdy nie zalowalam, ze staralam sie byc konsekwentna w swojej wierze- wiem na
                      pewno, ze uchronilo mnie to przed fatalnym malzenstwem.
                      Leki i kompleksy natomiast nie sa domena ludzi wierzacych- podejrzewam, ze
                      tyle samo osob niewierzacych ich doswiadcza.
                      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka