wyjdeztego
02.10.10, 23:30
Mam sasiadke - nadwrazliwa, podstarzala babe, ktora calymi dniami siedzi w domu i nasluchuje, co kto robi w budynku. A ze mieszkam nad nia, to baba przychodzi do mnie w soboty lub niedziele (bo akurat wtedy tylko jestem w domu w ciagu dnia) na skarge... OD progu startuje do mnie z ryjem, ze mam ciszej chodzic, ze niby trzaskam drzwiami i glosno rozmawiam :)
Ona tu mieszka od 1,5 miesiaca. I juz po tygodniu przyszla do mnie, zeby sie poskarzyc. Ba! Zadzwonila do wlasciciela budynku na skarge! Ja tu mieszkam od prawie 2 lat, poprzedni rok mieszkalam wlasnie nad mieszkaniem wlasciciela i on sie nigdy nie skarzyl. Ja pracuje od 9 do 5 codziennie, po pracy tez mnie nie ma od razu w domu, bo mam swoje inne zajecia jeszcze, wracam na noc i wtedy spie, wiec nie jest to halasliwe. W weekendy spie dlugo, bo zazwyczaj odsypiam piatkowe i sobotnie wyjscia do pubu/clubu. Mieszkam sama. Nie robie w domu zadnych imprez i nigdy nie zapraszam grup ludzi, czasem tylko wpada jakas kolezanka na kawe.
Dzisiaj wstalam okolo 12:30, zrobilam se kawe i czytalam cos w necie i nagle slysze pukanie do drzwi. Otwieram, jeszcze w pizamie, a tu baba z dolu, od razu z ryjem do mnie, zebym sie ciszej zachowywala, bo ja tak glosno tupie po mieszkaniu... :/ Myslalam, ze walne ja w ten glupi ryj, no bo nie wiem, co ja jej zrobilam... Jestem obcokrajowcem w tym budynku i moze to jest powod, juz tak zaczelam sie zastanawiac... Oczywiscie zadzwonilam na skarge do wlasciciela budynku znowu.
Nie chce sie stad wyprowadzac, bo mam fajne mieszkanie i urzadzilam je po swojemu, ale nie moge tej baby zniesc. Czuje sie, jakbym jej przeszkadzala, jakby ona tylko nasluchiwala, co ja robie... Masakra jakas :(
Co zrobic powiedzcie??? :(