Dodaj do ulubionych

Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna?

02.07.10, 17:22
Postaram się krótko. Jestem mężatką od ok. trzech lat. Mamy rozdzielność
majątkową. Mój mąż ma swoje mieszkanie, ja do niedawna miałam swoje, a
sprzedałam je, by kupić wspólnie z mężem większe w dużym mieście. Moich
pieniędzy wystarczy na połowę. Mąż chwilowo nie ma gotówki (choć gdy
decydowałam się na sprzedaż mojego M o tym nie wiedziałam). Mało tego, dochód
za zeszły rok wyszedł mu dość niski i wcale nie tak łatwo mu dostać odpowiedni
kredyt. Najprościej byłoby kupić mieszkanie pół na pół. Jeśli jednak on nie
uzyska kredytu, wówczas ja mogę ubiegać się wspólnie z nim. Ale jak wtedy
zapisać mieszkanie? Bo uczciwie byłoby przy moim wkładzie gotówkowym + spłata
połowy kredytu aby moje było 3/4 mieszkania. Z drugiej strony on zamierza
spłacić kredyt wcześniej, na co mnie nie będzie stać - mogę spłacać raty
planowe. Zabezpieczeniem wówczas musiałoby być zakupione mieszkanie, na co ja
nie bardzo chcę się zgodzić, bo gdyby coś to tracę mój wkład. Jeśli on sam
weźmie kredyt, to ustanowi hipotekę na swoim własnym mieszkaniu, a jeśli nie?
Może to się wydać wyrachowaniem z mojej strony, ale: mąż ma syna i eksżonę.
Nawet jeśli ufam jemu, to nie mam powodów by ufać innym osobom. Poza tym on
utrzymuje się z prowadzenia działalnosci, gdyby coś rąbnęło, to mamy pasztet.
Jak zabezpieczyć własne interesy i jednocześnie nie wyjść na wyrachowaną s..ę?
Obserwuj wątek
    • monikate Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 17:26
      Jesteś rozsądna i tak trzymaj. Zabezpieczenie się jest sprawą normalną. Ciężko
      zrozumieć, że mnóstwo ludzi myli rozsądek z wyrachowaniem. A przecież noga może
      się powinąć każdemu i dlatego warto przekalkulować różne ewentualności, itd.
    • kamcia_79 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 17:28
      teraz to już po ptakach, ale błedem było że sprzedałaś swoje mieszkanie. Trzeba
      było je wynająć a kupić z mężem wspólne na kredyt.
      W obecnej sytuacji najlepiej jakby mąż sam wziął kredyt i wtedy dzielicie się
      nowym na pół. Jeśli go nie dostanie wezcie wspólny kredyt i wtedy na ciebie
      będzie 3/4 mieszkania. Mąż jak będzie chciał spłacic wczesniej to spłaci swoją
      część czyli nie spłaci kredytu do zera tylko o połowę, a tobie wtedy zostaną
      nizsze raty do płacenia.
      • fuks0 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:18
        > teraz to już po ptakach, ale błedem było że sprzedałaś swoje mieszkanie. Trzeba
        > było je wynająć a kupić z mężem wspólne na kredyt.

        Dokładnie.
    • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 17:39
      wyrachowaną suką chyba nie jesteś, ale materialistką na pewno
    • cioccolato_bianco Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:04
      ja się na tym nie znam, ale zrób tak, żeby zabezpieczyć SIEBIE i
      swoje pieniądze. mąż dziś jest, a jutro.. może być róźnie.
      • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:09
        kasa, kasa, kasa!!!
        • donnaanna Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:12
          ja tam uwazam ze masz 100% racje - znam panie ktore od lat splacaja
          dlugi ex-mezow.
          pogadaj z prawnikiem - mysle ze sa metody (u nas w Anglii sa)
          spisania umowy ze pol mieszkania jest twoje a pol jego, czy inne
          proporcje w zaleznosci od wkladu.
          • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:18
            sobie jaja chyba robicie, większość mężczyzn więcej zarabia od swoich żon i
            naprawdę mało któremu mężczyźnie przychodzi do głowy aby przez sam fakt
            większych zarobków robić jakieś intercyzy, rozdzielności majątkowe etc.


            Co innego baby, jak już się trafi taka, co więcej zarabia od męża to nogami i
            ręcoma będzie się wzbraniać aby czasem złotówki nie stracić na tym interesie etc.


            tak, jesteście co poniektóre wyrachowane, chciwe, łakome na kasę, i zawsze wam mało





            happy wife, happy life ;)

            www.youtube.com/watch?v=zwfCjYv7gVQ
            • donnaanna Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:21
              jan - zastanow sie, na pewno nie znasz ani jednej pani z ktorej sie
              wszyscy podsmiewaja bo tyra jak idiotka zeby zarobic na domowe
              potrzeby a maz placi alimenty poprzedniej zonie i w zwiazku ztym nie
              daje nic do domowej kasy?
              albo pani ktora splaca dlugi po ex-mezu?

              bez wzgledu na to kto ile zarabia nie ma nic zlego w checi
              zabezpieczenia swoich interesow i przyszlosci bez awantur.
              • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:52
                Ba! uwazam ze ludzie ktorzy maja spisane umowy przedmalzenskie o
                wiele mniej sie awanturuja z partnerami swoimi o pieniadze. Podzial
                jest zazwyczaj sprawiedliwy, obydwoje wiedza co ich czeka w
                przyszlosci, wiec nie musza sie stresowac, a przez to czuja sie
                bezpiecznie.

                Moim zdaniem wiecej ludzi powinno to robic. Jan widocznie nie
                kapuje ze taki podzial ROWNIEZ chroni faceta, nie tylko kobiete.
                • malam74 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 10:34
                  > Ba! uwazam ze ludzie ktorzy maja spisane umowy przedmalzenskie o
                  > wiele mniej sie awanturuja z partnerami swoimi o pieniadze. Podzial
                  > jest zazwyczaj sprawiedliwy, obydwoje wiedza co ich czeka w
                  > przyszlosci, wiec nie musza sie stresowac, a przez to czuja sie
                  > bezpiecznie.

                  Bardzo rozsądne zdanie. Popieram w 100%. Ile to w życiu spokoju by było. Dla obu
                  stron. Poza tym życie pokazuje, że w przypadku rozstania to najczęściej kobieta
                  zostaje z dziećmi. Dlatego musi myśleć rozsądnie, bo jest odpowiedzialna za
                  swoje dzieci, a mężczyźni, niestety, często o takim rozsądku zapominają, gdy
                  przestają kochać matkę swoich dzieci...
            • martishia7 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:22
              > tak, jesteście co poniektóre wyrachowane, chciwe, łakome na kasę, i
              zawsze wam
              > mało


              Kim jesteś i co zrobiłeś z naszym Janem?? Tu powinno być wszystkie bez
              wyjątku
              !
            • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 23:14
              No właśnie ja tak miałam ze swoim pierwszym męzem, że ciągle mnie nękali jego
              wierzyciele i musiałam spłacać jego długi. Na szczęście nie było tego bardzo
              dużo, bo w porę się zorientowałam. Gdyby nie moje resztki rozwagi to i tego
              mieszkania (kupionego dzięki pomocy moich rodziców) bym nie miała. Dodam
              jeszcze, że mój obecny zarabia znacznie więcej ode mnie, tylko miał chwilowy
              dołek. Tak więc Twoja teoria w moim przypadku się nie sprawdza.
            • emka222 odpowiadając w Twoim tonie 03.07.10, 00:33
              To Wy nas tego nauczyliście.
            • kam-ka Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 10:08
              jan_hus_na_stosie napisał:

              > sobie jaja chyba robicie, większość mężczyzn więcej zarabia od swoich żon i
              > naprawdę mało któremu mężczyźnie przychodzi do głowy aby przez sam fakt
              > większych zarobków robić jakieś intercyzy, rozdzielności majątkowe etc.


              A większość kobiet DUŻO WIĘCEJ zajmuje się domem. I dziećmi. Ot taki podział obowiązków w rodzinie.
            • takajatysia Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 11:21
              Taaaaa..... No mój ex-mąż nie miał chęci parać się pracą przez długi
              czas przez co musieliśmy pożyczać pieniądze. Szczęśliwie (?) od mojej
              siostry. Po rozwodzie zobowiązał się, że spłaci lecz nie spłaca, mimo
              iż powodzi mu się raczej dobrze. No i będę miała zapewne przyjemność
              spłacenia tych długów jak się siostrze cierpliwość skończy.

              Fajnie, co?
        • blue_ula Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 20:36
          widać, że masz kompleksy na punkcie kasy!
          • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 20:41
            taaa, na punkcie kasy, małego fiutka, niskiego IQ, urody Bazyliszka i bóg wie
            czego jeszcze :]
        • mrsnice Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 10:21
          "kasa, kasa, kasa!!!"
          a co??? W razie czego puścić bezmyślnie swój majątek obcemu bachorowi i
          jego matce?
          Dobrze dziewczyna robi. Oby każda miała rozum i myślała za wczasu.
    • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:15
      Wow, jestes bardzo madra kobieta ze myslisz o tych sprawach przed
      pojawieniem sie problemu. Az milo ze takie kobiety istnieja.
      • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:21
        za to faceci to idioci najwidoczniej bo rzadko kiedy robią kobietom szlaban
        prawny w dostępie do swoich finansów
        • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:41

          Mysle ze mylisz pojecia. Tu chodzi o zabezpieczeniu wlasnosci
          nabytych PRZED malzenstwem. Jezeli ona teraz polaczy to z mezem,
          to po jego smierci - jego dziecko i moze nawet exzona beda mieli
          prawo do autorki pieniedzy (w postaci mieszkania).

          Pozatym uwazam ze maz tez nie powinien miec prawa do jej pieniedzy
          nabytych przed slubem, a ona do jego (zauwaz ze w tym ukladzie
          obydwoje tak zadecydowali - nie jest tak ze facet sie dzieli a ona
          nie).

    • margie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:27
      Ja na twoim miejscu bym kupila mieszkanie w zamian za to sprzedane , wynajela i
      wziela kredyt wspolnie z mezem na nowe ( hipoteke zaciagniecie na nowokupowane,
      wiec jakby co- macie jeszcze 2 mieszkania). Albo: spzredala rozniez mieszkanie
      meza i kupila nowe za gotowke.
      Kupowanie na 3/4 i 1/4 jest bez sensu w sytuacji braku stalych dochodow meza,
      alimentow itp bo jakby co to bank wejdzie na 1/4 mieszkania????
    • martishia7 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:32
      Można ustanowić hipotekę na udziale ułamkowym w nieruchomości. Jeżeli mąż sam
      weźmie kredyt, to obciąży swój oznaczony udział. Jeżeli weźmiecie go "na pół" to
      najrozsądniej oczywiście aby połowę hipoteki ustanowić na Twoim udziale, połowę
      na udziale męża (albo na drugim mieszkaniu męża.
      Żeby wybrnąć z tej sytuacji najrozsądniejsze wydaje mi się następujące
      rozwiązanie. Mąż bierze kredyt w takiej wysokości, w jakiej jest w stanie
      uzyskać. Obliczacie jaki to udział w mieszkaniu, i w takiej wysokości mąż nabywa
      udział w mieszkaniu. Ty opłacasz gotówką swoją połowę, a na resztę, której Wam
      brakuje do pełnej sumy, bierzesz kredyt. Mąż ustanawia hipotekę albo na swoim
      mieszkaniu albo na udziale w nowym mieszkaniu. Ty ustanawiasz hipotekę na swoim
      udziale w nowym mieszkaniu. Twój udział w mieszkaniu jest taki, jak udział kwoty
      którą zapłaciłaś (gotówka plus kredyt), a męża taki jak on zapłacił. Każdy może
      sobie spłacać√ kredyt w swoim tempie.
    • soulshunter Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:36
      moze ja jaki gupi i staromodny jestem, ale jak czytam takie: moje, twoje, jego, jej, polowa moja, polowa twoja, ja place pol, ty placisz pol w odniesieniu do malzenstwa, to sie pytam: czy to jest malzenstwo, czy sklep spozywczy? U mnie bylo tak, ze to ja zarabialem 75%-100% dochodu i kasa z wyplaty wiosiala na lodowce przypieta magnesem. Bral kto chcial i na co mu bylo potrzebne. Trzeba bylo dac na remont chalupy to sie dawalo chociaz wcale nie figurowalem na tytule wlasnosci. Trzeba bylo kupic sprzet agd - to samo. Wiec powiedzcie mi łaskawie osochoci? Bo jesli panna ma zamiar sie przed kims, przed czyms zabezpieczac bo moze w przyszlosci sratatata, to po jakiego ch.. w ogole wchodzi w zwiazek malzenski. To ide po piwko bo goraco.
      • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:47
        Ale facet juz ma historie ze dla niego malzenstwo nie znaczy "do
        konca zycia", wiec jezeli juz raz sie rozwiodl, to co go trzyma aby
        za 10 lat znowu sie rozwiesc?

        Moim zdaniem kazdy uklad jest dobry jezeli obydwoje sie na to
        zgadzaja i sa z tego zadowoleni. Ty byc moze pracowales "za kase",
        ale Twoja zona zapewne tez niezle pracowala w domu, abys ty nie
        musial przychodzic po pracy i zaczac gotowac obiad.
        • soulshunter Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:56
          nie wiemy z jakiego powodu jego malzenstwo przestalo istniec, co do drugiej czesci masz racje w 80%.
          • dzikoozka Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 10:23
            NIe doczytałeś może - ale 1. facet prowadzi działalność gosp. Jak
            zbankrutuje, kobieta straciłaby cały swoj dorobek - stąd
            rozdzielność przy zawieraniu małż. 2;m jest eks żona i być może
            dzieci - gdyby facet np. zginął w wypadku - dlaczego eksmalzonka i
            dzieci obce autorce mają dziedziczyć JEJ krwawicę (czyli zakupione w
            3/4 z jej dorobku mieszkanie)? Tu nie chodzi o zakąłdanie rozpoadu
            małżeństwa tyulko zabezpieczenie interesów autorki, która nie ma 20
            lat i dorobiła sie z życiu mieszkania, które sprzedała na poczet
            większego wspólnego.
      • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:58
        soulshunter napisał:

        > moze ja jaki gupi i staromodny jestem, ale jak czytam takie: moje, twoje, jego,
        > jej, polowa moja, polowa twoja, ja place pol, ty placisz pol w odniesieniu do
        > malzenstwa, to sie pytam: czy to jest malzenstwo, czy sklep spozywczy?


        nie jesteś ani głupi ani staromodny, po prostu jesteś normalnym facetem dla
        którego liczy się drugi człowiek a nie zawartość jego konta
        • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:05
          To wlasnie ludzie ktorzy spisuja umowe/intercyze nie leca na kase,
          bo to, co ich partner ma - jest jego, i takie kobiety nie
          zamierzaja tego im odbierac.

          Janie, jestes niekonsekwentny. Jak kobieta wychodzi za maz bez
          umowy, to mowisz ze idzie na kase, ze facet zarabia, a ona tylko
          wydaje. A jak kobieta podpisze umowe ze jej pieniadze sa jej
          pieniedzmi, a faceta pieniadze sa faceta - to tez zle bo tez jej o
          kase chodzi.

          Chyba dlatego jestes sam...
          • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:24
            dla mnie wszystkie kobiety materialistki są gó... warte i od takich trzymam się
            z daleka :)

            a pieniądze to TYLKO pieniądze, są niczym w porównaniu do miłości do drugiego
            człowieka
            • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:28

              Naiwny jestes Janie, Oj naiwny.... az nie chce mi sie pisac.
              • mahadeva Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 18:15
                wyjątkowo zgodze sie z Janem - gdybym wyszla za bylego, ze ktorym sie bardzo
                kochalismy, wszystko byloby wspolne, ostatni grosz bym oddala dla wspolnego
                szczescia - mam nadzieje, ze istnieja takie malzenstwa
                • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 19:59
                  Maha, ja nie piszę, że mu czegoś żałuję, jestem typem, który jeśli ma, to
                  czerpie radość z dzielenia się. Dając coś facetowi mam poczucie niezależności.
                  Ale za dobrze znam życie, by wierzyć, że facet, który już raz się rozwiodł, nie
                  może uczynić tego jeszcze raz. Wierzę, że teraz mnie kocha, ale za jakiś czas
                  może być różnie (np. znajdzie się taka panienka, która uwierzy, że jego,
                  biednego Misia, żona nie rozumie, od lat ze sobą nie śpią itp. ;D). Wyobraź
                  sobie sytuację, że jemu coś się stanie, a ja zostanę z kredytem i nie będę miała
                  pracy. Wyobraź sobie, że jego syn zażąda, abym go spłaciła z części mieszkania
                  należącej do ojca lub będzie chciał je dostać w całości. Na takie sytuacje jest
                  jedna recepta: jasny układ i uregulowane kwestie udziałów w majątku. Jak już
                  pisałam, mój Eks przez całe małżeństwo próbował mnie wmanewrować w różne swoje
                  malwersacje, na szczęście dość szybko przestałam mu wierzyć i tylko dzięki temu
                  mam z czego żyć. Ty po prostu jesteś naiwną dziewczynką i z takim podejściem
                  możesz mieć w życiu ciężko...
            • margie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:34
              Janek, przezyjesz- pogadamy:)

              ja jestem jedna z tych co przez 5 lat splacala dlugi bylego meza i w zamian za
              rozwod musialam go jeszcze splacic ( a chlopak jednego dnia w zyciu nie
              pzrepracowal). Przez cale malzenstwo myslalam, ze co moje to nasze, pracowalam ,
              remontowalam, nie mialam casu na urlopy. W pzreciwienstwie do niego.

              teraz bym tego nnigdy wiecej nie zrobila- albo wolny zwiazek i kaazde rowno
              wklada w zycie, albo rozdzielnosc. Niestety, wasze myslenie jest idealistyczne,
              bo zaden z was ani ty ani hrabia nie byliscie mezami, lat macie niewiele i
              zadnych doswiadczen typu zarzadzanie wspolnymi dochodami. Dobrze jeszcze jak sie
              ludzie rozstaja w zgodzie wzglednej. Gorzej, jak w stanie wojny.....
              • jan_hus_na_stosie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:41
                margie napisała:

                > a chlopak jednego dnia w zyciu nie
                > pzrepracowal

                do kogo masz pretensje, że się z nicponiem i leniem związałaś?

                ja swoje pieniądze zarabiam (może nie kokosy, ale powyżej średniej krajowej), ze
                swoją kobietą bez problemu bym się nimi dzielił i GUZIK mnie obchodzi ile
                zarabiałby moja kobieta oraz czy byłaby właścicielką roweru za 200 zł czy willi
                za 2 miliony
                • soulshunter Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 21:18
                  > do kogo masz pretensje, że się z nicponiem i leniem związałaś?

                  dokladnie to samo chcialem odpisac. Przymus jakis byl 3 co, jako wygrana na loterii fantowej go dawali?
                • margie Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 22:19
                  a czy ja mam do kogos, poza soba pretensje? Chcialam tylko zauwazyc ze punkt
                  widzenia zalezy od punktu siedzenia:0 nie masz takich doswiadczen, to cie stac
                  na idealizm..... Mnie nie stac. A nawet gdyby bylo stac, to nie bede ryzykowac.
                  I tylko tyle. Ja sie autorce nie dziwie. madra baba, az jej zazdroszcze,.
                  • skarpetka_szara Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 22:27

                    Moja matka zawsze mi mowila ze kobieta swoje pieniadze powinna miec
                    aby nie byc zalezna od faceta. I jestem jej za to wdzieczna:
                    skonczylam dobre szkoly, mam dobra prace, zawsze sobie poradze.

                    I jestem przez to szczesliwsza z moim facetem, bo nie musze ani od
                    niego brac, a jeszcze mu pomagam.
                • lonely.stoner Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 22:48
                  jan_hus_na_stosie napisał: > ja swoje pieniądze zarabiam (może nie kokosy, ale
                  powyżej średniej krajowej), z
                  > e
                  > swoją kobietą bez problemu bym się nimi dzielił i GUZIK mnie obchodzi ile
                  > zarabiałby moja kobieta oraz czy byłaby właścicielką roweru za 200 zł czy willi
                  > za 2 miliony

                  bym sie?? jak juz bedziesz w jakimkolwiek zwiazku to wtedy napisz jak to
                  wyglada, bo pewna jestem ze jakbys mial babe co nie zaradna, to i owo, i na
                  twoim utrzymaniu, to tez by przez mysl ci przeszly rozne mysli. A jesli nie, no
                  to juz trudno, kto ma miekkie serce ten powinien miec twarda d... jak mowia.
      • blue_ula Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 20:35
        widzę, że nie odróżniasz majątku odrębnego od majątku wspólnego. Autorka nie chce dzielić się w przyszłości swoim majątkiem odrębnym nabytym przed małżeństwem z dzieckiem męża i jego exs żoną, bo niby dlaczego?
        • kam-ka Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 10:11
          blue_ula napisała:

          > widzę, że nie odróżniasz majątku odrębnego od majątku wspólnego. Autorka nie c
          > hce dzielić się w przyszłości swoim majątkiem odrębnym nabytym przed małżeństwe
          > m z dzieckiem męża i jego exs żoną, bo niby dlaczego?

          Co więcej, w tym małżeństwie nie ma i nie będzie majątku wspólnego. Ze względu na rozdzielność majątkową będą zawsze tym dwa majątki osobiste.
    • weekenda Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 18:55
      mądrze myslisz. i tak trzymaj! miłość miłością a zabezpieczenie
      swoją drogą. a dlaczego on nie sprzedał swojego mieszkania? chcesz
      mieć miekkie serce musisz mieć twardą d.u.p.ę. I nigdy o tym nie
      zapomnij. Jesteś mądrą kobietą
    • mumia_ramzesa Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 19:01
      Niech maz sprzeda swoje mieszkanie i bedzie mial gotowke.
    • gobi05 a na li za 02.07.10, 19:30
      1. jesteście małżeństwem, ale on ma zobowiązania
      2. ty masz stabilną sytuację, a on robi interesy raz lepiej a raz gorzej
      3. nie orientujesz się w jego sprawach finansowych
      4. on zamierza spłacić mieszkanie wcześniej niż ty, ale nie wiesz czy
      da radę spłacić w ogóle

      Moim zdaniem nie jesteś wyrachowana, masz do niego dużo zaufania.
      Podział proporcjonalnie do wkładu jest zupełnie w porządku.
      Jeśli nie masz możliwości inwestować zupełnie oddzielnie, to idź na to.
      W razie upadku jego firmy mniej stracicie. Jeśli masz jakieś wątpliwości,
      to zawsze możesz kupić mu jakiś samochodzik w prezencie. Tak to bywa,
      jak bierzesz towar z drugiej reki. Nie jesteś wyrachowana.

      Powodzenia
      • kam-ka I dlatego zrób tak: 02.07.10, 20:15
        Ze względu na to, co napisała gobi05, zrób tak:

        Kup mieszkanie w całości na siebie: połowę za gotówkę ze sprzedanego i połowę na kredyt, który weźmiesz SAMA, skoro Cię na to stać.
        Ba, pewnie samej Ci będzie łatwiej dostać kredyt, bo przecież Twój mąż ma ostatnio niskie dochody.

        Spłacaj kredyt w zwykłym tempie.
        A jeśli Twój mąż będzie w przyszłości więcej zarabiał lub będzie miał więcej gotówki dzięki sprzedaży swoje go mieszkania, to po prostu podniesie się Wam standard życia, pojeździcie na wakacje itp.

        W ten sposób będziesz zabezpieczona nie tylko Ty, a też Wy oboje - na wypadek plajty biznesu męża albo roszczeń ze strony jego ex.
        A roszczenia mogą się pojawić np. dlatego, że w przypadku, gdyby Twojemu mężowi stało się najgorsze (tfu, tfu), to jego dziecko z poprzedniego małżeństwa dziedziczy po nim.

        Mężowi wytłumacz, że to dobre rozwiązanie, bo po pierwsze Ty nie prowadzisz ryzykownej działalności gospodarczej, więc nie ma obaw, że mieszkanie pójdzie na spłatę zobowiązań formy.
        A po drugie w razie gdyby Tobie się coś stało (znowu tfu, tfu), to i tak on mimo rozdzielności majątkowej po Tobie dziedziczy.
        Po trzecie łatwiej Ci będzie dostać kredyt tylko na samą siebie.
    • kam-ka Bądź BARDZO ostrożna! 02.07.10, 20:33
      Przeczytałam Twój post jeszcze raz.
      Moja rada: Bądź BARDZO ostrożna!


      > Mąż chwilowo nie ma gotówki (choć gdy
      > decydowałam się na sprzedaż mojego M o tym nie wiedziałam).

      Czyli wcześniej wyglądało tak, jakby mąż miał gotówkę i dopiero po tym, gdy
      pozbyłaś sie własnego dachu nad głową, raczył Cie poinformować, że jest inaczej?!


      > Mało tego, dochód za zeszły rok wyszedł mu dość niski
      > i wcale nie tak łatwo mu dostać odpowiedni kredyt.
      > Z drugiej strony on zamierza spłacić kredyt wcześniej.

      Z czego!? Na razie nie stać go ani na wkład własny, ani na kredyt. Na razie to
      są tylko jego pobożne życzenia.



      Czy jego mieszkanie jest w całości jego, czy częściowo należy do ex? Orientujesz
      się w tej kwestii czy to tez przed Tobą zataił? Bo jeśli do ex, to uwzględnijcie
      ze gotówką ze sprzedaży będziecie się musieli podzielić z ex. Abo co gorsze, ex
      nie zgodzi sie na sprzedaż i wtedy na lata możecie się pożegnać z widokami na
      zastrzyk gotówki ze sprzedaży mieszkania.


      Jedyne rozwiązanie w tej sytuacji to:
      Kup nowe mieszkanie w całości na siebie, będziecie mieszkać w Twoim mieszkaniu,
      a on niech za to łoży więcej od Ciebie na Wasze utrzymanie.
      • kam-ka nie wydawaj pieniędzy ze sprzedaży mieszkania 03.07.10, 10:05
        Żelazna zasada: Pilnuj, by pieniądze ze sprzedanego mieszkania nie rozeszły się na inne wydatki, niż zakup nowego.
        Nie wydawaj ich na bieżące życie. Nie odkładaj się do firmy męża. Inaczej zostaniesz z niczym, zmarnujesz swój majątek przedmałżeński.
        • jestem_73 Re: nie wydawaj pieniędzy ze sprzedaży mieszkania 03.07.10, 13:30
          O to nie ma obawy, kasa leży an lokacie i co miesiąc coś do niej dorzucam:)
      • jestem_73 Re: Bądź BARDZO ostrożna! 03.07.10, 13:33
        Staram się być ostrożna. Jesli chodzi o prawa do jego mieszkania, to kupił je
        już po rozwodzie, poprzednie zostawił Eksi. Ale nie wiem, czy mają formalny
        podział majatku, nie pytałam o to, a pewnie powinnam. Tylko to dość niezręczne.
    • postponed Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 02.07.10, 21:37
      koda, że sprzedałaś mieszkanie zanim zadbałaś o wszystkie informacje. radzę Ci
      poczekać aż mąż będzie miał zdolność kredytową i dopiero wtedy zakupić mieszkanie
      • kam-ka Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 10:01
        postponed napisała:

        > koda, że sprzedałaś mieszkanie zanim zadbałaś o wszystkie informacje.
        > radzę Ci poczekać aż mąż będzie miał zdolność kredytową i dopiero
        > wtedy zakupić mieszkanie

        A co to zmieni? Nic! Jestem_73 i tak nie powinna kupować mieszkania na spółkę z mężem, bo w ich sytuacji to grozi tym, że w przyszłości będą ją nękać jego wierzyciele.

        Niech mieszkanie i kredyt będzie tylko na nią, a on - jeśli zacznie więcej zarabiać - niech ufunduje np. meble, finansuje bieżące utrzymanie, bieżące rachunki za mieszkanie (z wyjątkiem rat kredytu), wycieczki itp. I wspólne dzieci, o ile takie będą. To zapewni, że oni ani ich dzieci nie będą zagrożeni konieczności wyprowadzki z mieszkania.
    • deczko Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 10:22
      Nie pakuj sie w kupno wspolnego mieszkania. Lepiej miec wlasne, ale
      ciasne. Niestety, takie jest zycie, pewnie sie w to g... wpakujesz i
      juz za jakis czas bedziesz z synem meza, albo mezem po sadach sie
      szlajala.
      • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 13:40
        Trochę się tego boję, to prawda. Z drugiej jednak strony chcę mieć coś
        wspólnego z mężem, oboje jesteśmy ludźmi dojrzałymi, z jakimś tam osobistym
        dorobkiem i ja przynajmniej mam tendencję do dzielenia na "moje" i "twoje", co
        niezbyt dobrze wpływa na nasze relacje. Z drugiej strony on jest jednak lepiej
        sytuowany ode mnie, poza tym zabezpieczeniem mieszkania ma być jego mieszkanie,
        a nie nasze wspólne. Chyba że ja wezmę kredyt, to wówczas musi być hipoteka na
        nowym.
    • s.p.7 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 13:50
      To co robisz to po prostu rezultat życia z przeświadczeniem ze czeka was rozwód
      (lub przynajmniej takie założenie)

      Czyli zwyczajny brak zaufania w związku.

      To tak jak by będac z kimś blisko (przyjaciel, kolega) cały czas zakładać ze
      kiedys da nam nuż w plecy.

      Z tego co obseruje wiekszosc mezcyzn jednak utrzymuje kobiety w małzenstwie i
      jest głowną stroną finasującą, czesto na dowod zaufania (bądz tez podatkowych
      machlojek szczegolnie jesli w gre wchodzi jzu złozony biznes) cały majatek
      przypisują kobietom.

      A kiedy kobieta zaczyna zarabiac nagle okazuje sie zesie boi o swoj majątek,
      czyli wyczuwam tu ogolnei deficyt zaufania, lekki bo lekki ale jest imo.

      Ale tez widze to w zyciu, znajomi rodziców otwierali biznes, i kobieta była
      wlascicielką, w momencie kiedy wszystko sie rozrosło to męzulek został spławiony.

      Dla mnie takie akcje to byłą by jak pisałem wynik braku zaufania, oczywiscie nei
      rzutuje to w zadnym sposob na związek bo jak ktoś nie chce to nie musi ufac
      nikomu, jednak mimo wszystko swiadczy to o jakis formach swiatopogladu oraz
      wizji ludzkich relacji w których nei ma ideii jednosci a jest prawo sily
      determinowane przez pieniadz co oczywiscie sprawia ze cały układ
      towarzysko-formalny zwany tutaj małzenstwem jest tylko atrapą ludzkich więzi.

      • ajnina_1972 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 20:35
        Zaufanie zaufaniem, gdyby pan miał czysta sytuację (jest sam, nie ma dziecka) i
        sprzedał swoje mieszkanie, aby dołożyć do wspólnego, a pani by tak nie chciała,
        to wtedy można się zastanawiać nad brakiem zaufania w związku. Na razie, gdyby
        się coś złego stało, to panią, która się nie zabezpieczy, czeka długa sprawa
        sądowa, w której będzie udowadniać, że przedmałżeńskie pieniądze włożyła we
        wspólne mieszkanie.
        • s.p.7 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 03.07.10, 21:25
          ale ciagle mowimy tak jakby przeznaczeniem tego zwiazku miało byc strzelanie
          pistoletem jeden drugiemu po głowach
          • kam-ka Brak wyobraźni byłby głupotą 03.07.10, 23:13
            s.p.7 napisał:

            > ale ciagle mowimy tak jakby przeznaczeniem tego zwiazku miało byc strzelanie
            > pistoletem jeden drugiemu po głowach

            Wcale nie.

            Autorka wątku już pisała, że ufa swojemu obecnemu mężowi.

            Ale nie koniecznie ufa jego ex i jej dziecku.
            Nie wiadomo też, jak potoczą się interesy męża i czy jego biznesowi wierzyciele nie zapukają kiedyś do jej i męża mieszkania.
            Różnie też bywa, nie jesteśmy wieczni i najgorsze można każdego spotkać w najmniej spodziewanym momencie.

            Nie branie tego pod uwagę i zakładanie, że nigdy nic niepomyślnego się nie stanie, byłoby zwyczajną głupotą.

            Gdyby Jestem_73 teraz o tym nie pomyślała, to potem mogłaby sobie tylko pluć w brodę, bo sprawy mogłyby się okazać nie do odkręcenia.
            Na szczęście myśli.
            • s.p.7 Re: Brak wyobraźni byłby głupotą 04.07.10, 00:27
              > Nie branie tego pod uwagę i zakładanie, że nigdy nic niepomyślnego się nie stan
              > ie, byłoby zwyczajną głupotą.


              Trzeba rozróznic 2 kwestie:
              1) Brak zaufania do partnera, brak szacunku do niego i spodziewanie sie po nim
              aktów głupoty badz tez ogolnie atakó i rozwodu
              2) Branie pod uwagę rózne zdarzenia zwiazane z wszystkim tym co nie zwiazane
              jest z domniemanymi negatywnymi dzialaniami partnera

              Jesli chodzi o pkt 2 to jak najbardziej przed bublami prawnymi, podatkami,
              prawem bankowym, zdarzeniami losowymi wg mnei mozna sie chronic
              Kakzde dzialanie jednak obliczone o strach zwiazny z pkt1 bardziej pokazje
              realny stan kondycji emocjonalnej zwiazku z akcentem na lojalnosc zaufanie,
              zamierzenia ( bo bierze sie to czesto z braku dobrej woli oraz posadzanie o brak
              dobrej woli partnera)

              • ajnina_1972 Re: Brak wyobraźni byłby głupotą 04.07.10, 10:08
                Właśnie 2-gi punkt mnie martwi - jest człowiek-nie ma człowieka. A potem spędza
                się długie lata w sądach.
    • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 04.07.10, 12:36
      Spieszę donieść, że ostatnie ustalenia są następujące: M. prawdopodobnie
      spokojnie wyrobi się ze swoją częścią kasy, więc mieszkanie będzie kupione na
      pół, hipoteka na jego odrębnej własności. A mieszkanie już mamy zadatkowane,
      piękne:) Dzięki za dobre rady, nie ukrywam że były dla mnie w większości dużym
      wsparciem. Pochodzę z rodziny, gdzie cały dorobek małżeństwa jest zwyczajowo
      wspólny, podobnie jak dochody, toteż czułam się nieswojo z tym moim podejściem.
      Ale też moja sytuacja jest specyficzna, gdyż oboje jesteśmy po przejściach i nie
      dorabiamy się od przysłowiowej łyzeczki:)
      • filona.may A jednak dałaś się wykorzystać. 04.07.10, 15:04
        A jednak "Deczko" miała rację, pisząc, że;
        forum.gazeta.pl/forum/w,16,113687403,113711060,Re_Czy_ja_jestem_wyrachowana_czy_rozsadna_.html?wv.x=2
        Tylko czekać, aż będziesz musiała się z tego pięknego mieszkania wyprowadzić, by spłacić męża, jego syna albo wierzycieli męża.

        Pewnie wtedy wrócisz na FK płacząc, jaka byłaś nierozsądna.
        Tak samo jak kiedyś nam tu już żaliłaś się, że w małżeństwie przestało się układać tak pięknie, jak na początku.



        Czy mąż też sprzedał swoje mieszkanie i wydał pieniądze na nowe? Nie, on pozostawił sobie jedno mieszkanie jako tylko swoje, do którego ani Ty, ani jego poprzednia żona nie macie prawa. Nie zastanawia Cię, dlaczego on Ci nie ufa i nie chce, by wszystko było wspólne?
      • filona.may Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 04.07.10, 15:15
        Do tego Twój wyrachowany mąż zadbał cwanie o swój interes i zadbał o rozdzielność majątkową z Tobą.

        Otóż opisanej przez Ciebie sytuacji, skoro macie rozdzielność, mieszkanie jest w połowie Twoje, a w połowie jego.

        Gdybyście nie mieli rozdzielności majątkowej, to do Ciebie należałoby 3/4 mieszkania, a do niego 1/4. Bo Ty wydałaś na mieszkanie swój majątek osobisty, sprzed małżeństwa. A on nie, swój majątek zachował dla siebie, a raty płaci z dochodów uzyskiwanych w trakcie małżeństwa.


        Jasne, będzie Ci tłumaczył, że rozdzielność musi być, bo on prowadzi firmę i to nie bardzo dochodową, więc lepiej uważać. Nie wierz, że to jedyny powód. Bo skoro tak, to całe mieszkanie powinno być na Ciebie, tak byłoby bezpieczniej dla Was obojga i waszych dzieci.

        Przejechał się na poprzedniej żonie, to teraz próbuje sobie to odbić na kolejnej.
        • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 10:12
          Mam nadzieję, że Twoje czarne proroctwa się nie sprawdzą:) Jeśli chodzi o
          sprzedaż mieszkania męża, to nie wchodzi ona w grę, bo mieszkanie znajduje się w
          innym mieście, gdzie mąż prowadzi firmę, a ja również jestem z nim 9miastem)
          częściowo związana zawodowo. Zatem głównym naszym lokum będzie jego
          dotychczasowe mieszkanie, a w tym drugim będzie mieszkał jego syn przez
          najbliższe dwa lata (potem zamierza wyjechać na studia), a my zamierzamy tam
          bywać dwa-trzy razy w tygodniu (taką rolę pełniło do niedawna moje mieszkanie).
          Jeśli chodzi o zabezpieczenie jego interesów, to intercyza w tym samym stopniu
          zabezpiecza moje oraz daje mi poczucie panowania nad swoim życiem. Żeby było
          jasne: ja nie zamierzam podnieść swojego statusu materialnego czyimś kosztem,
          źle bym się czuła gdyby ktoś mógł mnie posądzić o interesowność. Na poprzedniej
          żonie się przejechał w tym sensie, że zostawił jej mieszkanie kupione za jego
          pieniądze, to prawda. Nie sądzę jednak, żeby chciał sobie to zrekompensować moim
          kosztem. Nie zapominaj również, że jeśli by doszło do naszego rozstania, to mogę
          go spłacić z jego udziału w nowym mieszkaniu lub sprzedać je i kupić sobie za
          swoją część mniejsze. A nasze ewentualne wspólne dzieci... no cóż, ja już
          pogodziłam się, że ich nie będzie.
          • kam-ka Kupujecie mieszkanie, by mieszkał tam ich syn??? 05.07.10, 21:41
            Myślałam, że kupujecie większe, śliczne mieszkanie, by sobie uwić gniazdko.
            A tu się okazuje, że sprzedałaś swoje mieszkanie, żeby nastoletni syn Twojego męża i jego byłej żony mógł sobie pomieszkać w nowym, dużym mieszkaniu. To mnie zaskoczyłaś.


            Nie wystarczyłoby Wam na razie mniejsze mieszkanie jako meta w tym mieście? Przynajmniej pomieszkiwalibyście tam sami, tylko we dwójkę. Nocując wraz z nastoletnim synem męża nie będziecie czuli sie tak swobodnie. Poza tym urządzicie sobie nowe mieszkanie tak, jak chcecie, a chłopak, w dni, gdy Was nie będzie w mieście, będzie pewnie zapraszał znajomych - może coś poginąć, coś się zniszczyć. Albo swoją matkę. W końcu trudno mu tego zakazać. Ja bym nie poszła na taki układ. Ale to Twoje życie i Twoje wybory. Przynajmniej świadczy to o dobrych stosunkach między Tobą a synem i byłą Twojego męża.

            Dlaczego właściwie syn nie mieszka z matką?


            Ponadto zauważ, że gdy miałaś swoje małe własne mieszkanie, mogłaś nim dysponować, jak chciałaś. Jeśli kupisz mieszkanie z kimś na spółkę, będzie zupełnie inaczej. Może być tak, że w razie niekorzystnego zbiegu wydarzeń będziesz musiała sie wyprowadzić. Zostaniesz spłacona, ale w ukochanym ślicznym mieszkaniu nie będziesz mogła pozostać.

            Pamiętaj też, że jeżeli syn męża zmieni plany i nie będzie chciał się za dwa lata wyprowadzić, to nie będziesz miała możliwości go do tego zmusić. Chyba że będzie Cię stać, by zapewnić mu inne mieszkanie.



            I jeszcze jedno, bardzo ważne, jeśli nie chcesz, by Twój mąż - jak widzę bardziej od Ciebie świadom przepisów prawa - uważał Cię za frajerkę. Twój obecny mąż bardzo dba o to, by podczas trwania małżeństwa gromadzić swój majątek odrębny. Dzięki temu, że ma z Tobą rozdzielność majątkową i że będzie wydawał zarabiane przez siebie pieniądze na nieruchomość, jego majątek będzie sie powiększał. Dbaj wiec i Ty o to, by swój majątek osobisty powiększać w podobnym stopniu. Poczytaj czym jest majątek odrębny, co wchodzi w jego skład i czym się różny majątek odrębny od osobistego.

            Tu już nie chodzi tylko o zabezpieczenie finansowe Twojej przyszłości. Tu chodzi też o Twoje dobre relacje z mężem. Jeśli już teraz pokażesz mu, że może Cię wykorzystywać i postępować niekorzystnie dla Ciebie, a Ty mu na to przyzwalasz, to potem może by jeszcze gorzej.



            I na koniec: Nie chce być wścibska, ale jeśli 73 to Twój rok urodzenia, a nie wiek i nie ma istotnych chorób, to wcale nie musisz sie godzić na bezdzietność.
            • jestem_73 Re: Kupujecie mieszkanie, by mieszkał tam ich syn 05.07.10, 23:17
              Chłopak nie mieszka z matką, bo mieszka z nami!!! Jesteśmy razem od początku,
              przez jakiś czas mieszkał w moim mieszkaniu, traktuję go - i on mnie - jako
              członka rodziny (nie syna, bo ma matkę). My będziemy w tym nowym pomieszkiwać,
              bo mamy taką sytuację zawodową, że na stałe na razie nie możemy się tam
              przeprowadzić.
              Nie zakładam rownież, że mój mąż chce mieć majątek tylko dla siebie. Jego syn ma
              też już tak zabezpieczony start, że nie ma powodów, by np. siłą okupować czyjeś
              mieszkanie.
              Jeśli chodzi o moje problemy zdrowotne, to nie mam siły dłużej walczyć i znosić
              kolejne rozczarowania.
    • takajatysia Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 05.07.10, 11:15
      Nie wydaje mi się, żeby to było wyrachowanie. Dosyć materialistyczne
      podejście, ale przecież nie chcesz go wyciskać jak cytrynki i
      wykorzystywać. Wydaje mi się, że nie ma nic złego w dbaniu żeby było
      sprawiedliwie.
    • coralina1982 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 06.07.10, 10:51
      Jesteś bardzo rozsądna.

      Zastanów się dobrze nad tym pomysłem. Jeśli on weźmie kredyt, to bank
      prawdopodobnie nie będzie chciał jako zabezpieczenia spłaty kredytu ustanowienia
      hipotek/hipoteki na 1/2 części współwłasności, bo po co bankowi połowa
      mieszkania. Tak myślę, ale musisz dokładnie spytać w banku.

      Rozwiązań znajdzie się pare, ale właściwie przy każdym potrzeba trochę
      kompromisu jednej ze stron.

      A dlaczego mąż nie może sprzedać swojego mieszkania? Nie zrobił działu majątku
      czy co? Musicie tak na gwałt kupować?
      • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 06.07.10, 12:59
        Pisałam, że hipoteka ma być ustanowiona na jego mieszkaniu, którego nie możemy
        sprzedać, bo ze względu na pracę jego jak i moją musimy w nim na stałe mieszkać.
        Kupujemy drugie, bo ja mam kasę ze sprzedaży swojego i chcę ją ulokować, a
        zdecydowałam się na sprzedaż ponieważ miałam wówczas pewne plany zawodowe, które
        niestety nie wyszły. Tak czy inaczej, nie potrzebuję teraz swojego mieszkania w
        tamtym mieście, a to nowe będzie przydatne i jednocześnie powinno być niezłą
        inwestycją.
    • velluto Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 07.07.10, 11:27
      przeznaczenie środków ze sprzedaży swojego mieszkania na nowe lokum nie sprawia,
      że te środki stają się wspólne, nadal jest to majątek odrębny:). Lepiej co
      prawda zapisać w akcie, ile środków pochodzi z majątku odrębnego, ale nie jest
      to konieczne, jeśli można to udowodnić.

      Generalnie skoro macie rozdzielność majątkową - to i tak rozlicza się nakłady wg
      poniesionych kosztów, czyli jeśli mieszkanie zostanie kupione na współwłasność
      (jeśli się nie określa % to domniemywa się, że są to udziały 50/50), to w razie
      czego można rozliczyć nakłady poszczególnych stron na spłacanie kredytu
      (wygoogluj nakłady z majątku odrębnego na majątek małżonka). Naturalnie pod
      warunkiem, że są na to dowody - przelewy, a nie że przekazuje się kasę gotówką.

      Jeszcze jedno - warto ustalić konkretne zasady spłaty, żebyś nie wylądowała jak
      moja kumpela. Też mieli rozdzielność, tyle, że on spłacał raty, a za pensję
      przeznaczali na życie.
      Przy rozwodzie - on miał dom; ona nic, bo on swoje inwestował, a za jej jeździli
      na wakacje i żyli sobie dostatnio. Lepiej ustalić, że na wspólne wydatki oboje
      wpłacacie określoną kwotę, a dopiero z reszty on spłaca kredyt.
    • annataylor Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 07.07.10, 17:59
      przecież masz rodzielnosc majatkowa, to w czym ten problem?
      • jestem_73 Re: Czy ja jestem wyrachowana czy rozsądna? 07.07.10, 19:02
        W zasadzie chodziło mi o to, co zawarłam w tytule, a że wywiązała się dodatkowa
        dyskusja, to tym bardziej się cieszę, bo zyskałam nowe spojrzenie na pewne sprawy:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka