judysize
25.11.10, 22:55
mąż od roku pracuje 500 km od naszego domu i widujemy się tylko w weekendy. Zarabia dużo i zakładaliśmy że taki stan potrwa rok ,góra trzy lata. Niestety widzę ,że może to trwać w nieskończoność. Mamy dom i nie bardzo mogę się do niego przeprowadzić bo mam też tu dobrą pracę. Niby wszystko dobrze bo nie martwimy się o pieniądze ale... czuję się oszukana i opuszczona. Niby się zgodziłam ,żeby pracował tak daleko bo wiedziałam ,że to ambitny człowiek i jeśli go zatrzymam nie będzie szczęśliwy . Ale w głębi serca wolałabym mieć mniej pieniędzy i wiedzieć ,że dla mnie jest gotowy zrezygnować z ambitnej pracy na rzecz mniej płatnej ale blisko. Jesteśmy małżeństwem z 15 letnim stażem i dobrze nam się układa/ło . Teraz żyję jakby cudzym życiem , jak cyborg. Od poniedziałku do piątku bo w piątek późnym wieczorem przyjeżdża. W piątek pada zmęczony co jest zrozumiałe . W sobotę jest tyle do zrobienia ,omówienia , nadrobienia zaległości z tygodnia że praktycznie się mijamy. Niedziela jest smętna bo o 2 w nocy w poniedziałek jedzie... Tęsknię za nim. Za codziennym przytuleniem ,za jego obecnością a on wydaje się tego nie rozumieć. teraz nawet wydaje mi się ,że się od siebie oddalamy bo coraz mniej mnie przytula za dnia , tak jakby odzwyczaił się ode mnie. Nawet seks nie jest co tydzień . Jest mi z tego powodu przykro ale rozumiem ze jest zmęczony. Z drugiej strony dziwię mu się bo ja nigdy mu nie odmówiłam a nawet to ode mnie często wychodziła inicjatywa . Liczyłam na to ,że chociaż raz w tygodniu seks będzie a zdarza się ,że nie ma go i miesiąc . Dodam ,że oboje jesteśmy przed 40 więc wydaje mi się to nienormalne. A może tak już jest w związku na odległość ,że coraz mniej , mniej , mniej .... Jest tu ktoś kto żyje tak jak ja i ma podobne problemy?