oxy_gen_86
29.01.11, 17:49
"Pożarłam się" z przyjaciółką, doszło między nami do niemiłej konfrontacji. Ja od kilku dni żyłam w wiecznym stresie, miałam zły nastrój, ona w przedezgaminacyjnej nerwówce. No i obie wybuchłyśmy.
W dzień egzaminu przybiegła do mnie "pokazać" się. Stroiła się i zrobiła perfekcyjny makijaż (bo widomo, że luki w wiedzy świetnie uzupełnia się wyglądem idealnym co dodaje na pewności siebie;-)) Ja, z charakterystycznym dla siebie przekąsem, skomentowałam krótko, że wygląda jak prowincjonalna nauczycielka (chodziło o jej biały kołnierzyk). Ona odebrała to jako formę wyżycia się na niej (ze wzg.na mój kiepski humor) i odebrała to jako obelgę czym mnie zszokowała!. Bo spodziewałabym sie, że powie mi, że mam się bujać, spadać itd.ale nie, strzeli focha (wczesniej napisala, ze zrobilam jej przykrosc i nie mam prawa odgryzac sie na innych z powodu swojego kiepskiego nastroju)! Zresztą wiele razy wbijałyśmy sobie "szpile" ale podchodzilysmy do tego z dystansem i traktowalysmy jako zart. Ja, wpedzona w poczucie winy, wylam i ona chyba tez. Mialam ochote wytargac ja za kudly:) za to, ze mnie w jawny sposob olewala pozniej.
Sprawe juz wyjasnilysmy, obie stanowoo stwierdzilysmy, ze nie warto tracic czasu i energii na bzdury. I idziemy do przodu:)
Niby wszystko ok ale ja wyczuwam duzy dystans z jej strony. Nie jest juz tak naturalnie, spontanicznie i wesolo jak bylo:( a moze minelo zbyt malo czasu, obie powinnysmy jeszcze ochlonac i odpoczac od siebie.
Nasza przyjazn powoli ewoulowala przez rok, zawsze moglysmy na siebie liczyc i to za soba w pioerwszej kolejnosci dzielilysmy sie radosciami i smutkami.
buuu chcę cofnąć czas:(