Dodaj do ulubionych

Nosze w sercu urazy

19.12.10, 11:52
Urazy to bardzo niszczace uczucia. Niszcza tego, ktory je w sercu chowa. Pozbylabym sie ich tylko wybaczajac. Ale nie potrafie wybaczyc. Co moge zrobic?
Czy inni ludzie tez chowaja urazy? Duzo takich jak jak ja? Nie potrafiacych wybaczyc, niszczacych siebie?
Wszystkie madre, pewne siebie i swoich uczuc niech sie nie wypowiadaja. Podziwiam Was, jestescie wspaniale. Nie musicie mi dowalac.
Obserwuj wątek
    • qw994 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 11:58
      Ja też chowam urazę to pewnej osoby, no i co z tego? Nie uważam wcale, że mnie to niszczy, żyję normalnie, nie zawracam sobie tym głowy :) Uznałam, że nie muszę wybaczać ani na siłę odnawiać relacji i starać się zapomnieć. A niech uraza trwa. Trudno. Takie jest życie. "You can't always get what you want" :)
    • piotr_57 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:00
      kochanic.a.francuza napisała:

      > Urazy to bardzo niszczace uczucia. Niszcza tego, ktory je w sercu chowa. Pozbyl
      > abym sie ich tylko wybaczajac. Ale nie potrafie wybaczyc. Co moge zrobic?
      > Czy inni ludzie tez chowaja urazy? Duzo takich jak jak ja? Nie potrafiacych wyb
      > aczyc, niszczacych siebie?
      > Wszystkie madre, pewne siebie i swoich uczuc niech sie nie wypowiadaja. Podziwi
      > am Was, jestescie wspaniale. Nie musicie mi dowalac.

      Ja jestem cholerykiem, więc nie chowam długo urazy. Nie mówiłbym o "wybaczaniu", po prostu olewam, zapominam, ie do przodu, nie oglądam się.
      Jedyną osobą której nigdy nie wybaczyłem i nigdy nie wybaczę jest mój ojciec. Ale to już zupełnie inna sprawa.
      • kota_behemota Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:04
        Mogłabym się podpiąć pod Piotra. Jestem impulsywna, ale zwykle nie chowam urazy i zlewam, zapominam, nie rozpamiętuje i nie roztrząsam. Poza ojcem.
        • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:10
          Ojcowie to chyba jakis specyficzny sort.
          Ja swojemu juz wybyczylam, biedny slaby czlowieczek, co tu wymagac.
          Do matki ciagle cos mam, ale nie moge wyartykulowac, zal mi jej. Nie mozna ranic tych, ktorych kochamy, szczegolnie kiedy sa juz zaawansowani wiekiem, zniszczeni trudami zycia, bozbawieni zludzen, kiedy na nas tylko polegaja i ciesza sie naszym szczesciem. Targaja mna przeciwstawne uczucia: milosc i tliwosc, troska, chec pomocy z zalem, urazami, checia wyrzucenia wszystkich niedomowien.
          • to.niemozliwe Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 14:57
            Nie ojcu wybaczylas, tylko sobie, ze myslalas, ze jest silny.
            :-)
          • piotr_57 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 17:36
            kochanic.a.francuza napisała:

            > Ojcowie to chyba jakis specyficzny sort.
            > Ja swojemu juz wybyczylam, biedny slaby czlowieczek,

            Mój ojciec nie jest ani biedny, ani słaby, mimo swoich 90 lat. Nadal uważa, że wszystko wie najlepiej, a na dokładkę, że każdemu ma prawo powiedzieć co robi źle.

            > Do matki ciagle cos mam, ale nie moge wyartykulowac, zal mi jej. Nie mozna ran
            > ic tych, ktorych kochamy, szczegolnie kiedy sa juz zaawansowani wiekiem, zniszc
            > zeni trudami zycia, bozbawieni zludzen, kiedy na nas tylko polegaja i ciesza si
            > e naszym szczesciem. Targaja mna przeciwstawne uczucia: milosc i tliwosc, trosk
            > a, chec pomocy z zalem, urazami, checia wyrzucenia wszystkich niedomowien.

            Ja już zrezygnowałem. Nasze drogi ostatecznie rozeszły się gdy miałem 16lat, czyli 40 lat temu. Godzić się będziemy już na tamtym świecie, oczywiście ten świat istnieje :), w co żaden z nas nie wierzy. Widujemy się gdy jadę do mamy, ale jesteśmy dla siebie zupełnie obcymi i niechętnymi sobie ludźmi.
      • say.you.will Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:24
        Ja też po jakimś czasie olewam, ale nigdy nie zapominam; nie chowam więc urazy de facto w sercu, a raczej w głowie - zapamiętuję pewne schematy po to, by nigdy więcej nie popełniać tych samych błędów, np. nie ufać komuś, kto na to nie zasługuje.
    • menk.a Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:10
      Pamiętliwe bydlę jestem. Zapisuję sobie krzywdy na odwłoku, ale nie mszczę się, nie wypominam. Nie trawi mnie to, nie gorzknieję, patrzę do przodu. Po prostu pamiętam. I unikam nieprzyjaciół.
      • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:14
        A nie ie czasami, ze tez komus krzywde zrobilas? Nie swiadomie? Nigdy nie wiadomo co innych rani.
        Ostatnio siostra wylala na mnie takie pomyje... Bylam zla, w jej opini. sama sobie nie mam nic do zarzucenia, jesli chodzi o stosunki z nia. A okazuje sie, ze jestem zla.(?)
        • menk.a Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:18
          Oczywiście że czasem nie zdajemy sobie sprawy, że komuś możemy uczynić przykrość czymś, co wg nas jest błahe i nie warte pamiętania. I zapewne niektóre rzeczy, które zapamiętałam, właśnie tak są określane przez innych. Zapewne też są tacy, którzy i mnie coś pamiętają. Nie mniej jednak... pamiętam i tyle. Nie wypominam i te żale mnie nie zjadają. Ci, którzy mnie znają, chyba nie powiedzieliby że jestem zgorzkniała. I mam nadzieję, że nigdy nie będę.;)
          • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:27
            Wynika z tego, ze mozna byc niezgorzknialym i jednoczesnie chowac urazy.
            Boze, jak ja mam ochole wylac kubel pomyj! Na kilka osob. A potem je ucalowac i powiedziec, ze bardzo je kocham. Czy to ma sens?
            • qw994 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:30
              Pewnie, że ma. Ambiwalentne uczucia to nie jest jakiś ewenement.
      • chersona Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 17:24
        Bo jesteś skorpionem :).
    • inzynier.kowalska Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:11
      Mi się w życiu pojawiły tylko dwie osoby, którym nie jestem w stanie wybaczyć. Usprawiedliwiam się tym, że do tej pory (w przypadku jednej z nich to już prawie trzydzieści lat) odczuwam skutki ich działań, więc nawet jak bym chciała zapomnieć, to ni huhu.
      To chyba wyczerpuje mój limit - na więcej nie mam miejsca, więc olewam albo zapominam w trybie niemalże natychmiastowym :)
    • rogmo Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:15
      Nigdy nie zapominam.
    • berta-live Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:23
      Pomyśl, że to taki ewolucyjnie uwarunkowany mechanizm, który pozwala ci unikać osób szkodliwych a przez to unikać jakiś sytuacji, które mogłyby stanowić dla ciebie realne niebezpieczeństwo. Na zasadzie, że skoro nie mogę komuś tak skutecznie skopać tyłka, żeby mu więcej nie przyszło do głowy szkodzenie mi, to muszę do niego odczuwać wstręt i niechęć, żebym to ja jemu w drogę nie wchodziła narażając się na to, że on mi znowu tyłek skopie.

      Podobnie jest z zemstą. Może i potępiana kulturowo, ale przypuszczam, że miała kluczowe znaczenie w tworzeniu tej kultury, cywilizacji i normalizacji stosunków międzyludzkich. Jakby przeciętny człowiek wiedział, że delikwent któremu coś zrobił za 5min o wszystkim zapomni i nie będzie kombinował nad odwetem, to by się działo. A tak, skoro wie, że jak da komuś w mordę, to i jego morda najprawdopodobniej zostanie obita, może i z nawiązką nawet, to co co najmniej ze dwa razy pomyśli zanim do ataku przystąpi.
      • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:34
        "... który pozwala ci unikać osób szkodliwych a przez to unikać jakiś sytuacji, które mogłyby stanowić dla ciebie realne niebezpieczeństwo."
        Swietna teoria, do zaaplikowania jesli chodzi o osoby obojetne. A co jesli szkodliwa wlasna rodzina, z ktora nalezy sie oplatkiem podzielic? I ktora Cie kocha i dobrze Ci zyczy, a szkode wyrzadza Ci calkowicie nieswiadomie?
        • qw994 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:36
          To trzeba ich uświadomić.
        • kookardka Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:37
          tylko dystans może Cię wtedy uratować.
        • berta-live Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:42
          Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że ten cały urazowo zemstowy mechanizm powstał wcześniej niz instytucja rodziny. ;D

          Chciałam tylko wykazać, że nie ma się czym przejmować, bo to tak samo naturalne uczucie jak głód czy popęd seksualny.
          • berta-live Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:56
            Poza tym jeszcze jest jedna kwestia. Od rodziny się więcej wymaga niż od obcych i w związku z tym pamięta im się więcej. Jak obcy tylko nie wymorduje ci całej rodziny, nikogo nie zgwałci ani nie okradnie, czy nie wkopie cię w jakieś tarapaty, to cokolwiek by nie zrobił to zazwyczaj się to olewa. Natomiast rodzinie nie zapomina się nawet tego, że kiedyś zupa była za słona.
            • kookardka Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 13:00
              taaak? to ja mam inaczej ...
              • berta-live Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 13:09
                Tak mi się wydaje. Jak ci jakaś obca kobieta poderwie faceta to mniej się wkurzysz niż jak to samo zrobi twoja najlepsza przyjaciółka. Jak ci ktoś obcy powie, że jesteś głupia i brzydka to też mniej się wkurzysz niż jak to samo powie ci własna matka. I te przykłady można mnożyć w nieskończoność.
                • kookardka Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 21:17
                  No to ja mam jednak inaczej.
    • kookardka Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:33
      ogólnie to raczej zdystansowana jestem do ludzi, ale jak już jest jakaś osoba, ktora zajdzie mi za pazury to nie zapominam, ale urazy nie chowam, mówię prosto z mostu i ucinam kontakt :)
      lubie jasne proste sytuacje a nie jakies babranie się w złych emocjach ...
      • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:54
        Niektore sytuacje sa strasznie patowe: ni w ta ni w tamta strone.
        • kookardka Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 12:59
          pozostaje dystans, jako mniejsze zło ;)
        • no1teresa Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 13:38
          zwracam uwage, ze pielegnowanie urazy, pretensji, niecheci, zycie w zaprzeczeniu (gdy jest wewnatrz nas niezgoda na cos, a nie potrafimy tego zmienic, albo nic z tym nie robimy, nie rozwiazujemy problemu) - zwlaszcza trwajace latami - to stan wysoce destrukcyjny, sprzyjajacy zachorowaniu na raka
          dlaczego niby nie mozesz powiedziec matce, ze ja kochasz, ale pewne jej zachowania, slowa bardzo cie rania, zawsze ranily; dlaczego sadzisz, ze nie zrozumie, ze prawda ja zrani? moze w pierwszym momencie dotknie, dlatego trzeba to przekazac w sposob pelny milosci, ale w ostatecznym rachunku oczysci atmosfere i poprawi sytuacje i relacje
          asertywnosc, czyli zdrowa normalnosc sie klania - ona oznacza, ze nie przedklada sie potrzeb innych nad swoje, ani swoich nad potrzeby innych
          nic nie robiac nie dajesz matce, ani wam, szansy, tak jak siostra nie dala jej tobie, za to na szwank wystawiasz swoje zdrowie
          • squirrel9 Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:15
            Nie wierzę w takie terapie za pomocą "bombardowania miłoscią". Szczególnie dorosłych ludzi wychowanych przemocowo. W rodzinie mojego męża, teściowa i jej siostry otrzymały przemocowe wychowanie i prawie wszystkie mają złe stosunki ze swoimi dziećmi. Takiej osobie "miłość" od dziecka w postaci bezwzglednego posłuchu i obowiązek serdecznego zachowanie w postaci posłuchu należą się jak psu buda. Wszystko definowane jest przez podporządkowanie. Partnerstwa brak. Taka nie mówi złych słów - jej słowa wypływają z troski a,że ma obowiązek kształtować dziecko całe życie to i kształtuje jak umie. Nie musisz nic mówić, jak kochasz matke (co jest psim obowiazkiem dziekca) to słuchasz i wykonujesz.

            Mój mąż nie dogadał się ze swoją matką (nie miał nawet najmniejszych szans), tak samo jego brat (jemu akurat matka rozbiła małżeństwo bo wykazywał ten "posłuch" i zrobił jak chciała matka, co jest dla faceta tragedią zyciową). Tak samo kuzynki mężą skłócone są ze swoimi matkami.
            Dla mnie życia szkoda. Owszem nosiłam w sercu urazy do teściowej za bardzo złe słowa i zachowania ale przebaczyłam gdy powiedziała "przepraszam". Przebaczyłam, bo łatwiej było mi się nia opiekaować w chorobie niż mojemu mężowi. Ona przeprosiła, bo powiedziałam jej,że jej nie lubię, jest dla mnie osoba obcą i wrogą przez swoje zachowanie. Gdyby nie przeprosiła, pewnie nie opiekowałabym sie nią i zywiłabym urazy do dzisiaj. Inna sprawa,że ona była rzeczywiście obcą dla mnie osobą, matce bym tak nie powiedziała choćbym jej nie lubiła (rodziców mam wspaniałych). Z rodzicem sytuacja kompletnie patowa. Widzę to po kuzynkach męża , jedna z nich przed prawie każdymi świętami trafia do kardiologa.
            Rozumiem ludzi którzy nienawidzą świąt. Dzilisz sie opłatkiem z kims kto jest podły a ten ktoś składa ci tak piękne życzenia,że aż się sam wzruszy.
          • kochanic.a.francuza Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:54
            dlaczego sadzisz, ze nie zrozumie, ze prawda ja zrani?

            Dlaego, ze skrytykowalabym w niej chyba wszystko, sens calego jej zycia. Do pochwaly zostalyby chyba tylko jej pracowitosc i dobra kuchnia.
            W dodatku ma bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci. W dzicinstwie nie byla podobno kochana, nie troszczona sie o nia, zaznala biedy. Jest glodna pochwal jak ryba wody. Nie nie zrobie jej tego. Bede ja chwalic, rozpieszczac. Zale wyleje na Forum.
            • julinekk Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 16:22
              Ustawilas sie na pozycji matki swojej matki i nic dziwnego ze ci z tym ciezko. Dlaczego czujesz sie odpowiedzialna za wynagradzanie jej krzywd jakich zaznala w dziecinstwie? Kto jest matka dla ciebie, skoro role sa tak odwrocone? Podejrzewam ze twoja matka nigdy nie troszczyla sie o twoje potrzeby emocjonalne, bo jej wlasne nie byly zaspokojone i probowala uzyc ciebie do ich zaspokojenia. Z wielka szkoda dla ciebie - teraz ponosisz tego konsekwencje.
              Naprawde nie musisz jej chronic kosztem siebie.
            • berta-live Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 16:25
              Skoro traktujesz ją jak ułomną psychicznie i nie masz sumienia jej krytykować, to czemu żywisz do niej jakiekolwiek urazy?

              We wszystkim trzeba zachować minimum konsekwencji. I albo twoja matka jest niepełnosprawna psychicznie albo nie jest. Jak wychodzisz z założenia, że jest i w związku z tym nie można jej jeszcze dowalać, to również nie można do niej żywic urazy, że była jaka była i zachowywała się tak a nie inaczej. Bo to tak jakby mieć pretensje do garbatego że garbaty albo do kulawego, że kulawy i się potyka. Natomiast jak się uważa, że dana osoba zrobiła coś celowo, z premedytacją i mogła postąpić inaczej tylko jej się nie chciało i tym samym ma się pełne prawo mieć do tego kogoś żal, to znaczy że jednak uważa się delikwenta za zdrowego i pełnosprawnego człowieka. Zatem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go nie oszczędzać tylko prosto w oczy powiedzieć co się o nim myśli. Pytanie tylko po co? Chyba tylko dla własnej satysfakcji, bo czasu nie cofniesz. Co było to było i już nie ma szans wrócić.
            • no1teresa Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 21:00
              alez nie chodzi o to, by matke oceniac, charakteryzowac, krytykowac, chwalic
              masz jej zakomunikowac, uswiadomic, otworzyc oczy na to, jak jej slowa, zachowania, ton, reakcje dzialaja na ciebie, jak rosnie ci gula w gardle, kiedy uzywa jakiegos zwrotu, jak instynktownie odsuwasz sie na dziesiatki kilometrow, gdy mowi takim a takim tonem, jak okreslone jej akcje wzbudzaja w tobie niechec, jak boli cie i rani to a to... itp.
              i przedstawic to spokojnie, bez pretensji i oczekiwan, ze juz jutro bedzie inaczej
              nie bedzie, bo to proces, ale jak bedziesz konsekwentnie i z godnoscia to podtrzymywac, to recze, ze matka sie zacznie zastanawiac
              nie robisz tego aby ja pognebic, tylko by pomoc i sobie i jej
              to prawda, ze tylko prawda moze nas wyzwolic, pod warunkiem, ze nie rabiemy ta prawda jak siekiera
        • menk.a Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:01
          Oj to ze sytuacja jest patowa oznaczać może, ze takie status quo jest bezpiecznym trzymaniem emocji w ryzach. Nic dobrego. Trzeba się pogodzić z przeszłością, z ułomnością charakterów, czasem warto rzec co leży na wątrobie i nie oglądać się za sobie. Ważniejsze to co przed Tobą. Przeszłość jest o tyle ważna, ile potrafisz z niej wyciągnąć wniosków i się czegoś nauczyć. Tyle.;)
          • dziewczyna_rzeznika Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:14
            Ja staram sobie to tłumaczyć w ten sposób, że każdy z nas dostaje jakiś bagaż doświadczeń już na starcie, ale tylko od nas zależy, jak go wykorzystamy.
            Można całe życie obarczać winą za swoje niepowodzenia starych ("bo ojciec nie okazywał mi uczuć", "bo matka projektowała na mnie swoje chore ambicje" itp.) tylko co to da?
            Stagnację, zero rozwoju.
            Ale można też uznać to za doświadczenie, które nas w pewien sposób 'hartuje' do życia, postarać się wybaczyć (nie zapomnieć, tylko wybaczyć) i zmieniać to, co możemy zmieniać czyli samych siebie.
            Wszystko wygląda dobrze w teorii, przyznaję, że sama mam z tym problem.
            Uważam, że bardzo przydatna bywa w takich przypadkach psychoterapia , jak zacznę zarabiać to kiedyś chyba pójdę na taką długoterminową, ażeby zrozumieć pewne mechanizmy postępowania moich rodziców i móc ich nie kalkować w przyszłości na własnych dzieciach/mężu.
            • menk.a Re: Nosze w sercu urazy 19.12.10, 15:36
              To niekoniecznie musi być upatrywanie przyczyn swoich porażek w innych. Czy szukanie dla nich usprawiedliwień. To jak nas wychowywano ma olbrzymi wpływ na nas, nasze myślenie i postępowanie. Olbrzymi. Zasadnicza kwestia dotyka tego co my z tą wiedzą zrobimy, kiedy już o tym wiemy. Jeśli to będzie punktem wyjścia do uzdrawiania czy prostowania naszych relacji i schematów postępowania to wielki plus i milowy krok na przód. A jeśli będzie to nas tylko zjadało od środka, będziemy hodować urazy... cóż nikomu to na zdrowie nie wyjdzie. Na na pewno nie.
              Dodam tylko, że da radę całe życie przeżyć w nieświadomości i nie wiedzieć skąd, co, jak, dlaczego. Nie wiem co przekłada się na lepszą jakość życia. Każdy sam sobie wybierze. Niektórzy świadomie. Inni nie.;)
    • gr.een ja nie umiem 19.12.10, 21:11
      Ja nie umiem, ani wybaczyć ani zapomnieć.
      Czy się mszczę?
      Wiem gdzie dotknąć by bolało - więc dotykam.
      Kobiety są okrutne i mściwe.
      • say.you.will Re: ja nie umiem 19.12.10, 22:43
        Wiesz, kto najlepiej wie gdzie dotknąć, żeby bolało? Najbliższe osoby. Nie rób tego, bo wykorzystujesz fakt, że ktoś dopuszcza Cię do grona takich osób. Może powiesz, że inni nie mają takich skrupułów - owszem, ale to nie znaczy, że mamy się z nimi równać. Moim zdaniem lepiej być ponad to; wystarczy, że zdajemy sobie z tego sprawę, a to wystarczająca satysfakcja.
        A wrzucanie wszystkich do jednego wora nigdy nie jest miarodajne.
    • takajatysia Re: Nosze w sercu urazy 20.12.10, 11:02
      Urazy nie chowam, lecz pamiętam te rzeczywiście duże. Po co mam potem wdepnąć ponownie na tym samym z tą samą osobą.. Nie gorzknieję, ponieważ o dawnych urazach nie myślę na co dzień.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka