blanka00
27.01.11, 02:23
Często z ust mojego partnera padają słowa: "bo wy kobiety jesteście takie a takie...", "my mężczyźni mamy tak a tak". Ostatnio zaś używa tego - "muszę cię (to) zrozumieć bo jesteś kobietą" (znaczy że co, niepełnosprawna?) jak też "zrozum mnie, jestem mężczyzną" (jakby to było najlepszym usprawiedliwieniem). Co ciekawe, tyczy się to jedynie sfery zachowań, cech charakteru obu płci, nie zaś ich roli np. w rodzinie. Kobietom przypisuje rozchwianie emocjonalne, przewrażliwienie, częściową uległość, zaś mężczyzna w jego mniemaniu ma przedstawiać sobą kompletne tego przeciwieństwo. A gdy spotka się z czymś, co wychodzi poza ramy jego postrzegania płci, jest autentycznie zaskoczony a nawet zachwycony (!) w przypadku kobiet :) . Rozśmiesza mnie wówczas ta jego reakcja, na co on się nieraz obrusza. Niestety ostatnio doszło między nami do niesnasek (kłótnia to za duże słowo), bo jestem zwolenniczką nieprzydzielania ludziom sztywnych ram. Miała któraś z Was do czynienia z takim przypadkiem? Machnąć w końcu na to ręką czy konsekwentnie zmieniać?