Dodaj do ulubionych

przeżywanie

09.10.10, 20:55
hejj
tak mi sie nasunęło po przeczytaniu wątku ctryny
jak macie doła, to chcecie sie dzielić problemami ze wszystkimi w otoczeniu?
Ja nawet najbliższych nie chcę widzieć, już nie mówiac o rozmowach...
Najchętniej bym się zaszyła w sypialni, pod kołdrą.... tylko to nic nie zmienia...
czasem uciekam w pracę, w pracy sie jakos trzymam, potem jak jestem sama to zadnych przyjaciółek nie chcę widzieć ani słyszec...

ale wiem, ze są tacy, którzy problem muszą przegadac, inaczej sie nie wyleczą...

jak jest u Was??
Obserwuj wątek
    • devilyn Re: przeżywanie 09.10.10, 20:58
      A Ty co masz kilka nicków i się już popierdzieliło??
      • kookardka Re: przeżywanie 09.10.10, 20:59
        chyba tak ;)
      • ctryna Re: przeżywanie 09.10.10, 20:59
        nie, ale przeczytałam mój wątek o problemie, i napisałam tam, ze sie prawie ie odzywam :)
        • devilyn Re: przeżywanie 09.10.10, 21:02
          hejj
          tak mi sie nasunęło po przeczytaniu wątku ctryny


          Ha ha ha....zieeeewwwwwwwwwwww
          • wicehrabia.julian Re: przeżywanie 10.10.10, 20:01
            devilyn napisała:

            > hejj
            > tak mi sie nasunęło po przeczytaniu wątku ctryny

            >
            > Ha ha ha....zieeeewwwwwwwwwwww

            to się nazywa forumowe public relations i promowanie samej siebie pod wieloma nickami :)

            żenada 1000%
    • asqe Re: przeżywanie 09.10.10, 21:01
      Zalezy jakie problemy, tzn zalezy od stopnia nasilenia. Ja dopoki gadam o moich mniej lub bardziej wydumanych problemach to wiem, ze jeszcze nie jest tak zle i ze sobie jakos tam radze. Gorzej kiedy mi sie rozmawiac juz z nikim i o niczym nie chce. A mialam tak kiedys i trwalo to pare miesiecy - pomogl psychoterapeuta, psychiatra i antydepresanty. Wiec teraz sie zmuszam do wychodzenia i rozmawiania z ludzmi, niekoniecznie o klopotach, nawet jak nie mam najmniejszej ochoty, tzn wtedy, kiedy czuje, ze zaczynam lapac dola, bo w takim stanie bedac sama ze soba stanowie dla siebie zagrozenie.
      • ctryna Re: przeżywanie 09.10.10, 21:03
        dlatego też nie biorę tygodnia urlopu, chociaż o tym marzę
        tylko idę dziarsko do pracyu i jakoś czas leci...
        inaczej przespałabym tydzień...
    • menk.a Re: przeżywanie 09.10.10, 21:02
      Ja uciekam i stronie od ludzi. Wszystko dzieje się we mnie, w środku. Jestem wtedy jak zranione zwierzę: ukrywam się. Nikt i nic nie jest w stanie mnie pocieszyć. Sama muszę się wtedy ze wszystkim uporać.
      • ctryna Re: przeżywanie 09.10.10, 21:06
        ja mam jeszcze jeden problem w tym wszystkim
        ja nie płaczę
        musi się nie wiem co wydarzyć, zebym się popłakała... generalnie tłumię w sobie wszystko, a to ponoć niezdrowe
    • sundry Re: przeżywanie 09.10.10, 21:10
      Ja z tych, co muszą przegadać:)
    • salma75 Re: przeżywanie 09.10.10, 21:13
      No niestety, duszę to w sobie.
      Nic nikomu...
      Mąż chodzi, dopytuje się, bo widzi, że coś nie halo.
      Płaczę pod prysznicem, czasami mija samo.
      A czasami poddaję się i wypłacze na mężowskim ramieniu...
      • marguyu Re: przeżywanie 09.10.10, 21:20
        menka i ctryna,
        tez tak mialam i mam do dzis. Jednak po tym jak mi siadla tarczyca bardzo chetnie korzystam z porady endokrynologa, ktory oprocz lekarstw doradzil mi "tluczenie garow" lub jakikolwiek inny sposob na wyladowanie stresu.
        • ctryna Re: przeżywanie 09.10.10, 21:28
          łuczenie garów wydaje mi się krótkodystansowe
          gdy problem rzutuje na całe przyszłe z ycie
        • menk.a Re: przeżywanie 09.10.10, 21:28
          Nie wiem. Ja jakoś tak ekspresyjnie nie wywalam z siebie bolączek. Nie mam we mnie histeryczki ani choleryczki za grosz. Fakt faktem, że prawdziwe nieszczęścia mnie omijają, wiec jeśli mnie coś trafi poważnego, wtedy nie jeden gar poleci. Diabli wiedzą.
        • salma75 Re: przeżywanie 09.10.10, 21:52
          marguyu napisała:

          > menka i ctryna,
          > tez tak mialam i mam do dzis. Jednak po tym jak mi siadla tarczyca bardzo chetn
          > ie korzystam z porady endokrynologa, ktory oprocz lekarstw doradzil mi "tluczen
          > ie garow" lub jakikolwiek inny sposob na wyladowanie stresu.
          >

          Eee..tam. Tłuc gary to ja mogę jak mnie złość roznosi. Smutek mnie obezwładnia. Tak jak ctryna nie mam sił ani ochoty na nic.
      • grassant Re: przeżywanie 09.10.10, 21:20
        męża do rany przyłożyć :)
        • menk.a Re: przeżywanie 09.10.10, 21:27
          grassant napisał:

          > męża do rany przyłożyć :)

          Byleby gangreny z tego nie było.:P
    • kookardka Re: przeżywanie 09.10.10, 21:28
      Kiedyś potrzebowałam przegadać, teraz nie, bo to i tak nic nie daje ... lepiej przepacować temat ze sobą samym ... takie gadanie to tylko rozdrapywanie szkoda czasu ;) lepiej iść na basen, pojeździć konno albo na rowerku ...
      • ctryna Re: przeżywanie 09.10.10, 21:37
        ale ja na rower i na basen to w czasie przezywania problemow, nie mam wcale ochoty'
        tylko spac pod koldra
        nawet nie jem
        • kookardka Re: przeżywanie 09.10.10, 21:44
          odespać stres to nawet zdrowo, pytanie tylko ile to trwa dni ?
    • sid.leniwiec Re: przeżywanie 10.10.10, 19:48
      JTTM, a szkoda, bo to niezdrowo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka